Filozofja jogi i okultyzm wschodni/Lekcja XII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jogi Rama-Czaraka
Tytuł Filozofja jogi i okultyzm wschodni
Wydawca Trzaska, Evert i Michalski
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Tytuł orygin. Fourteen Lessons in Yogi Philosophy and Oriental Occultism
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Lekcja Dwunasta.
EWOLUCJA DUCHOWA.

Piękna nauka o ewolucji duchowej, owa perła filozofji jogów — zazwyczaj bywa bardzo źle rozumiana nawet przez tych ludzi, którzy są jej przychylni. Wielu jest źle powiadomionych, którzy plączą naukę o ewolucji duchowej z najgrubszemi pojęciami nieokrzesanych plemion Azji i Afryki; sądzą, że ta nauka łączy się z wiarą w „wędrówkę dusz“ tj. w przechodzenie ludzkich dusz w zwierzęta. Również bardzo często, pod formą podniosłych nauk o reinkarnacji tj. nowem wcieleniu, rozszerza się twierdzenia, że dusza człowieka jest na wieki przywiązana do koła wcieleń i musi bez przerwy żyć na ziemi, przechodząc z ciała w ciało, czy tego chce czy nie chce — póty, póki wielki cykl i rasa ludzka nie znajdą się na innej planecie. Wszystkie te mętne teorje, pełne nieporozumień, oparte są na realnej prawdzie. W istocie można powiedzieć, że to jest prawda, ale prawda niecałkowita. Prawdą jest istotnie, że dusza samolubnego nieokrzesańca, pełnego instynktów zwierzęcych, po śmierci zostaje pociągnięta siłą swych pożądań, ku urodzeniu śród jakichś ras niższych półzwierzęcych. Dusza nie wypełniła swych przeznaczeń w klasie wyższej i zepchnięto ją w dół. Ale dusza, która raz osiągnęła stadjum, choćby prymitywnie ludzkiego, nigdy już spaść nie może na poziom rzeczywiście zwierzęcego życia. Jakkolwiek zwierzęcą była ta dusza zawszeć pozyskała ona coś, czego niema u zwierzęcia — i tego nigdy już nie może ona stracić. Chociaż rasa ludzka musi czekać, dopóki się nie zakończy pewien okres wprzódy, nim się ona posunie naprzód: to jednak niektóre pojedyncze indywidua, niektóre pojedyncze dusze, już się wzniosły wyżej ponad konieczność rychłej reinkarnacji — i wcale nie są zmuszone wcielać się znowu w ludzi na obecnem stadjum ich rozwoju: ale mogą czekać, kiedy ich doścignie rasa w swoim stopniowym ruchu w górę. I ten czas przepędzają one albo na płaszczyznach wyższych świata astralnego, albo świadomie przebywają czasowo w innych sferach, dopomagając wielkiej pracy ewolucji wszechżycia.
Dlatego duchowo przebudzony człowiek, nie tylko nie jest zmuszony znosić wciąż i bez przerwy narodziny wbrew swej woli, ale przeciwnie, rodzi się tylko za zgodą własną, na własne pragnienie, i ciągle uświadamia sobie zachodzące w nim przemiany, powiększając tem swoje bogactwa duchowe.
Niektórzy ludzie częściowo mają świadomość swoich poprzednich istnień na ziemi. Często ich pociąg ku jakimś miejscom lub rzeczom pochodzi wprost stąd, że w nich jakby w przebłysku otwiera się im poznanie prawdy. Inni, nawet żyjąc na ziemi, osiągają pełnię wspomnień swoich poprzednich żywotów. Ale gdy człowiek osiągnie takie stadjum przebudzenia duchowego — niemożliwem staje się dla niego nieświadome i niezgodne z wolą własną narodzenie na ziemi. Wyszedłszy ze swego rzeczywistego ciała, przeżywszy następnie okres duchowego rozwoju, nie rodzi się powtórnie poty, póki nie zakończy tego rozwijania się i póki nie będzie gotowy ku narodzinom. Wówczas przyniesie ze sobą pamięć wszystkiego, co zapragnie wziąć ze sobą na ten nowy żywot. Dlatego wszelki niepokój o narodziny przymusowe powinien być odrzucony — i ludzie powinni przestać się męczyć tem, że nie pamiętają minionych żywotów. Nic nie przepada — i przypomniecie sobie wszystko, doszedłszy należytego stopnia świadomości. Fakty żywotów poprzednich, nie uciekły od nich, lecz zachowują się w ich pamięci, nie w tej pamięci ziemskiej, ale w głębszej pamięci wewnętrznej, która w sobie zachowuje wszystkie wrażenia wcieleń poprzednich. Osiąg (attainment) duchowy jest powolny i trudny, ale każdy krok wykonany dopomaga następnemu — i nikt nigdy nie może upaść rzeczywiście w dół — i nie może stracić ani jednej, raz uzyskanej piędzi.
