Don Felix de Mendoza/Akt trzeci

<<< Dane tekstu >>>
Autor Lope de Vega
Tytuł Don Felix de Mendoza
Data wyd. 1830
Druk Drukarnia Manesa i Zymela
Miejsce wyd. Wilno
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

AKT TRZECI.

SCENA  I.
KRÓL i HRABIA.
Król.
Powiedź mi Mości Hrabio, czy dozór powierzony, nie przykrym ci się zdaie?
Hrabia.

Domowe kłopoty niedozwalaią mi bydź tak czuynym. Błagam cię więc Panie, uwolniy mnie od tego obowiązku; wszak nietylko ia, na dworze twoim, podiąć się tego mogę. Nadto piękne przymioty Pana Don Felixa, iego młodość, iego wdzięki, mogą mi bydź wymówką... ieśli siostra moia...

Król.
Rozumiem cię; lękasz się o swóy honor.
Hrabia.
Czyliż to, Nayjaśnieyszy Panie, nie podoba ci się?
Król.
Tak Mości Hrabio, to mi się nie podoba, co niechętnie zgadza się z moią wolą; Jakżebyś bronił stanowiska powierzonego ci odemnie w czasie woyny? kiedy dziś młodziana, nad którym prosty Paź mógłby dawać, strzedz nie chcesz. Czyż w rzeczy saméy masz podéyrzenie o cnocie Elwiry? Nie, to iest krew twoia; znasz ią... Nie sądź więc, aby tak słabą, tak powolną była, iżby imie twoie mogła znieważyć — Cóż obronę Don Felixa czyni tak trudną? Powiedź mi, czy prace domowe bez odpoczynku cię zatrudniaią? czy możesz mieć waźniéysze dzieła, nad okazanie mi twoich starań; twoich dowodów przychylności ku mnie?
Hrabia.

Lecz, Nayjaśniéyszy Panie, piszą do mnie z Kastylii, ze Don Felix przybywa iedynie z Aragonii, w zamyśle zabicia mnie.

Król.
Jest to utwór chytrości, dzieło podstępu, którym zdraycy chcą się zemścić nad nim. Oto iest list Króla Kastylii, w którym oddaie sprawiedliwość Mendozie; może cię przekonać w iakim tu celu Mendoza przybył. (odchodzi).
Hrabia. (namyśliwszy się troche).

Idźmyż więc, a może list ten zniszczy niespokoyność moię. (odchodzi).

(zmienia się scena na pokóy Hrabiego)
SCENA  II.
HRABIA (wchodzi).
(wyimuiąc list).

Tak, Król dał mi ten list, ażebym przeczytawszy go, przekonał się o niewinności Don Felixa. (czyta).
„Jeżeli Don Felix błaga twéy pomocy Nayjaśniéyszy Panie, i ia cię proszę o wsparcie dla niego: życie tego kawalerzysty obchodzi mnie, bo iest zasłużone; oyciec iego wiek cały przepędził na usługach przy moim dworze — Darmo zdrada targać się ośmiela na niego, ieżeli pomoc twa przy nim — Niech cię Nieba maią, w swéy opiece, Nayjaśniéyszy Panie, Król Kastylii.“

Możeż bydź większa pewność? niesłusznie słuchałem podéyrzeń moich: i wyrazy przezeń wyrzeczone, inne wcale miały znaczenie od tego, iakie im dałem. Nieprzyjaciele iego, chcą mnie uzbroić przeciwko iemu; lecz nic nie dokażą; mieć będę staranie o iego życiu, póki z niebezpieczeństwa nie wyydzie. Zagładzę przez to krzywdę, którą wyrządziłem iego familii.

SCENA  III.
HRABIA, DON FELIX i RAMIR.
Don Felix (na stronie, do Ramira).

Trzebaż było, abym tu Hrabiego znalazł? Coż mu powiem?

Hrabia (postrzegaiąc Don Felixa).

