Lysistrata (Arystofanes, Donnay, tłum. Koźmian)/Objaśnienia

<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Objaśnienia
Pochodzenie Lysistrata
Wydawca Gubrynowicz i Schmidt
Data wyd. 1896
Druk W. L.Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Nie będziemy rozwodzić się nad trudnościami[1] — powiedzmy — nad niepodobieństwem wystawienia na scenie nowożytnej Lysistraty w pierwotnym jej układzie scenicznym, w zewnętrznej formie, w jakiej przed dwudziestu kilkoma wiekami ukazała się wobec publiczności ateńskiej. Nie będziemy się spierać, czy nauka jest w posiadaniu dokładnego sposobu zastosowania chórów, które stanowią część składową tej, jak innych komedyj Arystofanesa; nie będziemy dociekać, jak należałoby poradzić solne tutaj z chórem starców i z chórem kobiet, czy winny śpiewać, czy deklamować zbiorowo, czy też też za pomocą naczelników. Wiemy bowiem, że w ten lub ów sposób, chóry byłyby niezrozumiałemi, nieprzystępnemi dla publiczności, że zatem to, coby śpiewały, lub deklamowały, byłoby straconem. Nie łatwo również rozpoznałaby się dzisiejsza publiczność w innych szczegółach pierwotnego układu scenicznego.
Doświadczenie nas uczy, że za dyrekcyi p. Kozmiana wystawiono wzorowo, ale zupełnie niewolniczo, wedle pierwotnego układu scenicznego, Rycerzy Arystofanesa w znakomitym przekładzie Szujskiego. Byli wtedy dobrzy aktorzy, grali wyśmienicie, sam Szujski kierował próbami. Była to prawdziwa uczta, ale zaledwie dla kilkunastu osób; dla szerokiej publiczności była ona bez smaku, była martwą literą. Ograniczyć się musiano do dwóch czy trzech przedstawień.
Nie był to zatem sposób zapoznania dzisiejszej publiczności z grecką komedyą, z Arystofanesem, nie był to sposób — że się tak wyrazimy — pożądanego spopularyzowania nieśmiertelnego ateńskiego komedyopisarza.
Takie przedstawienia, trzymające się wiernie pierwotnego układu scenicznego, mogą mieć wartość archeologiczną, filologiczną, literacką, teatralnego i scenicznego powodzenia mieć nie mogą. Dodajmy, że chcąc być zupełnie dokładnym, trzebaby, żeby role kobiece grane były przez mężczyzn w maskach, że wreszcie koniecznie należałoby zbudować scenę dla takich przedstawień zupełnie inną od nowoczesnej.
Nie mniejszy od scenicznego, nierównie nawet ważniejszy, wchodzi tu w rachubę wzgląd obyczajowy. Nie będziemy badać, czy lepszemi, czy gorszemi są dzisiejsze obyczaje od greckich pod koniec V wieku, dość, że są innemi i że nie zniosłyby na scenie wyuzdania mowy, dosadności wyrażeń, szorstkości dowcipu, nagości obrazów, realizmu, bezwzględności, gwałtowności działania i dwuznaczników w Lysistracie Arystofanesa.
Francuski tłómacz Lysistraty, p. Humbert. mówi: „Ta komedya zalicza się do najlepszych Arystofanesa; zbliża się najbardziej całością układu, rozwojem myśli i szeregiem scen do nowożytnych sztuk, ale jest też najbardziej wyuzdaną i niepohamowaną w wyrażeniach. Trzeba zatem przyznać, że jeżeli moralność w swoich zasadach nie zmienia się, wstydliwość i przyzwoitość różnią się wedle miejsca i czasu, i że nierównie wyżej stoją u nas, niż u ludu, uchodzącego za najwykwintniejszy w starożytności. — Stwierdziwszy to, przyznać musimy zarazem, ze myśl, że cel komedyi, są w całem tego słowa znaczeniu — uczciwemi“.
Dwa więc przeważne względy: jeden sceniczny, drugi obyczajowy, przemawiają przeciw zapoznaniu się szerokiej publiczności teatralnej i zetknięciu się jej z grecką komedyą, z Arystofanesem, zwłaszcza z jednym z najbardziej zajmujących jego utworów — z Lysistratą.
Czyż publiczność ta ma być odciętą od czerstwego dowcipu, niezrównanego humoru, szalonej werwy, zdrowego sądu politycznego i głębokiego patryotyzmu ateńskiego komedyopisarza: od jego uczciwej myśli i uczciwego celu? Czyż niepodobna zużytkować tych wszystkich drogocennych pierwiastków, bez zadania gwałtu nowoczesnym wymaganiom scenicznym, bez obrażenia obyczajności, a dla wlania nowego we współczesną scenę życia i puszczenia między publiczność ożywczego prądu?