Nawet ci ludzie, którzy się rodzą, nie mając w sobie nic ze świadomości minionego, jak rodzi się większość ludzi, w istocie nie rodzi się wbrew swej woli i pragnieniu; przeciwnie, rodzą się dlatego, że tego pragną, że ich zamiłowania i życzenia wywołują w nich dążności, które dadzą się zaspokoić tylko odnowieniem życia w formie cielesnej. I chociaż ludzie niedostatecznie odczuwają, że zeszli na ziemię z własnej woli — pochodzi to zawsze stąd, że pod wpływem własnych myśli i pożądań, stawiają siebie w pewien stosunek do prawa ciążenia wszechświatowego — który (stosunek) prowadzi ich do form, zgodnych z ich pragnieniem. Muszą oni znaleść sposoby zaspokojenia swych dążeń wewnętrznych. Każde życie — jest to odpowiedź na zadane pytania, a pytania daje sama dusza. Dopóty, dopóki ludzie pożądać będą materjalnych rzeczy takich, jakie może dać tylko życie materjalne, nigdy nie będą oni w stanie wyzwolić się od powrotu do tych egzystencji. Dopóty, dopóki będą dążyć do świata form — będą się rodzili i nic nie zdoła powstrzymać ich narodzeń. Ale skoro dusza nauczy się przechowywać doświadczenie wielu żywotów, rozumieć samą siebie, rozumieć istotną naturę rzeczy; wiedzieć, że świat materjalny wyobraża tylko iluzoryczną (złudowiskową) stronę świata realnego, kiedy zamiast pragnienia formy zbudzi się w nich pragnienie prawdy — wówczas dusza wyjdzie z granic działania praw ciążenia — i nie będzie już wymagała nowych narodzin. Ale z biegiem czasu, ukaże się w niej nowe, wyższe pragnienie lub dążenie, które ją ściągnie na ziemię, już zupełnie świadomie dla celów współdziałania ewolucji ludzkości. Dusze takie do chwili swego świadomego wcielenia, jakby ulatują nad ziemią — oczekując, dopóki ziemia nie stanie się taką, jaka jest im potrzebna — i wtedy one zstępują na ziemię, lecz nie dla siebie, jeno dla tych, co żyją na ziemi — i przybliżywszy się do ziemi, dusze te znów podpadają pod prawo stosunków wewnętrznych, które ich sprowadzają właśnie na to miejsce i w takie warunki, jakie sobie wyznaczyli.
Ideja nieświadomego, i że tak powiemy, przymusowego narodzenia przeraża umysł człowieka — i zupełnie słusznie, gdyż obraża poczucie sprawiedliwości i poczucie wolności: ale jest to ideja nieprawdziwa. W rzeczywistości, znajdujemy się tu dlatego, żeśmy chcieli być tu a nie gdzie indziej; z woli własnej oddaliśmy się pod władzę prawa i prawo to ściągnęło nas tam, gdzie się znajdujemy. Nigdy nie możemy być czem innem, wyjąwszy tem, czem być powinniśmy i na co zasługujemy. Prawda, że okres pomiędzy dwojgiem żywotów ziemskich daje nam możność percypować wyższą wiedzę duchową jaśniej, niż wówczas, gdy żyjemy na ziemi, odrywani sprawami materjalnemi od idej wyższych. Ale bardzo często nasze pragnienia elementarne są silniejsze od wymogów ducha, a wówczas dusza, ulegająca tym pragnieniom ziemskim, odmawia posłuchu głosowi ducha i pozwala sobie oddać się strumieniowi pragnień, który ją unosi ku nowym narodzinom w takich warunkach, że może w nich okazać i wyrazić te właśnie pragnienia i dążenia. Niekiedy głos ducha wpływa na nas do tego stopnia, że rodzimy się w warunkach, które łączą w sobie niejako to, co nam potrzebne dla naszego ujęcia duchowego z tem, co nam potrzebne dla zaspokojenia naszych grubszych pożądań. I to nam już zapowiada lepszą przyszłość.
Kiedy się dusza rozwinęła na tyle, że się roztwiera na wpływy rozumu duchowego w życiu fizycznem — człowiek może być spokojny co do swych przyszłych narodzin. Będą się one zawsze odbywały za zgodą i aprobatą tego wyższego rozumu i podług jego wyboru, a stare błędy przestaną się powtarzać.