(na stronie) Otoż i on — Mówmy z nim takim sposobem, któryby dał poznać, iż go o nic nie posądzam. (głośno) Panie Don Felixie, przepraszam iż go na chwilę opuszczę; albowiem ten list oddać...

Don Felix.

Ach! Mości Hrabio! czynisz mnie nieskończenie obowiązanym, maiąc dla mnie względy... (Hrabia odchodzi).

SCENA  IV.
Don Felix.
Sądząc o uczuciach z postaci, zdawał się nie mieć żadnego podéyrzenia o miłości moiey. Nie, on nie podsłuchał mnie wtedy. Darmo lękałem się... Jakże o tém mówisz Ramirze?
Ramir.

To iest problematycznie bardzo. W iego twarzy nie wyczytuię nic więcéy, iak myśli dworzanina. Rodzay ten ludzi, (iak wiesz), sciska niekiedy, ażeby ukłuć.

Don Felix.

Prawda, lecz niech będzie co chce, trzeba korzystać z téy tak wolnéy chwili: chcę znaleśdź córkę iego.

Ramir.

Zapewne, aby Panu osłodziła smutek. Lecz otoż i ona.

Don Felix.

Odéydź na chwilę. (Ramir odchochi).

SCENA  V.
DON FELIX i ELWIRA.
Elwira.

Mniemałam, że tu zastanę brata.

Don Felix.

Hrabia znayduie się teraz przy Królu, ia zaś korzystaiąc z pomyślnéy chwili, wypełnię obowiązek włożony na mnie przez Króla. Żąda on, abyś dzisiay wieczór Pani pozwoliła widzieć mu się z sobą, przy swoim mieszkaniu. Chciałem wprawdzie przez wdzięczność dla Hrabiego brata twego, nie przyiąć na się tego obowiązku; ale on cię Pani kocha, i iak mówi że iesteś mu wzaiemną. Zgodziłem się więc na to, bo miałem nadzieię, że przyymiesz to poselstwo z przyiemnością, a dla twoiéy przyiemności wszystkom gotów poświęcić nawet... Lecz nie mówmy o tém.. zgadzasz się Pani na to?

Elwira.

Więc Pan przyiąłeś na się ten obowiązek?.. wdzięczną mu iestem.. Mozesz donieść Królowi iż chęci iego będą spełnione.

Don Felix.

Jak to? zgadzasz się?.. tegoż się spodziewałem?.. Dość iuż, wypełniłem piérwszy obowiązek. Teraz przyym Pani nayczulsze pożegnanie tego, który cię ubóstwiał... Widząc szczęśliweszgo rywala, naydroższa Elwiro! żyć dłużéy nie mogę... Tak, dziś uwolnię nieprzyiaciół moich od śledzenia moich postępków...

Elwira.
Ach! Don Felixie, iakże słabo kochasz! Gdybyś był prawdziwie do mnie przywiązany, wzgardziłbyś podobnym urzędem. Usiłowania Króla, czyliż zazdrośnym cię uczynić nie mogą. Mendozo, lękać się zamiarów rywala, iest naypierwszym obowiązkiem kochanka. Miłość bez zazdrości, iest oboiętną przyiażnią.
Don Felix.

Nie czyń mi Pani niesłusznych zarzutów. Trzeba się koniecznie ukrywać, trzeba się taić; inaczéy drogo będę opłacał widzenie się z tobą.

Elwira.

Nie zwodź mnie Mendozo!

Don Felix.

Zwodzić ciebie? Pani! ach, zapomniałaś bez wątpienia, iż twe wdzięki są wszechwładne, iż nie można na cię patrzeć bez poświęcenia ci całego życia.. Lecz bozka Elwiro! los móy zawisł od ciebie... będzieszże przychylną moiéy woli? mogęż pochlebiać sobie, że Don Felixa przeniesiesz...

Elwira.

