Żyd wieczny tułacz (Sue, 1929)/Tom III/Część druga/Rozdział XXI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Sue
Tytuł Żyd wieczny tułacz
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wydania 1929
Druk "Oświata"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Juif Errant
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XXI.
ODKRYCIE.

Po długiej rozmowie z Anielą, ujęta, równie jak Agrykola, niewinnym wdziękiem, rozsądkiem i dobrocią tej dziewczyny, Garbuska tyle miała mocy, iż doradzała kowalowi, alby się ożenił z Anielą. Następująca więc scena działa się w chwili, gdy Floryna kończąc przegląd dziennika młodej wyrobnicy, już zdecydowała się była na odniesienie go napowrót w miejsce, skąd wzięła. Była to dziesiąta godzina wieczorem. Garbuska, powróciwszy do pałacu panny Cardoville, dopiero co weszła do swego pokoju i, utrudzona tylu bolesnemi uczuciami, usiadła w krześle.
Rozmyślała smutnie, lecz spokojnie. Wreszcie wstała i wolno postępując, poszła do swego biurka.
— Jedyną dla mnie pociechą — rzekła, — sądząc w głębi mej duszy, że ta młoda dziewczyna zdolna będzie zapewnić szczęście Agrykoli... rzekłam mu to z całą szczerością serca... Kiedyś... kiedyś, odczytując te kartki, znajdę w nich może nagrodę mych teraźniejszych cierpień.
To mówiąc, Garbuska otworzyła skrytkę w biurku. Nie znalazłszy w niej rękopisu, zawołała z niespokojnem zdziwieniem:
— Cóż to jest!?
Lecz jakże została przerażona, gdy, w miejscu jego, zobaczyła list, do siebie napisany!
Biedna dziewczyna zbladła jak trup; nogi pod nią drżały; omało nie zemdlała; ale coraz większe przerażenie dodało jej gorączkowej siły — rozpieczętowała złowrogi list.
Wypadł z niego bilet 500-frankowy, a Garbuska czytała co następuje:

Mościa Panno!

„W czytaniu jej pamiętników, zawierających historję jej miłości ku Agrykoli, jest coś tak oryginalnego, iż nie można odmówić sobie przyjemności odkrycia mu tej wielkiej namiętności, na którą on pewno okaże się czułym.
„Korzystać będziemy z tej sposobności przysłużenia się wielu osobom, którym na nieszczęście może jej braknie, przyjemną rozrywką, jaką znajdą w czytaniu dziennika Panny. Jeżeli nie wystarczą odpisy i wyjątki, wydrukować go każemy; że dziennik Panny narobi hałasu... za to ręczymy.
„Ponieważ, prawdopodobnie, gotowa jesteś Panna uniknąć swego triumfu, i ponieważ same tylko gałganki miałaś na sobie, gdy cię przyjęto przez litość do tego domu, w którym chcesz panować i grać rolę damy, co nie przystoi z wielu względów twojej osobie, załączamy ci więc przy niniejszym liście 500-franków.

Prawdziwy Garbusek

Grubjańsko-szyderczy, bezczelny ton tego listu, jak się zdawało, napisanego umyślnie przez jakiegoś lokaja, zawistnego przybyciu do domu tej nieszczęsnej dziewczyny, wyrachowany był z szatańską zręcznością i niezawodnie pociągnąć miał za sobą spodziewany skutek.
— Ach! mój Boże!...
To były jedyne słowa, które zdołała wymówić biedna dziewczyna w osłupieniu i trwodze.
Cios ten był dla niej tak straszny, iż biedna Garbuska na chwilę oprzeć się mu nie mogła.
Zdawało się jej tylko (jak się tego spodziewano), że ta niegodziwość musi być dziełem jakich niższego rzędu sług, zazdrosnych o poszanowanie, jakie okazywała jej panna Cardoville.
Tak sobie pomyślała Garbuska w strasznej rozpaczy. Te karty, tak boleśnie poufne, iż nie ośmieliłaby się powierzyć ich najczulszej i najprzywiązańszej matce, gdyż, pisane, iż tak powiem, krwią jej ran, aż nadto wiernie malowany i odsłaniały tysiączne, najtajemniejsze rany jej zbolałego serca... te karty miały służyć... już może w tej chwili służyły... za igraszkę sługom tegoż pałacu.