Jak najkrótsze twierdzenie ogólne prawdy — wyrazić się można, że ludzie, którzy istotnie czują wewnątrz siebie świadomość, że istnieli zawsze i że są przeznaczeni dla istnienia wyższego, nie powinni się lękać przyszłych nieświadomych narodzin. Osiągnęli już owo stadjum rozwoju, od którego począwszy, będą coraz bardziej świadomie dobierać przyszłe reinkarnacje i będą w nich czynić takie przekształcenia, jakie odpowiadają ich pojęciu wewnętrznemu. Podobni już są co do swego stanu wewnętrznego człowiekowi, który podług swej woli lub dla swego zadowolenia przejeżdża z jednej krainy do drugiej. Wyszli już ze stanu dziecka, którego prowadzą tu i ówdzie bez jego wiedzy. Wyzwoleni są od konieczności nieświadomych narodzin, zależnych wyłącznie od ślepej żądzy życia, które było ich udziałem i które jeszcze okazuje się udziałem większości ludzi.
Teraz, po tej długiej dygresji, spróbujemy zobaczyć, jak ideę ewolucji duchowej traktuje światopogląd jogów.
Filozofja jogów uczy, że człowiek zawsze żył i zawsze żyć będzie. Mówi, że to, co my nazywamy śmiercią, jest to sen, który się kończy przebudzeniem. Śmierć — to tylko czasowa utrata świadomości, życie jest nieprzerwane, a cel jego polega na rozwoju, na rozwarciu sił i uzdolnień wewnętrznych — w wewnętrznem udoskonaleniu. Znajdujemy się w wieczności i nigdy z tej wieczności wyjść nie możemy. Człowiek realny — to jego dusza, która bynajmniej nie jest wynikiem działania ciała fizycznego — ale jest to istota realna, która na swój obraz i podobieństwo stwarza ciało fizyczne.
Filozofja jogów uczy, że dusza może istnieć poza ciałem, choć są pewne strony doświadczenia i poznania, które dusza osiągnąć może tylko za pośrednictwem istnienia fizycznego: dlatego też i zjawia się to istnienie. Mamy ciało obecnie dlatego tylko, że ono jest nam potrzebne. Skoro wejdziemy w takie stadjum rozwoju, gdy ciała będą nam nie potrzebne — przestaniemy się niemi osnuwać, przestaniemy z nich korzystać, wyzwolimy się od nich. Filozofja jogów mówi, że, nabywając doświadczenie życia ziemskiego, przechodzimy w stan pokoju, po którym nanowo się budzimy w nowych warunkach, odpowiadających naszym potrzebom i pragnieniom. Mówi, że realne życie jest to cały kolejny łańcuch żywotów tj. wcieleń — i że nasze życie obecne — jest to tylko jedno z nieskończonego szeregu, przyczem nasze obecne „Ja“ — to rezultat całego doświadczenia poprzedniego, jakieśmy pozyskali w istnieniach poprzednich.
Filozofja jogów uczy, że dusza istniała niezliczone wieki, przebijając sobie drogę poprzez rozmaite formy od niższych do wyższych, ale zawsze podnosząc się ku górze i nigdy nie spadając w dół. Uczy, że dusza będzie się rozwijała bez przerwy, podobnie, jak w ciągu nieskończonej liczby wieków przechodzi przez najrozmaitsze formy i fazy istnienia, dążąc nieustannie wyżej a wyżej. Wszechświat jest wielki i szeroki, zawiera w sobie nieskończone światy i sfery, w których żyją jego mieszkańcy — i my wyzwolimy się od wszelkiego związku z ziemią, gdy się okażemy godni i zdolni przejść na wyższe sfery i płaszczyzny. Jogowie uczą, że choć większość ludzi nie odczuwa jeszcze prawa ewolucji duchowej, są jednak niektórzy ludzie, co się już budzą ku świadomości prawdy i rozwijają w sobie świadomość ducha, która z kolei otwiera im rzeczywistą prawdę i przyszłość człowieka. To duchowe przebudzenie ludzi powiada, że nie zostają oni w nieświadomości, ale w miarę dalszego rozwoju będą osiągać coraz jaśniejszą, szerszą i głębszą samowiedzę. Przestaną być pionkami na szachownicy życia i zdobędą swobodę i prawo, nie tylko by sami z sobą czynić co zechcą, ale też współdziałać ewolucji innych. Jogowie uczą, że jest mnóstwo form życia, a tysiące takich, jakich my nawet sobie wyobrazić nie możemy — i uczą, że istnieją stopnie życia o tyle wyższe od naszego obecnego istnienia, o ile niższym jest od człowieka z jego rozumem i rozwojem — organizm jednokomórkowy, żyjący życiem roślinnem. Rozum nasz nie umie ująć idei tych wyższych istot i dusz, które nas wyprzedziły na drodze duchowego udoskonalenia. Ale są to nasi Bracia Starsi, co nam wciąż dają rady i wskazówki i często wyciągają ku nam pomocną rękę, choć my często nieświadomie ją odpychamy. Ci nasi bracia istnieją na płaszczyźnie, wyższej niż nasza, byli kiedyś ludźmi, ale odeszli tak daleko od wewnętrznego stanu człowieka, że niema żadnej konieczności, aby byli ludźmi zewnętrznie. My idziemy tą samą drogą, którą poszli oni i możemy mieć nadzieję, że z czasem staniemy się do nich podobni.
