Faust (Goethe, tłum. Zegadłowicz)/Część pierwsza/Przechadzka

<<< Dane tekstu >>>
Autor Johann Wolfgang von Goethe
Tytuł Faust
Wydawca Franciszek Foltin
Data wyd. 1926
Druk Franciszek Foltin
Miejsce wyd. Wadowice
Tłumacz Emil Zegadłowicz
Tytuł orygin. Faust
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała część 1
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała część 2
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
PRZECHADZKA

FAUST / MEFISTOFELES

(Faust przechadza się w zamyśleniu)
(zbliża się Mefistofeles)
MEFISTOFELES

Na piekielne czeluści! do stu miłosnych omamień!
Mało mi wszystkich wyzwisk! Kląłbym w żywy kamień!

FAUST

Co takiego? cóż się stało?
Jakiż ciebie uciął giez?

MEFISTOFELES

Djabłu-bym oddał ciało,
ale sam jestem bies!

FAUST

Pocieszny jesteś w swym obłędzie!
Djabły szaleją — co to będzie?

MEFISTOFELES

Toć pomyśl jeno — te psie pały
klechy zabrały skarb nasz cały!
Matka klejnoty zobaczyła,
coś niedobrego w nich zwietrzyła —
a ma węch baba — wierzaj mi —
w modlitewnikach wiecznie tkwi —
więc jakieby nie były sprzęty,
wysznuchta: świecki czy też święty;
nie dziw więc, że klejnotów blask
nie zdradzał przed nią zbytku łask.

„— Skarb nienabyty — na złe przecie
wyjść tylko może, moje dziecię.
Matce go ofiarujmy Boskiej,
niech nam łaskawie ujmie troski“.
Małgosia się skrzywiła srodze:
klejnotów żal niebodze.
Myśli, czy może być niecnotą
ten, kto klejnoty daje, złoto?
Lecz matka zaraz woła klechę;
przychodzi, no i ma uciechę —
do skarbu oczy mu się śmieją!
Powiada — jak umieją księża:
„Kto przezwycięża się — zwycięża;
a kościół ma żołądek strusi,
tyle tych skarbów strawić musi,
a na niestrawność nie choruje
— tak słodko obie panie kusi —
więc się i tem nie struje“.

FAUST

To znany zwyczaj — mnie się widzi:
królowie czynią tak i żydzi.

MEFISTOFELES

Ale co dalej — słuchaj proszę:
zabrał bez dzięki całe mienie,
jakby to były marne grosze;
łańcuch, kolczyki i pierścienie
zgarnął do kabzy jak orzechy —
pełen anielskich słów pociechy;
bliźnim zdrój łaski — skarb dla siebie —
a baby były w siódmem niebie.

FAUST

A Małgorzata?

MEFISTOFELES

— No cóż — siedzi,
i medytuje, głowę biedzi —
niespokojnemi widzi snami
tego, co darzył klejnotami.

FAUST

Żal mi jej szczerze! Proszęć serjo,
obdarz ją jeszcze biżuterją,
tamta nie była bardzo ważka.

MEFISTOFELES

Dla ciebie wszystko fraszka!

FAUST

Wypełń sumiennie me zlecenie:
z sąsiadką wejdź w porozumienie —
bądź djabłem wreszcie, nie mazgajem!
A Małgorzacie przynieś złoto.

MEFISTOFELES

Wykonam rozkaz twój z ochotą!

(Faust wychodzi)

Otom do dudka poszedł w najem!
Aby dogodzić kaprysowi
umiłowanej damy swojej,
sprzeda kochliwiec, dudek wieczny,
noc wygwieżdżoną, dzień słoneczny.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Johann Wolfgang von Goethe i tłumacza: Emil Zegadłowicz.