Ludwik Lambert/Od tłómacza/IV

<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Od tłómacza: Honorjusz Balzac
Podtytuł IV. Ludwik Lambert
Pochodzenie Komedya ludzka
z tomu Ludwik Lambert
Wydawca Biblioteka Boya
Data wyd. 1924
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

IV.LUDWIK LAMBERT.

Parę jest powodów, dla których zdecydowałem się pomieścić tę powieść na początku zbiorowego wydania Komedji ludzkiej. Jeden, to jej autobiograficzny charakter. Jedyny to utwór, w którym Balzac mówi nam tak bezpośrednio o sobie. I to właśnie o tych młodzieńczych latach, w których kształtował się umysł genjalnego dziecka, nie znajdując nikogo, ktoby odgadł jego przyszłe loty. Balzac odmalował tu swoje lata spędzone w kolegjum w Vendôme; odmalował samego siebie pod tą podwójną postacią: Ludwika Lambert i tego który opowiada o nim, jego przyjaciela i wyznawcy. W rzeczywistości mniej był w tem kolegjum szczęśliwy od Ludwika; był sam; nie miał nikogo ktoby dzielił jego przedwczesne myśli i prace, komuby mógł przeczytać ów słynny Traktat o woli!
Druga przyczyna, dla której wydało mi się trafne zacząć od tego Ludwika Lambert, to jego stosunek do całości dzieła Balzaka. W innych utworach Balzac daje nam wielość zjawisk; tutaj stara się dać ich unifikację; sili się nas wprowadzić we wnętrze ich mechanizmu. Pojęcie świata, społeczeństwa, jako emanacji woli i myśli, to podstawowa, ukochana teorja Balzaka. One są motorem; siła motoru jest w człowieku stała, większa lub mniejsza; reszta to rzecz transmisji.
Niezmiernie ciekawem jest w tych młodzieńczych filozoficznych rojeniach owo zmaganie się i zaplatanie przyrodniczego pojęcia świata z pojęciem mistycznem; realizmu ze spirytualizmem. Ta podwójność spojrzenia przenikać będzie całe dzieło Balzaka, i ono to da mu niezwykłą głębię. Rośnie ono korzeniami w ziemi, ale szczytami gubi się gdzieś w tajemniczym świecie czystych idei. Daje ono — jak żadne inne — bogactwo kształtów i zjawisk; ale, widziane znowuż z innej strony, staje się jakąś mistyczną pieśnią o bezosobowej, jednej, tajemniczej Energji.
Ludwik Lambert nie należy z pewnością do najlepszych powieści Balzaka. Zaledwie zresztą można go nazwać „powieścią”. Gdyby ją brać jako oddzielny utwór, dziwne sprawiałaby wrażenie ta książka przeładowana filozofją, głębokiemi rzutami myśli i dziecinnemi spostrzeżeniami, to znów mieniąca się w podręcznik do listów miłosnych... Ale, jak już wspomniałem, wielu powieści Balzaka, a tej tembardziej, nie można brać w oderwaniu, bez związków z całością. Bez Ludwika Lambert, Komedji ludzkiej brakowałoby ważnego członu. W tej galerji ludzkich zawodów, charakterów, należało się miejsce członkowi genjalnemu. Nie jest to łatwa rzecz wydobyć to wrażenie genjalności ze swego bohatera; Balzac wydobył je. Chwilami, czytając dzieje tego młodocianego herosa woli i myśli, wyobrażamy sobie takim Wyspiańskiego za młodu...
Ludwik Lambert może się wydać zarazem i bardzo przestarzały i bardzo aktualny. Mało kto zajmuje się dziś Swedenborgiem[1], który za czasu młodości Balzaka liczył we Francji (jak w całej Europie) wielu entuzjastów, między innemi matkę samego pisarza. Doniosłość spostrzeżeń Galla i Lawatera, którym Balzac tak wielką zdaje się przypisywać wagę, zbladła oddawna. Mesmeryzm wydaje się nieśmiałym zaczątkiem nauk „metapsychicznych”, jak je dziś nazywają. Ale właśnie niezwykły rozwój tych badań i zainteresowań w chwili obecnej, codzienne zdobycze w sferze materjalizacji myśli, daru wizyjnego i pokrewnych fenomenów, dają dziś książce Balzaka tem większą żywotność.
