Pamiętnik złodzieja/X

<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest William Hornung
Tytuł Pamiętnik złodzieja
Wydawca Dodatek do "Słowa"
Data wydania 1906
Druk Drukiem Noskowskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin.
A Thief in the Night:
The Last Word
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


X.
Ostatnie słowo.

Ostatnie słowo z dziejów Raffles‘a skreśliła młodsza powabniejsza od mojej ręka. Podaję to słowo czytelnikowi tak, jak mnie doszło, w liście mającym głębsze dla mnie znaczenie, niżeli dla kogokolwiek innego. Znajdą się może osoby, które z zajęciem czytać będą mój pamiętnik; pragnąc więc, by zachowały lepsze wspomnienie o moim przyjacielu, (nie mówiąc o sobie) dołączam rzeczony list, który był dla mnie balsamem gojącym po przypadkowem spotkaniu i bezsennej nocy; powtarzam go dosłownie, za wyjątkiem ostatniego podpisu:

39, Campden Grove Court, W.,

28 czerwca, 1900 r.

„Kochany Harry!

Zdziwiło cię może, iż zdołałam przemówić zaledwie kilka wyrazów, gdyśmy się tak niespodzianie spotkali wczoraj. Nie poczytuj tego za objaw złej woli z mojej strony; byłam zmartwioną, ujrzawszy cię kulawym, pokrytym bliznami inwalidą, lecz bolesne wrażenie ustąpiło wprędce, gdyś mi powiedział, gdzie odniosłeś rany. Szanuję każdego i zazdroszczę wszystkim, których nazwiska znajduję na strasznej liście, wypełniającej codziennie nasze gazety. Dowiedziawszy się w ten sposób o zaszczytnej śmierci pana Raffles’a, nie wiedziałam nic o smutnych losach twoich. Pragnęłam nadto pomówić z tobą o zmarłym przyjacielu, a to co miałam ci o nim powiedzieć, nie mogło być wyrażone w kilku słowach na ulicy. Dla tego żądałam twego adresu.
„Zauważyłeś, że wspominałam o panu Raffles’ie jakby o dobrym znajomym. Widziałam go z daleka razy kilka grającego w krokieta, ty dużo mi o nim mówiłeś; spotkałam go jednak raz jeden w życiu po owej nocy, która miała nas rozłączyć oboje. Sądziłam, że wiesz o tem naszem spotkaniu z twoim przyjacielem, wczoraj jednak przekonałam się, że fakt ów jest ci nieznany, postanowiłam zatem opisać wszystko szczegółowo.
„Tej nocy — to jest następnego wieczoru po wiadomem ci zajściu — wszyscy wyszli z domu i zostałam sama jedna w Palace Gardens. Po obiedzie w salonie zapaliłam światło, gdy naraz przez balkon wszedł pan Raffles. Znałam go, jak już wspomniałam, z widzenia; zdawał się, zdziwiony, że nie uprzedzono mnie o jego przyjściu, lecz ta wizyta stanowiła dla mnie tak przykrą niespodziankę, iż nie zwracałam na nic innego uwagi. Czułam instynktownie, że on przychodzi w poselstwie od ciebie i to właśnie rozgoryczało mnie srodze, Jakby odgadując myśli moje, pan Raffles zapewniał uroczyście, że nic nie wiesz o jego do mnie przyjściu, że nie byłbyś chciał dopuścić do tego, lecz on odważył się na krok śmiały, jako prawdziwy twój przyjaciel, pragnący gorąco zostać moim również.
„Patrzyliśmy sobie dłuższą chwilę w oczy i uwierzyłam w szczerość jego wynurzeń; jakimkolwiek mógł być pierwej i był później, tego wieczoru okazał się sumiennym w obec mnie a wiernym w przyjaźni dla ciebie. Zapytałam tedy, co zaszło i w jakim przyszedł celu? Odpowiedział, że skłaniało go do tego nie to, co zaszło, lecz co zajśćby mogło w przyszłości. Dowiadywałam się, czy ciebie ma na myśli? Skinął potakująco głową, chciałam więc by mi sam wyznał winę twoją i dla tego udawałam, że nie rozumiem, do czego zmierza. Pan Raffles oświadczył szczerze, iż on równie dobrze jak ja powiadomiony, że ty byłeś jednym z dwóch złoczyńców, nachodzących nasz dom przeszłej nocy. Namyślałam się czas jakiś nad odpowiedzią, gdyż dziwiło mnie jego zachowanie, wreszcie zagadnęłam, skąd on o smutnym fakcie wiedzieć może?
