Sejm galicyjski

<<< Dane tekstu >>>
Autor Emil Haecker
Tytuł Sejm galicyjski
Pochodzenie Trybuna (1906) nr 3
Redaktor Tadeusz Bobrowski
Data wydania 1 grudnia 1906
Wydawnictwo Tadeusz Bobrowski
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały numer
Pobierz jako: Pobierz Cały numer jako ePub Pobierz Cały numer jako PDF Pobierz Cały numer jako MOBI
Indeks stron

EMIL HAECKER.
Sejm galicyjski.

Wybór uzupełniający do sejmu z miasta Krakowa!
— Czemu Daszyński nie kandyduje? W chwili, kiedy reforma wyborcza ma znaleźć się na porządku dziennym sejmu, powinien tam wejść Daszyński. To wszyscy czują! Czemuż nie kandyduje?
Takie głosy dochodziły nas z różnych strom przed wyborami 7 listopada. Ale pochodziły one od ludzi, u których życzenie łatwo rodzi nadzieję, którzy przez okulary swoich pragnień w różowej barwie widzą rzeczywistość. Po dokonanym wyborze doszli zapewnie i ci optymiści do przekonania, że dopóki istnieje obecna ordynacya wyborcza sejmowa, kandydat socyalistyczny nie ma żadnych szans.
Przyczyna tego tkwi w jawności wyborów. Że prawo wyborcze do sejmu przywiązane jest do cenzusu podatkowego, to samo przez się jeszcze nie uniemożliwiłoby wyboru socyalisty w takiem mieście jak Kraków, gdzie i wśród wyborców uprzywilejowanych, t. j. płacących podatek bezpośredni w wymaganej wysokości, znalazłaby się niewątpliwie większość dla kandydata socyalistycznego. Ale jawność aktu głosowania wyklucza zupełnie tę możliwość.
Bo proszę sobie konkretnie wyobrazić jawne głosowanie. Wyborca musi osobiście stanąć w obliczu komisyi wyborczej, mianowanej przez władze (przy wszelkich innych wyborach, n. p. przy wyborze do centralnego parlamentu członkowie komisyj wyborczych wybierani są przez wyborców, a tylko autonomiczny sejm galicyjski nie dał wyborcom tej autonomii, lecz przelał tę funkcyę w ręce komisarzy rządowych!) i tej komisyi głośno powiedzieć, na kogo głosuje. Komisya zapisuje do protokołu, kto na kogo głosował i jeszcze po dziesięciu czy dwudziestu latach można będzie z aktów wyborczych sprawdzić, na jakiego kandydata dany wyborca głos swój oddał. Proszę sobie teraz wyobrazić urzędnika, któryby chciał głosować na kandydata innego, niż ten, którego zaleciła władza przełożona; proszę sobie wyobrazić właściciela domu, mającego ochotę głosować opozycyjnie, gdy w komisyi wyborczej, albo obok komisyi siedzi... urzędnik podatkowy. Proszę sobie wyobrazić wyborcę, mającego w Krakowie jakiekolwiek interesy, oparte na kredycie, któryby się odważył w dniu 7 listopada b. r. głosować jawnie na kandydata opozycyjnego, skoro kandydatem stańczykowskim był dyrektor potężnej instytucyi kredytowej: Miejskiej Kasy Oszczędności; jeżeli ów wyborca zadłużony jest w tej kasie i przyjdzie sprawa prolongaty, jeżeli nawet nie jest tam zadłużony, ale spodziewa się, że jutro lub za rok lub może za pięć lat będzie w tej kasie potrzebował kredytu — a uprzytomni sobie, że komisya wyborcza zapisze, na kogo głosował i że za rok, za pięć i za dziesięć lat będzie to można z aktów urzędowych skonstatować, to wyborcy takiemu pozostają dwie drogi: albo głosować na kandydata stańczykowskiego, albo wcale nie głosować.
Tem tłómaczy się zjawisko, że w dniu 7 ub. m. z pośród 8,723 uprawnionych do głosowania wyborców głosowało zaledwie 4.206, a wstrzymało się od głosowania 4.517, t. j. więcej, niż połowa. A jeżeli się jeszcze zważy, że pomiędzy oddanymi głosami było blisko 2.000 »pełnomocnictw« (o których niżej pomówimy), to w rzeczywistości głosowała tylko jedna trzecia część wyborców. Dwie trzecie teroryzm kliki rządzącej odpędził od »urny«, jak się zwykle mówi, chociaż przy wyborach do sejmu galicyjskiego żadnej urny niema, bo głosuje się nie kartkami, lecz ustnie...
