Wesele Peleusa i Tetydy

<<< Dane tekstu >>>
Autor Katullus
Tytuł Wesele Peleusa i Tetydy
Pochodzenie Poezye Katulla
Wydawca Jan Czubek
Data wydania 1898
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Jan Czubek
Ilustrator Włodzimierz Tetmajer
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LXIV.
WESELE PELEUSA I TETYDY.

Wspaniałe sosny, niegdyś Pelionu córy[1],
Wartko pruły szumiące Neptuna lazury,
Płynąc nad złoty Fazys[2], kędy słońce wschodzi.
Bo sławne bohatery, kwiat argiwskiej młodzi,
Po złote runo śmiało do Kolchów krainy
Mknęli w chyżym korabiu przez słone głębiny,
Dłońmi wioseł modrawe zamiatając brody.
Samo bóstwo, co włada wysokimi grody[3],
Zbudowało im pojazd, przez wiatry pędzony,
Belki sosnowe w okręt zbiwszy zakrzywiony,
Co pierwszy poznał żywioł Amfitrycie[4] święty.
Gdy statek ostrym dzióbem zaczął pruć odmęty
I woda się spieniła, wiosłami sieczona,
Wynikły Nereidy z fal wzburzonych łona,
Nie mogąc się napatrzyć dziwnemu widoku.
Wtedy dni kilka dano śmiertelnemu oku
Oglądać morskie Dziewy, całe obnażone,
Aż po pierś wystające nad wały wzburzone.

Wtedy Pelej[5] Tetydę[6] pokochał zuchwały;
Bogini nie wzgardziła ludzkimi zapały,
I sam ojciec na związek dał swe przyzwolenie.
Sława wam, bohatery, bogów pokolenie,
W lepszych czasach zrodzeni, wielkich matek dzieci!
Was nieraz jeszcze pieniem ma Muza zaleci,
Ciebie zwłaszcza Peleju, niw tessalskich chwało!
Z ludzi ciebie jednego to szczęście spotkało:
Tobie sam ojciec bogów ustąpił kochania[7],
A piękna Neptunówna kochać się nie wzbrania;
Tobie Tetys w małżeństwo swoję wnukę daje
I Ocean, co wszystkie obejmuje kraje.
Gdy po upływie czasu piękny dzionek błyśnie,
W dom się cała Tessalia gęstym tłumem ciśnie;
Gości dworzec królewski pomieścić nie zdoła,
A każdy niesie dary, każda twarz wesoła.
Scyr[8] pustynią i ftyjskie Tempy[9] opuszczone,
W Krannon pusto, Laryssy[10] mury wyludnione:
Do Farsalu[11] gromadnie ciągnie lud wesoły.
Nikt roli nie uprawia, spoczywają woły;
Winnic krzywa motyka nie trzebi, nie piele,
Skiby nie odwracają pochyłe grądziele;
Pod nożem ogrodnika gałązka nie spada,
Porzucone lemiesze brudna rdza osiada.
Zato w dworcu królewskim, jak długi, szeroki,
Kapią od złota, srebra stropy i ścian boki.
Kość słoniowa lśni w krzesłach, na stołach kielichy,
Wszędy skarby ogromne widać i przepychy.

Łoże bogini stoi w komnacie środkowej,
Wspaniałe, całe lśniące od kości słoniowej.
Na niem purpura sokiem tyryjskim pojona,
Na niej wieków zamierzchłych powieść wyrażona
Bohaterów przewagi dziwnym kunsztem głosi.
Na Dyi brzegu[12], który szumna fala rosi,
Patrzy za Tezeusa szybko mknącą nawą
Aryadna nieboga z raną w sercu krwawą,
I choć widzi na oczy, oczom swym nie wierzy.
Bo rankiem, gdy ją tylko sen zdrajca odbieży,
Patrzy: brzeg pusty, nigdzie ni śladu człowieka,
A niewierny kochanek przez fale ucieka,
Święte przysięgi wiatrom oddając w opiekę.
Za nim na brzegu, smutną podniósłszy powiekę,
Patrzy córa Minosa jak posąg z kamienia,
Patrzy za nim w dal siną i w rozpacz się zmienia.
Już złocistych kędziorów wstęga nie oplata,
Białego łona lekka nie osłania szata;
Zdarta przepaska tamy już piersi nie kładzie:
Wszystko u stóp dziewicy spoczywa w nieładzie,
Rozrzucone po ziemi liże fala słona.
Lecz nie w głowie jej wstęgi, ni szata zmoczona:
Tezeusa, choć pełna bolów i katuszy,
Kocha z całego serca, kocha z całej duszy.
Biedna! nad nią Cypryda[13] znęcała się srodze,
Ciernie miłości w serce włożywszy niebodze
Już w onej chwili, kiedy by uiścić się z dani,
Śmiały Tezej z pirejskiej odbiwszy przystani,

