Poeta Łukasza ze Bnina Opalinskiego, Marſzałka Nadwornego Koronnego

<<< Dane tekstu >>>
Autor Łukasz Opaliński
Tytuł Poeta Łukasza ze Bnina Opalinskiego, Marſzałka Nadwornego Koronnego
Wydawca Drukarnia Ignacego Grebla
Data wyd. 1784
Druk Drukarnia Ignacego Grebla
Miejsce wyd. Kraków
Źródło skany na Commons
Indeks stron



POETA

ŁUKASZA


ze Bnina

OPALINSKIEGO

Marſzałka Nadwornego Koronnego.





Ktożkolwiek z Was ieſt co Poetą ſłynie,
Komu udatny Rym iak zechce płynie
Kto piorem leie, tak że mu uczony
Wierſz snadno idzie y nie przymuſzony, [1]
Zdrow niechay piſze y wieniec laurowy
Niech ma (pozwalam) Koroną swey głowy:
Jednakże przecie niech wie że też y my [2]
Możem mieć mieyſce między Pisorymy.
Tegoć nie pomnę bym Helikonową [3]
Wodę miał piiać, albo Parnaſsową
Gorę nawiedzał, gdzie kto przemieſzkiwa
Choć nic nie umie ſnadź Poetą bywa.

Nie znam ſię nawet y z tymi Muzami,
Które tych wſzyſtkich czynią Poetami,
Co ich wzywaią. Ja to mam za baśnie
Aby co darem przyiść mogło y właśnie
Jakobyś znalazł. Za pracą BOG dawa [4]
Wſzyſtko, iako to ktoś mądry przyznawa.
Chyba żeby ten miał być Pisorymem, [5]
Co ſobie głupiey fantazyi dymem
Głowę zaraził, y iuż tak rozumie
Ze wierſze piſać bardzo dobrze umie:
A on nieborak płonne chwyta ſłowa, [6]
Z których pochodzi prożna sensu mowa;
Jedno ſię zgoła drugiego nie dzierży
Choć wierſz nie rowny niemal nicią mierzy.
Y acz ná palcach syllaby rachuie,
Prożno ſię iednak biedzi y morduie,
Prożno łeb drapie, y coraz zębami
Strzyże paznokcie nad złemi wierſzami.
Bo co przypiſze, to zmaże, to kryśli
A nic godnego przecie nie wymyśli.
Nie to Poeta co zliczył syllaby
Y ná to tylko pilno patrzy aby
Jako pod cyrkuł wſzyſtkie rowne były, [7]
Więc by ſię Rymy iednako kończyły:
Ani ten ma być Poetą mym zdaniem
Który powiada że iednym piſaniem

Tyſiąc y drugi wierſzow wnet zgotuie [8]
Y przed wſzyſtkiemi tym ſię popiſuie
Prożno ieżeli ſłow ſiła á wątku
Mało, y ieźli rzecz nie ma rozſądku.
Lecz y ten znowu nie może być zwany
Dobrym Poetą, który żart podany
Y fraſzkę piſać ale nic długiego
Wywieść nie może z dowcipu miałkiego.
Ten ieſt Poetą moim rozumieniem
Co doſkonałym rzeczy uważeniem
Przenika wſzyſtko, á co chce prawdziwie,
Gładko, łagodnie, miękko y ſzczęśliwie
Wymowi, álbo tak ładnie wyleie
Ze z czytaiących każdy ſię zdumieie,
Y nie tylko ſię uznawa wzruſzonym
Ale iuż prawie niemal zachwyconym:
Którego dowcip, lub iakiś wyſoki
Duch, rzecz swą pędzi z uwagi głęboki,
Który affekty iakowe chce ſprawi
Gdy czytelnika ſłodkim rymem bawi,
A bawi długo bo dyſkurs prowadzi,
Lub chwali, ſzydzi, ſtrofuie, y radzi,
Podaie koncept pełna rzeczy głowa,
Za tym poſłuſzne naſtępuią ſłowa,
Które zaś tak są potrzebnie ſadzone,
Ze nie może być żadne opuſzczone
Bez zguby sensu, y tyle rymowi
Służą, wielkiemu ile rozsądkowi.
Bo to uſtawnie ma ná dobrey pieczy
Aby ile ſłow, tyle było rzeczy
Zgoła cokolwiek przed ſię wezmie piſać
Nie potrzeba mu ni ſzukać ni chwytać:

Samo przychodzi ſnadnie y tak miło
Ze ſię zda iakby ſię to urodziło.
Nad to takowe ieſt uczonych zdanie
Ze ma Rym dobry być iak malowanie,
Jako to bowiem żywemi farbami
Naturę, tak on właſnemi ſłowami
Iſtotę rzeczy powinien wysadzić,
Nigdzie nie uwiąść, nigdzie nie zawadzić.
A tak y pędzel y pioro tęż maią
Właſność, gdy dobrze swą powinność znaią.
Y ten sam może godnie imie noſić
Poety, który uczyniwſzy doſyć
Temu com wſpomniał, piſze tak udatnie
Ze ſię na żadnym ſłowku ani zatnie.
Jeźli chce spiewać miłoſtki pieſzczone,
Grzeczne zaloty, ofiary y one
Podchlebne pieśni, ſłowa pełne chęci,
Służby, ukłony, którymi więc nęci
Młode Dziewczyny, młodzian urodziwy
Opowiadaiąc affekt swoy prawdziwy,
Wzaiemne kładąc y biorąc okowy
Y serce wiążąc w łańcuch coraz nowy:
To gdy opiewa, y kiedy przeczyta
Lub męſka, lub płeć ſkromnością pokryta
Biała, choć tai, choć nie pokazuie
Jednak przychylność niewymowną czuie:
Wkrada ſię ogień w serca, á wzniecony
Już nie może być płomień utaiony,
Niewoli duſzę, choć raz zniewolona
Panuie miłość miłością zwabiona.
Jeźli opiſać chce rycerſkie znoie
Prz ważne[9] woyny y okrutne boie,
Furye, á z nich bitwy zapalczywe,
Z nich znowu mordy y śmierci ſtraſzliwe;

Takim to kſztałtem ładnie udać umie
Ze czytaiący tak właśnie rozumie
Iż na to patrzy. Tu Woyſka ſzykuie,
Obozy toczy y ſzturmy gotuie;
Tu bohatyrów dwoch na plac wywodzi
Na poiedynek albo h rce[10] zwodzi,
Stawia utarczkę a Monomachią,
Gdzie ſię sami dway tylko z ſobą biią,
Gdzie wielkie męſtwo y krew opiſuie,
Za którą śmiała młodź sławę kupuie.
Albowiem iako ſzczenie zaiuſzone,
Choć będzie z zwierzem nierownym ſpuſzczone,
Siły nadſtawia swą zapalczywością
Y wiąże ſię z nim wielką zawziętością,
Tak dzielny młodzian wielkiey ſławy chciwy
Y o honor swoy gorąco żarliwy,
Nic ſię nie trwoży y nic nie uważa,
Gdy ſię na dzieła wyſokie odważa,
Umierać gotow, byle tylko mężnie.
A tak naciera śmiele y potężnie,
Pragnie mieć rany, y potężne blizny
O chwałę Bożą y dobro Oyczyzny.
Troſkliwa Matka widząc kochanego
Syna tak bardzo do woyny ſkłonnego,
Boi ſię by mu młodość popędliwa
Zbytnią odwagą nie była ſzkodliwa,
By nie przywiodła do ciężkiego razu
Niepamiętnego proźby y zakazu,
Który mu dała z płaczem go żegnaiąc
Y BOGU pilnie w op ekę[11] oddaiąc.
Lecz y dziewczyna kochaiąca ſkrycie
Cicho gdzieś wzdycha y niemal obficie