Filozofja jogów uczy, że człowiek — Ty, co czytasz te książkę — żyłeś wiele żywotów, że zacząłeś od form najniższych i stopniowo przebiłeś sobie drogę do swego stanu obecnego. Byłeś niegdyś mieszkańcem jaskiniowym, dzikusem, barbarzyńcą, wojownikiem, kapłanem, nauczycielem wieków średnich; żyłeś w Europie, w Indjach, Persji, na wschodzie i na zachodzie. We wszystkich stuleciach, we wszystkich klimatach, wśród najrozmaitszych plemion żyłeś — grałeś swoją rolę — działałeś. W każdem życiu zdobywałeś nowe doświadczenie, uczyłeś się nowej nauki, mniej lub więcej rozumiałeś swoje omyłki poprzednie — i za każdym razem, wyszedłszy z ciała, przechodziłeś w stan spoczynku pomiędzy dwojgiem wcieleń, aż nakoniec pamięć żywotów poprzednich stawała ci się jasną — i pragnienia znów ściągały cię ku życiu.
Jak człowiek może nie pamiętać wielu rzeczy, które były wczoraj i tydzień temu i przed 20 laty — a jednak zachowuje doświadczenie rzeczy przeżytych i przebytych — podobnież dusza może nie pamiętać swoich przeżyć w dawnych żywotach, a jednak z nich korzysta. Przeżycia te stanowią niezmazane rysy w charakterze duszy. I teraz — w chwili obecnej — zdarzenia dawno minionych wieków mogą wypływać na działania człowieka, pociągając go w jedną stronę, ochraniając od innej i ostrzegając przed nią, choć nie pamięta zupełnie szczegółów tego, co się odbywało. Wszystko, co się odbywa — pozostawia odbicie na duszy — i życie co dnia okazuje się takiem a nie innem właśnie mocą poprzedniego doświadczenia.
Po każdym żywocie odbywa się jakby przeżuwanie doświadczeń i realne wyniki doświadczenia stanowią znaczną część naszego „Ja“, ulepszonego „Ja“, które z biegiem czasu zacznie dążyć ku nowemu ciału dla nowego wcielenia. Niejednemu się zdaje, że zupełnie zatracił pamięć o żywotach poprzednich. Ale w rzeczywistości pamięć ta zachowuje się w naszych zamiłowaniach, sympatjach i antypatjach. I budząc się na ziemi za każdym razem jesteśmy bardziej świadomi tej rzeczy. Naprzód występują słabe przebłyski jakichś wspomnień i niejasnych wrażeń, stopniowo zaś stają się coraz ściślejsze i określone. Często bywa tak, że widzimy poraz pierwszy jakąś scenę — która nam się zdaje niewymownie naszą, blizką, gdy istotnie w tem życiu nigdyśmy jej przedtem nie widzieli. Bywają dziwne zjawiska pamięci, które człowieka niepokoją. Możemy np. patrzeć na malowidło jakiegoś starego mistrza i nagle instynktowo czujemy, żeśmy już kiedyś je widzieli w dalekiej, nieuchwytnej przeszłości — tymczasem, ziemskim umysłem wiemy doskonale, żeśmy nigdy nie mogli widzieć tego obrazu. Albo czytamy jakąś starą księgę — i ta wydaje się nam starym przyjacielem, z którym wiele i często rozmawialiśmy. Jednak nie możemy sobie zupełnie przypomnieć, żebyśmy kiedy widzieli tę książkę. Słysząc jakąś teorję filozoficzną, niekiedy nagle chwytamy ją, jakbyśmy znali i kochali ją od dzieciństwa. Niektórzy z nas pewnych przedmiotów uczą się niezmiernie łatwo, jakbyśmy je znali wybornie i tylko zlekka zapomnieli. Dzieci, rodząc się, przychodzą na świat jako muzycy, artyści, pisarze, rzemieślnicy od najmłodszych lat, chociaż ich rodzice nie mają tych rysów, jakie się objawiają w dzieciach. Szekspir pochodził z rodziny, której członkowie nie mieli żadnych bezwzględnie talentów. Abraham Lincoln takiegoż był pochodzenia. Ludzie tacy ukazują się jakby nagle, niewiadomo skąd, nagle objawiają wielki genjusz i znikają, nie pozostawiając śladów, gdyż dzieci wielkich ludzi nigdy prawie nie dziedziczą ich talentów.
