«MĘKALE»40


Mieszczanin Łagowa, Kurozwęk, Oleśnicy, Pacanowa, Połańca — drobnych osad na pograniczu gub. Kieleckiej i Radomskiej położonych, nosi w ustach ludu okolicznego pogardliwe przezwisko — «mękala».
«Mękalska dusza» — mówi chłop, gdy chce wyrazić swój wstręt i nienawiść, lub określić dobitnie czyjąś nędzotę moralną. Zapytany o przyczynę nienawiści i nazwy — wspomina jakieś odległe, mglisto w jego pamięci zarysowujące się dzieje. Mieszczanin ze swej strony pogardza «śmierdziuchem chamciuciu», drwi z jego głupoty i, ile się uda, oszukuje w handlu. Jakkolwiek mękalstwo nie pozbyło się powszechnego u nas indywidualizmu, stoi jednak w stosunku do wioski bardziej solidarną i jednomyślną gromadą.
Mieszczanin kilkomorgowiec przewyższa chłopa sprytem, inteligencyą, wytrwałością. Jest pracowitszym i lepszym rolnikiem, — małorolny jest poza uprawą swego «zuchelka» przebiegłym przekupniem (handluje mięsem, roznosząc je po wsiach i dworach, końmi, trzodą chlewną, zbożem, owocami), bezrolny uprawia rzemiosło (szewctwo, rymarstwo, mularstwo, kowalstwo, stolarstwo). Hardy jest niesłychanie. Hardość ta «obywatelska» źródło ma w tradycyi ustnej o dawnym stanie mieszczańskim, o dostojeństwach w sądzie ławniczym, o wysokiej «kunsztów» uprawie. Cechuje mękala religijność, pachnąca odległemi wiekami, fanatyczna a obrzędowa, i niezmiernie oryginalny pogląd w rzeczach polityki, pogląd dodatni i stanowiący kręgosłup niejako jego organizmu moralnego.
Nim przystąpię do bardziej szczegółowego opisu bytu mieszkańców jednej z najuboższych a najstarszych z wymienionych osad — Oleśnicy, oraz do wyjaśnienia stosunku mękala do chłopa, zaznaczę tutaj przyczynę wymienionego w tytule imioniska.
Oleśnica — licha dziś osada rolnicza w gub. Kieleckiej, powiecie Stopnickim — jest jednem z najstarszych miast Powiśla małopolskiego. Sąsiaduje ona ze Stopnicą, Solcem, Pacanowem, Połańcem, Staszowem, Kurozwękami i Szydłowcem. Leży na szlaku, którym w r. 1241 ciągnął z pod Sandomierza ku Krakowu zwycięski Batu-chan. W odległości wiorst kilku, pod Wielkim-Turskiem, między Połańcem a Osiekiem, stoczył z mongołami nieszczęśliwą bitwę Włodzimierz, wojewoda krakowski. Po tem zwycięstwie szedł Batu-chan przez Oleśnicę i Szydłów ku Chmielnikowi, gdzie kwiat rycerstwa polskiego przez hordy oskrzydlony poległ śmiercią męczeńską.
Na całym pasie Nadwiśla po odejściu mongołów pozostała pustynia, a w rzędzie miast w perzynę zburzonych była i Oleśnica. Już jednak w roku 1255 otrzymuje ona przywilej rządzenia się prawem magdeburskiem, wyprzedzając pod tym względem nie tylko sąsiednie miasta małopolskie, ale Kraków (w r. 1257), Lublin (1317) i Tarnów (1330).
Wcześniej uzyskały prawo teutońskie tylko Szroda (1178), Lwów (1217), Brzeg (1250) i Poznań (1253).
Prawdopodobną jest rzeczą, że odbudowali i podnieśli zburzone miasto osadnicy niemieccy, chętnie przez Bolesława Wstydliwego ściągani.