Łzy leie aby chłopiec ulubiony
Nie odnioſł ſzwanku od ręki ſzalony.
Nieſtetyż mowi na to głupie męſtwo,
Co krwią, ba zeyściem częstokroć zwycięſtwo
Ugania, á śmierć wſzyſtkim nieuchronną
Jeſzcze przyśpieſza ſławą iakąś płonną
Jednakże tuſzy w Boſkiey Opatrzności
Y dobrze wrożąc pełna ieſt ufności
Ze ozdobiony w Tryumfalny wieniec
Witać ią będzie w krotce cny młodzieniec.
Takto o Woynach.
Jeżeli zaś daie
Słuſzną naganę, albo obyczaie
Oſtrą Satyrą ſądzi y ſtrofuie,
Przymawia, albo drwi, ſzydzi, żartuie,
To tak wlot czyni, tak piorem maluie
Ze prawdziwſzego nic ſię nie znayduie.
Naprzykład kiedy chce rady seymowe
Albo taiemne opiſać, y owe
Wota, któremi nas tak długo bawią
Ci, którzy sami nie wiedzą co baią.
Ten się nad mową biedzi y zaiąka,
Ow zaś poważnie coś mądrego krząka [12]
Ten cicho ſzepce y pod nosem prawi,
Słuchacze drzymią, y on sam naiawi,
Czy przez sen mowi nie wie, lecz ſtworzony
Recytuie pens doma nauczony.
Ten zaś ſłow nazbyt y ſnadnie prowadzi
Lecz dyſkuruie raczey nizli radzi,
Bo siła bardzo mowy, konkluzyi
Nie maſz nic á nic w iego oracyi
Zgoła u wſzyſtkich iedno ieſt ſtaranie
Prożna pochwała y popisowanie.

Takie częſtokroć w Senacie bywaią
Rady, w Poselſkiey Izbie za ſię maią
Tryb ieſzcze gorſzy, bowiem tam niesforne
Serca, ztąd mowy, y sfary uporne,
Głosy przewrotne albo chytre zdania
Pretextem prawdy pełne oſzukania:
Wrſzkomo[13] praw ſtrzeże y swobod pilnuie,
A ſkrycie dobro swoie upatruie.
Niedbalſtwo Rzeczypoſpolitey, á ta
Co wſzyſtko pſuie nie zbędna prywata
Cne nie pozwalam, co ſtrożem wolności
Przedtym bywało teraz przewrotności
Ieſt inſtrumentem, gdy człek niecnotliwy,
Przedawa głos swoy y ięzyk zdradliwy,
Gdy mędrſzych zdania nic nie uważaiąc,
Ale ſię swego upornie trzymai c[14]
Gubi Oyczyznę, bo o niey nie radzi,
Ale ſię tylko swarzy albo wadzi.
Zgoła obrona Rzeczypoſpolity
Na dyſkrecyi ieſt Poſła z Upity[15]
Y na zgubę iey dosyć ieden głupi
Lubo przewrotny gdy go kto przekupi.
Po radach iezli dumną opiſuie
Jonakow poſtać y kiedy mianuie
Ich rożne fechty ktore wywieraią
W rozmowach albo gdy ſię napiiaią;
Kędy więc coraz swe krwawe zaſługi
Liczą, á BOG wie że częſtokroć drugi
Woyny nie widział y nie był w potrzebie
Lecz uſtawicznie włoczył ſię po chlebie,

Służył on w prawdzie, y pięknie lecz w tańcu
Przy winie, ſkrzypkach, y łoiowym ſłońcu
Smiać ſię potrzeba z trefney brawarii,
Z hardych ſłow y zbyt płonney fantazyi,
Kiedy ſię czyni bohatyrem w boiu
Ze miąſzo gada, á coś mieni w ſtroiu.
Hazuka, tuzluk, burka, albo z Krymu,
Cożkolwiek, zaraz rycerſkiego dymu
Pełną myśl czyni, nią Jonak piiany,
Chcąc być za Marsa prawdz wego[16] miany,
Ztąd że ma wſzyſtko co raz nowym tokiem
A sam zaś śmiesnie kieruie ſię bokiem,
Cekory liczy, Chocim, Smoleńſk, Łozy
Niedzwiedzie albo Kumcyki, gdzie wozy
Snać na kopiie wielką siłą brali
Kiedy Kozacki Tabor rozrywali.
Trudno dać wiarę by to przed ſię bodło[17]
Podnieść cały woz iedną ręką mogło
Lecz iakożkolwiek przecię się tam bili
Mocno, á teraz ci Rycerze mili,
W koniu rączym swą wſzyſtkę dzielność maią
Gdy uciekaią w zawod go puſzczaią.
Proch śmierdzi bardzo, ledwie ſzyk zobaczy
Już się Jmć reytyrować raczy;
Bo tak ucieczkę teraz nazywaią
Y ten iey tytuł poſpolicie daią.
Takowe tedy cnych Junakow męſtwo
W rzeczy samey ieſt pośmiech y błazeńſtwo.
Drudzy (to trefna) się poubierali
W pludry, á na to żeby zaciągali
Knaſtow, albo tych ktorzy drą á gonią,
Oprocz muſzkietu żadną inſzą bronią

