Góra Chełmska/Pieśń VI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Norbert Bonczyk, Wincenty Ogrodziński (oprac.)
Tytuł Góra Chełmska
Część Pieśń VI
Wydawca Instytut Śląski
Data wyd. 1938
Druk Drukarnia Dziedzictwa w Cieszynie
Miejsce wyd. Katowice
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
VI
Pustelnik Aleksy. Opowiadanie jego o ostatnim z Gaszynów. Zakończenie.

Taż to cisza panuje w celi Aleksego,
Poszeptują w klasztorze: nie będzie nic z niego!
Na skromniutkiej pościeli wynędzniałe ciało
Oddechem zdradza tylko — jeszcze nie skonało.

Przy nim Ojciec Gwardyjan. Weń wlepiwszy oko,

Rzecze starzec, westchnąwszy ciężko i głęboko:
„Ojcze mój Gwardyjanie! pięknyście dzień mieli,
A jednak wam się serce jakoś nie weseli,
Któryż powód? Czyż i wy o proroctwach wiecie,

10 
Które lud nierozsądnie rozgłasza po świecie?“


„Wiem i nie wiem, nie wierzę!“ — odrzekł Atanazy, —
„Mówią, iż opuścimy to miejsce, gdy głazy[1]
Góry chełmskiej po całym Śląsku się rozłożą.
Stało się, bo kamienie tej skały wywożą,

15 
Nimi drogi brukując, na wszystkie powiaty,

A my jeszcze tu bawim; oby moje graty
Tu w ziemi świętej Anny niegdyś[2] odpoczęły!“
„Lecz mówią, że proroctwa inne jeszcze były[3]?“
„Owszem mówią, o jakimś ostatnim Gaszynie,

20 
Że tu umrze; lecz o nim wiarygodna słynie

Wieść, że dawno gdzieś umarł, a nasz klasztór stoi,

Niebezpieczeństw grożących słusznie się nie boi.“

Znowu cisza nastała; starzec ją przerywa,
Do Ojca Gwardyjana z cicha się odzywa:

25 
„Czy wiecie, iże umarł? Znałem go jak brata,

Z nim zeżyłem[4] i płoche i stateczne lata.
Jak kropla kroplę znajdzie, gdy śnieg taje w wiośnie,
Tak się w toku doświadczeń serce z sercem zrośnie!“

„Czyliż hrabia Damijan, boć to imię nosił

30 
Syn ostatni Gaszynów, przed tobą się zgłosił[5]

Z tym dla domu naszego nieszczęsnym znaczeniem?“
„Bynajmniej! Los wszech rzeczy — boskim dopuszczeniem!“
„Tak myślmy, mój Aleksy! Za pradawnych czasów
Zakwitnął tu nasz zakon w cieniu gęstych lasów,

35 
Jak drzewko zagraniczne w pięknym sadzie bożym;

My sobie powodzenia innego nie wróżym
Jak tego, co dawniejsze zakony miewały:
Wyrosły z woli Boga, dla niego istniały,
A skończywszy robotę, na jego skinienie

40 
Zwiędły, uschły! I nasze tustąd[6] wydalenie

W ręku boskim. Z wszystkich już krajów wyganiano
Jezuitów — a żyją! Dręcząc ich, rozsiano
To nasionko w świat cały! I z nami tak będzie,
Bogu tylko żyć chcemy, Boga mamy wszędzie!“

45 
Milczą. Po chwili Ojciec Gwardyjan zaczyna

Snuć rozmowę na nowo: „Ostatniego syna
Wysłał hrabia Gaszyna, gdy córka zginęła;
Nikt nie wrócił, jakby ich ziemia pochłónęła[7].“

„Tego to właśnie syna poznałem przed laty“, —

50 
Rzekł Aleksy, — „los jego w gorzkości bogaty

Tak mi utkwił w pamięci, żebym mógł powtórzyć
Słowo w słowo, co mówił, czego musiał dożyć.

„Powodzenie Gaszynów wielce mnie obchodzi,
Proszę wszystko powiedzieć, jeżeli się godzi!“

55 
Tu mierzył Atanazy starca znawcy okiem,

Który siły czerpając[8] westchnieniem głębokim,
A podparłszy siennikiem twardym ciężką głowę,
Gaszynowskich tajemnic tę rozwarł osnowę:
„A więc raz jeszcze duch mój w działy[9] starej Polski

60 
Ulatując, pozdrawia jar Dniestru, Podolski[10],

Zaporoże, Wołyński[11], które krwi rzekami
Użyznione, karmione rzewnymi dumkami
Z niebem się pobratały. Niebo hojnie daje
I pogody i rosy i wdzięków, a kraje