Fakty takie i wiele innych podobnych, mogą być wyjaśnione jedynie teorją istnień poprzednich. Napotykamy ludzi poraz pierwszy i z pierwszego rzutu oka, nie bacząc na protesty rozumu, budzi się w nas poczucie, żeśmy ich kiedyś znali, że oni byli czemś w naszych żywotach poprzednich, ale nie możemy powiedzieć, gdzie i kiedy to było.
Niektóre nauki zdobywamy sobie łatwiej, niż inne. Jedne wymagają pracy olbrzymiej, inne jakby są naszą własnością. Niektóre zajęcia zdają się nam znacznie lżejszemi niż inne, choć w rzeczywistości są one trudniejsze. I jakiekolwiek napotykamy trudności na swej drodze, zawsze dążymy i po większej części dochodzimy do tej pracy, która nam wewnętrznie odpowiada. Natrafiamy na niezwalczone przeszkody, okoliczności wymagają od nas siły nieprawdopodobnej, której nam brak; jesteśmy zmieszani, tracimy energję, zdaje się nam, że jesteśmy zwyciężeni: aż naraz jakimś niepojętym dla nas wysiłkiem wewnętrznym nagle przezwyciężamy wszystkie zapory — i wykonywamy zadanie, jakie nam nakazano. Niektórzy wielcy pisarze i mówcy odkrywali swe talenty przypadkowo, długo przedtem walcząc na drodze niewłaściwej. I wszystkie te rzeczy objaśnić można wyłącznie teorją ewolucji duchowej. Gdyby wszystko miała tłumaczyć dziedziczność, jakże mogłoby się zdarzyć, że dzieci jednych i tych samych rodziców są na tyle rożne pomiędzy sobą, jak to często widzimy, owszem, bywają zupełnie do siebie niepodobne, jak również do rodziców i krewnych, czy to bliższych czy dalszych. Jeżeli wszystko tłumaczyć dziedzicznością, jak wytłumaczyć zjawienie się Szekspira? Jak mógł powstać taki genjusz z pokoleń ludzi nieoświeconych, nieokrzesanych i ciemnych?
Można przytaczać dowód za dowodem, by wykazać, na jak mądrych zasadach opiera się teorja reinkarnacji: ale to nawet jest zupełnie niepotrzebne. Człowiek bardzo łatwo może ująć jej stronę intellektualną — a zgodzi się, że są w niej bardzo mądre i poważne strony. Może on ją przyjąć jako hypotezę i starać się myśleć o życiu, wychodząc z teorji reinkarnacji. Ale czy takie intellektualne myślenie da spokój jego duszy, czy da mu poczucie realności i prawdziwości, które mu pozwoli iść w dolinę cieni bez trwogi, patrząc w oczy śmierci, uśmiechając się do niej, jako do dobrze znanego sobie starego doświadczenia.
Taka pewność nie może się zrodzić z ujęcia intellektualnego. Może ona przyjść tylko wówczas, gdy w duszy błyska światło rozumu duchowego i opromieni wszystkie niższe w stosunku do siebie wnioski intellektu. Intellekt może ułożyć fakty w pewnym porządku, wyprowadzić z nich pewne wnioski, stworzyć pewien plan działania, ale dusza zaspokojoną będzie dopiero wtedy, kiedy osiągnie światło zrozumienia duchowego. I dopóki tego nie uzyska, będzie czuła niepokój i trwogę, które będą tylko rosły w miarę tego, jak intellekt będzie się rozwijał, zadając sobie pytania, dlaczego i po co, na które dusza bez pomocy ducha odpowiedzieć nie może.
Na pytanie: „Czy reinkarnacja tj. powtórne wcielenie jest faktem?“ — jedyną odpowiedzią może być: — „Tak, jeżeli go za fakt przyznaje twoja dusza!“ — Dopóki dusza nie poczuje, że ta teorja jest prawdziwą; dopóki ta teorja nie spłynie się z jej wewnętrznem poczuciem: wszelkie dowodzenie jest bezużytecznem. Dusza powinna sama liznąć tę teorje, dusza sama odpowie na twoje pytania. Prawda, że dobry wykład teorji może obudzić w duszy zapomnianą świadomość wewnętrzną, może człowiekowi ułatwić świadome rozpatrzenie tych poszarpanych myśli i zagadnień, które go wciąż niepokoiły — i zawsze pozostawały niesformułowane; myśli, które odpędzał od siebie długie lata, jako fantastyczne marzenia. Dopóki dusza nie ujmie i nie poczuje prawdy reinkarnacji — błąkać się będzie po nieświadomej płaszczyźnie życia — i każde jej narodziny zależeć będą tylko od jej nieświadomych pragnień i dążeń.