Nie opatrzeni, doſyć na tym byle
Z kobietą siedział razem na kobyle,
Łby ogolone iuż maią koſmate
Jako u Szycow tak kołtonowate:
Kan er deutſch ſpytaſz: ja pono odpowie
Lecz nadto iuż się słowkiem nie odzowie,
Więc Pan Oberſzter Leytnant Rotmayſtr ſtroyny
Chroniąc się wſzyſcy niewymownie woyny,
Wolą ſię pytać o aſsygnacyi
Niżeli ſię bić w iakiey okazyi.
Bowiem to wſzyſcy zgodnie powiadaią,
Że Cudzoziemcow nazbyt narażaią;
A tak przy Domu zoſtawſzy Panowie
Y niemal wſzyſcy Officyerowie
Poślą na woynę kuse regimenty,
A tu zbieraią nowe ſupplementy.
To tak Rycerzow. Lecz złych ſłuſznie gani
Poeta, Dworſkich nie chce tykać ani
Ich śmie urażać, y lub miałby z czego
Drwić y naśmiać ſię, iednak milczy tego,
Obawiaiąc się, by mu popędliwe
Pioro na potym nie było ſzkodliwe.
Arwonci Diabłu (mowi) lubo widzę
Błazna y w ſobie ſłuſznie z niego ſzydzę,
Lubo to frant ieſt; ten dureń mym zdaniem
Y figę trzeba pokazować za nim
Jednakże się mu kłaniam: bo faworu
Pańſkiego ſłyſzę pełen y u Dworu
Tak rozumieią, że on promowuie
Gdy chce naprawi, á gdy chce zepſuie.
Luboć częſtokroć ieſt bardzo omylne
To rozumienie, iednak mu przychylne

Szczęście ie dało, tak iako on prosił
By Panu ſzeptał y wrzkomo donosił
Coś sekretnego, á na to patrzaią
Y ztąd mniemanie łaſki Pańſkiey znaią.
Promotor pewny BOG, ktory kieruie
Serca Krolewſkie y one miarkuie.
Potym zaś ſłuſzna do urzędu godność
Y w każdey ſprawie doświadczona zdolność.
Lecz ia o Dworſkich tak ani śmiem gadać.
Także o Xięży, bowiem się ſpowiadać
Człek musi, y ztąd wielkiey się obawia
Pokuty, zwłaſzcza kiedy nie rad mawia
Nazbyt Pacierzy, ani siła pości
Słuſznie nic niechce piſać o Ichmości.
Aleć Satyra kąſze, ſzczypie, boli,
Ztąd też Poeta coś lepſzego woli
Piſać, y uczyć raczey niźli ganić,
Radę dać iako życie swe poprawić
Proſtą ku dobru drogę pokazuiąc
Zdrowy rozsądek y Cnoty ſmakuiąc.
Toć (mowi) pewna że człowiek ſtworzony
Y do pewnego końca urodzony,
Ma kres którego całe doſtąpienie
Niesie mu dobro y uſpokoienie.
Bo ieźli rzeczy co duſzy nie maią
Rozumney, w celach przyzwoitych trwaią
Jeźli ſtworzenie wſzelakie y zgoła
Zwierzęta, ptaſtwo, ryby, drzewa, zioła,
Każde z nich ma swe właſne przyrodzenie
W ktorym uznaie całe nasycenie.
Gdy rzeczy martwe, lub tylko żyiące
Maią dobro ſwey naturze ſłużące

