<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wyd. 1879
Druk Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
XLIX.

Gdy się tak krzątają około rozwodu w Rzymie, Szczęsnego tymczasem rodzina listami nawiedza w podróży, a d. 8 maja na Św. Stanisław imieniny jego obchodzą w Krystynopolu. Z tego powodu siostra się do niego odzywa (z francuzkiego):
„Jeżeli jest jaki dzień w roku, w którymbym więcéj niż zwykle czuć mogła com ci winna, i gorętsze niż kiedy czyniła życzenia dla ciebie, kochany bracie, to 8 tego miesiąca. Ale moje przywiązanie nie potrzebuje dni oznaczonych, bo nie ma dnia, w którymbym nic pragnęła i nie życzyła najgoręcéj wszelkiego dobra dla ciebie. Dzień, który obchodzić mamy, dla mnie jest najwyższéj ceny, a spędziłabym go weseléj daleko, gdybym mogła żywemi słowy oświadczyć ci uczucia mego serca. Chciéj przyjąć, kochany bracie, w tych wyrazach słaby dowód moich najczulszych, uczuć, które ci zachowam do końca życia.
„Proszę cię kochany bracie, oświadcz ukłony ode mnie hr. Brühlowi i księdzu Wolfowi.”
Dopisek innéj ręki:
„Mam honor łączyć i moje powinszowanie, życząc wszelkich w setne lata pomyślności i jak najszczęśliwszych tak za progiem ojczyzny, jako i za powrotem do nas powodzeń. Nic ci nie brak, tylko lat, kochamy bracie, abyś używał wszystkiego, co cię czeka. Tysiąc ukłonów hr. Brühlowi i ks. Wolfowi, z serca i duszy gorliwy sługa...” (d. 22 apr. w Krystynopolu).
Każdy list wojewody pełen jest Komorowskich i procesu. Dawniejsze były całe jego ręką pisane, następujący obcą, a podpis tylko i mały dopisek własną ojcowską dodany:
„D. 14 maja 1772.
„Że w interesie z imp. Komorowskim dwie sztafety wysłane Rzymu nie widziały, dla tego na ręce jw. wojewodziny bełzkiéj (Cetnerowéj) teraźniejszą ekspedycyę posyłam, abyś wpan dwie plenipotencye, jedną na osobę imp. Rajmunda Monaldyni’ego, to jest, Dni Josephi Rajmundi Monaldini Prcuratoris Causarum Curiae Romanae, w aktach nuncyatorskich wiedeńskich, a drugą in personom D. Josephi Miselli Procuratoris Collegialis Curiae Romanae w konsystorzu wiedeńskim, arcybiskupa wiedeńskiego prosząc o przyjęcie tranzakcyi zwanéj Mandatum procurae, ad quaecunque negotia in urbe Roma tractanda, nie wyrażając nawet sprawy rozwodowéj uczynił, i też obiedwie plenipotencye Mandatum procurae zwane, osobno poczynione autentycznie wyjąwszy, na ręce imks. Kaznowskiego Jezuity substytuta polskiego odsyłaj, i napisz do niego jeden, a drugi do adwokata, podług kopij przyłączonych list, i zakopertowawszy całą ekspedycyę (tak się to dawniéj dysponowało dwudziestokilkolotnim synom) — tak odemnie ztąd posłaną jako też od ciebie napisaną, z plenipotencyami, temuż jm. księdzu Kaznowskiemu Jezuicie przez sztafę pewną, aby zawodu nie było, odeszléj jak najprędzéj, i jakowe na ręce twoje do Rzymu tak do mnie jako i do ciebie listy będą, na ręce jw. wojewodziny bełzkiéj odsyłaj, przez Węgry, a jw. wojewodzina obmyśli sposób pewnego do mnie ich przysłania. Przy tém ojcowskie błogosławieństwo, zostaję kochającym ojcem.
