Gospoda pod Aniołem Stróżem/XXIII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Sophie de Ségur
Tytuł Gospoda pod Aniołem Stróżem
Rozdział Wszystko załagodzone
Wydawca Wydawnictwo Księgarni K. Łukaszewicza
Data wyd. 1887
Druk Drukarnia „Gazety Narodowej“
Miejsce wyd. Lwów
Tytuł orygin. L'auberge de l'Ange Gardien
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XXIII.
Wszystko załagodzone.

Twarz uśmiechnięta generała przekonała Elfy, że jej wstawienie się wydało jak najlepsze skutki; podeszła też do niego z uśmiechem na ustach; generał po kilkakroć uścisnął jej rękę.
— Zacne serce! Poczciwa istoto! rzekł.
— A wy, kochani malcy, czy także uważacie mię za złośliwego człowieka? zapytał generał?
— Za bardzo złośliwego, odpowiedział Paweł i gdybym był mamą, tobym panu naznaczył surową pokutę.
— Jakąż to, mój kochany malcze?
— Dałbym panu na obiad tylko suchy chleb i musiałby go pan jeść, w najciemniejszym rogu pokoju.
— A ty Jakóbie? Co myślisz, gdyż jak uważam, jesteś milczącym.
— Myślę, że zrobiłeś pan źle, ale że trzeba pana kochać, boć pan tego nie uczynił ze złego serca.
— Pozwól im Derigny, niech mówią, rzekł generał wesoło, widząc zaniepokojenie ich ojca, pragnąłbym bowiem poznać ich myśli. Mów Jakóbie; wytłumacz się z tego co chciałeś powiedzieć. Jakże, wedle ciebie, czy jestem rzeczywiście złym człowiekiem?
— Jesteś pan gorączką, bo wówczas kiedy się gniewasz, nie myślisz wcale o tem co robisz. Ale to nie pańska zgoła wina. Nikt panu nie powie, że uniesienie, jest zależnem od woli człowieka. A ponieważ jesteś pan najszlachetniejszym skoro cię nie unosi gniew, przeto każdy z nas bardzo pana lubi.
— Dziękuję ci moje dziecko; będę się starał więcej panować nad sobą. Kiedy zaś napadnie mię ochota do gniewania się, pomyślę o tem co mi mówisz i uspokoję się. Dziękuję ci, moje dziecko.
Derigny niezmiernie trwożył się tem tak śmiałem wypowiadaniem zdania przez dzieci, ale wyrazy generała uspokoiły go zupełnie; spojrzał na Jakóba wzrokiem roztkliwionym, co zrozumiał doskonale ojciec, gdyż poszedł do niego i uściskał serdecznie.
Anioł Stróż opiekuje się tym domem i wami też moje kochane dzieci i waszą mamą i ciocią.
Dzień minął, tylko generał nieustannie mówił o kolacyi zamówionej u Chevet i o uroczystości niezawodnej przyszłego wesela, oznaczono bowiem termin na piętnastego bieżącego miesiąca. Generał usunął się do swego pokoju i zaraz zabrał się do pisania. Oprócz tego polecił swemu bankierowi, aby mu przesłał przedmioty srebrne potrzebne niezbędnie w gospodarstwie domowem nadto kazał zakupić serwis srebrny, broszki, szpilki, kolczyki, szale i rozmaite materye, a to dla zrobienia z nich podarków dla p. Blidot, dla Derignego, dla proboszcza i dla dzieci; oprócz tego postanowił nabyć sprzęty należące do oberży Bournier, gdyż ta była wystawiona na licytacyę a generał znowu uprojektował sobie jakiś nieznany plan.
Napisał do Domfront po notaryusza, potrzebował go tego samego dnia; Moutier oświadczył mu, że to już jest za poźno i że tym sposobem za oberżę musiałby zapłacić daleko więcej.
— Cóż mi to szkodzi? Tysiąc więcej tysiąc mniej. Cóż chcesz żebym zrobił z moimi 6 tysiącami rubli?
— Możnaby ich daleko lepiej użyć, przeznaczając na szlachetniejszy cel, odpowiedział Moutier.
— Ależ mój kochany od nikogo o niczem dowiedzieć się nie mogę. Nikt mi nie mówi, czy to, co robię jest dobre, szlachetne lub złe i niewłaściwe.
— A więc przebacz mi generale, jeżeli ośmielę się wskazać panu drogę, w jaki sposób użyjesz swoich rubli... ale... zdaje mi się...
— Mów, mów, mój przyjacielu. Czy nie dosyć ci twoich 20 tysięcy franków? Co? Żądaj wszystkiego, jestem gotów spełnić twoje życzenie.
