Anioł Pitoux/Tom II/Rozdział XVI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (ojciec)
Tytuł Anioł Pitoux
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wyd. 1928
Druk Drukarnia Literacka
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Ange Pitou
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ROZDZIAŁ XVI
CZEGO CHCIAŁA KRÓLOWA

Gilbert wrócił do Neckera, widząc króla o tyle spokojnym, o ile niespokojną była królowa.
Król zaokrąglał perjody, król budował rachunki, król myślał o reformie prawa.
Ten człowiek dobrej woli, z duszą prostą i ze słodkiem wejrzeniem, z sercem jedynie przesądami spaczonem, ten człowiek upierał się przy fraszkach, kiedy mu główne rzeczy odbierano. Pragnął przejrzeć horyzont krótkim wzrokiem, kiedy przepaść roztwierała mu się pod nogami.
Człowiek ten przejmował litością Gilberta.
Z królową było całkiem inaczej: mimo zobojętnienia swego, poznał Gilbert, że tę kobietę albo trzeba kochać namiętnie albo śmiertelnie nienawidzieć.
Powróciwszy do siebie, Marja Antonina poczuła okropny ciężar na sercu.
W rzeczy samej ani jako kobieta, ani jako królowa, nie miała ona koło siebie nikogo, na którego liczyćby mogła.
Widziała wszędzie zwątpienie i wahanie.
Widziała krewnych i przyjaciół, myślących o ucieczce.
Widziała człowieka najszlachetniejszego i najdroższego, Oliviera de Charny, zranionego kaprysem i dręczonego zwątpieniem.
To położenie drażniło kobietę, będącą uosobieniem instynktu i przenikliwości.
Dlaczego Charny, ten człowiek tak szlachetny, to serce takie czyste tak się nagle odmienił. Nie, nie zmienił się jeszcze — odpowiadała sobie wzdychając — ale się zmieni z pewnością.
Zmieni się!... Straszne to słowo dla kobiety kochającej namiętnie, nieznośne dla kobiety kochającej z dumą.
Królowa kochała Oliviera z namiętnością i dumą.
Cierpiała podwójnie.
A jednak w chwili gdy spostrzegła, że wyrządziła krzywdę, że uczyniła źle, miała jeszcze czas na poprawę.
Nie umiała jednak być giętką. Nie zdolną była ugiąć się nawet w niesprawiedliwości. Przed kimś obojętnym — możeby zechciała pokazać wielkość duszy i przeprosiłaby może.
Ale temu, którego zaszczyciła uczuciem żywem i czystem, któremu, zwierzyła najskrytsze myśli swoje, temu najmniejszego ustępstwa uczynić nie chciała.
Dla królowych, które zniżają się do pokochania poddanego, największem nieszczęściem jest to, że kochają nie jak kobiety, ale jak królowe.
Marja Antonina, ceniła się tak wysoko, że nie sądziła, aby coś ludzkiego mogło spłacić jej miłość: nawet krew, nawet łzy.
W chwili gdy się uczuła zazdrosną o Andreę, poczęła się zniżać moralnie.
To spowodowało kaprysy.
Kaprysy gniew wywołały.
Skutkiem gniewu, przyszły złe myśli i złe czyny.
Charny nic o tem wszystkiem nie wiedział, ale był mężczyzną i zrozumiał, że Marja Antonina niesprawiedliwie jest o żonę jego zazdrosną. On nigdy nie spojrzał przecie nawet na tę żonę.
Nic tak, jak posądzenie o zdradę, nie oburza serca niezdolnego do zdrady.
Nic tak nie zwraca uwagi, jak zazdrość, którą ktoś jest zaszczycony. Zwłaszcza zazdrość niesprawiedliwa. Wtedy posądzany zaczyna się zastanawiać.
Rozpatruje uważnie zazdrosne serce i osobę zazdrosną.
Im zazdrosny ma duszę wznioślejszą, tem większe jest niebezpieczeństwo.
