Balzak/13. Drugie życie Balzaka

<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Balzak
Wydawca Państwowe Wydawnictwo Książek Szkolnych we Lwowie
Data wyd. 1934
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
12.[1] DRUGIE ŻYCIE BALZAKA.

Epoka literacka, w której wszedł w piśmiennictwo Balzac, była we Francji — podobnie jak i u nas — niezwykle twórcza i płodna. Po marazmie artystycznym, znamionującym panowanie Napoleona i początek Restauracji — okres wypełniony jednem niemal wielkiem nazwiskiem: Chateaubriand — nagle bucha nowa twórczość, zjawia się cała plejada pisarzy, zbliża się wielka rozgrywka między przeżytkami pseudoklasycyzmu z młodą szkołą romantyków. Zaczyna się od poezji: Lamartine, Wiktor Hugo, Vigny, rewolucjonizują wiersz francuski, dając mu nieznany wprzód czar melodji i rozpiętość treści. Równocześnie pojawia się broszura Stendhala Racine a Szekspir (1822), z temperamentem bluźniąca klasykom, formułująca teorje i dążenia romantycznego teatru. Popiera przykładem swoje znów teorje dramatyczne Wiktor Hugo, dając (1827) Kromwella i poprzedzając go słynną przedmową. Ale zwłaszcza przedstawienie Hernaniego Wiktora Hugo stało się wielką batalją, w czasie której przez miesiąc publiczność niemal biła się co wieczór w teatrze.
W powieści, równocześnie z Balzakiem, pojawia się kilka niezwykłych indywidualności. Mériméego opowiadania z czasu Karola IX ukazują się w 1829; Notre Dame dè Paris Wiktora Hugo w r. 1831. Indjana, pierwsza powieść George Sand w r. 1832; Panna de Maupin Gautiera w 1834; Spowiedź dziecięcia wieku Musseta w 1836. Największy obok Balzaka powieściopisarz francuski, Stendhal, przesunął się prawie niezauważony (Czerwone i czarne, 1831); dopiero drugiej jego powieści, Pustelni parmeńskiej (1839), Balzac entuzjastycznym swym artykułem miał oddać sprawiedliwość. Bo też Stendhal, swoją współczesnością, swoją koncepcją społeczną powieści i swoją bystrością psychologiczną, najbardziej pokrewny jest Balzakowi. Dopełniają się wzajem.
Nasuwa się pytanie, jak połączyć Balzaka z jego epoką, jak wytłumaczyć sobie zjawienie się tego „ojca realizmu“, czy nawet „naturalizmu“ w pełni zwycięskiej kampanji romantycznej. Strzeżmy się zbytniego upraszczania. Ani Romantyzm nie był oddzielony przepaścią od realizmu, ani Balzac nie był obcy natchnieniom romantycznym. Kiedy czytać program Stendhala w broszurze Racine a Szekspir, wydaje się on arcyrealistyczny w przeciwstawieniu pseudoklasycznej konwencji. Te rzeczy, które najbardziej obrażały konserwatywnych widzów w pierwszych dramatach romantyków, to były właśnie ich śmiałości realistyczne.
Z drugiej strony, dzieło Balzaka stopniowo dopiero nasiąka owym „realizmem“, który wciąż walczy u niego z romantycznym, a raczej poetyckim pędem do wyolbrzymiania, do mitologizowania zjawisk. Taki Jaszczur, to niemal fantastyczna bajka o hoffmanowskim posmaku. Historja trzynastu, swoim przerostem fantazji, nadludzką potęgą działających w niej osób wkracza w sferę romantyzmu nienajlepszej próby. W Kobiecie trzydziestoletniej, obok uderzających swą nowością obserwacyj psycho- i fizjologicznych, znajdujemy niewiarygodne historje o korsarzach etc. Ale czytajmy te zwierzenia samego trzydziestoletniego Balzaka, kreślone z wycieczki rzeką Loarą:
„Czułem jak myśli moje rosną wraz z tą rzeką, która ku morzu staje się ogromna. Och! wieść życie mohikanina... Och, jak rozumiałem dzikich; jak cudownie rozumiałem korsarzy, awanturników, ludzi buntu... I powiadałem sobie: Życie to odwaga, dobry karabin, sztuka kierowania statkiem na pełnem morzu i nienawiść człowieka. Och, trzydziestu chwatów, którzyby się porozumieli z sobą i którzyby zwalili przesądy“...
Nie dziwmy się tym sprzecznościom. Ten sam Balzac, który stworzył ewangelicznego Lekarza wiejskiego, powołał do życia piekielnego Vautrina.
Balzac trafił do publiczności ponad głowami krytyki. Istnieje we Francji zajmujące wydawnictwo[2], pokazujące jak wyglądały największe arcydzieła literatury w sądach współczesnych: aż dziw, jak dalece taki np. Ojciec Goriot został niezrozumiany, ile ściągnął na autora małostkowych zarzutów. Ale nawet i później, w dobie jego tryumfu, dzieło Balzaka długo było niedocenione. Powieść uchodziła wciąż za niższy rodzaj twórczości. Tak samo jak Molier nie wszedł do Akademji, bo był tylko komedjopisarzem, tak samo Balzac był dla współczesnych tylko powieściopisarzem. Dopiero od niego datuje ta olbrzymia przewaga, jaką zyskała powieść w literaturze XIX i XX w.