Gortyńskiego władarza[14] przestąpił był progi.
Bo gdy Cekropią[15] niegdyś pomór trapił srogi,
Więc za śmierć, którą poniósł niegodnie królewic[16],
Sam wybór młodzieniaszków, sam kwiat hożych dziewic
Na żer Minotaurowi co rok słać musiała.
Gdy więc taka niedola stolicę nękała,
By ojczyznę uwolnić od plagi niezmiernej,
By ofiar nie posyłać Krecie ludożernej,
Sam Tezej żywot ważyć postanowił święcie.
I z pomyślnym wietrzykiem na chyżym okręcie
Przybył do złego króla wspaniałej stolicy.
Lecz skoro na nim oko spoczęło dziewicy,
Co dotąd obok matki na wonnem posłaniu
Sypiając, nie wiedziała o innem kochaniu,
Piękna jak mirt wysmukły, zwilżany strumieniem,
Albo kwiat malowany młodej wiosny tchnieniem:
Nie pierwej zeń odjęła pożądliwe oko,
Aż się miłość w serduszko zaryła głęboko
I całą przeniknęła aż do szpiku kości.
Boski chłopcze[17]! co serca dręczysz bez litości,
Co gorycz zjadłą wlewasz w rozkoszy kielichy,
Pani, którą czczą Golgi, idalski gaj cichy,
Jakież burze miotały biedną bez ustanku,
Kiedy o jasnowłosym marzyła kochanku!
Jakiż lęk niespokojny jej serce opada,
A twarz, przedtem rumiana, wnet jak srebro blada,
Gdy się Tezej z potworem ważąc na rozprawę,
Poszedł po śmierć, bohater, lub zwycięstwa sławę!

Ileż westchnień się z piersi wyrwało kryjomych,
I ślubów niedaremnych, li bogom wiadomych?
Bo jak dąb rozłożysty na Tauru szczycie,
Lub smolną sosnę, szyszki rodzącą obficie,
Wicher, nagle przypadłszy, z korzeniem wyrywa;
Drzewo waląc się przestrzeń szeroką pokrywa
I wszystko, co na drodze, kruszy, miażdży, miele:
Tak Tezej ziemię bykiem straszliwym zaściele,
Co wiatr pusty rogami bódł w szalonym miocie.
Teraz, chwałą okryty, myśli o powrocie,
Ostrożnie się trzymając cienkiej nici wątku,
By w jakim labiryntu nie zbłądzić zakątku,
By szczęśliwie zwodnicze wyminąć zakręty.
Ale pocóż od rzeczy zbaczać rozpoczętej?
Mamże wspomnieć, jak, biedna, ojcowskie oblicze,
Jak porzuca siostrzanej miłości słodycze,
Jak rodzicę tonącą w łzach i narzekaniu,
Wszystko, wszystko Tezeja poświęca kochaniu?
Lub jak przez fale płynie do Dyi wybrzeży,
I jak tam ją niewierny kochanek odbieży,
Gdy spoczywa głęboko pogrążona we śnie?
Raz po raz kilkakrotnie krzyknęła boleśnie,
Pierś jęki przeraźliwe rozpaczą targały;
Potem pędzi, nieboga, na szczyt stromej skały
I stąd patrzy na morza niezmierzone dale;
To znów zbiega, szalona, w pląsające fale,
Z pod miękkiej szaty nagie ukazując nóżki,
I te straszliwe skargi szerzy i pogróżki

