<<< Dane tekstu >>>
Autor Norbert Bonczyk, Wincenty Ogrodziński (oprac.)
Tytuł Góra Chełmska
Część Pieśń V
Wydawca Instytut Śląski
Data wyd. 1938
Druk Drukarnia Dziedzictwa w Cieszynie
Miejsce wyd. Katowice
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
V
Drugi dzień Kalwarii; dróżki Najśw. Panny. Przygotowania. Obawy ze strony Rządu. Stacje u Trzeciego Upadku. Domek Maryi. Przeprowadzenie chorego pustelnika Aleksego do celi św. Aleksego w klasztorze. Procesja ku dolinie Józefata. Nabożeństwo w Porębie. Zakończenie u św. Rafała. Błogosławieństwo ostatnie. Tłumy ludu rozstawają się z świętymi miejscami.

Zawitał dzień ostatni świętej Kalwaryi!
Rozmyślane dziś będą stacyje Maryi.
Aleć dziwne te myśli, z którymi weseli
Pątnicy się podnoszą ze skromnej pościeli:

„Dziś znów obchód! nauki! kaznodzieje nowi,

Wniebowzięcie Maryi — potem — ku domowi!“
To słowo: „Ku domowi“ tak w sercu zabłysło,
Że przy samym wspomnieniu parę łez wytrysło.

O serce, cóżeś dziwne[1]! Niedawno płakano,

10 
Kiedy górę, cel westchnień, z daleka widziano,

A dziś — własnego domu milsze już wspomnienie,
Przy dłuższych nabożeństwach pewne odurzenie[2].
I cóż to za pobożność? A więc głos rodziny
Słodszy jak uroczystych nabożeństw godziny?

15 
O serce, arcydzieło twórczej Boga ręki,

Właśnie w tej to tęsknocie objawiasz twe wdzięki:
Nic cię nie zaspokoi, dla Bogaś stworzone,
Twe pragnienie nie będzie niczym zasycone,
Tylko Bogiem! Iż wzdychasz do własnego grona,

20 
Mimowolnie dowodzisz, duszo, żeś stworzona

Dla rodziny, lecz dla tej, co się nie odmienia,
Gdzie nieszczęścia, gorzkości nie ma ani cienia,
Gdzie Bóg będzie twym Ojcem w wieki nieskończone:
Tam się nikt nie narodzi, nie umrze; spełnione

25 
Będą wszelkie życzenia przy Matce Maryi,

Nikomu się nie zecnie[3] w wiecznej procesyi.

„Ku domowi!“ tak myślą śród modlitw pątnicy!
„Nasi wnet już powrócą!“ — mówią domownicy.
Ale nie w słowach tylko z przyjścia swych się cieszą:

30 
Choć ich przestrzeń przedziela, już z pomocą spieszą.

Już gospodarz wytoczył wóz z obszernej szopy,
Mustruje[4] koła, osi smaruje i snopy
Suchej słomy zatłacza w wygodne półkoszki.
Konie zgadły myśl pana, już stawiają nożki

35 
Niecierpliwie, snać pyszne z tego, że są godne

Jechać po gospodynią i córki urodne.
Z ich powrotem wieś zabrzmi, aż gdzieś za zapłotki
Odezwią się podarki: piszczałki, kokotki[5]!

Aleć o tej to samej świętej Kalwaryi

40 
Wrogie rozmowy w pierwszej kraju kanclaryi[6],

Bo te tłumy, a śród nich kompanije polskie[7]
Draźnią na się urzędy wrocławskie, opolskie[8]:
„Oni spolszczyć gotowi naród górnośląski; —
Na to przystać nie mogą nasze obowiązki[9]!“

45 
Inaczej Atanazy! On nie o spolszczeniu

Myśli, tylko o wiecznym pątników zbawieniu.
Dlatego on wybierał z wielkiej mówców rzeszy
Takich, których przemowa i trwoży i cieszy,
Obala i buduje i serca porywa,

50 
Gdyż się w języku ludu do ludu odzywa.

Dlategoć te śpiewania, modły, te nauki;
By zbawienie upewnić[10], darłby serce w sztuki.
Gdyby te skuteczniejsze dlań się okazały —
Nimi, nie głosem polskim gromiłby świat cały.

55 
„Ludu, jeślić ojczyzna doczesna tak droga,

W której wszystko przemija, o ileż u Boga
Droższą musi być wieczność! Z doczesnej piękności
Ucz się kochać niebieską!“ Niebo dla swych gości
Chciałby zbliżyć Gwardyjan. Tym ożywion duchem

60 
Wyglądał chwil dzisiajszych[11] sercem, okiem, słuchem.


Już Msza św. ostatnia! Z wieży dzwonek dźwięczny
Zwołuje do porządku ludek kroćtysięczny.
Już w ruchu cała góra, do Świętego Krzyża,
Do Trzeciego Upadku wojsko się przybliża.

65 
Tu spieszy z pustelniczej Aleksego celi

Poseł do Gwardyjana; tłum ludu się dzieli[12];
Zdążył — przemawia z cicha — na klasztór wskazuje…
Zbladł ojciec Atanazy, poselstwo zgaduje:
„Zanieście do klasztoru: w domie[13] świętej Anny

70 
Tam niech ma odpocznienie i dozór staranny! —

„Pierwsze na dziś gorzkości[14]“ — westchnął Atanazy —
„Któreż będą ostatnie?“ Lecz smutne obrazy,
Co mu w głowie się roją, z ducha wytężeniem
Precz oddala, wszak nowym zatrudnion strapieniem.

75 
Jak z sto rzek wody, w jedno wielkie morze zlane,

Cicho stoją olbrzymią groblą opasane,

A powierzchnia, — spokojne, błękitne zwierciadło, —
Nie zdradza, ile kropel w głęb[15] przepaści spadło;
Lecz kto w brzegu choć bramę maleńką otworzy,

80 
Syczy, wyje, rwie tamy, w przemocy się sroży,

Wylewa swe niezmierne zapasy gniewliwe,
Pustosząc sioła, miasta, błonie nieszczęśliwe —
Tak ten lud kroćtysięczny. Barwy stokrotnymi
Krasi górę, gdy stoi, słowami dusznymi

85 
Karmion. Ale gdy Amen zakończy kazanie:

Góra dotąd spokojna, nuż groźna, powstanie,
Swe ciężary w dolinę żywą rzeką zsyła
I drugą by swym prądem górę obaliła.
Biada, gdyby niepewne ktoś, stawiając kroki,

90 
Upadł! toczyłby ciało w szczelin rów głęboki,

A za nim stąpający, spiesząc mimowolnie…
Śród modlitw i śpiewania ginęliby spolnie[16].

By groźnej klęsce wcześnie zapobiec, zwołuje
Wszystkie krzyże, chorągwie naprzód, tak formuje

95 
Z sześciuset mężów silnych w przodzie ustawionych

Opustę[17] najmocniejszą, której z rozpuszczonych
Procesyi bez liku żadna nie przerwała.
Za lasem znaków, krzyżów wolno zstępowała
Ku dolinie, wciąż jeszcze trzymana krzykami:

100 
„Wolno, baczno zstępujcie! Zwolna, za krzyżami!

