<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (ojciec)
Tytuł Nieprawy syn de Mauleon
Data wyd. 1849
Druk J. Tomaszewski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Karol Adolf de Sestier
Tytuł orygin. Bastard z Mauléon
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


ROZDZIAŁ LXIV.
Jakim sposobem dowiedział się Agenor o spóźnieniu.

Agenor zostawiwszy żołnierzy, oficerów i lubowników wojny w największych zamiarach, planach i strategjach, zmierzał do celu, to jest: do wynalezienia Aissy, swego najdroższego skarbu.
Miłość zaczynała przemagać jego ambicją, a nawet powinności; gdyż młodzieniec niecierpliwy dostania się do Hiszpanii, aby miéć wiadomość o Aissie, obojętnie patrzył, jak to już widzieliśmy, że posłowie króla Francyi i hrabia de Laval szli do Bordeaux, zapłacić okup za Konetabla, jaki sam za siebie naznaczył.
Niemieliśmy tych wiadomości do naszéj historyi, ponieważ brak jéj był w historyi Agenora; i czynieéy o niéj wzmiankę dla tego, iż jesteśmy zmuszeni powiedziéć: że Guinea jęczała z boleści wówczas gdy Książę Galli, wspaniały jak zawsze, uwolnił z Bordeaux jeńca wykupionego za złoto z całéj Francyi.
Dodajemy także, że najpiérwszém staraniem Bertranda, było udanie się do Paryża, dla podziękowania Królowi. Odtąd jesteśmy dla Konetabla szczéremi i beztronnémi historykami.
Agenor więc i jego wierny Musaron, przyspieszali wielkiemi marszami do zamku, w którym don Pedro oczekiwał na Aissę.
Agenor widział iż nie ma czasu do stracenia; znał także dobrze don Pedrę i Mothrila, nie mógł się téż cieszyć nadziejami.
Któż wié, mówił do siebie, czy sama Marya Padilla, przez słabość i obawę nie naruszyła swojéj godności, czy nie uległa namowom Mothrila, i czy udając nieprzebłaganą, nie spostrzega grymasów swego kochanka.
— Myśli te podwajały cierpienia Agenora. Już nie mówił jak zakochany, bo czynił sobie domniema ma podług zdrowego rozsądku, i z wielkiém doprawdy podobieństwem.
Przypatrując się drodze, wywijał włócznią, która padała, to na wierzchowca Musarona, to na grzbiet poczciwego germka; o ile téż Agenor go naglił, o tyle tenże przyspieszał swą jazdę; tym sposobem odbywała się podróż, pośród rozmów których, zaniechamy treści, aby niewznawiać i nieobznajmiać z niemi czytelnika.
— Widzisz Musaronie, mówił Agenor, jak tylko godzinę pomówię z donną Marją, rozpoznam całą teraźniejszość i będę wiedział jak postępować na przyszłość.
— Ale pan się niczego niedowiész, i jeszcze wpadniesz w ręce tego łajdaka Maura, który czyha na ciebie, jak pająk na muchę.
— Zawsze jedno i to samo klepiesz. Czy Saracen wart już chrześcijanina?
— Saracen, kiedy sobie co postanowi, lepszy już jak trzech chrześcijaninów: jest to zupełnie tak, jakgdybyś pan chciał powiedziéć: „Czy kobieta warta jest mężczyzny? „Jednakże codziennie widziéć można mężczyzn pod ich panowaniem i mocą; a wiesz pan dla czego?... ponieważ kobiéty zawsze myślą o tém co chcą czynić, a zaś mężczyźni, nie czynią prawie nigdy tak, jak myśleć powinni.
— Zatém wnosisz?...
— Ze Saracen przeszkodził donnie Maryi jakąś intrygą, wysłać ci Aissę.
— Dalej?
— Daléj... że Mothril, który potrafił przeszkodzić panu w przysłaniu jego kochanki, oczekuje na pana z nasrożoném sercem i dłonią, że pana złapie w sidła jak skowronka w niedojrzałym zbożu, że pana zabije, i że nie będziesz miéć Aissy.
Agenor wrzasnął tylko ze złości, i popędzał swego konia.
Tym sposobem przybył do zamku, którego widok uderzył go jak by boleścią. Miejscowość gdzie nie gdzie bywa wymowną, jej słowa pojętne są dla serc tkliwych.
Przy blasku xiężyca młodzieniec wpatrywał się wbudowlę, która obejmo wała całą jego miłość, całe jego życie. Właśnie w owym to czasie, spełniał się w jego tajemniczych i okiem niedosięgłych pawilonach, tryumf ochydnego złoczyńcy Mothrila.
Agenor strudzony długą podróżą, i niepewném powzięciem wiadomości, omylony nadzieją posiadania ulubionego przedmiotu, którego szukał, po kilku godzinném rozmyślaniu i przypatrywaniu się murom, dostał się z Musaronem do malej wioski, położonej z drugiéj strony góry.
Tam, jak to wiemy, mieszkają owczarze. Agenor zażądał od nich noclegu, hojnie im za niego zapłacił; postarał się o pargamin, atrament, i kazał Musaronowi napisać do donny Maryi list, pełen obawy i nieufności, używszy do tych wyrażeń całéj delikatności i dowcipu francuzkiego; aby zaś być pewniejszym swojéj posyłki, chciał użyć do tego Musarona, lecz germek zwrócił uwagę swemu panu, iż, jako znany Mothrilowi, na daleko większe narażony będzie niebezpieczeństwo, jak jakikolwiek posłaniec.
Agenor usłuchał Musarona, i wypełnił zdanie jego.
Sam zaś, położył się tuż przy jego boku na baranich skórach i czekał.