Wśród łez mokrych, co cieką po spłakanej twarzy:
»Więc mię, zdrajco, zabrałeś od ojca ołtarzy
»I wysadziłeś, zdrajco, na ten brzeg tu pusty?!
»Więc śmiałeś bogów wzywać fałszywemi usty
»I z krzywemi przysięgi wracać w próg domowy?
»Więc wybić strasznej myśli nie mogło nic z głowy?
»Więc w twej piersi kamienie, a nie serce gości,
»Boby miało dla biednej choć iskrę litości!
»Nie takieś mi, niebodze, robił obietnice,
»Oj, nie toś mi przyrzekał, podając prawicę,
»Ale gody wesołe, szczęśliwe zamęście:
»Poszły z wiatrem ulotnym i gody i szczęście.
»Odtąd niech żadna męskim nie wierzy namowom,
»Niech nie ufa mężczyzny przeniewierczym słowom.
»Bo póki rwie się dusza i pragnie namiętnie,
»Wszystko przyrzec ci gotów i przysięgnie chętnie;
»Ale skoro nasyci serce pożądliwe,
»Za nic święte przysięgi, za nic słowa tkliwe.
»Jam cię, zdrajco, wyrwała ze śmierci paszczęki,
»Brata woląc poświęcić, co padł z twojej ręki,
»Niźli ciebie opuścić w tej strasznej godzinie;
»Za to zwierząt i ptaków mam być łupem ninie
»I nikt nawet mych kości ziemią nie przykryje!
»Czy tobie matką lwica, co w pustyni żyje,
»Syrta, Scylla żarłoczna, Charybdy otchłanie,
»Lub cię morze na brzegi wycharkło w bałwanie,
»Że mi tak się odpłacasz, od śmierci zbawiony!
»Jeśli już we mnie ślubnej nie chciałeś mieć żony,

»Jeśli rodzic dał takie przykazanie srogi,
»I tak mię jeszcze mogłeś wprowadzić w swe progi:
»Jabym ci niewolnicą wesoło służyła
»I twoje białe nogi w kąpielibym myła
»I łoże zaścielała purpurą kobierca.
»Lecz ja się skarżę wiatrom, co nie mają serca,
»Ani ust, ani uszu; więc próżno narzekam:
»Odpowiedzi się żadnej — żadnej nie doczekam.
»Jego już przestrzeń dzieli odemnie daleka;
»Na pustym brzegu nigdzie ni śladu człowieka.
»O, zbyt srogo się obszedł ze mną los okrutny;
»Zajrzał mi nawet uszu dla mej skargi smutnej!
»Wszechmogący Jowiszu! bodaj była w biegu
»Łódź cekropska naszego nie dotknęła brzegu!
»Bodaj smutny ładunek wioząc bratu w dani,
»Zdradny flis nie zawinął do naszej przystani;
»Bodaj był nigdy zbrodniarz pod dach nasz nie wstąpił,
»Co by ukryć myśl straszną, pięknych słów nie skąpił!
»Bo gdzież pójdę, nieszczęsna, gdzie zwrócę swe kroki?
»Może w góry Idejskie![18] — Lecz odmęt głęboki
»I spienione mnie od nich oddzielają fale.
»Do rodzica powrócę? — Uciekłam zuchwale
»Z kochankiem, rodzonego brata krwią zbryzganym.
»Lecz może się pocieszę z małżonkiem kochanym?
»Zmyka, gnie gibkie wiosła i mało nie kruszy!
»Kędy spojrzę, brzeg pusty; nigdzie żywej duszy,
»Wyjścia niema, bo wszędzie mokra przepaść zieje,
»Niema ucieczki, trzeba pożegnać nadzieję;

