Stepy (Zieliński)/Wstęp

<<< Dane tekstu >>>
Autor Gustaw Zieliński
Tytuł Poezye Gustawa Zielińskiego
Data wydania 1901
Wydawnictwo Własność i wydanie rodziny
Drukarz S. Buszczyński, Toruń
Miejsce wyd. Toruń
Źródło skany na commons, t. II
Inne Cały tekst „Stepów“
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst „Stepów“ jako ePub Pobierz Cały tekst „Stepów“ jako PDF Pobierz Cały tekst „Stepów“ jako MOBI
Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Indeks stron



WSTĘP.


Aby pojąć śpiewaka, trzeba zwiedzić kraj jego pieśni,“ powiedział Schiller.
Wprowadzając czytelnika w świat zupełnie dlań obcy, tysiącami mil odległy, powierzchnią swoją, kolosalną przyrodą, nieledwie niebem, tak różny od codzień widzianego, który, pomimo licznych prac i badań najnowszych orientalistów, dotąd jeszcze dokładnie zbadanym i poznanym nie został, nie uważam zbyteczném, krótkim wstępem poemat mój poprzedzić.
Nie góry Uralskie, ani rzeka Wołga stanowią konieczną granicę pomiędzy Azyą i Europą, ale typ odmienny ludów, jedne i drugą część świata zamieszkujących. Religia, a następnie z niéj wyrobiona cywilizacya jest głównym punktem wyjścia tych różnic. Dwie idee główne, jakkolwiek w niektórych szczegółach do siebie zbliżone, a w ostatecznych rezultatach całkiem odmienne, przyświecają dwom tym ciwilizacyom, to jest: Chrystjanizm i Brahminizm. W pierwszéj: ruch, postęp, udoskonalenie; w drugiéj: bezwładność, strupieszałość i skończoność. Niegdyś Azya cywilizowała Europę; późniéj jéj hordy jak chmury szarańczy, nalatując na Europę jéj posadami wstrząsały — dziś cywilizacya Europy dwoma olbrzymiemi ramionami: Rosyą od północy, Anglią od południa, obejmuje i oddziaływa na cywilizacyą Azyi i do swoich ją form nagina. Czy cywilizacya Azyi oprze się tym potężnym działaniom, czy znajdzie dość sił żywotnych w saméj sobie, aby się w inną, zgodniejszą z pojęciami ludzkości przerodzić i wysnuć ją z siebie saméj, czy też ostatecznie przyjmie formy i rozwój chrześciański, to jest zadanie przyszłości i dzieło wieków następnych.
Islamizm, na pograniczu dwóch tych idei stojący, który z jednéj strony wiele pierwiastków chrześcianskich przyjął do swéj nauki, a z drugiéj strony wciągnął w siebie barwy i bezwładność wschodu, uważać należy jako ideę przejścia, która prędzéj czy późniéj z ideami wschodu lub zachodu zlać i połączyć się musi. Jaki będzie ostateczny wyraz tej walki dwóch cywilizacyi — niewiadomo; ja w prostocie ducha wolę wierzyć słowom ewangelii: że przyjdzie kiedyś czas, gdzie będzie tylko jeden pasterz i jedna owczarnia.
Nie o całéj Azyi mam zamiar tu mówić, ale o małéj cząstce tego lądu, a przecież obszernością wyrównywającéj Niemcom i Francyi razem wziętym.
W środkowej Azyi, pomiędzy Rosyą i Chinami, posuwając się ku południowi aż do 42-go stopnia szerokości geograficznej, jest kraj rozległy, znany pospolicie pod imieniem: Tartaryi niepodległej.
Dwa łańcuchy gór: na wschodzie Ałtajski, na zachodzie Uralski, stanowiące naturalne kraju tego granice, licznemi odnogami w jego środek zstępują i formują mniéj więcéj wyniosłe pasma, z jednym lub z drugim górnym wiążące się systematem.
Kraj ten, niczém niepodobny do któregokolwiek z krajów europejskich; południową jego część zalegają piasczyste pustynie, Karakum i Kizil-kum, w języku ludu: „głodnym stepem“ zwane. Środkowa, począwszy od morza Kaspijskiego, aż do jeziora Bałcharz, jest nieprzerwanym ciągiem jezior słonych, lub gorzko-słonych, z których większe, na wzór morza, pochłaniają w siebie rzeki i rzeczki w różnym kierunku płynące; mniejsze, w części lub całości zarosłe sitowiem, stanowią jakby zielone oazy śród piasczystych pustyń i bezpłodnych słończaków, i to naprowadziło badaczów przyrodzenia na domysł, że cała ta przestrzeń była niegdyś dnem jednego, rozległego Oceanu. Nareszcie część północna, bogatsza w wegetacyą, zroszona rzekami na północ płynącemi, w równe, okiem nieprzejrzane rozwija się stepy.
Kraj w ogóle biedny, bezwodny, bezleśny, wystawiony na najsroższe zmiany temperatury, gdzie zimą, obok trzydziesto-stopniowych mrozów huragany śnieżne, od końca do końca zamącają cały ten obszar, gdzie latem przy pięćdziesiąt-stopniowym upale, ziemia rozpęka w głębokie rozpadliny, w których gad i ptastwo szuka przed skwarem schronienia.