65 
Rozpieszczone tym względem[12], w szmaragdy się stroją

I w pszenicę jak złoto, swym urokiem poją
Bisurmana, Kozaka i Tatara Chana.
Ziemio, jako raj piękna, wszystkim pożądana,
Tyś niegdyś tylko szczęsnych, bo wolnych rodziła,

70 
Jeden tylko tam płakał[13], jak szczęścia mogiła.

Siedział nad brzegiem Dniestru, a szumiące wały[14],
Jakby z jego nieszczęścia szydząc, urągały;
Byłby może zakończył w nurtach gorzkie życie,
Ale moje w tej chwili ku niemu przybycie,

75 
Moje dzikie spojrzenie, twarz pełna rozpaczy,

Wdarły się w ducha jego. Serca dwóch tułaczy
Zlały się jedno w drugie; po krótkim wahaniu
Znów ożyły w wzajemnym powodzeń wyznaniu[15].
To był wasz pan, Gaszyna, młodziec[16] w życia wiośnie,

80 
Coć jemu przeznaczenie zagrało żałośnie!

»Opuściłem«, — tak mówił — »dumnych ojców progi,
Znaleźć, który się stracił, upominek drogi:

Siostrę w dziecinnych leciech[17] z domu wykradzioną.
Lub raczej, by świat poznać, co jak pod zasłoną

85 
Zazdrosną spał uroczo. Z świętego Wawelu

Puściłem się w świat polski, co rycerzy wielu
Wysyłał do wszech wojen[18], gdziekolwiek zawrzały.
Zwiedziłem śnieżne Tatry i zamojskie wały,
Oraz Lwów mnogowieżny, uczony Krzemieniec,

90 
Bitny Zbaraż[19], Tarnopol, podolski Kamieniec,

Wreszcie łany bez granic, w których oko ginie[20],
W bujnej, śpiewnej, płaczliwej, jednej Ukrainie.
Tam to w dobrach Potockich — widzę rząd topoli
I pałacyk drewniany[21] — tam mieszkał Podstoli,

95 
Mąż i żona bezdzietni, lecz pod ich opieką

Dziewoja niby z raju, kryjąca powieką
Oko pełne tajemnic; kiedy nim zaświeci,
Gromi, walczy, zwycięża i pożar roznieci.«
Takim opowiadaniem zbyt Aleksy nudził[22]

100 
Ojca Atanazego, siebie zaś tak strudził,

Iż coś musiał odpocząć; milcząc, ciężko jęka[23].
Z milczenia korzystając, Atanazy klęka,
Wziąwszy w rękę różaniec (to broń zakonnika
Walna, palna, zwycięska, niebiosa przenika),

105 
Patrzy oknem w świat wielki, a ku niebu w duchu,

Aż tu gruch[24] niezwyczajny dobiegł jego słuchu,
Jakby ktoś nagle zatrzasł drzwi odległej celi,
Potem jakby krużgankiem zakonni bieżeli[25]
Potem cicho jak w grobie. Czyżby pójść, zobaczyć?

110 
Lecz Aleksy! coć cierpi! Jakoż się tłomaczyć?

Spojrzał jemu w twarz bladą, aleć jeszcze żywa,
Uchwycił Gwardyjana i tak się odzywa:

„Jeszcześmy nie u celu. Ojcze Gwardyjanie,
Jeszcze dano chwil kilka, podziękujmyż za nie,

115 
Bo powodzeń[26] Gaszyny pasmo jeszcze długie.

Jeszcze jedno nastąpi przerwanie i drugie[27]
Potem!.. Owoż, wielebny Ojcze Gwardyjanie!
Trudnym było dla państwa Podstolich zadanie
Sprzeciwiać się dwóm młodym[28]! wnet się pokochali;

120 
Uczucia, których dotąd ni z marzeń nie znali,

Owładnęły ich serca, jedno w drugim żyło,
Jedno drugiemu skarbem wszelkich rozkosz[29] było…
Już wzajemne zabawy[30]… poufalsze słowa…
Już to o zaręczynach… już o ślubach mowa…

125 
Aż tu chwila nieszczęsna — jedyne spojrzenie

Wniwecz wszystko obraca; płacz i spustoszenie
I burza tam nastawa, gdzie tej jeszcze chwili
Dwaj szczęśliwi[31] marzenia przyszłości pieścili:
Dostrzegł młody Gaszyna — przekonać się boi —

130 
Ale dostrzegł — na szyi — swej ślicznej dziewoi

Na złotym medaliku poznał... swej rodziny[32]
Herby własne! Gaszynów! też same ryciny,
Te pióra[33], hełm rycerski, zgrozo! bez wątpienia:
Nie swą lubą — lecz siostrę — krew swego imienia

