Poezye Katulla/Wstęp

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Czubek
Tytuł Wstęp
Pochodzenie Poezye Katulla
Wydawca Jan Czubek
Data wydania 1898
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

GAJUS WALERYUS KATULLUS urodził się około 84 r. przed Chr. w Weronie, w Gallii Zapadańskiej. Rodzina Katullów musiała należeć do arystokracyi miejscowej i była widać zamożna, kiedy ojciec poety utrzymywał z Cezarem stosunek gościnności i jak z jednego wiersza (XXXI[1]) wynika, posiadał willę na półwyspie Syrmio nad jeziorem Garda. Jakie młody Katullus otrzymał wychowanie, nie wiemy; domyślać się tylko możemy, że było bardzo staranne i że ojciec zwykłym trybem współczesnych posłał dosyć wcześnie syna do Rzymu, gdzie zapewne słuchał znakomitych filozofów i retorów. Domysł ten stwierdzają wyraźne wzmianki w jego poezyach a mianowicie zwrot w jednym z najwcześniejszych jego wierszy LXVIIIa:

...w Rzymie mam siedzibę stałą,
Tam mój dom i ojczyzna.

Młody poeta zasmakował widać rychło w przyjemnościach ówczesnej stolicy świata, kiedy Rzym uważa za swoją stałą siedzibę i zwyczajem arystokracyi posiada nieopodal zaciszne ustronie, willę w uroczej okolicy Tyburn (XLIV). W Rzymie pędzi Katullus życie oddane poezyi, przyjaźni i miłości i tem się też tłómaczy zupełny niemal brak wiadomości o jego życiu u pisarzy starożytnych: o szczęściu niema co pisać. Najważniejszem i niemal jedynem źródłem do biografii naszego poety są — jego poezye; w nich znajdujemy drobne okruchy i cegiełki, z których sztukując i spajając, można pewną ułożyć całość. Zbyteczna dodawać, że domysły niepospolitą tu odgrywają rolę. Domyślamy się tedy, że nasz poeta przybywszy do Rzymu zapoznał się naprzód ze swymi, po części starszymi wiekiem rodakami z za Padu (I. LVI. LVIII. C.), i że następnie grono znajomych zwiększało się szybko, ile że osobiste zalety, jak wrodzony dowcip i łatwość towarzyska a osobliwie coraz głośniejsza sława poetycka, wielce w tem młodemu Katullowi były pomocne a stosunki majątkowe nie stanowiły przeszkody. Że wrażliwy i łatwo zapalny młodzian dość wcześnie spotkał ideał, który — jakże powiedzieć, uwielbiał? — gruby anachronizm — powiedzmy więc: skutecznie pożądał, była to rzecz według pojęć ówczesnych zwyczajna; że ideałem była mężatka, nie należało do rzadkości. Kobietą, której nasz poeta najpiękniejsze swe pieśni poświęca, przez którą Katull stał się dopiero Katullem, była piękna, urocza, we wdzięki i dowcip bogata Lesbia. Gdzie, kiedy i jak się poznali i co ich zbliżyło, nawet domyślać się trudno; nasze źródło — utwory Katulla — wystawia ich już jako zakochanych (II), tęskniących za sobą i przemyśliwających zapewne, jakby ból tęsknoty przez wzajemne zbliżenie ukoić. Trudności usunął usłużny przyjaciel — otrzymał w zamian nieśmiertelność — niejaki Allius; dzięki jego uczynności znalazł się niebawem grunt neutralny, na którym kochankowie swobodnie schadzać się mogli (LXVIIIb). Nastają dla Katulla piękne chwile szczęścia, spędzone w domu Alliusa: poeta czerpie obficie z kielicha rozkoszy (V. VII), opiewa piękność (LXXXVI. XLIII), a nawet zabawki (III) i pachnidła (XIII) kochanki. Nie obeszło się też bez zwykłego w takich razach acz udanego niedowierzania ze strony kochanka (LXX) i chytrych sztuczek wobec męża rogacza ze strony Lesbii (LXXXIII. XCII). Ale już przez największy szał miłosny przebija czasem smutna refleksya coś nakształt upamiętania (LI), które zapewne nie trwało długo. Kiedy jednak piękna Lesbia zaczęła w swem przestronnem serduszku dawać gościnę — niejednemu Katullowi (LXVIIIb), wtedy zrywają się raz po raz burze, po których jeszcze chwilowa nastaje pogoda. Ze wszystkiego widać, że ideał Katulla była to kobieta dojrzała, mająca już znaczne doświadczenie w zawodzie cypryjskiej bogini, co jej dawało wobec młodszego, jak się zdaje, a zatem początkującego dopiero Katulla stanowczą przewagę. Lesbia gra rolę swoją z wielkim artyzmem: jest to istota bardzo lękliwa, dlatego z obawy przed mężem »tyranem« nie przyjmuje go u siebie, lecz schadzki wyznacza w obcym domu (LXVIIIb), bardzo czuła na gadania ludzkie (V), wyrzuca kochankowi jego nienasyconą namiętność (VII), słowem nie doprowadza roztropnie młodego zapaleńca do przesytu, trzymając go zawsze w pewnej z góry obliczonej odległości, z której kobieta, zwłaszcza w oczach zakochanego, wydaje się bóstwem. Taka kobieta wywiera czar demoniczny i rzuca krokodylowe uroki; biedne ofiary mają oczy a nie widzą, chcą, ale nie mają woli, żyją, ale bez sił i ruchu; czas tylko jeden zdolen osłabić i zniszczyć tych uroków potęgę.