Kraj ten, pomimo ruin rozproszonych śród obszarów i świadczących, że był niegdyś przez ludy więcéj ucywilizowane osiadły, obecnie żadnych stałych siedlisk nie posiada, bo zamieszkały jest przez Kirgizów, naród wędrowny, koczowniczy, pasterski, naród silny, zdrowy, rozrosły, wytrwały na trudy, ale nieokrzesany, barbarzyński i wpół dziki.
Historya nie wyśledziła dotąd początku Kirgizów; zdaje się przecież, że są odroślą jednego z tych licznych plemion Azyi środkowej, które w wieku XIII-ym naszej ery, siłą czy dobrowolnie dostawszy się pod władzę Czyngis-Hana, zawojowały z nim całą Azyą, i zapuściły swoje zagony aż w środek Europy, pod ogólném nazwiskiem Mongołów.
Po rozpadnięciu się państwa Czyngis-Hana, którego pamięć do dziś dnia przechowuje się pomiędzy starszyzną kirgizką, a szczególniéj też, po rozproszeniu się Złotéj hordy, występują Kirgizy jako naród samoistny, niepodległy, wyznający religię Machometa.
Naród ten wybiera sobie hanów, dzieli się na hordy: wielką, średnią i małą. Te hordy dzielą się na rody, zawiadywane przez starszych, to jest: sułtanów i bejów z pomiędzy siebie wybranych, a żyjących w ustawicznéj wojnie z swoimi sąsiadami, w ciągłych walkach i nieporozumieniach pomiędzy sobą.
Z ich kilkowiekowéj historyi, żadnym pomnikiem piśmiennym nie uwiecznionéj, zaledwie kilka imion występuje, których pamięć w obcych historyach lub w podaniach dotrwała, tojest: Arstan-Hana, jednego z najpotężniejszych władzców kirgizkich, który mógł 400,000 wojska wyprowadzić do boju, jak o tém świadczy padyszach Baber, założyciel państwa Wielkiego Mogoła w Indyi. Hana-Iszyma, któren w połowie siedmnastego wieku, przy pomocy Chińczyków, pobił i wytępił cały naród Ziungarów, należących do plemienia mongolskiego. Nareszcie Hana-Tiawka, prawodawcy tych plemion koczowniczych.
Han-Tiawko był wnukiem Iszyma i chociaż nie miał zupełnej władzy nad swoim narodem, przecież rozumem, sprawiedliwością i sztuką dokazał tyle, że pozyskał wpływ na hordy kirgizkie, że wstrzymał od krwawych zatargów zawzięte pomiędzy sobą plemiona, że słabsze rody połączył w jeden, aby się mogły łatwiéj obronić mocniejszym, mocniejsze siłą upokorzył, nareszcie dał prawa, podług których wymierzał im sprawiedliwość. Szkoda tylko, że ze śmiercią Tiawki, wszelkie jego postanowienia poszły w zapomnienie.
Dopiero w połowie zeszłego wieku, przez wzmagającą się potęgę Rosyi, zagrożone od północy utratą stepów, jedynego bogactwa dla ich pasterskiego bytu, od południa ściśnieni w swych wymianach handlowych przez silniéj uorganizowane państwa turkestańskie, nareszcie potrzeba szukania opieki słabszych plemion od przemocy mocniejszych i osobiste widoki niektórych zwierzchników sprawiły: że Kirgizy uznali się za poddanych okrążających ich narodów; mała tylko cząstka i to głębiéj w kraju koczująca, znajoma pod nazwiskiem: Dnibo-Kamiennych Kirgizów, dawną swą niezawisłość zachowała.
Wprawdzie to poddaństwo było dotąd więcéj pozorne niż rzeczywiste. Życie nieosiadłe, rozległa przestrzeń kraju, brak siły, któraby wszystkie plemiona w równej zawisłości utrzymała, są powodem, że nietylko pojedyńczy, ale całe plemiona, wymykają, się z pod poddaństwa jednego kraju, aby żyć niezawiśle w jakim zakątku obszernéj swéj ojczyzny, lub też chwilowo innéj dzierżawy przyjąć poddaństwo.
Kirgizy, jako naród na najniższym dopiero stopniu cywilizacyi stojący, mają wszystkie wady ludów, które się z dzikości nie otrzęsły; są chciwi, nieszanujący cudzéj własności, niedotrzymujący słowa, mianowicie innowiercom, leniwi, w zemście okrutni; za to: gościnni, miłosierni dla biednych, odważni, niekiedy do zuchwalstwa, przywiązani do swego pustynnego kraju i przekładający życie biedne, koczownicze, pełne trudów, nad wszelkie rozkosze i przyjemności osiadłego żywota.