135 
Piastował w drżącym sercu! Jego gwiazda zgasła,

Z firmamentu błękitów w ciemną przepaść trzasła!
Głucho jęknął Gaszyna jak w strasznym konaniu —
Krzeszą, budzą, wołają… po długim badaniu
Wynurzył swe domysły! Nuż poszukiwania

140 
Po archiwach, kościołach, rodzinach, podania

Tych, co dziewczę przywiódli[34] — oraz jej wspomnienia
Zgadzały się, niestety, aż do upewnienia[35]:
To Anna Gaszynówna! Pomijam, znękany
Jak Damijan, to w rozpacz, to w miłość miotany,

145 
To na coś czekający, to znów bez nadziei

Opuszcza ulubiony pałac Dobrodziei,

Wraca w grono rodzinne. Lecz nie jak przed czasem[36],
Gdy mu świat był za ciasny, jedzie tylko lasem!
Co mu widzieć wesołość, radość w ludzkiej twarzy?

150 
Życie, co i żebraka szczęściem jakimś darzy,

Jemu wszystko wydarło… nawet dla rodzica
Nie miał słów serdeczności… wynędzniałe lica
Zdradzają domownikom zwiędłe życia kwiecie.
„Jakiś ciężar wewnętrzny[37] Damijana gniecie!«

155 
Nie zeznał się[38] rodzinie z smutną tajemnicą,

Gardził domem ojczystym, gardził okolicą.

Tak istotny odludek, codziennie gdzieś gnany
W tajnie najgęstszych lasów, niegdyś zabłąkany
Stanął — tu — patrzy — chata, raczej nędzna jama

160 
Wstąpił; w kąciku leży — tuż jedyna sama

Staruszka, by w konaniu[39]. Spostrzegłszy go, wznosi
Drżące ręce ku niemu.. o usługę prosi:
»Czyś duch, czy człowiek, niech mną litować się raczy[40],
Bo nie umrę, aż hrabia Gaszyna przebaczy!«

165 
Damijan stał jak wryty. »A który Gaszyna?« —

»Co za córką straconą w świat wyprawił syna!
Jam wykradła.. hrabia mi… jedynaczkę[41] — Boże,
Jedynaczkę! przebaczam, dawno się nie srożę,
Choć mi zwiędła ma córka!« — znowu łkając, wznosi

170 
Drżącą rękę ku niemu, o usługę prosi:

»Bo nie umrę, aż hrabia Gaszyna przebaczy!«
Strumieniami łzy leje z żalu i rozpaczy. —
»A gdzież córka skradziona?« »Umarła! umarła!
Przy klasztorze jej grobek[42]! Lecz abym zatarła

175 
Wszelkie ślady mej zbrodni… córeczkę sąsiada

Sierotę mej opieki[43] ubrałam… o biada…
Biada nędznej grzesznicy, ubrałam w łaszątko[44]
Hrabianki Anny, dałam — z zemsty — niebożątko

Cygance, którą hrabia także w czymś uraził!

180 
Niewinnam śmierci Anny, lecz mą córkę skaził[45]

Możny hrabia Gaszyna! ale niech przebaczy,
Niech umrę, z żalu umrę, ale nie z rozpaczy!«

Na głowie Damijana aż się włosy jeżą!
Kiedy gromy niebieskie w hardy dąb uderzą

185 
I rozszczepią od wierzchu aże do korzenia,

Mniej nim wstrząsną, jak wstrząsły staruszki wspomnienia
Damijanem! Duch jego błyskawicą leci
W Ukrainę przez stepy jak wichru zamieci;
Tam Podstoli, tam Anna — jego narzeczona —

190 
Już nie siostra! nuż kłamstwa zazdrosna zasłona[46]

Sama spada, a za nią — w przebłogiej[47] bliskości
Szczep Gaszynów — z małżonką — siew nowej przyszłości!

Więc nie w gniewie, lecz szczęsny, chyli się ku twarzy
Konającej, jeszcze się w oku życie żarzy,

195 
I rzekł: »Babko, zaręczam, przebaczy Gaszyna,

Przebaczy przez błagania ostatniego syna,
Jeżeli poprzysięgniesz, żeś prawdę mówiła!«
Na tę wieść się staruszki twarz rozpromieniła,
Pod przysięgą najświętszą wyjaśniwszy wszelkie

200 
Czynu okoliczności, umarła. Nuż wielkie

Nastąpiły odmiany w Gaszynów stolicy[48]:
Hrabia Damijan w drodze do oblubienicy:
Już daleko od zamku; z wysokiej altany[49]
Żegnają go rodzice.. już ledwo tumany[50]

205 
Kurzu drogę wskazują, którą hrabia strzelił.

Jakóż niegdyś posępny bór się rozweselił!