Od nadania przywileju aż po ostatnie lata wieku XVIII jest Oleśnica na prawie niemieckiem. Czy przeniesienie miasta z prawa polskiego na niemieckie rozciągało się i na wioski, wchodzące w skład majętności «Zamku Oleśnickiego» — określić trudno w braku jakichkolwiek po temu wskazówek.
Kazimierz Wielki, zakazując pod karą śmierci w roku 1356 «nagany» (apelacyi) sądów ławniczych do Magdeburga i Halli i ustanawiając dla miast na prawie magdeburskiem sądy najwyższe prowincyonalne w Krakowie, Poznaniu i Sandomierzu, prawdopodobnie Oleśnicy do Sandomierza apelować polecił. — «Ortyle» bowiem krakowskie z Magdeburga sprowadzane na wyroki oleśnickie wpływu nie wywierały. «Ortyle» zabraniają np. wyciskania zeznań zapomocą tortur, — tymczasem jeszcze w wieku XVIII akta sądu radzieckiego Oleśnicy mówią wyraźnie o «konfessatach dobrowolnych i inkwizycyach przymusowych».
Księgi praw magdeburskich sąd oleśnicki nie miał zapewne, jak wiele innych miasteczek pomniejszych, i sądzono według tradycyi, zwyczajów i przykładu.
Wytworzyła się tu mieszanina prawodawstw. Księga dekretów, z których wyjątki przytoczę, mówi o «Saksonii» (Zwierciadło Saskie, zebrane około roku 1220 przez Epka de Repgow), o «Prawie magdeburskiem» i «chełmińskiem», — oraz o «Statucie». Mieszanina tem jest prawdopodobniejszą z lat upływem, że już w wieku XV nawet mieszczanie krakowscy zwracali się niejednokrotnie do praw niemieckich, ilekroć prawo saskie i chełmińskie niedostatecznemi się okazywały.
W okresie ferowania dekretów w wieku zeszłym (od roku 1756 do 1773) wyższą instancyą jest już dziedzic «Zamku». On aprobuje wyroki, «relaxuje» czasami dolę skazanych na śmierć, ułaskawiając ich o tyle np., że ćwiartowani być mają nie za życia, lecz po straceniu mieczem.
Wyroki, jakie mam pod ręką, noszą tytuł następujący: Protokół Dekretów miejskich Oleśnickich Anno 1726, sporządzony za Sz-o Pisarza nadwornego przez przywilej naznaczonego Kuchmistrza i Pisarza nadwornego J. W. Pana i Dobr. Naszego.
«W tym protokóle Dekreta więźniów i złoczyńców, którzy jaką śmiercią ginęli dla pamięci dalszego Urzędu Radzieckiego, którzy natenczas będą dochodzili»...
Z roku 1759.
«Żyda Michela z miasta Raciąga dobrowolne Inkwizycye przed sądem miasta Oleśnice.
Jako zeznał na dobrowolnych Inkwizycyach przed sądem zwyż wyrażonych osób, jako ich było żydów czterech jeneralnych, a piąty (pięty) żyd-niemiec Ślązanin z miasta Wrocławia i dwóch katolików, tylko żyd nie wie, skąd są, i nie wie, jak się zowią. Ci zaś sami żydziej więźniowie — Michel i drugi żyd Dawid z miasta Płocka, trzeci z miasta Tarnowa zeznali: żyd Michel zeznał, jako będąc w szpitalu w mieście w Pilcy i ten niemiec żyd tam mnie napadł i namawiał mię, który mi rzekł: podź ze mną, ma tam żyd arendarz w Lgocyej pieniądze, co woły przedał. I pośli obydwa wieczorem, a drudzy kompanya kolegaci siedzieli w krzakach pod karlinem. I krzyknął na nich żyd-niemiec po żydowsku: Erszko, przybywajcie; bo mi nóż utonął. Ci, zeszedszy się ze sobą, mieli gorzałki barełkę, w tem się napijali i tak poszli nocą do Lgocyej do browaru. I tak jedni poszli do izby, a drudzy byli na dworze, jeden żyd Dawid u drzwi, a drugi u furtki na tele. Powtórne Inkwizycye tych żydów Michel i Dawid więźniów, którzy na konfessatach, jako żyd młody Dawid stał z nożem nad stróżem katolikiem w browarze w Lgocyej. Żyd Dawid młody zeznał na konfessatach, jako słyszał żydówkę, która mówiła, iż ten żyd stary Michel głowę ukręciół Dziecięciu żydowskiemu i nożem pokłół żydówkę. I mieli taką radę między sobą: zabrawszy pieniądze Arendarzowi, podzielemy się i pojedziemy do Szląska.