Taką ofiarą był, jak się zdaje, i nasz poeta. Po pewnym, dość długim zapewne czasie spostrzega on nareszcie niewierność kochanki, zdobywa się jednak z początku na lekką zaledwie wzmiankę, tłómacząc sobie jej niewiarę przez porównanie, któremu po desperacku odmawia słuszności (LXVIIIb). Z czasem bierze na odwagę: w chwilach nieporozumień wyrywają mu się mściwe jamby (XXXVI), udaje obojętnego (VIII); lecz niech tylko Lesbia »kiwnie palcem,« poecie robi się na sercu słabo, biegnie jak piesek wychłostany lizać rękę, która zadawała razy, i szczęścia swego pojąć nie może (XXXVI. CVII). W takich chwilach niszczy zdradzieckie jamby, lub jak zepsute dziecko zaklina się, że tego nie zrobił (CIV). Wkońcu jednak minęły niepowrotnie »piękne dni Aranjuezu,« po »miłych złego początkach« zbliża się »koniec żałosny;« poeta cierpi, że mu omal serce nie pęknie i walczy ze swą namiętnością, której długo pokonać nie może LXXVI), a równocześnie napada na swych szczęśliwych rywalów (LXXVII. XCI. LXXXII. LXXVIIIb. LXIX. XXXVII), obrzucając ich błotem, którego szpetne płaty i na niego samego spadają. Czas robi wreszcie swoje; powoli znika miłość, pozostawiając tylko brudny osad: rozdrażnienie nerwowe, namiętność czysto zmysłową (LXXII. LXXV+LXXXVII. LXXXV), aż wkońcu »bogowie zwrócili nań łaskawe swe oczy« (LXXVI) i gdy Lesbia lecąc po równi pochyłej, stoczyła się już na samo dno przepaści moralnej (XXXVII. LVIII. LXXVI), poeta zdobywa spokój i swobodę (XI).

...czar prysnął, jam wolny;
Zdeptana miłość zwiędła jak kwiat polny
Na skraju łąki, gdy pług mimochodem
Zarwie go spodem.

Taką odpowiedź daje poeta dwom natrętnym pośrednikom, zapomocą których Lesbia chciała zerwaną nić nawiązać na nowo.