Pilno patrzeć na drogę! Zamiast wzajemnego[18]
Śpiewu czyńcie ofiarę z pacierza cichego —
A na nogi uważać!“ O muzo Adama[19] —!
Choć ty wszystko umiałaś, ale tu ty sama

105 
Zachwycona widokiem milczeć byś wołała

Niż słowami opiewać, jako się tu lała
Szerokochna[20] głów rzeka! Dolina zalana —
Drugą górę już barwi głów powódź wezbrana.
Jak Mojżesz, prowadzący przez czerwone morze

110 
Izraela, wskazywał święte kraje boże

I Sinai[21] i mannę — tak w wiecznym zapale
Stał Ojciec Atanazy, pogślądając stale
W nieprzejrzany tłum; westchnął: „O ty Izraelu,
Jakoż wielki dom boży, synów twoich wielu!

115 
I niezmierne jest miejsce osiadłości jego

Rozległe i bez końca kraje berła twego!“[22]

Nim[23], tak dumając, poi zmysły zachwycone,
Płynie wojsko stobarwne, mądrze prowadzone
Krzyżmi[24] kalwaryjskimi, do Domku Maryi[25].

120 
Tam na skromnej pościeli, śród asystencyi

Apostołów i matron Matka Chrystusowa,
Żegna się z doczesnością[26], umierać gotowa.
Podczas nauk o boskim czwartym przykazaniu
Jęki ludu — łez strumień. Po tym serc wylaniu

125 
Poprowadzą Perełkę[27] najcenniejszą świata

Do jej grobu w dolinie ślicznej Józafata.

Tymczasem od klasztoru przez tłumy żebraków,
Śród koszów śliw i jabłek, pątniczych przysmaków,
I ogórków kiszonych z pospiechem nurtują[28]

130 
Braciszkowie klasztorni. Czy gdzie przewidują

Nieszczęście? Bo na drążkach zgrabnych, malowanych
Oparte niosą krzesło, z niegdyś darowanych
Hrabskich sprzętów ostatni; lat dziesiątki przeżył!
Gdzie chodnik przykry, ostry ku pustyni mierzył,

135 
Gdzie w lasku słoneczników domeczek się czaił,

Jakby przed grzesznym światem święte skarby taił,
Tam nosze postawili. Braciszek Jacenty
Doświadczaniem lektyki[29] sumiennie zajęty
Bada, czy drążki zdrowe, czy krzesła poręcze

140 
Nie niskie, nie wysokie; nawet i obręcze

Jakieś stósownie wiąże do drabinki, zmiata
Pyłek z krzesła i czeka na Jukunda brata.

Ten zaś skromnie stąpając z pokorą we twarzy
Wszedł w celę Aleksego, który błogo marzy

145 
O świętym wijatyku[30], który wczoraj pożył.

Braciszek się doń zbliża, lekko dłoń położył
Na śniadym[31] czole starca i schylon ku niemu,
Rzecze: „Aleksy, pokój domowi twojemu!“
„Pokój“ szeptnął Aleksy. „Z ojca gwardyjana

150 
Zleceniem tu przybyłem. Doszła go dziś z rana

Wieść o twojej niemocy; prosi, byś w klasztorze
Wyglądał zdrowia, jeśli te wyroki boże.
Będzie tam coś wygodniej, a w wolniejszej chwili
I braciszek odwiedzi i słówkiem posili!“

155 
„Wygody“ — rzekł Aleksy — „moje zwiędłe ciało

Nigdy, śmiele rzec mogę, tu nie wyglądało,
Ani chwil wesołości. Grobu ja szukałem
I znalazłem w tym domku. W nim tu pogrzebałem
Bujną przeszłość; przyszłości szczęśliwszej nasienie

160 
Tu zasiałem, mam ufność, że moje więzienie

Dobrowolne, gdy mi się… dziś może… otworzy,
Plon okaże obfity i wskaże kraj boży.
A więc chodźmy, jeżeli rozkaz gwardyjana. —
Laetatus sum[32], iż pójdę dziś do domu Pana!“

165 
Tu podniosły się kości skórą powleczone,

Posuwały się nogi pokutą strudzone
Ku stoliku[33] przy oknie. Przed krzyżem drewnianym
Uklęknąwszy staruszek, okiem łzą zalanym
Spojrzał, westchnął i ręce ku niebu podnosi,

170 
Skłonił głowę. Czyż w skrusze, czy w radości prosi?

Długo klęczał schylony, wreszcie powstał, siada,
Zwrócon ku Jukundemu[34] tak mu opowiada:
„Synu! Otóż opuszczam to gniazdo na zawsze,
Bogu dzięki za jego dary najłaskawsze!

175 
Modliłem się, płakałem, karciłem to ciało,

Kiedy wyrokom boskim sprzeciwiać się chciało,
Aże wreszcie umilkło. Ledwo kiedyś jeszcze
Lat młodzieńczych wspomnienia w starym sercu pieszczę —
Duch w kraj obcy ucieka — szuka — gdzieś uwiśnie,

180 
Buja, walczy, aż serce drgające coś ściśnie.

Powoli się pamiętam[35], hardy duch się kruszy…
Tam moi przyjaciele, tam lekarstwo duszy!“
Tu wskazał na rząd książek w niewielkiej framudze[36],
„Klasztór kalwaryjskiemu podarował słudze;

185 
Zostawiam klasztorowi. Lecz co moje własne,

To zabiorę ze sobą, nie wydam, aż zasnę[37].
Synu, odsuń tę deskę! Pod nią w tajnym kątku
Moje skarby w skórzanym znajdziesz zawiniątku,
Spodnią deskę… framugi[38]… tam…“ Jukundy klęka,

190 
Odsuwa deskę, wgląda.. domacała ręka..

Wyciąga paczkę w skórę zbutwiałą wwiniętą[39]
Podaje Aleksymu. Jak pamiątkę świętą
Bierze z uszanowaniem staruszek, rozkłada,
Wyjął zżółkły pergamin, krótkim wzrokiem bada,

195 
Czy ma to, czego żądał. Jakóż zbladł na twarzy!

Ukrywając w zanadrze tajemnice, marzy.
Znów powstał, głowę podniósł, żegna w cztery strony
Nieme ściany, a duchem jakby wieszczym tchniony
Woła: „Koniec pokuty mej! Niechaj w te progi

200 
Nie zajrzy czatujący z wszech stron duch złowrogi[40];

Już dał dekret[41], już kopie, ziemię świętą orze,
Alić[42] dalej nie dojdzie jak pod mury boże…

Chodźmyż synu!“ To rzekłszy, gałązkę z konopi
Macza w święconej wodzie, dom i siebie kropi.

205 
Idą. Przed domkiem stoi wąsal krnąbrnej twarzy[43],

Milcząc, łyka świat okiem, co się w czole żarzy.
Czy śpieg[44] jaki przebrany? Aleć go minęli;
Usiadł starzec na krześle, już bracia dźwignęli,
Niosą wolno ku górze. Starzec zamknął oczy,

210 
Nie wabi go gwar głosów ani świat uroczy,

Wszak to dróga ostatnia. Przez tłumy żebraków
Śród koszów śliwek, gruszek, pątniczych przysmaków,
I ogórków kiszonych ciężko wleką nogi
Braciszkowie. To stoi ktoś w pośrodku drogi,

215 
Jakby chciał coś zakazać; wąsal krnąbrnej twarzy

Milcząc, łyka świat okiem, co się w czole żarzy —
Wnet by myśli wyczytał! Aleć go minęli[45];
Ciężko westchnął Aleksy, lecz milczał. Zdążyli
Szczęśliwie aż ku bramie. Furtyjan gorliwy

220 
Piotr, skoro braci spostrzegł, otwiera szczęśliwy

Bramę Rajskiego Dworu. Lipy zaszumiały,
Jakby pana zacnego w stolicę[46] wołały;
Wyciągają konary, a co czynią gestem,
Potwierdzają rozmiłym[47] listeczków szelestem.