Dalekoż wiecey w rozum ozdobiony
Człowiek mieć musi kres ſwoy przyrodzony,
A pewnie inſzy od nierozumnego
Stworzenia, bowiem nie ieſt zarownego
Rodu, y ztądże inſzey ſzczęśliwości
Chce należytey do ſwoiey godności.
W tym oto naſz błąd że nie uważamy
Co wzdy za dobro przyzwoite mamy,
Do czego sąśmy ſtworzeni; w czym prawy,
Pokoy mieć moźem, y iak naſze ſprawy
Przywodzić by do celu ſzczęśliwego
Przyſzły y kresu uſpokoionego,
Ktory ieźli chcem mieć w roſkoſzach ciała
Pragnąc by duſza w nich ſwe dobro miała,
Jawnie to uznać możem że błądziemy
Gdy w takich rzeczach ſzczęśliwość kładziemy,
W ktorych smak podły, prędkie naſycenie,
A w naſyceniu zaraz obrzydzenie.
Jakoż że tedy w ucieſze nie trwały
Znaleść się może pokoy doſkonały?
Jako tam maſz mieć odpoczynek święty
Gdzie twoie dobro ſpolne ieſt z bydlęty?
Jeźli zaś zechcem ſzukać ſzczęśliwości
W zbytniey ſkarbowych zbiorow obfitości,
W doſtatkach, w tym co ſzczęściem ci mianuią
Którzy ſobie świat tak bardzo ſmakuią:
Proſzę iaką ztąd korzyść odnosiemy
Chociaż takiego ſzczęścia doſtąpiemy?
Co za guſt albo co za naſycenie
Prawdziwe mamy przez to dobre mienie?
Jako się duſza do nieśmiertelności
Stworzona cieſzyć z tak podłych marności

Może? co w nich ieſt coby z nią zrownało,
Albo appetyt iey naſycić miało?
Zmyſłom cieleſnym to coś trochę ſluży
W ich iakożkolwiek podobaniu płuży,
Lecz kto rozumem miarkować się będzie,
Uzna dowodnie w iakowym ieſt błędzie
Gdy tego ſzuka czego doſtąpi nie[18],
Nie ma pokoiu ale omamienie.
Swiat ten obłudny y ſzczęście omylne
Dziś temu, iutro owemu przychylne
Rzuca doſtatki, ciſka honorami
Y przez ſwe dary ludzi darmo mami,
Bo ie chwytamy chciwie, lecz bez zyſku
Y owſzem traciem w takowym igrzyſku:
Traciem częſtokroć cnotę y sumienie
Chcąc mieć w tym wſzyitkim iakieś dobre mieni[19]
Jeźli nie wierzem nawet rozumowi
Ktory wrodzony ma być człowiekowi:
Jeżeli potym przez nadprzyrodzoną
Wiarę dowodnie z Nieba obiawioną
Niechcemy poiąć, że nie w tey krotkości
Wieku, ani w tych światowych marności
Ieſt naſze dobro, ale coś więkſzego
Mamy od BOGA nam zgotowanego:
Gdy ſłowom iego cudami ſtwierdzonym
Nie daiem wiary y niewymowionym
Łaſkom, kiedy nam wieczność obiecuie
Y w niey prawdziwe roſkoſzy gotuie
Y wſzelkie ſzczęście y obfite dary
W których y końca nie maſz ani miary,
Jeźli to wſzyſtko człowieka nie ruſzy
Do pociech iego obiecanych duſzy,

Przynaymniey niech da mieyſce przykładowi
Gdy niechce wierze ani rozumowi:
Słuchayże tedy co do potomności
Podał ten co był pełen ſzczęsliwości,
Uważay co ſam o ſobie wyznawa
Gdy z s ebie[20] przykład y naukę dawa.
Uwielbiłem (pry) wſzyſtkie moie ſprawy,
P ń k e[21] albo więc ucieſzne zabawy
Miałem. Pałace przepyſzne buduiąc,
Ogrody śliczne ſadząc, y gotuiąc
Cożkolwiek oko lubi, co ſmakuie
Człeku, y w czym guſt y uciechę czuie;
Wſzyſtkiego ſobie pozwolić umiałem
Y kſztałtnie zażyć, zwłaſzcza kiedy miałem
Srebra y złota mnoſtwo niewidane,
Do tatkow[22] wſzelkich zbiory nieſłychane,
Sprzęty nad wſzyſtkich Królow doſtatnieyſze,
Muzyki wſzelkie y naypocieſznieyſze;
Sług była liczba, koni przytym ſtada,
Y Trzody zgoła wſzyſtkiego gromada,
Gładkich Dam kupa, część oblubienice
Częścią śpiewaczki albo ſłużebnice,
Wſzyſtkie urodą prawie niezrownaną,
Także grzecznością niewypowiedzianą;
Przytym obfitym Pańſtwie niewzroſzony
Spoczynek ſłodki, pokoy ulubiony,
Nadto w czym koniec ieſt doſkonałości,
Rozum głęboki y pełen mądrości,
Ktorey się wſzyſcy prawie zdumiew li[23]
Kiedy umyślnie do mnie przyiezdzali,
Aby mię ſłuchać gdym o wſzech rozmawiał
Rzeczach, y o nich ſwoy rozſądek dawał.

