Tajemnice Nalewek/Część I/XII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Nagiel
Tytuł Tajemnice Nalewek
Część I-sza
Wydawca E. Wende i S-ka
Data wyd. 1926
Druk Drukarnia Leona Nowaka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała powieść
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XII
DWA LISTY

Jesteśmy w gabinecie panny Feli Ejtelesówny. Jest to pokoik bardzo skromny, umeblowany z wielką prostotą. Fela siedzi przed biurkiem nieruchoma, zadumana, z głową opartą na rękach. Przed nią leży mały arkusik różowego papieru listowego.
Korzystając z tej chwili, rzekniemy słówko o tej nowej postaci dopiero w poprzednim rozdziale przedstawionej czytelnikowi.
Jak widzimy, panna Fela była, ażeby użyć dość brutalnego wyrażenia „starą panną“ i to panną nie obdarzoną wdziękami. Za to wszyscy przyznawali jej wysokie przymioty umysłu. Była to kobieta wysoce wykształcona i rozwinięta. Stary Ejteles, który dopiero od niedawna, złamany chorobą i potrosze wypadkami, stał się bardziej dostępnym, dawniej zaś, kiedy jeszcze miał rodzinę, panował pośród niej niemal despotycznie, zawsze uważał ją za nader rozsądną: często zasięgał nawet jej rady.
Panna Fela w życiu przeszła wiele. Wewnętrzne dzieje licznej niedawno rodziny Ejtelesa, z której obecnie pozostało tylko ich troje, przedstawiały wiele ciemnych stron. Stary bankier przez całe życie odznaczał się niezmiernie twardym despotycznym charakterem. Dzięki olbrzymiej energji, umiejętności obchodzenia się małem, wreszcie silnej woli, doszedł on prawie z niczego do ogromnego majątku. Z uporem, który go zawsze charakteryzował, starał się także urządzać swoje stosunki familijne. Dało to powód do wielu cichych, wewnętrznych dramatów. Fela, mająca zawsze niejaki wpływ na ojca, starała się łagodzić te starcia, interwenjować i rzecz na dobrą drogę sprowadzać. Udawało się to jej rzadko. Ale ile te dramaty kosztowały ją samą, ile ona przebolała!
Fela, pomimo kilku nadarzających się partji, nie chciała wyjść zamąż. Niechęci do małżeństwa nie zdołał przemóc nawet Ejteles, który zresztą jej wyjątkowo nigdy zbytecznie woli swojej nie narzucał. Mówiła zawsze: „Jestem zbyt brzydką, ażeby mnie miano wziąć nie dla pieniędzy. A tego nie chcę“.
Od czasu śmierci trojga dzieci starego Ejtelesa, dwóch synów i jednej córki, co nastąpiło wkrótce po sobie, od czasu choroby starego bankiera, Fela była zupełną gospodynią domu. Ona zarządzała wszystkiem. Ona także uprosiła starego, że do domu został sprowadzony młody Stanisław Ejteles, który dotąd wychowywał się u rodziny matki; ona opiekowała się potrosze i młodym wartogłowem; ona rozbrajała gniew dziadka wobec wnuka i wreszcie starała się ukrywać przed starcem różne szaleństwa „księcia Stasza“. To też młody szaleniec kochał ją, jak rodzoną matkę.
Wróćmy jednak do chwili obecnej.
Mały arkusik różowego papieru, który leży przed Felą, jest zapisany na wszystkie strony drobniuteńkiem pismem. To list. Otarła łzę, która jej się zakręciła w oku, wzięła raz jeszcze do ręki list ten, zmięty, widocznie już parękroć czytany, i czyta go raz jeszcze z uwagą.
Oto treść listu:
„Najdroższa Felo!
„Wiesz dobrze, że nie znałam nigdy matki, nie miałam siostry, którejbym się mogła zwierzyć z tem, co każe bić mocniej memu sercu, co mnie wzrusza, martwi, albo raduje. Wiesz także dobrze, jaką do ciebie uczułam sympatję od pierwszej chwili, kiedy cię tylko poznałam. Pomimo różnicy wieku, pomimo, że nigdybym ci nie potrafiła dorównać w tysiącznych przedmiotach, w dobroci, w szlachetności, w zdrowym sądzie o rzeczach, odrazu uczułam się pociągnięta do ciebie, odrazu spostrzegłam, że w tobie będę mogła położyć zaufanie.
