Pieśń przerwana (obrazek sceniczny)/Scena druga

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eliza Orzeszkowa, Zygmunt Przybylski
Tytuł Pieśń przerwana
Podtytuł Obrazek sceniczny w 1-ym akcie
Wydawca Wydawnictwo Gebethnera i Wolffa
Data wyd. 1900
Druk St. Niemira
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

SCENA DRUGA.


KLARA po chwili WYGRYCZ

KLARA (sama).

— Dziwny wypadek — spotkać człowieka nieznanego, rozmawiać z nim tak długo i nawet mu książkę pożyczyć — dziwny wypadek — (po chw.) Nie słyszałam nigdy, aby ktokolwiek tak pięknie czytał! Jaki on miły! Dziwna ta jego zmarszczka na czole, taka głęboka, a pod nią oczy takie szafirowe, czasem śmiałe i śmiejące się — a czasem takie smutne — doprawdy, dziwny wypadek — (zamyśla się).

WYGRYCZ (wysoki, chudy, w długim starym paltocie, czapka z gwiazdką, twarz koścista, zżółkła, wyraz kwaśny — wchodzi głównem wejściem, zbliża się do Klary).

Klaro.

KLARA (jakby przebudzona).

Ach — to ty ojcze.

WYGRYCZ.

Cóżeś tak się przestraszyła — moje dziecko, o czemże tak myślałaś?...

KLARA (nerwowo).

Myślałam — myślałam — o kwiatach, które tak pięknie kwitną około naszego domu i ocieniają go w sposób tak malowniczy, że nawet zwraca uwagę na siebie. Przed chwilą rozmawiałam dość długo z sekretarzem księcia, panem Przyjemskim, który bardzo chwalił nasz domek.

WYGRYCZ (kwaśny).

Więc książe powrócił?...

KLARA.

Powrócił. Znasz go ojcze?

WYGRYCZ (j. w.)

Widziałem raz — dawno już — od kilku lat nie pokazał się tutaj. Jest tak możnym, posiada takie imie, że gdyby był pomiędzy nami, gdyby nas znał, gdyby wchodził w stan rzeczy i ludzi, każde jego słowo mogło by być poparciem, oświeceniem, każdy czas błogosławieństwem... Książę jednak woli bujać po świecie...

KLARA.

Mój tateczku — mnie się zdaje, że nie powinniśmy sądzić surowo ludzi, tak innych, od nas, zupełnie innych.

WYGRYCZ.

Jakto innych?... Co za innych? Dlaczego innych? Zwarjowałaś, czy co? Wszystkich jeden Bóg stwarza i jedna ziemia nosi, wszyscy grzeszą, cierpią i muszą umierać, a to jest wielka jednostajność, ogromna jednostajność... Umrze, jedno prawo i jeden sąd: król albo cygan — albo człowiek słucha prawa boskiego, służy bliźnim swoim i każdej sprawie dobrej albo nie czyni tego. Pierwszy może sobie być nawet grzesznym człowiekiem, ale zawsze będzie czegoś wart, drugi trzech groszy nie wart i po wszystkiem — (całuje ją w czoło serdecznie). Ale ty jeszcze tego wszystkiego nie rozumiesz. — Słońce już zaszło — i nie długo gwiazdy świecić będą, czuję się dziś więcej niż zwykle zmęczonym. Ot bieda w górze, bieda w powietrzu, bieda na dole. Wiele brakuje do dobrego wszędzie i każdemu, (kaszląc wchodzi do domku).




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Zygmunt Przybylski, Eliza Orzeszkowa.