Poezye Gustawa Zielińskiego/Życiorys autora/VII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Chmielowski
Tytuł Życiorys autora
Pochodzenie Poezye Gustawa Zielińskiego
Wydawca Własność i wydanie rodziny
Data wyd. 1901
Druk S. Buszczyński
Miejsce wyd. Toruń
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
VII.

Życie w Iszymie płynęło Zielińskiemu nieco przyjemniej aniżeli w Tobolsku — przez lat kilka miał tu 11-tu towarzyszów Polaków, z którymi był w zażyłości. Prócz książek, miewał tu regularnie trzy czasopisma: „Dziennik ministeryum oświecenia“[1], „Journal de Francfort“[2] i „Tygodnik petersburski“[3], który wtedy obok samego wydawcy, Józefa Przecławskiego, cieszył się spółpracownictwem Michała Grabowskiego, a zwłaszcza Józefa Ignacego Kraszewskiego, piszącego z młodzieńczą werwą i śmiałością — i najświetniej się rozwijał, zaznajamiając z ruchem umysłowym w kraju i za granicą. „Tygodnik“ przesyłano sobie na Syberyi i na nim głównie opierano sądy o owoczesnej literaturze. W korespondencyi Zielińskiego znajdujemy ciekawą wymianę myśli co do pisarzy, którzy największą zwrócili na siebie uwagę wygnańców. Pierwszy ze zdaniem wystąpił Ignacy Orpiszewski[4], znajomy Gustawowi jeszcze z kraju, mówiąc: „Miałeś racyę, że „Tygodnik“ przyniesie mi pociechę; sam nawet widok gazety polskiej i miłej mowy ojczystej, niewidzianej w druku oddawna, wzbudził był we mnie jakieś miłe przypomnienie rzeczy rodzinnych. Pociecha ta przybrała zasadę materyalniejszą i trwalszą, gdym się przekonał, że intelektualne życie naszego pokolenia jest na drodze postępów i samodzielnej dążności w przyszłość... Trzej literaci, stojący na czele pomiędzy występującymi w „Tygodniku“ (Przecławski[5], Grabowski, Kraszewski), oceniając wzajemnie swoje talenta i prace, sami sobie nawzajem oddają sprawiedliwość. Może być liczni indywidualni nieprzyjaciele Kraszewskiego z tych komplementów wzajemnych złośliwe wyprowadzają wnioski, ale dla nas, tak dalekich od wszelkich owych stosunków, a zatem doskonale bezstronnych, pisma publikowane przez tę gazetę stanowią zupełne akta sprawy... Ocenianie i porównywanie tych trzech znakomitych pisarzy, przedstawia umysłowi mojemu interesującą i przyjemną robotę, a raczej rozrywkę. Ja lubię Kraszewskiego, wielbię jego niepodległość zdania, lubię go za jego charakter szczery, śmiały, otwarty, lubię go za jego język improwizowany, łatwy, często naiwnie popularny i poufały, lubię go jeszcze za owe prawdy, które wbrew powszechnym przesądom, śmiało odkrywa i broni, mówiąc: że do zwalczenia materyalnie tak szkodliwych i narodową dumę tak obrażających przesądów, chciałby się choć odrobinę przyłożyć; — o! zaiste! czas do tego już dawno przyszedł. Po nocy saskiej dzień znów już dawno rozświtał i jużby się powinno mieć ku południowi, którego dopiero blask doskonale jasny, czysty od wszelkich dzisiejszych jeszcze porannych tumanów, horyzont naszych opinij kiedyś do reszty rozświeci. Mówię tu o liście Kraszewskiego do wydawcy, w którym ową niedołężną, na żadnych ni moralnych, ni fizycznych danych nieopartą, niewolniczą sympatyą naszą z Francuzami, gromi tak odważnie i trafnie, chociaż, jakkolwiek śmiały, opierając się na historycznych tylko faktach, jedną tylko połowę swojej kwestyi dotyka — ba! i to dosyć śmiałości. Gdyby przymieszawszy trochę filozofii do historyi, ważył się jeszcze jaśniej wytłomaczyć, jeszcze drugą prawdy połowę zdrowym zmysłem oświecić, musiałby chyba pod ziemię od prześladowań swoich ziomków uciekać; on już i za to, że Francuzów nie za bezwzględny prototyp wszelkiej doskonałości głosi, że i na kilka innych przedmiotów z wyższego, gdzie mgły bijące się po ziemi nie chodzą, patrzy niż gmin punktu, potężne cierpi prześladowanie... Do prześladowań, jakie cierpi Kraszewski, przyczynia się bezwątpienia jego zbyteczna cierpkość, wyniosłość zakrawająca na studencką jeszcze fanaberyą, — ale cóż robić? Wieluż jest takich, którzy głęboko, dotykalnie czując swą nad otaczającym gminem wyższość, z chrześcijańską pokorą i cierpliwością znoszą głupie jego krytyki i sarkazmy za to tylko, iż stworzeni wyższymi, chcą zająć w społeczeńsko-moralnych stosunkach właściwe, od natury sobie darowane stanowisko. Ktoś mówiąc o uszczypliwości Mickiewicza, powiedział: „że geniusz kładzie zawsze silne farby na swojej robocie, jakiegokolwiekby ona była rodzaju i koloru“... Jednakże ja bynajmniej Kraszewskiego nie nazywam geniuszem... Wraz z Grabowskim, widzę w nim rozum silny, tj. bez wysileń głęboki; widzę przedziwny dowcip jako dar natury, dziwię się masie jego wiadomości różnorodnych, takiej uczoności w jego wieku, rezultatowi pracowitości i wytrwałości w literackim zawodzie i na drodze poznań ludzkich. Przyznałbym w nim i znakomitą genialność, gdyby potężnej myśli jego zewnętrzne formy, jego idei ciało, zawsze ważyło się, że tak powiem, ze swoją duszą. Dlatego to Grabowski nazywa go „poetą prozy“; mnie się zdaje nie dlatego, ażeby w prozie jego była poezya, lecz że i w prozie i w wierszach jego, daje się nie tyle widzieć jak