„Byłaś tyle dobra, że raczyłaś przyjąć tę przyjaźń, którą ci tak po dziecięcemu otwarcie od pierwszej chwili ofiarowałam. Stałaś się moją starszą siostrą i dzięki twoim radom wielokroć już uniknęłam nieprzyjemnych chwil i przykrości dla siebie i dla innych. Ile razy rozstawałam się z tobą, czułam się lepszą i doskonalszą, niż przedtem. Moja najdroższa Felo! powinnam ci być tak wdzięczną, a jednakże tak przed tobą zawiniłam. Zawiniłam nieszczerością.
„Jest to wina tem większa, że ze zwykłą tobie przenikliwością przeczuwałaś do pewnego stopnia moją tajemnicę. Kiedy ostatni raz widziałyśmy się u siebie, spojrzałaś w głąb moich oczu tak, jak ty tylko jedna umiesz spoglądać, i zapytałaś: „Co ci, maleńka?“ Zarumieniłam się i nie odpowiedziałam nic... chociaż miałabym ci tyle do opowiedzenia. A kiedy spoglądałaś znacząco, z uśmiechem pół dobrotliwym, pół surowym na owe rumieńce, wykwitające na mojej twarzy, nie mogłam wytrzymać i uciekłam...
„Jest to zaledwie kilkanaście dni temu. Pomimo owych rumieńców, które mi tak paliły policzki, byłam wówczas szczęśliwą. Dziś zmieniło się wszystko... Niebo zdaje mi się nie błękitnem, lecz szarem, a słońce uroczno-purpurowem... Surowo zostałam ukarana za brak zaufania do ciebie. Jestem bardzo, ale to bardzo nieszczęśliwa.
„Chciałam sto razy biec i powiedzieć ci wszystko. Ale wstyd zawsze mnie powstrzymywał. Bałam się, boję się twoich oczu tak jasnych i przenikliwych. Droga moja Felo! Wierzę w skarby pobłażliwości, które chowa twoje serce, ale ty nie kochałaś dotąd.. mężczyzny. Patrz jak to dziwnie brzmi nawet pod piórem! nigdy pewno nie będziesz nikogo kochała i trudno, ażebyś była odrazu dlatego wyrozumiałą... Boję się mówić, więc piszę ci całą prawdę, wszystko, bo jestem przekonana, że ty jedna potrafisz, ochłonąwszy się z pierwszego wrażenia, zrozumieć mnie, usprawiedliwić i wyratować z odmętu rozpaczy, w którym ginę... Ty jedna!
„A więc oto wszystko, co mi napełnia serce. Kocham, tak, kocham po raz pierwszy w życiu, całą duszą, całem sercem... Przysięgam, że nie będę nigdy niczyją inną, tylko jego. Jestem pewna wzajemności; on kocha mnie także, jestem dla niego wszystkiem. Ale pomiędzy nami stanęła straszna przepaść. Jego oskarżono o zbrodnię, uwięziono. On jednak nie może być winien!...
„Skracam tę moją spowiedź. Czuję, że pióro mi drży w palcach... Człowiek, którego kocham i który wie o tem, jest to ten sam urzędnik z biura twojego ojca, którego oskarżają o kradzież i zabójstwo...
„Skończyłam. Jeśli nie uważasz mnie za bardzo, ale to bardzo winną, jeśli masz w sercu trochę pobłażania dla twojej małej Róży, jeżeli wreszcie nie chcesz jej pogrążyć w falach rozpaczy i smutku, napisz jedno słowo: „Przyjdź“, a w tej chwili przybiegnę do ciebie uskarżyć się na wszystko, co mnie boli, i znaleźć pociechę, przy twem sercu...
„Przy twojej dobroci i rozsądku, a mojej miłości, nie sposób, ażebyśmy nie znalazły środka udowodnienia jego niewinności, bo on jest niewinny..
„Jeszcze jedno moja najdroższa. Nieszczęście nie idzie samo. Mój ojciec znalazł dla mnie partję i tym razem tak świetną, że nie sądzi, ażeby był możebny jakikolwiek upór z mej strony. Uważa rzecz za zdecydowaną ostatecznie. Pod wielkim sekretem, który mi, jak dotąd, zaleca ojciec, powiem ci, najdroższa, iż kandydatem do mojej ręki jest — p. Lurje. Już to ty i twoje otoczenie, bliższe i dalsze, dziwnie się zaczynacie do mojego życia wplatać... Jedno z drugiem męczy mnie niewymownie.
„Pozwól mi przyjść, najdroższa Felo, napisz do mnie słówko, a przybiegnę opowiedzieć ci wszystko długo, szczegółowo...
„Czekam z drżeniem twego wyroku.
„Pomimo wszystko, zawsze twoja, zawsze cię kochająca

