Nasze sny/Pozorna śmierć

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł Nasze sny
Wydawca nakładem autora
Data wyd. post 1938
Druk Drukarnia „Współpraca“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


POZORNA ŚMIERĆ

Najwyższym stopniem takiego uniezależnienia się ducha od ciała za życia będzie letarg (katalepsja), inaczej zwany pozorną śmiercią. Jest to ten wypadek, gdy ciało pozostaje w całkowitym bezwładzie, następuje jakby przerwanie wszelkich życiowych funkcji, a duch odlatuje na dłuższy lub krótszy okres, by później powrócić do ciała i je ożywić. W myśl wysuniętej przeze mnie poprzednio hipotezy, daje się to wytłumaczyć w ten sposób, iż nastąpiło osłabienie nadmiernie wyciągniętego sznura, łączącego ciało eteryczne z fizycznym i nasz dwojnik, sobowtór usiłuje daremnie znaleźć się z powrotem w swej ziemskiej powłoce. Jak wiemy całkowite zerwanie tej nici powoduje śmierć.
Rozumiano to dobrze w starożytności i dlatego ludzi takich nazywano „histeroptomes“ — powtórnie narodzonymi na świat.
Ileż tragicznych pomyłek zaszło na tym tle!
Cesarz rzymski Zenon, podlegający epileptycznym napadom, został na skutek jednego z nich uznany za zmarłego i pochowany. Ocknąwszy się, jęczał w swym cesarskim grobie, od którego strażnicy pouciekali wystraszeni. Kiedy później otworzono grobowiec, znaleziono nieszczęśliwego na dobre umarłego, z pogryzionymi z rozpaczy rękami.
Franciszek Bacon mówi w swej „Historii o życiu i śmierci“, że sławny doktór Scott doświadczał napadów kataleptystycznych i w kilka dni po pozornym zgonie, został znaleziony w trumnie, odwrócony, z pogryzionymi palcami i potłuczoną głową.
Anatom Vesalius dokonywał pewnego razu sekcji ciała człowieka, który pod nożem ożył i zaraz potem skonał. Opowiadają również, że gdy umarł kardynał Espinoza, minister Filipa II po krótkiej chorobie i gdy go rozcięto w celu zabalsamowania, serce jego biło wyraźnie i schwycił za rękę chirurga.
Odnośna literatura przytacza również nazwisko Franciszka Civille‘a pokojowca Karola IX, króla francuskiego, który podpisywał się na aktach urzędowych: „trzy razy umarły, trzy razy pochowany i trzy razy zmartwychwstały“.
Wynika z tego, że wypadki pozornej śmierci zachodzą daleko częściej, niż byśmy to przypuszczali. To też słynny Edgar Allan Poe w swej nowelce p. t. „Przedwczesny pogrzeb“ pisze: „Tajemnicza postać która wiodła mnie za rękę na cmentarz, rozwarła wszystkie mogiły, a z każdej z nich bił słaby, fosforyczny blask rozkładu. Zajrzałem do najtajniejszych zakątków, w jakich stężałe ciała, pogrążone w ponurym, uroczystym śnie, leżały pośród robactwa. Ale, biada! Tysiąckrotnie była większa liczba tych, co rozpostarci między istotnie śpiącymi nie spali: czuć było słabą walkę, niespokojną trwogę przedśmiertną, z głębi niezliczonych dołów dochodził szmer miętych całunów — a nie jeden z tych spokojnych trupów nie-leżał tak, jak go pierwotnie ułożono, lecz wygodniejsze obrał położenie.“
Mamy nawet opisy, przedstawiające wrażenia tych, którzy w podobnym stanie się znaleźli.
W rzadkiej książeczce dr. A. Skórkowskiego p. t. „Rys nauki o śmierci“, znajdujemy relację studenta Józefa Orkisza (1857 r.), który sam przeżył podobne chwile.
„Długo chorowałem — powiada on — na gorączkę; siły moje upadały stopniowo; pewnego dnia nastąpiło przesilenie w chorobie, uczułem drganie we wszystkich członkach, szum w uszach i zawrót głowy (typowe objawy przy wydzielaniu się ciała astralnego, przyp. mój.) Fantastyczne widziadła unosiły się przed łóżkiem, wszystko, co mnie otaczało przybierało postać niepojętą, wreszcie nadeszła chwila, w której myśli moje przyszły w całkowite zamięszanie. Po chwili zacząłem powracać do siebie, ale nie byłem w stanie zrobić najmniejszego poruszenia i wtedy posłyszałem głos służącej: „już skonał.“ Niepodobna opisać, jak mnie przeraziły te wyrazy złowieszcze. Całą wolą pragnąłem przekonać obecnych, że się mylą, lecz mimo wysiłków nie mogłem ani się poruszyć, ani oczu otworzyć. Słyszałem wyraźnie, jak będący w pokoju moim ludzie rozmawiali ze sobą, czułem, jak obmywali i ubierali mnie; w przeciągu trzech dni odwiedzali mnie koledzy i znajomi, słyszałem ich szepty, niektórzy nawet dotykali mnie palcami. Na trzeci dzień jeden z odwiedzających odezwał się: „już czuć go trupem.“