Tak, Mendozo, Kochanek serca moiego nie iest władzca Aragonii... Dosyć iuż powiedziałam, bądź zdrów; interes obowiązuie mnie do zachowania twego rywala; uczyń mu nadzieię téy przyiemności, o którąć prosi...

Don Felix (rzucaiąc się do nóg).

Jakaż łaska! Pozwól niech u stóp twych...

Elwira.
Brat móy może nas zastać.. żegnam cię... (odchodzi).
SCENA  VI.
DON FELIX, i RAMIR (wchodzi).
Don Felix.

O losie, któryś mię nie przestawał gnębić, którego srogość z boleścią uczuć mi się dała przestaię na cię narzekać! iestem kochany od Elwiry... iuż się wszystko skończyło... Te urocze wdzięki, nagrodziły cierpienia, osłodziły niedolę moię.

Ramir (który wszedłszy słuchał).

Co widzę? Pan iesteś wesoły: interes idzie dobrze, Elwira (iak widzę) pocieszyła Pana.

Don Felix.

Sądziłem się w téy chwili za nieszczęśliwego, a iestem nayszczęśliwszym.

Ramir.

Niech będą pochwalone Nieba za to; lecz strzeżmy się aby tego szczęścia Król lub naywyższy Hetman nie postrzegł, bo długotrwałém nie będzie.

Don Felix.

Przynieś mi atrament i papier.

Ramir.

Jest wszystko na stole.

Don Felix.
List który teraz piszę, zaniesiesz do Króla.
Ramir (podaiąc krzesło).

Oto iest krzesło.

(Don Felix zaczyna pisać, i w téy chwili powstaie krzyk za kulisami, i słychać bitwę).
(Głos za kulisami)

Ach! to złodziéy.

(Inny głos tamże)

Ach! to zdrayca.

Don Felix (zrywaiąc się).

Chcę dociec przyczyny téy wrzawy.

Ramir (idąc za Panem).

I ia także idę; a gdyby była potrzeba dobywać szpady, uczynię tak, iak ze sługami Szansza.

(Wychodzą iednemi, a Hrabia wchodzi drugiemi drzwiami).
SCENA  VII.
Hrabia (sam).

Od czasu iakem czytał list Króla Kastylii, spokoyniéyszy mam umysł. (Postrzega na stole list, który Don Felix zaczął). Lecz cóż to widzę? pisał go bez wątpienia Don Felix. Jest to przyiaźna zręczność odkrycia zamysłów iego. Czytaymy. Jakieś tylko znaki widzę porysowane... nic nie skodzi... one iednak mi zrozumiałemi się staną, (czyta). „Usilnie starałem się zadość żądaniom uczynić; iuż to przyrzeczono... lecz Hrabia ma się na ostróżności, teraz atoli może zawieśdź swą czuyność“ „Otoż rzecz cała.... w iakimże nowym znayduię się niepokoiu! Gdy się sądzę bydź dalekim od nieszczęść, w téyże saméy chwili niebezpieczeństwo mnie zagraża (powtarza) Usilnie i t. d. Mogęż ieszcze wątpić o zdradzie? byłby mi iuż życie odebrał, gdybym się nie strzegł... Lecz coż uczynię abym wstrzymał zamach tak czarnéy zdrady... Odpiszmy tu, i daymy poznać że wiemy o iego zamysłach, (po napisaniu) Dość iuż... moźe nadeyść, oddalmy się, (odchodzi).

SCENA  VIII.
DON FELIX, RAMIR i BEATRIXA.
Beatrixa.

Była to tylko kłótnia między służącymi. Często to się zdarza, gdy w śród biesiady wino zawróci głowy. Ja nawet sama będąc, raz z dwóma piianemi mocnom się kłóciła.

Don Felix.

Idę więc kończyć móy list... Lecz o Nieba! coż widzę?... Ramirze, tu ktoś był, gdyśmy wyszli...

Ramir.

Czy kto list Pański czytał?

Don Felix.
Znayduię tu słowa cudzą ręką kréślone.
Ramir.

