O geniiuszu Homera z Barthelemy

<<< Dane tekstu >>>
Autor Franciszek Ksawery Dmochowski
Tytuł O geniiuszu Homera z Barthelemy
Pochodzenie Iliada
Data wydania 1804
Drukarz w Drukarni Xięży Piarów
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Iliada - Homer (ilustracja).jpg



O GIENIIUSZU
HOMERA
Z BARTHELEMY.[1]

Homer żył około czwartego wieku po woynie Troiańſkiéy. Już za iego czasów Grecy bardzo się w Rymotworſtwie ćwiczyli. Źródło przyiemnych zmyśleń, które są istotą, lub ozdobą Poezyi, ſtawało się codzień obfitszém: ięzyk iaśniał obrazami, a im mniéy był prawidłami ścieśniony, tém łatwiéy podawał się potrzebom Poety. Dwa wielkie zdarzenia, woyna Tebańſka i oblężenie Troi, ſtały się zabawą i ćwiczeniem naybiegleyszych dowcipów. Zewsząd poruszali się śpiewacy z lutnią w ręku, i ogłaszali Grekom dzieła ich dawnych bohatyrów.
Już pokazał się był Orfeusz, Linus, Muzeusz i wielu innych Poetów, których dzieła poginęły, a którzy podobno przez to sławnieyszymi się ſtali. Już ſtanął na zawodzie Hezyod; ten Hezyod, który, iak mówią, był rywalem Homera, i który w ſtylu pełnym słodyczy i harmonii, opisywał ród bogów, prace rolnicze, i inne rzeczy, które umiał interesuiącemi uczynić.

Homer zatém zaſtał sztukę iuż od nieiakiego czasu wyszłą z dziecińſtwa, a w któréy spółubieganie się codzień przyśpieszało poſtępek: wziął ią w piérwiaſtkowym iéy wzroście, i tak daleko wyniósł, że się iéy twórcą bydź zdaie.

Mówią, iż opiewał woynę Tebańſką i wiele innych dzieł złożył, któreby go z naypiérwszymi owego czasu Poetami zrównały: ale Jliada i Odyssea wynosi go nad wszyſtkich Poetów, którzy przed nim i po nim słynęli. W piérwszém dziele opisał niektóre okoliczności woyny Troiańſkiéy, w drugiém powrot Ulissesa do kraiu swego.

Podczas oblężenia Troi, zdarzył się taki przypadek, który szczególniéy zaſtanowił uwagę Homera. Achilles, obrażony od Agamemnona, oddalił się do swego obozu. Nieprzytomność tego bohatyra osłabiła woyſko Greckie, a dodała serca Troianom: wyszli oni z miaſta, stoczyli wiele bitew, w których prawie zawsze zwycięzcami byli: iuż nieśli ogień na okręty nieprzyiacielſkie, kiedy Patrokl pokazał się w zbroi Achillesa. Rzuca się na niego Hektor, i śmiertelnym razem na ziemię go obala. Achilles, który na prośby piérwszych woyſka wodzów ubłagać się nie dał, leci do boiu, mści się Patrokla śmierci, przez śmierć bohatyra Troiańſkiego, sprawia obchód pogrzebowy dla swego przyiaciela, a za okup, nieszczęśliwemu Pryamowi wydaie ciało syna iego Hektora.

Przypadki te, zdarzone w krótkim nader dni przeciągu, były ſkutkiem gniewu Achillesa przeciw Agamemnonowi, a w ciągu oblężenia czyniły osobny uſtęp, który od niego łatwo można było oddzielić. Ten uſtęp obrał sobie Homer za rzecz Jliady. W opisaniu trzymał się hiſtorycznego porządku: lecz żeby dał dziełu więcéy okazałości, wyſtawił sobie, podług przyiętego za iego czasów mniemania, że zaraz na początku woyny podzielili się bogowie między Troiany i Greki. Co żeby większy interes sprawiło, osoby te zrobił czynnemi: sztuka podobno nieznana przed nim, która dała początek rodzaiowi dramatycznemu; a któréy Homer z równie szczęśliwém powodzeniem użył w Odyssei.