Lecz skoro tylko dusza zacznie odczuwać prawdę, staje się inną, zaczyna stopniowo przypominać sobie doświadczenie przeszłości, naprzód słabo i niewyraźnie, ale wciąż jaśniej i jaśniej — i zaczyna świadomie wybierać nowe rozważania. Jak roślina żyje na zupełnie podświadomej płaszczyźnie, jak zwierzę znajduje się w stanie półsamowiedzy, a człowiek pod wielu względami jest bardziej świadomy: tak sam człowiek może się stopniowo rozwijać — i te strony jego duszy, w których on się znajduje jeszcze na płaszczyźnie podświadomości, przy powtórnych narodzinach mogą stać się półświadomemi. Następnie w miarę rozrostu jego świadomości — ten półświadomy stosunek do narodzin będzie się zmieniał — i w końcu okaże się już na płaszczyźnie pełnej świadomości, zarówno w życiu fizycznem — jak podczas spoczynku pośmiertnego, jak wreszcie w nowych narodzinach.
Są pośród nas ludzie, chociaż co prawda jest ich bardzo mało, którzy całkowite mają poczucie swoich poprzednich istnień i znali je od wczesnego dzieciństwa. Ich lata dziecinne przeszły jakby w marzeniach, ponieważ ich mózg nie był jeszcze tak wyrobiony, aby służyć za narzędzie duszy. Wiele dzieci miewa jakieś nieokreślone wspomnienia nieznanej przeszłości, ale starsi, nie rozumiejąc istoty tych spraw — śmieją się z nich, owszem starają się je zagłuszyć, nawet leczą dzieci, póki te ułomki wspomnień nie znikną.
Ludzie, którzy się nie przebudzili ku zrozumieniu prawdy reinkarnacji, nie mogą jej wcisnąć przy pomocy siły argumentów. Ludzie, którzy czują tę prawdę — nie potrzebują żadnych jej dowodów. Dlatego wcale nie staramy się dowodzić cokolwiek; dajemy tylko krótki wykład teorji. Czytelnik nasz czyta tę książkę dlatego, że obudził się w nim pociąg wewnętrzny do pewnych zagadnień. Jego zaciekawienie do tych kwestji świadczy, że odbyło się w nim częściowe przebudzenie tych myśli, które rozwinęły się w nim w czasie jednego z poprzednich żywotów. Uznając teorję o reinkarnacji, niejeden z naszych uczniów poczuje realnie, że w niej musi być prawda, choć i to być może, że nie doszli oni do takiego stopnia rozwoju, aby tę prawdę uznać w całości i bez zastrzeżeń.
Niektórzy ludzie, co poczuciem wewnętrznem zrozumieli prawdę reinkarnacji albo mają częściowe wspomnienie żywotów poprzednich — niechętnie jednak przyjmują tę prawdę w całości. Boją się myśli, że mogą się rodzić bez swej zgody i pragnienia. Ale, jak to już zaznaczyliśmy, jest to strach bezzasadny, gdyż skoro tylko istotnie odczuwać zaczną i uświadomią sobie prawdę wcieleń — ich okres egzystencji bezwiednych zacznie mijać — i nieświadome przejścia z jednego życia w drugie stawać się zaczną samowiednemi.
Niejeden mówi, że nie ma ochoty żyć powtórnie. — W rzeczywistości chcą oni powiedzieć, że nie życzą sobie takiego życia, jakie przeżyli tutaj. Ale takie życie nie może im być potrzebne, jak nie mogą im być potrzebne te same doświadczenia. Ale, jeżeli w ich życiu jest cokolwiek, co im się podoba; jakieś stanowisko, które by chcieli zająć; jakieś życzenie, które się domaga zaspokojenia — to znaczy, że chcą żyć i że chcą otrzymać to, czego teraz nie zdobyli. I teraz znajdują się oni tu, na ziemi, dlatego, że chcieli być tutaj, albo też mieli pożądania, które dla swego zaspokojenia wymagały życia ziemskiego. I dalej, o ile ich pragnienia w okresie pośmiertnym będą się stosowały do rzeczy, które mogą być zaspokojone w takich samych warunkach, w jakich żyją oni obecnie — to powrócą do takich samych warunków.