225 
Otwarł oczy Aleksy, łza się wytoczyła,

Lica blade, a wiekiem zmarszczone zwilżyła.
U drzwi klasztoru stoi wąsal krnąbrnej twarzy,
Milcząc, łyka świat okiem, co się w czole żarzy.
Czy śledziciel[48] przebrany? — Lecz i te przykrości

230 
Zwyciężyli. Przywitał klasztór swoich gości,

Którzy czyniąc ukłony przed Bogiem w ołtarzu,
Niosą starca gankami. Tam przy refektarzu
Schody w górę wiodące, czyste, wydeptane,
Tylko braci zakonnej i duchownym znane,

235 
Którzy tu na odpusty przychodzą corocznie;

Nie stanęła tam noga niewieścia! Widocznie
Obserwują klasztorni klauzurę[49] sumiennie.

Tu panują przepisy niezmienne. Codziennie
Modły, praca, milczenie. W długim czworoboku

240 
Tylko święte przedmioty stawiają się oku.

Stacyje męki pańskiej, tu wielkie obrazy
Patryjarchy Frańciszka[50]; pisane rozkazy[51]
Osobistych urzędów; wielki krzyż drzewiany;
Zegar z dwiema dzwonkami, zatrudnień odmiany

245 
Cogodzinnie głoszący; zaś po każdej stronie

Ganku[52] drzwi skromnych celi, będących w obronie
Znanych świętych zakonu. Ich imiona sławne
Napisane nad drzwiami; wszystko starodawne.
Gdzie napis: „Alexius confessor[53]“ nad drzwiami,

250 
Tam Jacenty z Jukundym, strudzeni noszami,

Prowadzą Aleksego. On dumając, czyta,
O zasługi i cnoty patrona ich pyta.

„Tyle wiem“, — rzekł Jukundy, — „że przed wielu laty[54]
Ba-li[55] przed kilku stami, żył w Włoszech bogaty

255 
Szlachcic wielkiej fortuny, miał syna jednego

Owóż tego, o którym mówim, Aleksego.
Ten, poznawszy dziewicę przecudnej urody,
Wybiera się z ojcami na małżeńskie gody.
Alić[56] pierwszej już nocy opuszcza nietkniętą

260 
Małżonkę i uchodzi tajnie w Ziemię Świętą[57].

Długoletnią pielgrzymką na ciele zniszczony[58]
Wraca w progi ojcowskie — żebrak nieznajomy,
Znalazł w zamku przytułek, dopiero przed zgonem
Dowiódł dokumentami, że jest synem onym,

265 
Którego opłakiwał rodzic, matka, żona.

Ta jego wstrzemięźliwość, pokora wsławiona
Wyniósła[59] imię jego aż pod firmamenta!
Trudnoć wszystko pochwalić, sprawa niepojęta[60]:
Żenić się, dziewczę wiązać, a potem uchodzić —

270 
Aleć kościół nie zganił, trzeba się więc zgodzić.

Liczne drogi do nieba! Jeśli to natchnienie
Pochodziło od Boga, miejmyż upewnienie,
Że tenż Bóg[61] i małżonce nie szczędził swej łaski:
Obu[62] sławią jak świętych kościelne obrazki!

275 
Wszak to samo stało się w galilejskiej Kanie —

Po ślubie oblubieniec, słyszawszy[63] kazanie
Zbawiciela, bezzwłocznie stał się uczniem jego,
Żonę włączyła Panna do grona swojego[64]!“

Gdy tak frater[65] wywodził swe o ślubach zdania,

280 
Mdlał nieomal staruszek na siłach, ukłania

Głowy[66] przed braciszkami, chciałby sam być — prosi,
Jacenty więc z Jukundem[67] z celi się wynosi,
Obiecując, że wrócą wnet, aby zobaczyć,
Jak się ma, i posiłkiem klasztornym uraczyć.

285 
Lecz nie myśl o posiłku trapi pustelnika!

O żebraku on myśli, to mu pierś przenika.
Oparty na pościeli, podniósł łzą zalane
Oczy w niebo, bo rany nikomu nieznane
Rozdarły się na nowo! Rozwarł jak krzyż ręce,

290 
Ciężko wzdycha w bolesnej, a ostatniej męce:

„Aleksy — o Aleksy! Bóg nie szczędził łaski…
Obu, obu za świętych sławią dziś obrazki!
Anno, ty święta Anno, nie szczędź Twej opieki,
Bym i ja serce otwarł[68], nim zawrę powieki!“

295 
Zatem w Domku Maryi skończono kazanie,

Czarno ubrane panny Ujezdzkie[69] i panie
Otoczyły trumnienkę[70] Maryi. Pokornych
Z ubioru i postawy sześć braci klasztornych
Podniósli[71] święte ciało, a ludzkich głów morze

300 
Lało się za krzyżami w dalsze drogi boże,

Śpiewak Spińczyk zawołał: „Zagrajcie intradę!“[72]
Jak jenerał w komendzie wydobywa szpadę,
Czego słowem nie może, rozkazując znakiem:
Tak on trąbą panował nad swoim orszakiem.

305 
Klik, Krotofil, Strzewiczek z bytomskiej kapeli[73][74]

Gdy komendę Spińczyka głośną usłyszeli,
Zadęli w instrumenta, aż powietrze drżało;
Ktoby w dęciu ich przebrał, takich w świecie mało;
Za trąbami grzmią kotły i morze wezbrane

310 
Głosów bez liku w jednę melodyją zlane.


U stóp góry, śród górek wije się zielona
Łąka jak wstęga, kwieciem świeżym ubarwiona.
Może rzeka tu nieśdyś karmiona źródłami
Gór leśnistych[75], nękana krętymi brzegami

315 
Pomrukiwała sobie, albo i z tęsknoty

Do matuli swej Odry, jęła się roboty
Niepomyślnej[76]: spokojne podpłukawszy laski,
Na ziemię lud żywiącą[77] rozmuliła piaski,
Ba, kamienie łamała, unosiła w pędzie,

320 
Hucząc groźno: mnie tędy spieszyć wolno będzie!

Oj, swawolna dziecino dobrodzieja lasu:
Ojca nie szanowawszy[78], nie przeżyjesz czasu
Jemu przeznaczonego: z nim ty zginiesz razem,
Twe koryto niezyznym[79] zapełnione głazem

325 
Przyszłym wiekom ogłosi: Bywała tu woda! —

Nuż głaz przykryła ziemia, a z ziemią uroda[80].

Ta uroda kwiecista, trawniczek zielony —
W nim chłodzi bose nogi ludek aż zmęczony[81],
Bo w tę kwieciem usłaną drogę skierowana

330 
Podąża trzoda boska wspólną myślą słana.

Jak na niebios pogodnym tle obłoki jasne
Występując, bo kraje snać już im za ciasne,
Mnogokształtną swą postać przez przestrzeń suwają,
To się szerzą, skupiają, a w drodze zbierają

335 
Mniejszych chmurek bławatki i sąsiednie stada,

Aż w pochodzie wzajemnym roztropna gromada
Napowietrzny tam obóz poważnie rozłoży,
Gdzie przez błękit sklepienia powiewał duch boży:
Tak się pielgrzymów wojsko w pochodzie rozwija,

340 
To zbiera mniejsze kupki, to stojące mija,

A na tej wciąż płynącej głów pątniczych fali:
Jak korab trumna Panny! — Z wszech stron otaczali
Silne męże te skarby, by bronić śród tłoku,
Całą dolinę zakrył kurz na kształt obłoku.

