<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lemański
Tytuł O‑stateczność
Pochodzenie Nowenna
Wydawca Książnica Polska
Data wyd. 1906
Druk Piotr Laskauer i Sp.
Miejsce wyd. Warszawa — Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


LXXXVI.



Szczęście w firanek ażurze;
Szczęście w mebli politurze;
Szczęście w lampy abażurze.

Domek, niby małży koncha.
W domku‑konsze małża­‑żonka
Przylepiona do mał­‑żonka.

Oto szczęścia abecadło:
Kuchnia, gdzie się warzy jadło,
I jadalka, gdzie je stadło.

Z jadalki, po lewej ręce,
Sypialenka; w sypialence
Pogrzebane sny dziewczęce.

Wspomnień‑szkiców pełna ściana.
Żonka, jeszcze jako panna,
Była w sztuce zakochana.

Dziś, w małżeńskim sakramencie,
Owijaczków przewinięcie
Ślad zaciera po talencie.





LXXXVII.



Statystyka uwidomia,
Że małżeństwo — ekonomia.
Dlategom żonę wziął w dom ja.

Co mi po dusz unisonie,
Gdy mam utracyuszkę w żonie,
Dom pchającą w ruiny tonie?

Miłość?.. E — bajki dla dziecka!
Amor z Psyche niech się cecka:
Tu jest nie Arkadya Grecka!

Czyż bo mam przed nałożnicą
We czci upadać na lico?
Drgać w konwulsyach? Bóg wié co?

Trzebaż mi śnień oblubienic
Szukać w głębinie jej źrenic?
Mam ciało, więcej nie chcę nic.

Dała je. Biorę je w ramię,
Zginam je, zduszam i łamię...
Oh, gdy się skarży, to kłamie!





LXXXVIII.



Absolutnie domem rządzę,
I cokolwiek rozporządzę,
Żona pełni moją żądzę.

Aby smaczny był rosołek,
Aby stał na miejscu stołek...
Żona słucha, jak pachołek.

Nic mej woli nie zamąca.
Nie oporna mi służąca,
Gdy ją skubnę od niechcąca.

Nie dać czuć kobietom siły,
Wnetby stlił je przesąd zgniły:
Kochać tego, kto im miły.

Rządzę domem absolutnie,
I żonie na twórczą lutnię
Nie pozwałam absolutnie.

Ja nie chcę żony poetki:
Niech ceruje mi skarpetki
I niech wdzięk ma... wdzięk subretki.





LXXXIX.



Burz się, rwij ku wyzwoleniu.
Ja tam, obcy idej wrzeniu,
Zawsze twardo siedzę w trzpieniu.

Z dóbr esencyą mam komunię.
Niech glob pęknie, niech świat runie
Zawsze będę przy fortunie.

W moim domku, z Bożej łaski,
W gabinecie tkwi brzuch kaski,
W niej — asygnat bohomazki.

W tę to właśnie kaskę­‑studnię
Dóbr kaskada płynie cudnie,
Nie zamarza w Stycznie, Grudnie.

Przeto w kasce, jak naręczy:
I tęczowe, i bez tęczy,
Co szeleści i co dźwięczy.

Płynie fala bezustanku,
Wciąż przelewam ją do banku,
Tak to, panie mój, kochanku!





XC.



Jadło, picie, żona, legło...
Urządzone ręką biegłą,
Chcę, by życie moje biegło.

Dzień w dzień, jak krople w fontannie:
Rano. Wanna. A po wannie
Koafiura i śniadanie.

Dziennik biorę, papieroska
Ćmię, dym puszczam z ust i noska:
Dolce far niente z włoska.

Sprawy. (Giełda). Obiad. Menu
Pomagające trawieniu.
Drzemka o leciuchnem śnieniu.

Wieczór. Teatr. Kordebalet.
Ócz promienność. Gra tualet.
Biusty, nóżki, pełne zalet.