Człowiekowi, który studjuje prawa ewolucji duchowej, otwiera się cały świat faktów nowych i interesujących. Na całą historję i na cały postęp ludzkości pada nowe światło — i przed okiem wewnętrznem rozwija się zdumiewające pole dla badań. Nie będziemy tu dotykali filozoficznej strony pytania, gdyż zaprowadziło by to nas bardzo daleko od tych elementarnych pojęć, które chcemy wyłożyć czytelnikom.
Ziemia należy do łańcucha planet systemu słonecznego — i na tych wszystkich planetach działa jednakowo wielkie prawo ewolucji duchowej. Wielki powiew życia płynie po całym łańcuchu planet, przenosząc ze sobą rasy z jednej planety na drugą. Każda rasa pozostaje na jednej planecie pewien okres czasu — i później, osiągnąwszy należyty rozwój, przenosi się na inną planetę, wyższą na skali ewolucji, gdyż warunki pierwszej planety nie odpowiadają wysokości wewnętrznego rozwoju rasy. Ale owo przechodzenie z planety na planetę nie idzie po obwodzie koła, podobne jest raczej do linji spiralnej, która za każdym nowym okręgiem, wschodzi coraz wyżej a wyżej.
Przypuśćmy, że dusza żyje na jednej z planet naszego łańcucha, znajdując się w stanie stosunkowo nierozwiniętym tj., że się podniosła duchowo bardzo niewysoko i należy do pierwszych stopni ewolucji. Dusza ta zdobywa całe, potrzebne jej na tem stadjum doświadczenie — w całym szeregu wcieleń kolejnych. Później przenosi się na następną planetę w łańcuchu razem z duszami, równemi jej co do wysokości duchowego rozwoju — i zaczyna się wcielać tam. Na swojej nowej ziemi znajduje się ona w położeniu odpowiadającem jej rozwojowi wewnętrznemu; i cała rasa, do której dusza należy, okazuje się wyższą w porównaniu z rasą, która żyła na starej planecie. Mimo to zewnętrzne warunki życia tej duszy mogą być znacznie niższe, niż warunki życia innych ras, żyjących na tej samej planecie. Niektóre z ras, uważane przez nas na ziemi za niższe, znajdują się jednakże na stadjum rozwoju wyższem od tego, na którem stały na planecie, gdzie żyły przedtem. Wiele zyskały one przez to, że się przeniosły na ziemię, ponieważ ziemia, co do swych warunków wyższą jest od poprzedniej ich planety. I o znaczy, że ziemia daje duszy więcej doświadczenia, większą możność rozwoju. Wiele ras, które przed nami zamieszkiwały ziemię, a których ślady niekiedy znajdujemy tylko przypadkowo, przeszły teraz na wyższy stopień rozwoju. Historja świadczy nam, że na ziemi jedna rasa zastępowała drugą, jakby odegrała swą rolę w działaniu, do którego była przeznaczona i odchodziła, znikała. Ale gdzie? Filozofja okultna wyjaśnia nam to brakujące w rozważaniu ogniwo.
Nasza rasa rozwijała się, zaczynając od wieku kamiennego i wcześniejszych jeszcze wieków — i rozwija się w dalszym ciągu i pójdzie naprzód na drodze rozwoju duchowego. Poczem zejdzie zupełnie z tej planety, czyniąc miejsce innym rasom, które będą posłane tam, jako pionierzy z jakiejś nowej planety.
Nie znaczy to bynajmniej, aby wszystkie rasy, o których mówi nam historja — zupełnie zeszły z ziemi. Przeciwnie, okultyści wiedzą, że niektóre rasy, znane w historji, jakby znowu wcielają się w narody i plemiona, żyjące poprzez tysiące lat po ich upadku i zniknięciu. Zamęt pojęć wynika stąd, że rasy często się mieszają z podrasami. Naprzykład okultyści wiedzą, że egipcjanie starożytni, rzymianie, grecy, atlantydjanie z zaginionego kontynentu i t. d. w dalszym ciągu żyją na ziemi tj. dusze, wcielone w owych rasach, dalej za naszych czasów wcielają się w ludzi, którzy należą do współczesnych nam narodów. Ale są też inne przedhistoryczne rasy, które już zupełnie wyszły poza ciążenie ziemi. Przeszły one na wyższe płaszczyzny świadomości i działają i żyją na płaszczyznach wyższych. Wiele jest planet, które co do swoich warunków są niższe od ziemi. Na te planety z czasem powinny przejść nasze dusze. Zatem, prócz systemu słonecznego, są i drugie systemy słoneczne, całe łańcuchy słońc, innych wszechświatów, jeżeli tak można powiedzieć — i wszystkie one albo są poza nami albo przed nami tj. my albośmy już przez nie przeszli, albo kiedy przejdziemy.
