Powstanie Styczniowe 1863—1864/Sprawa polska przed powstaniem styczniowym

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Dąbrowski
Tytuł Powstanie Styczniowe 1863—1864
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


I. SPRAWA POLSKA PRZED POWSTANIEM STYCZNIOWYM.
Rozbiory Rzeczpospolitej. Znaczenie upadku Państwa Polskiego w dziejach Europy. Polityka Rosji w sprawie polskiej. Dążność do zupełnego zniweczenia imienia polskiego. Zmiana polityki rosyjskiej po klęsce Napoleona I-go. Królestwo Polskie. Walka kulturalna Rosji z Polską na Litwie i Rusi. Niepodległościowe dążności Polski. Rok 1831. Próby zjednoczenia Polski z Rosją. Opór Polaków. Kwestja włościańska. Jej znaczenie w naszych dziejach porozbiorowych. Trudność jej rozstrzygnięcia. Doniosłość jej w polskiej polityce narodowej. Sprawa polska wśród kwestyi polityki europejskiej. Rozczarowania w r. 1848 i 1855. Ożywienie nadziei polskich po wojnie Krymskiej. Zasada narodowości. Napoleon III. Austrja i sprawa polska w polityce europejskiej. Emigracja. Hotel Lambert. Mierosławski. Stan rzeczy w kraju. Towarzystwo Rolnicze. Andrzej hr. Zamoyski. Niechęć do polityki wśród ogółu, Aleksander Wielopolski. Koła towarzyskie. Młodzież. Sybiracy.

Upadek Rzeczpospolitej, dawniej uznawany za fakt, mający znaczenie decydujące tylko dla krajów polskich, oraz co najwyżej dla związanych przezeń trzech mocarstw rozbiorczych, przez dzisiejszych historyków uznany został za katastrofę dziejową o wszecheuropejskim znaczeniu.
Przez fakt rozbiorów zostało skreślone drogą gwałtu z mapy Europy państwo, jedno z najrozleglejszych, a skupiające w ciągu wieków w swoich granicach szereg narodów, zajmujących sam środek Europy — obszar będący przejściem od krajów, związanych ze sobą przez kulturę zachodnią, do rozległych, niezmierzonych obszarów Wschodniej Europy, kulturalnie i przyrodniczo związanych z Azją. Walka kulturalna Wschodu z Zachodem, jaka już od XII wieku trwała bezustannie niemal na obszernych przestrzeniach Litwy i Rusi, przechyliła się stanowczo na korzyść Wschodu. Reprezentująca tę kulturę Wschodu, w postaci umiejętnie ujętej w niemiecki system państwa policyjnego syntezy bizantynizmu z tatarszczyzną — Rosja całą swą potęgą wdarła się we wrota, wiodące do Europy Zachodniej, zajęła gieograficzny most między Bałtykiem a morzem Czarnym, jaki tworzą Litwa i Ruś — i, mocną nogą stanąwszy na nowo zdobytym terenie, zaczęła dążyć widocznie do ugruntowania przewagi swojej w całej Europie.
Jedną też z pierwszych czynności Rosji w nowozdobytych przez siebie ziemiach litewskich i ruskich, była walka z zaszczepioną tu i ugruntowaną przez Polskę kulturą zachodnią. Polityka rosyjska pod tym względem była bardzo stanowcza i umiejętna. Ustąpiwszy ośrodek polityczny i kulturalny dawnej Rzeczpospolitej — etnograficzną Polskę, — niemieckim państwom: Prusom, oraz ówczesnej Austrji, sama z całą energją wzięła się do tępienia polskości na Litwie i Rusi, niszcząc zarazem dotkliwie oba te kraje pod względem kulturalnym. Jednocześnie zaś carat prowadził, zarówno względem swoich wspólników rozbiorowych: Prus i Austrji, jak i względem Polaków, politykę niesłychanie zręczną i obłudną. W traktacie Petersburskim, podpisanym w styczniu 1797 roku, a wieńczącym ostatecznie sprawę rozbiorów Rzeczpospolitej, na żądanie Rosji zostały zamieszczone artykuły, zobowiązujące wszystkie trzy mocarstwa raz na zawsze do solidarnego występowania przeciw wszelkiej próbie wskrzeszenia państwa polskiego; inne znów artykuły zaznaczały „konieczność usunięcia wszystkiego, co mogłoby przypominać byt Królestwa Polskiego“, oraz nakazywały „unikać wyrazów samych: Polska i polski, które odtąd po wszystkie czasy zostają zniesione“. Cały zaś traktat bezwzględnie był skierowany przeciwko narodowi polskiemu, dążąc do zupełnego wynarodowienia Polaków i uniemożliwienia wszelkich stosunków pomiędzy dzielnicami.
Traktat ten podpisał ten sam cesarz Paweł I, który na kilka miesięcy przedtym uwolnił manifestacyjnie i obsypał darami Kościuszkę i blizko 12 tysięcy więźniów i jeńców polskich, oraz który zapoczątkował ulgi dla Polaków na całej Litwie i Rusi. Syn zaś cara, Aleksander, z kołem przyjaciół, do którego należeli, zarówno ks. Adam Czartoryski, jak i przyszli wrogowie Polski: Nowosilcow, Strogonow, Koczubiej — omawiał konieczność wskrzeszenia Polski i wspólnego dla niej bytu z Rosją.