Wszystko jakby we wiośnie, jakoż się weseli,
Cały świat się z nim cieszy, jego radość dzieli.
Miga się szczęsny jeździec — tam — tam go widzieli,

210 
Tędy jechał.. tam w nocy słyszano kopyta,

Jechał ktoś, dokądś, ale po co — któż dopyta? —

Trzeci koń upadł pod nim.. wreszcie.. rząd topoli[51],
Tam pałacyk drzewiany, tam mieszka Podstoli,
Mąż i żona; bezdzietni, lecz pod ich opieką

215 
Dziewoja niby z raju, kryjąca powieką

Oko pełne tajemnic; kiedy nim zaświeci,
Gromi, walczy, zwycięża i pożar roznieci.
Jak grom wpadł do komnaty, szuka swej dziewoi
Sercem, okiem.. nie widzi! już się niepokoi,

220 
Lecz niepokój odgania. »Jako narzeczony

Wracam, już nie do siostry, lecz do przyszłej żony —
Wyjaśniło się wszystko! — gdzież ma — Anna! — Boże!«
Smutno rzecze Podstoli: »Od roku w klasztorze!«

Tu odpoczął Aleksy. Atanazy w duchu

225 
Rozstrząsa całą sprawę, aż tu jego słuchu

Doszedł łoskot: ktoś zatrzasł drzwi pobocznej celi[52]
Znowu, jakby zakonni krużgankiem bieżeli..
Potem cicho jak w grobie. Aleksy się zrywa
Z pościeli i ostatnich z piersi sił dobywa,

230 
By skończyć, co rozpoczął. „Ojcze Atanazy!“

Rzecze, patrząc jak widmo, — „otóż już dwa razy[53]
Wołał na mnie głos dziki — to złowrogi goniec[54];
Nim raz trzeci zawoła.. opowiadań koniec.

»Już od roku w klasztorze!« Ledwo to usłyszał,

235 
Upadł, jakby wir straszny duszę mu zamięszał,

Upadł, ale nie umarł, żył — tylko na ciele[55].
Upłynęło tygodni i miesięcy wiele,
Niż znów wiedział[56], iż żyje… pyta się o Annie.
Pan Podstoli unika tych pytań starannie,

240 
Nie chce zdradzić, gdzie ona — niechże jest szczęśliwą,

Myśląc, że inna droga dla niej niemożliwą!
Damijan się na Boga i niebo ślubuje[57],
Że w niczym sługi bożej szczęścia nie zatruje,
Tylko widzieć ją pragnie! Dano, czego żądał:

245 
W żytomirskiej ją cerkwi[58] z ukrycia oglądał. —

Oby nie był oglądał! — Poznał, ile stracił!
Jakóż byłby tą perłą życie ubogacił!

Duch nieszczęsny Gaszynów[59] porwał Damijana:
„Obrałaś-li ty Boga[60], tedy ja szatana!«

250 
Ryknął młody Gaszyna, pędzi jak szalony,

Bo mu w wrzącej krwi gorał[61] żar nieprzytłumiony!
Turkom zaprzedał życie i duszne zbawienie[62];
Z nimi bił Paskiewiczów[63], Diebiczów[64], sumienie
Giaura wściekłego spało[65]; tak lata płynęły,

255 
Czerstwość, młodość Gaszyny srodze pochłonęły

W krwi strumieniach, pożarach, lecz szczęścia nie dały! —
Miałże-li w boju takim zniszczyć wiek swój cały?
»Jeszcze raz pójdę do niej! — gdziem nabrał wściekłości,
Może pokój znalazę[66] dla cichej przyszłości…

260 
Do niej — do niej po pokój!« Tymi pojąc słowy

Chorą duszę… i już był do drogi gotowy.
Znowu powitał miasto, cerkwi złote wieże,
Lecz Anna już nie chodzi z swymi na pacierze,
Jego Anna już w grobie… Do skromnej mogiły

265 
Damijana wychudłe ręce się czepiły,

W oczy łza wystąpiła i leje się — leje…“

To wyrzekłszy, staruszek Aleksy — czy mdleje?
Czy umiera? — nie dycha! Wklęsłe dotąd oko[67],
Jakby kogoś witało — otwarte szeroko — —

270 
Zerwał się Atanazy — Najświętsze Imiona[68]

Wymawia, aby dusza nimi uzbrojona
Zwyciężyła ciemności.. rozgrzesza — nuż lekki
Oddech.. uśmiech.. w konaniu zwarły się powieki!
„Wieczny mu odpoczynek racz już dać, o Panie“, —

275 
Jęknął Ojciec Gwardyjan, — „niech mu nie przestanie

Świecić jasność niebieska!“ Modli się i klęka,
De profundis clamavi[69]: za zmarłego jęka.
Długo klęczał, w milczeniu ojciec Atanazy,
Przeprasza, jeśli zmarły jakieśby urazy

280 
Miał do niego, na serce kładzie drżącą rękę,

Czy istotnie już przeszło przez doczesną mękę..
Domacał pod habitem pergamin zbutwiały[70].
Wydobył — myśli trwożne — w głowie zaszumiały —
Czyby czytać — czy spalić? Choć się jeszcze pyta,

285 
Już rozłożył pergamin i z zdumieniem czyta:

„Jam jest Damijan hrabia Gaszyna z Gaszynów!
Opuściłem ojczyznę, ostatni z ich synów;
Długo tęsknąc do Anny przez zły los mi wziętej,
Pracowałem na niebo tuż u Anny świętej.