Noc i Sen. A jutro?.. Wanna,
Ceremonia śniadanna,
Obiad... Goście... Wint... havanna.





XCI.



Lato. Koncert. Piwko. Kawka.
Bufet. Wstawka. Mód wystawka.
Eufoniczna Warszawka.

Trąb huk. Smyki wiuczą sfornie.
Dudnią kotły. Dmą wytwornie
Sentymentalne waltornie.

Dites donc, prince, czemu w ludzkości
Nędza? — Z braku przezorności
I z leniwej dóbr czynności.

W program zajrzał prince przezornie.
Puzon grzmi. Flet kwili kornie.
Alp gra echo w alpenkornie.

Pod comtessą trzeszczy ławka.
Od brylantów lśni agrafka.
Gors faluje, jak huśtawka.

Forte werknął bęben w złości.
Finał. Wylew taneczności,
Melancholii i żałości.





XCII.



Dobroczynność w ten cel godzi.
By nam samym było słodziej,
Gdy się biednym krztę wygodzi.

Dla mnie, dla was nawet, sądzę —
Milszy mają dźwięk pieniądze,
Gdy ich bliźnie łakną żądze.

Moje dobra, moje schedy
Nabierają ceny wtedy,
Gdym się cudzej dotknął biedy.

Widok nędz mnie nie przestrasza.
Sutereny znam, poddasza.
Łzą się nieraz oko zrasza...

Niech odludne sybaryty
Głaszczą życia aksamity:
Jam społecznie z nędzą zżyty.

Ot — biedaków tłum, biedaczek.
Dał im człek na bułkę znaczek,
Sam — na ucztę jazda!.. Smaczek!





XCIII.



Tingel‑tangel wre.
Mimiczki, mimy pstre
Inscenizują grę.

Buchnęła orgia nut.
Tancerka — pląsu cud.
Czaruje ruchem ud.

Wśród elektrycznych skrzeń,
Lśni jedwab, miga zeń
Nieskończoności rdzeń.

Tutaj się wiedzy ucz:
Dwie piersi, dwoje ócz
To dualizmu klucz.

Dualizm uszu, warg,
Rąk, nóg dualizm, bark...
A monizm — grzbiet i kark.

Tej filozofii skrót
Już nie jednego wiódł
Do szczęśliwości wrót.





XCIV.



Stroje dam fruwają w pląsie.
Jak powoje, stany gną się.
Ona — On, oboje w ponsie.

Trą się, pachną tiulów zwoje.
Plątają się żądz nastroje.
Rond! Za „rąsie“ łap dziewoje.

W obertasa z dziarską miną!
Skry z obcasa krzesz seciną!
W koło pasa dzierż jedyną!

Lata płyną, życie zgasa.
Wnet przeminą wdzięk i krasa.
Niech z dziewczyną, kto żyw, hasa!

Niech tanowi się poświęci,
Złowi dziewkę i niech kręci! —
Grzmią balowi dyrygenci,

Żwawi, niby rtęć, i zdrowi,
Chęć i czyny nieść gotowi
Ekscelencyi Molochowi.





XCV.



Na dwójłożu śpi pan Marek,
Z żoną. Tli się znicz­‑ogarek.
Na półce tika zegarek.

Tika, tika, niby serce,
Szczęścia „tik“ na etażerce.
Marek śni przy znicza skierce.

Do rozkoszy zakamarka
DUCH się wkradł, i tik zegarka
Zepsuć chce... Dreszcz zbudził Marka.

— Żono? Śpisz? Kto tu? — Duch­‑Mara.
— Zepsuć chce mi tik zegara?
Precz! Od mego szczęścia wara!

Znikł sen. Znikło przywidzenie.
Tika zdrowo, odmierzenie
Szpar i trybów skojarzenie.

Tak dzień w dzień najidealniej
Dzwoni zegar, najlegalniej,
Tika... Zniknął duch z sypialni.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Lemański.