Najbliższe lata wykazały całą perfidję Rosji. Pilnując ścisłego przestrzegania względem Polaków uchwał traktatu Petersburskiego przez Prusy i Austrję, Rosja na Litwie i Rusi na wielką skalę prowadziła kokietowanie Polaków. Ks. A. Czartoryski, będący wówczas ministrem spraw zagranicznych przy następcy Pawła, cesarzu Aleksandrze I, powziął nawet myśl odbudowania Polski, jako państwa, złączonego z Rosją przez unję dynastyczną. Plan ten, na rzecz którego spiskowano w obu niemieckich zaborach, został zaniechany dopiero w r. 1805, kiedy Aleksander I zawarł ścisły sojusz z Prusami, i zdradził nawet przed niemi listę co najwybitniejszych swoich sprzymierzeńców z zaboru pruskiego. Mimo to jednak wśród ogółu polskiego długo jeszcze tkwiła idea połączenia przy Rosji, władającej olbrzymią większością obszarów dawnej Rzeczpospolitej, całości ziem polskich. Aleksander I, łudząc Czartoryskiego i Polaków swoją przychylnością ku tym zamiarom, jednocześnie jaknajbardziej bezwzględnie stał na gruncie traktatu Petersburskiego, gdy chodziło o jakieś rzeczywiste polepszenie bytu Polski. W roku 1807 w Tylży, gdy ówczesny zabór pruski z pomocą Napoleona wybił się na wolność i zdobył sobie własną państwowość, Rosja sprzeciwiła się stanowczo przywróceniu dlań nazwy „Polska“ i nadano nowemu państwu Polskiemu tytuł Księstwa Warszawskiego. W roku 1809, gdy obszar Księstwa tego został powiększony przez cały nieomal zabór austrjacki, znowu Rosja domagała się od Francji zapewnień i gwarancji przeciwko możliwości wskrzeszenia Królestwa Polskiego. Jednocześnie zaś car z pomocą magnatów litewskich wznowił swoją politykę łudzenia Polaków obietnicami.
Po wojnie 1812 roku, którą rozpoczynając, Napoleon I, ogłosił wskrzeszenie Królestwa Polskiego w dawnych granicach, dając jednocześnie Rosji do poznania, że w każdej chwili gotów się zrzec tego i uniemożliwiając Polsce samodzielną organizację, co zresztą w dużej części przyczyniło się do jego klęski, Rosja, Prusy i Austrja powróciły do dawnej swojej polityki względem Polski. Rosja jednak, która zdołała zagarnąć całe Ks. Warszawskie, nie miała bynajmniej ochoty zrzekać się zdobyczy i widocznie dążyła do oszukania swoich wspólników rozbioru. Przewaga ówczesna Rosji nad całą Europą wywołała przeciwko niej zwrot wśród innych państw. Na Kongresie Wiedeńskim, zebranym dla uregulowania spraw Europy po wstrząśnieniach Wielkiej Rewolucji Francuskiej i Wojen Napoleońskich, Rosja miała przeciwko sobie wszystkie państwa europejskie. Nie mogąc inaczej poradzić sobie, Rosja rzuciła hasło wskrzeszenia Królestwa Polskiego. Miało ono być utworzone przez połączenie Księstwa Warszawskiego z Litwą i Rusią, oraz zostawać pod berłem cesarzy rosyjskich, jako królów Polski. Przeciągnąwszy tym hasłem na swoją stronę przerażonych widmem nowego rozbioru Polaków, Rosja następnie oszukała ich, godząc się kosztem Polski ze swymi wspólnikami rozbiorów — Prusami i Austrją. Prusom ustąpił car część Księstwa Warszawskiego — dzisiejsze W. Ks. Poznańskie — zaludnioną przez mieszaną ludność polsko-niemiecką, lecz jednocześnie drogą dla Polski, bo zawierającą kolebkę Piastów i Chrobrych: Poznań, Gniezno i Kruszwicę. Austrja zaś otrzymała w formie odczepnego polsko-ruską Galicję. W ten sposób Rosja wyszła cało z tarapatów, umocniwszy w dodatku swoje stanowisko w Europie. Przykuła do siebie Polskę, której ⅘ obszaru i ocalałe państwo: Królestwo Polskie — do caratu miało należeć, oraz związała ze sobą ścisłym przymierzem, na polskiej sprawie opartym, Austrję i Prusy, które w razie nieposłuszeństwa jej zawsze mogła zaszachować postawieniem kwestji polskiej.
Mimo wszelkie krzywdy — Kongres Wiedeński Polakom dał wielką zdobycz. Była nią ostateczna likwidacja zabójczego dla Polski Traktatu Petersburskiego 1797 roku, oraz sankcja aktem międzynarodowym, przez państwa europejskie podpisanym, przywrócenia państwowości polskiej, dokonanego bohaterstwem legjonów oraz dwoma szczęśliwemi powstaniami 1805 i 1809 roku.
