Don Felix de Mendoza/Akt piąty

<<< Dane tekstu >>>
Autor Lope de Vega
Tytuł Don Felix de Mendoza
Data wyd. 1830
Druk Drukarnia Manesa i Zymela
Miejsce wyd. Wilno
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

AKT PIĄTY.

SCENA  I.
DON FELIX i RAMIR.
Don Felix.

Czy wszystkoż iuż gotowe?

Ramir.

Gotowe iuż móy Panie. My tak mamy mało sprzętów, iż przed zleceniem zebrane, złożone i spakowane.

Don Felix.

Opuszczam Aragoniią: lecz Elwiry nigdy nie będę mógł zapomnieć!..

Ramir.

Trzeba się przyzwyczaić żyć bez niéy.

Don Felix.
O by nas Nieba zaniosły na nayburzliwsze otchłanie przepaści morskich!
Ramir.
(Mówi zawsze contrast na stronie, ale dla tego Don Felix nie przestaie mówić, i prowadzi rzecz ciągle).

O by nas Nieba miały w swéy opiece!

Don Felix.

O by porywy gwałtownych wichrów miotały naszemi okrętami!

Ramir.

O by nam wiatry były przychylne!

Don Felix.

O by galera nasza w naygłębszych wód przepaściach pogrążoną była!

Ramir.

O by galera nasza do bezpiecznego portu przybyła.

Don Felix.

Niewola, nieszczęścia; nawałnice; wszystko mi będzie przyiemnym, gdy koniec opłakanego życia przyśpieszy!..

SCENA  II.
DON FELIX, RAMIR, ELWIRA i BEATRIXA.
(Beatrixa zbliża się do Don Felixa, a Ramir staie przy Elwirze).
Beatrixa (do Don Felixa).

Czy to nasza Pani, takich przeklęstw iest przyczyną?

Don Felix.

Beatrixo, są to smutne skutki rospaczy, do któréy sroga nie wzaiemność twoiéy Pani, mnie przyprowadza.

Ramir (do Elwiry).

Miéy litość Pani nad moim Panem; przeszkodź wyiazdowi iego, albowiem ten człowiek zgubi się samochcąc...

Elwira.

Jakimże sposobem zdołam go wstrzymać; ieźeli Blanka, któréy cały się oddał, do Kastylii go przywoływa.

Ramir.

My do Kastylii nie iedziemy; lecz do Neapolu, gdzie się Blanka nie znayduie.

Elwira.

Portret Blanki, aż nadto mię przekonywa.

Ramir (na stronie do Don Felixa).

Panie Don Felixie, odbiymy tę piłkę.

Don Felix.
Jako? Pani, portret ten, maż bydź przyczyną zmiany którąś mi objawiła?
Elwira.

Tak, Panie Don Felixie, portret ten zazdrośną mię czyni. Więc możesz sądzić...

Don Felix.

Co ia słyszę? będę zupełnie szczęśliwym... Lecz nie, okrutna Elwiro, ty gardzisz mną, ty mnie nienawidzisz.

Beatrixa (na stronie).

Strony, ieżeli się nie mylę, wkrótce przyydą do zgody.

Elwira.

Nie, to iest czysta prawda; Don Felixie! kocham cię!..

Ramir (na stronie).

Otoż to przymówka, przez którą nasz odjazd zatrzyma się.

Elwira.

Jakże Don Felixie, obraz ten nie iest zakładem waszéy miłości z Blanką? czyliż go nie posiadasz iedynie dla krzywdy moiéy?..

Ramir (na stronie).

Fi donc.

Don Felix.

Jakąż ci krzywdę przynieść może portret, którego ozyginał z serca moiego na zawsze wyrugowałem!..

Elwira.
Kochaszże mnie Mendozo?
Don Felix.

Ja cię ubóstwiam.

Elwira.

Jeżeli tak iest, nie lękay się rywala Don Felixie!

Don Felix.

Ach, cóż mi powiadasz? iakaż łaska!..

Elwira.

Powiedź Don Felixie; wszak niemożna cię nie kochać.

Don Felix.

Kochasz mię Elwiro... a ia cię utracić muszę, i to iest naysroższą karą — Król o miłości moiéy uwiadomiony.

Elwira.

O Nieba!

Don Felix.

Naydroższa Elwiro, niema rady nieszczęściom! trzeba się przymusić, trzeba się z sobą rozłączyć!

Beatrixa.

Panie, patrz na te tak piękne oczy, czyż możesz ie opuścić?

Ramir.

Jako, móy Panie, i tyż nie iesteś wzruszony iéy płaczem — Ach, iestem tylko służącym, a serce moie rozdziera się na ten widok.

Don Felix.

Jakąż walkę znoszę! iakże odmienić wyiazd, o który sam prosiłem.

Elwira (płacząc).

Nic, Don Felixie! ia rozłączenia naszego przeżyć nie zdołam...

Don Felix.