Oto dzieje tej jedynej może w świecie starożytnym miłości. Wiedzieć, kto była Lesbia, byłaby rzecz pod wielu względami ciekawa i ważna, gdyż może z innych źródeł dałoby się rzucić więcej światła na tę postać, która na talent i losy naszego poety wpływ wywarła przeważny. Tajemniczą zasłonę uchyla przez pół Apulejusz w swej Apologii rozdz. X, gdzie mówiąc o pseudonimach w ten sposób się wyraża: »eadem igitur opera accusent C. Catullum, quod Lesbiam pro Clodia nominarit«. Lesbia byłaby więc Klodyą, lecz która Klodya z mnóstwa współczesnych? — nikomu ze starożytnych nie wpadło na myśl zaspokoić naszą pod tym względem ciekawość. Pozostają więc znowu domysły. Owóż począwszy od Mureta aż do czasów dzisiejszych panuje powszechne mniemanie, że Lesbia Katulla — to najmłodsza siostra osławionego trybuna P. Klodyusa; i chronologia i zewnętrzne okoliczności i, co jeszcze więcej waży, charakter obu kobiet stanowczo przemawiają za tem. Urodzona w r. 95 (lub 94) przed Chr. a więc od Katulla znacznie starsza, jest żoną konsula r. 60. Kwintusa Metellusa Celera. Małżeństwo nie było szczęśliwe: cum viro bellum gerit, powiada o niej Cyceron (ad Att. 2, I, 5). Kiedy więc w r. 59 Metellus nagle umarł, obiegały uporczywe pogłoski, że go własna żona otruła; przezwiska jak Medea lub Klitemnestra, jakie jej wtenczas dawano, mają swe źródło w owem podejrzeniu. Odtąd nie potrzebuje już Klodya nakładać hamulca swym żądzom, odtąd odrzuca wszelkie pozory przyzwoitości; piękna, zdolna, wykształcona, jaśniejąca przepychem i strojem, pani dostatniej fortuny, występuje odtąd jako lwica pogromicielka młodzieży rzymskiej czy to w swym pałacu na Palatynie, czy w ogrodach nad Tybrem, czy wreszcie w Bajach nad czarowną zatoką puteolańską, tem zbiorowisku modnego, a dodajmy, i zepsutego świata rzymskiego. Jedna miłostka ustępuje miejsca drugiej, a współcześni nie oszczędzili tej kobiecie nawet zarzutu kazirodczych z własnym bratem stosunków. Taki obraz Klodyi, tylko jeszcze jaskrawszemi nakreślony barwami, pozostawił nam w swych pismach (w listach i w obronie Celiusa) jej, co prawda, zawzięty nieprzyjaciel i w pewnych celach zjadliwie o niej odzywający się Cyceron. Nie będzie to więc konterfekt wierny, lecz raczej karykatura. Z drugiej jednak strony przyznać wypada, że Cyceron, mówiąc zwłaszcza publicznie, w sądzie, pod karą śmieszności a nawet pogardy powszechnej wszystkich, rysów i szczegółów zmyślać i bezczelnie łgać nie mógł; choćbyśmy mu więc znakomity talent plotkarza i koloryzatora przyznali, tego daru twórczego przyznać nie możemy, żeby »z próżnego nalał,« żeby wszystko jedynie z palca, jak to mówią, wyssał. Oczom potomnych przedstawiać się więc będzie Klodya zawsze jako kobieta wyższych zdolności, powabna i piękna, ale zepsuta i wyuzdana. Dodać wypada, że miłość Katulla do Lesbii była to miłość pierwsza a zarazem ostatnia, gdyż innej — miłostki oczywiście pominąwszy — w poezyach jego śladu niema, i że w pierwszym okresie, jak się zdaje, doznała niedługiej przerwy wskutek bolesnego ciosu, jaki dotknął naszego poetę: oto jedyny i ukochany brat Katulla zmarł daleko od ojczyzny, w homerowskiej Troji, dokąd zapewne młody panicz w orszaku jakiegoś namiestnika przybył (LXVIIIa. b.). Niespodziana ta wiadomość wywarła na szczerze kochającym bracie wrażenie gromu spadającego z jasnego nieba i wygnała go z Rzymu. Z rodzinnej Werony, w której się teraz zakopał, odmawia wesołej piosenki nietylko Manliusowi (LXVIIIa), lecz nawet znakomitemu mowcy Hortenzyusowi, posyłając mu tylko przekład Kallimachowego »Warkocza Bereniki,« na który się w tym czasie zaledwie mógł zdobyć (LXV). Jednak z LXVIIIb widać, że boleść po stracie brata, acz jeszcze silna, dozwalała mu przecież już myśleć o kochance.