Po ustaniu jednak w Polsce niesłychanego oburzenia na Zachód, który pośrednio uświęcił rozbiory i oddał Polskę Rosji, i wynikającego stąd szczerego dążenia do związku z Rosją, sprawa polsko-rosyjska zaogniła się znowu. Królestwo Polskie — według zapewnień cara-króla — miało być połączone z Litwą i Rusią. Tymczasem bardzo prędko po zawarciu unji rosyjsko-polskiej, uporczywa walka kulturalna na Litwie i Rusi odżyła ze wzmożoną potęgą. Carat, który już za Katarzyny i Pawła zapoczątkował częściowe zniszczenie ostoi kultury zachodniej na Wschodzie: Kościoła unickiego i wydzieranie ziemi Polakom, przez rozdanie olbrzymich obszarów moskalom, już w siedm lat niespełna po Kongresie Wiedeńskim zniszczył świetne szkolnictwo polskie na Litwie i Rusi. Następca zaś Aleksandra I, car Mikołaj, ostatecznie rozpoczął jawną zupełnie politykę wytężonej rusyfikacji tych krajów. W trakcie tego wybuchła otwarta wojna polsko-rosyjska.
Powstanie Listopadowe, wywołane przez wiarołomstwo cara-króla oraz nadużycia i moskali i zaprzedanych Moskwie dostojników Polaków, zostało uznane uchwałą sejmu za czyn narodowy. Nastąpiła detronizacja carów w Polsce i ośmiomiesięczna wojna Królestwa Polskiego z Rosją, bardzo słabo poparta przez powstanie polskie na Litwie i Rusi. Polska została pobita i na polu walki i w gabinetach rządów europejskich.
Rząd polski, bojąc się rozpętania żywiołów rewolucyjnych, unikał krańcowych środków, czekając interwencji w sprawy nasze państw, podpisanych na akcie Kongresu Wiedeńskiego. „Polegaliśmy na szlachetności i mądrości gabinetów. Ufając im, nie zużytkowaliśmy wszystkich sił, jakiemi rozporządzaliśmy. Mogliśmy nieprzyjacielowi zadać cios stanowczy. Zdawało się nam, że lepiej było zwlekać“. Tak pisał prezes Rządu narodowego — ks. Adam Czartoryski po klęsce naszej.
Wśród gabinetów europejskich, jednak o wiele szczęśliwiej i umiejętniej, niż Rząd Polski, pracował carat. Interwencję mocarstw europejskich udało się odwlekać do ostateczności. W końcu wojny, dopiero gdy wojsko polskie, długo łudzone przez wodzów-dyplomatów, pozwoliło bez oporu niemal zamknąć się w Warszawie, Austrja miała wystąpić z interwencją i specjalny kurjer był wysłany w tej sprawie. Wówczas carat znów uciekł się do dyplomatyzowania z Polakami.
Wódz naczelny moskali, hr. Paskiewicz, zaproponował Polsce zaszczytny pokój, z warunkiem cofnięcia aktu detronizacji i dobrowolnego przez Sejm Polski w imieniu narodu uznania stanu z przed powstania Listopadowego za ostateczne ułożenie się stosunków polsko-rosyjskich. Było to wyrzeczenie się Litwy Rusi, oraz dobrowolne uznanie władzy moskiewskiej nad Polską. Warunki te przyjął polski wódz naczelny i prezes Rządu narodowego, gien. Krukowiecki, Sejm jednak, mimo krytyczny stan Warszawy i kraju — odrzucił. Wówczas Paskiewicz nakazał straszliwe szturmy do Warszawy i zdobył ją, z olbrzymiemi stratami, zanim zdążyła interwencja rządu austrjackiego.
Sejm i wojsko polskie zostały wyparte za granicę, ostatnią wojnę polsko-rosyjską — przegrała Polska.
Sprawa jednak kompromisowego załatwienia stosunku polsko-rosyjskiego nie upadła. Na Litwie i Rusi carat „wyrywał z korzeniem“ polskość, jako w krajach „rosyjskich, gwałtem do Rzeczpospolitej włączonych, a przez Ruś odebranych“. Natomiast Królestwo Polskie — miało otrzymać autonomję, nakreśloną w t. zw. Statucie Organicznym z 1832 r. Statut ten zapewniał Królestwu obszerny samorząd prowincjonalny ze Zjazdem Stanów prowincjonalnych, Radami wojewódzkiemi i powiatowemi i odrębnym Kodeksem; gwarantował polskie szkoły, sądy i urzędy, lecz stanowczo zaznaczał, że „Królestwo Polskie stanowi nierozdzielną część“ Państwa Rosyjskiego.
Wobec zamieszek, panujących w Królestwie i wciąż wykrywanych spisków, Statut Organiczny nie mógł wejść w życie zupełnie — i Królestwo Polskie ani na chwilę nie przestawało być uważane przez moskali za kraj wrogi i świeżo zdobyty przez Rosję. Jako taki, Królestwo rządzone było jedynie na zasadzie praw wyjątkowych, popartych przez olbrzymią armję.