290 
Znalazłem pokój boży, kończę wiek tułaczy,

Niech mnie do obu Anien[71] Bóg powołać raczy.
Pogrzebcie śród rodziców grzeszne moje ciało,
Aby przy nich choć w śmierci mile spoczywało!“

Aż osłupiał Gwardyjan! potem, drżąc z boleści,

295 
Zimne członki staruszka Aleksego pieści,

Klęczy w modłach i skrusze, uwielbiając w duchu
Świętą ostrą pokutę. Nagle jego słuchu
Doszedł łoskot — drzwi skrzypły — jakiś człek złowrogi,
Z niezwykłym pozdrowieniem przestąpiwszy progi,

300 
Stanął przed Atanazem, wąsal krnąbrnej twarzy[72],

Pochłaniając go okiem, co się w czole żarzy;
A z grzecznością na wargach, lecz z hardością w duszy
To przecedził przez zęby w Gwardyjana uszy:

„Mój panie Atanazy, to pismo wskazuje,

305 
Że już Wielebność Wasza tutaj nie panuje;

W przeciągu tego tydnia[73] stąd się wyniesiecie,
Ale ani drobnostki z sobą nie weźmiecie!
Wszyscy Wasi współbracia już o wszystkim wiedzą[74].
By się nie sprzeciwiali, w celach w straży[75] siedzą.

310 
Otóż pieczęć, podpisy! Co Pan na to powie?“ —

Co ksiądz Gwardyjan myślał, któż się o tym dowie?
Miecz mu serce przebijał; łza zabłysła w oku,
Całuje krzyż różańca, co mu wisiał z boku,
A zmysły odzyskawszy, to czyni pytanie:

315 
„Czy i względem zmarłego masz tu pan zadanie?“

Wskazał na marmurowe rysy Aleksego.
„Nic nam do Waszych trupów; według zdania mego
Wolno zagrześć[76].“ I wyszedł. — Z świętej Anny wieży
Dźwięczny dzwonek zwołuje ludzi do pacierzy,

320 
Ale cicho w klasztorze, a w chórze jak w grobie.

Świątynio Pańska, kiedyż zabrzmi znowu w Tobie
Chwała boża, śpiew ludów? Serafickie syny[77]
Czy już nigdy nie wrócą w dziedzictwo Gaszyny[78]?

Boże, Ty nas doświadczasz, wymagasz poprawy;

325 
Otwórz nam raj zawarty dla większej Twej sławy!

Góra smutna, a w dolinie[79]
Cicho, jak gdy szczęście minie,
Woła wieża
Do pacierza,