Łatwiej pogodzono się z tym fenomenem, któremu na imię Balzac, po śmierci pisarza, skoro już człowiek zeszedł z oczu i nie drażnił swoją zbyt zaborczą indywidualnością. Taine (1857) już zestawia Balzaka z Szekspirem; zarazem sam, jako historyk, staje się przykładem, jak dalece balzakizm spojrzenia oddziałał na metody naukowe historji. A w powieści cała długa linja powieściopisarzy wyszła z żebra Balzaka; że tylko wymienię Flauberta (Pani Bovary), Barbeya d’Aurevilly, Goncourtów, Zolę, aż do Prousta i dalej. Nie mniejszy miał wpływ na teatr: dzieło jego przyczyniło się do wprowadzenia na scenę dramatów współczesnego życia, które dawniej mogło być tylko tematem komedji.
Kult Balzaka we Francji wyraża się zarazem w drobiazgowym badaniu wszystkiego co tyczy jego dzieł i życia. Bardzo zamożny miłośnik literatury, Spoelberch de Lovenjoul, poświęcił całe swoje życie i wielkie środki materjalne na skupianie rozproszonej puścizny Balzaka, listów, rękopisów. Bo też po śmierci Balzaka zaszła scena, która wydaje się jakby sceną z jego powieści. Ledwie wielki pisarz wydał ostatnie tchnienie, wierzyciele rzucili się na jego dom, wypchnęli za drzwi wdowę, zaczęli plondrować mieszkanie, wyrzucając z szuflad papiery. Rękopisy, listy, korekty, znalazły się u sklepikarzy z sąsiednich ulic, którzy zawijali w nie masło.
Dziś, wszystko co zdołano zebrać i ocalić, znajduje się w muzeum w Chantilly, a zawiaduje niem najkompetentniejszy dziś znawca życia Balzaka, Marcel Bouteron, który i Polskę odwiedził przed kilku laty w nadziei że odnajdzie tu jakieś balzakowskie przyczynki. Dwa przykłady niech dadzą miarę pietyzmu, z jaką balzakiści odnoszą się do życia i puścizny swego bożyszcza.
Pewnego razu, kiedy bawiłem w gabinecie Marcela Bouteron w Paryżu, wydobył on z szuflady pokaźny plik papierów i pokazał mi go. „To są — mówił śmiejąc się — akta Fukiera w Warszawie“. Dowiedziałem się, że sławny warszawski handel win stał się, na przeciąg paru miesięcy, punktem najżywszego zainteresowania balzakistów. Jakiś Fracuz, bawiący w Polsce z okazji plebiscytu śląskiego, opisując Warszawę, wspomniał o Fukierze, gdzie kosztuje się stuletnich tokajów i gdzie w księdze pamiątkowej, wśród mnóstwa historycznych nazwisk, widzi się nazwiska Teofila Gautier, Balzaka etc. — W balzakistów jakby piorun strzelił: znali dzień po dniu niemal życie Balzaka, który przecież nigdy nie był w Warszawie: czyżby się tam wykradł bez ich wiedzy? Ale kiedy? Niema wręcz w życiu pisarza momentu, gdzieby się dało pomieścić ów pobyt. Dalejże pisać listy do autora artykułu, do Fukiera, do ambasady, aż wreszcie się wyjaśniło, że u Fukiera... niema podpisu Balzaka, a nazwisko rzucone było przez autora artykułu na wiatr.
Drugi przykład.
Przed kilku laty zgłosiła się do tegoż p. Bouteron młoda Amerykanka, z tem że chciałaby opracować porównawczo teksty Balzaka z uwzględnieniem kolejnych wydań i korekt. Bouteron oświadczył jej, że to jest praca całego życia dla kilkunastu ludzi; ale poradził, aby sobie obrała w tym celu jeden utwór. Zapytał, ile czasu może temu poświęcić. — Dwa lata. — Zamało! W istocie, Amerykanka strawiła nad jedną nowelą pt. Pierrette (dwadzieścia siedem korekt!) cztery lata; przez ten czas wyszła w Paryżu za mąż, urodziła dziecko, i po czterech latach wydała swoim kosztem ową Piotrusię, opracowaną porównawczo.
Dziś kult i poczytność Balzaka na obu półkulach świata znajduje się może na szczytowym punkcie. Ale czyta go kto inny i z innych pobudek niż dawniej. Niegdyś był Balzac pisarzem „wykwintnym“, — dziś jest pisarzem niemal ludowym. Niegdyś czytały go namiętnie kobiety, dziś zagłębiają się w nim i wciąż wracają do niego mężczyźni. Psychologiczne zdobycze Balzaka eksploatuje wielu jego następców, ale balzakowskie spojrzenie na społeczeństwo i ujęcie jego mechanizmu pozostało do dziś dnia czemś jedynem, niedościgłem.