»Wszędzie głucho pusto, wszystko śmierć mi wróży.
»Lecz nim oko omdlałe na wieki się zmruży,
»Zanim dusza opuści obumarłe członki,
»Bogi! klątwy usłyszcie zdradzonej małżonki,
»Zemstę niechaj w ostatniej uproszę godzinie:
»Wy, co zawsze zbrodniarza ścigacie po czynie,
»Którym wieniec wężowy mściwe zdobi skronie,
»Zwiastun strasznego gniewu, co w sercu wam płonie,
»Zjawcie się, Eumenidy, usłyszcie me skargi,
»Które z pod serca, biada! omdlałemi wargi
»Głoszę, biedna, samotna, rozpaczą szalona!
»A jeżeli je z głębi wydobywam łona,
»Wy sprawcie, niech na marne nie idą me żale,
»Lecz jak Tezej samotną zostawił na skale,
»Tak niech siebie żałobą i swoich odzieje!«
Takie z piersi rozdartej smutne skargi leje,
Pomsty z nieba wołając za ten czyn szkaradny.
Skinął głową łaskawie król bogów wszechwładny:
Zadrżała ziemia, morskie zadrżały roztopy,
Świat się zatrząsł w posadach i gwiaździste stropy.
A duszę Tezeusa czarny mrok osłoni,
I z piersi niepamiętnej przestrogi uroni,
Które przez całą drogę dotąd chował święcie;
I nie wywiesił ojcu znaku na okręcie,
Że w erechtejską przystań[19] znów powraca cały.
Bo gdy w porcie gotowe korabie już stały,
Na których miał opuścić święty gród Pallady[20],
Wśród uścisków te ojciec synowi dał rady:

»Synu, droższy nad życie długie i nad duszę,
»Dziś na losy niepewne wyprawić cię muszę,
»Późna pociecho mojej starości zgrzybiałej.
»Lecz kiedy los mój oraz twój umysł wspaniały
»Dziś cię, synu, od mego, wyrywa już boku
»I me oczy wnet swego pozbawisz widoku,
»Ciężkiem sercem cię żegnam, mój synu, i łzawy.
»Więc niech znak pomyślności nie zdobi twej nawy;
»Lecz naprzód łez potoki obfite wyleję,
»I siwą głowę prochem i kurzem posieję,
»Ciemny żagiel następnie powieszę na maszcie:
»Niechaj mojej żałoby i bolu przepaście
»Iberyjskiego płótna[21] ciemna barwa znaczy.
»Gdy zaś pani itońska[22] pozwolić ci raczy,
»(Ród nasz i gród ją swoją opiekunką mieni)
»Że się krwią byka twoja prawica zrumieni,
»Dobrze na to uważaj, co teraz ci wskażę,
»I niech ci czas mych przestróg z serca nie wymaże:
»Skoro tylko ojczyste zajrzysz okiem góry,
»W tej chwili niechaj reje złożą strój ponury;
»Biały żagiel natomiast niech pokrętna lina
»Na samym szczycie masztu wesoło rozpina,
»By co prędzej me błogie źrenice ujrzały
»Znak wesoły, że wracasz do ojczyzny cały«.
Ten rozkaz, szczelnie w piersi Tezeja zamkniony,
Zniknął teraz jak obłok, gdy wiatrem pędzony,
Gór powietrznych opuszcza nagle śnieżne szczyty.
A ojciec z grodu[23] patrzał w dalekie błękity,

Okiem łzami trawionem spoglądając smutno.
Skoro tylko zobaczył wiatrem wzdęte płótno,
Wnet w przepaść, nieszczęśliwy, rzucił się ze skały
Myśląc, że mu Tezeja złe losy zabrały.
Tak wstępując w ojcowskie żałobne komnaty,
Śmiały Tezej się godnej doczekał zapłaty
Za to, że Minosównę porzucił okrutnie.
Ta znów za uchodzącą łodzią patrząc smutnie,
Bolesne w biednem sercu wciąż odnawia rany.
W drugim końcu kobierca Bakchus młodociany,
Przy nim pianych Satyrów i Sylenów chóry,
Ciągnie ku Aryadnie, oblubieniec wtóry.
Tłum radością pijany żwawo w koło pląsa,
I wrzeszczy dana, dana i głową potrząsa.
Tyrsus[24] liśćmi ustrojon jednym w ręku chrzęści,
Ci rozdartego byczka rozrzucają części;
Tamci znów żywym wężem opasują czoło,
Ci w drążonych skrzyneczkach obnoszą wesoło
Święte orgie[25] zakryte tym, co od nich stronią;
Inni walą znów w bębny podniesioną dłonią,
Lub z cymbałów dostają huki przeraźliwe;
Inni wzdąwszy policzki dmą w trąby chrapliwe;
Flet frygijski brzmi wreszcie piskliwymi tony.
Takimi obrazami kobierzec zdobiony
Pokrywał tam łożnicę szeroką zasłoną.
Gdy wreszcie młódź tessalska źrenicę ździwioną,
Napasie do sytości, odchodzi od łoża.
Jako rannym powiewem gładkie fale morza