Elwiro! przyznaię, iż nie mogę przedsięwziąć rozłączyć się z tobą — (po krótkim namyśleniu) Dobrze wiąc; daléy nie zastanawiam się: użyię wszelkich środków, abym mógł tu pozostać; miłość moia nad życie, nad samą sławę mi droższa. Teraz piękna Elwiro, uszczęśliwiasz mnie nadzieią twego małżonka, a ślepo rzucę się przeciw burzliwym gniewom Króla.

Elwira.

Przyym tę rękę Mendozo, iako zastaw wiecznéy miłości i wiary.

Don Felix (na kolanach całuiąc rękę Elwiry).
Przy takim upewnieniu, niczém są dla mnie losu pociski.
SCENA  III.
DON FELIX, ELWIRA, HIPOLITA, BEATRIXA i RAMIR.
Hipolita (postrzegając Don Felixa klęczącego przed Elwirą).

Uniesienie to miłe. Elwiro! nieprzeszkadzam; będę świadkiem tylko twéy przyjemności.

Elwira.

Jesteś szlachetną...

Hipolita.

I cóżby na ten widok mówiła Blanka? gdyż, iak ci wiadomo, Don Felix iest cały dla Blanki, i nic iéy wyrównać nie zdoła.

Ramir.

Blanka w téy chwili może postępuie gorzéy. Nienależałoby Pani, według swych skłonności, o całym świecie mniemać...

SCENA  IV.
Ciż sami, i HRABIA.
Hrabia.

Szukałem cię Don Felixie.

Don Felix.
Mógłżem wiedzieć o tém, Mości Hrabio...
Hrabia.

Nie odjeżdżasz do Neapolu.

Don Felix.

Jako? Panie! (na stronie) co za radość!

Elwira (na stronie).

Co za szczęście!

Hrabia.

Zgoda: Don Szansza z tobą nastaie. Król Kastylii dla zaspokoienia nieporozumień, żąda, abyś był małżonkiem siostry Don Szansza.

Don Felix (na stronie).

O Nieba! nie wiém co mam odpowiedzieć, tak iestem tą, nowiną, zmieszany.

Hipolita (na stronie).

Oto się rozdzielaią na zawsze; w ich smutku pocieszenie dla duszy moiéy znayduię.

Hrabia.

Król Jegomość czeka na ciebie Mendozo; chce on ci oddać listy, o tak przyiemnéy wiadomości donoszące...

Don Felix.

Pełnię rozkaz iego.

Ramir (wychodząc za nim)

O biada mi!.. biada!.. biada!..

(przez całą tę scenę zmieszana bardzo Elwira).
SCENA  V.
HRABIA, HIPOLITA, ELWIRA i BEATRIXA.
Elwira.

Wieść ta Panie, powinna twóy umysł w spokoyności zachować. Porozumienia twoie ustać powinny.

Hrabia.

Jestem uwolniony od wielkiego starania... Lecz Elwiro! nie odkrywam nowiny, która cię bliżéj dotyka...

Beatrixa (na stronie).

Znowu cóś nowego.

Hrabia.

Król mię wysyła do Lizbony z rozkazem, ażebym utwierdził śluby iego z Infantą Hiszpańską. Tobie zaś za męża daie Markiza de Miralva, magnata Włoskiego.

Elwira.

Markiza de Miralva?

Hrabia.

Tak iest, i dziś ieszcze obiecał utwierdzić ten związek.

Elwira (na stronie).
Nieszczęśliwa, cóż pocznę!
Hrabia.

Gotuy się więc do przyięcia narzeczonego — Król tego chce, i ty posłuszną mu bydź musisz. (odchodzi).

SCENA  VI.
ELWIRA, HIPOLITA i BEATRIXA.
Elwira.

Jestże stałość iaka, któraby cios tak smutny wytrzymać mogła?

Hipolita.

Prawdziwie Pani, nieszczęścia twoie litość we mnie wzbudzaią.

Elwira.

O srogie przeznaczenie! czyliż nie dość utracić Don Felixa? trzeba ieszcze abym opuszczała Aragonią, abym była połączoną z nieznaiomym cudzoziemcem?

Hipolita.

Bądź cierpliwa Elwiro! może to Król...

Elwira.
Nie będę i tak mniéy nieszczęśliwą...
SCENA  VII.
Ciż sami, i ALONZO.
Alonzo (wchodząc, ieszcze za drzwiami).

Możesz na mnie Panie polegać.

Elwira.

Do kogoż to mówisz?

Alonzo.

Do Pana Hrabiego — Przychodzę tu porządek robić.

Elwira.

Wkrótce dom ten okryie się żałobą; Alonzo! Król trunmę mi gotuie.

(wychodzi, a z nią Hipolita)
Hipolita (wychodząc, na stronie).

Jestem iuż zemszczoną.

Alonzo.

W dniu wesela tyle smutku miłość — i ta tyle nam pracy zadaie!..

SCENA  VIII.
BEATRIXA i ALONZO.
Beatrixa.
Ja ci pomogę, ieżeli zechcesz...
Alonzo.

Dobrze. Lecz ty iesteś tylko gotową, do psucia wszystkiego: zostaw więc mnie samego, a lepiéy póydą rzeczy.

Beatrixa.

Patrz, iaki brutal — Ja mu chcę się podobać, a on mi niedyskrecye prawi.