330 
Ale pusto w Żyrowinie.




  1. w. 12—16. Jeszcze jedna wersja proroctwa, nie wiadomo, czy autentycznego, które nieco zmienione słyszeliśmy w I 244—246 i III 288—291.
  2. w. 17. Niegdyś — kiedyś, por. obj. I 410.
  3. w. 18—20. I tu także przytacza Gwardian nieautentyczne proroctwo, znane już z I 250—252, III 290.
  4. w. 26. Z nim zeżyłem — z nim przeżyłem; czasownik ten występuje u Bonczyka w obocznej formie: zżyć, zeżyć; p. obj. I 151.
  5. w. 30. przed tobą się zgłosił — tobie się zwierzył.
  6. w. 40. tustąd — stąd; por. obj. V 384.
  7. w. 48. pochłónęła — pochłonęła; por. obj. I 44.
  8. w. 56. czerpając — czerpiąc; imiesłów utworzony zgodnie z odmianą: czerpa; por. obj. St. K. M. IV 414.
  9. w. 59. w działy — w dzielnice; por. obj. I 497.
  10. w. 60. jar Dniestru, Podolski — jar Dniestrowy i Podolski.
  11. w. 61. Wołyński — domyślne: jar.
  12. w. 65. tym względem — tymi względami, łaskawością.
  13. w. 70. Jeden tylko tam płakał — Damian Gaszyna.
  14. w. 71. wały — fale.
  15. w. 78. w wzajemnym powodzeń wyznaniu — w zwierzeniu sobie nawzajem kolei życia. Wyrazu: powodzenie w znaczeniu: dola, koleje życia, użył Bonczyk w St. K. M. II 498, IV 80, V 529, G. Ch. I streszcz., VI 36, 53 i 115.
  16. w. 79. młodziec — młodzieniec; wyraz staropolski, występujący w Psałterzu Floriańskim 148, 12 i w Biblii Szarospatackiej.
  17. w. 83. w dziecinnych leciech — forma archaiczna, zam. latach, być może nasunęła się Bonczykowi w związku z użytym poprzednio staropolskim młodźcem.
  18. w. 87. do wszech wojen — na wszelkie wojny; por. obj. V 402.
  19. w. 90. Bitny Zbaraż — przydomek Zbaraża świadczyłby, że Bonczyk niedawno przeczytał Ogniem i mieczem Sienkiewicza, albo Szkice Historyczne Kubali.
  20. w. 91—92. Jeszcze jeden refleks lektury Marii Malczewskiego, a raczej jej zakończenia.
  21. w. 94. pałacyk drewniany — por. obj. IV 333.
  22. w. 99. nudził — zdaje się, że dla rymu zamiast: nużył.
  23. w. 101. jęka — jęczy; w tym znaczeniu używa Bonczyk wyrazu: jęka dość często: St. K. M. VI 670, G. Ch. I 449, IV 16, 238, 239, 244, VI 277.
  24. w. 106. gruch — gruchot, łoskot; wyrazu onomatopeicznego: gruch użył Bonczyk przedtem w St. K. M. VI 135.
  25. w. 108. zakonni bieżeli — zakonnicy; por. obj. I 232; ww. 107-108 powt. VI 226—227. Sam motyw przepowiedni śmierci Aleksego w VI 107—108 i 226—227 przypomina znaki śmierci Mohorta w poemacie Wincentego Pola:
    Aż dnia jednego przed samą wieczerzą,
    Strwożeni bracia korytarzem bieżą…
  26. w. 115. powodzeń — raczej niepowodzeń, kolei życia; por. obj. VI 78.
  27. w. 116. Jeszcze jedno nastąpi przerwanie i drugie — br. Aleksy przepowiada tutaj dwa jeszcze zakłócenia spokoju klasztornego w czasie wyznania swej tajemnicy: jedno nastąpi podczas opowiadania (VI 226—227), drugie po jego śmierci i po odczytaniu notatki, którą zabrał z celi pustelniczej (V 187—196), dlatego o tej drugie przerwie mówi: „i drugie… Potem!…“ Technika tego ustępu przypomina nie tylko spowiedź Jacka Soplicy z X ks. Pana Tadeusza, lecz także opowiadanie Gustawa z IV cz. Dziadów, podzielone podług godzin i wypalających się trzech świec (ww. 141, 709—10, 1123—1127, 1139—1140).
  28. w. 119. dwóm młodym — dwojgu młodym, tj. Damianowi i Annie, por. obj. V 274.
  29. w. 122. rozkosz — dopełn. l. mn. zamiast rozkoszy ze względu na ilość zgłosek w wierszu.
  30. w. 123. wzajemne zabawy — wspólne zabawy; por. obj. II 29.
  31. w. 128. Dwaj szczęśliwi — dwoje szczęśliwych; por. obj. V 274.
  32. w. 132. ryciny — godło herbowe.
  33. w. 133. pióra — pióropusz nad herbem, armatura.
  34. w. 141. przywiódli — przywiedli; por. obj. I 44.
  35. w. 143. aż do upewnienia — do nabrania pewności.
  36. w. 147. przed czasem — poprzednio, w dawniejszym czasie; podobnie w St. K. M. IV 209: swoków dom przed czasem bywał rajem dla dzieci.
  37. w. 154. wewnętrzny — wyraz ten występuje u Bonczyka rzadziej, niż zwykły u niego: wnętrzny; por. obj. III 233.