345 
Gdzie z drogą kalwaryjską sąsiednio graniczy

Krasikoń[82] albo owies, tam się z szkodą liczy
Uzbrojony właściciel, kijem grożąc, woła[83]:
„By nie deptać po roli!“ — nikt nie zważa zgoła.
Nie depc! a tu nie patrzy nikt na nogi własne,

350 
Nie stąpa — tłum go niesie, bo drogi za ciasne!

Zmrużył oczy Gwardyjan, w modłach składa ręce
Za ziemniaki i owsy i strawy bydlęce[84].
„Boże nagródź!“ Tu stanął wąsal krnąbrnej twarzy,
Chciałby wszystkich zjeść okiem, co się w czole żarzy,

355 
I rzekł Atanazemu: „Ile też to szkody

Nabroi ta pobożność! Już i tak urody[85]
Mało na świętej górze; któż to wynagrodzi?
Dary boskie tak niszczyć! czyli się to godzi?“

Zbladł Gwardyjan, te słysząc obłudnika skargi;

360 
Chce milczeć, gwałtem stula modlące się wargi,

Wreszcie odrzekł z gorzkością[86]: „Jak pogłoska niesie,
Bardzo wiele dziczyzny po sławięckim lesie[87]
Ileż ludek stąd cierpi! Czego wieprz[88] nie zryje
I maciora z swym stadem, to inne bestyje

365 
Zniszczą, statrzą[89] jelenie, to wygryzie sarna,

Spodziewaj się tu chłopie z roli w jesień ziarna!
A biada, gdy strzelając, broniłby ktoś roli:
W długiej pokutowałby więzienia niewoli!“
„O!“ — rzekł wąsal, — „te szkody książę wzdy[90] zapłaci!“

370 
„Potem“, — rzecze Gwardyjan, — „gdy król na szych braci

Woła do rocznych ćwiczeń, toć maniewrujące[91]
Regimenta nie mogą na pola kwitnące
Lub na żniwo uważać, choć król rozkazuje,
By nie niszczyć swawolnie!“ „To się obszacuje[92]“ —

375 
Odrzekł wąsal, — „a szkodę król zapłaci dobrze[93]!“

„Proszę Pana, jeśli król wynagradza szczodrze,
Czy Bóg będzie łakomszym, bogacz nad bogacze?
Nikt tu u świętej Anny na Boga nie płacze,
Lecz na tych panków płaczą, co chciwi kamienia

380 
Porzą[94] łono tej góry aż do spustoszenia!“

Zamilkł wąsal; Gwardyjan pociągnął kaptura
Aż na czoło, żegna się. Procesyi chmura
Doszła już ku małymu przy gradusach zrębie[95];
Tustąd[96] w lewą prowadzi droga ku Porębie.

385 
Tam w piaszczystej nizinie otoczon górami

Kościółek starodawny, strzegący murami
Gróbek[97] Panny Maryi; tam się trumnę wstawi,
Nuż Msza święta ostatnia lud pobłogosławi.
Tu klęka procesyja, siada, odpoczywa,

390 
W tysiącznych modłach, pieśniach, Matkę Boską wzywa.

Tu drógi, górki, góry nie trawą zielone,
Lecz tłumów nieprzejrzanych barwą upięknione
Aż do łez rozrzewniają przecudnym widokiem;
Tu jak w nieba zachwycon, kiedy zmierzysz okiem

395 
Te rzesze niezliczone, klęczące, siedzące, —

Pojmiesz w cząstce ostatni sąd prorokujące
Przepowiednie, że wszyscy zejdziem się w dolinie
Józafata, a potem świat doczesny zginie.

Czystym głosem odśpiewał Sumę ksiądz wikary

400 
Zeflik Sobel[98], choć młody, w doświadczeniach stary,

Boć w szkole Komisarza[99]! Słoneczko aż piecze,
Łza pokuty, pot trudu po wszech licach[100] ciecze,
A gdzie tam jeszcze koniec! „Jeszcze dwa kazania!
Lecz któż tu będzie mówił?“ Takie to pytania

405 
Rzesza rzeszy podawa. Jakaś siwa głowa

Schylona na ambonie, a gwardyjanowa
Osóbka w tyle za nią; śpiewak kalwaryi[101]
Ostatnich sił dobywa z ochrapiałej szyi,
Wskazując książki, krzyże, szkaplerze znajdzione[102],

410 
By się po nie zgłaszano. Owóż załatwione

I te sprawy. Żegna się, głośno intonuje
Rzewną pieśń o Maryi, jemu lud wtóruje.
Dwa wiersze odśpiewano, alić[103] siwa głowa
Jeszcze się nie podnosi; czy jej trudna mowa?

415 
Pociągnął Atanazy za komżę Stabika,

Ten go łzami zalanym spojrzeniem przenika,
Wzdychając: „Ojcze, ojcze, ja mam mieć kazanie?
O te rzesze pobożne, kiedy spojrzę na nie,
Łez powstrzymać nie mogę. Otóż obraz nieba!

420 
Jakichżby tu słów dla nich dobierać potrzeba!

Tu się ziszcza, co mówi do nas pismo święte:
»A Jezus stanął w polu, mnóstwo niepojęte[104]
Ludu z wszech ziem żydowskich, z Tyru i pomorza,
Co przybyli go słuchać i aby moc boża

425 
Leczyła ich niemocy, szli za nim; On mile

Spojrzawszy, podniósł ręce, w Bóstwa swego sile
Głosem wielkim zawołał: O błogosławieni
Wy ubodzy na duchu, będziecie zbawieni.
Weselcie się, wzgardzeni, dręczeni od świata,

430 
Bo wielka będzie wasza w niebiesiech zapłata!«

Ojcze! oby nasz Berlin[105] widział zgromadzenie,
Porzuciłby o polskim ludu uprzedzenie.
Czyż ten lud jego wrogiem? tegoż mu się lękać?
O, kto się nie oduczył, w Boga wierząc, klękać,

435 
Nie podniesie zbrodniczej prawicy na króla!

Król od Boga, więc jego stać musi wóla.
Ten lud kraju nieszczęściem? — To kamień węgielny,
Kto go czerni przed królem, ten kłamie bezczelny!“

„Takieć i ja mam zdanie, drogi księże bracie;

440 
Lecz jeśli taką miłość do tych ludzi macie,

Choć słów kilka przemówcie, boć o Waszym chlebie
Zmierzą drogi dalekie, niż będą u siebie[106].“
Podniósł głowę ksiądz Stabik, podniósł serce, oczy,
Jemu strumień słów słodkich z polskich ust się toczy

445 
W serca polskie, językiem wszystkim zrozumiałym

Wrył się w sumienia ludzkie, a swoim zapałem
Rozpaliwszy słuchacze, z ich się duchem spoił,
Sercom rany zadawał, a zadane goił.
A gdy głosu zabrakło, rzęsne łzy[107] płynęły,

450 
Z nimi łzy i westchnienia ludu się łączyły.

Gdy skończył, lud przeżeśnał, gdy dzwonkiem znak dano
Do pochodu ku górze, a kiedy powstano,
Z rowów, miedz, gór, pagórków, zdało się, że ziemi[108]
Powierzchnia razem wstawa i idzie za swymi.

455 
Wszystko w ruchu; gdzie spojrzysz: tylko twarze, głowy…

Gdzie posłuchasz: tam pieśni — twojej — obcej — mowy…
Idzie lud jakby obłok barwny blaskiem słońca,
Nie wiesz, gdzie się poczyna i nie widzisz końca.
A nad barwnym obłokiem wznosi się jak wieża

460 
Posąg Panny Maryi: to skrzynia przymierza,

Przez kapłany niesiona po puszczy bezdroża,
A za nią jak za Matką wierna trzoda boża.
Maryja zmartwychwstała, do niebios wstępuje,
Wszystko ciągnie za sobą, co tu ją miłuje.

