O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny (wyd. 1947)/Część ósma

<<< Dane tekstu >>>
Autor Ludwik Maria Grignion de Montfort, Aleksander Żychliński
Tytuł O doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Marii Panny
Wydawca Księgarnia św. Wojciecha
Data wyd. 1947
Miejsce wyd. Poznań
Tłumacz Helena Brownsfordowa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


CZĘŚĆ ÓSMA
Szczegółowe ćwiczenia doskonałego nabożeństwa do Najśw. Marii Panny.

ROZDZIAŁ I
Ćwiczenia zewnętrzne.

Jakkolwiek istota nabożeństwa tego polega na aktach wewnętrznych, to istnieje jednak szereg ćwiczeń zewnętrznych, których nie wolno zaniedbywać, najpierw dlatego, że ćwiczenia zewnętrzne, jeśli są dobrze wykonane, pobudzają nas do ćwiczeń wewnętrznych, potem dlatego, że przypominają nam, którzy przecież kierujemy się zmysłami, cośmy zrobili lub co powinniśmy uczynić, wreszcie dlatego, że służę, ku zbudowaniu tych, co je widzę, gdy przeciwnie ćwiczenia czysto wewnętrzne są niedostrzegalne.
Niech nikt nie mówi, że prawdziwa pobożność tkwi w sercu, że w nabożeństwie unikać należy tego, co zewnętrzne i co mogłoby podsycać próżność, że prawdziwa pobożność powinna się ukrywać. Na podobne krytyki odpowiadam słowami Mistrza: „Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widząc dobre uczynki wasze, chwalili Ojca waszego, który jest w niebiesiech“[1]. Nie mamy więc, jak mówi św. Grzegorz[2], spełniać zewnętrznych uczynków i ćwiczeń pobożnych, by się ludziom podobać i ściągać na siebie pochwały, bo to byłoby próżnością; natomiast mamy je spełniać niekiedy przed ludźmi, by się podobać Bogu i Go czcić, nie zważając na to, czy przyniosą nam wzgardę czy pochwałę ludzką.
Podam teraz kilka ćwiczeń zewnętrznych, które nazywam zewnętrznymi, nie jakobyśmy je spełniali bez wewnętrznej intencji, lecz by je odróżnić od czysto wewnętrznych.

1. Całkowite ofiarowanie samego siebie.

Pierwsze ćwiczenie. — Ci, co chcą poświęcić się temu szczególniejszemu nabożeństwu, które nie jest bractwem, — choćby to było rzeczą bardzo pożądaną[3], — powinni przynajmniej przez dwanaście dni pracować nad tym, by się wyzbyć ducha tego świata, będącego przeciwnikiem ducha Jezusa Chrystusa; dalej powinni poświęcić ze trzy tygodnie, by się napełnić Jezusem Chrystusem przez Najśw. Dziewicę. Oto porządek, jakiego winni się trzymać:
W pierwszym tygodniu ofiarują, w duchu pokory wszystkie swe modlitwy i dobre uczynki z prośbą o poznanie samych siebie i o żal za grzechy. W tym celu mogą, jeśli zechcą, rozmyślać nad tym, co powiedziałem wyżej o grzesznym podłożu natury ludzkiej, uważając przez ten tydzień samych siebie za pełzające robactwo, za węże i kozły. Można by też rozważać następujące trzy myśli św. Bernarda: „Rozważaj, czym byłeś nasieniem zepsutym; czym jesteś - naczyniem pełnem błota; czym będziesz pastwy robaków“. Będą prosili Pana naszego i Ducha Św.. by ich oświecił: „Panie, spraw, abym przejrzał“[4]. Spraw bym poznał samego siebie[5]. Codziennie mówić będą litanię do Ducha Św. i będą się uciekali do Najśw. Dziewicy z prośbą o tą wielką łaskę, mającą być podstawą wszystkich innych łask. W tej intencji odmawiać będą codziennie hymn „Ave maris stella“ i litanię loretańską.
W czasie drugiego tygodnia starać się będą we wszystkich swych modlitwach i uczynkach o to, by poznawać Najśw. Dziewicę. O poznanie to prosić będą Ducha Św. Jako czytanie i rozmyślanie służyć im może to, co w niniejszej książeczce powiedzieliśmy o Najśw. Pannie. Podobnie jak w pierwszym tygodniu mogą odmawiać w tej intencji litanię do Ducha Św., „Ave maris stella“ i różaniec.
Trzeci tydzień poświęcą poznaniu Jezusa Chrystusa. W tym czasie mogą czytać i rozmyślać to, co o tym powiedzieliśmy; mogą odmawiać modlitwę św. Augustyna[6] i powtarzać z tym świętym ustawicznie: „Noverim te: Panie, spraw, abym Cię poznał!“ „Panie, spraw, abym widział, kim jesteś!“ Również odmawiać mogą litanię do Ducha Św. i „Ave maris stella“ oraz litanię do Imienia Jezus.
Pod koniec trzeciego tygodnia wyspowiadają się i komunikować będą w intencji oddania się Jezusowi Chrystusowi jako niewolnicy z miłości przez ręce Marii. Po Komunii św. zaś odmówią akt ofiarowania się[7].
Byłoby rzeczą wskazaną, by dnia tego złożyli Jezusowi Chrystusowi i Jego Matce Najśw. jakąś daninę jako pokutę za swe przeszłe niewierności, oraz by przez to zaznaczyć swą zależność od panowania Jezusa i Marii. Daninę tę może stanowić post, jakieś umartwienie lub jałmużna. Wystarcza rzecz najdrobniejsza byle z dobrego serca, bo Jezus patrzy tylko na dobrą wolę.
Co rok należy odnawiać to ofiarowanie się, spełniając te same ćwiczenia przez trzy tygodnie.
Zbawienną jest rzeczą odnawiać je co miesiąc, a nawet codziennie tymi słowy: „Tuus totus ego sum, et omnia mea tua sunt: Jestem całkiem Twój, Jezu, i wszystko, co mam, do Ciebie należy przez Marię, Twą Najśw. Matkę“.