Stosunek ten, jak na związki nieprawe, trwał dość długo, bo całych lat cztery (61—58). W r. 57 musiała już miłość Katulla do pięknej Lesbii wygasnąć, lub też poeta chcąc sam kres położyć nieznośnemu położeniu, przemocą wyrywa się z Rzymu, gdyż właśnie w tym roku widzimy go w orszaku propretora Gaja Memmiusa, jadącego do Bitynii; po drodze (może z powrotem) odwiedza grób brata w Troji, gdzie poświęca jego pamięci tkliwe wspomnienie, dochowane w naszym zbiorku (CI). Rok 57 przepędza Katullus w Bitynii, nie będąc ani lepszym ani gorszym od innych urzędników rzymskich, uważających prowincyę za kopalnię, z której tyle starali się wydobyć złota, ile się tylko dało. Ponieważ jednak prowincya była uboga, a nadto Memmius myślał tylko o własnej kieszeni, przeto doznał nasz poeta przykrego zawodu i poróżnił się z tej przyczyny ze swym zwierzchnikiem, mszcząc się na nim na swój sposób — wierszami (X). Z tego też zapewne powodu wita z radością zbliżający się dzień wyjazdu z Bitynii, na wiosnę, jak się zdaje, 56 r. w pięknym wierszu (XLVI). Pożegnawszy się z przyjaciółmi, którzy różnemi drogami również wracali do ojczyzny, odbywa podróż przeważnie morzem; poetycki jej obraz mamy w wierszu IV, aż wreszcie znowu ogląda »zwierciadlane wody« rodzinnego Benaku i »perłę półwyspów i wysp«, uroczy Syrmio (XXXI).
Ale zbyt wiele nici serdecznych wiązało naszego poetę z Rzymem, zbyt długo kosztował towarzyskich przyjemności, jakie daje życie w stolicy, żeby mógł wytrzymać na partykularzu, choćby najpiękniejszym; wszystko owszem przemawia za tem, że Katullus ostatni rok (lub może dwa lata) swego życia przepędził w Rzymie. Wszelako na odmienny zupełnie ton nastraja teraz poeta swą lutnię: piosnka miłosna zupełnie umilka, natomiast drga tkliwa struna przyjaźni, to znów zgrzyta namiętną nienawiścią i zjadliwem szyderstwem. Pominąć tu nie można przedewszystkiem brata poety w Apollinie i mowcy, Gaja Licyniusa Kalwa, któremu poświęcił nasz poeta aż cztery utwory: XIV. L. LIII. XCVI. Była to dusza pokrewna, jak się to pokazuje z szczupłych ułamków po nim pozostałych; to też przylgnął Katullus do niego całem sercem, a piękny obraz tej przyjaźni podają nam wyżej przytoczone utwory. Również i z poetą Gajem Helwiusem Cynną, autorem epopeicznego poemaciku »Zmyrna« (XCV), łączyły Katulla ścisłe węzły poufałej przyjaźni, jak świadczy w. X, piękny obrazek z życia stolicy, nakreślony widocznie zaraz po powrocie z Bitynii, dalej epigram CXIII, a osobliwie XCV. Do stołecznych znajomości Katulla należeli jeszcze z kół literackich: poeta Kornificyus (XXXVIII), Warus (X. XXII) — zapewne Kwintylius Warus z Kremony, przyjaciel Wergilego i Horacego — poeta Cecylius z Komum (XXXV), historyk Kornelius Nepos (I) i wielu innych. Z innych kół wymienić przedewszystkiem wypada nierozłączną parę przyjaciół Weraniusa i Fabulla, rodzaj nierozdzielnego Lelum-Polelum, gdyż w pięciu poemacikach (IX. XII. XIII. XXVIII. XLVII), trzy razy występują w spółce, do której też nasz poeta należał jako trzeci. Nadto spotykamy jeszcze innych »dobrych towarzyszów« jak Kameryus (LV), Alfenus (XXX), Septymius (XLV), któremu jednę z najpiękniejszych swych pieśni poświęcił. Stosunki te z przyjaciółmi, zawsze szczere a nierzadko serdeczne, dają sercu Katulla najpiękniejsze świadectwo. Ale nietylko kochać — i nienawidzić umiał Katull serdecznie, a razy, które zadawał, musiały boleć podwójnie, gdyż zaprawione były gryzącą solą humoru. Do sporej galeryi wychłostanych należą przedewszystkiem szczęśliwi rywale poety u Lesbii: Egnacyus, z towarzyszami (XXXVII, XXXIX), Lesbius (LXXIX) (któryś z Klodyusów), Kwincyus (LXXXII), Gellius (XCI, CXVI); dalej wyborne postacie »wieszczów«: Woluzyus (XXXVI. XCV), Suffenus (XXII), Cezyus i Akwinus (XIV); szarpnął wreszcie nasz poeta i Hortenzyusa (XCV), z którym się widać poróżnił.