465 
Jakoż śliczny ten pochód, o coć dzionek błogi[109]!


Ktoś ludziom pozazdrościł: jakiś człek złowrogi
Stanął przed Atanazem, wąsal krnąbrnej twarzy,
Pochłaniając świat okiem, co się w czole żarzy,
A z grzecznością na wargach, a z trucizną w duszy

470 
To przecedził przez zęby w Gwardyjana uszy:


„Tu pono jak u pogan, bo jakaż różnica?
Drzewo w szatę ubrane, malowane lica,
A to lud tak ubóstwia. Po co ludzi zwodzić?
Poco w takim triumfie za tą lalką[110] chodzić?“

475 
Aż drżał Gwardyjan! Milczy. — Lecz, aby milczenie

Nie znaczyło bojaźni, taił swe zmartwienie
I rzekł: „Cóż kiedy wojska zbrojne szeregami[111]
W ogień, na oślep idą, a to za drążkami,
U których wisi płatek[112]? — A w kraju stolicy

480 
Posągi jenerałów na sławnej ulicy[113]

Co to tam żołnierzowi przed posągiem chodzić,
Dniem i nocą rok rocznie parady wywodzić?“
„Mój księże gwardyjanie, to ma swe znaczenie[114]!“
„Proszę Pana — a u nas wszystko ma znaczenie!“

485 
Znikł gdzieś wąsal; różańcem ojciec Atanazy

Nagrodził Pannie Panien zadane urazy.
Z pieśniami, modlitwami już się to zbliżała
Pobożna procesyja do wyżyn Rafała,
Tam będzie zakończenie, tam w celu kazania

490 
Ambonka, którą drzewek młodych cień zasłania.

W tę to stronę klasztoru okno otworzone;
Aleksego staruszka oczy łzą zamglone
Spoglądają w świat boży na rzesze rozlane:
„Jeszcze raz was oglądam wojska ukochane[115]

495 
Obyśmy się widzieli u Maryi tronu!

Matko broń nas aż do dnia szczęśliwego zgonu!“
To rzekłszy, zawarł oczy, zbladł, ostatnie siły
Wychudłe ciało jakby nagle opuściły,
Byłby upadł na ziemię, lecz właśnie do celi

500 
Braciszkowie, co jego westchnienia słyszeli,

Wbiegli; czułym objęciem powstrzymawszy ciało,
Niośli[116] na twardą pościel, aby spoczywało.
Nim[117] Jacenty środkami, jak radzi praktyka,
Aleksego pamięta[118], Jukundy nie zwleka:

505 
Dzielnie dzieli[119] tłum ludów i Atanazemu

Zwiastuje, co się właśnie stało Aleksemu.

Zwiesił głowę Gwardyjan i dumał w boleści,
Jakby nieszczęście jakieś wynikało z wieści.
Potem szeptnął[120] do ucha powiernemu słudze:

510 
„Opowiedz bratu, jak ja w służbie mej się trudzę;

Nie odejdę, nie mogę przed błogosławieństwem;
Onego obliguję[121] świętym posłuszeństwem

Nie umrzeć, niż przybędę! Zaś do zakrystyi
Daj znać, że przy ostatniej jesteśmy stacyi.

515 
Tu krótkie pożegnanie — Alfons[122] niech zwołuje —

Procesyją z Najświętszym[123] rychło uszykuje.
Spiesz się, zrób!“ tak rozdawszy swe rozporządzenia,
Świętej służby pilnuje, nie zdradza wzruszenia,
Co go opanowało. Zatem proboszcz śmiały

520 
Sławny Engel[124] (któreżby serca go nie znały,

Mówcę wieców!) do ludu miał ostatnie słowa,
Które w czułej pamięci wdzięczna ludność chowa[125]:

„Góro święta, pokuty łzami uklejona[126]!
Mrze plemię za plemieniem, przyszłości zasłona

525 
Może wojny, męczeństwa okaże i klęski;

Oby wszystko to przetrwał pobożny, zwycięski
Naród ten, co corocznie na twym jasnym szczycie
Świętej uczy się walki za wiarę, dusz życie!
Góro, coś zewnątrz gliną, a wewnątrz kamieniem,

530 
Udaruj odchodzący lud tym upewnieniem[127]:

Że i w jego mdłym ciele duch jak lita skała,
Którego ni wróg chytry ni nieszczęść nawała
Nie złamie, nie rozkruszy, póki bój prowadzi
O swe prawo do życia i sam się nie zdradzi;

535 
Póki pomny swej wielkiej i świętej przeszłości

Słowem, czynem pokaże, iż godzien przyszłości!“

Już to chwilę ksiądz mówi na wzgórzu Rafała,
A lud jeszcze nie wszystek, choć pokryta cała
Góra procesyjami, wciąż nowe korpusy[128]

540 
Jak z ziemi występują, odtąd gdzie gradusy,

I od Góry Oliwnej, z dolin Józafata —
Święta Anno, jakżeś dziś nadzwyczaj bogata!
A to wszystko się skupia aż w ogromnym rzędzie
Jeden znak, jedno hasło, jedna wola będzie.

545 
Właśnie teraz, jak na świat z niebieskiego dworu,

Zstępuje święty poczet na dół z bram klasztoru,
Za krzyżem szereg panien białych ze świecami;
Nuż[129] kapłani w komeżkach, z stułą, z pochodniami,
Dalej pod baldachimem Pan niebios i ziemi,

550 
Ludom zwiastowan dzwonków głosami dźwięcznymi.

Cichuteńko na górze… Lud i ziemia klęczy…
Nuż, gdy dzwonek uderzył, w pierś się bijąc, jęczy,
A po ciszy, jak gdyby zaszumiało morze:
W hymnie „Święty i mocny, nieśmiertelny Boże!“

555 
Bóg pobłogosławiwszy, wraca do kościoła;

Z wieży dzwon głosem rzewnym: „Idźcie z Bogiem!“ woła.
Jeszcze na twarz padają i ziemię całują,
Że źle czasu użyli, serdecznie żałują.
Kłębo[130] jeszcze przed chwilą ogromne, nuż mniejsze

560 
Stawa się, bo co moment liczne i liczniejsze

Odłączają się hufce w wszystkie świata strony;
Z świętych miejsc się rozlewa lud błogosławiony.
Przed krzyżem w Rajskim Dworze jeszcze uklękują,
Potem swoi do swoich z płaczem się zwołują.

565 
Kapela za kapelą, kotły za trąbami

Idą z pieśnią i płaczem przykrymi ścieżkami,
Jeszcze raz się obejrzą ku tej, tej kaplicy[131],
Już się wolno spuszczają drogą ku Leśnicy.
Zabrzmi jeszcze niekiedy słaby głos z daleka,

570 
Jak gdy wietrzyk zawieje w struny harfy z lekka,

Potem pusto na górze, jak gdy szczęście minie[132],
Cichuteńko w kaplicach i świętej dolinie!







