Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni/Rozdział XVIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Juljusz Verne
Tytuł Podróż naokoło świata w ośmdziesiąt dni
Podtytuł Zajmująca powieść z życia podróżników
Data wydania 1923
Wydawnictwo Wydawnictwo „Argus“
Drukarz Druk. W. Cywińskiego, Nowy Świat 36
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Tour du monde en quatre-vingts jours
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ XVIII.
Pobyt w Hong Kongu. Pani Anda jedzie do Europy.

Podczas ostatnich dni jazdy, pogoda była zła, wiatr bardzo silny. Podczas dni 3-go i 4-go listopada, szalała burza na morzu. Fale uderzały z siłą o statek. Rangun płynął powoli, bojąc się uderzenia o podwodne skały.
Filip Fogg przyglądał się rozszalałemu morzu, które zdawało się buntować przeciw niemu. Ani razu nie zasępiło się jego czoło, a przecież dwadzieścia godzin opóźnienia była to wielka strata czasu, mógł nie zdążyć na parowiec do Jokohamy.
Ale człowiek ten bez nerwów nie odczuwał ani zniecierpliwienia, ani znudzenia.
Zdawało się, że burza ta była przez niego przewidziana. Pani Anda, rozmawiając z nim o burzy, znajdowała go tak spokojnym, jak zwykle.
Fix, przeciwnie, patrzał na burzę innem okiem. Był bardzo zadowolony z niepogody i burzy.
Szczęście jego nie miałoby granic, gdyby Rangun musiał uciekać przed burzą.
Wszystkie te opóźnienia były dla niego dogodne, gdyż zmuszały pana Fogga do pozostawania dłużej o dni kilka w Hong Kongu.
Ale wkrótce niebo się rozchmurzyło, pogoda wracała, burza ucichła. Passepartout w czasie niepogody był wściekły.
Aż dotąd wszystko zdawało się im sprzyjać.
A teraz! Burza ta doprowadzała go do rozpaczy, do wściekłości, z radością okładałby niesforne fale kijami. Biedny chłopak! Fix ukrywał przed nim starannie swe zadowolenie i robił dobrze, bo gdyby Passepartout odgadł powód zadowolenia agenta, źle byłoby z nim napewno.
Passepartout przez cały czas niepogody przebywał na pomoście Ranguna. Nie był on w stanie pozostać na dole, chciał wciąż pomagać walczącym przeciw żywiołowi.
Czwartego listopada burza ucichła. Wiatr przeszedł na południe i stał się dla parowca pomyślnym. Passepartout poweselał natychmiast, a Rangun puścił się z podwojoną szybkością.
Ale trudno było naprawić czas utracony i dopiero 6-go listopada ukazał się ląd.
Było to 24 godzin opóźnienia i wyjazd do Jokohamy nie mógł być urzeczywistniony.
O godzinie 6-ej przybito do brzegów i skierowano się tamtędy do portu Hong Kongu.
Pan Fogg spytał pilota, czy wyjedzie statek z Hong Kongo do Jokohamy?
— Jutro rano, — odpowiedziano.
— Ach! — odrzekł na to pan Fogg, nie okazując żadnego zdziwienia.
Passepartout chciał się rzucić z radości na szyję pilota, Fix zaś był gotowy go zadusić ze złości.
— Jak się ten statek nazywa? — spytał Fogg.
— Karnatik, odpowiedział pilot uprzejmie.
— Czy nie miał on wczoraj odpłynąć?
— Tak panie, ale zepsuł się komin, musiano naprawiać.
— Dziękuję panu, — odrzekł Fogg i automatycznym krokiem oddalił się.
Co do Passepartout, to ten uścisnął z całej siły rękę pilota i rzekł ze wzruszeniem:
— Jesteś panie pilocie, dzielnym człowiekiem.
W godzinę potem wylądowano na miejsce.
W tym razie wypadek z parowcem posłużył na korzyść pana Fogga. Bez potrzeby naprawy parowca, odjechałby o dzień wcześniej.
Pan Fogg miał jeszcze szesnaście godzin do rozporządzenia, które miał użyć na wynalezienie krewnych pani Andy i umieszczenie jej u nich.
Po wyjściu z parowca podał rękę młodej kobiecie i pilnował, żeby jej na niczem nie zbywało.
Potem powiedział jej, że idzie w celu wynalezienia krewnego, którego staraniom powierzy ją na stałe. Passepartout kazał pozostać w hotelu, aż do jego powrotu, aby pani Anda nie pozostawała sama.
Stąd dżentelmen poszedł do biura adresowego.
Powiedziano mu, że kupiec wyjechał stąd przed dwoma laty.
Zdobywszy fortunę, wyjechał do Europy, zdaje się do Holandji, z którą utrzymywał zawsze duże stosunki handlowe.
Filip Fogg powrócił do hotelu i natychmiast polecił zapytać się pani Andy, czy go przyjmie?
Stanąwszy przed nią, powiedział jej bez ogródki, że czcigodny jej krewny nie mieszka w Hong Kongu i, że prawdopodobnie przebywa na stałe w Holandji.
Pani Anda nie odpowiedziała na to ani słowa.
Przesunęła ręką po czole i namyśliła się przez chwilę, poczem rzekła swym słodkim głosem:
— Co mam teraz począć, panie Fogg?
— To bardzo proste, — odpowiedział. — Powrócić do Europy.
— Ale ja nie mogę narzucać się i przeszkadzać...
— Wcale mi pani nie przeszkadza, obecność pani nie zmienia w niczem mojego programu.
— Passepartout?
— Jestem, proszę pana.
— Idź do Karnatika i zamów trzy kajuty.
Passepartout zachwycony, że podróż odbywać się będzie razem z młodą kobietą, która była dla niego uprzejmą, puścił się pędem do Karnatika.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Verne.