„Dziesięć dni (dodaje własną ręką wojewoda) cierpiałem taki katar, żem rozumiał, że mnie zadusi, bo żadnego odoru nie miałem; przecięż już od kilku dni sfolgował, i dla tego na odebrane listy nie mogłem zaraz odpisać. Jw. wojewodzina bełzka dwa listy mi odesłała, alias dwie ekspedycye, trzecią jw. pani Krakowska, u któréj miała być informacya od ks. Wolfa, lecz rozpieczętowali konfederaci, i tę kartkę jak pisze do mnie p. krakowski, że coś z téj ekspedycyi wyjęli. Cóżkolwiekbądź, nigdy człowiek w żadnym wieku swojéj woli mieć nie może zupełnie, i nie trzeba nigdy swojéj dogadzać woli, ale do wieku, czasu i circumstancyi akkomodować się. Nie chciałem ja, abyś długo siedział w Wiedniu, i ułożyłem, aby po maju wyjechać do Hollandyi, Anglii, widzieć także les Pays-Bas, Lotaryngię, jeżeli po drodze, i do Francyi na zimę, ale circumstancye niegodziwego twego interesu zatrzymują cię, aż do responsu na ekspedycyę, którą posyła się do Rzymu. Piszę ja jednak do jw. grafa, że życzę, sobie, abyś primis julii wyjechał z Wiednia. Zalecam jednak pod błogosławieństwem ojcowskiém, abyś się akkomodował jw. grafowi, starał się o jogo przyjaźń, dobre słowo, konfidencyę, inaczéj szkodziłoby to w. panu niepomału. Piszę do niego i o prędki respons, ażebym uczynił dyspozycyę dalszéj podróży. Dla Boga przestrzegam, nie miéj swéj woli, bo ci to na sławie szkodzić będzie, i ja tego nie lubię (!). Tak wielkie staranie, zabiegi do zagojenia przeszłego umartwienia, a nowe (?) byś zaczynał (?); sam to miarkuj. Panu Bogu się we wszystkiém a szczerze oddawać, z ojcem we wszystkiém otwarcie, tak P. Bóg będzie błogosławił. Temu cię oddaję i Matce Najświętszéj.
Twój kochający ojciec.”
Nie bez przyczyny zapewne, po dwakroć tu wspomniano, żeby swojéj woli Szczęsny nie miał, bo wojewoda tego nie lubi, i żeby się Brühlowi akkomodował; — musiało coś zajść, o czém donoszono do Krystynopoła, i że się coś nowego poczynało, widać z tego listu także. Czy z Brühlem? czy w sprawie saméj? czy w innym rodzaju? bo Szczęsny całe życie był kobieciarz wielki — to się nieco z późniejszych listów wyjaśni. Ojciec nalegał bardzo na proces i wstrzymywał syna w Wiedniu, póki mu tu był do niego potrzebny.
W sprawie téj, już ani sztafety, ani na ks. Kaznowskiego, który nazbyt po chrześciańsku i po kapłańsku doradzał, nie spuszczając się, umyślił wojewoda wysłać początkowego doradcę swego ks. kanonika Pruskiego, na co w maju żądał pozwolenia od ks. arcybiskupa Sierakowskiego, a ten mu następną dał odpowiedź:
„Jw. m. d.
„Nie mogę więcéj wyrazić jwpd. o ochocie mojéj pozwolenia jm. ks. kanonika Pruskiego w podróż rzymską, niż wyraziłem, i on sam jak jest przez wiele przyczyn obowiązany jwpd., życzy sobie tę mu uczynić przysługę. Z konferencyi jednak i rady, którą my czyniliśmy tu z imks. arcybiskupem ormiańskim, dobrym także i prawdziwym sługą jwpd., conclusum est, aby tę podróż jeszcze odłożyć, póki sztafeta posłana od jwpd. do Rzymu nie powróci z rezolucyą rzymską na respons dany S. Congregationis od imks. biskup11 chełmskiego. Co obszerniéj imks. kan. Pruski jwpd. wypisuje, a ja daję winne świadectwo, że jego racye in consilio nostro dobrze zważone, nie są pretekstem niejechania albo próżnéj zwłoki, ale z prawdziwéj przychylności, aby skuteczniejszą i pożyteczniejszą jwpd. uczynić przysługę, i potrzeba mu wierzyć i ufać. Jestem i t. d.