Marszcząc Zefirek, w wały garbate układa
O świcie, gdy jutrzenka słońce zapowiada;
Zrazu lekkim tchem grane zwolna płyną dalej,
A szept cichy podaje fala siostrze fali;
Wnet przy wietrze silniejszym szumniej, gwarniej suną
W skocznych pląsach, oblane purpurową łuną:
Tak z dworca królewskiego wnet rzesza po rzeszy
Płynie falą i do dom lekką stopą spieszy.
Gdy ci odeszli, z Pelion pierwszy Chiron[26] stary
Przybywa na wesele, niosąc polne dary.
Bo ile kwiatów błonia, ile góry rodzą,
I te co nad wodami potoków wnet wschodzą,
Ciepłą piersią lekkiego Zefirka muskane,
Wszystkie przyniósł w barwisty wieniec powiązane:
Wnet się rozchodzi zapach balsamicznej woni.
I Penej[27] z Temp zielonej przybywa ustroni,
Z Temp wkoło opasanych leśnymi pagóry,
Gdzie pląsają urocze wodnych Najad chóry.
Nie przyszedł próżno; przyniósł pień smukłej buczyny,
Wyrwanej wraz korzeniem i bujne wawrzyny,
Klon w niebo strzelający, topole wyniosłe,
Siostrzyce Faetonta[28], i cyprysy rosłe.
Tą drzewiną szeroko przedsionek ocienił,
Że się bujnem wnet liściem cały zazielenił.
Po nim przyszedł Prometej[29], bogaty w fortele,
Kary jeszcze ślad nosząc wyraźny na ciele,
Którą cierpiał, łańcuchem przykuty do skały,
A członki nad przepaścią rozpięte wisiały.

Wreszcie i bogów rodzic przybywa sam z nieba
Z małżonką i dziatkami, bez jednego Feba
I bez siostry, co Idę opieką zaszczyca;
Bo Pelejem wzgardziła cna Feba siostrzyca[30],
Odtrąciła weselne Tetydy pochodnie.

Gdy już wszyscy bogowie spoczęli wygodnie
I pod ucztą się stoły ugięły wspaniałe,
Niemylne Parki, stare, trzęsące się całe,
Głośno nucić poczęły swe wyroczne pienie.
Słabe ich członki śnieżne okrywa odzienie,
Na niem rąbek potrójny lśni się purpurowy,
Zaś różowe przepaski siwe zdobią głowy.
Ręce wieczną robotę robią, jak należy,

Lewica trzyma kądziel, co wełną się jeży,
Prawica snuje nitkę, skręcając ją silnie
Pięknem, krągłem wrzecionem, kręcącem się pilnie.
Ząb, rwąc paździory, nitce daje pozór gładki,
Warg suchych, zwiędłych, wełny czepiają się płatki,
Co przedtem kosmykami u nitki wisiały;
U stóp boginek runo wełny jak śnieg białej
Leży w pięknych koszykach, plecionych z łoziny.
Tak przędąc wełnę w kole weselnej drużyny,
Czystym głosem zaczęły nucić boskie pienie,
A kłamu im nie zada przyszłe pokolenie:
»O ty, tarczo Ematyi[31] i chwało jedyna,
»Bohaterze głośniejszy kiedyś sławą syna,
»Słuchaj pilnie dziś siostrzyc wyroczni rzetelnej,
»Wróżb niemylnych posłuchaj w tej chwili weselnej,
»Posłuchaj, bo szczęśliwa ci przyszłość sądzona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Gwiazda wieczoru błyśnie mężom upragniona,
»Wnet pod wróżbą szczęśliwą pojawi się żona,
»Co ci w duszy miłosne obudzi pragnienia,
»Dzielić z tobą gotowa słodkie upojenia,
»I na szyję toczone zarzuci ramiona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Żaden dom nie osłaniał takiego kochania,
»Nigdy taką miłością Amor serc nie skłania,
»Jaką pała dziś Pelej i bogini żona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Syn, bohater bez trwogi, Achill, wam się znaczy.