2. Odmawianie małej koronki do Najśw. Dziewicy.
Drugie ćwiczenie. — Odmawiać będą codziennie przez całe życie, o ile to jest rzeczą możliwą, małą koronkę do Najświętszej Dziewicy, składającą się z trzech „Ojcze nasz“ i dwanaście „Zdrowaś“ na cześć dwunastu przywilejów Najśw. Dziewicy. Ćwiczenie to jest bardzo dawne. Św. Jan widział niewiastę ukoronowaną dwunastu gwiazdami, ubraną w słońce i mającą księżyc pod stopami[8]. Niewiastą tą była wedle komentatorów Pisma św.[9] Najśw. Dziewica.

3. Noszenie małego żelaznego łańcuszka.

Trzecie ćwiczenie. — Rzeczą chwalebny i wielce pożyteczną jest, by ci, co się w ten sposób uczynili niewolnikami Jezusa w Marii, nosili na znak miłosnej swej niewoli poświęcony łańcuszek żelazny[10].
Żadne oznaki zewnętrzne nie należą co prawda do istoty wyłożonego nabożeństwa i można się bez nieb bardzo dobrze obyć. Nic mogę się jednak powstrzymać, by nie wyrazić uznania tym, co wyzbywszy się haniebnej niewoli szatana, w którą wtrąciły ich grzechy śmiertelne lub powszednie, oddają się dobrowolnie w chwalebną niewolę Jezusa Chrystusa i chlubią się ze św. Pawłem, że ich kajdany, choć z żelaza i bez blasku[11], są stokroć chwalebniejsze i kosztowniejsze niż wszystkie złote naszyjniki cesarzy.
Ongiś nie było rzeczy haniebniejszej niż krzyż; obecnie jednak drzewo to stanowi najchwalebniejszy symbol chrześcijaństwa. To samo można by powiedzieć o łańcuchu niewoli. W starożytności pogańskiej nie znano nic haniebniejszego od kajdanów niewoli; dla chrześcijanina jednak nie ma nic chwalebniejszego nad kajdany Jezusa Chrystusa, które uwalniają nas z haniebnych więzów grzechu i szatana, darzą, nas prawdziwą wolnością i łączą nas z Chrystusem i Marią, nie przymusem i siłą jak złoczyńców, lecz węzłem miłości jako dzieci; „Przyciągnę ich ku sobie, mówi Bóg przez usta proroka, więzami miłości“[12]. Więzy te są silne jak śmierć, a poniekąd silniejsze od śmierci[13], mianowicie u tych, co chwalebne te odznaki wiernie nosić będą do śmierci.
Oto racje, dlaczego mamy nosić wspomniane łańcuszki:
1) Mają one przypominać nam zobowiązania przyjęte na chrzcie św. i odnawiane przez powyższe nabożeństwo. Wiadomo, że człowiek częstokroć kieruje się więcej zmysłami niż żywą wiarą i zapomina łatwo o swych zobowiązaniach wobec Boga, jeżeli mu ich zewnętrzna jakaś rzecz nie przypomina. I dlatego łańcuszki takie są doskonałym środkiem, przywodzącym nam mimo woli na pamięć łańcuchy grzechu i niewoli szatana, od których chrzest św. nas uwolnił. Równocześnie przypominają nam zależność naszą od Jezusa Chrystusa, do której zobowiąząliśmy się przez chrzest św. Jednym z powodów, dla których tak mało chrześcijan pamięta o przyjętych na chrzcie św. zobowiązaniach i żyje w pogańskiej bezbożności, jak gdyby nic nie byli Bogu obiecali, jest ten, że nie noszą żadnego znaku zewnętrznego, który by im uczynione Bogu obietnice ustawicznie przypominał.
2) Przez to okazujemy zewnętrznie, że nie wstydzimy się niewoli Chrystusowej i zależności od Jezusa Chrystusa, a wyrzekamy się zgubnej niewoli świata, grzechu i szatana.
3) Łańcuszek ten zabezpiecza nas i chroni przed kajdanami grzechu i szatana.
Bracie kochany! Skruszmy kajdany grzechów i grzeszników, świata i światowców, szatana i jego popleczników, i odrzućmy od siebie daleko zgubne ich jarzmo. „Potargajmy, mówię, więzy ich i zrzućmy z siebie jarzmo ich“[14]. Skłońmy natomiast ramiona i nośmy mądrość, którą jest Jezus Chrystus, i niech nam się kajdany Jego nie przykrzą: „Podłóż ramię twoje a noś ją, a niech ci się nie przykrzą więzy jej“[15]. „Przyjacielu drogi! Dozwól, bym ci z Duchem Św. tę samą dał radę: „Kajdany Jego są łańcuchami zbawienia“[16]. Jezus Chrystus na krzyżu musi wszystkich do siebie przyciągnąć, czy chcą, czy nie chcą: Odrzuconych przyciągnie łańcuchami własnych ich grzechów, by ich przykuć jako złoczyńców i szatanów do Swego gniewu wiecznego i do mszczącej swej sprawiedliwości; wybranych zaś przyciągnie, zwłaszcza w czasach ostatecznych, więzami miłości: „A ja, gdy nad ziemią zawisnę, wszystko do siebie pociągnę“[17]. „Przyciągnę ich łańcuchami miłości“[18].