Rząd narodowy i ostatni Sejm Królestwa, usunąwszy się wraz z całą niemal inteligencją ówczesną na emigrację wyczekiwały dogodnej chwili do wywołania nowej walki z Rosją o wolność i niepodległość narodu, oraz o przywrócenie Państwa Polskiego w dawnych granicach. Wszystkie obozy emigracyjne — zarówno arystokracja, skupiona koło ks. Adama Czartoryskiego, jak demokraci, z gien. Mierosławskim — uczestnikiem wszystkich niemal rewolucji ówczesnych, i Joachimem Lelewelem na czele, lub najbardziej krańcowi socjaliści, zgadzali się na jedno: na konieczność przywrócenia dawnej przedrozbiorowej państwowości polskiej. Różniąc się w wyborze środków, wiodących do wspólnego celu, wszyscy jednak jednomyślnie protestowali przeciwko wszelkim próbom pogodzenia się z Rosją, i zyskania ulg w strasznym ówczesnym położeniu narodu kosztem wyrzeczenia się dążeń do niepodległości.
W duchu też tym działały niezliczone spiski we wszystkich dzielnicach polskich; z niezachwianą wiarą w spełnienie tego największego ideału narodowego, szły do turm, do katorgi, czy na szubienicę setki młodzieży polskiej i ludzi dojrzałych ze wszystkich warstw społeczeństwa polskiego.
Obok sprawy niepodległości narodowej, drugą kwestją ówczesnej naszej polityki narodowej była sprawa włościańska. Rozbiory Rzeczpospolitej zastały naród w okresie doniosłych reform społecznych i politycznych. Reformy te w ciągu jednego pokolenia odrodziłyby Polskę i doprowadziły do olbrzymiej potęgi państwo nasze, ginące wskutek trwającego 200 lat przeszło zupełnego zastoju. Między zaś reformami tego czasu wybitne miejsce zajmowała sprawa zniesienia poddaństwa i nadania ziemi masom ludności wiejskiej, tworzącej 80% mieszkańców Rzeczpospolitej.
Ustawa Majowa zapewniła chłopu opiekę praw krajowych, Manifest Połaniecki Kościuszki zniósł poddaństwo i redukował pańszczyznę, zaprowadzając jednocześnie opiekę państwową nad pracą chłopską... Po upadku jednak Rzeczpospolitej, zaborcze rządy regulowanie kwestji włościańskiej wzięły na siebie, wykorzystując ją przeciwko szlachcie, będącej wówczas najpoważniejszą siłą narodową Polski.
Konstytucja Księstwa Warszawskiego, a następnie i Królestwa Polskiego znosiły ostatecznie poddaństwo, nie rozstrzygając jednak sprawy wyżywienia kilkumiljonowej masy chłopskiej. Ziemia bowiem, zajmowana przez chłopów za odrabianą przez nich pańszczyznę, lub opłatę czynszu, pozostała własnością szlachty. Rząd Królestwa Polskiego, zarówno przed wojną 1831 r., jak i podczas tej wojny, broniąc interesów szlacheckich, zaniedbał w zupełności kwestję rolną, osłabiając siły społeczne narodu. Po wojnie też położenie włościan stało się nie do zniesienia. Skupiona na małych działkach, ludność chłopska, przeciążona pańszczyzną, ciemna, nienawidząca szlachty, a przymierająca co rok na przednówku głodem, była straszną raną w organizmie społecznym narodu. Stosunki te, okropne w Królestwie Polskim, gorsze jeszcze były bez porównania na Litwie i Rusi, gdzie jeszcze na wsi wszechwładnie panowało poddaństwo, doprowadzone przez rządy zaborcze do stanu zupełnego niewolnictwa chłopów.
Sprawa też nadania ziemi masie chłopskiej była, obok niepodległości i walki o nią, przedmiotem programów wszystkich mężów, stronnictw i grup politycznych polskich po nieszczęśliwej wojnie 1831 roku. Sprawa ta stała się jeszcze jaskrawszą potym, jak w roku 1846 powstanie galicyjskie zostało stłumione w zarodku przez chłopów polskich, którzy z wściekłością rzucili się — kierowani przez agientów i urzędników austrjackich — na dwory i wymordowali przeszło 2000 szlachty.
Dwie powyższe sprawy: niepodległość i uwłaszczenie chłopa — były podstawowemi w politycznej myśli polskiej. Prz cały czas po wojnie 1831 r., pomimo rozczarowań, jakiego doznała polityka nasza w swojej rachubie, zarówno na powszechną rewolucję ludów w r. 1848, jak i na wojnę Zachodu Europy z Rosją w r. 1855. W obu razach sprawa polska poruszona została, lecz wobec spokoju w samej Polsce na załatwienie jej miejsca nie było. Rosja, aczkolwiek straciła swoje przodownicze stanowisko w Europie, które zajmowała podczas wojen Napoleońskich, sprzymierzona jednak stale z Austrją i Prusami — wspólniczkami swemi w sprawie polskiej — zbyt była groźną dla wszystkich, ażeby jakiebądź państwo mogło odezwać się w kwestji polskiej.
