Łokietek — Kazimierz Wielki/Piotr Pszonka Jasieńczyk

<<< Dane tekstu >>>
Autor Seweryn Goszczyński
Tytuł Piotr Pszonka Jasieńczyk
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Łokietek — Kazimierz Wielki
Data wydania 1918
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Piotr Pszonka Jasieńczyk.

Piotr, herbu Jasieńczyk, Pszonka zwan,
Pan na Krzyżanowie,
I Toporczyk, Szczekarzewic pan,
Hardzi to panowie:
Nie mają Boskiej bojaźni,
Śmieją się z ludzkiej przyjaźni.
Wypadli oni jednego dnia
Na blizkiej wsi pole,
Z nimi ludzi, koni, chartów ćma
I stado sokole;
I polują, jak po borze,
I tłuką zboże, nie zboże.
Zaszedł im drogę lud całej wsi,
Błagali biedacy:
„Co robicie? Toż pot naszej krwi,
„Szczędźcie krwawej pracy!“
I czapkami się kłaniali:
„Niech się Ich Miłość oddali!“
Fukiem, śmiechem zbyto ich;
Dla biednych niedola,
A dla panów niepobożnych śmiech;
Pognali przez pola.
Wieśniacy odeszli z niczem,
Jeszcze niejeden wziął biczem.
W tym czasie zjechał na sądy w gród
Król Wielki Kazimierz,
Przed nim więc upadł i wołał lud:
„Wymierz prawo, wymierz
„Panom, co gorsi od Litwy!
„Jak Bóg, masz nasze modlitwy“.
Bacznie wysłuchał żałoby król,

Wyjechał na rolę,
Przeszedł się wpoprzek i wpodłuż pól,
Obejrzał swawolę,
Szkodę na palcach zrachował
I tem słowem wyrokował:
„Za szkodę to a to każdy z was
„W chłopskie ręce złoży,
„Byście umieli na drugi raz
„Szanować dar Boży:
„Zboże, główny niebios datek,
„I cały kmiotka dostatek.
A za biczowanie ludzi cnych,
„Abyście wiek wiekiem
„Pomnieli na to, że ból nie śmiech,
„A człowiek człowiekiem;
„Po razu każdy z tych kmieciów
„Smagnie biczem grzbiet waszeciów“.
I stało się, że Piotr, Pszonka zwan,
Pan na Krzyżanowie,
I Toporczyk, Szczekarzewic pan,
Choć butni panowie,
Zapłacić szkodę musieli
I jeszcze biczami wzięli.
Pan Pszonka wielce do serca wziął
Tę swoją przygodę,
Zmienił się jak indor, króla klął,
Targał się za brodę:
„Poczekaj, wołał, stary psie!
„Długo ty popamiętasz mnie!
„Poznasz ty, co to za chłopski gnój
„Biczować rycerza:
„Ja ci w ten łobzowski stolec twój
„Tak podstawię jeża,

„Że niech wszyscy chłopi babią,
„To go stamtąd nie wywabią“.
I pokryjomu szedł z Polski precz
Pomiędzy Litwiny,
I wołał do nich: „Ogień i miecz
„Na lackie krainy!
............
............
„Cała wam Polska leży, jak trup,
„Tylko ją oprawić;
„Tam lud, grosze, bydło, wszelki łup,
„Tylko się nie bawić;
„Ja wam wskażę takie szlaki,
„Że się zjawim, jak cud jaki“.
Przystała Litwa; Litwie w to graj:
Hura do zachodu!
Wyją, jak żeby wilków sto zgraj
Zawyło z głodu.
I dalej wzuwać chodaki,
Przepasywać się w sajdaki,
Przysmalać w płomieniach groty dzid,
A kiełznać żmudziny!
Za chwilę ciągną, jak chmura bied,
Do lackiej krainy;
A Piotr poprzodu, o wstydzie!
Na kraj własny z wrogiem idzie.
Jak Litwin w lasy raz nurka da,
Tak płynie puszczami,
Aż się wychyli na światło dnia
Nad Wisły brzegami;
Tam się otrząśnie, wypocznie,
I radzi, co dalej pocznie.
„Stójcie! rzekł Pszonka, — ja pójdę wprzód:

„Z Wisłą żartu niema;
„Ja pójdę wprzód i wytknę wam bród“.
Co rzekł, to dotrzyma.
Poszedł, wynalazł bród rzeki
I na znak postawił tyki.
Sprawiwszy wszystko, już wracać miał,
Gdy ujrzał, że blizko
Święty Stanisław kamienny stał;
Więc na urągowisko
Rzekł mu w szyderskim uśmiechu,
Grożąc palcem: „No! sza, mnichu!“
Na to z kamiennych świętego warg
Wyszły ciche słowa:
— „Wielki Boże! złam ten hardy kark!
„Niechaj zdrajcy głowa
„Sobą tę czystą krew spłaci,
„Którą w myślach toczy z braci!“
I w tejże chwili ślizga się łódź
Wodą, jak po lodzie;
Dwóch w niej siedziało: anielska młódź,
W anielskiej urodzie,
W anielskiem opromienieniu,
Ale w rybackiem odzieniu.
Jak ślad od gwiazdy, taki płomień tlał
Za lekkiem czółenkiem,
Z brzega do brzega podniósł się wał
I toczył się z dźwiękiem:
Żerdzie wierzchów uchyliły,
Szeregiem z miejsca ruszyły.
I szły, jak ptactwa wodnego rzęd.
A gdy przypłynęli,
Kędy największa głębia i pęd,
Rybacy zniknęli.

Żerdzie znów się wprost podniosły
I stanęły, jakby wrosły.
Zaledwie ziemię osłonił zmrok,
Horda Litwy rada
Rzuca gęstwinę pustyń i wskok
Nad Wisłę przypada.
I jak szła, tak w wodę wbiegła,
Gdzie znaki brodu postrzegła.
Ale jak tylko rzucili ląd,
Straszny krzyk się budzi:
Niezahamowany, bezdenny prąd
Rwie konie i ludzi,
Przewala wiru falami
I rzuca dalej trupami.
Zginęli wszyscy, co pierwsi szli, —
Ci, co pozostali,
Iść już nie chcieli, a wściekle źli,
„To zdrada!“ — wołali —
„Gdzie jest Lach, co nas prowadził?
„Pod miecz go! on Litwę zdradził!“
Próżno się Pszonka wymówić chce,
Czerń Litwy rozjadła
Na nic nie baczy, miecz tłumu tnie,
Już głowa odpadła;
Już na żerdzi głowa ścięta
Na pamięć zdrady zatknięta.
Litwa, dalszy zaniechawszy łup,
Wróciła w swe knieje,
A pana Pszonki wpół nagi trup
Nad Wisłą bieleje,
I głowa kiwa się ścięta,
Od ptaków nawet nietknięta.
Tylko skrzydłami ptak czarnych piór

Wiał z niej, jak proporczyk,
I wciąż krakał: miał to być zły twór,
Pan Otto Toporczyk,
Który z żalu, jak wieść niesie,
Obwiesił się w blizkim lesie.
Seweryn Goszczyński.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Seweryn Goszczyński.