Dekret Niewiernych żydów.

Żyd Michel, który się dał namówić niewiernemu żydowi niemcowi, aby zrabowali arendarza Lgocykiego i z drugiemi Żydami, którzy naszedszy, zrabowawszy i pokłówszy Arendarkę i Winiarkę żydówkę i dziecięciu głowę ukręcili, pieniądze pobrali — naznaczamy niniejszym Sądem naszym według sprawiedliwości i świątobliwego Prawa, aby Żyd Michel żywcem był ćwiartowany i ćwierci jego na palach po gościńcach bite przy granicy. Drugi żyd Dawid z miasta Płocka, będąc przy tem Excessie także namawiany i z nożem stojąc nad browarnym stróżem katolikiem, mówiąc do niego: jak będziesz wołał, to cię nożem przebiję, — za który występek jego i przestępstwo Przykazania Boskiego, naznaczamy Sądem naszym, jako Prawa święte świadczą, aby był żywo w koło wpleciony i na pal przybity.
Lubo ci Zbójcy zasłużyli śmierć według Prawa dekretem wyrażonego, ad instantiam jednak JW. Pana i Dobrodzieja naszego, relaxuje się dekret tak, aby żyd Michel pierwej był ścięty, a potem ćwiartowany i ćwierci po gościńcach na palach powieszane. Drugi żyd Dawid tymże sposobem, aby był ścięty i w koło wplatany i z kołem na pal przy gościńcu wbity. Mocą i władzą Zamku Oleśnickiego aprobuję ten dekret. — K. m. p.
Działo się w Oleśnicy dnia ósmego, miesiąca czerwca, 1759 r.»
Z roku 1760.
«My, sąd miejski Oleśnicki, zasiadszy w sprawie Jaśnie W-nego Pana a Dobrodzieja Naszego kryminalnej, która się pokazała na Lokaja, sługę pańskiego imieniem Symona, rodem z Mrzygłoda z miasteczka, miejski synek. Młodzian, który pomieniony Symon nieszczęsnym affektem swoim i umysłem dobył się do skarbu pańskiego i kłódkę ukręcił, ale nic nie wziął, tylko przez straż miejską nadworną, który spostrzegszy, że kłódka ukręcona u Skarbca Pańskiego, — więc tedy przez rozdruch ludzi Pańskich Grzegorza masztalerza, sługę Pańskiego, który mówiąc do tego Symona: tyś to tę kłódkę ukręcił? Ten odpowiedział, iże ja.
W tem ten Symon wszedszy na zapiec i mając nóż przy sobie i kłół się nim, którego krew oblała. Jako Inkwizycya padła przed Sądem Oleśnickim w swym ciele pomieniony Symon uczynił ran cztery ku sercu, a więc za takowy Excess kryminalny, gdy chciał duszę swoją zgubić, ferujemy dekret niniejszym sądem naszym za jego występek według Świętobliwego Prawa, aby beł obieszon na szubienicy dla ukajenia inszych.
Który dekret i sąd Starą radą, jako nie umiejący pisać rękami swemi własnemi, w kółkach znakiem krzyża świętego podpisujemy.