dostrzedz, ważna (nie lekka) a lekko natchniona idea. W języku, którym wiecznie mówi Kraszewski, uderza, porywa szczególnie łatwy mechanizm słowa, ale nie czujesz tu nigdy nad sobą wszechmocnej potęgi natchnionej mowy, estetyczno-doskonałej jej formy. Forma wcielenia czyli wysłowienie myśli, musi być zaiste nie bagatelą, ale może całą połową wartości pisarza, kiedy np. Chateaubriand, którego tyle razy nazywają genialnym człowiekiem, utrzymuje, że każdy pisarz żyje tylko stylem, kiedy on sam za nim się ugania i całą swoją twórczą władzę na wysłowienie zużywa... Powiedziałem, że lubię Kraszewskiego język lekki, potoczny, czysto rozmowny; tak jest — lubię go, kiedy nim pisze swoje wesołe, chociaż głębokie Asmodeuszowskie sarkazmy, swoje dowcipno-malownicze obrazy Wilna itp., kiedy się nim odstrzeliwa od napaści, którą gardzi i lekceważy, ogania, że tak rzekę, od much dokuczających mu wtenczas, gdy się zagłębia w swoje naukowe prace; nawet wtenczas gdy z szczerością i prostotą tłomaczy się nam ze swoich czysto prywatnych uczuć, opowiada dolegliwości, skarży się z naiwną abnegacyą duszy, że go otaczający przyjaciele nie rozumieją lub zdradzają. Lecz jeżeli Kraszewski tym samym lekkim językiem śpiewa, i wzniosłe hymny i poemata — jeżeli (jak zapewnia Grabowski i jak z ogłaszanych urywków przeczuwać się daje) w takież słabe ciało odziewa swoje myśli poety, i wtenczas nawet gdy ulotniona jego wyobraźnia, wznosząc się na potężnych skrzydłach natchnienia w wysokie krainy przyszłej, tajemniczej, wspólnej nam wszystkim ojczyzny naszej, tam polatuje i pławi się w poetycznym zachwyceniu — to ja jego nie nazwę wielkim poetą, ale razem z Grabowskim „poetą prozy“, jakkolwiekby poetyczną i ważną była myśl jego... Otóż tedy przedziwny, wyborny, doskonały w jednem, nie może daleko Kraszewski zrównać się co do prozy z Grabowskim i wydawcą w rzeczach poważnych, wysokich, w takiej proporcyi jak np. z królem naszych poetów, śpiewakiem Wallenroda, co do języka i lotu poetycznego... Wydawca skąpo się udziela; ale też co może być piękniejszego nad jego np. uwagami nad tańcem Taglioni, (mówię „tańcem“, zapomniawszy, że ktoś trafnie powiedział, iż powiedzieć, że Taglioni tańcuje, jest to wyrazić się tak płasko i śmiesznie, jak np. że Byron wiersze pisał, chociażbyś do tego i do tamtego jakie chciał dodawać epiteta). Owe uwagi o Taglioni z tem większym czytałem interesem, że wśród tysiąca wszelkiego rodzaju pochwał, uwag i wykrzykników, jakie o tej genialnej czarodziejce ciągle mam przed oczami w rosyjskich gazetach, jeszcze mi się tak ważnych i tak pięknie wyłożonych czytać nie zdarzyło, chociaż po polsku o niej czytałem podobno raz pierwszy. Zdaje mi się, że ktoś wydawcę mianował genialnym pisarzem w rodzaju krytyki, ale zdanie to (!) sprawdzić sobie, dla braku materyałów w „Tygodniku“, nie mogłem. Co do osobistego charakteru tych trzech pisarzy, tę główną z pism ich wyprowadzić można uwagę, że Kraszewski często brusque i hardy, czasem naiwnie szczery i otwarty lub poważnie wyrozumiały, w pismach swoich zawsze jest cały na wierzchu; że wydawca już mniej się wykazuje, a Grabowski najwięcej jest ukryty (reservé). Filozoficznie się uśmiecham i kiwam głową czasem, czytając lamentacye Kraszewskiego o jego rozczarowaniach pierwszych młodzieńczych ideałów, o jego czarnych spojrzeniach na świat, moralnem sieroctwie itp., i wystawiam sobie, jakieby to on dopiero egotyczne treny i elegie ciągnął z wnętrzności własnych, jak ów pająk pajęczynę, jak całe piekło odczarowań zaległoby serce jego, gdyby ze swoją duszą kipiącą i niecierpliwą, w pierwszej gorączce lat swoich nadziei i pragnień, w pierwszym zapale do życia nagle zatrzymany, przymuszony był pędzić wszystkie swoje dwudzieste lata w grobie, w głuchej pustyni, w nędzy, bez książek, jeżeli nie bez ludzi, to przynajmniej bez wszelkiego co się nazwie towarzystwa, bez wszelkiej więc sposobności zaspakajania gorących swoich moralnych potrzeb, bez żadnej nakoniec oznaczonej nadziei lepszej przyszłości — zgoła, pić zwolna tę czarę wszystkich strat i nieszczęść, którą my mniej więcej tak rzeczywiście pijemy. Coby robił?... O! nie, byłby spokojniejszy jak dzisiaj, bo nieszczęścia idealne gorsze są jak rzeczywiste, — i jeżeli dzisiaj Kraszewski młody, zdrowy, wolny, mogący zaspakajać dorzeczne potrzeby i fizyczne i moralne, utalentowany, komunikujący się z publicznością, której część szlachetniejsza wyższa intellektualnie, moralnie dostojniejsza, jego ceni i jemu współczuje, Kraszewski szybko postępujący na drodze sławy i negliżowany tylko od gminu lub nizkiej zawiści, czem wszystkiem nie potrzebuje jak wzgardzić, narzeka i jęczy — to w naszem położeniu, zmuszony uciekać się do filozofii praktycznej, wyrobić w duszy swojej siłę zabezpieczającą, w głowie ideę zaspakającą, wegietowałby tak jak my cicho, chłodno, równo, bez łez i jęków, bez narzekań nawet, bez natręstwa i wyrzutów przyjaciołom i rodzinie, za nieszlachetne siebie opuszczenie w nieszczęściu, za zdradzone zaufanie, za owe przeklęte odczarowanie itd. itd“.