Alonzo.

Ramir idzie; on cię osypie grzecznościami za moie brutalstwa.

Beatrixa.

Zapewne nie będzie tak nie delikatnym, iak ty.

Alonzo.

Jeśliby on przywykł do twych wdzięków tak iak ia, byłby podobnym mnie.

(odchodzi do przyległego pokoiu).
SCENA  IX.
BEATRIXA i RAMIR.
Ramir.
Przychodzę ze dworu, Król wkrótce tu przybędzie — Co do mnie, szukałem zręczności, abym ci mógł oddać moie pożegnanie, Panno Beatrixo.
Beatrixa.

Czy iuż się stało? odjeżdżasz?

Ramir.

Tak iest — Tym przyklętym wyiazdem, tak iest sciśnioné serce moie, iż umrę, albo raczéy iuż umarłem, iużem pogrzebiony...

Beatrixa.

A Pan twóy musi bydź bez wątpienia mocno dotknięty.

Ramir.

O iego smutku bierz z mego miarę: kto widzi iedno, widzi łatwo drugie.

Beatrixa.

Ta córka Don Szansza iestże piękną?

Ramir.

Chcę ci ią opisać — Naprzód nos ma płaski, oczy płynące i oblamowane purpurową czerwonością, zęby koloru bursztynowego, a powieki iak kość słoniowa — Ma trzy stopy wysokości, sześć stop diametru, iest kulawą i garbatą.

Beatrixa.

Ty mi maluiesz iakiegoś dziwoląga.

Ramir.
Naytrafniéyszy obraz małżonki przyszłéy moiego Pana.
Beatrixa.

Załuię ią, ieśliś dobrze odmalował — słyszę iakiś szmer.

Ramir.

To pewnie Król.

Beatrixa.

Tak, on sam.

SCENA  X.
KRÓL, za nim HRABIA, DON FELIX, RAMIR i BEATRIXA.
Hrabia.

Jakiemiż słowy zdołam wyrazić, Nayjaśniéyszy Panie, moię wdzięczność, za tak wielki honor?

Król.

Zasługi twoie, Mości Hrabio, na wszystkie względy zasługuią.

Don Felix (na stronie).

Ktożby pomyślał, aby Król wziął na siebie tak srogą, zemstę?

Król.
Mości Hrabio, gdzie iest Elwira? iéy obecność tu iest konieczną.
Hrabia.

Kazałem ią uwiadomić, Nąyjaśniéyszy Panie; nieomieszka się stawić natychmiast przed Waszą Królewską Mością — Otoż i nadchodzi.

SCENA  XI.
Ciż sami, i ELWIRA.
Elwira.

Nayjaśniéyszy Panie, przychodzę rzucić się do stóp twoich.

Król (podnosząc ią).

Nadobna Elwiro, chcę dnia dzisziéyszego dać ci dowody mego szacunku.

Don Felix (na stronie).

On mi chce zadać cios śmiertelny!

Król.

Biorę staranie na siebie o twoim losie; lecz skądże ten głęboki smutek, który na twarzy twoiéy pokaźnie się? Podnieś na nas te oczy wszechwładne, które i władzców świata zachwycaią.

Elwira.
Nie mam, Nayjaśniéyszy Panie, tak stałego umysłu, abym spokoynie mogła patrzeć na pracę, którą Wasza Królewska Mość przedsiębierzesz, o mém losie.
Król.

Chcę ci uczynić wybór małżonka.

Hrabia.

Nayjaśniéyszy Panie, oczekuiemy Markiza...

Król.

Oczekiwać go nie należy, iest tu przytomny.

Hrabia.

Pokażże go nam, Nayjaśniéyszy Panie.

Don Felix (na stronie).

Król sam, bez wątpienia, zaślubi Elwirę.

Król (biorąc za rękę Don Felixa).

Zbliż się Panie Markizie de Miralva, przyym rękę i serce Elwiry — Ty zaś Pani, odrzuć twe troski, i idź w obięcie kochanka twoiego.

Beatrixa (na stronie).

Jeśliby tu była Hipolita, pięknąby grała rolę.

Ramir (na stronie).

O radości! Pan móy zaslubia Elwirę, i zostaie Markizem.

Hrabia.
Któżby mógł przewidzieć, Nayjaśniéyszy Panie, tak wielkie dobrodziéystwa.
Don Felix (rzucaiąc się do nóg Króla).

Ty mnie z grobu wyprowadzasz wielki Królu, kochanek rozpaczaiący, chciałem...

Król (podnosząc go).

Dość na tem Mendozo, nie traćmy czasu na próżnych słowach, idźmy przyśpieszyć chwilę szczęścia twoiego. O utwierdzenie zgody twoiéy z Don Szanszem, łożyć będę staranie; dla siostry iego znaydę godnego małżonka.

(wychodzą wszyscy).
Ramir (wychodząc).

O radości, radości, radości... ileż butelek wypróżnię! vivat Markiz de Miralva! vivat Don Ramir! piérwszy z piérwszych iego kamerdynerow!...

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lope de Vega i tłumacza: anonimowy.