Z »pełnomocnictwami«, o których wspomnieliśmy wyżej, rzecz się ma następująco. Każdy dom ma prawo głosu bez względu na to, czy ma jednego właściciela, czy kilku, czy właściciel jest małoletni, lub pod kuratelą; jeden dom — jeden głos. Dom głosuje przez pełnomocnika, a pełnomocnictwo wystawiają współwłaściciele, względnie zarządca masy spadkowej małoletnich właścicieli lub kurator. Nic łatwiejszego dla »hyen wyborczych« wpływowego kandydata (n. p. dyrektora kasy oszczędności, w której hipoteka danego domu jest obciążona długiem), jak wymusić takie pełnomocnictwo.
Podobnie kobiety opłacające podatek, nauczycielki, urzędniczki pocztowe itp. mają prawo wyborcze do sejmu, ale nie wolno im go wykonywać osobiście, lecz tylko przez pełnomocnika. Oto znowu żniwo dla »hyen wyborczych«. Wyborca bowiem płci męskiej, który musi głosować osobiście, a nie przez pełnomocnika, może w najgorszym razie wstrzymanie się od wyboru usprawiedliwić chorobą, nagłym wypadkiem itp., jeżeliby go o to interpelował ktoś, od kogo jest zależnym. Kobieta zaś, której nie wolno osobiście głosować, nie może odmówić hyenie podpisania pełnomocnictwa pod żadnym pozorem; musiałaby chyba zdradzić swe przekonania polityczne i narazić się potentatom, od których jest zależna.
Nic dziwnego, że w takich warunkach w dniu 7 listopada kandydat stańczykowski został wybranym w Krakowie, otrzymawszy 2399 głosów, podczas gdy kandydat demokratyczny (którego opozycyjność nawet nie bardzo jest czerwona, skoro jest to c. k. dyrektor państwowej szkoły średniej) otrzymał zaledwie 1.807 głosów.
W tym samym Krakowie, w tej samej kuryi, ale w tajnem głosowaniu, wybrani zostali do parlamentu kandydaci demokratyczni...
Jaka ordynacya wyborcza — tacy posłowie!
Do sejmu galicyjskiego są wybory jawne. Ani do parlamentu centralnego, ani do żadnego innego sejmu krajowego w Austryi nie wybiera się jawnie — tylko do sejmu galicyjskiego. A trzeba pamiętać o tem, że każdy sejm krajowy, sam sobie swoją ordynacyę wyborczą uchwala...
Wybory do sejmu galicyjskiego odbywają się w czterech kuryach. Kurya wielkiej posiadłości ziemskiej wybiera 44 posłów, izby handlowe 3, kurya miejska 28, kurya chłopska 74. Nadto zasiada w sejmie 12 ludzi, których nikt nie wybrał, czyli t. zw. »wirylistów« a mianowicie 3 arcybiskupów, 5 biskupów, 2 rektorów uniwersytetów, rektor politechniki i prezes akademii umiejętności. Natomiast robotnicy prawa wyborczego wcale nie posiadają.
We wszystkich kuryach głosowanie jest jawne, a w kuryi chłopskiej jeszcze nadto i pośrednie, przyczem naturalnie prawybory dają jeszcze jedno pole do oszustw wyborczych i korupcyi.
Z tej ordynacyi wyborczej można już sobie wyrobić pojęcie o składzie sejmu galicyjskiego. Dla ściślejszej intormacyi dodamy jednakowoż, że na 161 członków tego sejmu jest obecnie 92 szlachciców, a mianowicie 5 książąt, 18 hrabiów, 1 baron i 68 zwyklej szlachty.
W tem, co dotąd powiedzieliśmy, znajduje dostateczne wytłómaczenie reakcyjny charakter sejmu galicyjskiego, na wskroś wrogiego interesom 7 milionów ludności chłopskiej, mieszczańskiej i robotniczej, a broniącego zaciekle interesów paru tysięcy rodzin obszarniczych[1].
Wszelkie wnioski, dotyczące rozszerzenia i reformy sejmowego prawa wyborczego, natrafiały na zacięty opór ze strony szlacheckiej większości sejmowej.
