Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni/Rozdział VI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Juljusz Verne
Tytuł Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni
Podtytuł Zajmująca powieść z życia podróżników
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo „Argus“
Drukarz Druk. W. Cywińskiego, Nowy Świat 36
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Tour du monde en quatre-vingts jours
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ VI.
Wizyta u konsula. Detektyw śledzi Fogga.

Zobaczmy w jakich okolicznościach została wysłana ta alarmująca depesza.
W środę 9 października oczekiwano przybycia parowca Mongolja, który miał zawieźć podróżnych do Bombayu.
Oczekując na ów pośpieszny parowiec, dwoje ludzi przechadzało się pośród tłumu, zebranego na czyjeś powitanie lub wyjazd.
Z dwojga tych ludzi jeden był agentem konsularnym, mieszkającym w Suezie, drugi był to mały człowieczek, szczupły, o wyrazie twarzy inteligentnym, nerwowym i o niezwykle żywych oczach, w których przebijała silna wola i odwaga.
W tej chwili okazywał wielką niecierpliwość, chodząc wciąż i nie mogąc ustać na miejscu.
Człowiek ten nazywał się Fixem i był jednym z tych detektywów, których wysłała policja na wyszukanie i przyłapanie złodzieja, który okradł bank. Otóż Fix musiał uważać z wielką troskliwością i staraniem na przyjezdnych z Suez i, jeśli którego podejrzewał, łapać i czekać pozwolenia na aresztowanie.
Rzeczywiście przed dwoma dniami detektyw otrzymał zawiadomienie, że osoba dystyngowana, która spacerowała po sali Banku podczas kradzieży, będzie tędy przejeżdżała napewno.
Detektyw, zachęcony dużą nagrodą, przyglądał się wszystkim i z niecierpliwością oczekiwał przybycia pociągu.
— Mówisz więc panie, konsulu, — rzekł, — że statek ten nie opóźnia się nigdy?
— Nigdy, panie Fix, — odpowiedział konsul, — był już sygnalizowany wczoraj. Statek ten zawsze otrzymuje nagrodę za najszybszy bieg.
Ale nie rozumiem, jak będziesz mógł rozpoznać tylko z opisu ci przesłanego osobę podejrzaną?
— Panie konsulu, — odpowiedział Fix — my agenci mamy specjalny węch, po zapachu poznam złodzieja, chociażby się przebrał w dygnitarskie szaty.
— Życzę ci, panie Fix, złapania owego pana, bo idzie tu o ważną bardzo kradzież.
— Kradzież wspaniała! — wykrzyknął z zapałem agent. Piędziesiąt pięć tysięcy funtów! Rzadko kiedy zdarzają się takie wypadki. Złodzieje robią się bezczelni!
— Panie Fix, — odpowiedział konsul, — mówi pan w taki sposób, że zdaje się, iż panu się uda, ale powtarzam, rzecz to bardzo trudna i łatwo pomylić się można. Z opisu danego wypada, że złodziej ów wygląda na uczciwego człowieka.
— Panie konsulu, — rzekł Fix — wielcy złodzieje zawsze mają wygląd uczciwych. Trzeba przedewszystkiem obserwować postacie o szlachetnym wyglądzie.
Trudna praca, nie przeczę, jestto już nie wprost rzemiosło, ale sztuka.
Tymczasem pobrzeże zapełniło się ludźmi. Marynarze różnej narodowości, kupcy, tragarze etc. stawali nad morzem, oczekując przybycia statku.
Pogoda była piękna, ale wiatr zachodni dął ostro i przenikał zimnem powietrzem.
Na powierzchni Czerwonego morza płynęło kilka statków rybackich, z których parę miało wygląd starożytnej galery.
Fix z przyzwyczajenia przyglądał się wszystkim stojącym.
Było już w pół do jedenastej.
— Ależ on nie nadjedzie dzisiaj! — zawołał.
— Już jest niedaleko, — rzekł konsul.
— Jak długo stać będzie tutaj?
— Cztery godziny. Musi nabrać węgla i pożywienia.
— Z Suezu idzie do Bombayu? — pytał Fix.
— Tak, do Bombayu.
— A więc, — rzekł detektyw, — jeśli złodziej jest na tym statku, to będzie musiał wysiąść.
— A może siedzi sobie spokojnie w Londynie... Kto to wie?
To mówiąc, konsul odszedł, pozostawiając inspektora policji na brzegu.
Niedługo już czekał. Głośny gwizd oznajmił o zbliżaniu się parowca.
Cała gromada tragarzy i fellahów wypadła na brzeg.
Dwanaście łódek oderwało się od rzeki i popłynęło ku Mongolji.
Wkrótce spostrzeżono olbrzymi parowiec, przesuwający się między brzegami kanału i o godzinie jedenastej stanął u brzegu.
Liczba pasażerów była ogromna. Wielu stało na pokładzie, przyglądając się panoramie miasta ale większa część wylądowała w łodziach.
Fix przyglądał się wszystkim badawczo.
W tej chwili jeden z przybyłych zbliżył się do niego i, odepchnąwszy energicznie cisnących się tragarzy, spytał go, gdzie jest biuro agencji konsulatu angielskiego, w którem możnaby było otrzymać stempel na paszporcie?
Przy tych słowach pokazał mu paszport.
Fix, wziął do rąk ów paszport i przeczytał rysopis.
Książka zadrżała mu w ręku, wzruszenie odmalowało się na twarzy. Rysopis zgadzał się najzupełniej z opisem wyglądu tego, który ukradł pieniądze z Banku.
— Czy jest to paszport pański? — spytał.
— Nie, to jest paszport mego pana.
— A gdzie jest pan?
— Został na brzegu.
— Ale, — powiedział agent, — trzeba, żeby osobiście stawił się w biurze konsulatu.
— Jakto? Czyż to konieczne?
— Konieczne.
— A gdzie jest biuro?
— Tam, w kącie placu, o dwieście kroków stąd.
— Idę więc poszukać mego pana, któremu napewno się to nie spodoba!
To mówiąc, Passepartout ukłonił się agentowi i odszedł.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Verne.