Charakterystycznym jednak rysem ich obyczajów jest: „baranta“ to jest, nocne pochwycenie jeden drugiemu, całych stad i tabunów koni. Baranta początkowo miała pozór pewnéj zemsty legalnéj, zastępowała brak ustaw i sprawiedliwości, następowała za wyrokiem sędziów czyli starszych i to tylko w tym razie, gdy winowajca odmówił zadosyćuczynienia poszkodowanemu. — Obecnie zmieniła swój charakter: każdy poszkodowany, okradziony lub niezadowolniony, zbiera bandę najezdników, napada na Auł swego przeciwnika i odgania mu stada bydła i tabuny koni. Napadnięty, zbiera znów swych przyjaciół i sąsiadów, broni się przeciw napaści, lub gdy się czuje słabszym, czeka sposobnéj chwili, aby nawzajem nieprzyjacielowi jego stada i tabuny zabrać. Nierzadko, przy tych nocnych wyprawach następują zacięte walki, krew bywa przelana, lub też napastnik zaganiając dobytek, dla zatarcia śladu, zapala stepy i murem ognistym oddziela się od pogoni przeciwnika; nieraz całe Auły, z ludźmi nawet, stają się pastwą płomieni.
Te odwety powtarzają się ciągle — liczba biorących udział powiększa się; stada gwałtownie przepędzane z miejsca na miejsce, marnieją, a zemsta nietylko tysiące ludzi do nędzy doprowadza, ale ciągnie się przez długie lata i w spuściźnie z pokolenia przechodzi w pokolenie. Ci zaś, którzy w podobnych wyprawach najwięcéj odznaczają się przebiegłością, odwagą, zuchwalstwem, nietylko nie ściągają na siebie hańby, ale owszem, zyskują chlubne imię Batyrów, co w naszym języku odpowiada znaczeniu bochatera.
Dla czego przy tak rozstrojonych węzłach społeczeńskich, przy braku ustaw i zwierzchnictwa, pozostali Kirgizi w tym stanie natury i niezawisłości, obok państw systematyczniéj uorganizowanych? na to łatwa odpowiedź. Kraj ich biedny, pustynny, nie przedstawia ponęty dla zdobywców, a koszta wyprawy dla zajęcia i utrzymania w podległości jednéj więcéj pustyni, zbyt byłyby wielkie w porównaniu z korzyścią, jakaby z tych posiadłości obrachować się dała.
Długo jeszcze, zdaje się, ów naród pozostawać będzie w tych samych warunkach grubéj niewiadomości i dzikich obyczajów. Kirgizy, jak każdy rodzimy lud Azyi, przez lenistwo, czy przez antypatią, odpychają wszelką innowacyę zaprowadzającą zmianę w ich zwyczajach, nałogach i przesądach, a wątpić należy, aby z ich łona powstał prawodawca, któryby im natchnął potrzebę wejścia na tór cywilizacyi i postępu. To życie bezumysłowe i bezwładne, ta ciągła walka z najgwałtowniejszemi potrzebami, ta wegetacya więcéj zwierzęca niż duchowa, ma coś zasmucającego ze stanowiska ludzkości, a jednakże w ich ciągłych wędrówkach, z leżysk zimowych na wiosenne stepy, w zgiełkliwych obradach, w tém ciągłém obcowaniu z potężną naturą pod odkrytém niebem, w téj prostocie obyczajów i zamiłowaniu dzikiéj niepodległości, jest wiele uroku i poezyi. Siła fizyczna, daje popęd młodym junakom do szukania przygód awanturniczych; samotność pustyń, ukształca licznych improwizatorów.
Dziwna rzecz, że przy całéj dzikości i nieokrzesaniu, Kirgizy lubią muzykę i pieśni; ich ważniejsze zebrania bez śpiewaka obejść się nie mogą; a co dziwniejsza, że gminne ich pieśni są pełne rzewnego i delikatnego uczucia, tak sprzecznego z ich żywotem barbarzyńskim.
Wątpić należy, aby ten naród, jakkolwiek kilkumilionowy, zbiwszy się w jedną gromadę, wyruszył na wzór swoich przodków na wyprawę daleką i zalał powodzią ciemnoty, kraje bogatsze i więcéj ucywilizowane; nie brak sił ani odwagi, stanąłby im na zawadzie, ale stan społeczeński ludów osiadłych, systematyczniej dziś i mocniej uorganizowanych.
To pewniejsza, że posuwająca się i rozpierająca dzisiejsza cywilizacya europejska, gdy jéj miejsc zabraknie, zwróci się na kirgizkie stepy, osiedli je i wyprze naród rodzimy w bezpłodne pustynie, i że przeznaczeniem tych hord koczujących będzie, zniknąć z powierzchni ziemi, jak znikają z wytrzebieniem lasów odwiecznych nowego świata, resztki amerykańskiego plemienia.
Wiadomości te w znacznej części poczerpnięte są z dzieła Lewszina, pod tytułem: Opisanie Kirgiz-kozaczych hord i stepów. Jakkolwiek dzieło to uczonego rosyjskiego podróżnika, w wielu razach nie jest dokładne i dostateczne, przecież jako pierwsze i jedyne w tym przedmiocie, oraz z uwagi, że jest systematycznie i sumiennie opracowane, na wielką zaletę zasługuje.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gustaw Zieliński.