4. Szczególne nabożeństwo do Tajemnicy Wcielenia.

Czwarta praktyka. — Niewolnicy miłości Jezusa w Marii mają szczególniejsze nabożeństwo do wielkiej tajemnicy Słowa wcielonego (25 marca), będącej właściwą tajemnicą wyłożonej praktyki. Nabożeństwo to zrodziło się z natchnienia Ducha Św.
1) Aby uczcić i naśladować ową niewypowiedzianą zależność od Marii, w jakiej Syn Boży żył na chwałę Boga, Ojca Swego, i dla naszego zbawienia. Zależność ta występuje najjaśniej w tej właśnie tajemnicy, w której Jezus Chrystus żyje juko więzień i niewolnik w łonie Najśw. Marii, będąc we wszystkim od Niej zależny.
2) Aby podziękować Bogu za niezrównane łaski, którymi obdarzył Marię, zwłaszcza za to, że h wybrał za Swą najgodniejszą Matkę, co się właśnie w tej tajemnicy spełniło.
To są dwa najgłówniejsze cele niewoli Jezusa w Marii.

∗             ∗

Proszę zważać, że mówię zwykle: niewolnik Jezusa w Marii, niewolnictwo Jezusa w Marii. Można by wprawdzie równie dobrze powiedzieć, jak to rozmaici czynili: niewolnik Marii, niewolnictwo Najśw. Dziewicy. Zdaje mi się jednak, że lepiej nazywać się niewolnikiem Jezusa w Marii, i to z racyj następujących:
1) Żyjemy w czasach pychy; jest pełno nadętych uczonych, niedowiarków i krytyków, którzy nawet w najlepiej uzasadnionych nabożeństwach znajduję coś nagannego. Otóż by im nie dawać sposobności do bezpodstawnej krytyki, lepiej jest mówić o niewolnictwie Jezusa w Marii i zwać się niewolnikiem Jezusa w Marii, niż niewolnikiem Marii. Wtedy bowiem nazywamy nabożeństwo to przez wzgląd na ostateczny jego cel, którym jest Jezus Chrystus, a nie przez wzgląd na drogę, którą się doń dochodzi a którą jest Maria. Wszakże można bez skrupułów posługiwać się jednym i drugim określeniem, jak to sam czynię.
2) Ponieważ główną tajemnicą, którą w tym nabożeństwie wielbimy i czcimy, jest tajemnica Wcielenia, a wcielonego Jezusa Chrystusa widzieć można tylko w Marii, dlatego lepiej jest mówić o niewolnictwie Jezusa w Marii, Jezusa mieszkającego i panującego w Marii, wedle słów przepięknej modlitwy:
O Jezu, żyjący w Marii, przyjdź i żyj w sługach Swoich, w duchu Twej świętości, w pełni mocy Twojej, w doskonałości dróg Twoich, w uczestnictwie cnót Twoich, w uczestnictwie tajemnic Twoich. Panuj nad wszelką potęgą nieprzyjacielską, w Duchu Twoim na chwałę Ojca. Amen[19].
3) Wyrażając się w ten sposób uwydatniamy dobitniej ową wewnętrzną łączność, istniejącą między Jezusem i Marią. Wszak są oni tak ściśle z sobą złączeni, że Jezus całkowicie jest w Marii a Maria całkiem w Jezusie, lub raczej Jej już nie ma, lecz sam Jezus jest w Niej, tak, iż prędzej można by odłączyć światło od słońca niż Marię od Jezusa. Dlatego można nazwać Pana naszego „Jezusem Marii“ a Najśw. Dziewicę „Marią Jezusa“.

