Znałem jedną

<<< Dane tekstu >>>
Autor Wiktor Gomulicki
Tytuł Znałem jedną
Pochodzenie Poezje Wiktora Gomulickiego, cykl Innym i sobie
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wydania 1866
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały cykl
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl jako ePub Pobierz Cały cykl jako PDF Pobierz Cały cykl jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
ZNAŁEM JEDNĄ.


Znałem jedną, której oczy szklane
Łez brylantem nigdy nie zalśniły;
A pierś miała, jako z lodu ścianę
Nietopnącą i wobec mogiły;
Gniew też tylko, milczący wymownie,
Czasem w oczach rozżarzał jej głownie.

Ta, z suchemi wieczyście oczyma,
Była dla mnie zagadką męczącą;
— Cóż — myślałem — na uwięzi trzyma
Łez jej falę na lica się rwącą?
I bart jakiż, anielsko-niewieści,
Okamienia wybuch jej boleści?

Chciałem wierzyć, że w źródle modlitwy
Taki spokój i moc taką czerpie;
Że ją wspiera wśród życiowej bitwy,
Przenajświętsza stojąca na sierpie...
Lecz nieprawda! — bo i z oczów Marji
Łzy gorące ciekły na Kalwarji.

Chciałem wierzyć, że ją nauk chłody
Wyziębiły, jak wulkan — z pozoru;
Że w niej drzemie, pod zwierzchniemu lody,
Dusza pełna światła i koloru...

Lecz nieprawda! — Bo i mędrcy, nocą,
Płaczą nieraz nad własną niemocą.

Chciałem wierzyć, że światowe peta
Jej uczuciom wybuchać nie każą,
I że musi chodzić uśmiechnięta,
Marmurowa świecąc ludziom twarzą...
Lecz nieprawda! — bo w cichej ustroni
I światowiec nad światem łzy roni.

I nie mogłem rozwikłać zagadki,
Co w kształt ludzki była obleczona;
Alem poznał, że ten posąg gładki
Nic jest Nioby ani też Memnona...
Że miłosną nie błyśnie on tęczą,
Ani struny w nim żadne zadźwięczą...

..............

Mąż, którego płomienie życiowe
Nieugiętym uczyniły spiżem,
Nosi hardo i piersi i głowę,
I nie jęczy, padając pod krzyżem;
Lecz niewiasta, najbardziej wychłódła,
Musi w oczach dwa żywe mieć źródła.

Pośród dziejów szarego przędziwa,
Jak nić srebrna, błyszczą łez strumienie;
W łzach tych ludzkość ze krwi się obmywa
I roztapia zbyt ciężkie cierpienie,

I ucieczką są te łzy dla ducha,
Bo w nich nadmiar boleści wybucha.

Płaczą matki w krwią zalanej Kamie,
A skarg echo aż do nas dolata;
Rzymski tyran pod niemi się łamie,
Z bohatera przemieniony w kata —
I przybity łez matczynych gradem,
W proch upada, z czołem hańbą bladem.

Nad Eufratem córki Izraela
Płaczą głośno, zawiesiwszy lutnie;
I chór jęków pod niebo wystrzela,
Z wierzb rozgwarem pomieszany smutnie —
A podobny szczękowi orężów,
Jest pobudką dla braci i mężów...

Łzy niewieście! życiodawcza roso!
Wyście głębin sercowych perłami!
Serafowie przed Boga was niosą,
I błagają Pana światów — łzami...
A łza często zaważy na szali,
I człowieka przed bólem ocali.

Łzy niewieście! płyńcie bujną folą
I ład czyńcie w życiowym zamęcie!
Niech się wszystkie boleści skrysztalą,
W promienistym cichej łzy djamencie,
I niech będzie ten djament nad złotem —
Najcenniejszym ludzkości klejnotem!


Niech łez źródło nigdy nie wysycha,
Bo z niem razem wyschnie źródło siły,
Bo zagaśnie wielkich czynów pycha,
Gdy wzrok niewiast zajdzie mgłą mogiły,
Gdy się zeszkli, bez czucia i blasku,
Nakształt pustyń jałowego piasku...







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wiktor Gomulicki.