Przyszłaś, jak wiosna... (cykl)/całość

<<< Dane tekstu >>>
Autor Edward Słoński
Tytuł Przyszłaś, jak wiosna...
Pochodzenie Wiśniowy sad
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Nowina”
Data wyd. 1918
Druk Piotr Laskauer
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

PRZYSZŁAŚ, JAK WIOSNA...



Przyszłaś jak wiosna,
rozkwitłaś jak kwiat
w jesiennym smętku
moich męzkich lat.

Jak słońce złoty
zataczając łuk,
weszłaś w świątynię,
z której odszedł Bóg,


i wzięłaś w ręce,
jak umarły kwiat,
serce zdeptane
przez ludzi i świat.

A ledwie wzięłaś,
wnet w słońcu twych rąk
serce zakwitło,
jak różany pąk.

Dziś... gdzie ty jesteś?
Wiosna przeszła już —
uwiędłe płatki
opadają z róż,

na pustej grządce
zwiądł ostatni kwiat
w jesiennym smętku
moich męzkich lat.





TĘSKNOTA

Powiędną białe jaśminy
od skwaru lipcowych spiek,
rozdzielą nas ściany borów
i wstęgi błękitnych rzek.

Rozdzielą nas światy obce,
rozstaje nieznanych dróg,
rozdzielą ludzie niedobrzy
i dobrzy ludzie i Bóg.


I pójdzie moja tęsknota
za tobą w daleki świat,
na drodze twojej zakwitnie,
jak polny na miedzy kwiat.

Zawoła cię po imieniu
o świcie gdzieś z nizkich łąk,
w południe gołębiem białym
przyleci do twoich rąk,

a w nocy, gdy zaśniesz słodko
pocichu wejdzie w twój dom
i stanie u twego łoża,
dziewiczym posłuszna snom.

Do ust twych przylgnie ustami
i powie szeptem bez słów:
— Powiędły białe jaśminy,
powiędły od moich snów.





MAJ CZARODZIEJ

Obudził mnie dziś w nocy
kwitnący maj czarodziej:
— Pod oknem dzień twój młody
w księżycu srebrnym chodzi... —

Gorące jakieś szepty
przybiegły do komnaty:
— Pod oknem twe miłości
czerwienią się, jak kwiaty.


— Czerwienią się rozkwitłe
pod twoich ust oddechem
i nie rozkwitłe jeszcze,
nierozbudzone grzechem. —

I nagle z szarych kątów
wypełzły niepokoje...
— Kto wołał was, kto wołał,
miłości wszystkie moje? —

Do okna pocichutku
podkradam się, jak złodziej...
Za oknem noc błękitną
czaruje maj czarodziej.

Zobaczył mnie zdaleka
i woła po imieniu:
— Patrz, wszystkie twe miłości
w liliowym stoją cieniu! —


Twarz nocą się powlokła,
włos zbielał mi u czoła...
— O maju, mówisz: wszystkie,
a żadna mnie nie woła! —

Na serce umęczone
spadł nagle lęk bezwiedny...
— O maju, wszystkie przyszły,
prócz jednej, prócz tej jednej... —





TY JAK WINO...

Ty jak wino dotąd szumisz mi w głowie
i płomieniem się po żyłach rozlewasz,
i jak wino dajesz radość i zdrowie,
i pieśń śpiewasz, pieśń weselną mi śpiewasz.

Dotąd jeszcze na mych ustach spragnionych
złoty płyn się perli pianą szumiącą,
a z kielicha moich tęsknot szalonych
już kto inny pije słodycz rzeźwiącą.



RYBAK

W zielone głębie twych oczu,
jak w morze, rzuciłem sieć...
O pani, radość i wiosnę
twych oczu tak chciałbym mieć!

Jak rybak chciwy połowu,
sieć swoją wyciągam z fal —
i żal mi twojej radości,
i wiosny twojej mi żal...

Więc szukam i nie chcę znaleźć,
I szukam, i patrzę wkrąg,
a słońce wiosenne pije
twą radość z mych drżących rąk.





ZIMA
1

Stanęła zima między nami...
Na ścianach borów, wstęgach rzek,
nieprzebytemi legł zaspami
niepokalanie biały śnieg.

Patrzymy w mroźną dal oboje,
co jak rozwarty stoi grób...
W rozwartym grobie serce moje
pod śniegiem leży u twych stóp.


Chciałaś rozkopać śnieg rękami?
Doprawdy szkoda twoich rąk!
Stanęła zima między nami
zasłała biały całun wkrąg.


2

Palą się na mych ustach jeszcze
twych purpurowych ust płomienie,
choć zima kładzie mi na twarzy
swoje śmiertelnie białe tchnienie.

Palą się na mych ustach jeszcze
twe wonne usta słodkim grzechem,
choć zima stoi między nami
i straszy mroźnym swym oddechem.

I patrz — stopniały białe śniegi,
wezbrały rzeki, pękły lody
i z wysokiego nieba słońce
już na weselne woła gody.





PIEŚŃ WIOSENNA

Uśmiechnęła się wiosenka
złotem słonkiem u okienka,
zapachniała mi przed świtem
ziemią, wodą i błękitem,
ziemią w skiby pooraną,
wodą wielką i wezbraną,
zapachniała w jasne rano.