»Piersi mu wróg zobaczy, tyłów nie zobaczy;
»W szybkim biegu zwycięzca, sam nieprześcigniony,
»Chyżą łanię prześcignie wartkimi przegony,
»Gdy przed chartem jak strzała umyka, spłoszona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Nikt się z tym bohaterem na równi nie stawi,
»Kiedy Troja frygijskie strumienie[32] zakrwawi,
»Gdy ją po długoletniem oblężeniu zgniecie
»Przeniewiercy Pelopsa[33] pokolenie trzecie[34];
»Lecz Achill zaćmi wszystkich rycerzy imiona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Jego męstwo niezłomne, bohaterskie czyny
»Niejedna matka wspomni, grzebiąca swe syny,
»Gdy włos siwy rozpuści i błotem umaże
»I drżącemi rękoma pierś zeschłą ukaże,
»Po stracie drogich dziatek rozpaczą szalona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Bo jak żniwiarz w upały gęste zżyna kłosy,
»Żółte garście po ziemi ścieląc na pokosy,
»Tak przed nim padać będzie ćma Trojan strwożona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»A świadkami mu będą te Skamandru piany,
»Co je wnet Hellespontu unoszą bałwany;
»Jego nurty gęstymi zawali on trupy,
»Że zatory porobią ciał zabitych kupy,
»A woda się ociepli krwią ludzką sycona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Świadkiem wreszcie mu będzie ofiara mordercza[35],

»Gdy kolista mogiła, co w niebo wystercza,
»Białe członki dziewicy przygarnie do łona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Bo gdy zdarzy Achiwom los długo surowy,
»Że rozkują Dardanii neptuńskie[36] okowy[37], —
»Wnet piękna Poliksena grobowiec krwią zleje:
»Drgną nieszczęsnej kolana, głowa się zachwieje
»I runie jak ofiara siekierą trafiona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Teraz stadło połączcie, już kończy się dzionek:
»Niech już boską małżonkę otrzyma małżonek,
»Niech ją w szczęsnej godzinie przyciśnie do łona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!
»Kiedy jutro zaniesie mamka powitanie,
»Już jej nitka wczorajsza[38] szyi nie obstanie,
»A mać srodze strapiona, że córy dziewicy
»Darmo w późną noc czeka w samotnej łożnicy,
»Nadzieją się pocieszy żwawych wnuków grona —
»Kręćcie się, snując wątek, kręćcie się, wrzeciona!“
Takie pieśni nuciły wyroczne, weselne
Niegdyś usty boskiemi Parki nieśmiertelne.
Bo przed wieki w widomej postaci niebianie
Odwiedzali cnotliwe śmiertelnych mieszkanie.
Gdy jeszcze nie zginęła pobożność wśród zbytków,
Nawet Jowisz zstępował z niebieskich przybytków
I był świadkiem, jak w święta uroczysty ranek
Sto rydwanów jak strzała wypadało z szranek.
Nieraz Bakchus się spuszczał w dół z parnaskich szczytów,

Z nim szalone Tyady[39] wśród dzikich zachwytów;
A całe Delfy ku nim tłumami się garną,
Wonią boga wesoło witając ofiarną.
Nieraz wśród ciężkich znojów bojowej rozprawy,
Czy wartkiego Trytonu pani[40] czy Mars krwawy,
Czy wiecznie zemsty chciwa ramnuzyjska dziewa[41],
Stając oblicznie, męże do boju zagrzewa.
Lecz odkąd ziemia zbrodnią przesiąkła przeklętą,
Z grzesznej piersi wygnano sprawiedliwość świętą,
Brat rodzony prawicę broczy we krwi brata,
Synowi obojętna rodziciela strata,
Ojciec syna własnego poważy się zgładzić,
Aby młodą macochę do domu wprowadzić,
Matka z synem niewinnym tajemnie się skazi,
Że zbrodni ogrom święte Penaty[42] przerazi,
Między zbrodnią a cnotą zniknęła granica:
Odwrócili bogowie sprawiedliwe lica;
Odtąd grzesznych zgromadzeń odwiedzać nie raczą,
I śmiertelne ich oczy więcej nie obaczą.