Dla Rosji bowiem ze względu na olbrzymie terytorja, jakie dał jej upadek Rzeczpospolitej, kwestja polska była sprawą pierwszorzędnej wagi, nie przedstawiając jednocześnie bezpośredniego znaczenia dla żadnego z państw Europy Zachodniej.
Po wojnie Krymskiej, w której Rosja poniosła sromotną porażkę, uzewnętrzniającą jej rozkład i pozory potęgi, przy słabości sił społecznych, dla sprawy polskiej zdawało się — nadeszły nowe sprzyjające okoliczności. Na porządku dziennym polityki europejskiej stanęła wówczas t. zw. zasada narodowości.
Podstawą tej zasady była idea połączenia narodów, podzielonych przez Kongres Wiedeński między kilkoma organizacjami państwowemi, oraz uznanie konieczności nadania niezależnego bytu państwowego każdemu narodowi, który tego na wspomnianym kongresie nie otrzymał.
Z powyższą zasadą związane idee: zjednoczenia Włoch i Niemiec, utworzenia Rumunji, znalazły gorliwego protektora w nowym cesarzu Francuzów, Napoleonie III, pogromcy Rosji pod Sewastopolem, a w parę lat później i Austrji, w wojnie włoskiej, wszczętej i prowadzonej wybitnie w duchu obrony zasady narodowości.
Nadzieje na pomoc pogromcy dwu naszych zaborców i przyjaciela emigracji, której arystokratyczni przedstawiciele stale odwiedzali dwór cesarski, musiały ożywczo działać na patrjotyzm polski, niezależnie już od popularnego i bez tego w Polsce bonapartyzmu. Cesarz Napoleon zresztą i sam bardzo często dawał powody do nadziei na swoją pomoc w razie ostrego postawienia kwestji polskiej na widowni politycznej. Dość znana szerokiemu ogółowi była korespondencja i rozmowy jego na ten temat z przyjacielem jego ówczesnym, księciem Albertem, małżonkiem królowej Wiktorji angielskiej, i próby postawienia sprawy polskiej podczas wojny krymskiej. Wynurzenia jego w kwestji polskiej czytano w programowej broszurze bonapartystów: „Myśli Napoleońskie“, a głośnem było oburzenie cara Aleksandra II, gdy Napoleon III na zjeździe obu cesarzy w Stuttgardzie, który miał zapoczątkować przymierze Rosji i Francji, wskazał otwarcie sprawę polską, jako kwestję, która mogłaby to przymierze uniemożliwić zupełnie.
Niemniej, sprawa nasza interesowała inne również rządy. Już podczas wojny krymskiej sprawę polską podnosiły niektóre koła liberalne pruskie, dowodząc konieczności odgrodzenia się od Rosji przez państwo polskie, z Królestwa i Galicji złożone. Myśli tej sprzyjała czas jakiś dyplomacja angielska, a urzędownie wniosek utworzenia państwa polskiego, będącego secundogeniturą Habsburgów, poruszyła w tym czasie Turcja. Sprawa utknęła wobec stanowczego oporu Austrji.
Postępowanie to Austrji przypomniał cesarz Francuzów, proponując Rosji przed wojną włoską odbudowanie zjednoczonego z nią przez unję dynastyczną Królestwa Polskiego, powiększonego o Galicję. Car jednak, Aleksander II, odmówił stanowczo. Wówczas Napoleon, pracujący nad stworzeniem przymierza Francji z Rosją powziął myśl rozstrzygnięcia sprawy polskiej za pośrednictwem Rosji, drogą wprowadzenia w życie starego programu ks. Adama Czartoryskiego.
Rosja, która niedawno na Kongresie Paryskim złożyła odpowiednie oświadczenie poczynienia ulg w systemie rządzenia Polską, poufnie jednak straszyła sprzymierzonych, że w razie nacisku, ogłosi Królestwo Polskie za kraj, zdobyty orężem w r. 1831, z którym może robić, co jej się podoba, wyraziła obecnie gotowość do układów. Stopień jednak i pojmowanie ulg dla Polski u obu stron były bardzo nierównomierne. Podczas, gdy Napoleon przyszłość Polski widział we wskrzeszonym Księstwie Warszawskim, lub Królestwie Polskim z bratem carskim — W. Ks. Konstantym — na tronie, rząd rosyjski nie wychodził poza pojęcie ulg administracyjnych, oświadczając, że Warszawy — nawet dla Konstantynopola — wyrzec się nie może. Napoleon czynił daleko idące ustępstwa, wciąż mając na widoku przedewszystkim przymierze francusko-rosyjskie, co carat bardzo umiejętnie wyzyskiwał na swoją korzyść.
Widmo tego sojuszu zaniepokoiło nie na żarty rząd austrjacki, który też jeszcze w r. 1860 zapoczątkował zwrot w sprawie polskiej. Umiarkowane żądanie autonomji Galicji, które wystawiła opinja publiczna, zostało uwzględnione. Język polski zaprowadzono w szkole, urzędach i sądownictwie, a reformujący Austrję hr. Agenor Gołuchowski nie wahał się nawet, bardzo co prawda ostrożnie, zawierać rokowań bezpośrednio z Czartoryskimi. Zaproponował on mianowicie za pośrednictwem ks. Władysława Czartoryskiego — Napoleonowi — układy między obu cesarzami i z udziałem swoim, jako reprezentanta narodu polskiego, w sprawie polskiej.