W. H. Sierakowski arcyb. lw.
„Z Dunajowa, d. 19 Maj 1772.”
Przyczyny niejechania ks. Pruski tak wyraził w liście, o którym tu mowa:
„Jw. i najosobliwszy m. d. (?)
„Posłaniec pański stanął tu w sobotę, i zastawszy mocno zatrudnionego jwiks. arcybiskupa d., był zatrzymany do dnia dzisiejszego; najwięcéj się to jednak stało z téj przyczyny, że nie było sposobu naradzenia się i rozmówienia z jwks. arcybisk. orm., który to akt odprawił się w przeszłą niedzielę. Mieliśmy tedy radę w interesie podróży rzymskiéj, cały interes był dobrze roztrząśniony i wszelkie okoliczności zważone; a ponieważ bez żadnego fundamentu ta sprawa jest wyprowadzona do Rzymu, idzie za tém, iż téj Rzym nie będzie sądził bez wyprowadzenia potrzebnych do tego inkwizycyj.
„Gdy nareszcie była zatrzymana ta sprawa w Rzymie, przecięż to musi w Polsce nastąpić, że ta inkwizycya będzie uczyniona, a takowa inkwizycya nazywa się duszą całéj sprawy.
„Na tym ja fundamencie wygotowałem ekspedycyę do Rzymu, ażeby z niéj patron pański z najpierwszymi adwokatami złożył radę i dał nam należytą infrmacyę, czego się mamy spodziewać, i w co się uprowidować do ugruntowania tak sprawiedliwgo interesu.”
„Należy zatém koniecznie czekać na tę rezolucyę od patrona, żeby wiedzieć czego się trzymać i z czém jechać, bo wybrawszy się teraz nagle, nie wiem z czém i po cobym tam pojechał, a będąc w téj podróży, nicbym nie mógł tu robić potrzebnego sprawie.
„Choćbym z temi papierami, które być mogą, pojechał, na tych papierów fundamencie nic nie zrobię, bo inkwizycyi nie było, bez czego żadną miarą obejść się nie może.
„Z tych tedy i innych przyczyn przełożonych dwom arcybiskupom, nastąpiła taka rezolucya, żeby czekać na respons i informacyę patrona, którą da nieomylnie na teraźniejszą ekspedycyę, a zatém wszyscy się zgodzili na to, że teraz potrzebniejsza tu jest w Polsce moja bytność, niżeli w Rzymie, dokąd pojechawszy, nie miałbym się na kogo zdać, aby mi na miejscu dobrze rzeczy porobił.
„Racz mi wierzyć jwpd., że co piszę, to piszę ze szczerego i przychylnego serca do pana. Znam dobrze Rzym, i wiem jakiemi drogami idą te rzeczy; nie na ks. Karnowskiego ja ten zdaję interes, tylko na jego ręce papiery posyłam, ale mam ja tam takich, którzy nie dadzą upaść interesowi, i nic nie nastąpi bez nas.
„Nareszcie, gdyby się tak jwpd. podobało, żeby zaraz jechać, niech i tak będzie, ja się nie wzbraniam, ale przez to większe być może opóźnienie, a przyszłoby i do tego, żebym się z drogi musiał wracać, ta zaś zwłoka czasu i zawieszenie wyjazdu wcale interesowi nie zaszkodzi.
„Jeżeli jeszcze ekspedycya moja wygotowana do Rzymu nie jest wysłana, racz ją jwpd. jak najpilniéj wysyłać i ubezpieczyć, aby respons tąż samą drogą jak najprędzéj nas doszedł, co sumiennie wyraziwszy, zostaję i t. d.
Ks. M. Pruski.
„W Dunajowie, 19 maj, 1772 r.”





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.