Don Felix de Mendoza/Akt czwarty

<<< Dane tekstu >>>
Autor Lope de Vega
Tytuł Don Felix de Mendoza
Data wyd. 1830
Druk Drukarnia Manesa i Zymela
Miejsce wyd. Wilno
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

AKT CZWARTY.

(dzieie się w pokoiu Hrabiego)

SCENA  I.
HRABIA, ALONZO i LAZARYLLA.
Hrabia.

Czyli Król żąda ze mną mówić?

Lazarilla.

Tak iest Mości Hrabio, chce cię widzieć w twoim domu.

Hrabia.

Przynieś mi zwierciadło.

(Lazarilla pokazuie mu zwierciadło, w którém Hrabia poprawia swóy kołnierz).
SCENA  II.
DON FELIX, ALONZO, HRABIA i LAZARILLA.
Don Felix (pokazuiąc się przy drzwiach z Alonzem).

Co twóy Pan robi?

Alonzo.

Ubiera się.

Don Felix.

Musi bydź zapewnie zmartwiony nową naszą potyczką.

Alonzo.

Bardziéy tém, że zastał Króla blisko mieszkania Elwiry. Panie Don Felixie iesteś żwawy, mocny... Ach, iak twa szpada musi bydź dzielną! czy mogę się ośmielić prosić o iéy pokazanie.

Don Felix (wyymuiąc z pochew).

Patrz, iest to twór najlepszego rzemieślnika Toleda.

Hrabia.
(Widząc w zwierciedle za sobą Don Felixa ze szpadą w ręku).

Ach zdrayco! iakież zbrodnie zamyslasz wykonać.

Don Felix.
Kto zdrayca Mości Hrabio?
Hrabia.

Wchodzisz z dobytą szpadą do mego pokoiu.

Don Felix.

Na żądanie Alonza wyiąłem ią a pochew.

Alonzo.

Tak iest, na moią proźbę uczynił to.

Don Felix (po chwili myślenia).

Przychodzę uskarżać się na ciebie, Mości Hrabio, że niesłuszne masz o mnie podéyrzenie — Jaż miałbym cię zamordować? Jeśli iestem ci przykrym i podéyrzanym gościem, należy, abym dla uwolnienia cię z kłopotu, od dziś dnia przestał mieszkać w twoim domu.

Hrabia.
Zeznaię, mniemałem tak, Don Felixie; iestem bez przytomności; móy umysł w pomieszaniu; wszystko móy rozum zaciemnia: mniemam, że się wszystko na mnie sprzysięgło, że wszystko oddycha śmiercią moią... Oto smutny skutek okropnéy niespokoyności przyiaciela twego. — Jdę czynić przygotowania do przyjęcia Króla — Don Felixie zatrzymay się tutay — Alonzo i Lazaryllo za mną. (wychodzą).
SCENA  III.
DON FELIX (potém) RAMIR.
Don Felix.

Sądziłem, że przyczyną, téy niespokoyności iest moia miłość, a to iak postrzegam, ze wszystkiém co innego — Król i miłość iego Xiążęcia? mieszaią Hrabiego — Tak... on wart litości... Użalam się nad nim. — Lecz Don Felixie, iestże większe nieszczęście nad twóy smutek i twoią niedolę!..

Ramir (nadchodząc).

Szukałem cię Panie wszędzie.

Don Felix.

Coż się tam nowego przytrafiło?

Ramir.

Ktoś znowu był w naszym pokoiu; bez porządku wszystko w garderobie; pomieszane wszystkie sprzęty nasze; iedne w dole, drugie na górze; niewiem iaki cel w tém, bo dzięki Bogu nic ciekawego z ubiorów nie mamy — znalazłem też przy portrecie, o którém Pan wiesz, ten papier.

Don Felix.

Czy iest co na nim napisano?

Ramir (oddaiąc papier).
O, iest, i bardzo pięknie napisano...
Don Felix.

Elwira pewnie chciała się naygrawać ze mnie.