Bo jakże przypuścić, aby serce szlachetne, aby wysoki rozum, duma wrodzona, niepokoiły się o coś małego. Dlaczego kobieta piękna jest zazdrosna?... Dlaczego zazdrosna jest kobieta potężna, rozumna. Czyż podobna, ażeby to wszystko było następstwem jakiejś przyczyny błahej?...
Charny wiedział, że panna Andrea de Taverney, była przyjaciółką królowej, że była lubianą wyjątkowo. Dlaczego Marja Antonina jest o nią zazdrosna?...
Znalazła więc w niej coś, czego Charny nie spostrzegł, bo nie szukał zapewne...
Uczuła, że Charny może patrzeć na tę kobietą i, że ona, królowa, może stracić na tem patrzeniu!...
Albo spostrzegła może, iż Charny, bez wyraźnej przyczyny mniej ją kocha obecnie.
Nic fatalniejszego dla zazdrosnych niż świadomość, jaką sami dają komuś o temperaturze tego serca, które chcieliby utrzymać najpłomienniejszem.
Zdarza się nieraz, że ukochany, dopiero przez wymawianie mu oziębłości, dowiaduje się o niej.
O!... niezręczności kochanków!... Chociaż to prawda, że gdzie jest zręczność, tam nie ma miłości.
Marja Antonina sama wymówkami i niesprawiedliwością odkryła Olivierowi, że mniej on już jest w niej zakochany.
A skoro się dowiedział o tem, jął szukać koło siebie przyczyny zazdrości i natrafił na nią.
To Andrea, biedna Andrea... małżonka... nie będąca żoną...
Zaczął żałować Andrei.
Scena powrotu z Paryża odkryła mu głęboką, tajemną zazdrość, dla wszystkich oczu ukrytą.
Królowa wiedziała także, iż wszystko się odkryło; a ponieważ nie chciała ugiąć się przed Charnym, użyła innego środka, który ją miał doprowadzić do tego samego celu.
Zaczęła się dobrze obchodzić z Andreą.
Przypuściła ją do wszystkich przechadzek, poczęła pieścić i uczyniła przedmiotem zazdrości innych kobiet. Andrea pozwalała na wszystko ze zdziwieniem, ale bez wdzięczności. Powiedziała sobie oddawna, że należy do królowej, i że królowa może z nią robić, co się jej żywnie podoba.
Ponieważ jednak wzburzenie kobiety spaść musiało na kogoś, królowa zaczęła bardzo się źle z Charnym obchodzić. Nie mówiła doń; tyranizowała go. Przechodziły wieczory, dnie, tygodnie, a nie zauważyła jego obecności.
Jej ramię, rozkaz, uśmiech, były dla pierwszego lepszego.
Ten pierwszy lepszy był naturalnie zawsze piękny i dystyngowany.
Królowa raniąc Oliviera, chciała sama uleczyć się z rany.
Charny cierpiał i milczał. Umiał on panować nad sobą. Ani jednym wybuchem gniewu lub niecierpliwości nie zdradził strasznych męczarni.
Andrea wiedziała jakie przechodził katusze, a że kochała go miłością anielską, nie znającą nigdy nadziei, żałowała go i okazywała mu to chętnie.
Współczucie spowodowało zbliżenie. Próbowała pocieszać Oliviera, nie dając mu poznać, że wie o tem iż potrzebuje pociechy.
Czyniła wszystko z tą delikatnością, do jakiej kobiety są tylko zdolne.
Marja Antonina spostrzegła to mimowolne zbliżenie się dusz, które rozłączyć pragnęła.
Po nocach oddawała się przerażającej rozpaczy i byłaby z pewnością upadła pod ciężarem cierpienia, gdyby nie polityka. Nie uskarża się na twarde łoże człowiek zmęczony.
W takiem usposobieniu znajdowała się królowa od chwili powrotu króla do Wersalu, do dnia, w którym na serjo pomyślała o odzyskaniu władzy swej politycznej.
Dla tego umysłu ruchliwego pomyśleć, znaczyło zrobić.
Wzięła się do dzieła nie tracąc ani chwili.
Niestety! dzieło to było jej zgubą.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (ojciec) i tłumacza: anonimowy.