To tedy wſzyſtko tak obficie miawſzy,
Tak wiele dobra ſzczęśliwie posiadłſzy,
Spytałem się też umyſłu ſwoiego
Jak wiele ma w tym ſmaku prawdziwego?
Jakie w tym serca ukontentowanie?
Jakowy pokoy? aż na to ſpytanie
Tak mi odpowie, źe wſzyſtko marnością
Obłudą krotką y iawną prożnością.
Zgoła mię, mowi, ſamo doświadczenie
Nauczyło że żadne naſycenie
W tym być nie może, owſzem nieſmak ſkryty
Przynosi Duſzy, y pokarm nie syty.
Y wierzaycie mi utęſknienie wſzędzie
Byś wſzyſtko posiadł znaydować się będzie.
To maſz dowodnie prawdę powiedzianą
Y doświadczeniem ſamymże przyznaną,
Którą ztwierdzili ci wſzyſcy co mieli
Swiat, á przecie toż o nim powiedzieli.
Nakoniec ieźli ieſzcze y przykłady
Nie dadzą w tym ci doſkonałey rady,
Da ią śmierć ſama, bo ta pokazuie
Ze człowiek ten Swiat daremno ſmakuie,
Ponieważ ona wſzyſtko tu odbiera
Gdy przez nię wſzego każdy odumiera,
Trunna pomiarem rzeczy, á światowe
Szczęście się wali w ciemności grobowe,
Czas wſzyſtko niſzczy, wſzyſtkie wynioſłości
Podlegać muſzą iego śmiertelności,
A po coż tedy tych uciech pragniemy,
Które tak prędko porzucić musiemy?
Ná coż z tak wielką chęcią zdobywamy
Wſzyſtkiego gdy tak krotko gościć mamy?

Czemu nie raczey do inſzego wieku
Gotuiemy się, kędy właſne człeku
Szczęście y pokoy pewny naznaczony
Na w eki[24] wieków nigdy nieſkończony?
Jak Macedończyk widząc Syna ſwego
Umyſtu nadeń daleko wyżſzego,
Szukać inſzego Pańſtwa roſkazował,
Bo te, pry, małe które mu zgotował;
Także nam Duſza mowi, rozumieymy
A ciało za nią prowadzić umieymy;
Precz ztąd pociechy y ſzczęścia mniemane,
Któremi ludzkie ſerca oſzukane,
Każdy ſam ſobie doſyć, gdy obcego
Nie pragnie, ale zna co ma właſnego;
Gdy doſkonale y dobrze uznawa
Jak mu wiele BOG w nimże ſamym dawa,
Kiedy to właśnie ſwoim być mianuie
Ná czym ſam tylko beſpiecznie panuie,
To ieſt nad ſobą; to bowiem ſzeroka
Włość: to ieſt władza prawdziwie wyſoka:
Bo siebie prozen, prozen ieſt wſzyſtkiego
Y serca nie ma uſpokoionego.
A tak to czyńmy aby pożądliwość
Wſzyſtkę okrzeſać, á prawą ſzczęśliwość [25]
Położyć w ſobie, albo w Bogu raczey
Bo trudno nabyć pokoiu inaczey.
Przytym kto się chce ſpoſobić do Nieba
Tak mu na świecie poſtępować trzeba,
Jak poſtępuie będąc zaproſzony
Gość obyczayny; bowiem poſadzony