Ludwik Lambert przypada na pierwszy okres dojrzałej twórczości Balzaka (1832). Jest to epoka, w której, jak wspominałem, pisarz wciąż zmaga się wytrwale z oporem języka. „Ze wszystkich stron krzyczą mi, że nie umiem pisać”... zwierza się z podrażnieniem w liście do pani Hańskiej: interesujące zwierzenie z ust pisarza, który już wówczas jest jednym z najgłośniejszych we Francji i w Europie! „To jest straszne, zwierza się dalej, skoro już to sobie powiedziałem i skoro obracam dzień na nowe prace a noc na poprawianie dawnych”.
Mimo to, wierzy w swoje dzieło, w którem, jak gdzieś pisze „chciał walczyć z Goethem i Byronem, z Faustem i Manfredem”; w sierpniu r. 1832 pisze do siostry:
Ludwik Lambert kosztował mnie tyle pracy! ileż dzieł trzeba było odczytać aby napisać tę książkę! Pchnie ona może, prędzej lub później, wiedzę na nowe tory. Gdybym zeń uczynił dzieło czysto naukowe, ściągnąłby uwagę myślicieli, którzy tak ani nań nie spojrzą. Ale, jeżeli traf włoży go im w ręce, uczyni się może o nim głośno...”
W liście do matki: „...potrzebowałem rozrywki. Byłem zmiażdżony zmęczeniem o jakie mnie przyprawił Ludwik Lambert; spędziłem nad nim wiele nocy i do tego stopnia nadużyłem czarnej kawy, że doznawałem boleści żołądka dochodzących do kurczów...”
Zaledwie wypuściwszy w świat tę książkę, wpada w rozpacz, przerabia ją z gruntu: „Jednego żałuję, pisze do pani Hańskiej w styczniu 1833, to żem ci zachwalał Ludwika Lambert, najsmutniejsze z poronionych dzieci...”
Oto obraz nadziei, wzruszeń i udręczeń tego wielkiego pracownika! W istocie, Ludwik Lambert nie ziścił nadziei pisarza. Nie należał do tych książek, które ugruntowały jego rozgłos i wielkość. Ale dziś, gdy tę wielkość utrwaliły inne jego dzieła, pozostał on arcyciekawym przyczynkiem do zrozumienia jego twórczości, do zrozumienia Balzaka. Przynajmniej pewnej jego strony. Bo tak samo jak opis Lamberta jako dziecka jest zapewne „wystylizowaniem” pewnych tylko cech — i to raczej wewnętrznych — młodego Balzaka, krępego, pyzatego chłopca o poczciwym rubasznym śmiechu, tak i cały Lambert, jako fenomen ludzki, wyraża tylko pewne strony samego pisarza. Sam Balzak będąc Duchem, równocześnie bardziej był człowiekiem. Był niby Arką Noego, w której mieściły się po parze wszystkie gatunki stworzeń; w której mieszkał i duch i bestja ludzka. Interesującem będzie zaznaczyć, iż w tej samej epoce w której pisze Ludwika Lambert i mistyczną Serafitę, rodzą się samorzutnie pod jego piórem trzy dziesiątki wyuzdanych Powiastek uciesznych, w których w kunsztownie a figlarnie archaizowanym języku, daje upust iście Rabelesowskiej jurności i radości życia.
Ludwik Lambert mieści się w Komedji ludzkiej w dziale Studja filozoficzne.




Na koniec słówko od tłómacza pro domo sua. Przekład Balzaka nie należy do wdzięcznych zadań; nastręcza olbrzymie trudności, dając dość mało zadowolenia artystycznego, gdyż zawsze w języku tego pisarza pozostaje coś mozolnego, chropawego, za to odpowiedzialność w oczach czytelnika spada na tłómacza! Ale trudno, to już związane z tem rzemiosłem; nie wolno tłómaczowi ani poprawiać ani przyprawiać autora; musi go oddać jakim jest, nawet z jego wadami; ani też nie może raz po raz „skarżyć” na niego jak w szkole: „Proszę pana profesora, to nie ja, to on...”

BOY.

Warszawa, w styczniu 1924.




  1. Emanuel Svedberg, wyniesiony przez królową Ulrykę-Eleonorę do stanu szlacheckiego z nazwiskiem Swedenborg, urodził się w Sztokholmie w r. 1668, umarł w Londynie w r. 1772. Genjalny matematyk, badacz przyrody i wynalazca, był zarazem wizjonerem i mistykiem, twórcą systemu, z którego Balzac przytacza niektóre rysy.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Honoré de Balzac i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.