∗             ∗

Czas nie pozwala zatrzymać się dłużej nad rozważaniem wzniosłości i wielkości tajemnicy Słowa Wcielonego, czy Jezusa, żyjącego i panującego w Marii. Powiem tylko, że jest to najprzedniejsza tajemnica Jezusa Chrystusa, tajemnica najwięcej ukryta, najwznioślejsza i najmniej znana. W tej to tajemnicy Jezus w łonie Marii, nazwanym przez świętych „aula sacramentorum“[20], przybytkiem tajemnic Bożych, i za Jej zgodę wybrał wszystkich predestynowanych. W tej tajemnicy dokonał On wszystkich tajemnic Swego życia, przez to, że je wówczas przyjął, dając na nie Swe przyzwolenie. Bo kiedy Jezus zstępował na świat, rzekł: „Oto idę, abym czynił, Boże, wolę Twoją“[21]. Przeto ta tajemnica obejmuje wszystkie inne tajemnice Chrystusowe, bo zawiera wolę i łaskę do wszystkich innych.
Wreszcie jest tajemnica Wcielenia tronem miłosierdzia, szczodrobliwości i chwały Bożej. Jest ona dla nas tronem miłosierdzia; nie możemy bowiem w tej tajemnicy zbliżyć się do Jezusa, jeno przez Marię, i dlatego nie możemy widzieć Jezusa, ani z Nim rozmawiać, jak tylko za pośrednictwem Marii. Jezus, który Swą drogą Matkę zawsze wysłuchuje, udziela tu biednym grzesznikom Swej łaski i miłosierdzia: „Przystąpmy tedy z ufnością do stolicy łaski“[22].
Tajemnica ta jest tronem szczodrobliwości Boga wobec Marii, albowiem w czasie, gdy nowy Adam, Jezus Chrystus, mieszkał w tym prawdziwym raju ziemskim, zdziałał tam tyle cudów ukrytych, że ani aniołowie, ani ludzie nie są zdolni ich pojąć. I dlatego nazywają święci Marię, Wspaniałością Bożą, Magnificentia Dei, jakoby Bóg tylko w Marii był wielmożny[23].
Tajemnica ta jest tronem chwały dla Boga Ojca, gdyż w Marii Jezus Chrystus całkowicie przebłagał zagniewanego na ludzkość Ojca Swego. W Niej naprawił On w sposób doskonały chwałę Ojca Swego, zdeptaną przez grzech. A przez ofiarę ze Swej woli i z siebie samego, którą złożył w Marii, więcej Mu oddał chwały, niż Mu kiedykolwiek oddać mogły wszystkie ofiary starego przymierza. Oddał wreszcie w Marii Ojcu Swemu chwałę nieskończoną, jakiej Ojciec nigdy nie był odebrał od ludzi.