  1. w. 9. cóżeś dziwne — jakżeż, cóż ty za dziwne jesteś.
  2. w. 12. odurzenie — brak przytomności, uwagi.
  3. w. 26. nie zecnie — nie będzie tęskno, nudno.
  4. w. 32. mustruje — przegląda, ogląda badawczo.
  5. w. 38. kokotki — piejące piszczałki blaszane, lub gliniane w formie koguta.
  6. w. 40. kanclaryi — kancelarii, wyraz skrócony dla rytmu.
  7. w. 41. kompanije polskie — w tym miejscu przede wszystkim kompanie z Kongresówki (Polski w ściślejszym znaczeniu).
  8. w. 42. urzędy wrocławskie, opolskie — rejencja w Opolu i zarząd prowincjonalny we Wrocławiu.
  9. w. 44. nasze obowiązki — nasze powinności, jako urzędników.
  10. w. 52. upewnić — zapewnić.
  11. w. 60. dzisiajszych — dzisiejszych, por. obj. III 116 i obj. III 350.
  12. w. 67. tłum ludu się dzieli — rozdziela się, rozstępuje; por. obj. IV 227.
  13. w. 70. w domie — w domu, a ściśle w samym klasztorze.
  14. w. 71. gorzkość — gorycze; Bonczyk odróżnia znaczenie wyrazów: gorycz i gorzkość najwyraźniej w St. K. M. VI 566. Gorzkość = liter. gorycz; gorycz — upał, gorąco; por. G. Ch. V 22, 361, VI 50, St. K. M. III 163, V 454.
  15. w. 78. w głęb — w głąb; por. obj. I 423.
  16. w. 92. spolnie — wspólnie, pospołu. Obok formy: spolnie mamy także i literackie: wspólny, np. wspólną V 330.
  17. w. 96. opustę — zaporę; w St. K. M. I 32 i 42 słowo to znaczy rów odpływowy, jaz.
  18. w. 101. wzajemnego — wspólnego, ogólnego; por. obj. II 29.
  19. w. 103. O muzo Adama — o muzo (sztuko poetycka) Mickiewicza.
  20. w. 107. szerokochna — bardzo szeroka; por. wielochne (obj. III 246).
  21. w. 111. Sinai — Synaj, trzygłoskowo ze wzgl. na rytmikę.
  22. Baruch 3, 24.
  23. w. 117. Nim — gdy; por. obj. III 49.
  24. w. 119. krzyżmi — krzyżami. Formy te narzędnika występują obocznie (p. V 100), zależnie od potrzeby rytmu.
  25. w. 119. Domek Marii — kaplica Zaśnięcia Matki Boskiej.
  26. w. 122. z doczesnością — z życiem doczesnym, z tym światem; p. obj. I 45.
  27. w. 125. Perełkę — Matkę Boską.
  28. w. 129. nurtują — nurkują, przerzynają tłum, jakby płynąc.
  29. w. 138. lektyki — krzesła na drążkach, p. poprz. wiersze (131—133).
  30. w. 145. wijatyk — zaopatrzenie na drogę wieczności, komunia.
  31. w. 147. śniadym — ciemnym, smagłym, por. St. K. M. II 231, oraz IV 28; chleb śniady, śniady kołacz.
  32. w. 164. Laetatus sum — uradowałem się.
  33. w. 167. ku stoliku — zwykła u Bonczyka w połączeniu z przyimkiem forma celownika na: -u-; p. Wstęp do St. K. M. LIV.
  34. w. 172. ku Jukundemu — odmiana imienia Jukundus w tym miejscu i w w w. 189, 250, 253 i 504 przymiotnikowa, poprzednio (w. 172) i nast. w. 282 rzeczownikowa.
  35. w. 181. powoli się pamiętam — opamiętuję się, przytomnieję, podobnie St. K. M. III 126, VI 145.
  36. w. 183. w niewielkiej framudze — w niewielkiej wnęce; por. obj, I 113.
  37. w. 186. nie wydam, aż zasnę — nie wydam, dopóki nie umrę.
  38. w. 189. spodnią deskę framugi — dolną zasuwę; por. obj. II 165 i I 113.
  39. w. 191. paczkę… wwiniętą — paczkę zawiniętą.
  40. w. 200. Duch złowrogi — materializm właściciela Żyrowy Guradzego i żydowskiego dzierżawcy kamieniołomów Zernika. Albowiem łakomiąc się na tak cenny na G. Śląsku bazalt z Góry św. Anny, wydobywano kamień tuż pod drogą kalwaryjską i tuż pod zabudowaniami klasztornymi.
  41. w. 201. dekret — wyrok najwyższego trybunału w Berlinie w r. 1873, oddalający skargę wrocławskiej stolicy biskupiej, która jako właścicielka Kalwarii i klasztoru domagała się ochrony sądowej.
  42. w. 202. Alić — aliści, jednak, podobnie V 259, 413, częściej: aleć np. III 324, IV 64, 388, V 216, 270.
  43. w. 205—206. Wiersze te Bonczyk powtarza kilkakrotnie, zmieniając stosownie do treści początkowe słowa, a mianowicie: V 2115—216, 353—354, 467—468, VI 300—304.
  44. w. 207. śpieg — szpieg, tak samo w III 278: śpiegują; obraz szpiega pruskiego namalowany jakby na wzór ludożercy Cyklopa.
  45. w. 217—218. Rym: minęli — zdążyli — odpowiada wymowie autora; por. obj. I 295—296.
  46. w. 222. w stolicę — na miejsce panowania; por. III 202: Dawniej tam Gaszynowie z hrabiańskiej stolicy itd. i VI 201: w Gaszynów stolicy.
  47. w. 224. rozmiłym — bardzo miłym; por. obj. IV 378.
  48. w. 229. śledziciel — szpieg; p. poprzednio w. 207.
  49. w. 237. klasztorni klauzurę — zakonnicy przepisy o zamknięciu klasztornym. Klasztorni por. I 232.
  50. w. 242. Patryjarchy Franciszka — św. Franciszka z Asyżu, ojca (patriarchy) całego szeregu zakonów franciszkańskich (franciszkanów, reformatów, bernardynów itd.).
  51. w. 242—243. pisane rozkazy osobistych urzędów — napisy z wyszczególnieniem obowiązków każdego z ojców i braci w klasztorze według powierzonych im godności.
  52. w. 246. Ganku — krużganku, korzytarza; por. obj. I 224; w obronie — pod opieką.
  53. w. 249. Alexius Confessor — święty wyznawca Aleksy, syn rzymskiego patrycjusza, który opuścił narzuconą mu przez rodziców małżonkę zaraz w nocy poślubnej i żył odtąd z jałmużny, a to przez ostatnie 17 lat swego życia nie poznany — pod schodami domu ojcowskiego. Dopiero po śmierci poznano go z zapisków, jakie zostawił. Umarł 417 r.
  54. w. 253—267. Opowieść o św. Aleksym w redakcji Bonczyka nie opiera się ani o średniowieczną legendę, ani o żywot tego świętego napisany przez Skargę w Żywotach Świętych pod 17 lipca. Podobnie „obrok duchowny“, podany przez br. Jukundego w ww. 268—278, nie ma punktów stycznych z obrokiem duchownym ks. Skargi.
  55. w. 254. Ba — li — ba nawet.
  56. w. 259. Alić — aliści, por. obj. V 202.
  57. w. 260. w Ziemię Świętą — w żywocie Skargi do Edessy.
  58. w. 261—262. Asonans: zniszczony — nieznajomy — zastępuje tutaj rym; por. obj. II 119—120.
  59. w. 267. wyniósła — wyniosła; o formach z przegłoszonym -o- por. obj. I 44.