Róża A.“

Różowy arkusik wypadł z rąk Feli.
— Ty nie kochałaś dotąd mężczyzny! — wyszeptała głosem zaledwo dosłyszalnym, stłumionym głębokiem wzruszeniem — nigdy pewnie nie będziesz kochała nikogo! Jak to dziecko prędko i stanowczo decyduje...
Zatrzymała się. Głowę znów oparła na rękach i przez chwilę siedziała nieruchoma.
— A przecież ta mała ma serce, ja ją kocham i czuję, że ona mnie kocha... I to dziecko tak spokojnie w czterech wyrazach wydało wyrok, pozbawiający mnie, raz na zawsze, jednego z przeznaczeń życia... Jej się zdaje, że to tak proste, tak naturalne: jest na świecie kobieta, która nie kochała, ani nie będzie nigdy kochała mężczyzny, i ta kobieta to właśnie — ja.
Roześmiała się nerwowym śmiechem. Podniosła głowę i patrzyła przed siebie zaczerwienionemi trochę oczyma.
— A gdyby właśnie pokazało się — mówiła dalej z odcieniem gryzącej ironji w głosie — że ta kobieta, przeznaczona na niekochanie, kocha, że pokochała tego samego, o którym pisze to naiwne dziecko?... Coby było wówczas? Gdyby, nie mając nadziei pozyskania wzajemności, chciała jednak zapewnić sobie zemstę?...
Wstała i przeszła się po pokoju. Zbliżyła się do okna. Stanęła, przytuliła gorące czoło do szyby i, spoglądając na zachodzące poza drzewami ogrodu i murami sąsiednich kamienic słońce, powtarzała:
— Zemstę?... Na kim i za co? Czyż to biedne, wierzące we mnie, jak matkę, dziecko, jest mi co winne? Czy mogę winić jego, który widział mnie może parę razy, a nie wiem, czy uważniej spojrzał choć raz?
Odeszła od okna. Stanęła przed toaletą.
— I gdyby nawet spojrzał? Trudno, żeby się zakochał w tem — wskazała palcem swą postać, szarzejącą śród mroku, który zapadał na tle lustra.
Przeszła kilkakrotnie przez pokój, wreszcie siadła znowu przy biurku.
— A jednak ja jestem kobietą! — rzekła po chwili głosem, w którym czuć było łzy. — I ja mam prawo do życia, jak inne. Nieraz ofiarowali mi siebie za mój posag różni; udawali mniej lub więcej gorącą miłość. Rozumiałam dobrze, że to pieniądze skłaniały ich do błagania o moją rękę. Odepchnęłam ich. Nie chciałam kupować sobie męża... Z nim co innego! Czuję, że byłabym zdolna popełnić coś, coby mnie samą napełniło wstrętem... Jego kupiłabym za moje pieniądze. Ale on — czuję to — nie sprzedałby się.
Uderzyła niecierpliwie nogą w podłogę.
— Los jednak w dziwnych czasem stawia ludzi położeniach. Narzuca on komuś niespodzianie rolę, w której każe mu być nieskończenie, zawsze i wszędzie dobrym i szlachetnym, nie czuć bólu i nie sarkać. Jednocześnie przypadek daje temu dobremu i szlachetnemu w rękę piorun, którym może ugodzić. I los chce, ażeby ów szlachetny złamał piorun i koił balsamem pociechy cudze rany, kiedy jego własna pali go zarzewiem.
Roześmiała się gorzko.
Mrok tymczasem zapadał powoli. Przy biurku, wcisnąwszy głowę pomiędzy ręce, Fela siedziała długo, długo, milcząca. Czasem tylko zdawało się, że jakiś konwulsyjny spazm wstrząsa jej postacią.
Zrobiło się zupełnie ciemno. Już z godzinę pewno pozostawała tak bez ruchu.
Naraz podniosła się i zadzwoniła.
— Światła! — rzekła krótko do służącej, która weszła.
Kiedy przyniesiono lampę, na twarzy Feli widoczne były ślady łez. Zaczerwienione powieki zdawały się jeszcze drżeć. W rysach twarzy jednakowoż nie było widać wzruszenia. Z oczu uderzał spokój i silna wola. Widocznie powzięła postanowienie.
Siadła i pewną ręką nakreśliła następujących kilkanaście słów:
„Moje najukochańsze dziecko!
„Przychodź — serce moje jest dla ciebie otwarte.
„Nietylko ci wybaczam, ale cię rozumiem. Nie trzeba mówić o żadnej kobiecie, że nigdy nie kochała.
„Jestem niewymownie rada, że zwróciłaś się do mnie. Ja właśnie dziwnym zbiegiem okoliczności będę mogła najlepiej odpowiedzieć twemu zaufaniu. Może być, że mnie właśnie losy pozwolą rozplątać węzły wypadków, których ofiarą stał się twój narzeczony.

Twoja starsza siostra
Fela“.

W dwie godziny potem dwie kobiety, stanowiące tak uderzający kontrast zewnętrzny, jedna piękna jak słońce, druga pełna macierzyńskiej powagi, spoczywały w swoich objęciach.
Róża płakała, jak dziecko, tuląc się do piersi Feli.
— I wierzysz, że on jest niewinny? — pytała.
— Wierzę.
— I masz sposób dowiedzenia jego niewinności?
— Sądzę, że będę miała wkrótce.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Nagiel.