5. Wielkie nabożeństwo do Pozdrowienia anielskiego i do różańca.

Piąta praktyka. — Niewolnicy miłości Marii mają wielkie nabożeństwu) do Pozdrowieniu anielskiego. Wartość, zasługa, doskonałość i konieczność tej modlitwy są mało znane. Częstokroć Matka Najśw. ukazywała się wielkim świętym i pouczała ich o wielkiej zasłudze, jaką przynosi odmawianie tej modlitwy (np. św. Dominikowi, św. Janowi Kapistranowi, Alanowi de Rupe). Ułożyli oni całe tomy o wzniosłości i skuteczności tej modlitwy, kiedy chodzi o nawracanie dusz; opowiadali głośno i kazali publicznie, że zbawienie świata rozpoczęło się od „Zdrowaś Mario“, że zbawienie każdego poszczególnego człowieka również jest do tej modlitwy przywiązane, że modlitwa ta sprawiła, że zeschła i nieurodzajna ziemia zrodziła owoc żywota, i że ona, jeśli ją nabożnie odmawiać będziemy, bez wątpienia sprawi, że w duszach przyjmie się słowo Boże i wyrośnie w owoc żywota, w Jezusa Chrystusa. „Zdrowaś Mario“ — to rosa niebieska, przenikająca ziemię, tzn. duszę, iżby wydała owoc w swoim czasie; dusza, która nie bywa zraszana tą modlitwą, tą rosą niebieską, nie przynosi owocu, rodzi tylko ciernie i osty, i bliska jest potępienia[24].
W książce „De dignitate Rosarii“[25] czytamy, że Matka Boska odezwała się do bł. Alanusa w te słowa: „Wiedz, synu mój, a oznajmij to wszystkim, że prawdopodobnym i bliskim znakiem potępienia wiecznego jest niechęć, oziębłość i niedbalstwo w odmawianiu Pozdrowienia anielskiego, które Świat cały naprawiło“. Zresztą doświadczenie uczy, że ci, co noszą na sobie znamię odrzucenia, jak heretycy, bezbożni, pyszni i światowcy, nienawidzą Pozdrowienia anielskiego i Różańca, lub mają je w pogardzie. Heretycy odmawiają „Ojcze nasz“, ale nie odmawiają ani „Zdrowaś Mario“ ani Różańca; wzdrygają się przed tymi modlitwami; woleliby raczej nosić przy sobie węża niż Różaniec. Tak samo postępują pyszni, nawet katolicy, tak, iż zdaje się, jakoby mieli te same skłonności, co ich ojciec Lucyper; gardzą oni Pozdrowieniem anielskim a Różaniec uważają za kobiece nabożeństwo, dobre dla ciemnych mas, dla nieuków i dla takich, którzy nie umieją czytać. Z drugiej strony doświadczenie uczy, że ci co noszą na sobie widoczne znaki wybrania, kochają Pozdrowienie anielskie, znajdują w nim upodobanie, chętnie je odmawiają, a im ściślej połączeni są z Bogiem, tym więcej kochają tę modlitwę.
Nie wiem, jak to się dzieje i dlaczego tak jest, wiem jednak, że jest to niezaprzeczoną prawdą: Jeśli chcę wiedzieć, czy osoba jakaś jest z Boga, to nie znam lepszego sprawdzianu od pytania: czy lubi odmawiać „Zdrowaś“ i Różaniec. Mówię wyraźnie: lubi, bo może się przecież zdarzyć, że ktoś z niemożności czy to naturalnej, czy nawet nadprzyrodzonej nie jest w stanie odmawiać Różańca, ale lubi go i miłuje, i to zamiłowanie wpaja w innych.
Dusze wybrane! Niewolnicy Jezusa i Marii, wiedzcie o tym, że „Zdrowaś“ jest po modlitwie Pańskiej najpiękniejszą ze wszystkich modlitw. Jest to najdoskonalsze pozdrowienie hołdownicze, jakie możecie złożyć Marii, gdyż jest to pozdrowienie, które Najwyższy kazał przesłać Jej przez archanioła, aby zjednać sobie Jej serce. To pozdrowienie oddziałało siłą ukrytego uroku, którym jest przepełnione, tak potężnie na Jej serce, że Maria mimo Swej głębokiej pokory dała przyzwolenie na Wcielenie Słowa. Toteż przez pozdrowienie to zjednacie sobie i wy niezawodnie Jej serce, jeśli je pobożnie odmawiać będziecie.
„Zdrowaś Mario“ dobrze odmawiane, tzn. uważnie, z nabożeństwem i pokorę, jest wedle świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, jest młotem, który go miażdży, jest uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią nowego testamentu, radością Marii i chwałą Trójcy Przenajśw. „Zdrowaś Mario“ jest rosą niebieską, co duszę czyni urodzajną, jest czystym i miłości pełnym pocałunkiem, jaki składamy Marii; jest różą czerwoną, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze, jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, jaki Jej dajemy. Wszystkie te porównania pochodzą z ust świętych.
Błagam was tedy usilnie przez miłość, którą ku wam w Jezusie i Marii w sercu noszę, nie zadowalajcie się odmawianiem małej koronki do Najśw. Dziewicy, ale odmawiajcie codziennie, o ile wam czas pozwoli, Różaniec, a w chwili śmierci błogosławić będziecie dzień i godzinę, kiedyście mi uwierzyli. Bo „kto sieje w błogosławieństwach, z błogosławieństw też żąć będzie“[26].

6. Odmawianie „Magnificat“.

Szósta praktyka. — By dziękować Bogu za łaski, jakie uczynił Najśw. Dziewicy, dzieci Marii odmawiać będą na wzór świętych często Magnificat. Jest to jedyna modlitwa, jedyne dzieło, które Najśw. Dziewica ułożyła, lub raczej które Jezus stworzył w Niej, boć to On przemawiał przez Jej usta. Jest to najszczytniejsza ofiara uwielbienia, jaką Bóg otrzymał w przymierzu łaski. Jest to hymn z jednej strony najpokorniejszy i najbardziej pełny wdzięczności, a z drugiej strony najszczytniejszy i najwznioślejszy; hymn ten zawiera tajemnice tak wielkie i tak ukryte, że nawet aniołowie nie znają wszystkich. Gerson[27], pobożny i uczony pisarz, który życie całe poświęcił nauce, podjął się dopiero pod koniec życia i to z drżeniem, napisać objaśnienia do Magnificat, pragnąc tym dziełem ukoronować wszystkie swe prace. W potężnym tomie in folio przytacza on dużo cudownych rzeczy o tej pięknej i boskiej pieśni. Między innymi pisze, że Najśw. Dziewica często odmawiała Magnificat, zwłaszcza po Komunii św. jako dziękczynienie.
Uczony Benzoniusz, który również napisał komentarz do Magnificat, przytacza kilka cudów zdziałanych siłą tego hymnu. Szatani, powiada on, drżą. i uciekają, kiedy słyszą słowa hymnu: „Fecit potentiam in brachio suo, dispersit superbos mente cordis sui: Stwierdza potęgę Swojego ramienia wniwecz obraca dumne serc zamysły“[28].