Przypisy

  1. Pelionu córy — Pelion, góra w Tessalii.
  2. Fazys — rzeka w krainie Kolchis pod Kaukazem.
  3. Bóstwo, co włada wysokimi grody — Minerwa (Pallas Atena).
  4. Amfitrycie — jednej z Nereid, bogini morza.
  5. Peleus — król Ftyi w Tessalii.
  6. Tetyda (Thetis) — córka Nereusza i Dorydy (Doris); tych zaś rodzice: Ocean i Tetys (Tethys).
  7. ojciec bogów ustąpił kochania — Jowisz, gdyż Temis wywróżyła, że jego syn, urodzony z Tetydy, będzie większą miał siłę od swego ojca.
  8. Scyr (Scyrus) — wyspa, na której się później syn Peleusa, Achilles, wychował.
  9. Tempy (Tempe) — urocza dolina nad ujściem rzeki Penejos w północnej Tessalii.
  10. Krannon, Laryssa — miasta w Tessalii nad rz. Penejos.
  11. Farsal (Pharsalus) — miasto w Tessalii.
  12. Na Dyi brzegu — Dya (Dia) u dawniejszych poetów wyspa nieokreślonego położenia; Kallimach dopiero zidentyfikował ją z wyspą Naxos.
  13. Cypryda — bogini czczona na wyspie Cypr (Wenus).
  14. Gortyńskiego władarza — Minosa (od miasta Gortyna na Krecie).
  15. Cekropią — Ateny (od króla Cekropsa).
  16. królewic — Androgeos, syn Minosa, zabity przez Ateńczyków.
  17. Boski chłopcze — Amor, syn Wenery.
  18. w góry Idejskie — góry Ida na Krecie.
  19. Erechtejska przystań — Pireus.
  20. święty gród Pallady — Ateny.
  21. Iberyjskie płótno — hiszpańskie: wedle Pliniusza (N. H. 19.10) wynaleziono płótno w Hiszpanii.
  22. pani itońska. — W Tessalii była góra, w Beocyi miasto Itone ze świątynią Ateny (Minerwy).
  23. z zamku — z Akropolis ateńskiéj.
  24. Tyrsus — laska Bakchusa, opleciona winogradem lub bluszczem z szyszką pinii na jednym (górnym) końcu.
  25. orgie — mysterye, tajemnice.
  26. Chiron — centaur, późniejszy wychowawca Achillesa.
  27. Penej — bóg rz. Penejos.
  28. siostrzyce Faetonta — Heliady, zostały po śmierci brata zamienione w topole.
  29. Prometej — jeden z Tytanów, za to, że ogień wykradł z nieba, przykuty do Kaukazu; sęp mu szarpał wątrobę, która wciąż odrastała; później uwolniony.
  30. Feba siostrzyca — Dyana (Artemis); jako łowczyni »zaszczyca opieką« góry Ida w Małej Azyi.
  31. tarcza Ematyi. — Ematyą u poetów greckich jest Macedonia, u Katulla Tessalia.
  32. Frygijskie strumienie — tyle co: trojańskie t. j. Skamander i Simois.
  33. Przeniewiercy Pelopsa. — Pelops nazywa się przeniewiercą dlatego, że złamał przysięgę Mirtyllowi, woźnicy Ojnomaosa, i podstępnie go strącił ze skały w morze.
  34. Pokolenie trzecie — Agamemnon (1 pok. Pelops, 2. Atreus i Tyestes, 3. Agamemnon).
  35. ofiara mordercza — Poliksena, córka Pryama, zabita na mogile Achillesa.
  36. Dardanii Neptuńskie okowy. — Dardania, Troja (od Dardana, jednego z dawnych królów trojańskich).
  37. okowy — przen. zam. mury; Neptuńskie dlatego, że je bóg Neptun razem z Apollinem budował.
  38. wczorajsza nitka. — Było mniemanie, że kobietom zamężnym szyja grubieje.
  39. Tyady — lub Menady (Thyades, Maenades), Bakchantki, towarzyszki Bakchusa.
  40. Trytona Pani. — Tryton, rzeka w Libii lub w Beocyi, nad którą się miała Atena (Minerwa) urodzić czy też wychować.
  41. Ramnuzyjska dziewa — bogini zemsty Nemezys, tak nazwana od miasta Ramnus w Attyce, gdzie miała sławną świątynię.
  42. Penaty — bogi opiekuńcze domu i rodziny.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Katullus i tłumacza: Jan Czubek.