Radykalnym rozwiązaniem sprawy polskiej, jako europejskiej, miało być utworzenie niepodległej Polski z Królestwa Polskiego, zjednoczonego z Galicją, złożonej, a tworzącej secundogeniturę w domu Habsburgów. Za utratę Galicji, oraz ustąpienie przy tej sposobności Wenecji Włochom, Austrja wymawiała sobie przyłączenie Bośni i Hercegowiny. Odkrywając te plany przed ks. Władysławem Czartoryskim, hr. Gołuchowski jednocześnie przez niego zapewniał o najlepszych chęciach dla Polaków cesarza Franciszka Józefa, oraz o sprzyjaniu temu programowi wpływowych kół austrjackich.
Cesarz Napoleon jednak, powiadomiony przez Czartoryskiego o tej rozmowie, i o propozycjach austrjackich, odrzucił bezwzględnie wszelką myśl wznowienia sojuszu z Austrją. Całkowicie bowiem w tym czasie polityka jego tkwiła w usuwaniu przeszkód dla sojuszu z Rosją, która wchodziła na drogę reform, a będąc osłabioną po nieszczęśliwej wojnie, łatwiej, niż kiedyindziej, szła na ugodę.
Wiele również dobrego zrobiło Polsce to osłabienie Rosji po wojnie krymskiej. Stary mikołajewski porządek zbankrutował zupełnie, a nowy system rządów jeszcze się nie ustalił. Następca Mikołaja, car Aleksander II, rozpoczął okres ulg w ciężkim systemie rządów swego ojca. Złagodzono cenzurę, umożliwiono wyjazdy zagranicę, ułatwiano naukę, a wreszcie wydana została amnestja, dzięki której koło 10 tysięcy zesłańców syberyjskich i emigrantów powróciło do kraju.
Polityka rosyjska względem Polski zasadniczo nie zmieniła się zupełnie. Dążność do zjednoczenia ścisłego z Rosją Królestwa Polskiego, które uważano już za zupełnie wyjałowione z żywiołów rewolucyjnych, oraz rusyfikacja i zniszczenie żywiołu polskiego na Litwie i Rusi, pozostało celem rządów rosyjskich. Nowy car zaznaczał to na każdym kroku, czy to groźnie przestrzegając w Warszawie przed marzeniami o powrocie dawnego stosunku Królestwa do Rosji, czy z naciskiem zapowiadając deputacjom szlachty polskiej na Litwie i Rusi, ażeby nie zapominała, że tam jest kraj czysto rosyjski i nie może być mowy o żadnych polskich roszczeniach.
Dobrze to widziała i rozumiała Emigracja nasza i przestrzegała kraj przed wiarą w nowego cara i w zapowiedź poprawy polsko-rosyjskich stosunków, jaka się dość szybko wśród zmordowanego długim okresem strasznych prześladowań polskości, rozpowszechniała w społeczeństwie naszym. Owszem, wobec przyjęcia za podstawę polityki swojej zasady narodowości przez Napoleona III i wobec rozbudzenia ruchu narodowego Włoszech, Niemczech i Austrji, Emigracja, skupiona jak i dawniej przedewszystkiem we Francji, ożyła i rozpoczęła nanowo zapomniane w wielu razach już prace. Koło rezydencji Czartoryskich, Hotel Lambert, zakipiała robota stronnictwa arystokratycznego. Stworzono „Biuro Polskie“ dla ześrodkowania prac nad rozbudzeniem ruchu narodowego w kraju i na emigracji; dla omawiania spraw polskich, wybitny publicysta, Juljan Klaczko wydawał wspaniale redagowane i pełne korespondencji z kraju „Wiadomości Polskie“, do których obok emigrantów pisywali pierwszorzędni publicyści ze wszystkich dzielnic polskich.
Odżyła również i demokracja emigracyjna. Mierosławski prowadził rokowania z Garibaldim w sprawie stworzenia legjonu polskiego we Włoszech i zabiegał o utworzenie polskiej szkoły wojskowej dla przygotowania oficerów przyszłemu powstaniu. Obok „Wiadomości Polskich“, wpływ na politykę narodową wywierał demokratyczny „Przegląd Rzeczy polskich“, a wreszcie do Królestwa, oraz na Litwę i Ruś, wyjechali emisarjusze dla zawiązania stosunków z gorętszemi żywiołami ze szlachty, mieszczaństwa oraz z młodzieżą. Większość Emigracji, nie przyjąwszy amnestji Aleksandra II, była przekonana, że czas nowej walki o niepodległość narodu niedaleki i że kraj należy do niej przygotować.