Odpisując na list Orpiszewskiego, podał Zieliński swoje spostrzeżenia zarówno nad autorami przezeń ocenianymi, jako też nad innymi, którzy zwrócili jego uwagę: „„Tygodnik petersburski“ pod względem literackim jest znakomitej wartości, a wogóle odznacza się polszczyzną czystą i piękną, i daje zarys krótki wprawdzie, ale dokładny ruchu umysłowego naszego pokolenia. Chciałbym cię bliżej zapoznać z samymi autorami: Grabowski, którego artykułom niezawodnie należy się pierwszeństwo przed innymi, jest to obywatel Ukrainy, który jeszcze przed r. 1830, występował z krytycznymi artykułami w gazetach warszawskich; wówczas młodzi nasi literaci szermowali w sporach klasyków z romantykami. Nie było to bez korzyści, ale rzucając się w ostateczność, stawili nam Niemców jako wzór do naśladowania; i stąd to część pierwsza „Krytyki i Literatury“ Grab. jest odźwiękiem germanizmu, jest pięknym ale nie na własnej niwie uzbieranym plonem. Opatrzył się Grabowski; wziął dziś berło opinii literackiej i ostrzega nas, abyśmy się nie dali pochwycić polorowi neo-francuskiej szkoły; radzi nam, abyśmy na własnym gruncie szukali pierwiastków własnej literatury. W tomie drugim Lit. i Kryt. mówi o literaturze szalonej. Ja nie zgadzam się w tem z Grab., sam nawet tytuł literatury szalonej nie zgadza się z moją opinią — nie maluje mi dokładnie rzeczy; prędzejbym pozwolił na wyraz francuski „extravagante“, gdyby go można dobrze przepolszczyć. Zresztą ma ta literatura tak wiele piękności, że niepodobieństwo jej całkowicie potępić. Grabowski jest to światły krytyk, z zapasem wielkich znajomości, nieuprzedzony żadnem stronnictwem, udzielający rad młodym naszym pisarzom, bez żółci wykazując ich błędy, z rozkoszą oceniając ich piękności, i pewny jestem, że w literaturze naszej zajmie to miejsce, na jakiem w Niemczech Lessing[6] i Schleglowie[7] zasiedli. Ale Grabowski nie samym jest tylko krytykiem — ja go nazwę jeszcze poetą. Któż mu odmówi tego talentu, przeczytawszy powieść jego: „Koliszczyzna i stepy“? — zdaje się, że z niej powiewa powietrze Ukrainy; jestto jedna z najlepiej napisanych powieści, jakie mamy w naszym języku. — Nie będę ci dawać szczegółów o Kraszewskim, wiesz je z „Tygodnika“; młody pisarz, z wielkiemi zdolnościami, z zamiłowaniem pracy i wytrwałością prawdziwie niemiecką, z wielostronnemi wiadomościami, rzuca się ślepo na wszystko, — krytyk, poeta, historyk — kto wie czy ta ostatnia rola nie najwłaściwiej mu przystoi; jego ustępy historyczne są wielkiej zalety, jego Historya Wilna ma być najznakomitszym produktem. — Trzeci pisarz, którego ustępy filozoficzne tak są piękne, jest jeszcze dla nas zagadką. Długo utrzymywano, że podpis artykułów znakami: J. E. herbu G.[8] jest pseudonimem samego wydawcy „Tygodnika“, lecz gdy ten ostatni, którym jest p. Przecławski niedawno publicznie oświadczył, że wszelkie artykuły z podobnym podpisem nie są jego, ale do zupełnie drugiej należą osoby, imię autora tych głęboko pomyślanych artykułów zostało dotąd w ukryciu — może sam wydawca użył sposobu, pod którymby tem ściślejszego używał incognito[9]. — Jeżeli czytać będziesz „Tygodnik“ na rok bieżący (1839), tam obok imion wyżej wzmiankowanych, znajdziesz nowe śmiało występujące w zawód literacki. Dziwi mnie, że nie zwrócił uwagi twojej artykuł p. Żochowskiego[10] „O Elektryczności“, uważanej jako początek wszystkich fenomenów kuli naszej. Jest to wprawdzie przedmiot wychodzący z granic belletrystyki, ale zawsze ważny. Przy dzisiejszym stanie cywilizacyi europejskiej, uczeni pracujący w dziedzinie nauk dokładnych i spekulacyjnych, porzucili starożytną rutynę tłomaczenia się przez znaki i symbole, pojmowane tylko przez wtajemniczonych do jakiejś nauki. Dziś, każdy z piszących chce być pojętym przez ogół i wyjaśnia nam swoje pomysły w sposób łatwy i popularny. Do tego rzędu, liczę artykuły p. Źochowskiego. Są one pisane językiem pięknym, czystym, łatwym do pojęcia, ale to byłaby najmniejsza tych artykułów zaleta — góruje w nich myśl wielka, promienna; chce on zburzyć dawne teorye, aby na nowym systemacie nowy świat fizyczny utworzyć. Ja, z kilku danych wyjątków, wielkie pokładam nadzieje na talencie Żochowskiego. Ciekawy jestem samego dzieła, w którem w pierwszej części, ma mówić o fizyce na jakim stopniu jest dzisiaj; w drugiej, będzie refutacya dzisiejszego systematu fizyki; w trzeciej, nowa fizyka samego autora, na nowym wsparta systemacie. — Oprócz Żochowskiego, znajdziesz ciekawe artykuły naszego dawnego profesora, Romualda Hube, w przedmiocie starożytności słowiańskich i dawnego prawa krajowego, oraz ks. Jucewicza[11]: „Rysy Żmudzi“, który doskonale schwycił fizyonomią tego ziemi zakątka, z jego klechdami, śpiewkami, obyczajami, zabobonami itd., i z jego malowniczą miejscowością»...