7. Pogarda świata.

Siódma praktyka. — Wierni słudzy Marii winni gardzić zepsutym światem, nienawidzić go, uciekać odeń i posługiwać się środkami, jakie podaliśmy w pierwszej części, by dojść do wzgardy świata.

ROZDZIAŁ II
Szczególne praktyki wewnętrzne dla tych, co chcą dojść do doskonałości.

Prócz wymienionych dopiero co praktyk zewnętrznych, których nie należy opuszczać ani z niedbalstwa, ani z lekceważenia, o ile obowiązki stanu i warunki pozwalają, są jeszcze praktyki wewnętrzne, zdolne przyczynić się bardzo do uświęcenia tych, których Duch Św. powołuje do wysokiej doskonałości.

Ćwiczenia te można streścić w czterech słowach: Spełniać wszystkie swe uczynki przez Marię, z Marią, w Marii i dla Marii, aby je spełniać doskonale przez Jezusa, z Jezusem, w Jezusie i dla Jezusa Chrystusa.

1. Przez Marię.

Należy spełniać uczynki swe przez Marię, tzn. trzeba we wszystkim być posłusznym Najśw. Dziewicy i pozwolić się kierować we wszystkim Jej duchowi, który jest duchem Bożym. Ci, których prowadzi Duch Św., są dziećmi Boga: „Bo, którzykolwiek Duchem Bożym rządzeni są, ci są synami Bożymi“[29]. Ci których prowadzi duch Marii, są dziećmi Marii, a więc i dziećmi Boga. Spośród wszystkich czcicieli Najśw. Dziewicy prawdziwymi i wiernymi Jej poddanymi są ci tylko, co kierują się Jej duchem. Powiedziałem, że duch Marii jest duchem Bożym, gdyż Maria nigdy nie kierowała się własnym duchem, lecz jedynie duchem Bożym, który tak Ją opanował, że stał się Jej własnym duchem. Dlatego mówi św. Ambroży: „Dusza Marii niech będzie w każdym z nas, by wielbić Pana; duch Marii niech będzie w każdym z nas, by się rozradować w Bogu“. Jak szczęśliwa jest dusza, która na wzór Rodrycjusza, zmarłego w opinii świętości[30], zupełnie opanowana jest i rządzona duchem Marii, tym duchem, który jest łagodny a silny, gorliwy a roztropny, pokorny a mężny, czysty a płodny!
Aby duszą kierował duch Marii, winna ona:
1) Zanim cośkolwiek przedsiębierze, wyrzec się własnego ducha, własnego światła, własnej woli, np. przed rozmyślaniem, przed mszą św., przed Komunią św., gdyż słabość naszego rozumu i złośliwość naszej woli i naszego postępowania stawiłyby, gdybyśmy się nimi kierowali, zapory duchowi Marii, choćbyśmy je nawet uważali za dobre.
2) Trzeba się poddać duchowi Marii, by on nas prowadził i nami kierował wedle Jej woli. Trzeba pozostać w Jej dziewiczych rękach, jak narzędzie w rękach rzemieślnika, jak lutnia w rękach artysty. Jak kamień wrzucony do morza, tak dusza utonąć musi w Marii i w Niej zginąć. Dzieje się to w sposób prosty, w oka mgnieniu, przez jedno spojrzenie ducha, przez krótki akt woli, przez jedno słowo, np.: Wyrzekam się siebie, oddaję się Tobie, Matko moja droga! A chociaż nie odczuwasz przy tym akcie żadnej słodyczy, to jednak jest on bardzo rzeczywisty. Tak samo, gdyby ktoś na serio — co niech Bóg broni — powiedział: oddaję się szatanowi, należałby rzeczywiście do szatana, choćby te słowa bez najmniejszego uczuciowego wzruszenia wypowiedział.
3) Trzeba od czasu do czasu zarówno w ciągu jak po czynności odnawiać ten sam akt oddania się i połączenia; a im częściej będziemy go powtarzać, tym prędzej uświęcimy duszę naszą, tym szybciej dojdziemy do połączenia się z Jezusem, albowiem połączenie się z Jezusem jest koniecznym następstwem połączenia się z Marią, gdyż duch Marii jest duchem Jezusa.

2. Z Marią.

Trzeba wszystko robić z Marią, tzn. we wszystkich swych pracach trzeba patrzeć na Marię jako na idealny wzór wszelakiej cnoty i doskonałości, ukształtowany przez Ducha Św. w czystym stworzeniu, byśmy go wedle sił naśladowali. Trzeba zatem, byśmy przy każdym naszym czynie zastanowili się, jak postępowała Maria lub jakby postąpiła, gdyby była na naszym miejscu. Dlatego trzeba badać i rozważać owe wielkie cnoty, w jakich się Maria ćwiczyła za swego ziemskiego życia, zwłaszcza:
1) Jej żywą wiarę, dzięki której uwierzyła bez wahania słowom anioła; wierzyła wiernie i stale aż do stóp krzyża na kalwarii.
2) Jej głęboką pokorę, która nakazywała Jej ukrywać się, milczeć, poddać się wszystkiemu i pozostawać zawsze na ostatnim miejscu.
3) Jej iście boską czystość, która nigdy nie miała i mieć nie będzie równej sobie na ziemi. Proszę pamiętać, powtarzam to po raz wtóry, że Maria jest ową wielką i jedyną formą Bożą, zdolną, by tworzyć z małym trudem i w krótkim czasie żywe odbicie Boga. Dusza, która tę formę znalazła i w Niej się zatopiła, wnet będzie przemieniona w Jezusa Chrystusa, którego ferma ta wiernie przedstawia.

