Nasze sny/Nasze rozdwajanie się w czasie snu

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł Nasze sny
Wydawca nakładem autora
Data wyd. post 1938
Druk Drukarnia „Współpraca“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


NASZE ROZDWAJANIE SIĘ W CZASIE SNU

Zacznę od przykładów.
Pani Maria Szymczykowa, zamieszkała w Warszawie opisuje w liście, skierowanym do mnie w 1937 r. fakt następujący:
„Czuwałam przy łóżku ciężko chorej Matki mojej, której stan był beznadziejny, a życie policzone na dni. Matka zdawała sobie dokładnie sprawę ze swego stanu i to trapiło ją najwięcej, że nie będzie mogła pożegnać się ze swoim 10-letnim wnuczkiem Zdzisiem, synkiem mojej zamężnej siostry Aliny Kozłowskiej, zamieszkałej w Lublinie, która miała przybyć nazajutrz, a nie mogła zabrać wraz ze sobą dziecka z powodu, panujących wówczas silnych mrozów. Działo się to 14 stycznia 1937 r.
Matka moja zasnęła nad wieczorem, spała może dwie godziny, a kiedy się obudziła, rzekła: „Mogę teraz umrzeć spokojnie. Widziałam Zdzisia, pożegnałam go, a nawet pocałowałam. Alina jutro przyjedzie, gdyż układała rzeczy do dużej, żółtej walizki.“
Przyjęłam te słowa Matki za majaczenie chorej. Ale jakież było moje zdumienie, kiedy nazajutrz rano przybyła siostra i oświadczyła: „Wyobraź sobie, jaka jestem wzruszona. Wczoraj, kiedy pakowałam rzeczy do dużej żółtej walizki, około 8 wieczór najwyraźniej widziałam Mamę w naszym mieszkanku w Lublinie. Postać jej była niewyraźna i mglista, ale ją zaraz poznałam. Zbliżyła się do łóżeczka, w którym już spał Zdzisiek, pochyliła się nad nim i wydawało mi się, że go pocałowała. W pokoju znajdowała się również moja służąca Kasia (Katarzyna Rosiak) i na widok mglistej postaci Mamy, poczęła krzyczeć ze strachu i wołać: „duch, duch pochyla się nad naszym Zdzisiem!“ Wtedy widzenie znikło. Przekonana byłam, że Mama umarła i natychmiast pobiegłam na stację. Czy Mama jeszcze żyje?“
Biedna moja Matka żyła jeszcze blisko dobę. Niestety, była nieprzytomna i więcej nie powiedziała nam ani słowa, mogącego wyjaśnić to niezwykłe zdarzenie.“
Jeszcze inny przykład, tym razem zaczerpnięty z książki Junga Stillinga „The Pocket Book of the Friends of Religion“. Szambelan króla szwedzkiego, baron de Salza w 1811 r. opowiada:
„Pewnego razu — powiada baron — powracałem z wizyty o północy t. j. o godzinie, w której w Szwecji podczas lata jest tak widno, że można czytać druk najdrobniejszy. Przyszedłszy do domu spostrzegłem, że ojciec mój wychodzi na moje spotkanie przed bramę parkową. Ubrany był, jak zwykle i miał w ręku laskę, którą mój brat mu wyrzeźbił. Przywitałem się z nim i szliśmy razem, zbliżając się do jego pokoju. Kiedy tam wszedłem, spostrzegłem ze zdumieniem, że ojciec mój leży w łóżku i jest pogrążony w głębokim śnie. W tejże chwili zjawisko znikło, ojciec mój przebudził się i spojrzawszy na mnie pytająco, rzekł: „Mój Edwardzie, dzięki Bogu że cię widzę zdrowym i całym, gdyż zaniepokoił mnie bardzo sen, jaki miałem przed chwilą. Zdawało mi się, żeś wpadł do wody i o mały włos nie utonął!“ Tego samego wieczora — dodaje baron — byłem z przyjacielem na połowie raków i o mały włos przez prąd rzeki nie zostałem uniesiony. Opowiedziałem ojcu o tym, żem go widział przy bramie. Odrzekł, że takie rzeczy często mu się zdarzają.“
Dlaczego przytoczyłem te dwa przykłady wydzielenia we śnie sobowtórów? Ponieważ chciałem udowodnić na jaskrawych przykładach, że we śnie wydzielamy ze siebie drugą postać, jaka w niektórych wypadkach może nawet stać się widoczna i która wykonywuje cały szereg świadomych czynności, podczas gdy nasze ciało leży nieruchomo. Otóż, podobnego sobowtóra wydzielamy stale podczas snu — takie jest przynajmniej moje zdanie — tylko rzadko kiedy ma on możność się zmaterializować, czyli stać się widzialnym dla otoczenia. Dzieje się to w nielicznych wypadkach i dlatego tak nie wiele przykładów ukazywania się widm — takie miano noszą właśnie sobowtóry w odnośnej literaturze, inaczej jeszcze zjawy osób żyjących — zdołano zanotować. Najczęściej wydzielenie widocznego sobowtóra następuje w chwilach silnego psychicznego wzburzenia i w chwili śmierci, podobnie jak to się odbywa z telepatycznym wysyłaniem myśli. (Por. poprzednie przykłady) O szczegółach zresztą, później. Zapamiętajmy tylko teraz, że rozdwajamy się we śnie, rozdwajamy się w sposób zasadniczo niewidoczny dla otoczenia i nawet z tego rozdwojenia nie zdajemy sobie sprawy.
Okultyści powiadają, że składamy się z duszy, ciała astralnego i fizycznego. Gdy ciało fizyczne pozostaje uśpione wyswobadza się ciało astralne i przyoblekając ducha, dokonywuje najprzeróżniejszych wędrówek, wspomnienia o których nas takim zdumieniem napawają, bowiem te wspomnienia — to nasze sny.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.