(czyta) „Blanka iest imie téy damy; kochanek iéy chciał te wyrazy tak tu nakreślić, iżby prócz niego nikt się niedowiedział — Amant co oczyma ią pożera, nie powinien bydź od Elwiry kochanym ponieważ powiedział wzdychaiąc: cały iestem dla Blanki...“
Ramir.

O ho! to iest intryga Elwiry, ona to chciała z kolei uczynić cię zazdrośnym, maiąc zamiar kochania Króla.

Don Felix.

Mylisz się Ramirze, niéma ona téy skłonności. — Wczora dała mi poznać iż się powinienem czegoś spodziewać; lecz pycha pobudziła ią do kochania Króla.

Ramir.

Wierz mi Panie! że zawsze na swoią korzyść tłómaczemy to, co przeciwko nas iest wymierzoném.

Don Felix (po chwili).
Tak Ramirze! Elwira mną pogardza, szydzi ze mnie... Widzę iż iestem iedynie na to zrodzony, abym był igrzyskiem chwilowego zadowolnienia płci pięknéy! abym był celem ich niestałości!... Ramirze, chcę zakończyć to tak srogie, tak dziwaczne przeznaczenie...
Ramir.

Niestety!

Don Felix (po długim namyśleniu się).

Lecz nie... inny kierunek nadam interesom moim. Tak iest... tak, dziś ieszcze muszę wyiechać do Neapolu. Uwolnię tym Elwirę od natrętnego kochania, a Króla od zapalonego rywala.

Ramir.

Ach, iedźmy tam, iedźmy, bo iakaż strona świata milsza, piękniéysza i przyiemniéysza?

Don Felix.

Idę więc do Króla i będę go prosić o pozwolenie oddalenia się; ty zaś przygotuy tym czasem wszystko do odiazdu. (odchodzi).

Ramir (wychodząc).

Przeklęta niech będzie Blanka!.. przeklęta Elwira!.. przeklęta miłość!..

SCENA  IV.
ELWIRA i BEATRIXA.
(Weszły one wtenczas, kiedy Don Felix mówił iż idzie prosić Króla o uwolnienie).
Elwira.

Beatrixo, słyszałaś co wyrzekł — On odjeżdżac zamyśla. Nie... ukrywać się daléy nie mogę — gwałtowność mię do tego przymusza...

Beatrixa.

Więc Kastylczyk twe serce posiada?..

Elwira.

Zawiodłam się, mniemaiąc, że go iuż nie kocham.

Beatrixa.

Myślałaś, Pani, tak na ówczas gdy Don Felixa nie było, gdyś była rozgniewaną na niego, dziś iuż daruiesz mu iego winę, i znowu go kochasz. Owoce bowiem zapomnienia, nie rosną na wzniosłych Aragonii skałach.

Elwira.

Nierozsądna! cóżem uczyniła? srogie to oddalenie się, boleśniéy roziątrzy mą ranę — Kocham Don Felixa, ubóstwiam go; on odieżdża... Ach! Beatrixo! iakiż środek?..

Beatrixa.

Wszak chciałaś Pani sama tego...

Elwira.

Wtedy zazdrość... okrutna zazdrość... prowadziła mię.

Beatrixa.

Jeśli Pani, chcesz tego....

Elwira.
Sława moia.... lecz zgadzam się...
Beatrixa.

Cóż z Królem przedsięwezmiesz?

Elwira.

Uwodzić go z oboiętnością.

Beatrixa.

Lecz coż widzę, tu Król i Don Felix nadchodzi.

Elwira (pomieszana).

Oddalmy się.

SCENA  V.
KRÓL, ELWIRA, DON FELIX i BEATRIXA.
Elwira.

Zaszczycasz nas swoią bytnością Nayjaśniéyszy Panie — Pozwól więc abym doniosła sama o tém szczęściu bratu memu — Czy pozwala mi to uczynić Wasza Królewska Mość?

Król.

Choć z wielką, przykrością, zgadzam się iednak na to.