Wojciech Biernacki — Burmistrz
Michał Lalowicz — Stary Rajca
Mateus Dziedzicowic — Stary Rajca
Maciej Stępień — Stary Rajca i t. d.
Antoni Gnatowski — Ławnik
Grzegórz Chojnacki — Ławnik i t. d.
Michał Szczepański — Lajc Woyt.»
Z roku 1760.
«Inkwizycya Franciszki Leszczynczanki a córki Adrynki — ratione ognia, założonego w dom małżonków Szymańskich, obywatelów m. Oleśnice.
Pierwsze zeznanie tejże Franciszki, jako zakochawszy się z sobą z Grzegorzem masztalerzem Pańskim, który się miał ze mną żenić w tem do Szymańskich córki poszedł — ja — widząc to — wzięłam węgiel ognia uwinąwszy w szmacinę pod wązk (?) poszłam nocnym sposobem po drugich pacierzach i wetchnęłam w strzechę od domu w chlew, gdzie bydlęta beły, a to z tej racyi, że mnie porzucił. Do tego i do Szymańskich miałam ansę o pieniądze żołnierza, którzy mnie o więcej posądzali, jak co ja wzięła. Tylko talar bity beło. Powtórne Inkwizycye tejże Franciszki w roku 1760 ratione tegoż samego ognia taż sama dobrowolnie zeznała, — jako ja z umysłu swego ten ogień założyłam i spaliłam tych małżonków Szymańskich. Zaś według płodu, to sama dobrowolnie zeznała, jako zostawszy brzemienną z tymże Grzegorzem Masztalerzem w r. 1758 we żniwa, — z tym spuściwszy przed tymże Grzegorzem, żem ja jest taką. Na to odpowiedział, że jeżeli się będzie chować, to będę wiedział, jak się rządzić, jeżeli zaś nieżywe będzie, to tam zrób z nim, co chcesz. Ale ja widząc, żem ja jest już niepewna, dźwigałam kamienie na to, abym sobie potrafiła dla wstydu.
Potem odjechawszy matka na jarmark — nie było nikogój, tylko siostra. Ja rozchorowawszy się, układłam się za piecem w izbie — wtym pytała się mnie siostra: coć to? Jam powiedziała, że mnie wnętrze boli. Wtymem porodziła i w grub-em włożyła. Po dwuch dniach poszłam prać, to-ć dziecię-m wzięła i uwinęłam między chusty i utopiłam na zwierzyńcu w dole, które zaraz utonęło. Potem powiedziałam temuż Grzegorzowi, że się tak stało, a on mi na to odpowiedział, żeś źle zrobiła, bobym beł inszego sposobu szukał i pod Bożą Męką bym pochował.
Pytając się, na coś się dała powtórnie uwieść, odpowiedziała: bo się obiecał ze mną żenić — wtymem mu się pozwoliła, kiedy tylko chciał.
Tedy zaś przyjechawszy z Podola, kiedy na kontrakty jeździli do Lwowa w roku 1760, gdy ze mną pił we czwartek, a w piątek do córki Szymańskich poszedł — wtymem, rozgniewawszy się, zapaliła.
Dekret według Inkwizycyi. My sąd Radziecki, Oleśnicki i t. d. Za dobrowolnym na Inkwizycyach tejże Franciszki, która się dobrowolnie przyznała według wszystkich punktów, za które to występki, jako Świątobliwe Prawa nasze świadczą taki ferujemy Dekret, aby ogniem skarana beła dla ukajenia inszych.
Lubo Franciszka za niecnoty swoje popełnione, według Prawa i Sprawiedliwości męczona i śmiercią Dekretem opisaną palona być powinna, mocą jednak Dworu Oleśnickiego relaxuje się Rygor, wyrażony w Dekrecie tak, aby bez inszych mąk, mieczem tylko katowskim ścięta była. Dat. we Dworze Oleśnickim 26 Febr. 1760 r. — K. m. p.»