Lecz sen zakochanych, podobny jest do snu obłąkanych i łatwo się przerywa.
Po dwugodzinnym spoczynku Agenor wstał, poszedł na szczyt pagórka, z którego, mimo znacznéj odległości widzieć było można bramę zamkową, i czekał na powrót swego posłańca.
Otóż co zawierał list jego:
„Szlachetna damo, tyle litościwa, tyle poświęcająca się w interessie biednych kochanków, powróciłem do Hiszpanii, miéj więc litość i donieś mi w obszernych wiadomościach o sobie i Aissie. Jestem w wiosce Quebera, gdzie oczekuję na twoją odpowiedź, która mi śmierć lub życie przyniesie. Co się stało? czego mam się spodziewać lub obawiać.
Owczarz jeszcze nie powrócił; w tém nagle otworzyły się bramy zamkowe, Agenor uczuł bicie serca; lecz to nie ten wyszedł na którego oczekiwał.
Długie pasmo żołnierzy, kobiét i dworzan wychodziło niewiadomo zkąd, gdyż Król do swéj rezydencji nie z zbyt licznym przybył dworem. Był to jakby jaki orszak, postępujący za lektyką obejmującą trupa.
Przekonywały o tém żałobne ozdoby będące przy téjże lektyce.
Agenor mówił sobie, że wróżba była złowrogą.
Zaledwie przeszła mu lt myśl, bramy zamknęły się.
— W tém spóźnieniu jest cóś szczególnego, rzekł Musaronowi, który z swéj strony okazywał niezadowolenie. Idźże, dowiedz się, przydał Agenor.
Sam usiadł na wzgórku, pomiędzy okrytémi pyłem krzakami.
Kwadrans czasu nie upłynął, jak Musaron powrócił, prowadząc z sobą żołnierza, który zdawał się wielce dać prosić, aby szedł za nim.
— Mówię, że mój pan zapłaci, i zapłaci hojnie.
— Kto zapłaci, i za co? zapytał Agenor.
— Panie, mamy wiadomości...
— Jakie wiadomości?
— Ten żołnierz należy do orszaku prowadzącego ciało do Burgos.
— O Boże! co za ciało?
— Ah, panie mój! kochany panie, mnie możebyś nie chciał uwierzyć, lecz jemu, bydź może, uwierzysz: prowadzi do Burgos ciało donny Maryi Padilli!
Agenor wykrzyknął powodowany smutkiem i niespokojnością.
— Tak jest, przydał żołnierz, muszę się spieszyć, powrócić na swoje miejsce.
— Nieszczęście! nieszczęście! zawołał Mauléon. Mothril jest w zamku?
— Mothril pojechał do Montiel.
— Pojechał! z swoją lektyką?
— Obejmującą w sobie umiérającą młodą dziewicę, tak panie.
— Młodą umierającą dziewicę! ah Musaronie, Aissa już nie żyje, rzekł z westchnieniem nieszczęśliwy rycerz, i potoczył się na ziemię, jak gdyby sam rzeczywiście umarł. Przestraszyło to dobrego germka, jako nieprzyzwyczajonego do podobnych wypadków swego pana.
— Rycerzu, rzecze żołnierz, oto wszystko co wiém, i to tylko przez wypadek; ja to téj nocy wyniosłem młodą dziewicę, ranioną sztyletem i otrutą Maryę Padillę.
— O przeklęta nocy! o nieszczęście! nieszczęście, powtórzył młodzieniec w połowie bezprzytomny. Oto masz mój przyjacielu, weź te dziesięć florinów, jak gdybyś mi nieoznajmił o nieszczęściu mego życia.
— Żegnam i dziękuję ci rycerzu, rzekł żołnierz oddalając się.
Musaron z wzniesioną dłonią nad swemi oczami przypatrywał się widnokręgowi.
— Patrz, patrz mój kochany panie, tam bardzo daleko, widzisz pan tych ludzi i lektykę, którzy przechodzą po za górą? widzisz pan na końcu w białéj opończy Saracena naszego nieprzyjaciela?
— Musaronie, Musaronie, rzekł rycerz w bolesném uniesieniu, siadajmy na koń i zgruchotajmy tego nędznika, jeżeli Aissa ma umiérać, niechże przynajmniéj ja, uniosę jéj ostatnie tchnienie.
Musaron pozwolił sobie oprzéć dłoń o ramię swego pana, i rzekł:
— Panie, niemożna dobrze sądzić o rzeczy dopiéro co wydarzonéj, nas dwóch, a ich dwunastu, jesteśmy strudzeni, a oni przy swoich siłach; przytém jak nam wiadomo idą do Montiel, to się z niémi w Montiel spotkamy. Przedewszystkiém, mój panie, trzeba znać historyą nad którą uboléwasz; żołnierz nie potrafił ją dokładnie opowiedzeić, musiémy się dowiedziéć, dla czego donna Marya była otruta i umarła, i dla czego donna Aissa jest ranioną sztyletem.
— Masz słuszność, mój wierny przyjacielu, czyń ze mną co się podoba.
— Uczynię z pana człowieka tryumfującego i szczęśliwego.
Agenor wstrząsł głową ze smutkiem. Musaron widział iż nie było innego lekarstwa na tę chorobę, jak tylko mocny ruch ciała i umysłu.
Odprowadził swego pana do obozu gdzie wierni Henrykowi Bretonowie i Hiszpanie, mniéj się ukrywali i głośniéj mówili o swoich zamiarach, od czasu jak otrzymali wiadomość o oswobodzeniu Duguesclina, i jak czuli się na większych siłach.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (ojciec) i tłumacza: Karol Adolf de Sestier.