Na ſwoim mieyſcu, nim się kontentuie,
Co przedeń kładą powoli koſztuie,
Y nie łakomo łapa, chwyta, siąga,
Y nazbyt chciwie ręki nie wyciąga,
Ale dyſkretnie co poſtawią bierze,
Trzymaiąc zawſze appetyt w ſwey mierze,
A iako prędko będzie po obiedzie
Syt wſtawſzy chętnie ku Domowi iedzie;
Tak też w tym życiu mamy poſtępować;
Co komu BOG da tym się kontentować,
Skromnie nabytych rzeczy używaiąc
Y nazbyt chciwie nic nie pożądaiąc.
A gdy wſtać każą iść nieomieſzkanie
Gdzie Dom prawdziwy, wieczne pomieſzkanie.
Aleć ia nazbyt unoſzę się piorem,
A także kończę ten lichy wierſz, którym,
Chciałem naukę, y oraz dowodny
Dać przykład, iaki ma być rym łagodny.
Co wywiodłemli, chwalić się nie umiem, [26]
Atoli przecie podobno rozumiem,
Ze przeczytawſzy przyznaią, że y my
Możem mieć mieyſce między Pisorymy.








  1. Non coactum Carmen.
  2. Scire uum nihil eſt, niſi te ſcire hoc, ſciat alter. Pers:Satyr:1. (Przypis własny Wikiźródeł błąd w druku — zamiast uum winno być tuum; jest to fragment satyry pierwszej Persjusza; w oryginale ma formę pytania; w przekładzie: Twoja wiedza jest niczym, jeśli nikt inny nie będzie wiedział tego, że Ty wiesz.)
  3. Nec fonte labra prolui Caballino, nec in bicipiti ſomniaſse Parnaſso memini, ut repente fio Póèta prodirem Heliconidaſque &c. Per: in Prologo. (Przypis własny Wikiźródeł w przekładzie: Nie zmoczyłem warg w Końskim źródle (Hippokrene), nie pamiętam, bym śnił na Parnasie o dwóch szczytach, że schodzę [z niego] tak nagle jako Poeta, a Helikonidy (muzy z Helikonu)... etc.)
  4. Dii laboribns (Przypis własny Wikiźródeł powinno być laboribus) omnia vendunt.
  5. Grande aliquid quod pulmo animœ plargus (Przypis własny Wikiźródeł czyli praelargus) anhelet Pers: Sat: I.
  6. Rerum tumores & ſententiarum vaniſsimum ſtrepitum.
    Petr.
  7. Scribimus inclusi, numeros ille, hic pede liber, id eſt. verſns (Przypis własny Wikiźródeł powinno być verſus) ſcribit qui certis numeris & menſuris conſtant. Pers: Sat. I.
  8. Scribimus indocti doctiq; Poemata paſsim. Horat. (Przypis własny Wikiźródeł fragment Listów Horacego II, 1; tłumaczenie zespołu Wikiźródeł: I poeci, i grafomani, wszędzie piszemy poematy.)
  9. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Przeważne.
  10. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – harce.
  11. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – opiekę.
  12. Rancidulum quidam balba de nare locutus. Pers. Sat. I.
  13. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Wrzkomo.
  14. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – trzymaiąc.
  15. Sycińſki Poſeł Upicki za Jana Kazimierza pierwſzy iednym nie pozwalam Seym zerwał.
  16. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – prawdziwego.
  17. Bodło to ſamo co Cudak.
  18. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – dostąpienie.
  19. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – mienie.
  20. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – siebie.
  21. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Pańſkie.
  22. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Doſtatków.
  23. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – zdumiewali.
  24. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – wieki.
  25. Quamdiu ſumus in corpore peregrinamur à Dno adœ (Przypis własny Wikiźródeł ostatnie słowo nieczytelne) Corin: Cap: 5. (Przypis własny Wikiźródeł fragment Drugiego Listu do Koryntian 5, 6)
  26. Non ego cum ſcribo quod tantum aptius erit, laudari metuam; neque mihi cornua fibra. (Przypis własny Wikiźródeł fragment pierwszej satyry Persiusa)





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Łukasz Opaliński.