Mniemamy, że w każdym razie próba warta jest zachodu i pewne obudzić winna zajęcie.
Taką próbą, w wyżej określonym zamiarze, było przedstawienie na scenie krakowskiej Lysistraty, układu i w przekładzie p. Stanisława Koźmiana.
Wzgląd obyczajowy musiał być naprzód wzięty w rachubę w ten sposób, aby ocalając główną myśl Arystofanesa, ubrać ją w szaty, niepłoszące wstydliwości, w formę, na którą mogłaby się dzisiejsza publiczność zgodzić. W przedstawieniu myśli głównej Arystofanesa, nie należało puszczać się poza granice, których dotąd nie przekroczyła współczesna scena. Zadaniu temu głównie sprostać można było przyzwoitością w wysławianiu się, unikaniem, raczej usunięciem zupełnem, wyuzdania oryginału. — Wogóle zaś zadanie było uproszczone wobec niezliczonych utworów scenicznych, wciąż grywanych, a odznaczających się drastycznością, do której wcale dotrzeć nie trzeba było, aby oddać i przedstawić myśl i cel komedyi Arystofanesa. Lysistrata w układzie, w którym ukazała się na scenie krakowskiej, pozostaje pod względem drastyczności nieraz o wiele w tyle za Półświatkiem, za Gavaud-Minard et Co., za Kamionką, Tricoche i Cacolet, Małżeństwem Olimpii, Synem Naturalnym, Flipotą, za wyborną komedyą Fredry (syna) Oj młody, młody, za Żołnierzem królowej Madagaskaru, Nauczycielką, lub Oj mężczyzni, mężczyzni! i innymi utworami scenicznymi, znanymi z naszych scen, że nie powiemy nic o Pięknej Helenie i Orfeuszu. Żaden szczegół w Lysistracie, jak się ona ukazała na scenie krakowskiej, nie zbliża się nawet, pod względem brutalności obyczajowej, do tyle razy widzianej, wielkiej sceny zrywania dzwonków, przewracania krzeseł, i zamykania drzwi między panią Causade a Maurycym w Najserdeczniejszych Wiktora Sardou.
Wobec tych kreacyj nowoczesnej muzy, uwzględniając miejsce, czas a czyniąc zadość co do formy wymaganiom obyczajowym współczesnym, bezpieczniej, z mniejszą troską, a z lepszym pożytkiem przedstawić można komedye Arystofanesa, choćby przyszło przyznać, iż niewszystkie są budującemi, gdyż zawsze znajdzie się w nich pełno zdrowych, a nawet podniosłych motywów.
O tem, co z życia przeniesionem może być żywcem na scenę, miała starożytność inne, aniżeli my wyobrażenia. Śmiałym rzutem wypowiadała ona i przedstawiała rzeczy, które my obwieszamy pozornie tysiącami osłon, aby uchylać potem ich rąbki i wskazywać, że pod temi osłonami kryje się jednak rzeczywista nagość. Wolała ona niekiedy fakt brutalny od długich analiz uczuć i namiętności, które ten fakt za kulisami sprowadzić muszą. Nowożytne postępowanie jest dziś konieczne, ale sztuki, nie dające ognia, lecz igrające z nim długo i swawolnie, z pewnością więcej niezdrowia niosą między publiczność i społeczeństwo. W niniejszym układzie Lisystraty uniknięto jaskrawości starożytnych, a niema w nim rozstrajających dusze i ciała analiz, dzisiejszych buduarowych komedyj.
Szło następnie o układ sceniczny, któryby nie skrzywił zbytecznie komedyi Arystofanesa, a uczynił ją przystępną dla publiczności nowoczesnej.
Pod tym względem znalazło się niemałe ułatwienie.
W roku 1892 przedstawiano w Paryżu w „Grand-Théâtre“ Lysistratę, napisaną przez p. Maurycego Donnay dla znakomitej w swoim rodzaju artystki, pani Réjane.
Pod względem układu scenicznego Francuzi są mistrzami i nikt ich nie prześcignie.
Niepodobna zatem było wahać się i przyjąć należało, w zamierzonym celu, układ sceniczny Lysistraty, sporządzony dla pani Réjane.
Trudność jednak tym sposobem tylko w pewnej mierze była przezwyciężoną.
Donnay wziął jedynie za podstawę, myśl główną komedyi Arystofanesa, wszystko inne poświęcił i zastąpił nowoczesną komedyą francuską, wiecznie odnawiającem się wiarołomstwem małżeńskiem i światem kokot. Donnay nie miał na celu zapoznania publiczności z Arystofanesem, miał tylko na myśli dobrą rolę dla Réjane.