  60. w. 268—271. Nauka, jaką wyciąga br. Jukundus z legendy o św. Aleksym, że „trudno wszystko pochwalić… aleć kościół nie zganił“ kryje myśl samego Bonczyka, który przebywszy w młodości walkę między uczuciem miłości do T. G., a powołaniem duchownym, walkę, odzwierciedloną w szeregu wierszy w „Chwastach własnej zagrody“, mógł się pocieszać myślą, że szczęśliwie uniknął losu, by „dziewczę wiązać, a potem uchodzić.“
  61. w. 273. Tenż Bóg — ten sam Bóg, który kazał Aleksemu żonę opuścić, opiekował się i nią, bo została świętą. Szczegół ten o kanonizacji żony Aleksego, jak również dopełnienie opowieści o Kanie Galilejskiej są dodatkami prawdopodobnie Bonczykowymi. O wzmacnianiu wyrazów przez przyrostek -ż-, p. obj. I 49.
  62. w. 274. Obu — oboje; Bonczyk oznacza dwie osoby różnych płci liczebnikami męskimi, np. dwóch ludzi popełniło (III 170), lub dwaj szczęśliwi (VI 128) i obu za świętych sławią (V 292).
  63. w. 276. słyszawszy — por. obj. III 439.
  64. w. 278. Żonę włączyła Panna do grona swojego — o apokryficzności tego szczegółu por. wyżej obj. V 273.
  65. w. 279. frater — braciszek zakonny.
  66. w. 280. ukłania głowy — schyla głowę.
  67. w. 282. z Jukundem — forma rzeczownikowa narzędnika od nieużywanego przez Bonczyka mianownika: Jukund, zgodna z dopełniaczem Jukunda (IV 122), sprzeczna natomiast z co dopiero (V 250) użytym narzędnikiem: z Jukundym i celownikiem: Jukundemu (V 172). O wahaniach się Bonczyka w odmianie imion własnych na -y- por. obj. V 172 i I 302.
  68. w. 294. Bym i ja serce otwarł — abym i ja wyjawił moją tajemnicę. To życzenie br. Aleksego spełni się w pieśni VI.
  69. w. 296. panny Ujezdzkie — panny z Ujazdu.
  70. w. 297. trumnienkę — trumienkę. Podobną formą ze zbędnym pierwszym -n- jest dopełn. l. mn.: trumnien w St. K. M. VI 705, choć zwykle (czterokrotnie) użył Bonczyk regularnej formy: trumn.
  71. w. 299. podnióśli — podnieśli, p. obj. I 44 i V 267.
  72. w. 301—304. Wiersze te są powtórzeniem II 344.
  73. w. 305. Zob. III 340.
  74. w. 305. z bytomskiej kapeli — widocznie ta muzyka kościelna z Bytomia nie cała wyruszyła na pielgrzymkę, bo słyszymy tylko o 4, tj. o Spinczyku, przewodniku kompanii, o Kliku i Strzewiczku, których wymienił już II 347, a teraz przybywa czwarte nazwisko Krotofila. Bonczyk zapomina, że już w II 347: „Strzewiczek uderzył w kotły“ i każe mu razem z 3 innymi dąć w instrumenta.
  75. w. 314. leśnistych — lesistych; wyraz ten utworzony z -n- pod wpływem: leśny.
  76. w. 316. niepomyślnej — niedobrej w wyniku, przeciwnej zamiarowi, laski — młode lasy.
  77. w. 317. na ziemię lud żywiącą — wyrażenie przejęte od Homera, np. Iliada III 89.
  78. w. 322. szanowawszy — zob. obj. III 439.
  79. w. 324. niezyznym — nieżyznym. W wyrazie: zyzny, niezyzny —Bonczyk stale mazurzy; por. obj. II 17, ale użyznione VI 62.
  80. w. 326 i 327. uroda — przyroda, roślinność, podobnie V 356: już i tak urody mało na świętej Górze.
  81. w. 328. ludek aż zmęczony — ludek całkiem zmęczony; por. St. K. M. I 287—295, gdzie to znaczenie słowa: aż, aże występuje humorystycznie, bo przesadnie w języku kaczmarki Forbaszki. Sam wszakże Bonczyk w G. Ch. często się nim posługuje.
  82. w. 346. krasikoń — koniczyna.
  83. w. 347—350. Wiersze te poruszają jedną z bolączek kalwaryjskich, która dała się załatwić jedynie przez wykupno całego, terenu, na którym wznosiły się kaplice kalwaryjskie, lecz ks. biskup Förster w r. 1859 zadowolił się tylko przyznaniem prawa do dróg, które wytyczono w różnej szerokości 12—29 prętów (50 do 120 m), choć zdawał sobie sprawę, że liczniejszy napływ pielgrzymów musi rozlać się daleko poza drogę. Nie sprawiało to dawniej trudności, póki górę porastał las, ale właśnie ok. połowy XIX w. lasy wytrzebiono, a grunt rozparcelowano na małe pola. Nabywcy ich starali się posiadłość swoją powiększyć przez zaorywanie drogi i ustawicznie przychodziło do starć między nimi a pielgrzymami. Kuria biskupia starała się utrzymać pierwotną szerokość dróg przez ułożenie kamieni granicznych, czym zajął się gorliwie ks. Nicko, ale, jak widzimy z tych wierszy, nie położono kresu zatargom. (P. Reisch, Geschichte des St. Annaberges, str. 346—347).
  84. w. 353 i nast. Pojawienie się wąsala krnąbrnej twarzy, słowami powtórzonymi z w. V 205—206, wskazuje na ukryte znaczenie tej postaci, jako uosobienia policyjnych metod władzy pruskiej. Zapowiedź jego wystąpienia jest już w I 515. Wąsal staje przewrotnie po stronie właścicieli pól, aby tylko w imię rzekomego humanitaryzmu wystąpić przeciw religijności.
  85. w. 356. urody — przyrody, roślinności, por. wyżej obj. V 326.
  86. w. 361. z gorzkością — goryczą; por. obj. V 71.
  87. w. 362. po sławięckim lesie — po zwierzyńcu należącym do majątku Sławięcice, własności książąt Hohenlohe.
  88. w. 363 i 364. wieprz i maciora — dziki.
  89. w. 365. statrzą — zgniotą, zmiotą.
  90. w. 369. książę wzdy — książę (Hohenlohe, p. wyż. obj. V 362) przecież zapłaci. Wzdy użył Bonczyk jeszcze I 246.
  91. w. 371. maniewrujące — odbywające manewry, ćwiczenia polowe. Zmiękczenie -n- w wyrazie: maniewrujące jest narzeczowe.
  92. w. 374. obszacuje — oszacuje, oceni szkodę.
  93. w. 375—376. dobrze — szczodrze — asonans zamiast rymu, zob. obj. II 119—120.
  94. w. 380. porzą — prują, rozdzierają.
  95. w. 383. ku małymu przy gradusach zrębie — ku małemu zrębowi przy świętych schodach. O formie: małymu por. obj. I 199 i St. K. M. I 591, o formie: zrębie por. obj. II 453.
  96. w. 384. tustąd — stąd; tustąd odpowiednik formy tamstąd, pojawia się w G. Ch. jeszcze VI 40, w St. K. M. II 330, 470, V 632.
  97. w. 387. Gróbek — grobek, o przegłosie p. obj. I 44.
  98. w. 400. Zeflik Sobel — Józef Sobel, por. obj. III 451. Ks. Sobel nie był zbyt młody, nawet w r. 1875, gdyż miał wtedy 39 lat, w 1886 zaś 50, był o rok starszy od Bonczyka.
  99. w. 401. Komisarza — Komisarza biskupiego. Taki tytuł mieli zawiadowcy dekanatów, w tym wypadku dekanatu pszczyńsko-bytomskiego. Komisarzem tu wzmiankowanym był może ks. Bernard Purkop, proboszcz piekarski, w którego szkole wykształcił się sam Bonczyk.
