Siedem grzechów głównych (Sue, 1929)/Tom III/Nieczystość/Rozdział XXI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eugène Sue
Tytuł Siedem grzechów głównych
Podtytuł Powieść
Wydawca Bibljoteka Rodzinna
Data wydania 1929
Druk Drukarnia Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Les Sept pêchés capitaux
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom III
Pobierz jako: Pobierz Cały tom III jako ePub Pobierz Cały tom III jako PDF Pobierz Cały tom III jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI


XXI.

Na widok arcyksięcia, adjutanci cofnęli się z uszanowaniem, a pan Paskal zawołał z największym gniewem:
— Do pioruna, Mości Książę, szczególnie jakoś w tym domu przyjmują ludzi.
Książę, przypomniawszy sobie teraz dopiero, że naznaczył Paskalowi godzinę przyjęcia, i lękając się dla własnej godności swojej jakiego nowego nadużycia ze strony tego nieokrzesanego człowieka, rzekł do niego dając mu do zrozumienia, ażeby poszedł za nim.
— Pójdź pan, pójdź.
I w oczach milczących adjutantów, drzwi zamknęły się za księciem i finansistą.
— Teraz mój panie — rzekł arcyksiążę blady z gniewu i zaledwie powściągając się — czy mi pan poda przyczynę takiego zgorszenia?
— Jakto? Wasza Książęca Mość naznacza mi posłuchanie na godzinę trzecią, ja przybywam w sam czas, czekam kwadrans, nie widzę nikogo; pół godziny, jeszcze nie, na honor tracę już cierpliwość i proszę jednego z oficerów, ażeby podszedł przypomnieć Waszej Książęcej Mości, że ja tu czekam, odpowiadają mi, że Wasza Książęca Mość masz kogoś na posłuchaniu. Postanawiam tedy jeszcze czekać, ale po upływie drugiej półgodziny, oświadczam wyraźnie tym ichmościom, że jeżeli nie zechcą uprzedzić Waszą Książęcą Mość o mojem przybyciu, to ja sam wejdę do salonu.
— Mój panie, podobne zuchwalstwo!
— Jakto! zuchwalstwo! cóż to znaczy! czy ja potrzebowałem Waszej Książęcej Mości, czy mnie tutaj potrzebowano?
— Panie Paskal...
— Czy to ja przychodziłem do Waszej Książęcej Mości? Czy to ja żądałem pożyczki pieniężnej?
— Ależ, Mości panie...
— Ależ, Mości Książę, kiedy przystaję na odrywanie się od moich zatrudnień, ażeby przyjść czekać tutaj w przedpokojach, czego dla nikogo czynić nie zwykłem, zdaje mi się, że Wasza Książęca Mość nie powinienby kazać mi czekać całą godzinę, i to właśnie godzinę najważniejszą na giełdzie, którą dzisiaj, dzięki Waszej Książęcej Mości, opuszczam, Bóg wie dlaczego; jest to jedna nieprzyjemność, obok której jeszcze dziwniejszem znajduję, że adjutanci Waszej Książęcej Mości odpychają mnie.
— Grzeczność, obowiązki nawet najprostszej przyzwoitości zalecały panu poczekać, dopóki się nie skończy posłuchanie, jakie dawałem właśnie komu innemu...
— Być może, Mości Książę, ale na nieszczęście, słuszna moja niecierpliwość doradziła mi zupełnie inaczej postąpić, i szczerze powiedziawszy, spodziewałem się zasługiwać na inne przyjęcie, przychodząc pomówić w sprawie usługi, o której wyświadczenie Wasza Książęca Mość usilnie mnie prosiłeś.
W pierwszej chwili oburzenia swego i gniewu, podnieconych jeszcze grubiaństwem pana Paskala, książę zapomniał, że margrabina de Miranda mogła wszystko słyszeć w przyległym pokoju, w którym się właśnie znajdowała; zdjęty wstydem i czując wtedy potrzebę uśmierzenia opryskliwego finansisty, który przestąpił aż nadto granice przyzwoitości, książę, zadając sobie największy gwałt, ażeby się przynajmniej pozornie okazać spokojnym, starał się, rozmawiając ciągle z Paskalem, odprowadzić go od framugi przeciwległego okna, ażeby Magdalena nie mogła dosłyszeć treści tej rozmowy.
— Wiadomo panu — rzekł po chwili — że zawsze byłem pobłażający na porywczość pańskiego charakteru, zatem i tym razem tak samo jeszcze postąpię.
— Rzeczywiście, Wasza Książęca Mość zbyt dobrym jesteś — odpowiedział Paskal z szyderstwem — lecz jest rzeczą wiadomą, że każdy człowiek miewa częstokroć swoje przeciwności, i właśnie w tej chwili ja jestem w takiem położeniu, co staje się powodem, że nie bardzo czuję się skłonnym do słodyczy i łagodności niewinnego baranka.