Co do Kraszewskiego, to Zieliński przepisawszy fantazyę Zawsze razem dodał: „Któż odmówi piękności temu ustępowi? Jest to prawdziwy język serca, język duszy cierpiącej. Zdaje się, że dzielimy uczucia poety, gdy nam językiem tak naiwnie szczerym i smutnym swoje cierpienia opowiada. Jednakże wielka jest prawda, że nie dosyć być poetą natchnionym; potrzeba mieć jeszcze moc wcielenia słowa, potrzeba znać poezyą — sztukę. Tego nadewszystko niedostaje Kraszewskiemu — nie mówię tu o powyższym wierszu, bo ten uważam jako najlepszy ze wszystkich jego poezyj — ale o innych jego próbach. Czytasz — podoba ci się, ale czujesz brak jakiś, jakiś niedostatek twórczej siły, niedostatek tego, co nas w poezyi porywa, zachwyca, unosi. I wiersz, — zdaje się nie będzie słaby, ale mu brakuje dźwięków, któreby aż do głębi naszej przemówiły duszy; jest w nim jakiś przesyt, zbytek wyrazów, które osłabiają, niszczą wrażenie, i myśl która nas z początku uderzy, przez omówienie, przez rozwinięcie jej dalsze, słabnie, wolnieje i cały efekt swój traci. Tak zaiste, Kraszewski jest tylko poetą prozy, czuje mocno, ale tych swoich uczuć nie umie językiem bogów wyśpiewać. I lutnia w jego ręku, nie jest w ręku biegłego mistrza, do którejby każdego tonu słuchaczów się dusza nastrajała, z którejby natchnienie, jak potok z gór spadający, rwało, niosło ze sobą uczucia całego tłumu, jak listki roślin rosnących na brzegu porywa potok i w głębią unosi. Ty uważałeś ten brak form wysłowienia się jako niedostatek natury, że niejeden może być poetą zamkniętym w sobie, który odebrawszy z rąk natury wyobraźnię bogatą, kipiącą, nie umie jej wydać językiem żyjącym, nie umie myśli, która w nim się wyrabia i trawi, materyalnymi przyodziać kształtami, nie umie jej wcielić, ani w słowo, ani w płótno, ani w marmur, ani w lutnię, — żyje i umiera niepoznany. To prawda. Ale mi się zdaje, że ta uwaga nie może się stosować do poezyj Kraszewskiego. Mnie się zdaje, że w nim z dwóch darów niebieskich tj. rozumu i imaginacyi, pierwszy wziął górę nad ostatnią, skrępował jej loty i najgorętsze uniesienia serca poddał pod skalpel zimnej analizy. Szczęśliwy poeta, u którego zimny rozum nie zabił ognistej imaginacyi!»
Ze wszystkich dzieł polskich, jakie doszły rąk jego, najwięcej stawiał Zieliński „Historyę literatury polskiej“ Michała Wiśniewskiego[12], której tom I-szy ukazał się r. 1840. Nazywał ją najlepszą rzeczą, jaką proza polska XIX-go wieku wydała; posyłał przyjaciołom odpisy z niej, charakteryzyjące pogląd autora na rozwój kilko wiekowy naszej oświaty, czynił nad nim uwagi z całem uznaniem niezmiernej erudycyi, bystrego zmysłu krytycznego i prześlicznego stylu.
W korespondencyi z Zygmuntem Komarnickim, który parę listów do niego po niemiecku napisał, chcąc zadość uczynić dawnemu zamiłowaniu Gustawa w poezyi niemieckiej, wypowiedział swe myśli o filozofii niemieckiej; a że Zygmunt pisał wówczas powieść historyczną p. t. „Branka“, więc Zieliński i o romansopisarstwie, zwłaszcza francuskiem, opinią swoją zaznaczył. Jeden z tych listów zasługuje na poznanie w całości, daje nam bowiem poznać, jak umysłowość Gustawa zajmowała się zagadnieniami filozoficznemi i jak wytwarzała poglądy ogólne.
«Z tego co mi donosisz o sobie, widzę, że ciągle pracą zajęty umysłową, gdy z jednej strony chcesz próbki własnego pióra w kształcie romansu udzielić światu czytającemu, z drugiej zapuszczasz się w dzieła głębokich i śmiałych myślicieli, jak: Puffendorfa[13], Lengnicha[14], a mianowicie Fichtego[15], — Fichtego, który tworząc system własny idealizmu, starał się wyprowadzić wszelką umiejętność i wszelką prawdę z jednej zasady: Ja; który przystępując do nauki subjektywów Kanta, zrobił z tej zasady Ja działalność niezawisłą, także objekt tworzącą, to, co właściwie mówiąc, zniszczyło realność objektów. Lecz nie zapuszczając się głęboko w rozbiór filozofii Fichtego, którego głębokość podziwiam, lubo może nie wszystkie jego zasady podzielam, gdy wyczytuję, a właściwie dochodzę z twego listu, że więcej oddany literaturze niemieckiej, zaniedbujesz francuską, która w ostatnich latach tak wielkie zrobiła postępy, pozwól, że chciałbym ci w tym względzie niektóre uczynić uwagi, a mianowicie dać ci rys krótki i porównanie najnowszej niemieckiej i francuskiej literatury, nadewszystko zaś pod względem poezyi, filozofii i historyi.
«Jeżeli przyjemną jest rzeczą, nawet dla za uralskiego dostrzegacza, poglądać na tę piękną krainę Niemiec, tak wysoko dziś stojącą pod względem przemysłowym, gdzie się wznoszą fabryki, mnożą statki parowe, gdzie koleje żelazne przerzynając całe to państwo w rozmaitych kierunkach, mają łączyć brzegi bałtyckie z adryatyckimi, a morza Niemieckiego przez Dunaj z Pontu Euxinu brzegami; jeżeli, powiadam, z jednej strony przyjemny jest ten ruch i ciągły postęp wyobrażeń ekonomicznych, z drugiej — smutnym być musi widok, jaki nam stawia dzisiejsza literatura niemiecka. Nie zapuszczając się do owych mgłą czasu przyćmionych wieków, gdzie echo starożytnej Germanii brzmiało w pieśniach śpiewaków Minny i zlewało się później w zbiorach pieśni meistersängerów; nie zastanawiając się i nad owym wiekiem, w którym reformacya Lutra nadała zupełnie nowy wyobrażeniom kierunek — widzimy jednak z radością, począwszy od najpierwszych Ottfrieda[16] biblijnych poematów, aż do autora „Wallensteina“[17], ciągły, chociaż powolny, choć wielu wstrząśnieniami złamany lub wstrzymany postęp i rozwijanie się tej literatury, która nareszcie wydała Kanta[18], Fichtego, Schellinga[19], Herdera[20], Schillera, Goethego, Lessinga, Schleglów, Winkelmanna[21], Jana Müllera[22], Heerena[23] i tylu innych, z których każdy pokazał się być mistrzem w swojej nauce. Dziś więc kiedy widzimy, że te świetne meteory niemieckiego nieba w mrok przeszłości zachodząc, nie zostawiają innych, któreby swymi promieńmi blask ich dawny zastąpiły — dziś więc, gdy ani słyszymy owych pieśni, któremi nas muza Goethego i Schillera zachwycała, gdy nie widzimy owych olbrzymich postaci, które Jan Müller wskrzeszał po górach