Czy podobna? Djabełże umie pisać? Lecz cóż tam pobazgrano?

Don Felix (czyta).

„Prawa gościnności są, święte; Don Felixie, szlachetne sérca, zawsze ie zachowywać umieią. (mówi) Ach, Ramirze, zgubiony iestem...

Ramir.

Czy to Hrabia iest djabłem?.

Don Felix.

Ach wszystko odkrył.

Ramir.

Co za nierozsądek, zostawiać na stole list nie zapieczętowany. Nagrodzisz Pan sowicie za swoią nierozmyślność — Proszę pamiętać co ieden mędrzec raz powiedział w téy mierze...

Don Felix (zamyślony).

Coż pocznę?

Ramir.

Jeżeli do drzwi potrzebne są zamki i kłótki, więc tym bardziéy listom koperty i pieczęci są nieodbite i konieczne. Czyż nie prawda? nie zamknięte iluż nieszczęść siały się przyczyną? ileż kobiet przez nie, swóy honor straciło? ilu rozwiodło się mężów?

Don Felix.

Chcę znaleśdź Króla i poradzić go się w takim wypadku. Lecz Hrabia idzie... należy mi uniknąć iego widoku — Ramirze, chodźmy — Beatrixo skryy się. (odchodzą wszyscy).

SCENA  IX.
HRABIA i ELWIRA.
Hrabia.

Tak, siostro moia, nie iestem zdolny ukryć tego przed tobą: iestem w nadzwyczaynéy niespokoyności. Chronienie Kastylczyka, iest dla mnie okropném: on mi chce życie odebrać!..

Elwira.

Jako bracie! i o życie i o honor się lękasz?

Hrabia.

I cóż sądzisz Elwiro, o takim człowieku, iakim iest Mendoza? — Twoie wdzięki, iego młodość i zalotność... czegóż więcéy trzeba, aby dać światu okazyą..

Elwira.
Swiat szanować będzie krew twoię i moię sławę. Honor twóy i moia cnota, są dalekie od posądzeń, a dla Don Felixa iest śmiertelnym ciosem bydź ci niemiłym.
Hrabia.

Mam się iednak na ostróżności. Uważam każdy krok iego. Od czasu, iakém go zastał u twych drzwi, mniemam, iż ma zamiar... Lecz się nie urażay o to. On może myśleć o tobie... ale ty...

Elwira.

Kobiéty nie pozwalaią się widzieć, gdy są w toalecie. Zle położony czépek, suknia źle spięta, nie wydaie dobrze postawy: przeto nic nie nada oczóm, które w tym czasie chcą dóyrzeć to, co ubóztwiaią.

Hrabia.

Wyobrażaiąc sobie, że Don Felix zamyśla coś okropnego; wiszedłem do iego pokoiu, gdzie między sprzętami znalazłem broń i to pudełko. (oddaie Elwirze).

Elwira.

To bez wątpienia własność téy damy, którą on kocha, i którą zostawił w Kastylii.

Hrabia.

Są w nim dwa portrety obok siebie leżące: ieden Don Felixa...

Elwira.

Czy tak?

Hrabia.
Drugi zaś pewnie téy damy, o któréy wspomniałaś.
Elwira (oddaiąc pudełko bez otwarcia).

Oddaię.

Hrabia.

Co? tyś moią siostrą, i nie iesteś ciekawą?

Elwira.

Tak, iestem twoią siostrą, iestem kobiétą i ciekawą, ale nie do słabości.

Hrabia.

Siostro, nieurażay się że cię posądzam o fałszywą skromność.

Elwira.

Dla zapobieżenia więc tym posądzaniom, wolę przejrzeć portrety.

Hrabia.

Teraz poznaię ciebie, — oto masz.