— Takie usprawiedliwienie, albo raczej takie wyjaśnienie jest dla mnie dostateczne i tłumaczy mi wszystko, panie Paskal — odpowiedział książę czujący potrzebę usług i pomocy finansisty. — Przeciwności, wiem o tem, rozjątrzają nieraz charaktery najłagodniejsze, nie mówmy zatem więcej o przeszłości. Żądałeś pan, ażebym o dwa dni przyspieszył termin, w którym mieliśmy skończyć nasz interes. Spodziewam się tedy, że dzisiaj przynosisz mi pan odpowiedź pomyślną.
— Przynoszę Waszej Książęcej Mości odpowiedź pożądaną — rzekł pan Paskal ułagodniony nieco, wydobywając pugilares z kieszeni — co więcej, na wzmocnienie jeszcze tej odpowiedzi, składam Waszej Książęcej Mości asygnację do banku francuskiego, na pierwszą dziesiątą część tej sumy, — obok tego, składam niniejsze zobowiązanie moje na resztę pożyczki.
— Ah! mój kochany panie Paskal! — zawołał książę uradowany — złoty z pana człowiek!
— Jest to najwłaściwsze nazwanie, i to też pewnie jest powodem takiej przychylności dla mnie ze strony Waszej Książęcej Mości.
Książę nie odpowiedział nic na to szyderstwo; uszczęśliwiony tym dniem, który zdawał się wszystkie jego życzenia uwieńczać najpożądańszym skutkiem, niecierpliwy był tylko, ażeby jak najprędzej pożegnać finansistę i powrócić do Magdaleny. Dlatego odpowiedział:
— Ponieważ, mój kochany panie Paskal, wszystko już jest ułożone, przeto podpiszemy tylko naszą umowę, a jutro rano, lub później, kiedy pan zechce, porozumiemy się, ażeby rzecz ostatecznie załatwić.
— Rozumiem ja to, Mości Książę, dostawszy pieniądze do kieszeni, najgorętszem pragnieniem serca Waszej Książęcej Mości jest pozbyć się jak najprędzej swego najniższego sługi Paskala. I jutro odeślesz go Wasza Książęca Mość do jednego ze swoich podwładnych, dla uregulowania całego interesu.
— Panie...
— Mości Książę, czyliż to nie jest najnaturalniejszy porządek rzeczy? Przed udzieleniem pożyczki, człowiek jest dobrym genjuszem, półbożkiem, po udzieleniu pożyczki, człowiek staje się sknerą, lichwiarzem. Znam ja to dobrze, jest to odwrotna strona obrazu; nie spiesz się zatem Wasza Książęca Mość zbytecznie z odwróceniem tego obrazu.
— Cóż to znaczy, wytłumacz się pan jaśniej.
— Natychmiast, Mości Książę, gdyż bardzo mi jest pilno. Pieniądze są tutaj, podpis będzie zaraz — dodał Paskal klepiąc ręką pugilares — interes cały jest załatwiony pod jednym tylko warunkiem...
— Jeszcze?...
— Każdy, Mości Książę, prowadzi swoje interesa jak umie. Zresztą, warunek mój jest bardzo prosty.
— Słucham panie, skończmy już raz.
— Wczoraj pokazałem Waszej Książęcej Mości pewnego jasnowłosego młodzieńca, przechadzającego się po tutejszym ogrodzie, który tutaj ma podobno mieszkać.
— Nie inaczej, jest to hrabia Franciszek, mój syn chrzestny.
— Trudno spotkać piękniejszego młodziana, jeszcze wczoraj to powiedziałem. Otóż będąc chrzestnym ojcem tego chłopca, musi Wasza Książęca Mość mieć pewien wpływ, pewną władzę nad nim?
— Dokądże to wszystko prowadzi, mój panie?
— Oto, Mości Książę, dla dobra tego ukochanego syna chrzestnego Waszej Książęcej Mości, oznajmiam, że powietrze paryskie szkodliwe jest dla niego.
— Doprawdy, mój panie, co pana obchodzić może wyjazd Franciszka? to dla mnie rzecz niepojęta.
— Wytłumaczę się tedy jasno, i, ażeby Wasza Książęca Mość zrozumiał, jak mnie dalece wyjazd ten interesuje muszę pierwej uczynić pewne wyznanie; tym sposobem zdołam jaśniej wyłożyć moje żądanie; otóż tak jak mnie Wasza Książęca Mość widzi, ja jestem szalenie rozkochany, tak jest, szalenie rozkochany, wydaje się to Waszej Książęcej Mości zabawnem, i mnie także, ale tak jest rzeczywiście. Zakochany więc jestem szalenie w pewnej młodej panience, niejakiej Antoninie Hubert, sąsiadce Waszej Książęcej Mości...
— Pan! — zawołał książę zdumiony — pan!