Nasza rasa przeżywa w czasie obecnym nadzwyczaj ważny okres ewolucji, przechodzi od nieświadomego istnienia na ziemi, do rozwoju duchowego i nowej samowiedzy. Wielu ludzi osiągnęło już to przeczucie, inni dopiero się budzą. Ale prędzej czy później cała rasa ludzka powinna dojść do takiej samowiedzy. Początkiem przebudzenia duchowego jest właśnie to, co wywołuje taki niepokój i trwogę w świecie myśli. Ludzie odpadają od starych ideałów, od starych form, z któremi byli związani; pożądliwie szukają nowej formy; niekiedy tworzą nowe ideały a niekiedy znajdują je w starych, zdawałoby się, zapomnianych słowach. Przeżywany przez nas okres, jest to okres krytyczny historji ludzkości — i wielu twierdzi, że rezultatem tego momentu będzie podział ludzkości na dwie półrasy, z których jedna osiągnie wysoki rozwój duchowy i ruszy naprzód, gdy poza nią stać będzie zatrzymana w rozwoju druga podrasa. Zanim jednak ostatecznie ziemię opuszczą — obie rasy bezwarunkowo się złączą. Wymaga tego prawo duchowe przyczyn i skutków. Wszyscy związani jesteśmy między sobą — i nie możemy tego związku rozerwać. Każdy z nas jest zainteresowany w sprawie wewnętrznego udoskonalenia innych ludzi, nie tylko dlatego, że jest ich bratem, ale przedewszystkiem dlatego, że jego dusza jest związana z rozwojem ogólnym i nikt nie może iść naprzód, jeżeli za nim nie pójdzie cała rasa. Oczywiście, prędzej rozwijające się dusze nie będą już potrzebowały wcieleń dlatego tylko, że inne dusze nie rozwijają się dość prędko. Przeciwnie, bardziej rozwinięta dusza przepędzać będzie dłuższy okres czasu w oczekiwaniu wcielenia na wyższych płaszczyznach świata astralnego. Inne, powolniejsze, w tym samym okresie czasu będą wielokrotnie budzić się na ziemi — za każdym razem wyciągając jakieś nowe doświadczenie, które ich pociągnie do góry. Wiele z tych dusz, które oczekują na swoich mniejszych braci, w sferach wyższych — wolą raczej poświęcać swoją spokojność i opuszczają się w dół na ziemię, aby pomóc drugim. Przychodzą albo pod postacią pomocników astralnych albo nawet świadomie rodzą się na ziemi. Dla nich samych właściwie jest to zbyteczne, ale przybierają się w ciało, które jest dla nich tylko ciężarem, aby pomóc swym mniejszym braciom w ich pochodzie ku wyższym celom. Nauczyciele rasy ludzkiej prawie wszystkich narodów należą do tych dusz, które świadomie się zrzekły nieba — z miłości ku swym braciom-ludziom. Nie możemy dokładnie wyobrazić sobie, co znaczy taka ofiara; nie możemy pojąć jej wielkości.
Ale ten powrót wstecz ku ludziom, którzy stoją na niskim stopniu rozwoju wewnętrznego i odpowiednio do tego żyją w okolicznościach ciężkich i trudnych — jest to ofiara olbrzymia. Jest to zupełnie tak, jakby jakiś nader subtelny poeta został misjonarzem i pojechał głosić Ewangelję buszmanom, przyczem, aby się lepiej przybliżyć do dzikich, samby zaczął żyć jak dziki.
Ale jakiż cel miałaby cała ta ewolucja. — Nauka okultna powiada nam, że życie we wszystkich postaciach, od najniższych do najwyższych — płynie jedną i tą samą drogą. Ale dokąd prowadzi ta droga? Spróbujemy odpowiedzieć na te pytania. Niechaj czytelnik wyobrazi sobie całe miljony kół, z których jedne zawierają się w drugich. Każde koło oznacza pewne stadjum życia. Koła zewnętrzne — to życie niższych stadjów materjalnych — i każde koło, znajdujące się bliżej środka, wyobraża formę życia wyższą niż koło, znajdujące się dalej od centrum. Przeszedłszy jedno koło, dusza wstępuje w drugie i za każdym razem coraz bardziej przybliża się do, centrum. Umysł ludzki nie może ogarnąć idei, co znaczy owo zbliżanie się do centrum i czem jest owo centrum. Ale my posuwamy się wiecznie ku niemu, choć nasza myśl nie ogarnia w całości jego znaczenia. Centrum — jest to mózg ciała duchowego, to Absolut, to Bóg. Ale jakkolwiek nazywać będziemy to centrum, nie zapominajmy nigdy, że wciąż ku niemu idziemy.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Walker Atkinson i tłumacza: Antoni Lange.