W tém dziele więcéy widać sztuki i umieiętności. Już dziesięć lat upłynęło, iak Ulisses brzegi Jlionu opuścił. Niesprawiedliwi przywłaszczyciele trwonili dobra iego; chcieli ſtroſkaną przymusić żonę do powtórzenia związków małżeńſkich, i do uczynienia wyboru, którego iuż dłużéy przewlekać nie mogła. W tym właśnie czasie otwiera się scena Odyssei. Telemak, syn Ulissesa, wyprawia się na lądy Greckie, chcąc się dowiedzieć od Neſtora i Menelaia o losie oyca swego. Kiedy on bawił w Lacedemonie, tym czasem Ulisses rzuca wyspę Kalipsy, a po trudnéy żegludze, przez nawalnicę, na wyspę Feaków, przyległą Itace, wyrzuconym zoſtaie. Póki ieszcze handel nie zbliżył do siebie narodów, zbiegał się lud do cudzoziemca, chciwy dowiedzieć się o iego przypadkach. Przymuszony Ulisses zadosyć uczynić ciekawości dworu, w którym niewiadomość i upodobanie w rzeczach nadzwyczaynych do zbytku panowały, opowiada mu widziane od siebie dziwy, wzrusza go obrazem nieszczęść, które cierpiał, i odbiera pomoc w powrocie do pańſtwa swego. Przyieżdża, daie się poznać synowi, i z nim ſkuteczne bierze środki do pomszczenia się na spólnych nieprzyiaciołach.

Rzecz Odyssei trwa tylko dni cztérdzieści: lecz układ, który sobie obrał Homer, dał mu sposobność opisania wszyſtkich okoliczności powrotu Ulissesa, wyszczególnienia wielu przypadków woyny Troiańſkiéy, i okazania własnych wiadomości, których nabył w swoich podróżach. Zdaie się, że to dzieło zaczął pisać w podeszłym wieku; widać to z wielości opowiadań, ze spokoynego osób charakteru, i z owego słodkiego i wolnego ciepła, iakie daie słońce, gdy do zachodu się zbliża.

Lubo sobie założył Homer, podobać się szczególniéy wiekowi swoiemu; atoli widocznie okazuie się z Jliady, że narody zawsze są ofiarą rozdwoienia swoich wodzów; a z Odyssei, że roztropność z odwagą złączona, z naywiększych przeszkód, prędzéy lub poźniéy tryumf odnosi.

Ledwie Iliada i Odyssea zaczęły bydź znane w Grecyi, gdy się Likurg w Jonii pokazał. Gieniiusz poety, przemówił do gieniiuszu prawodawcy. Gdzie lud pospolity same tylko przyiemne widział zmyślenia, tam odkrył Likurg prawidła mądrości. Przepisał obadwa poemata, i zbogacił niemi swoię oyczyznę. Stamtąd się po wszyſtkich Grekach rozniosły. Pokazali się aktorowie, znani pod imieniem Rapsodów, oddzielaiący niektóre kawałki, i przebiegaiący z niemi całą Grecyą, która się ich słuchaniem nasycić nie mogła. Jedni opiewali męztwo Dyomeda, drudzy pożegnanie Andromachy, ci śmierć Patrokla, owi Hektora.

Przez takie rol podziały, zdawała się pomnażać sława Homera, ale ciąg Poematu psuł się nieznacznie: a gdy obawiać się należało, iżby z czasem nie było trudno złączyć z całością zbyt od siebie oddzielonych części; rozkazał Solon Rapsodom, aby zgromadziwszy się, nie brali przypadkiem osobnych czynów; ale im przepisał, żeby w opiewaniu trzymali się tego porządku, iaki zachował autor, i aby, na czém piérwszy ſkończył, od tego drugi zaczynał.

To rozporządzenie zapobiegło iednemu niebezpieczeńſtwu, ale zoſtawiło drugie, prędszego ieszcze zaradzenia potrzebuiące. Poemata Homera zoſtawione zapałowi i niewiadomości tych, którzy ie śpiewali, albo wykładali publicznie, kaziły się codzień w ich ustach. Przyprawiali oni ie o znaczne straty, i obce, a nie autora wiersze, do nich wciſkali. Pizystrat i syn iego Hippark ſtarali się o przywrócenie prawdziwego textu, radzili się biegłych Grammatyków, obiecali nagrody tym, którzyby im autentyczne Iliady i Odyssei ułomki przynieśli. Nareście po długiéy i ciężkiéy pracy, dwa te wspaniałe obrazy wyſtawili przed oczy Greków, równie pięknością układów, iak bogactwami szczególnych dzieła części zadziwionych. Rozkazał ieszcze Hippark, aby wiersze Homera podczas świąt Panateneyſkich[2], w przepisanym od Solona porządku, śpiewane były.