— O panie generale, jak pan możesz pomyśleć coś podobnego? Te dwadzieścia tysięcy jakie otrzymałem z łaski pana, są dla mnie aż nadto wystarczające. Myślałem jednak, że jeżeli... uczynisz pan coś dla tego biedaka, dla wynagrodzenia mu krzywdy, chociaż rzeczywiście okradł pana i niezasługiwałby na żadną względność z pańskiej strony... Wszakże otrzymał zanadto surową karę, otrzymał straszne cięgi... gdyby więc można było jakiemi kilkoma tysiącami franków zapewnić mu dalszą przyszłość...
— Brawo! zawołał generał. Myśl twoja podoba mi się bardzo. Chcę i uczynię nie tylko coś dla niego, ale i dla całego miasteczka, w którem on nadal pozostanie.
— To bardzo łatwo panie generale. Niech się pan tylko raczy rozmówić z księdzem proboszczem on zna doskonale potrzeby gminy i parafii; on panu powie czego właściwie brak, a czego istotnie potrzeba.
— Doskonale! Wybornie! rzekł generał. Idź mój przyjacielu i poproś tu do mnie ks. proboszcza. Powiedz mu niech się spieszy i niech korzysta z mojego teraźniejszego usposobienia.
— Obawiam się panie generale, dodał Moutier nieśmiało, czy po dzisiejszej scenie, zechce trudzić się aż do pana.
— To prawda. Trzeba więc koniecznie dziś z nim się widzieć, im prędzej tem lepiej. Czekaj mam myśl, daj mi kapelusz pójdę zaraz sam do niego.
— Panie generale, zatrzymaj się pan jeszcze choćby chwilę, pozwól mi, ażebym się naprzód dowiedział, czy...
— Nie potrzeba się o niczem dowiadywać; pragnę pójść do niego i to natychmiast; nie miałem słuszności, wiem to dobrze i dla tego należy samemu załatwić tę fatalną sprawę. Proboszcz jest uczciwym i dzielnym człowiekiem.
Generał pochwyciwszy kapelusz pobiegł prawie kłusem na probostwo, w towarzystwie Moutier, który go koniecznie chciał powstrzymać aby odpowiednio usposobić proboszcza. Przeszli tym sposobem przez salę, w której pracowały obie siostry, a Moutier z uśmiechem wskazał generała, co dało im do zrozumienia, że znowu jakiś projekt szlachetny a gwałtowny ma na celu.
W kilka minut też znaleźli się u drzwi proboszcza. Generał wszedł jak bomba, potrącając gospodynię, która padła na krzesło, nie mogąc utrzymać równowagi. Gwałtowne wejście generała niezmiernie przeraziło samego kapłana.
— Księże proboszczu, zawołał generał przychodzę oświadczyć panu że nie miałem najmniejszej słuszności, przychodzę wytłumaczyć się przed panem, jako duszy pasterzem.
— Mnie pan wcale nie obraziłeś, odpowiedział kapłan poważnie, mnie też nie potrzebujesz się wcale usprawiedliwiać.
— Otóż właśnie że do proboszcza to należy, ponieważ jesteś Namiestnikiem Chrystusa. Lecz Moutier mi już przebaczył. Nie prawdaż Moutier, dodał zwracając się do żołnierza, że nie żywisz do mnie najmniejszej urazy? Otóż tedy, księże proboszczu przychodzę zapowiedzieć że dla ukarania się za gniew mój, pragnę przedewszystkiem zabezpieczyć przyszłość tego niedobrego chłopca Piotrka, ale pan raczysz mi powiedzieć, czego mu potrzeba, co mi wypada zrobić dla niego. A przytem Moutier wskazał mi, abym zażądał rady od ks. Proboszcza. Co potrzeba jeszcze zrobić? Co wreszcie sam ks. proboszcz zechcesz, abym uczynił? Czego tu w gminie najbardziej potrzeba, czego brak najwięcej. Spiesz się ks. proboszczu bo notaryusz przybędzie tutaj jutro i jeżeli wypadnie co kupić natychmiast to uskutecznię.
Proboszcz oniemiał prawie w obec takiej lawiny wyrazów wypowiedzianych z żywością i bardzo prędko. Patrzył na Moutier, który nie mógł powstrzymać się od śmiechu; wywoływała ten śmiech niecierpliwość gwałtowna generała i zdumienie mocno zakłopotanego proboszcza.
— I cóż? żadnej odpowiedzi? zawołał generał, kto nic nie mówi ten potwierdza. Oczekuję księże proboszczu na wymienienie szeregu potrzeb parafii.
— Ależ generale nic zgoła nie wiem, odparł ksiądz a przyznam się nawet panu że i nic wcale nie rozumiem...
— Do licha, przecież to bardzo łatwo zrozumieć. Postępowałem dotąd jak szatan, chcę odtąd postępować jak anioł, w tem leży cała tak trudna tajemnica; pragnę nagrodzić złe, jakie wyrządziłem.
