Pamiętnik Wacławy/Świat mojej matki/XIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eliza Orzeszkowa
Tytuł Pamiętnik Wacławy
Podtytuł Ze wspomnień młodéj panny ułożony
Wydawca S. Lewental
Data wyd. 1884
Druk S. Lewental
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst „Świat mojej matki”
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

XIII.

W dwóch szufladach, to jest w salonie i sali jadalnéj, pozapalano lampy. Obie babki siedziały nieruchomie na kanapie; jedna z nich wprawnie ruszała palcami, robiąc frywolitki, druga błyskała szydełkiem. Matka moja przerzucała album i z obojętną, ani wesołą, ani téż znudzoną twarzą, prowadziła rozmowę. O, jakże mi było duszno i ciasno w tym wielkim salonie, o ścianach zasianych złotemi gwiazdami! Jak pragnęłam wybiedz po za te ściany, odetchnąć świeżém powietrzem, posłyszéć szum tych starych jodeł, co czerniały za oknami, spojrzéć w niebo wieczorne i zobaczyć gwiazdy, prawdziwe gwiazdy boże, ruchome, migocące, nie te martwe, zimne, sztywne, które ręka ludzka poprzyklejała do ścian, niby na urągowisko świetnym dyamentom nocy!
Na dziedzińcu posłyszałam turkot wózka. To zapewne Franuś odjeżdżał, aby nazajutrz dostawić babce kłębuszek bawełny do frywolitków. Dla tego kłębuszka był zmuszony mnie opuścić, dla tego kłębuszka już mnie dziś nie zobaczy... o, biedny Franuś, którego przeznaczeniem jest przynosić kłębuszki z pokojów ciotek, wydostawać je z pod kanapy, jeździć po nie choćby o północy! Ale dlaczego takiém jest jego przeznaczenie? Zajęta témi myślami, wyszłam do sali jadalnéj i zobaczyłam... fortepian. Rzuciłam się ku niemu, tak, jak się rzuca w objęcia dobrego przyjaciela, spotkanego na ziemi wygnania. Uderzyłam w klawisze, odpowiedziały mi dźwięcznie i przeciągle, bo wysoki sufit sali wyborny dawał rezonans tonom. Przebiegłam klawiaturę szybkim passażem i zaczęłam rozmawiać z fortepianem. A naprzód opowiedziałam mu minorowemi akordami, że spotkał mię zawód wielki... straszny... Wyjeżdżałam z domu prześlicznym porankiem i myślałam, że cały dzień będę chodziła z kuzynkiem po obszernym ogrodzie moich babek, pod słońcem wiosenném, pod sklepieniem jodeł ciemno-zielonych, że pójdę potém z kuzynkiem w dolinę, na wzgórze; będziem razem rwali fijołki, których tam tyle, i będziem śmiać się, rozmawiać, patrzéć na siebie, aż wieczór zabłyśnie złotemi gwiazdami, na które razem oczy podniesiem, a ja wtedy opowiem kuzynkowi, że daleko na świecie kędyś mam ojca, co rozumié Boga, królującego tam w górze!... O takim dniu marzyłam, wyjeżdżając z domu. I otóż, co mnie spotkało? Kuzynka, który panował w tych marzeniach moich, nie znalazłam; na jego miejscu był kto inny!
Tamtego wyobrażałam sobie wesołym, dowcipnym, zręcznym, pewnym siebie; tego zobaczyłam zmieszanym, niezgrabnym, pokornym. Tamten zrywał mi fijołki na wzgórzu, ten wydobywał kłębuszki z pod kanapy; tamten zabił podobno węża, który chciał mię ukąsić, gdy zrywałam kwiaty, ten drżał na skinienie palca babki Hortensyi! Gdzież więc był kuzynek moich marzeń? Nie znalazłam go. A na domiar zawodu, zamknięto mię na klucz zwyczaju w jakiéjś ogromnéj szufladzie, do któréj w dzień nie dochodziło słońce, a któréj wieczorem przyświecały u ścian gwiazdy papierowe, wyglądające, jak trupy tych, co świecą na niebie!...
Tak opowiadałam fortepianowi nieszczęście dnia tego, gdy pod palcami memi minorowe tony zaczęły w majorowe przechodzić, i posłyszałam pytająco brzmiący akord: — dlaczego kuzynek całkiem inny jest w Rodowie, niż po-za nim? Dlaczego kuzynek, w obecności swych ciotek, wydaje się taki zmieszany, pokorny, nie po męzku uniżony?... Długo palce moje plątały się po klawiszach, uderzały tony, półtony, oktawy, trele, a odpowiedzi wydobyć z fortepianu nie mogły. Nagle na ostatnim krańcu klawiatury, w najwyższéj oktawie wiolinu jęknęły tercye żałośne, krzykliwe i przypomniały mi pokorny, płaczliwy, uniżony krzyk żebraka, wołającego na ulicy z dłonią, wyciągniętą: chleba! chleba! chleba!... Jednocześnie w środkowej oktawie klawiatury zabrzmiał akord posępny, a w nim posłyszałam wyraz, który niedawno tak raził mię w ustach Bini: na łasce!... Ręce moje zsunęły się z klawiszów, z kwiatka mojéj dla kuzynka sympatyi odpadł drugi listek.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Eliza Orzeszkowa.