  38. w. 155. nie zeznał się — nie przyznał się, nie zwierzył się.
  39. w. 161. by w konaniu — jakby konając.
  40. w. 163. niech mną litować się raczy — niech się nade mną ulituje.
  41. w. 167. hrabia mi… jedynaczkę — należy uzupełnić, jak w w. 180, skaził (zhańbił).
  42. w. 174. grobek — ale V 387 gróbek.
  43. w. 176. sierotę mej opieki — sierotę pod moją opiekę.
  44. w. 177. ubrałam w łaszątko — ubrałam w sukienkę; łaszątko wyraz zdrobniały od łach, użyty także w St. K. M. VI 63.
  45. w. 180. skaził — zhańbił, uwiódł.
  46. w. 190. nuż kłamstwa zasłona — teraz zasłona pomyłki.
  47. w. 191. w przebłogiej — w bardzo błogiej, o przymiotnikach z przedrostkiem -prze- por. obj. II 25.
  48. w. 201. w Gaszynów stolicy — w siedzibie Gaszynów; por. obj. II 202 i V 222.
  49. w. 203. z wysokiej altany — z wysokiego ganku, balkonu; w tym znaczeniu także St. K. M. II 341 (obj.) i V 470.
  50. w. 204—211. Opis jazdy Damiana powstał pod wpływem Marii Malczewskiego, w. 15—18, 47—50, 1201—1208, 1425.
  51. w. 212—217. są powtórzeniem VI 93—98.
  52. w. 226—227. są powtórzeniem ww. VI 107—108, zaznaczają one drugą przerwę w opowieści br. Aleksego, zapowiedzianą w. VI 116.
  53. w. 231—233. nawiązują i poprawiają poniekąd zapowiedź z w. 116.
  54. w. 232. głos dziki — to złowrogi goniec — goniec śmierci, lecz ów głos dziki nie jest chyba głosem potępienia, gdyż temu sprzeciwia się myśl ww. VI 295—297. Raczej byłby to głos z przeszłości, głos „owego ducha nieszczęsnego Gaszynów“ z w. VI 248.
  55. w. 236. żył tylko na ciele — żył tylko ciałem, fizycznie.
  56. w. 238. niż znów wiedział — nim znów poznał; por. obj. V 442; pyta się o Annie, składnia zmieniona dla rymu zamiast: pyta się o Annę.
  57. w. 242. Damijan się… ślubuje — Damian się zaklina, przysięga.
  58. w. 242. w żytomierskiej cerkwi — Bonczyk umieszcza Annę w klasztorze obrządku wschodniego, gdyż tak bywało w powieściach i poematach, z których czerpał swą wiedzę o Ukrainie. Wie zapewne o klasztorach unickich, choćby z Polowego Moborta:
    Choć Litwin srogi, choć unita hardy,
    Choć jak diament, był katolik twardy.
  59. w. 248. Duch nieszczęsny Gaszynów — opowieść Bonczyka nie pozwala na bliższe określenie, na czym polegał ów nieszczęsny duch Gaszynów. Zbyt nikłe jest światełko, bijące ze słów ks. Grelicha (II 169—174), o krwi Gaszynów, niecoś gorącej, gnającej ich jako jeńców do czynów, których chwalić nie można, o ich sile i rycerskiej postaci, która obawą niemałą napełniała matki cór urodnych. W miejscu obecnie omawianym duch ten pchnął Damiana do bluźnierstwa, do którego Gaszynowie nie okazywali skłonności, przeciwnie byli pobożni, Patrz ustęp Wstępu pt. Amore sacro e profano.
  60. w. 249. Obrałaś-li ty Boga — jeśliś ty obrała Boga, bo wstąpiłaś do klasztoru.
  61. w. 251. gorał — gorzał; por. obj. III 218.
  62. w. 252. Turkom zaprzedał życie i duszne zbawienie — poszedł w służbę wojskową do Turków; Bonczyk mimo sympatii dla swego bohatera surowo ocenia jego krok, zarówno ze względu na przekonania religijne, jak na skłonności słowianofilskie. Może na to wpłynęły także wiadomości o losie Michała Czajkowskiego, autora znanych mu powieści na tle ukraińskim, który po podwójnym renegactwie zakończył samobójstwem życie 16 stycznia 1886 w Borkach w gub. czernichowskiej. Wydaje mi się wątpliwą rzeczą, aby według koncepcji Bonczyka Damian Gaszyna miał przyjąć religię mahometańską, sprzeciwia się temu przydomek Giaura wściekłego (por. niżej, w. 254).
  63. w. 253. Iwan Fedorowicz Paskiewicz — (ur. 1782, zm. 1856), ks. warszawski, wódz rosyjski, służył w wojsku od młodych lat i doszedł po zdobyciu Erzerum 1829 do godności feldmarszałka. Dowodził w wojnie perskiej 1826, podbił Armenię i zdobył szturmem Eriwan, w wojnie tureckiej 1828 odniósł szereg zwycięstw, a 1831 objął po Diebitschu naczelne dowództwo przeciw powstańcom polskim i zajął Warszawę, po czym został namiestnikiem Królestwa. W 1849 dowodził armią rosyjską przeciw Węgrom, w 1854 w wojnie krymskiej, w której poniósł kilka klęsk. W czasie swego namiestnictwa wywierał presję na rząd pruski, aby zaprzestał łagodnej polityki wobec Polaków. Bonczyk wspomniał go już w St. K. M. VI 83—84.
