Żyd wieczny tułacz (Sue, 1929)/Tom III/Część druga/Rozdział XXIX

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Sue
Tytuł Żyd wieczny tułacz
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wydania 1929
Druk "Oświata"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Le Juif Errant
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XXIX.
TAJEMNICA.

Panna Cardoville siedziała zamyślona w swym gabinecie, wybitym zieloną tapetą, gdzie stała bibljoteka hebanowa na dużych karjatydach z pozłocistego bronzu. Młoda dziewica, wpół leżąc, opierała się łokciem na kozetce okrytej zieloną materją; tył od kominka dosyć wysoki, zniżał się nieznacznie aż do podstawy tego sprzętu. Przyjemna woń, jakby łagodna mieszanina fijołków i jaśminu, rozchodziła się z kwiatów prześlicznej passiflory. Rzecz osobliwa, wielka liczba nowiuteńkich książek (dopiero przed dwoma lub trzeba dniami kupiła je Adrjanna), świeżo porozrzynanych, leżała koło niej porozkładana, jedne na kozetce, inne na małym gierydonie, między którymi było kilka atlasów z rycinami, leżących na kosztownym kobiercu sobolowym, rozesłanym przy kanapie. A co dziwniejsze jeszcze, wszystkie te różnego formatu i autorów, księgi i atlasy o jednym traktowały przedmiocie.
W całem ułożeniu Adrjanny spostrzegać się dawało jakieś melancholijne znużenie. Wiele było powodów tego smutku, a między innemi zniknięcie Garbuski, lubo nie dawała zupełnej wiary chytrym podszeptom Rodina. Mówiono jej tylko o 500 frankowym bilecie, znalezionym na jej biurku, a ta, iż tak powiem, niepodobna do wytłómaczenia okoliczność, nasuwała drażliwe podejrzenia w myśli Adrjanny. Już uczuwać zaczynała nieufność dla wszystkiego, co jej doradzał Rodin; miała sekret, z którym kryć się musiała... sekret, który nabawiał ją szczęścia, wstydu i udręczenia.
Napół leżąc na sofie, zadumana, udręczona, Adrjanna spoglądała na niedawno zakupione dzieło; wtem krzyknęła ze zdziwieniem, ręka, w której trzymała książkę, zadrżała jak liść, i od owej chwili zdawała się czytać z natężoną uwagą, z jakąś nadzwyczajną ciekawością. Wkrótce oczy jej zaiskrzyły się zapałem; w uśmiechu przebijała niewymowna słodycz: była razem ucieszoną, szczęśliwą, i jakby czemś pyszniącą się... lecz w chwili, gdy przewróciła ostatnią kartę, na twarzy jej malował się smutek i nieukontentowanie.
Zamyśliła się a wzrok jej zatrzymał się na przecudnej roboty płaskorzeźbie, stojącej na hebanowym postumencie przy oknie. Przepyszny ten bronz, świeżo odlany według wzoru, wziętego z antyku, przedstawiał triumf Bachusa Indyjskiego. Nigdy podobno sztuka grecka nie doszła do stopnia tak rzadkiej doskonałości. Młody wojownik, napół odziany lwią skórą, która dozwalała widzieć i podziwiać nadobność jego młodzieńczych kształtów, jaśniał nadludzką pięknością. Stojąc na wozie, ciągnionym przez dwa tygrysy, w postawie zarazem wyniosłej i miłej, jedną ręką wsparty na tygrysie, drugą kierował majestatycznie swym dzikim sprzężajem.
Młoda dziewica wstała i powoli zbliżyła się do płaskorzeźby. Lekki rumieniec zaczynał występować na twarz panny Cardoville, okrył ją całą i szybko rozszerzył się na czoło i szyję. Wysunęła swą drżącą rękę, chcąc tylko końcami palców dotknąć czoła branżowego indyjskiego Bachusa. Lecz wstrzymało ją jakieś powściągliwe wahanie. Wreszcie przemogła pokusa, uległa jej... alabastrowy palec, delikatnie pogłaskawszy blado złocistą twarz młodego pół-bożka, śmielej spoczął przez chwilkę na jego czystem, szlachetnem czole... Potem, jakkolwiek lekkiem dotknięciu, uczuła Adrjanna jakby przebiegający ją prąd elektryczny; dreszcz ją przejął; oczy jej omdlałe i lekko wilgocią pokryte najprzód wzniosły się ku niebu, a potem ociężale się przymknęły...
— Pierwszy to raz w mem życiu uczułam się słabą i niedołężną... o tak!... niedołężną... bardzo niedołężną! — szepnęła wreszcie.

Żorżeta weszła i rzekła do swej pani:
— Czy pani zechce przyjąć hrabiego Montbron?
— Powiedziałaś panu hrabiemu Montbron, że jestem w domu?
— Tak, pani.
— Proś go więc.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Sue i tłumacza: anonimowy.