Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV/Na Janikulum

<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne
Data wydania 1915
Wydawnictwo Nakład Gebethnera i Wolfa.
Drukarz O. Gerbethner i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Indeks stron
XIX. NA JANIKULUM[1].

Grafika na początek utworu 1.png

I. Jeślibym kiedy... — II. Na krużganku Eremitów — III. W San Onofrio
I.

Jeślibym kiedy spotkać miała ducha,
Co wichrem lata przez ziemi obszary,
Niechaj mnie jego pęd i zawierucha
Poniesie jeszcze przed klasztor ten stary,
Wzgórzem nad Romą klęczącem podparty,
Gdzie zadumane róże czynią warty.

Tam białe mury, ech pełne i drżenia
Głosów, szepcących w kamiennej arkadzie,
Ucisza anioł wiecznego milczenia
I na cyprysów czarność dłonie kładzie
I słucha, w Tybrze gdy słońce dogasa,
Jak szumi stary dąb Torkwata Tassa.

A gdy zaszumi dąb, powstają męże,
Ogromnej pieśni tej zaklęte mocą,
Wieją sztandary, błyskają oręże,
Zbroje na piersiach widmowych migocą,
I nim ugaśnie na Tybrze blask zorzy,
Nad Rzymem świeci rycerstwa huf boży.


Na Janikulum!... Tam jeszcze chcę przeżyć
Cichą godzinę mojego żywota!
Tam chcę dać sercu gorąco uderzyć,
Czuć, że je całe w ogniu mam, od złota
Słonecznych blasków tej wielkiej przeszłości,
Której duch — wiary i siły zazdrości.

Na Janikulum!... Tam jeszcze o zmroku
Błądzić chcę, w kolumn powietrznem przezroczu
I żar mieć w piersi i płomień mieć w oku,
Który tych łzą jest, co nie płaczą — oczu...
Tam, w wielkiej pustce tej i w wielkiej głuszy
Chcę słyszeć żywy krzyk, krzyk własnej duszy!


II. NA KRUŻGANKU EREMITÓW[2].

Więc gdy tu śpiewał bój Jerozolimy,
Mąż nieśmiertelny, to nim szedł na wzgórze,
Pod dąb ów, boskie swoje składać rymy,
W przezroczu arkad stawał przy tym murze
I pochyliwszy czoło swe koronne[3],
Pozdrawiał cudną Vinciego Madonnę[4].

A kiedy stał tak cichy, szepcąc Ave,
Nad starym dębem zrywały się szumy,
A w szumach wiały proporce jaskrawe
I mar ogromnych wiały mgliste tłumy
I w złotych blaskach jutrzenki i zorzy,
Nad Janikulum huf świecił się boży.


I biegły oczy piewcy w słońca chwałę,
I świętych bojów miał tu objawienie,
Echo trąb słyszał i surmy hejnały
I bohaterów widział wielkie cienie
I sam, wódz duchów, rycerstwo obronne
Po łaskę natchnień wiódł przed swą Madonnę.

A gdy tak swoje poświęcenie brały
Miecze i tarcze, włócznie i puklerze,
Umarłych dziewic spływał obłok biały,
Mary lekuchne, rozkoszne i świeże,
I po krużgankach wiały wonne róże,
I lilji kwiatem srebrzyło się wzgórze.

I czuł tam piewca, jak mu loty rosną,
Orłowe loty w słoneczność błękitu,
Jak lutnia jego dźwięczy wieczną wiosną,
I leciał orłem z Janikulum szczytu
I cały w gromach i w bojowym dymie,
O wyzwolonej śnił Jerozolimie.

Więc nieraz święty jaki eremita,
Pod białych arkad zaszedłszy sklepienia,
Surm niewidzialnych echa z dziwem chwyta
I archanielskich pułków ma widzenia
I z dziwem mija ustronia zakonne,
Torkwata Tassa i cudną Madonnę.

Dotąd tu jeszcze w załamach arkady
Brzmi wielkie canto[5] dni zaprzeszłych wiary
A kiedy księżyc osrebrzy je blady,
Bard się przebudza nieśmiertelnej miary,
I śpiewa strofę echami rozwianą:
»L'armi pietose e il Capitano«[6].


A wtedy wszystkie wielkie groby święte,
Jak ów Chrystusów, kwiat znowu odziewa
I wieją na nich proporce zatknięte
I krzyż i laur, dopóki bard śpiewa,
I wiosna wzlata ponad wieku zimy
Od wyzwolonej gdzieś Jerozolimy!
............

W cichym krużganku zadumana stoję.
Szumi dąb Tassa, jak szumiał przed wieki.
Lecz gdzie są pieśni? Gdzie ogromne boje?
Gdzie wodze? Gdzie krzyk zwycięstwa daleki?
— Cisza. Dzień kładzie łuny róż przedzgonne
Na łuki arkad, na cudną Madonnę.