3. W Marii.

Trzeba spełniać wszystko w Marii. By praktykę tę dobrze zrozumieć, trzeba wiedzieć, że Najśw. Dziewica jest prawdziwym rajem ziemskim nowego Adama, którego stary raj ziemski był tylko figurą. W raju tym są bogactwa, piękności, rzadkości i niewypowiedziane słodycze, które nowy Adam, Jezus Chrystus, tam pozostawił. W tym raju upodobał On sobie przez dziewięć miesięcy, tam zdziałał Swe cuda, tam rozpostarł Swe bogactwa z iście Bożą wspaniałomyślnością. Święte to miejsce zna tylko ziemię dziewiczą i niepokalaną, z której przez działanie mieszkającego tam Ducha Św. utworzony został nowy Adam, wolny od wszelkiej plamy i skazy. W tym to raju ziemskim znajduje się rzeczywiście drzewo żywota, które zrodziło Jezusa Chrystusa, owoc żywota; drzewo wiadomości dolnego i złego, które dało światło światu. Na tej Bożej roli stoję drzewa ręką Bożą zasadzone i zraszane Jego Boską rosą, które wydawały i wydają owoce o smaku Bożym. Są tam kwietniki strojne w piękne i różnorodne kwiaty cnót, rozsiewające woń, co samych aniołów przenika. Są. tam zielone łąki nadziei, niezdobyte wieże mocy, cudne przybytki ufności itd. Tylko Duch Św. może dać zrozumienie prawdy ukrytej pod tymi figurami rzeczy materialnych. Na tej roli jest najpiękniejsze powietrze o niczym niezamąconej czystości, tam świeci jasne światło dzienne najświętszego człowieczeństwa (Jezusa Chrystusa), tam goreje bezustanny żar miłości, w którym wszelakie żelazo, weń wrzucone, topnieje i zamienia się w złoto; tam płynie rzeka pokory, wytryskająca z ziemi, a dzieląc się na cztery ramiona, zrasza całą tę zaczarowaną krainę; są to cztery cnoty kardynalne.
Duch Św. nazywa Najśw. Dziewicę przez usta św. Ojców Kościoła także:
1) Bramą wschodu, przez którą arcykapłan, Jezus Chrystus, wchodzi na świat i wychodzi[31]. Przez Nią przyszedł On po raz pierwszy na świat, i przez Nią przyjdzie także po raz drugi.
2) Przybytkiem Bóstwa, miejscem odpoczynku Trójcy Przenajśw., Tronem Bożym, Miastem Bożym, Ołtarzem Bożym, Świątynią Boga, Światem Boga.
Wszystkie te przymioty i pochwały są najprawdziwsze przez wzgląd na rozmaite cuda i łaski jakich Najwyższy dokonał w Marii. Jakie to bogactwa! Jaka chwała! Jaka radość! Jakie szczęście, móc znaleźć mieszkanie w Marii i zamieszkać fam, gdzie Najwyższy ustawił tron najwyższej Swej chwały.
Ale jakże trudno takim grzesznikom, jak my, uzyskać pozwolenie, zdolność i światło, by móc wstąpić na miejsce tak wzniosłe i święte, którego strzeże już nie cherubin[32], jak dawnego raju ziemskiego, lecz sam Duch Św., który uczynił się wszechwładnym Panem Marii i mówi do Niej: “Jesteś ogrodem zamkniętym, siostro moja i oblubienico, jesteś ogrodem zamkniętym, zdrojem zapieczętowanym“[34]. Maria jest zamknięta, jest opieczętowana; nędzne dzieci Adama i Ewy wypędzone z raju ziemskiego, nie mają wstępu do tego raju bez szczególniejszej łaski Ducha Św„ którą, winni sobie wysłużyć.
Wysłużywszy zaś sobie przez wierność ową wielką łaskę, trzeba z upodobaniem przebywać we wnętrzu Marii, trzeba w nim wypoczywać w pokoju, trzeba w nim szukać oparcia z ufnością, trzeba ukryć się w nim bezpiecznie i całkowicie się w nim zatopić, aby w dziewiczym łonie Marii dusza:
1) karmiła się mlekiem Jej łaski i macierzyńskiego miłosierdzia,
2) uwolniona była od niepokojów, obaw i wątpliwości,
3) bezpieczna była przed wszystkimi swymi nieprzyjaciółmi, przed szatanem, światem i grzechem, którzy tu nigdy nie mieli przystępu. Dlatego Maria sama powiada, że ci, co w Niej swe uczynki spełniają, nie będą grzeszyli[35], tzn. że ci, co duchowo mieszkają w Najśw. Dziewicy, nie popełniają większego grzechu;
4) aby dusza była ukształtowana w Jezusie, a Jezus w niej. Albowiem według Ojców Kościoła jest łono Marii przybytkiem tajemnic Bożych, w którym Jezus Chrystus i wszyscy do chwały wiecznej wybrani zostali ukształtowani.