I niechaj teraz — po zastanowieniu się nad przytoczonymi tu faktami — ktokolwiek powie, że rozszerzenie autonomii tego sejmu ma być dogmatem patryotyzmu polskiego, jak to głoszą narodowi demokraci. Każdy zrozumie, że byłoby to tylko rozszerzeniem autonomii kliki szlacheckiej, a pogrążeniem w gorszą niż dziś niewolę ludu, któremu rząd centralny i parlament centralny dały większe prawa, niż sejm »polski«.
Ze stanowiska narodowego można uznać za racyonalne jedynie żądanie polskiej partyi socyalno-demokratycznej Galicyi i Śląska, żądanie, stosownie do którego trzeba wprzód zaprowadzić powszechne, równe, bezpośrednie i tajne prawo wyborcze do sejmu, a potem dopiero można mówić o rozszerzeniu autonomii tegoż sejmu.
A przytem jeszcze i druga kwestya nie pozwala na zalatwienie kwestyi autonomii w duchu narodowo-demokratycznym. Mianowicie w Galicyi obok Polaków są jeszcze i Rusini, tak jak na Śląsku austryackim są obok Polaków Niemcy i Czesi. Na przykładzie Śląska zrozumiemy rzecz najlepiej. Otóż śląska ludność polska — gdyby autonomia sejmów została rozszerzona — byłaby zdana wprost na łaskę i niełaskę większości niemieckiej sejmu śląskiego, w którym Polacy i Czesi razem stanowią beznadziejną mniejszość. W parlamencie centralnym Polacy śląscy mają oparcie w liczebnie silnej i wpływowej reprezentacyi polskiej, w sejmie, śląskim nic zdziałać nie mogą.
W parlamencie centralnym każdy naród jest w mniejszości, ale może liczyć na poparcie narodów z nim niesąsiadujących, a zatem wobec niego bezinteresownych i bezstronnych. W sejmie krajowym, gdzie są tylko dwie narodowości, z których jedna ma większość, a druga mniejszość, ta mniejszość nie ma żadnych przyjaciół, ma przed sobą tylko swego bezpośredniego wroga, który jest panem sytuacyi i wobec którego jest ona bezbronna. Tak się ma rzecz z Polakami na Śląsku, a z Rusinami w Galicyi.
Widoczne jest zatem, że rozwój autonomii w Austryi nie może pójść drogą rozszerzenia autonomii »królestw i krajów«, lecz musi pójść drogą autonomii narodowej, w myśl berneńskiego programu narodowościowego austryackiej socyalnej demokracyi, domagającego się przekształcenia Austryi w państwo federacyjne autonomicznych narodów.
Oczywiście pierwszym krokiem do tego musi być demokratyzacya parlamentu i sejmów. Parlament kończy już dzieło reformy wyborczej — sejm galicyjski jeszcze się do tego nie zabrał. Ale konieczność dziejowa i szlachtę galicyjską rychło zmusi do zmiany frontu.
Z jednej strony jaskrawa różnica między parlamentarną a sejmową ordynacyą wyborczą wytworzy jaskrawy rozdźwięk między składem i jakością reprezentacyi kraju w parlamencie a w sejmie. Po wyborach do parlamentu na podstawie »czteroprzymiotnikowego« prawa wyborczego rozdźwięk ten dojdzie do tego stopnia, że do szczętu zniknie fikcya polityczna »autonomistów« galicyjskich, iż reprezentacya kraju w parlamencie jest reprezentacyą sejmu krajowego. Taka zupełna rozbieżność pomiędzy prawodawstwem krajowem a reprezentacyą kraju w prawodawstwie państwowem — ostać się nie będzie mogła.
Z drugiej zaś strony lud nie będzie znosił cierpliwie swej krzywdy politycznej »krajowego wyrobu«. Minął już bezpowrotnie ów czas, kiedy hr. Wojciech Dzieduszycki mógł powiedzieć: »Niech burza szaleje — my mamy spokojny dach nad głowami!«
Zeszłoroczne olbrzymie demonstracye robotnicze przed sejmem wykazały, że lud potrafi energicznie pukać do bram sejmu. I gdy tylko we Lwowie znowu sejm się zbierze, rozszaleje się w kraju taka burza, że bramy sejmu dla ludu się otworzą, albo — pękną...



Przypisy

  1. Rusinów, ktorzy stanowią połowę ludności kraju, w sejmie, jest zaledwie 13 (z wirylistami 16); chłopów ruskich »reprezentują« przeważnie książęta polscy, hrabiowie i szlachcice...


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Emil Haecker.