Helwecyi, gdy i w krainie rozumu, częściej niż prawdę, znajdujemy błędy i rozdroża — dziś więc, koniecznie zapytać się musiemy, co jest przyczyną tego upadku niemieckiej literatury? Zdaje się, że filozofia tak nazwana niemiecka, porywając umysły w wyższe sfery, stała się tego najważniejszą przyczyną. Cały naród zasmakowawszy w tym eklektyzmie filozoficznym, chciał się wedrzeć tam, gdzie Kant chwytał promienne, lecz jeszcze nierozmotane idee. Natychmiast roje powstały naśladowców; każdy chciał wznosić nowe coraz systemata, każdy myślał nad tem tylko, jak tworzyć dziwne i coraz dziwniejsze i ciemniejsze formułki. Wszyscy, rzuceni w ten labirynt wyobrażeń transcendendalnych, nieopatrzeni nitką Aryadny, któraby ich z zamętu wyprowadzić mogła, albo zamiast rozwidnienia w grubsze wpadli ciemności, albo wpośród nich błądząc, zamiast naprowadzenia innych na drogę prawdy, sami wpadli w to, co nazywamy aberratio rationis.[24] — Jeżeli więc weźmiemy najnowsze czasy literatury niemieckiej, czasy, w których nie już plejady, ale miryady jawiły się poetów i pisarzy, gdy rzucim okiem na poezyą niemiecką, dostrzeżeni zupełny upadek. Harmonia bez myśli, lub kilka myśli bardzo pospolitych bez żadnej harmonii, frazeologia prawie zużywana (!), stanowi charakter większej części poezyj lirycznych; a dramata Grillparzera[25], Müllnera[26], Uhlanda[27], Wernera[28], Raupacha[29], Houwalda[30] i innych — najlepszym dowodem upadku sztuki, odrodzenia[31] smaku i zastosowania do poezyi tych teoryj mistycznych, którym tak nazwana filozofia niemiecka nadała początek. — A jeśli weźmiemy krytykę, ów kamień probierczy każdej literatury, na której czele ukazuje się Lessing, największy krytyk swojego wieku, a za nim Herder, [[Autor:Christoph Martin Wieland|Wieland]], bracia Schleglowie, pod których kierunkiem tak wysokiego dosięgła stopnia; jeśli ocenim głębokość ich myśli i sądu, w tylu dziennikach zostawioną uczonych, jak „Listy o literaturze“, „Lasy krytyczne“, „Merkury niemiecki“, „Athenaeum“, a nareszcie „Freimüthige“, i spojrzym teraz na złośliwe recenzye dzisiejszych gazeciarzy, którzy piórem w żółci maczanem więcej krytykują osobę aniżeli przedmioty, puszczając się tylko na jałowe zareiki[32] (?), albo bardzo suche obserwacye, — z żalem wyznać musimy, że literaturę niemiecką, którą dotąd w olbrzymich tylko kształtach przywykliśmy podziwiać, dziś już w odrodzonych kartach zmuszeni jesteśmy oglądać. Zresztą, czy weźmiemy najnowszą historyą, ów szkielet pedantyzmu i suchej gadaniny, czy filozofią z racyonalizmem Bouterweka[33] lub sceptycyzmem warunkowym Plattnera[34] i Schultza[35], wszędzie dostrzeżemy ślady odrodzenia (?) ciągłego zstępowania i upadku.
«Tak więc, gdy literatura niemiecka spadając coraz z szczebla, na który się wdarła z początkiem naszego wieku, i tracąc co chwila swych prozelitów i wielbicieli, przedstawia nam jako swoje non plus ultra wiek Amelii księżnej weimarskiej, za który już żaden z pisarzy wychylić się nie ośmielił, zwróćmy teraz oko na literaturę francuską. Wprawdzie nikt nie zaprzeczy, aby literatura niemiecka nie stanęła na wysokim doskonałości stopniu; jednakże gdy lata i wypadki płyną, a ona nie tylko że nie czyni naprzód postępu, ale przeciwnie przedstawia nam ciągłe cofanie się, upadek, musimy ją uważać jako przeszłość cudownie piękną, podobną literaturze starej Hellady lub Rzymu, z której duch i życie tych zgasłych poznajemy narodów. Dziś bowiem, gdy świat zupełnie jest niepodobnym do tego, jakim był przed laty 40-tu, gdy w życiu narodów każda chwila staje się rokiem a każdy dzień wiekiem, literatura powinna tak rączo się posuwać, jak rączo następują po sobie wypadki, aby mogła ciągle i zawsze równoważyć się z postępem, i potrzebami czasu i narodu. Zwróciwszy więc uwagę na literaturę francuską, w niej dostrzedz możemy to ciągłe rozwijanie się wyobrażeń, i czy to weźmiemy wiek Ludwika XIV-go czy XV-go czy Rzeczypospolitej, czy Cesarstwa, czy Restauracyi, czy wstąpienia na tron linii Orleanów, widzimy w całem świetle charakter kraju odbity w literaturze każdej epoki, a nadewszystko ciągły postęp i ciągłe jej się rozprzestrzenianie. Pomijając literaturę dawniejszych epok, weźmy najnowszą:
«Jeżeli rzucim wzrok na ten ogrom nieprzeliczony, na ten chaos, że tak nazwę, poematów i romansów, które od lat kilku rozlewając się z wielkiego źródła, z Paryża, zalały prawie całą Europę, z początku koniecznie uderzeni być musimy dziwnym charakterem, jakim te wszystkie dzieła są nacechowane. Niemasz, zdaje się, zbrodni ni szkarady, któreby w kształcie romansu lub dramatu przedstawione nie zostały, i mimo wszelkich ozdób stylu i błyskotek dowcipu, uczuwszy w sobie jakąś czczość i niesmak, nieraz mimowolnie spytać się musimy: jaki cel obrał sobie autor, przedstawiając tak poczwarne malowidła i czy to ma być duch dzisiejszej poezyi francuskiej? — lecz zastanowiwszy się pilniej, uważać powinniśmy tę epokę za epokę przejścia i przesilenia: jest to otrząśnienie się prawie konwulsyjne z pod suchych prawideł Boilów[36] i Laharpów[37], jest to pierwszy pęd rumaka, który zerwał zapory i wędzidła. Już tu, widzimy zarody poezyi narodowej francuskiej, i lubo dziś z ustępów tylko o niej sądzić możemy, ustępy te rozrzucone w dziełach tylu znakomitych autorów, ciągłym nacechowane postępem, podobne są do jutrzenki, która blask wschodzącego słońca zapowiada. I czy to weźmiem religijne poemata Chateaubrianda, czy bogate w obrazy i mistrzowskie sceny, dramata i romanse W. Hugo[38], czy humorystyczne marzenia Janina[39], czy okropne morskie wypadki posępnego Sue[40], czy charaktery pełne mocy i ognia pojedyńczych bohaterów i całych mas ludu Fr. Soulié[41], czy pełne wdzięku domowego pożycia obrazy, gdzie Balzac[42] z taką głęboką znajomością ludzi, rozwinął najdelikatniejsze serca ludzkiego uczucia, czy nareszcie przeszłość historyczną, wywołaną na jaw w romansach Pawła Lacroix[43], de Vigny[44], Aleksandra Dumasa[45] — wszędzie ujrzymy hojnie rozrzucone kwiaty nowych myśli, i nowej poezyi, na bogatem tle literatury francuskiej.