„Z tego powodu, iż byłem właśnie tym drugim złoczyńcą — odparł spokojnie — ja podstępem ściągnąłem do tego domu przyjaciela mego i wolę ponosić słuszną karę za to przekroczenie, niżeli by biedny Bunny cierpiał niesłusznie z mojej winy“.
„Na poparcie słów swoich zbliżył się do dzwonka, położył na nim palec, gotów wezwać kogo zażądam na moją obronę. Naturalnie, nie chciałam pozwolić, aby przywoływał ludzi, mogących przeciwko niemu świadczyć. Wtedy poprowadził mnie na ganek i pokazał, jaką drogą wszedł pokryjomu do Pałace Gardens. Naraził się dobrowolnie na niebezpieczeństwo po raz drugi dlatego tylko, aby udzielić mi wieści, iż przeszłej nocy wprowadził cię podstępnie do naszego domu. Mówił dużo więcej jeszcze dla przekonania mnie o twojej niewinności a zanim odszedł, byłam jedyną na świecie kobietą, która znała dokładnie A. J. Raffles’a wielkiego mistrza krokietowego i tak zwanego „złodzieja dyletanta“, używających w jednej osobie równej sławy.
„Wyznał mi, kim był w istocie, zdał się na łaskę i niełaskę, składając w moje ręce swą wolność, jeśli nawet nie życie, czynił to wszystko przez miłość dla ciebie Harry, dla usprawiedliwienia cię w moich oczach kosztem własnym. Wczoraj przekonałam się, że o tym jego postępku nic nie wiedziałeś, że twój przyjaciel nie wspominał nawet o szlachetnem zadośćuczynieniu swojem! Rozumiem teraz, jak silną była wasza przyjaźń, która cię zawiodła na manowce. Któż na twojem miejscu mógłby nie uledz urokowi takiego przyjaciela? Ubolewałam nad tem więcej niżeli zdołałabym wyrazić, ale uwzględniałam pobudki twego postępowania, Harry.
„Mówił mi o swojem życiu z prostotą i szczerością; sama dziwiłam się zajęciu, z jakiem go słuchałam; dziś nie dziwi mnie to wcale.
„Pan Raffles wywierał wpływ magnetyczny, któremu ani ty, ani ja nie zdołaliśmy się oprzeć. Posiadał siłę wybitnej indywidualności, będącą zupełnie czem innem od siły charakteru, gdy wszelako te dwa czynniki złączą się w jednej osobistości, ich potęga nieprzeparta porywa, unosi z sobą zwykłych śmiertelników. Nie wyobrażaj sobie, iż ty jeden byłeś powolnem w rękach pana Raffles’a narzędziem; gdy mówił, że w występnym obranym zawodzie szukał głównie rozrywek, pociągających go powabem dramatu i niebezpieczeństwa, w sercu mojem budziła się chęć skosztowania zakazanych owoców. Nie dawałam się przekornać dowcipnemu sofizmatowi, zręcznymi paradoksami, lecz oddziaływał na mnie wrodzonym wdziękiem swoim, humorem zabarwionym melancholią, ile razy dotykało się zasad moralności. Były w nim głębie ducha, wywołujące u drugich poważniejsze uczucia i myśli. Dziwić się nie możesz, że słuchając go, odczuwałam coraz większy żal, iż taki człowiek miał się zmarnować; zaczęłam więc błagać Raffles’a ze łzami, iżby porzucił występne rzemiosło swoje. Udawał, że nie pojmuje znaczenia tych słów, a potem zmroził mnie jakimś niewczesnym żartem, który wówczas boleśnie raził uszy moje, lecz którego intencye później zrozumiałam. Na pożegnanie gdy chciałam uścisnąć go za rękę, pan Raffles cofnął dłoń swoją, i twarz jego sposępniała nagle, wyrażając głęboki smutek. Potem odszedł w ten sam sposób, jak przyszedł, a nikt w domu nie domyślił się nigdy jego odwiedzin. Ty nawet o nich nie słyszałeś.