(Elwira odchodzi, za nią Beatrixa)
SCENA  VI.
KRÓL i DON FELIX.
Król.

Zdumiewa mię Mendozo, ten nagły twóy odjazd.

Don Felix.

Nayjaśniéyszy Panie, znasz nieszczęścia moie zdarzone w Kastylii, łaskawość twoia wygładziła mi ie z pamięci. Pragnę (ieśli mi wolno będzie) przełożyć pobudki odjazdu moiego.

Król.

Słucham.

Don Felix.

Nayjaśniéyszy Panie, gdym unikał prześladowania nieprzyiaciół moich, ziednym tylko sługą stanąłem na granicy państwa twego. Konie nasze bez wytchnienia pędzone, padły pod nami; zmuszeni więc byliśmy iśdź piechotą do miéysca w którymby można było znaleśdź wsparcie. Doszliśmy do Willareal, i tu w austeryi raz pierwszy uyrzałem nieporównaną, bozką Elwirę i krewnę, dawniéy mi w Toledzie dobrze znaiomą. Stanęły tu one na nocleg, byłem przedstawiony przez Hipolitę Elwirze; przyięłą mię łaskawie i pomoc dała. Jak wielka iest władza miłości, tu dopiero poznałem! W téy chwili Nayjaśniéyszy Panie, w któréy zobaczyłem ią, wyrugowałem z serca moiego niewierną Blankę, a dla Elwiry przeiąłem się naymocniéyszym ogniem. Płomienie miłości coraz bardziéy wzrastaiące, całą mą duszę ogarnęły — Nie bawiłem się przy niéy, nad kilka godzin, a gdy mi się przyszło rozłączać, czyniłem to z naywiększą gwałtownością; i z iéy strony cień blady smutku, w śród wdzięcznego oblicza, ukazał się oczom moim — Oddaliłem się niewiedząc o iéy nazwisku, ponieważ (iak mówiłem) zakazano było, a żeby mi ie niewyiawiać. Pisała ona za mną do Waszéy Królewskiéy Mości. Łaskawie wysłuchałeś iéy proźby, nad memiś nieszęściami się ulitował, i raczyłeś wesprzeć mnie wielowładnym ramieniem swoim. Lecz iakież było podziwienie moie, gdy w tym mieyscu schronienia znalazłem tę piękność, o któréy widzeniu rozpaczałem... Radość i zachwycenie moie było bez granic, lecz w téy chwili Nayjaśniéyszy Panie! radość ta, iest powodem odjazdu....

Król.

Dla czego?

Don Felix.

Korzystaiąc ze zbliżenia się do niéy, przebywaniem w domu iéy brata, odkrywam miłość moię Elwirze; ona zdaie się przeklaskiwać moiéy sprawie; lecz wkrótce widzę niknącą nadzieię. Ty Nayjaśniéyszy Panie, powierzasz mi taiemnicę żądz swoich; wypełniam rozkaz i zamiary twoie skutek uwieńcza. Kochaiąc tę, którą ty Nayjaśniéyszy Panie kochasz, iakimże byłoby nierozsądkiem, karmić się próżną nadzieią? Jakaż niewdzięczność za to, co ci winienem? iaka zuchwałość stawać się twoim rywalem! Nadto, Hrabia niebędzież się na mnie użalać, że opieką iego wsparty, albo sam zwodzić zamyślam, albo staię się narzędziem téy popędliwéy miłości — Już boiaźń i podéyrzenie umysł mu mieszaią, cnoty nawet twoie Nayjaśniéyszy Panie, uspokoić go nie mogą — On sobie wyobraża, że z twoich zleceń życie mu odebrać zamyślam, że twoia poufałość dla mnie, iest tego zapłatą. On wszystkie kroki moie uważa, on mi odbiera broń, on sprzęty moie ogłada. Wszystko to śmiertelnym strachem napełnia duszę moię; i ieżelibym pozostał na twoim dworze Nayjaśniéyszy Panie, obraziłbym godność Waszéy Królewskiéy Mości. Samo tylko oddalenie, da mi zapomnieć Elwirę — Pozwól mi więc Nayjaśniéyszy Panie, opuścić Aragonią, i w Neapolu szukać zręczności pełnienia usług twoich. Zniszcz w sercu moim ten porywczy zapęd miłości, który moię miesza spokoyność...