Kraj jednak zanadto był zmordowany trzydziestoletnią niewolą i wyniszczony rabunkową gospodarką moskiewską, ażeby odpowiedzieć tym oczekiwaniom Emigracji. Ulgi, jakie nastały po śmierci strasznego satrapy warszawskiego, Paskiewicza, starano się wykorzystać dla naprawienia nieobliczalnych szkód, jakie kulturze narodowej przyczyniły rządy moskiewskie. Stan bowiem kraju był opłakany. Ciemnota panowała wśród mas ludowych wszechwładnie. Inteligencja, słabo wykształcona, wobec zupełnego braku w kraju szkół wyższych, a rozprzężenia i zmarnowania szkół średnich przez ówczesnego kuratora Okręgu Naukowego, znienawidzonego powszechnie Sergjusza Muchanowa, nie odgrywała należnej sobie roli w społeczeństwie. Szlachta obdłużona i hulaszcza, mieszczaństwo, w ogromnej większości żydowskie i niemieckie, chłop narodowi obcy — to był obraz ówczesny społeczeństwa polskiego, gospodarującego po staremu i stojącego niezmiernie daleko poza innemi, współczesnemi sobie narodami europejskimi. Na gwałt też, gdy tylko zjawiła się możliwość jakiejbądź pracy, rzucono się do niej. Towarzystwo Rolnicze, otwarte po długich staraniach, skupiło w swoich szeregach nieomal całą ruchliwą inteligencję Królestwa. Prowadzone umiejętnie i energicznie przez garść postępowej szlachty i mieszczaństwa, skupioną koło Andrzeja hr. Zamoyskiego, pracowało ono nad podniesieniem rolnictwa, przemysłu i rzemiosł, szerzyło oświatę ludową, urządzało wystawy rolniczo-przemysłowe w Warszawie i po miastach prowincjonalnych, lecz od polityki wszelkiej stroniło zupełnie. Sam Zamoyski, nazywany wśród ogółu, gdzie był bardzo popularny „Panem Andrzejem“, mimo, że był siostrzeńcem Adama ks. Czartoryskiego i bratem głównego działacza partji arystokratycznej na Emigracji — gienerała Zamoyskiego, uznawał dla Polski konieczność związku z Rosją, choć w postaci unji dynastycznej. Większość zaś szlachty szła ślepo za jego zdaniem, lecz do zajmowania się polityką nie miała ani danych, ani możności.
Jako polityk, zaznaczał się wyraźnie — nie lubiany powszechnie dla swej dumy, pieniactwa i jaskrawo zaznaczanych sympatji rosyjskich, Aleksander hr. Wielopolski, margrabia Gonzaga Myszkowski. Zrażony do Emigracji i marzący o wpływie szlachty polskiej na rządy w Rosji, Wielopolski kilkakrotnie zapoczątkowywał akcję, mającą na celu wejście z rządem rosyjskim w układy i przywrócenie choćby Statutu Organicznego, jeżeli nie Konstytucji Królestwa Polskiego z 1815 roku, oraz zniesienie rządów stanu wojennego, wzamian za wyrzeczenie się ze strony polskiej wszelkich dążności powstańczych i uroczyste uznanie nad sobą władzy caratu rosyjskiego. W społeczeństwie jednak te jego dążności nie spotkały echa, a i rząd rosyjski, stale dążący do zjednoczenia ścisłego Królestwa Polskiego z Rosją, nie był skłonny do ich przyjęcia.
Powoli jednak ten zastój w życiu politycznem Królestwa pod wpływem wieści z zagranicy, oraz większego, niż dawniej, po otwarciu w r. 1857 Akademji Medycznej, skupienia młodzieży w Warszawie, zaczął ustępować miejsca znacznemu ożywieniu. Emisarjusze, przybywający od Emigracji do stolicy Królestwa, często zastawali już rozbudzone dyskusje na tematy, które oni dopiero mieli przywieźć do kraju, a i z Królestwa, Litwy i Rusi, raz po raz ktokolwiek wymykał się za kordon, przybywał do Paryża, zawiązywał stosunki z kołami emigracyjnemi, „Biurem Polskim“, gien. Mierosławskim, i powracał do kraju, obładowany wydawnictwami niecenzuralnemi, stając się powoli łącznikiem pomiędzy wychodźstwem i krajem. W ten sposób działali koło r. 1860 — młody oficer ułanów rosyjskich, dzielny Narcyz Jankowski, Chmurzyński, Chwalibóg, Godlewski Franciszek, Abicht i w. in.