Z r. 1773.
«Dekret żyda Łachmana w r. 1773 dnia 14 Stycznia w dzień piątkowy.
Zasiadszy w sprawie niewiernego żyda Łachmana na złodzieja rodem z Lanckorony, a ożenionego w mieście Podolskiem Żwańcu, który przez pijaństwo z żoną swoją skłóciwszy się udał się na hultajskie złodziejstwa, a żonę swoją porzucił w Starym mieście i sam poszedł do Iwanisk, dał parobkowi groszy dziesięć N. 10, aby go do Staszowa przywiózł. Gdy wszedł do domu żydowskiego w Opatowskiej ulicy na lewej stronie, tam wszedł Zieleński, który bywszy w Konfederacyi Barskiej był w tym Żwańcu gospodą w tym domu, gdzie też i ten żyd beł przy zarobku. Więc wejrzawszy na żyda poznał go, potem go się zapytał: a ty tu żydzie co robisz? Żyd mu odpowiedział: tak chodzę po świecie, tentując kawałka chleba. Wtym ten Zieleński kazał dać wódki blaszane naczynie i częstował kilkoma porcyami żyda, namawiawszego na złodziejstwo, obiecującego: — będziesz miał pieniądze i konia. Wziął ten Zieleński z sobą wódki flaszkę i pili przez drogę kilka razy... Przyjechawszy pod miasteczko Oleśnicę pojechał ten Zieleński po zapłociu, a żyd poszedł piechotą. Konia uwiązawszy u płota, sami poszli do miasta na przeglądy. Przyszli do Ratusza, tam po stajni rewidowali, poszli potem do Austeryi. Tam beły wozy z chlebem wojska Jej Cesarskiej Mości, więc się im nie udało ukraść. Poszli potem do stajni Księżych i pootwierali drzwi do pierwszej stajni. Druga stajenka była zamknięta zamkiem — ten żyd wlazł przez górę i spuścił się do koni, gdzie się łoskot uczynił. Parobek domowy, pomiarkowawszy, że złodziej, dał znać do Panów swoich, a Zieleński w tym popłochu uciekł. Więc złapanego gdy oddali do Urzędu, jako złoczyńcę za kryminalny występek według Św. sprawiedliwości a prawa Chełmińskiego, Saskiego i Magdeburskiego kryminalnie Dekretem naszym śmierć szubieniczną naznaczamy. Aby z tej szubienicy nie był żadną korrupcyą, przekupieniem albo kradzieżą odcinany, aż swój czas naznaczony wykonany będzie, bo gdyby się kto poważył to uczynić, na kogo przeświadczenie padnie, ten będzie podlegał Dekretowi nieuchronnemu. Pereat mundus, fiat justitia. Amen».


*



Władza aprobaty ostatecznej wyroku sądowego, powierzona dziedzicowi, poniżyła sądownictwo miejskie.
Potworna, na mieszaninie legend odwiecznych oparta modła wyrokowania, stosowana przez sąd mieszczański, staje się w ręku dziedzica biczem na lud okoliczny, a niejednokrotnie stosuje się poprostu do jego rozkazu. Trudno znaleźć lepszy sposób upozorowania barbarzyństwa. Opowieść ludowa, z jaką spotykałem się w kilku wioskach, otaczających Oleśnicę, wie o parobku «nieboraku», który za zabicie psa dziedzicowego na polu — do sądu miejskiego oddany, na śmierć szubieniczną osądzony został. Opowieść ta zbyt jest w pamięci ludowej świeża, zbyt żywą do «mękali» tchnie nienawiścią i zbyt jest powszechnie znana, aby fałszywą być miała, — a wykonanie wyroku na «nieboraku» o małą zapewne miarę czasu wyprzedza szlachetny uniwersał z obozu pod sąsiednim Połańcem, nie dziwna, że nadaremnie, wydany...

[1891]




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Żeromski.