*

Pozostaje mi kilka słów powiedzieć o Balzaku w Polsce. Jak już wspomniałem, czytywano go za jego życia w oryginale, co określa tem samem sferę, która go czytała; polskich współczesnych przekładów Balzaka było dziwnie mało[3]. Zaczęto go tłumaczyć na większą skalę około roku 1880. Wówczas przełożono (między tłumaczami byli A. Sygietyński, W. Marrené, Hajota, i in.) duży złom Komedji ludzkiej. Wadą tego wydawnictwa był dobór utworów: wydano dziesiątek tęgich powieści Balzaka, ale nie dających pojęcia o istocie Komedji ludzkiej przez brak związków między sobą, brak powtarzających się figur, brak owej swoistej wieloplanowości Balzaka. Być może, iż na owe czasy pewne utwory wydały się za śmiałe i że je dlatego pominięto; np. cały cykl Lucjana de Rubempré, stanowiący rdzeń Komedji ludzkiej, jak również liczne drobne opowiadania, spajające niby cement wielkie jej człony. W rezultacie, to co dano polskim czytelnikom, to było dziesięć dobrych powieści Balzaka, ale to nie była Komedja ludzka.
Brakowi temu starał się zaradzić autor niniejszej książki, wydając i komentując, w latach 1908 — 1930 kilkadziesiąt najznamienniejszych tomów Balzaka. Oby się tem przyczynił do rozkwitu nowego balzakizmu w Polsce. Bo, aby zrozumieć przez książkę samego siebie, życie, świat i ludzi, niema bodaj dotąd lepszego sposobu niż — lektura Balzaka.








  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – 13..
  2. J.-G. Prud’homme: Vingt chefs-d’oeuvre jugés par leurs contemporains.
  3. Dokładna bibliografja przekładów Balzaka w Polsce ukazała się świeżo (1934) w pracy p. Korwin-Piotrowskiej Balzac en Pologne.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.