W samej Warszawie zainteresowanie sprawami politycznemi ujawniło się przedewszystkim na zebraniach towarzyskich, które, od czasów reakcji po-listopadowej odbywane stale w pewnych domach, były jedynem ogniskiem towarzyskim Warszawy. Przedewszystkim zajęły się polityką, na razie oczywiście tylko w formie debatów i wspólnego czytania wydawnictw emigracyjnych, koła inteligencji miejskiej, urzędników, przemysłowców, literatów, młodej palestry i t. d., skupiające się koło ogólnie poważanego urzędnika Komisji Rządowej do spraw wewnętrznych, starszego już wiekiem, otrzaskanego ze spiskami epoki Mikołajewskiej, Edwarda Jurgensa. Na tygodniowych zebraniach dyskutowano sprawy bieżące i przeróżne kwestje z dziedziny polityki narodowej... Wreszcie z tej grupy powoli zaczęło się wyłaniać jak gdyby stronnictwo polityczne, dążące do polepszenia warunków bytu kraju za pomocą rozbudzenia narodu z upadlającego uśpienia, rozwinięcia w społeczeństwie godności ludzkiej i narodowej, zorganizowania powszechnej, jawnej i silnej, legalnej walki z rządem, dla osiągnięcia na początek choćby autonomji Królestwa na podstawie Statutu Organicznego. Zdaniem Jurgensa, na więcej ówczesne pokolenie zdobyć się nie mogło, dalszą zaś walkę o niepodległość i zjednoczenie dzielnic Polski, zostawić należy pokoleniem następnym. Koło Jurgensa skupili się i w duchu powyższych idei działali: Bolesław Denel, sekretarz konsystorza ewangielickiego, nauczyciele gimnazjalni: Gołemberski, Adolf Pieńkowski i brat jego Karol, urzędnicy różnych dykasterji: Bronisław Brzeziński, Toczyski, Jan Majkowski i szwagier jego Tomasz Ilnicki, mąż poetki Marji, Rafał Krajewski — budowniczy, Roman Zuliński, poeta Komar, Bolesław Żmijewski, budowniczy Józef Kajetan Janowski i bardzo wielu innych — słowem wybór inteligiencji warszawskiej, skupiający się bądź u Jurgensa samego, bądź też w salonach Ilnickich, lub Narcyzy Żmichowskiej.
W bardzo krótkim czasie Jurgens i jego towarzysze, nie zawiązując żadnego ścisłego stowarzyszenia, stali się grupą, bardzo wśród ogółu wpływową.
Poza „jurgenszczykami“, żywszy ruch zaznaczał się koło tego czasu i pośród młodzieży, szczególniej nowootwartej Akademji Medycznej. Istniejące tam stowarzyszenie „Pomoc Bratnia“, stworzone zaraz po otwarciu Akademji przez energicznych studentów: Jana Kurzynę, Adama Asnyka, Jaśniewskiego i paru innych, skupiała dobór inteligentniejszej studenterji, wywierając wpływ na ogół młodzieży warszawskiej, acz nie miała żadnych celów politycznych. „Czwartaki“, zamieszkałe przez młodzież, szczególniej zaś słynny w owe czasy czwartak w kamienicy Zamoyskich, u zbiegu Krakowskiego Przedmieścia z Nowym Światem, wrzały dyskusjami. Studenci-„akademicy“, „malarja“, t. j. uczniowie szkół Sztuk Pięknych, „marymontczycy“ — uczniowie szkoły rolniczej w Marymoncie, a nawet starsi uczniowie gimnazjalni czy szkoły realnej, schodzili się tu gromadami, na rozprawy, deklamację, śpiewy, obchody narodowe, „Listopadówki“ t. j. upamiętnienie rocznicy Powstania Listopadowego, „wieczorki Mickiewiczowskie“ i t. d. Autorytetem bezwzględnym w kołach młodzieży cieszyli się: skończony marymontczyk a wówczas student Akademji Medycznej — Karol Majewski, brat znanego w Warszawie, a blizkiego Jurgensowi, mecenasa — Wincentego; Stanisław Krzemiński, zbierający u siebie w mieszkaniu liczne koło młodzieży — entuzjasta i patrjota gorący; zapalony młodziutki uczeń szkół średnich Leon Frankowski z braćmi; „Ukrainiec“, jak go zwano, utalentowany uczeń szkoły sztuk Pięknych — Karol Nowakowski, Władysław Daniłowski, „marymontczyk“ Drahomirecki i bardzo wielu innych, których następnie spotkamy. Młodzież pierwsza zetknęła się z organizacjami emigranckiemi, za pośrednictwem Narcyza Jankowskiego, a głównie Jana Kurzyny. Ten ostatni, wydalony z Akademji za kierownictwo wiecem młodzieży, wywołanym przez obostrzenia ustawowe w kwestji egzaminów, wyjechał za granicę i stał się jednym z głównych pomocników gien. Mierosławskiego. Z jego to porady, poszczególne koła i korporacje młodzieży stworzyły za inicjatywą Karola Majewskiego wspólną „kapitułę“, dla omawiania wypadków życia narodowego, oraz dawania ogółowi młodzieży dyrektyw w poszczególnych wypadkach.
Wielkim poważaniem zarówno wśród ogółu młodzieży, jak i starszego pokolenia, cieszyli się „sybiracy“, ogniskujący się koło szanowanego powszechnie publicysty, Karola Ruprechta, redagującego wraz z Józefem Ignacym Kraszewskim, „Gazetę Codzienną“, oraz Agatona Gillera, redaktora „Czytelni Niedzielnej“ — pisma tygodniowego dla rzemieślników, i „Kmiotka“ — gazety dla ludu wiejskiego. Byli to powróceni dzięki amnestji z katorgi i tajg sybirskich dawni spiskowcy — trzymali się oni teraz ze względu na bacznie na nich zwrócono oko policji, nieco na uboczu, mając jednak mimo to za pośrednictwem Gillera, Szymona Tokarzewskiego i paru innych, również i przez sam swój urok męczenników sprawy narodowej, wielki wpływ na warstwy rzemieślnicze.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Dąbrowski.