To zamiarowi obecnemu przedstawienia Lysistraty na krakowskiej scenie nie odpowiadało.
Należało zatem, użytkując doskonały układ sceniczny, nagiąć go nietylko do głównej myśli Arystofanesa, ale także zastosować go do jego stylu i umożebnić uwydatnienie piękności jego komedyi.
To też pełną ręką zaczerpnięto w Lysistracie Arystofanesa i zachowano niemal żywcem z niej wszystko, co się dało, rozkładając między występujące osoby, nietylko to, co one mówią w greckiej komedyi, ale także to, co przypada chórowi starców i chórowi kobiet. Nie kolejno — gdyż to było niepodobnem — ale rozrzucając je w całym utworze, pomieszczono wszystkie znaczniejsze zdania, dowcipy i główniejsze epizody, znajdujące się w Arystofanesie. Tym sposobem zastąpiono czerstwą polityką słynnego Ateńczyka, francuski sentymentalizm i melodramatyczne deklamacye pana Donnay. Przywrócono obyczaj i humor grecki, zastąpione we francuskiej przeróbce dowcipem i żartem, niesięgającemi nawet do Offenbacha. Pyszne epizody greckiego tekstu, zaprzepaszczone przez francuskiego autora, ocalonemi zostały: układy Lysistraty ze Spartankami, opanowanie skarbu publicznego, Beotki, które Donnay pominął, przybycie posłów Lacedemońskich, końcowa na Akropoli uczta. W zamian usunięto stworzony przez Donnaya, nie istniejący w Arystofanesie półświatek, tem chętniej, iż nie miał nic wspólnego z salonem Aspazyi, a był zwykłym, tuzinkowym światem paryskich kokot, tyle razy już widzianym na tutejszej scenie.
Wreszcie było to zgodnem z duchem Arystofanesa, aby, gdzie się nadarzała sposobność, poczynić zwroty do miejscowych i bieżących wypadków, zastąpić niemi niezrozumiałe dziś aluzye do ówczesnych ateńskich stosunków. Rzecz tak dalece nasuwała się sama przez się, iż niepotrzeba było w tej mierze wysilenia wyobraźni i że znane epizody z życia naszego, weszły same, jakby własną siłą, w organiczny skład komedyi. Właśnie ta swoboda, z jaką się tam dostały, stanowi ich na scenie wartość.
W ten sposób powstała Lysistrata w powyższym układzie.
Jest do tej budowy przedsionek. Prolog wierszem, pióra wybornego znawcy starożytnej Grecyi. Oparty on jest na znanem zdaniu, że Kraków jest Atenami Polski.




Lysistrata Arystofanesa graną była po raz pierwszy w Atenach w r. 411 przed erą chrześcijańską, w marcu, podczas uroczystości Dyonisosa w roku archoutatu Kaliasa, w teatrze Dyonisosa u stóp Akropoli, który dziś jeszcze w Atenach podziwiać można, którego jednak marmury i pyszne ozdoby z późniejszej są epoki.
Lysistrata, w powyższym układzie, graną była po raz pierwszy w teatrze miejskim krakowskim, dnia 29-go stycznia 1895 r. — Rola tytułowa w rzeczonym układzie zachowała swoje greckie linie — skrzywione przez p. Donnay — i jest tu postacią Arystofanesowską, czem przestała być zupełnie we francuskiej przeróbce, napisanej dla p. Réjane.
Wiele jest tu ról doskonałych, żadna nie jest obojętną, każda ma znaczenie.
Zaznaczamy, iż szło tu głównie o powodzenie sceniczne, teatralne, które dopomódzby mogło do spopolaryzowania Arystofanesa i jego „uczciwej myśli i uczciwego celu“. Wobec tego trzeba było ponieść ofiary literackie, a jest już znaczną ta, że komedya prozą, nie wierszem przetłómaczoną została.




Lysistrata jest w całem tego słowa znaczeniu komedyą polityczną i tendencyjnie polityczną. Arystofanes napisał ją w dwudziestym pierwszym roku wojny peloponeskiej, po nieszczęsnej wyprawie sycylijskiej, kiedy Ateny, opuszczone przez sprzymierzeńców, pozbawione były wszelkich środków. Mimo tego, zaślepienie, zapalczywość, krótkowidzenie i intrygi stały na przeszkodzie zawarciu zbawczego pokoju ze Spartą.





  1. Przedruk z Czasu.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.