Wreszcie przyniesiono trumnę i włożono mnie do niej. Czułem, jak gorące łzy przyjaciół spadały na moją twarz. Słyszałem zbliżenie się pogrzebników z ich czarnym orszakiem, słyszałem jak zakrywali wieko trumny i przybijali gwoździami. Pozostałem samotny w moim strasznym schronieniu, było ciasno i duszno. Ale żyłem jeszcze nadzieją! Niestety, nie długo nią się cieszyłem.
Nastąpiła chwila pogrzebu. Trumnę moją podniesiono, ustawiono na karawanie i powieziono do miejsca wiecznego spoczynku. Kondukt się zatrzymał, znów podjęli trumnę, a ja z nieregularnych ruchów i kołysania domyśliłem się, że to przyjaciele dźwigają ją na ramionach. Po chwili usłyszałem szelest sznurów, na których opuszczono trumnę do wykopanego dołu; czułem, że kołysze się na nich i oto nóżki trumny uderzyły o twarde dno mogiły; sznury wpadły na wieko, słyszałem nawet jak je wyciągano. Raz jeszcze usiłowałem dać jakiś znak że żyję; daremnie, niemoc krępowała wszystkie członki i zmysły. Na trumnę rzucono kilka garści ziemi — znów chwilowa cisza — nareszcie rozległ się łoskot spadających, a rzuconych przez łopaty grabarzy, brył ziemi.
W tej chwili przerażenie moje było nie do opisania: żyłem i żywego zasypywano mnie ziemią. Nastąpiło okropne milczenie, uczułem się samotny we wnętrznościach ziemi...“
Skracam nieco opis przeżyć nieszczęsnego studenta. W nocy, grabarze powodowani chciwością odkopali grób, otworzyli trumnę, a rzekome zwłoki postanowili zawieźć do instytutu anatomicznego, by za nie otrzymać odpowiednią zapłatę. Ale nawet barbarzyńskie wyciąganie z grobu i mroźne powietrze nie ocuciły studenta. Czuł tylko, że jedzie na wozie, a następnie znajduje się w jakiejś izbie ogrzanej. Czyjaś gruba ręka zerwała z niego odzienie i w takim stanie został położony na stole.
„Tak więc — pisze dalej — zachowany zostałem od uduszenia w mogile, bym umarł pod nożem anatoma. Oczy miałem zamknięte i dlatego nie mogłem się domyśleć przyczyny ciągłego ruchu w izbie; zdawało mi się, że zbierali się w niej uczniowie i niektórzy zbliżywszy się do stołu uważnie mnie oglądali; wreszcie przyszedł i sam prosektor. Wziął nóż i ostrzem uderzył mnie w pierś. Wstrząsnęły się wszystkie członki moje, oczy otwarty, z gardła wydobył się słaby okrzyk — kora zmartwiałości była przebita, a ja obudziłem się ze snu śmiertelnego. Koledzy i przyjaciele pośpieszyli ku mnie z pomocą — rada lekarska i młodość dokonały reszty“.
Tak brzmi ten wstrząsający opis. Zaznaczyć należy, że w zagranicznych, dobrze urządzonych szpitalach, po stwierdzeniu śmierci przez lekarza, pozostawiają zmarłego w kostnicy i łączą dzwonek elektryczny z trumną. Nie rzadkie bywają podobne wypadki, gdy dzwonek ten poczyna alarmować, zwiastując o obudzeniu się z letargu pozornie umarłego.
Poprzedni opis był niezwykle ponury i malował uczucia studenta, który pojmując, że zostaje pochowany za życia, daremnie usiłował przeciwko temu zaprotestować.
Ale jest rzeczą godną uwagi i to nas najwięcej obchodzi, że istniał również szereg ludzi, którzy popadłszy w letarg i później szczęśliwie obudziwszy się z niego, opisywali zupełnie inaczej niezwykłe wrażenia, które przeżywali w czasie tego snu, zbliżonego do śmierci. Opisywali zagrobowe krainy i umarłych, z jakimi się zetknęli. Przeważnie byli przekonani, że nie znajdowali się w letargu, a umarli naprawdę, tylko później kazano im powtórnie zejść na ziemię. A co dziwniejsze — że wiele podobnych osób zachowało potem dar jasnowidzenia na stałe.
Tu zbliżamy się już do ekstazy.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.