III. W SAN ONOFRIO.

Kto chwilę ową przeżył, ten ją będzie
Miał przed oczyma i zawsze i wszędzie.
— Ludzie stanęli sznurem, w długim rzędzie,

Po obu stronach starej, nizkiej nawy.
Insi wstąpili na gzymsy, na ławy,
U drzwi się naród rozlał nakształt lawy.

Bez ruchu stoją; tak fala głów zbita...
A przed ołtarzem półgłosem Mszę czyta
Wysoki, siwy mnich — Hieronimita.

Msza dziwna! Niby żałobne jej tony,
Lud stoi niemy, pobladły, wzruszony,
A z Janikulum tryumfem grzmią dzwony.

Msza dziwna! Czarno odziane kolumny,
Mar przecież niema, ni kiru, ni trumny,
A w oczach ludu blask wielki i dumny.


W kościele cisza aż duszę przenika...
W chórze gdzieś kona echowa muzyka,
Z sadów Pamfili[7] śpiew słychać słowika...

Wtem u ołtarza, we czterech, po parze,
Brać benedykcyę przyklękną murarze;
Ksiądz krzyż uczynił i powstać im każe.

Więc ku drzwiom zwrócą krok ciężki, miarowy,
A wszystkie ku nim zachwieją się głowy,
Śpiew skonał w chórze stłumiony, echowy...

A u drzwi nizkich w tym starym kościele
Grobowa płyta pokornie się ściele,
Głaz szary, prosty, biedny, jakich wiele.

Cisza. Przez szyby przeziera dzień złoty,
Po fryzach słychać jaskółek trzepoty...
A wtem po trzykroć zadźwiękną w głaz młoty.

Lud oddech wstrzymał, a twarze wciąż bledsze,
A od serc bicia tak drżące powietrze,
Iż się pochodnie trzęsą, jak na wietrze.

Zeszli. Do ciasnej, nizkiej zeszli celi
I na kamiennej stojącą podścieli
Trumnę niewielką na barki podjęli.

Była tak lekka, tak wolna od ziemi,
Że szli z nią prości z głowami wzniosłemi,
A dwóch braciszków szło z światłem przed niemi.

Więc gdy ją ujrzał lud, krzyk buchnął głuchy,
Krzyk mimowolny, jak pęd zawieruchy;
Tak naprężone były wszystkie duchy.


I wyciągnęły się ku niej ramiona,
A w każdej ręce gałązka zielona;
Tak szła ta trumna nad ludem wzniesiona.

Tak szła wskróś nawy, pomiędzy filary,
W bezmownym krzyku tym ogromnej miary,
A przed ołtarzem łzy prószył ksiądz stary.

I dał znak ręką i nagle w świątyni
Wielka się cisza wśród ludu uczyni:
Wypadły ćwieki, dzierżące wierzch skrzyni.

A gdy stuknęło o ziemię jej wieko,
Echem się trzykroć stuk odbił daleko...
Ksiądz głowę schylił z wilgotną powieką.

I długo modlił się... Aż ręce drżące
Zapuścił w prochy w tej trumnie leżące
I wyjął czaszkę i podniósł ją w słońce.

I wstała głowa ta umarła z łoża
Wieków, ta wielka, biała perła boża,
Kość sucha, w którą rzuciła się zorza.

A ksiądz tym głosem, co we łzach ugasa:
— »Prawdziwie, głowa Torkwata jest Tassa!«
Lud ryknął płaczem, jak wicher wśród lasa.



Grafika na koniec utworu 3.png


Przypisy

  1. Janikulum — dzielnica Rzymu, pagórek (84 m) na prawym brzegu Tybru (Trastevere). Tu w klasztorze św. Onufrego przepędził ostatni rok skołatanego żywota Torkwato Tasso i tu umarł 25 kwietnia 1595 r. W kilku pokojach klasztornych urządzono Muzeum Tassa, a obok klasztoru pokazują resztki dębu, pod którym niegdyś siadywał wielki poeta.
  2. Eremici — zakonnicy reguły św. Hieronima w klasztorze św. Onufrego na Janikulum.
  3. Tasso został na Kapitolu w r. 1594 uwieńczony wawrzynem poetyckim.
  4. W krużganku pierwszego piętra znajduje się fresk, wyobrażający Madonnę z fundatorem, uważany długo za dzieło Leonarda da Vinci; dzisiejsza nauka przypisuje go Bramantiniemu lub Boltraffiowi.
  5. Canto (po włosk.) — śpiew.
  6. Początek »Jerozolimy Wyzwolonej« (P. a.) »Wojnę pobożną śpiewam i hetmana« (Przekł. Piotra Kochanowskiego).
  7. Willa Doria-Pamfili na Janikulum przy dawnej Via Aurelia; założona po r. 1650, rozległością ogrodów przewyższa wszystkie wille rzymskie.