Elwira (otwiera pudełko i przeziera portrety).
O cudo piękności! jakaż czaruiąca postać! jakie powabne lica! jaka słodycz! Don Felix iest tu wydany prawdziwie zakochanym: on ią zdaie się pożerać oczyma. A ten stroik iak iest tu kształtnym. Wyznać należy, iż damy Kastyliyskie przewyższaią nas w piękności ubiorów. Powierż mi ich łaskawie bracie, na kilka godzin, forma ta stroiu niezmiernie mi się podoba: chciałabym, ażeby mi podobny zrobiono.
Hrabia (który patrzał na nią).

Ach, inne znowu nowe podéyrzenie.

Elwira.

Coż takiego?

Hrabia.

Tak, potém... (Odchodzi).

SCENA  X.
Elwira (sama).

Nie... inne są myśli Hrabiego... on takiego porozumienia na Don Felixa mieć nie może... Jakieś inne są iego myśli. — O Elwiro! dla ciebie podobno ta chmura zasępiło Niebo — Miłość twoia obudza w nim te podéyrzenia... Lecz śmiało postępuymy; wytrwałość twoia wszystko pokona — Obaczymy raz ieszcze te piękne portrety. (otwiera pudełko i ogląda). Cóż to za napis na drugiéy stronie? (czyta) „Jestem cały dla Blanki i nic iéy wyrównać nie zdoła“ Obłudny! zdrayca! powinienże mię tak zwodzić? Jeżeli serce iego dla innéy iest przeznaczone, więc czegóż żądasz Elwiro? Dla czego chcesz się łudzić fałszywym przywiązaniem? — Stało się! chcę cię zapomnieć na zawsze, chcę wzgardzić tobą, niewierny! Lecz dosyć tego — ubóstwiasz Blankę, żyy więc dla niéy, iéy się poświęć... A ia, ażebym przekonała cię iak się tobą brzydzę, dziś w obliczu twoim Don Felixie, zapały Króla, przyimować będę, iak kochanka wzaiemna — Spieszmy; nadeszła godzina w któréy mam się widzieć z Królem.

SCENA  XI.
KRÓL, DON FELIX i RAMIR.
(Dzieie się przed gankiem Elwiry; ganek w głębi).
Don Felix.

Oto iest chwila przeznaczona, i my, Nayiaśniéyszy Panie, iesteśmy w tém miéyscu, gdzie przyrzeczona rozmowa.

Król.

Zbliż się do ganku i popatrz czy tam iest Elwira. Czekam cię stąd o dwa kroki. (odchodzi).

Don Felix.

Ramirze, uważay wszystko dokładnie, i pamiętay, że godność Króla Jegomości na twoiéy wierze oparta.

Ramir.
Jestem cały tylko w oczach i uszach. (odchodzi).
SCENA  XII.
DON FELIX i ELWIRA.
Don Felix (zbliżaiąc się do ganku).

Cst... cst... cst... cst...

Elwira (z ganku)

Kto tu? Czy to ty Don Felixie?

Don Felix.

Tak, to ia iestem Pani. Rozmawa, którą rywal móy ma mieć z tobą, miesza mi władzę rozumu; okropne poruszenia zazdrości, mną miotaią. Lękam się aby godność iego...

Elwira.
.

Chcę cię zapytać o iedną rzecz Don Felixie: Jeślibyś był na moiém miéyscu, to iest siostrą Wielkiego Hetmana Aragonii, i gdyby dway zalotnicy twoi; ieden z nich Król, drugi zaś kawalerzysta Kastyliyski z kraiu swego wywołany, komużbyś dał pierwszeństwo?

Don Felix.

Królowi, Pani; gdyż miłość moia iak widzę darmo się zapala; iest to płomień w śród deszczu rozniecony. Ach! nie zdołam, nie zdołam mu przeszkodzić!..

Elwira.
Dobrze więc Don Felixie — idę za twoią radą, i przenoszę Króla nad Kastylczyka.
Don Felix.

Co mówisz?..

Elwira (zamykaiąc okno).

Abyś Królowi oznaymił, iż go oczekuię.

Don Felix.