Proboszcz nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Sprawa zatem zeszła na dobrą drogę. Generał uściskał serdecznie kapłana. Nareszcie zmuszony usiąść od proboszcza generał nadzwyczaj stał się poważnym i rzekł:
— A więc księże proboszczu oczekuję na naznaczenie pokuty. Co mam uczynić?
— Pan temu nie wierzysz wcale, ale istotnie należy się koniecznie surowo odpokutować, rzekł proboszcz.
— Tem lepiej, odpowiedział generał, zacierając ręce z radości. Zaczynajmy zatem.
— Naprzód tedy, dokończył proboszcz, potrzeba odzieży dla moich ubogich, chleba i środków lekarskich dla chorych, następnie zupełnego i dostatecznego wynagrodzenia poniesionej krzywdy, dalej reperacyi kościoła, a to malowania wewnątrz, poprawienia obrazów, wprawienia szyb, upiększeń ścian i t. d. Zakrystya potrzebuje równie naprawy, nasze ornaty i sprzęty kościelne są w bardzo nędznym stanie.
— To jedno. Wystarczy na wszystko 50 tysięcy franków. Dalej?
Ksiądz proboszcz aż podskoczył na krześle tak był zdumiony.
Pięćdziesiąt tysięcy franków! krzyknął. Nawet połowa tego będzie za wiele.
— Bardzo dobrze, za resztę zatem uporządkujesz ksiądz swoją plebanię, która grozi ruiną. Cóż więcej?
— Gdybyśmy mogli mieć cztery siostry miłosierdzia, mielibyśmy wyborne nauczycielki dla dziewcząt, ochronę dla sierot i biedaków, a oprócz tego i przytułek dla chorych.
— Czy można będzie coś podobnego urządzić za 150 tysięcy franków? zapytał generał.
— Za tę sumę można zbudować szpital dla sześciu lub ośmiu chorych, byłoby to dobrodziejstwo prawdziwe dla całej okolicy.
— Otrzymasz pan zatem 150 tysięcy franków; jeżeli zaś okazałoby się niedostatecznem, proszę mię o tem zawiadomić. Dodaję jeszcze 10 tysięcy franków, które zachowasz ksiądz proboszcz dla tego nicponia Piotrka. Winienem mu również wynagrodzenie. Gdybym go niebył obił tak szkaradnie nie dałbym mu nawet płatka na owinięcie palca, dla tego potworcy, niegodziwca, oszusta i nicponia, jednem słowem skończonego łotra. Nie chcę go widzieć w mojem życiu; nie zaręczam za siebie, czybym się mógł powstrzymać gdyby mi się pokazał na oczy.
Proboszcz wcale nie wiedział o przewinieniu Piotrka, dopiero mu generał opowiedział o tem ze wszelkiemi szczegółami. Kapłan zrozumiał teraz doskonale przyczynę gniewu generała, tłumaczył go wprawdzie o ile mógł i wreszcie przyrzekł, że skoro Piotrek wyzdrowieje pomieści go w zakonie księży Menonitów, którzy potrafią podziałać na niego skutecznie i zdołają umoralnić tak już zepsutego chłopca Co się tyczy przedmiotów skradzionych, Proboszcz natychmiast udał się do pokoju Piotrka celem zrobienia ścisłej rewizyi i bez trudności w komodzie pomiędzy rzeczami odnalazł i puhar i sztuciec, które oddał do rąk Moutiera.
Generał i proboszcz pożegnali się zupełnie ze siebie zadowoleni; generał prosił go nawet aby raczył przyjść do nich na obiad.
— Nie rób sobie ksiądz proboszcz subiekcyi, i przychodź często do nas, do gospody pod Aniołem Stróżem, bo tam cię wszyscy kochają. Moutier i chłopcy, ich ojciec i ja, jednaki żywimy dla księdza proboszcza szacunek i poważanie. Niech księdza proboszcza nie przeraża zbyteczny wydatek, ja sam te koszta poniosę. Od chwili kiedy wstąpiłem nogą do tego domu, zaspakajam wszelkie potrzeby gotówką. A pan, nie poruszaj głową, panie Moutier i nie psuj nam tego szczęścia jakiego używamy. Powtarzam wyraźnie, że do mnie należą wszystkie wydatki, bo w przeciwnym razie wyrzeknę się was i nie będę wcale na weselu. Ha! Ha! Groźba podziałała jak należy i nasz pan Moutier już twarz swoją wypogodził. Dobrze chłopcze, tak być powinno.
Generał odszedł ze śmiechem; Moutier towarzyszył mu również śmiejąc się. Proboszcz patrząc za nimi, rzekł sam do siebie.
— Śmieszny oryginał. Dobry pomimo to i zacny człowiek. Szlachetny, a wspaniały ale niebezpieczny w pożyciu. Jakże też oćwiczył mojego biednego Piotrka; chociaż zasłużył na taką karę, teraz kiedy wiem o wszystkiem już się nie gniewam, bo też chłopak zeszedł istotnie na manowce.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Sophie de Ségur.