Obudziłem się przed świtem
zdjęty trwogą i zachwytem,

otworzyłem drzwi naścieżaj!
— Przyjdź i sady mi ośnieżaj!
Przyjdź i duszę moją smutną
biel, jak szare, zgrzebne płótno! —

Uśmiechnęła się wiosenka
złotem słonkiem u okienka:
— Czyż nie słyszysz: trawy rosną,
bory grają pieśń radosną.
Z pól śniegami zasypanych
wstają szumy wód wezbranych,
kwiaty kwitną nad wodami,
wichry wieją dolinami.
Na dolinach rzek błękitnych
z szeptów moich nieuchwytnych
w mgieł przedrannych srebrnym dymie
wichry szepcą twoje imię... —

Otworzyłem drzwi i bramy,
wyważyłem okien ramy...
— Wejdź do izby, siądź za stołem —

proch z przed nóg twych zmiotę czołem
i w przedranną ciszę senną
rzucę gromem pieśń wiosenną!

Pod bieloną nizką ścianą
moje szare smutki staną
i położy się na progu
sen o tobie i o Bogu.

W kadzidlanym wonnym dymie
płonąć będzie twoje Imię.

Alleluja! Biją dzwony...
Niechaj będzie pochwalony! —

Otworzyłem serce krwawe,
wydobyłem wrzącą lawę.
Ból ze smutkiem i tęsknotą
przetopiłem w szczere złoto.
Szczere złoto — pieśń miłosną
do stóp twoich kładę, Wiosno!


Uśmiechnęła się wiosenka
złotem słonkiem u okienka,
zapachniała mi przed świtem
ziemią, wodą i błękitem
i wionęła niepokojem
nad rozwartem sercem mojem.





GRZECH
1

Dziś przyszłaś do mnie w nocy,
zbudziłaś trwożny sen,
rzuciłaś mi na oczy
swych włosów płowy len.

Na piersi mej rozkwitłaś,
jak róży wonny pąk,
purpurą ust gorących,
oplotem białych rąk.


W szeptanych cicho słowach
drżał płacz i dzwonił śmiech...
Przyniosłaś mi dziś w nocy
swój pierwszy słodki grzech.


2

W dziewiczem twojem łonie
krwią młodą tętnił szał,
i ból rozkoszy pierwszej
niemocą słodką mdlał.

Słyszałem szept twój cichy,
bezsilny płacz i śmiech:
— Mój miły, jaki słodki
mój pierwszy z tobą grzech!

— Mój miły, jak mnie palą
płomienie twoich rąk!

Słowiki w sadach jęczą,
jaśminy pachną wkrąg... —


3

W dziewiczej twej samotni
śród czterech białych ścian
pacierza święte słowa
szły z grzeszną myślą w tan.

W panieńskim alkierzyku
z matczynych dobrych rad
rozkwitał purpurowy
pierwszego grzechu kwiat.

Strach jakiś słodkim dreszczem
po ciele twojem biegł,
rozkoszą i tęsknotą
nalewał cię po brzeg.


Więc, jak nalana czara,
lśniąc złotym płynem wkrąg,
czekałaś ust spragnionych
i chciwych ciebie rąk.


4

Myślałaś o mnie długo
z zapartym w piersi tchem
wołałaś każdą myślą
i każdym swoim snem.

I do mnie, czując w sobie
wezbraną życia moc,
prężyłaś swe ramiona,
jak lwica w parną noc.

Aż wreszcie po księżycu
w brylantach z mgły i ros

przybiegłaś do mnie drżąca
i zawołałaś w głos:

— Mój miły, bierz mnie prędzej!
Przybiegłam do twych rąk...
Słowiki w sadach jęczą,
jaśminy pachną wkrąg! —


5

Z białego alkierzyka
jak z klatki uciekł ptak —
łóżeczko niezasłane,
w łóżeczku kogoś brak!

Na małej otomance,
wciśniętej w mroczny kąt,
matczyne dobre rady
usiadły wszystkie w rząd.


Usiadły w rząd i płaczą:
— O Boże, co za srom!
Naoścież drzwi otwarte,
skroś nocy pusty dom! —

Naoścież drzwi otwarte,
noc pełna śpiewnych ech.
Przez drzwi otwarte wchodzi
do alkierzyka Grzech,

i mówi dobrym radom:
— Nie załamujcie rąk!
Słowiki w sadach jęczą,
jaśminy pachną wkrąg! —





IZOTTA
1

W marmurową koronkę,
w kość słoniową i złoto
Malatesta przed laty
wkuł twe imię, Izotto!

Wymurował o tobie
pieśń — że wieki ją słyszą
pod klasztornych krużganków
i kościelnych naw ciszą.


Aniołowi w ołtarzu
dał przesłodką twarz twoją
i tęsknotą rycerską
okrył ciebie, jak zbroją.

Na sarkofag twój pyszny
rzucił kwiatów naręcze,
lekkie pląsy i śpiewy,
jasne świty i tęcze.

Grób twój wiosną przystroił,
jak łożnicę weselną,
i sam z myślą o tobie
legł pod kruchtą kościelną.


2

o Izotto, Izotto,
ktoś we wnęce ołtarza

twoje imię przesłodkie
jak modlitwę powtarza.

Na klasztornych krużgankach
ktoś o zmierzchu radośnie
zwiędłym bluszczom i różom
opowiada o wiośnie.


3

Pochyliłem się nizko
przed tą śmiercią i wiosną —
chcę się modlić milczeniem
i tęsknotą miłosną.

Pochyliłem się nizko,
stoję z sercem omdlałem...
O Izotto, Izotto,
i ja także kochałem!





Rimini.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Słoński (syn).