Dołączone do tego listu pieniądze i szyderczy sposób, w jaki były ofiarowane, tembardziej jeszcze utwierdzały ją w domyśle. Chciano, aby bojaźń nędzy nie przeszkadzała jej w oddaleniu się.
Garbuska powzięła decyzję ze zwykłym sobie spokojem i niezachwianą wolą. Wstała; w jej żywych, nieco obłąkanych oczach, nie pokazała się ani jedna łza; dosyć bowiem od wczoraj napłakała się. Drżącą, zimną ręką napisała na kartce papieru, którą położyła przy bilecie 500-frankowym, następujące słowa:
„Niech Bóg błogosławi pannę Cardoville za wyświadczone mi dobrodziejstwa; przepraszam Ją, że opuszczam dom, w którym dłużej pozostać nie mogę“.
To napisawszy, rzuciła w ogień ów hańbiący list, który zdawał się palić jej ręce...
Postanowiwszy opuścić ten dom, już postąpiła kilka kroków ku drzwiom i, przechodząc przed kominkiem, niechcący zobaczyła się w zwierciadle, bladą jak śmierć i czarno ubraną... wtedy pomyślała, że nosi ubiór nie należący do niej... i przypomniała sobie ustęp listu, w którym wyrzucano jej, że same tylko gałgany miała na sobie, gdy przybyła do tego domu.
— Słusznie mówi, — rzekła z gorzkiem uśmiechem, spojrzawszy na czarną suknię — nazwaliby mnie złodziejką...
I, wziąwszy świecę w rękę, poszła do garderoby, tam włożyła na siebie swoją biedną odzież, którą chciała zachować jako pamiątkę poprzedniej niedoli. W tej chwili tylko rzęsiste łzy puściły się jej z oczu... Padła na kolana na środku pokoju i, obróciwszy się myślą do panny Cardoville, zawołała głosem, przerywanym konwulsyjnym płaczem:
— Żegnam... żegnam nazawsze!... ciebie, pani, któraś mnie nazywała swoją przyjaciółką... swoją siostrą...
Nagle Garbuska, przestraszona, powstała; usłyszała ciche stąpanie na korytarzu. Była to Floryna, która, na nieszczęście zapóźno, odnosiła rękopis. Przerażona tym. odgłosem, Garbuska opuściła pokój, wbiegła do salonu, stąd do przedpokoju, przebyła dziedziniec i zapukała w okienko odźwiernego. Drzwi się otworzyły i zamknęły za nią. Tak Garbuska opuściła pałac paniny Cardoville.

I oto Adrjanna postradała wiernego sobie czujnego stróża.
Rodin pozbył się czynnej, przenikliwej antagonistki, której zawsze i słusznie się lękał.

Powiedzieliśmy, że Floryna, zapóźno przejęta sprawiedliwym żalem, przybyła do Garbuski w chwili, kiedy ta, przerażona, opuszczała pałac. Spostrzegłszy światło w garderobie, pobiegła tam i spostrzegła na krzesełku czarną suknię, którą dopiero co zdjęła z siebie Garbuska, a o parę kroków otwartą, próżną, starą walizkę, w której chowała starą odzież.
Poznawszy, że już na nic się nie przyda spóźnione przedsięwzięcie, Floryna, westchnąwszy, postanowiła doręczyć Rodinowi rękopis; potem, zniewolona swem nieszczęsnem położeniem, starała się pocieszyć po złem... tem mniejszem; pomyślała sobie, że przynajmniej zdrada jej będzie dla niej mniej niebezpieczną, kiedy już Garbuska opuściła ten dom.
Drugiego dnia po tym wypadku Adrjanna odebrała od Rodina bilet, odpowiadający na list, w którym mu donosiła o niepojętem i nagłem oddaleniu się Garbuski.

„Kochana Pani!

„Zmuszony udać się właśnie dziś rano do fabryki zacnego pana Hardy, dokąd powołuje mnie bardzo ważny interes, nie mogę mieć pożądanej sposobności złożenia pani mego winnego uszanowania. Pytasz mnie pani, co myślę o zniknięciu biednej dziewczyny? Prawdziwie nic jej w tej mierze powiedzieć nie umiem... Przyszłość wyjaśni wszystko może na jej korzyść... jak się spodziewam... Tylko racz sobie pani przypomnieć, co jej powiedziałem u doktora Baleinier względem pewnego towarzystwa i tajemnych emisarjuszów, którymi tak zręcznie otaczać umie osoby, szpiegować się przezeń mające.
„Nie miała ona nic... a znaleziono 500 franków w jej biurku.
„Nie wyprowadzam stąd żadnych wniosków, kochana pani... mam zawsze wstręt do obwiniania bez przekonania... lecz zastanów się, pani, dobrze, i miej się na ostrożności... uniknęłaś może wielkiego niebezpieczeństwa. Podwój pani baczność, nie dowierzaj nikomu; taką radę daje pani jej najuniżeńszy i najwierniejszy sługa“.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Sue i tłumacza: anonimowy.