Dobrze więc; idę.. idę... nieszczęśliwy! oznaymić... (wychodzi).

SCENA  XIII.
HRABIA, DON FELIX i RAMIR.
Ramir (sam wychodząc).

Zaczynam tedy poziewać i wkrótce zapewne zasnę — Idzmy daléy Ramirze; móy kupido, to lube dziécie, bynaymniéy nie podlega, poki się... Pomyślno sobie Panie Ramirze, do iak ważnych zamiarów zobowiązany iesteś... Swiat cały w głuchym zostaje spoczynku: śpi bogaty; śpi ten, co wygrał proces, śpi nie maiący ani długów, ani przyiacioł; śpią dworzanie... a tylko ten czuwa, kto ma piękną żonkę, lub córkę, boiąc się nie proszonego gościa.

SCENA  XIV.
KRÓL, DON FELIX i RAMIR.
Don Felix.
Tak, Nayjaśniéyszy Panie, pozwolono ci..
(Król się zbliza do ganku, a Don Felix powraca do Ramira).
Ramir.

Czy to Pan?..

Don Felix.

Tak... Ach, Ramirze!

Ramir.

Cóż się tam Panu przytrafiło?

Don Felix.

Jestem wzgardzony! Elwira z gniewem wyrzekła, iż nade mnie Króla przenosi!

Ramir.

Co za impertynentka!.

Don Felix.

Jestem w rospaczy!

Ramir.

I ia w rospaczy; poprzewracano bowiem wszystkie nasze rzeczy, moiéy zaś butelce kilka miłośnych dano całusów.

Don Felix.
Milcz — słyszę iakiś szelest.
SCENA  XV.
HRABIA, DON FELIX, RAMIR, ALONZO, i KRÓL, (który w głębi teatru rozmawia z Elwirą).
Hrabia (do Alonza).

Czy można Alonzo, aby o téy godzinie ieszcze nie wrócił...

Alonzo (do Hrabiego).

On i iego sługa, uzbroili się przed wyyściem.

Hrabia.

Nie póydę spać, póki nieprzyydzie... Prawdziwie Król przymusza mię do tego obowiązku, w którym raczéy sam się lękam i strzegę, niżbym miał ochraniać kogo innego.

Don Felix (do Ramira).

Ktoś tu iest.

Hrabia (trącaiąc Don Felixa).

Kto tu idzie?

Don Felix.

Ktokolwiek iesteś, nie możesz iść daléy — powróć.

Hrabia.
I ktoź to mię rozkazuie?
Don Felix (dobywaiąc szpady).

Moc i zelażo.

Hrabia (także).

Ramie to i ta szpada, ochronić mię zdołaią.

Ramir.

Jestem przy tobie Panie.

(Alonzo i Ramir dobywaią szpod, i każdy przy boku swego Pana ścieraią się: na ten hałas ieden ze sług Hrabiego z pochodnią przychodzi)
Don Felix (poznaiąc Hrabiego).

Nieba! to Hrabia.

Hrabia.

Ach, zdrayco! tyś godził na moie życie.

Don Felix.

Mości Hrabio, poznay mię.

Król (pokazuiąc się Hrabiemu).

(na stronie) co za wypadek; (głośno) Hrabio, day pokóy.

Hrabia (drżący).

Ach, to Nayjaśniéyszy Pan.

Król.
Tak, to ia iestem: wziąłem z sobą Mendozę na przechadzkę; gdy w śród chłodu byliśmy blisko ciebie; chciałem wiedzieć, czy iuż spoczywasz.
Hrabia (ze drżeniem).

Staię na twe rozkazy, Nayjaśniéyszy Panie!

Król.

Dość tego, iuż póżno — odprowadź mnie Don Felixie. Hrabio, bądź zdrów.

(Król wychodzi, za nim Don Felix i Ramir)
Hrabia (na stronie).

Istotnie niewiem, coby to miało znaczyć.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Lope de Vega i tłumacza: anonimowy.