«A jeżeli zwrócim uwagę na dzieje i dziejów pisarzy, to ujrzym we Francyi dwie szkoły: jedną opisową, drugą rozumową i systematyczną; pierwsza, która stara się oddawać wypadki spółczesne, opowiadając fakta takimi, jakimi je znajduje; druga, która je grupuje, aby z nich wyprowadzić wnioski i dobyć idee ogólne. Wzorem dzieł szkoły opisowej winniśmy uważać „Historyą książąt burgundzkich“ p. Barante[46], która jest jako ciąg obrazów ciągle pełnych i wykończonych najdramatyczniejszej epoki; do szkoły rozumno-systematycznej prace p. Guizot’a[47] policzyć należy. P. Thierry[48] w dziele: „Zdobycie Anglii przez Normandów“ zamierzył systema szkół obu w jedno połączyć, co także osiągnął i p. Capefigue[49] w swej „Historyi Filipa Augusta“. Tu widzimy pędzlem Walter Scotta[50] skreślony duch wieku i charakter osób działających: to zamki dawnych hrabiów lub baronów z całym ich systematem feudalnym, to ludu masy ożywione słowem wiary, ciągnące na odzyskanie Ziemi Świętej lub wytępienie Albigensów, to kolosalne rysy Barbarosy i Ryszarda Lwie-serce, to bitwy bez końca, to wesołe turnieje, to politykę książąt uginających się pod gromami Rzymu, to znowu cząstkowe gmin oswobodzenie się, to nareszcie minstrady, pieśni truwerów i trubadurów, i cały poetyczny obraz wiary i obyczajów wieku, którego reprezentantem jest Filip August. Słowem, czytając te dzieje, zdaje nam się, że na tle zamierzchłem średnich wieków widzimy wywołane czarnoksięską laską Merlina, olbrzymie feudalnego rycerstwa postaci, co jak obrazy magicznej latarni w chronologicznem następstwie, i z całemi wyobrażeniami i pojęciami swego wieku, przesuwają się przed naszemi oczyma.
«A jeśli weźmiemy najnowsze odkrycia pod względem filozofii, zrobione przez Grzegorza Cuvier[51], nie powinniśmyż podziwiać, i trudów jego i głębokich pomysłów, który, chociaż nie wybiegał nad granice zmysłom naszym zakreślone, ale zato wdarł się do najskrytszych tajników natury, objaśnił jej prawa i wytłomaczył fenomena, a wskrzeszając z tylowiecznego uśpienia skamieniałe szczątki mamutów, odsłonił i objaśnił błędy, zniszczył hipotezy wielkoludów, przejrzał ciemności krajów i dziejów przedpotopowych, i z zmarszczek ziemi jej lata policzył.
«W tem porównaniu literatur dwóch najoświeceńszych na ziemi narodów, zamiarem moim było okazać: że gdy literatura francuska ciągle rozszerza widnokrąg swej władzy i ciągle naprzód postępuje, niemiecka przeciwnie ścieśnia się i upada, a stąd mi się ten naturalny nastręczył wniosek, że jeżeli znać przeszłość konieczną jest potrzebą, bo z niej dla przyszłości możemy wydobyć prawidła, to tem więcej teraźniejszość. Świat ciągle naprzód postępuje i my z nim postępować winniśmy, a zatrzymanie się chwilowe w tym biegu lub jedno cofnięcie w tył kroku, może nas o cały wiek spóźnić w postępie cywilizacyi».
Z odpowiedzi na ten list, który przybrał formę rozprawy, dowiadujemy się, że i Komarnickiemu nie była obcą najnowsza literatura francuska, że rozczytywał się w ówczesnych powieściach i wyrabiał sobie z nich sąd samodzielny. Pisał on też między innemi (27 sierpnia 1838 r.): „Winieniem zwrócić twoją uwagę na zawód znajomych tobie nowych pisarzy. Znasz pewnie „romanse langwedockie“ Fryderyka Soulié, znasz jego „Sathaniel“, prawdziwą córkę szatana. Pisarz, żyjący ciągle jestestwem swojej Tuluzy, w pierwszych: sięga wychodu Gallów jeszcze przed Chrystusem, zstępując zwolna do epoki pierwszego chrześcijaństwa swojej krainy; w drugiej: króla Wizygotów Teodoryka II-go, uczynił bohaterem powieści... Między romansistami nowej szkoły francuskiej, wyznam otwarcie, Fryderyk Soulié ma największego we mnie zwolennika. Nie odrzucam Balzaka; ale mi braknie owej cudownej laski (La canne de Balzac, par Mad. Emile de Girardin[52]) do przejęcia się nim całym; darmo się radzę Maturin’a[53][54] i błądzę z nieprzeżytym jego „Melmothem“, chcąc zasmakować w „le Centenaire“ pomienionego pisarza. Nad innymi się nie rozwodzę. Po Souliem, wielu mam jeszcze upodobanych. Naczytałem się ich w ciągu dwojga lat minionych do syta, i teraz mam jeszcze zręczność abonowania i czytania“.