Potomność, nie mogąca, podług czynów, mierzyć chwały królów i bohatyrów, zdaie się tylko zdala słyszeć odgłos, który na świecie zrobili, i z większą go ieszcze okazałością naſtępnym wiekom przesyła. Lecz sławę autora, którego pisma zoſtaią, w każdém pokoleniu i w każdéy chwili porównywamy z temi prawami, które ią uſtanowiły: i chwała iego, ieſt owocem ciągłych zdań i wyroków, które o nim wieki wydaią. Chwała Homera tém bardziéy wzrosła, im lepiéy poznano iego dzieła, i im lepiéy ie cenić umiano. Nigdy Grecy tyle, co dzisiay, oświeconymi nie byli, nigdy też większego podziwienia dla Homera nie mieli. Imię iego ieſt we wszyſtkich uſtach, obraz przed wszyſtkich oczyma. Wiele się miaſt ubiega o ten zaszczyt, że w nich się urodził; drugie mu kościoły poświęciły. Argiienowie, którzy go w świętych obrzędach swoich wzywaią, corocznie posyłaią na wyspę Chio, dla uczynienia na cześć iego ofiary. Wiersze iego brzmią w całéy Grecyi, i są ozdobą nayokazalszych iéy uroczyſtości. W nich młodzież piérwszą naukę znayduie: w nich Eschil, Sofokl, Archiloch, Herodot, Demosten, Platon, i naylepsi pisarze wyczerpnęli, po większéy części, te piękności, które w ich pismach iaśnieią: w nich snycerz Fidyasz i malarz Eufranor nauczyli się godnie bogów pana wystawiać.

Cóżto za człowiek, który prawodawcom daie polityki prawidła? który Filozofów i Hiſtoryków sztuki pisania naucza, a Poetów i Mowców sztuki wzruszania? który wszyſtkie krzewi i ożywia talenta? a którego wyższość tak ieſt powszechnie uznana, iż względem niego nikt zawiści nie ma, iak względem ſłońca, które nas oświeca?

Wiem ia, że Homer szczególniéy własnemu narodowi podobać się musi. Znacznieysze domy Greckie, w dziełach iego znayduią początki swoich zaszczytów, a różne pańſtwa, epoki swoiéy wielkości. Częſtokroć dosyć było na iego świadectwie, do przywrócenia dawnych granic, między dwoma sąsiedzkiemi narodami. Lecz ta chwała, spólna z wielą zapomnianemi dziś autorami, nie potrafiłaby zrobić tego zapału, iaki dzieła Homera sprawuią. Innych potrzeba było sprężyn, aby panowanie nad umysłami Greków otrzymać.

Jeſtem Scytą[3] i harmoniia wierszy Homera, ta harmoniia porywaiąca Greków, często się przed zbyt grubemi zmysłami moiemi ukrywa. Ale nie ieſlem panem podziwienia mego, gdy go widzę, że tak powiem, wznoszącego się i lataiącego nad światem, rzucaiącego wszędzie wzrok zapalony, zbieraiącego ognie i farby, któremi rzeczy w jego oczach iaśnieią; znayduiącego się na radzie bogów, zgłębiaiącego ſkrytości serca ludzkiego; i natychmiaſt swoiemi ubogaconego wynalazkami, upoionego pięknościami natury, i nie mogącego znieść zapału, który go pożera, rozlewaiącego to wszyſtko obficie na swoie obrazy i wyrażenia, wyſtawuiącego w zapasach niebo z ziemią, i namiętności z namiętnościami; rażącego nas temi błyſkawicami światła, które są tylko gieniiuszu udziałem, porywaiącego żywością uczucia, która prawdziwą czyni wysokość, i zawsze zoſtawuiącego w umyśle naszym wyraz głęboki, który go rozciągać i powiększać się zdaie. Bo to ieſt właściwą i rozróżniającą go od drugich cechą, że wszyſtko ożywia, że temi poruszeniami nas unosi, któremi sam ieſt przeięty, że wszyſtko głównieyszéy namiętności poddaie, że ią ściga w jéy zapędach, w jéy obłąkaniach, w jéy nieuwagach; że ią aż pod obłoki wynosi, i znowu gdy trzeba, przez moc uczucia i cnoty strąca na dół, tak właśnie, iak wiatry wybuchaiący płomień Etny na dno przepaści wpychaią; że obiął wielkie charaktery, że moc, męztwo, i inne osób swoich przymioty rozgatunkował, nie przez zimne i nudne opisy, lecz przez szybkie i śmiałe pęzla pociągi, albo przez nowe zmyślenia, a niby przypadkiem po dziełach iego rozsiane.

Wſtępuię z nim do nieba: poznaię zaraz Wenerę po téy taśmie, z któréy uſtawicznie wybiegaią ognie miłości, niecierpliwe pragnienia, uwodzące wdzięki, i trudne do wyrażenia ust i oczu ponęty: poznaię Palladę po iéy popędliwości, po téy paiży, na któréy wisi Strach, Niezgoda, Gwałt, i okropna głowa przerażaiącéy Gorgony. Jowisz i Neptun są naymocnieysi z bogów: lecz Neptunowi trzeba tróyzęba do wzruszenia ziemi, a Jowisz, iedném oka ſkinieniem, całym wſtrząsa Olimpem. Zſtępuię na ziemię. Achilles, Aiax i Dyomed są naywięksi między Grekami bohatyrowie. Ale Dyomed na widok woyſka Troiańſkiego uchodzi, Aiax, po kilkokrotnym odporze, uſtępuie: Achilles się pokazuie, a woyſko Troiańſkie niknie.