Król.

Otwartość twoia Don Felixie, tym bardziéy powiększa móy szacunek ku tobie. Smuci mię twóy odjazd, lecz przeszkodzić mu nie mogę. Nie oddalay się iednak bez widzenia się ze mną; pamiętać ia będę na twoie zasługi i one bez nagrody niezostaną. Nadchodzi Hrabia, zostaw nas. (Don Felix odchodzi).

SCENA  VII.
KRÓL i HRABIA.

Ach! Wasza Królewska Mość w mym domu! zaszczyt i szczęście moie bez granic.

Król.

Mości Hrabio! doniesienia uczynione mi o tobie, zdziwiły mię. Mówiono mi żeś stracił, nie mówię rozum i zmysły, lecz tę doskonałą rostropność, która ci przynosiła szacunek na moim dworze. Wystawiasz sobie, że się gotuię na zamordowanie twoie... Czyż podobne chimeryczne wyobrażenia; mogą cię mieszać do tego stopnia? Jeżeli ta czarna żałość, która cię pożera, pochodzi z westchnień które do twoiéy siostry zasyłam; więc wéydź w siebie Mości Hrabio! miéy więcéy ufności w szlachetnéy krwi twoiey i w cnocie Xięcia, który lubo młody i zapalony, oddaje iednak sprawiedliwość zasłudze i wartości swoich poddanych. Wszystko w moim dworze idzie za mym przykładem: nic tu nie kazi obyczaiów. Nie myśl więc, iżby miłość moia była z krzywdą Elwiry. Starania moie dla niéy, coraz się pomnażaią, a cnota iéy więcéy blasku przybiera. Teraz zaś, ponieważ iestem przyczyną takiéy trwogi dla ciebie, chcę więc ią zniszczyć, i dla powrócenia ci spokoyności, gotuy się Hrabio, z poselstwem do Portugalii, udasz się do Lizbony, utwierdzić związki moie z iéy Infantą.

Hrabia.

Nayjaśniéyszy Panie, z niewymówną radością przyymuię ten urząd, którym Wasza Królewska Mość mię zaszczycasz. Udam się do pysznéy Portugalii utrzymać sławę oyczyzny swoiey; i ieżeli łaskawe Nieba wesprzą me chęci i usiłowania, spodziewam się przywieźć do Saragossy tę znamienitą Xiężniczkę, którą wybrałeś Wasza Królewska Mość za małżonkę sobie. Lecz Nayjaśniéyszy Panie, przed mym wyiazdem, racz zapewnić los Elwiry. Kunigas i Laras z Kastylii, staraią się o nią; chciéy więc aby weszła w związki z tym, który ci się naybardziéy podobać będzie.

Król.

Oszczędź swych starań Mości Hrabio, biorę ie na siebie — Siostra twoia za mąż idzie...

Hrabia.

Jako?

Król.
Tak, wybrałem dla niéy Markiza de Miralva.
Hrabia.

Nayjaśniéyszy Panie! ia go nie znam, nawet nigdy nie widziałem go.

Król.

Miralva, iest iednym z magnatów Włoskich.

Hrabia.

Jakoż więc ten związek ustalę, gdy się do Portugalii oddalam.

Król.

Dziś Elwirę ślubem połączysz.

Hrabia.

Lecz Markiz nie iest tu obecny.

Król.

Znayduie się w Saragosie, i za godzinę go uyrzysz — Ja go sam tu przyprowadzę; ty się tylko gotuy do uczciwego przyjęcia. — (wychodzi).

Hrabia (na stronie).

Zamiar tych wszystkich postanowień, zupełnie nie iest mi wiadomy.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lope de Vega i tłumacza: anonimowy.