  64. w. 253. Hans Karl Friedrich Anton von Diebitsch-Zabalkanskij — ur. 3 maja 1783 w Lipie (Gr. Leipe) w pow. trzebnickim, jako najmłodszy syn Eberharda Diebitscha niegdyś oficera pruskiego pod Fryderykiem II, a potem generała-majora rosyjskiego. Hans Diebitsch, wychowany w korpusie kadeckim w Berlinie, wstąpił jako chorąży do siemionowskiego pułku gwardii w Rosji i przebył szybko stopnie kariery wojskowej, gdyż w r. 1812 awansował na generała. W 1827 łagodził spory między Paskiewiczem a Jermołowem, w 1828 był szefem sztabu gen. w wojnie tureckiej, został hrabią, a w 1829 jako wódz naczelny w miejsce Wittgensteina kierował wojną przeciw Turkom, dotarł do Adrianopola, za co otrzymał przydomek Zabałkański, a po wojnie godność generała-feldmarszałka. Jako wódz przeciw powstaniu polskiemu 1830 r. nie odnosił spodziewanych zwycięstw i po bitwie ostrołęckiej miał utracić dowództwo na rzecz rdzennego Rosjanina Paskiewicza. Od tej przykrej konieczności wybawiła go śmierć na cholerę 9 VI 1831. Może pamięć tego ambitnego intryganta i karierowicza śląskiego na rosyjskim gruncie pobudziła Bonczyka do przeciwstawienia mu zmyślonego Gaszyny, jako Ślązaka, który bił Paskiewiczów i Diebitschów. Diebitsch nie był jedynym Niemcem śląskim w wojsku rosyjskim, prócz Prittwitzów służył współcześnie z nim Eugeniusz ks. Wirtemberski, odwieziony jako młodzieniec jesienią 1800 przez Diebitscha ojca do Petersburga.
  65. w. 253—254. sumienie Giaura wściekłego spało — powód przejścia Gaszyny do Turków nie występuje jasno u Bonczyka, stąd też niezrozumiały jest wyrzut, że sumienie jego, jako wojownika tureckiego, spało. Niepokój sumienia usprawiedliwiałoby jedynie bluźnierstwo: Obrałaś-li ty Boga, tedy ja szatana (w. 249) i do tego motywu przechodzi poeta w następnych wierszach.
  66. w. 259. znalazę — znajdę; por. obj. I 366.
  67. w. 268. wklęsłe dotąd oko — zapadłe pod powiekami oko.
  68. w. 270. Najświętsze Imiona — Jezus, Maria, Józef! nieco inaczej, niż IV 167.
  69. w. 277. De profundis clamavi — Z głębokości k‘Tobie wołam o Panie; początek Psalmu 129.
  70. w. 282. pergamin zbutwiały — ten sam „zżółkły pergamin“, który br. Aleksy zabrał z pustelniczej celi.
  71. w. 291. do obu Anien — do św. Anny i narzeczonej.
  72. w. 300—304. są powtórzeniem czwartym z rzędu V 205—206.
  73. w. 305. ty dnia — tygodnia; por. obj. II 3.
  74. w. 308—309. Wyjaśniają przyczynę hałasów, wspomnianych w VI 106—108 i 226—227.
  75. w. 309. w straży — pod strażą.
  76. w. 318. zagrześć — pogrzebać; por. obj. II 80.
  77. w. 322. Serafickie syny — synowie św. Franciszka z Assyżu, zwanego Serafickim, od ukazania mu się Serafa przy stygmatyzacji. Westchnienie to Bonczyka jest w chwili pisania poematu właściwie spóźnione, gdyż o. Atanazy Kleinwächter wrócił na Górę św. Anny 17 października 1881, w 3 tygodnie później przybył o. Dezydery Lis, po czym w ubraniu księży świeckich, sprawowali czynności duszpasterskie na Kalwarii i w Porębie. Urzędowo wszakże dopiero ustawą 30 kwietnia 1887 dopuszczone zostały zakony w państwie pruskim, a 9 sierpnia zezwoliło ministerstwo na osiedlenie się franciszkanów na Górze św. Anny. Dnia 1 października 1887 przywdziali bracia habity św. Franciszka, czyli tylko wzgląd na poprzedni ubiór księży świeckich i brak urzędowego zezwolenia na pobyt franciszkanów uzasadnia pytanie Bonczyka.
  78. w. 323. w dziedzictwo Gaszyny — do posiadłości niegdyś Gaszynowskich, tj. na Górę Chełmską.
  79. w. 326—331. są zmienionym na początku powtórzeniem IV 384—386 a zarazem reminiscencją zakończenia Marii Malczewskiego, odpowiednią poematowi śląskiemu, w który wplotły się motywy ukraińskie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Norbert Bonczyk, Wincenty Ogrodziński.