Te różnice w świętych xięgach greckich, bo tak Iliadę i Odysseę nazwać można, nie są bliſko siebie wydane. Gruntownie poeta swoie wzory założył; oddzielał w potrzebie cienie, które do ich rozróżnienia służyły: i miał ie zawsze przytomne w umyśle, wtenczas nawet, gdy momentalne charakterom swoim dawał odmiany. Bo sztuka tylko sama daie ſtałą iednakość charakteru: ale natura żadnego takiego charakteru nie wydaie, któryby się w różnych okolicznościach życia nie zmienił.

Platon nie upatrywał dosyć godności w żalu Achillesa i Pryama; gdy piérwszy tacza się w piaſku po śmierci przyiaciela swego Patrokla, a drugi się, na krok upodlaiący go, dla otrzymania ciała synowſkiego, odważa. Lecz iakto dzika godność, która czucie przytłumia! Co do mnie, uwielbiam Homera, że równie, iak czyni natura, słabość obok mocy, a przepaść obok wysokości położył: uwielbiam go ieszcze więcéy za to, że mi, w nayprzemożnieyszym królu, naylepszego oyca, a nayczulszego przyiaciela, w naypopędliwszym bohatyrze, pokazał.

Słyszałem naganiaiących Homera, za mowy obelżywe, które iuż na zgromadzeniach, iuż w potyczkach, w uſta swym bohatyrom kładzie. Natenczas rzuciłem okiem na dzieci, które są od nas bliższemi natury; na pospólſtwo, które ieſt zawsze dziecięciem; na dzikich ludzi, którzy są zawsze pospólſtwem; i poſtrzegłem, że w tych wszyſtkich, gniew, nim się okaże przez ſkutki, wprzód się okazuie przez chlubę, zuchwałość i obelgę.

Słyszałem i to zarzucaiących Homerowi, że w proſtocie odmalował obyczaie tych czasów, które go poprzedziły. Rozśmiałem się z krytyki, i milczałem.

Lecz gdy mu za wyſtępek poczytuią, że bogów upodlił, wtenczas przeſtaię na przytoczeniu odpowiedzi, danéy mi od oświeconego Ateńczyka. Homer, mówił on, podług przyiętego za iego czasów zdania, słabości naszych bogom udzielił. Grał ich potém na teatrze Aryſtofan, i oycowie nasi téy bezbożności poklaſk dawali. Naydawnieysi Teologowie utrzymywali, że bogowie i ludzie ieden maią początek: i prawie toż samo za dni naszych Pindar wyśpiewywał. Nigdy więc nie sądzono, aby tacy bogowie wyrównać mogli temu wyobrażeniu, które o bóſtwie mamy. I w rzeczy saméy prawdziwa Filozofiia, przypuszcza wyższe nad nich ieſteſtwo, które im swoiéy mocy powierzyło. Ludzie oświeceni oddaią mu cześć w cichości: insi zasyłaią swe śluby, a czasem i ſkargi do tych, którzy to naywyższe ieſteſtwo zaſtępuią: Poeci zaś są podobni do poddanych króla Perſkiego, którzy biią czołem przed monarchą, a powſtaią zuchwale przeciw iego miniſtrom.

Niech ci, którzy się oprzeć mogą pięknościom Homera, rozwodzą się nad iego wadami. Bo na cóż ukrywać? spoczywa częſto, a czasem i drzymie. Lecz w spoczynku swoim podobny ieſt do orła, który przebiegłszy niezmierne nieba przeſtrzenie, zmordowany, na wysokiéy ſkale upada: a sen podobny do snu Jowisza, który podług wyrazu samegoż Homera, budzi się ciſkaiąc pioruny.

Kto o Homerze, nie przez roztrząsanie, lecz przez uczucie, nie podług prawideł czeſtokroć dowolnych, lecz podług nieodmiennych praw natury, sądzić będzie; ten pewnie się przekona, iż godzien ieſt tego mieysca, które mu Grecy naznaczyli.





Przypisy

  1. Wypis ten wzięty iest z dzieła Barthelemy pod tytułem: Podróż młodego Anacharsysa do Grecyi.
  2. Swięta te obchodzone były na cześć Minerwy.
  3. Przypomnieć tu sobie trzeba, iż Autor w tém dziele nie sam mówi, ale wystawia Anacharsysa Scytę mówiącego.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Franciszek Ksawery Dmochowski.