Pragnęłam poznajomić cię z tymi szczegółami, iżbyś wiedział, w jak szlachetny sposób przyjaciel twój usiłował nagrodzić wyrządzoną ci krzywdę; teraz odgaduję, dlaczego trzymał on to w tajemnicy. Późno bardzo, więc rzecz wytłomaczę w kilku słowach:
Przyrzekłam panu Raffles’owi, że napiszę do ciebie i zobaczę się z tobą. Na odezwę moją wszelakoż nie otrzymałam odpowiedzi, nie doszła, jak się przekonałam, rąk twoich; składała się z kilku słów tylko, bo więcej pisać nie mogłam; karteczkę wsunęłam do jednej z książek, jakie mi dałeś. Po kilku latach zwrócono mi owe książki, zabrane z twego pokoju; nie musiałeś do nich zaglądać, gdyż znalazłam w nich mój bilecik. Wysyłać go ponownie było za późno; przypuszczano, że pan Raffles utonął i rozgłoszone zostały wasze przekroczenia. Ja mimo to nie zmieniłam przekonań moich; do dziś dnia nikt nie wie, że byłeś jednym z dwóch złoczyńców, nachodzących Pałace Gardens w nocy, a gorzkie czyniłam sobie wyrzuty za wszystko, co potem nastąpiło.
Utrzymywałeś wczoraj, że twój udział w wojnie i poniesione rany nie zatarły grzechów przeszłości. Sąd o tem nie do mnie należy; wiem tylko, za pan Raffles potykał się z nieprzyjacielem w Afryce z tego powodu, że miał upodobanie w niezwykłych przygodach i niebezpieczeństwie, ty zaś poszedłeś na wojnę dla tego, że kochałeś pana Raffles’a. Biorąc rzeczy jednak z najgorszej strony, on zginął, a ty za winy twoje zostałeś ukarany. Świat wybaczyć musi, choćby nawet zapomnieć nie chciał; jesteś jeszsze dość młody, byś mógł przyszłem nieskazitelnem życiem okupić winę przeszłości. Służyłeś dzielnie krajowi podczas wojny, co ułatwi ci rozpoczęcie jakiej pożytecznej karyery; skoro masz zdolności literackie; wyrobisz sobie na tem polu zaszczytne imię. Tak być musi Harry!
Wiesz zapewne, że moja ciotka lady Melrose, umarła przed kilku laty; kochała mnie szczerze i dzięki pośmiertnej jej woli mogę prowadzić niezależne, odpowiednie moim upodobaniom życie; zakres jego szczupły ale i moje wymagania niewielkie. Zganisz może, iż to, co ci powiedziałam, tak dalekie od zwykłych konwencyonalnych formułek. Życzę sobie, iżbyś zrozumiał, dla czego tak szczerze pragnęłam wypowiedzieć wszystko przed tobą: nie chcę słyszeć nigdy ani słowa o tem, co przeszło i minęło bezpowrotnie. Odpowiesz, iż nie grozi mi takie niebezpieczeństwo. Gdybyś jednak zechciał przyjść odwiedzić mnie któregokolwiek dnia, jak przystoi na starego przyjaciela, moglibyśmy znaleźć nowe punkta styczne, gdyż i ja próbować zaczynam moich zdolności literackich. List dosyć jest długi, abyś mógł z niego się dowiedzieć nie tylko co w nim napisane, ale i co zdołasz może wyczytać między linjami; przekona cię to Harry, że jedna z twoich najdawniejszych przyjaciółek rada, że cię widziała, będzie więcej jeszcze uradowaną, gdy cię ujrzy niezadługo i pomówi z tobą o wszystkiem, za wyjątkiem przeszłości.

Słowem do widzenia żegna

„. . . . . . . .“

Z powyższego listu nie powtarzam tylko nazwiska piszącej. Wszak powiedziałem na początku, że nie splamię nigdy tego nazwiska, zestawiając je z mojem. A jednak — jednak gdy słowa te kreślę, budzi się w głębi mego serca nadzieja, będąca w sprzeczności z owem postanowieniem. Słaby to zaledwie promyk nadziei lubo pióro drży w rękach z doświadczanego wzruszenia. Jeśli urzeczywistni się marzenie moje, zawdzięczać będę szczęście dalszego życia temu, który swoje winy odpokutował szlachetniej, niżbym ja to uczynić zdołał.
A pomyśleć, że do końca nie słyszałem od Raffles’a o jego poświęceniu dla przyjaciela!

KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest William Hornung i tłumacza: anonimowy.