  100. w. 402. po wszech licach — po licach wszystkich; podobnie w St. K. M. VIII 160: wszech szkolarzy, G. Ch. VI 87, do wszech wojen.
  101. w. 407. śpiewak Kalwaryi — poprzednio V 66, 97: śpiewak nagórny.
  102. w. 409. znajdzione — znalezione; p. obj. I 366.
  103. w. 413. alić — aliści, atoli; por. obj. V 202.
  104. w. 422—430. Są parafrazą poetycką Ewangelii św. Łukasza 6, 17-20, 23 i Mateusza 4, 25 i 5, 31 i 12.
  105. w. 431. nasz Berlin — niespodziewana ta przydawka przy Berlinie nie jest prawdopodobnie ironią Bonczyka, lecz wiernym oddaniem lojalności Stabika, którego poczucie narodowe nie było zbyt pewne i stałe.
  106. w. 442. niż będą u siebie — nim będą w domu; niż w znaczeniu nim, używa Bonczyk kilkakrotnie (w St. K. M. I 210, 363, V 346, VI 553, G. Ch. IV 142, V 513 i VI 238); nim natomiast znaczy zwykle u niego: gdy, podczas gdy, a znaczenie takie jak w języku literackim ma tylko: St. K. M. II 25, III 204, VI 271, VII 501, G. Ch. V 294.
  107. w. 449. rzęsne łzy — rzęsiste łzy; por. obj. IV 273.
  108. w. 453—458. Obraz tu przez Bonczyka nakreślony, jakby w zarysie, przybrał pod piórem Jana Kasprowicza gigantyczne rozmiary w Święty Boże, Święty, Mocny:
    A ci się wloką,
    Świetlistą mgieł sierpniowych owiani powłoką…
    całe rżyskami zaścielone łany
    oderwały się w tej dobie
    od macierzystej ziemi,
    i niby olbrzymie ściany,
    wzniosły się w górę i płyną…
  109. w. 465. o coć dzionek błogi — o cóż ci to za błogi dzionek, por. obj. IV 198: Coć dobra Święta Anna. Jako przeciwstawienie nastroju, jakby „zgrzyt żelaza po szkle“ wraca powtórzenie w. V 295—296 w następnych zaraz wierszach.
  110. w. 474. za tą lalką — tak krnąbrny wąsal, uosobienie buty pruskiej, nazywa posąg Maryi Panny (p. wyżej w. 460—464).
  111. w. 477—482. Odpowiedź Gwardiana na bluźnierstwa krnąbrnego wąsala daleka jest od lojalności Stabikowej (ww. 431—438) i jest zapewne wyrazem myśli samego Bonczyka w chwilach buntu przeciw prześladowaniom rządowym, mniej natomiast odpowiada nastrojowi Niemca o. Atanazego Kleinwächtera. Cios wymierzony jest w symbole pruskiego honoru wojskowego.
  112. w. 479. płatek — kawałek płótna.
  113. w. 480. na sławnej ulicy — Siegesallee w Berlinie.
  114. w. 483—484. Powtórzenie w dwóch następnych wierszach tego samego wyrazu: znaczenie zamiast rymu jest jednym ze środków wersyfikacyjnych Bonczyka, użytym przez niego w St. K. M. I 570—71, II 266—67, 353—54, IV 457—58, VI 161—62 i w G. Ch. dwukrotnie III 28—31 (padała), w tym miejscu i związane z rymem: koło w I 300—301: wesoło.
  115. w. 494. wojska ukochane — o użyciu przenośni wojskowych por. obj. II 340 i 344.
  116. w. 502. niośli — zanieśli; jeżeli z tą formą porównamy: podnióśli (V 299) widzimy jakby brak konsekwencji u Bonczyka w stosowaniu przegłosu, widoczny także w innych wypadkach. Trudno go złożyć na karb niedokładnej tylko korekty.
  117. w. 503. Nim — podczas gdy; por. obj. III 49; praktyka — doświadczenie pielęgniarskie.
  118. w. 504. pamięta — cuci, do przytomności przywraca; por. obj. V 181.
  119. w. 505. Dzielnie dzieli — zastosowana tutaj figura etymologiczna należy do wcale częstych środków poetyckich Bonczyka; por. Wstęp do St. K. M. LXII.
  120. w. 509. szeptnął — szepnął: por. obj. I 242; powiernemu — wiernemu i zaufanemu.
  121. w. 512. Onego obliguję — jego zobowiązuję. Użycie formy: onego zamiast jego jest narzeczowe.
  122. w. 515. Alfons — brat zakrystian, o którym p. obj. I 102 (Alfonzy).
  123. w. 516. z Najświętszym — z Najświętszym Sakramentem; por. obj. I 442.
  124. w. 520. sławny Engel — ks. Engel Robert, ur. 1838 w Solcu (pow. prudnicki), wyśw. 1861, był wikariuszem w Wodzisławiu (1861—68), potem fundatystą w Głogówku, brał w charakterze księdza wojskowego udział w wojnie francuskiej (1870) i objął 1873 parafię Wierzch (Dt. Müllmen), a 1894 parafię w rodzinnym miasteczku Solec (Alt-Zülz), gdzie umarł 1900. Był to pełen idealizmu kapłan o charakterze bojowym, jedna z najświatlejszych postaci z czasów walki kulturnej na G. Śląsku. Ze szczególnym zapałem i konsekwencją ujmował się za polską nauką religii dla dziatwy polskiej. Od tego ceterum censeo miał przydomek polskiego kanclerza. Po jego śmierci powstało w Bytomiu Towarzystwo dla szerzenia elementarzy polskich na Śląsku im. ks. Engla.
  125. w. 522. chowa — dla rymu forma literacka, obok niej występuje często narzeczowa: chowie; por. obj. III 339.
  126. w. 523. uklejona — sklejona, spojona; Bonczyk tworzy często wyrazy złożone za pomocą przyrostka: -u- z odmiennym od literackiego znaczeniem: np. ubogacać — wzbogacać, uciąć — naciąć, ulot — polot, upewnić — zapewnić, uroda — przyroda, uroić się — wyroić się, urzeka — narzeka, usiąść — osiąść, uwdzięczyć — otaczać wdziękiem. Por. obj. do St. K. M. IV 394.
  127. w. 530—537. wyglądają na reminiscencję innej przemowy na Górze św. Anny, a mianowicie ks. Riemla (Rymla, wzgl. Rymlowicza II 18, 249, 252, 326), który na wiecu centrowym na odpuście Podniesienia św. Krzyża w 1880 wygłosił mimo przerywań przez przewodniczącego patriotyczną przemowę, opierając się na liście papieża Leona XIII z okazji jubileuszu św. św. Cyryla i Metodego. W tym liście, zatajonym na Śląsku, wzywał papież Leon XIII Polaków pod trzema zaborami do wytrwania, gdyż ich kiedyś Bóg wyzwoli z ucisku. (P. Bogusława Kowalczykówna: Odrodzenie narodowe G. Śląska od 1821—1903. Katowice 1937, str. 42).
  128. w. 539. korpusy — oddziały wojska, tu kompanie pielgrzymie; por. obj. II 340.
  129. w. 548. Nuż — teraz, następnie; por. V 326, 552 i 559.
  130. w. 559. Kłębo — kłąb, tłum; por. obj. IV 260.
  131. w. 567. ku tej, tej kaplicy — ku tej lub innej kaplicy.
  132. w. 571—572. Są przetworzeniem wierszy IV 382—385, a zarazem reminiscencją końcowych 2 wierszy Marii Malczewskiego.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Norbert Bonczyk, Wincenty Ogrodziński.