4. Dla Marii.

Wreszcie trzeba wszystko czynie dla Marii. Wstąpiwszy bowiem raz w Jej służbę, słuszną i sprawiedliwą, jest rzeczą, byśmy wszystko czynili dla Niej, jak przystoi na pachołka, sługę łub niewolnika. Nie znaczy to, jakoby Maria była służby naszej ostatecznym celem, bo nim jest Jezus Chrystus. Maria zaś jest celem naszym bezpośrednim, jest owym tajemniczym polem, na którym działa Jezus Chrystus, jest łatwym środkiem dojścia do Niego. Jak dobremu słudze i niewolnikowi, tak i nam nie wolno próżnować, lecz z niewzruszoną ufnością w Jej pomoc i orędownictwo trzeba przedsiębrać i czynić rzeczy wielkie dla dostojnej Pani i Królowej. Trzeba bronić Jej przywilejów, jeśli ich kto nic chce uznać, trzeba bronić Jej chwały, jeśli kto zaczepi, trzeba starać się, by przyciągnąć jak najwięcej dusz, o ile możności świat cały do Jej służby i do tego prawdziwego i rzetelnego nabożeństwa; trzeba z całą stanowczością występować przeciwko tym, którzy nadużywają nabożeństwa do Niej, by obrażać Jej Syna, a równocześnie starać się o to, by to prawdziwe do Niej nabożeństwo silnie uzasadnić. A jako nagrodę za te drobne usługi nie trzeba niczego więcej od Niej żądać, jak zaszczytu przynależenia do tak ukochanej Pani i szczęścia przez Nią być zjednoczonym nierozerwalnym węzłem z Jezusem, Jej Synem, w czasie i w wieczności.
Chwała Jezusowi w Marii!
Chwała Marii w Jezusie!
Chwała Bogu samemu!






  1. Mat. 5, 16.
  2. Hom. 2. in Evang.
  3. Życzenie O. de Montfort spełniło się; ukochane jego nabożeństwo zostało erygowane jako arcybractwo, którego liczba członków wzrasta w sposób nadzwyczajny. Arcybractwo to nosi nazwę arcybractwa Marii, Królowej serc.
  4. Łuk. 18, 41.
  5. Św. Augustyn.
  6. Patrz str. 71.
  7. Patrz str. 309.
  8. Obj. 12, 1.
  9. Św. Augustyn, Tract. de Symbolo ad Catechumenos, lib. 4, cap. 1; św. Bernard, Sermo super „Signum magnum“, n. 3.
  10. Łańcuszki żelazne, o których tu mowa, obecnie wyszły z użycia; zastępują je medaliki.
  11. Por. Efez. 3, 1.
  12. Ozeasz 11, 4.
  13. Por. Pieśń nad pieśniami 8, 6.
  14. Ps. 2, 3.
  15. Ekklezjastyk 6, 26.
  16. Tamże w. 31.
  17. Jan 12, 32.
  18. Ozeasz 11, 4.
  19. O Jesu, vivens in Maria, veni et vive in famulis tuis in spiritu sanctitatis tuae, in plenitudine virtutis tuae, in perfectione viarum tuarum, in veritate virtutum tuarum, in communione mysteriorum tuorum. Dominare omni adversae potestati in Spiritu tuo ad gloriam Patris. Amen.
  20. Św. Ambroży, de Instit. Virg., cap. 7, n. 50.
  21. Żyd. 10, 5—9.
  22. Żyd. 4, 16.
  23. Izajasz 33, 21.
  24. Żyd. 6, 8.
  25. B. Alanus de Rupe, Lib. de Dignit. Rosari, cap. 11.
  26. 2. Kor. 9, 6.
  27. Jan Gerson, kanclerz paryskiego uniwersytetu, odznacza! się wielką nauką i świętością. Żył od 1363—1428.
  28. Łuk. 1, 51.
  29. 1 Rzym. 8, 14.
  30. Św. Alfonsa Rodrycjusza T. J. kanonizował Leon XIII w roku 1888.
  31. Ezech. 44, 2—3.
  32. Ks. Rodz. 3, 24.
  33. Pieśń nad pieśniami 4, 12.
  34. Pieśń nad pieśniami 4, 12.
  35. Ekklezjastyk 24, 30.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ludwik Maria Grignion de Montfort i tłumacza: Helena Brownsfordowa.