— Niezawodnie, ja! ja, Paskal; i dlaczegóżby nie, Mości Książę? Miłość czepia się wszystkich wieków, mówi pewna śpiewka; a ponieważ ona mogła opanować i chrzestnego syna Waszej Cesarskiej Wysokości, to też ten pan Franciszek najniewinniej w świecie pokochał pannę Antoninę, a panna Antonina najniewinniej w świecie pokochała go wzajemnie, co stawia mnie w położeniu nader niedogodnem, w położeniu, z którego mnie Wasza Cesarska Wysokość najłatwiej może wyprowadzić.
— Ja, mój panie?
— Tak jest, Mości Książę, a to w taki sposób: kaź Wasza Książęca Mość wyjechać panu Franciszkowi natychmiast, i zaręcz mi, co jest rzeczą nader łatwą, że przez rok noga jego nie postanie na ziemi francuskiej, resztę, to już ja sam załatwię.
Ale, dajże pan pokój, a jeżeli ta młoda osoba kocha Franciszka.
— Resztę, ja sam już załatwię, powtarzam Waszej Książęcej Mości; prezes Hubert niedługo już pożyje; wszystkie moje środki zostały przygotowane; dziewczyna będzie zniewoloną udać się do swojej starej krewnej nadzwyczajnie skąpej i chciwej; jakie sto tysięcy franków zjednają mi zupełnie tę starą czarownicę, a jak tylko dostanie dziewczynę w swoje szpony, przysięgam na Boga, wtedy, chętnie czy nie, panienka ta musi zostać panią Paskal, i to nawet nie potrzeba będzie do tego żadnego gwałtu. Wiadomą jest rzeczą, Mości Książę, że te wszystkie miłostki piętnastoletnich dziewcząt nie potrafią oprzeć się chęci zostania, nie powiem arcyksiężną, ale arcymiljonerką. Teraz, widzi Wasza Książęca Mość, że ja szczerze i otwarcie postępuję, nie mając żadnego interesu postępować inaczej. Waszej Książęcej Mości mało musi na tem zależeć, ażeby pan Franciszek zaślubił dziewczynę nie mającą ani szeląga posagu. Warunek zatem, jaki obecnie stawiam jest łatwy do wykonania. Pytam więc jeszcze raz, czy Wasza Cesarska Wysokość przystaje, czy nie?
Książę daleko mniej był przerażony nikczemnemi zamiarami Paskala i jego zatrważającym cynizmem, aniżeli okrutną ostatecznością w jakiej go stawiał warunek, podany przez finansistę.
Rozkazać oddalić się Franciszkowi, i nie dozwolić na jego małżeństwo z Antoniną, znaczyło utracić Magdalenę; odrzucić zaś warunek podany przez Paskala, było wyrzeczeniem się pożyczki, ułatwiającej dokonanie jego dumnych zamiarów.
Śród takiej walki dwóch gwałtownych namiętności, książę, przypomniał sobie, że Magdalenie dał tylko słowo, co do ułaskawienia wygnańca... gdyż hałas spowodowany uniesieniem Paskala przerwał mowę księcia właśnie w chwili, kiedy ją ma zapewnić o zezwoleniu swojem na ożenienie Franciszka.
Pomimo dogodnego położenia, w jakiem go ta wymówka stawiała, arcyksiążę uczuł, mianowicie teraz, jak wielki wpływ wywierała na niego margrabina; w wilję bowiem, nawet i tego samego rana jeszcze, nie byłby się wahał ani jednej chwili poświęcić Franciszka swoim zamiarom.
Wahanie się i niepokój księcia przejęły Paskala nadzwyczajnem zdumieniem; nie przypuszczał bowiem wcale, ażeby jego żądanie mogło być odrzucone; jednakże, chcąc silniej wpłynąć na postanowienie księcia przedstawieniem mu dalszych następstw jego odmowy, rzekł, przerywając dotychczasowe milczenie.
— Doprawdy, nie pojmuję milczenia Waszej Cesarskiej Wysokości! Jakto! przez pobłażanie, przez słabość, dla jakiejś studenckiej miłostki, Wasza Książęca Mość miałbyś się wyrzec pewności osiągnięcia korony, gdyż księstwo, które Waszej Cesarskiej Wysokości chcą ustąpić jest niezawisłem i liczy się w rzędzie księstw korony, ustąpienie zaś to zależy tylko od mojej pożyczki, co, mówiąc nawiasem, niemało pochlebia poczciwemu Paskalowi, który potęgą swego worka może poprzeć lub zniweczyć zamiary Waszej Książęcej Mości. Otóż nie pojmuję, jak Wasza Cesarska Wysokość, może się jeszcze wahać w tej mierze. Pytam więc po raz ostatni: tak lub nie?
— Nie! — zawołała Magdalena, wchodząc nagle z przyległego pokoju, skąd dokładnie słyszała poprzedzającą rozmowę, pomimo wszelkich ostrożności księcia.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Eugène Sue i tłumacza: anonimowy.