Komarnicki stanął w obronie literatury niemieckiej, sądząc, że kilkoma zdaniami zbije niepochlebną o niej opinię; ale Zieliński jakkolwiek przyznawał, iż głębsze zastanowienie nad rzeczą może sprowadzić zmianę w jego poglądach, trwał jednak przy wypowiedzianych myślach i starał się je wmocnić powołaniem się na głównego krytyka wśród młodych Niemców — Mentzla[55], autora dzieła: „Die deutsche Litteratur“. „Mentzel pierwszy — powiada Zieliński — pokazał mi istotne piękności i wady tej literatury; Niemiec bezstronny, głęboko znający swój naród i własną literaturę, nieuprzedzony kaprysami mody lub chwilowych uprzedzeń, z gruntownością jednym Niemcom właściwą, przebiega krytycznie wszystkie odnogi umiejętności i ich pisarzy. Nie przeczę, że tak rozmaite oceniając żywioły, można się nieraz pomylić, bo aby tylu rozbieżnych źródeł wyczerpnąć wody, mało jest jednego życia człowieka. Lecz w dziele tem są ustępy lepiej wypracowane, a do takich liczę artykuły, w których mówi o historyi, filozofii i poezyi niemieckiej. Trudno, abym się rozszerzał nad tem dziełem, bo ani moje siły, ani zakres pisma po temu, lecz powiem ci szczerze, że tem, co wyrzekł o Müllerze, Heglu i Goethem, wszystkie moje pojęcia o tych wielkich mistrzach obalił. Chciałem to sprawdzić w źródłach, przeczytałem prawie wszystkie dramata Goethego i niestety, aż nadto się o prawdziwości jego uwag przekonałem. Nie sądź z tego, com wyrzekł o Goethem, abym nie był dla tego mistrza z prawdziwem uwielbieniem; lecz oddzielając dobre od złego, jeśli podziwiam jego arcydzieła, tem srożej sądzę „Stellę“, „Clavijo“, itp. Przytem, ten przeciw niemu mam zarzut najważniejszy, że kto wie, czy on nie jest jedną z przyczyn dzisiejszego upadku niemieckiej literatury, bo upoetyzował tę zniewieściałość umysłową, do której tak pochopnie rzucili się jego spółrodacy. Jeśliś czytał lub zdarzy ci się czytać dzieło Mentzla, napisz mi swoje zdanie, bo podług mnie, autorowi temu jedno z pierwszych miejsc się należy w tym zawodzie, w którym Lessing i Schleglowie, tak znakomicie się wsławili“. Co do Fryderyka Soulié, którego Zygmunt cenił tak wysoko, Zieliński wyznawał, że romansów wspominanych przez przyjaciela nie czytał, przyczem dodawał: „Znam wprawdzie jego romanse, także z historyi langwedockiej wyjęte, ale z późniejszej epoki, bo z końca XII-go i początku XIII-go wieku, z owych czasów, kiedy zapał pobożny uzbroił całą północną Francyą przeciw Albigensom. W tych romansach, sam autor w przypiskach zdaje sprawę z długiej pracy, którą przy wertowaniu miejscowych kronik podejmował. Nie można zaprzeczyć ani talentu, ani poetycznej wartości, dziełom Souliégo; jednakże w tym wyszukanym zbiorze okropności, widać silenie się autora na coraz dziksze i straszniejsze obrazy, które przyprowadzają do tego, że straciwszy granice rzeczywistości, przestają interesować czytelnika. Cóż może być niesmaczniejszego, jak charakter Alberta de Brissac, bohatera romansu „Le comte de Toulouse“? A jednakże z tych samych materyałów, z których ten romans złożony, możnaby było mojem zdaniem, coś nierównie piękniejszego utworzyć. W dzisiejszym wieku, gdzie romans tak ważne zajął stanowisko na kartach literatury, widzimy na jak liczne rozdziela się odnogi, stosownie do form i odcieni, które przyjął na siebie. Podług mnie, romanse Souliégo należą do tej szkoły, na której często pana de Radcliff i Maturina postawić należy, z tym jednak dodatkiem, że pokost historyczny, którym Soulie powlókł swoje, tak jest piękny, tak urozmaicony, tak jaskrawy, jak sama Langwedocya. Bo co też to za kraj śliczny ta Langwedocya, ten pomost, po którym tylu przechodziło zdobywców i zwycięzców!... Ileż doznał kraj ten zmian, wstrząśnień, rewolucyj i wojen domowych, nim się wcielił, nim zlał się, nim się zamalgamował z dzisiejszą Francyą. A jeśli dodasz do tego pomniki, jakie różnymi czasy różne tu ludy wycisnęły: owe łuki tryumfalne, wodociągi, amfiteatra — resztki kolosalne olbrzymiego Rzymu; owe zamczyska i wieżyce na wierzchołku skał uczepione — gniazda sępów i feudalnych baronów; owe katedry, z różnobarwnemi szybami, z sklepieniami nieskończonej wysokości, z wieżami ostrzem obłoków sięgającemi, zaczernione, mistyczne, potężne, wspaniałe, boskie, prawdziwe symbole średnich wieków i chrześcijaństwa. Dodaj do tego: szum wód Durance’y i Rodanu, pieśni truwerów i trubadurów, cień gajów cyprysowych i oliwnych, grobowce Laury i Petrarki[56], niebo pogodne i ziemię opromienioną światłem południowego słońca, i huk bałwanów Śródziemnego morza, rozbijających się o skaliste Prowancyi wybrzeża, — oto będziesz miał Langwedocyą, i dziw się, dlaczego romanse Souliégo tak są poczytnemi.“ — Dalszej wymiany zdań o literaturze pomiędzy Gustawem a Zygmuntem nie posiadamy — to, co w tej mierze Zieliński pisał do innych znacznie mniejszą ma doniosłość.




  1. Przypis własny Wikiźródeł Dziennik ministeryum oświecenia czy właściwie Czasopismo Ministerstwa Oświecenia Publicznego (ros. Журнал Министерства народного просвещения) – czasopismo naukowe Ministerstwa Oświecenia Publicznego wydawane w latach 1834-1917 w Petersburgu (wcześniej i później publikowano je pod innymi nazwami).
  2. Przypis własny Wikiźródeł Journal de Francfort – francuskojęzyczne pismo wydawane w latach 1794-1810 oraz 1814-1866.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Tygodnik Petersburski – pismo polityczno-literackie wychodzące w Petersburgu w latach 1830-1858.
  4. Przypis własny Wikiźródeł Ignacy Orpiszewski (1811-1881) – brat Ludwika, męża Marii Wodzińskiej.
  5. Przypis własny Wikiźródeł Józef Emanuel Przecławski (1799-1879) jeden z pomysłodawców Tygodnika Petersburskiego, pisarz i tłumacz.
  6. Przypis własny Wikiźródeł Gotthold Ephraim Lessing (1729-1781) – niemiecki estetyk, dramaturg, pisarz, krytyk i teoretyk literacki.
  7. Przypis własny Wikiźródeł August Wilhelm (1767-1845) oraz Friedrich (1772-1829) Schleglowie – niemieccy pisarze, językoznawcy, filozofowie romantyczni.
  8. To znaczy: Józef Emanuel, herbu Gozdawa — Przecławski.
  9. Była tu umyślna mistyfikacya, jak się Zieliński już domyślał.
  10. Przypis własny Wikiźródeł Józef Żochowski (1801-1851) – polski prawnik, nauczyciel przedmiotów technicznych i wynalazca, przez kilka lat należał do zakonu pijarów.
  11. Przypis własny Wikiźródeł Ludwik Adam Jucewicz (1813-1846) – żmudzki szlachcic, ksiądz, pisarz, etnograf, historyk i folklorysta.
  12. Przypis własny Wikiźródeł Michał Wiszniewski (1794-1865) – polski filozof, psycholog oraz historyk literatury.
  13. Przypis własny Wikiźródeł Samuel von Pufendorf (1632-1694) – niemiecki teoretyk prawa i historyk.
  14. Przypis własny Wikiźródeł Gotfryd Lengnich (1689-1774) – gdański historyk, prawnik i syndyk miejski.
  15. Przypis własny Wikiźródeł Johann Gottlieb Fichte (1762-1814) – niemiecki filozof.
  16. Przypis własny Wikiźródeł Otfried von Weißenburg (ok. 800-870) – pierwszy znany z nazwiska pisarz posługujący się językiem staro-wysoko-niemieckim, autor epopei biblijnej Liber evangeliorum.
  17. Przypis własny Wikiźródeł Mowa o Friedrichu Schillerze (1759-1805), który jest autorem trylogii dramatycznej Wallenstein.
  18. Przypis własny Wikiźródeł Immanuel Kant (1724-1804) – niemiecki filozof oświeceniowy.
  19. Przypis własny Wikiźródeł Friedrich Wilhelm Joseph von Schelling (1775-1854) – niemiecki filozof romantyczny.
  20. Przypis własny Wikiźródeł Johann Gottfried Herder (1744-1803) – niemiecki filozof, pastor i pisarz.
  21. Przypis własny Wikiźródeł Johann Joachim Winckelmann (1717-1768) – niemiecki historyk sztuki i archeolog.
  22. Przypis własny Wikiźródeł Johannes von Müller (1752-1809) – szwajcarski historyk.
  23. Przypis własny Wikiźródeł Arnold Hermann Ludwig Heeren (1760-1842) – niemiecki historyk.
  24. Zboczenie umysłowe.
  25. Przypis własny Wikiźródeł Franz Grillparzer (1791-1872) – austriacki dramatopisarz i prozaik.
  26. Przypis własny Wikiźródeł Adolf Müllner (1774-1829) – niemiecki krytyk i poeta dramatyczy.
  27. Przypis własny Wikiźródeł Ludwig Uhland (1787-1862) – niemiecki poeta, literaturoznawca, prawnik i polityk.
  28. Przypis własny Wikiźródeł Zacharias Werner (1768-1823) – niemiecki poeta i dramatopisarz romantyczny, katolicki duchowny.
  29. Przypis własny Wikiźródeł Ernst Raupach (1784-1852) – niemiecki dramatopisarz.
  30. Przypis własny Wikiźródeł Christoph Ernst von Houwald (1778-1845) – niemiecki dramatopisarz.
  31. Zapewne znaczy to: zwyrodnienia.
  32. Przypis własny Wikiźródeł Prawdopodobnie chodzi o żarciki.
  33. Przypis własny Wikiźródeł Friedrich Bouterwek (1766-1828) – niemiecki filozof i krytyk.
  34. Przypis własny Wikiźródeł Ernst Platner (1744-1818) – niemiecki antropolog i filozof.
  35. Przypis własny Wikiźródeł Gottlob Ernst Schulze (1761-1833) – niemiecki filozof.
  36. Przypis własny Wikiźródeł Nicolas Boileau (1636-1711) – francuski poeta i krytyk literacki, autor poematu Sztuka poetycka.
  37. Przypis własny Wikiźródeł Jean-François de La Harpe (1739-1803) – francuski dramaturg, dziennikarz i krytyk literacki, autor 18-tomowego Le Lycée, ou cours de littérature.
  38. Przypis własny Wikiźródeł Victor Hugo (1803-1885) – francuski pisarz, poeta, dramaturg i polityk.
  39. Przypis własny Wikiźródeł Jules Janin (1803-1874) – francuski pisarz i krytyk dramatyczny.
  40. Przypis własny Wikiźródeł Eugène Sue (1804-1957) – pisarz francuski, twórca powieści odcinkowej.
  41. Przypis własny Wikiźródeł Frédéric Soulié (1800-1847) – francuski powieścio- i dramatopisarz.
  42. Przypis własny Wikiźródeł Honoré de Balzac (1799-1850) – powieściopisarz francuski, autor cyklu powieściowego Komedia ludzka.
  43. Przypis własny Wikiźródeł Paul Lacroix (1806-1884) – francuski pisarz i dziennikarz.
  44. Przypis własny Wikiźródeł Alfred de Vigny (1797-1863) – francuski poeta, dramaturg i powieściopisarz.
  45. Przypis własny Wikiźródeł Alexandre Dumas, ojciec (1802-1870) – francuski pisarz i dramaturg.
  46. Przypis własny Wikiźródeł Prosper Brugière, baron de Barante (1782-1866) – francuski polityk i historyk.
  47. Przypis własny Wikiźródeł François Guizot (1787-1874) – francuski historyk i polityk.
  48. Przypis własny Wikiźródeł Jacques Augustin Thierry (1795-1856) – francuski historyk.
  49. Przypis własny Wikiźródeł Jean-Baptiste Capefigue (1801-1872) – francuski historyk i biograf.
  50. Przypis własny Wikiźródeł Walter Scott (1771-1832) − szkocki adwokat, powieściopisarz i poeta.
  51. Przypis własny Wikiźródeł Georges Cuvier (1769-1832) – francuski zoolog, twórca paleontologii.
  52. Przypis własny Wikiźródeł Delphine de Girardin (1804-1855) – francuska powieścio- i dramatopisarka.
  53. Maturin Robert romansopisarz angielski, lubujący się w obrazach okropnych i nadzwyczajnych, napisał między innemi „Melmotha“, gdzie zmarły pustelnik jednoczy bohaterkę związkiem małżeńskim z upiorem sługi zamordowanego.
  54. Przypis własny Wikiźródeł Charles Maturin (1782-1824) – irlandzki duchowny protestancki, autor powieści i dramatów gotyckich.
  55. Przypis własny Wikiźródeł Wolfgang Menzel (1798-1873) – niemiecki poeta, krytyk i historyk literatury.
  56. Przypis własny Wikiźródeł Francesco Petrarca (1304-1374) – poeta italski, franciszkanin.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Chmielowski.