W końcu słówko o stosunku Katulla do Cezara. Co mogło dać powód do tej zaciętej nieprzyjaźni, z jaką w swych wierszach występuje poeta przeciw przyszłemu dyktatorowi — trudno odgadnąć. Robić z Katulla jakiegoś barda upadającej rzeczypospolitej — na to w utworach dochowanych brak wszelkiej podstawy, gdyż wszędzie przebija się tylko osobista nienawiść, nie mająca nic a nic wspólnego z polityką. Westphal domyśla się więc, że Katullus kochał się w Ameanie, która go jednak z powodów brzęczących porzuciła dla dowódcy Cezara Mamurry — i dlatego poeta znienawidził naprzód Mamurrę, a następnie nienawiść przeniósł na Cezara. Domysł zbyt śmiały, po obrazku tej damy zwłaszcza, jaki nakreślił w XLIII; zresztą poeta zajęty był wtenczas jeszcze swoją Lesbią. Według innych (Riese) źródła tej nienawiści szukaćby należało w serdecznych stosunkach Katulla z G. Licyniusem Kalwem, który i jako mowca występuje przeciw Cezarowi i jego kreaturom np. P. Watyniusowi (XIV. LIII) i jako poeta chłosta niemiłosiernie biczem satyry przyszłego dyktatora. Bądź jak bądź, według świadectwa Swetoniusa (Jul. 73) Cezar nie ukrywał się z tem, że wierszyki Katulla (LVII a osobliwie XXIX) niestartą okryły go hańbą; dlatego starał się z nim pojednać, co też — może po nieudałej próbie, której ślad pozostał w XCIII — w r. 55 rzeczywiście nastąpiło i w wierszu XI, niedługo potem napisanym, wspomina nasz poeta już w sposób zaszczytny o wyprawach Cezara. Czy kraje i narody w tym wierszu wymienione pozwalają się domyślać kierunku marzeń o przyszłości, które pogodzony poeta przy pomocy Cezara miał urzeczywistnić — jak mniema Riese — trudno coś stanowczego powiedzieć; zdaje się, że owo wyliczanie (w. 1—12) jest tylko poetyckiem rozwinięciem myśli: najdalsze świata końce. Jakbądź na spełnienie marzeń nie stało już czasu; Katullus, jako prawdziwy liryk, wypalił się wcześnie i zgasł w roku 54. przed Chrystusem.



Niewesoła to historya — raczej ułamki — tego krótkiego żywota; chwile wezbranej rozkoszy przy boku ukochanej i jedynej, »wieki« cierpienia i rozterki wewnętrznej, objawy tkliwej i serdecznej przyjaźni, wybuchy zawziętej nienawiści i szyderstwa — oto główne tony, jakimi się odzywa na zewnątrz wrażliwa dusza poety. A była to dusza nawskróś liryczna, istna arfa Eola, co za najlżejszym wiatru powiewem głośnem weselem i głośniejszą jeszcze rozbrzmiewała skargą. Jeśli każdy utwór liryczny jest właściwie wierszem okolicznościowym, echem i śladem wrażenia, jakie potrąciło o duszę poety, to osobliwie pieśni Katulla zrodziła chwila; są one poetyckim obrazem każdorazowej rzeczywistości, życiem poety, przetłómaczonem na język poetycki. Nic tam niema sztucznego, wymuszonego; natura to była taka, że każde wrażenie, by sobie ulżyć, musiała wydać na zewnątrz; poeta śpiewał, bo śpiewać musiał, podobnie jak śpiewa ptak, choć nie wie, dlaczego i po co. A jak śpiewał! — Nam późnym potomkom, nam wybrednym smakoszom, cośmy się karmili cudowną o głębokich tonach poezyą naszych mistrzów, nam jeszcze wydają się poezye Katulla czemś świeżem, swojskiem, niemal współczesnem, a nie pomnikiem uczuć serca, co biło i tętniło gorącem życiem przed 20 wiekami. Kochanowski — z wyjątkiem jednych Trenów — jest jakby o parę wieków starszy; a cóż powiedzieć o kilkanaście lat tylko młodszym od Katulla Horacym; tu już nawet miary porównania braknie. Żeby poetę lirycznego należycie ocenić, trzeba koniecznie cały szereg poetów późniejszych, po nim żyjących, z pamięci wymazać, a rozważyć jedynie ten zasób i stopień uczuć ludzkich, które po jego czasy poruszały sercami. Chcąc tę miarę ocenienia zastósować do Katulla, daremniebyśmy szukali, nie powiem wzoru, ale choćby początków poezyi lirycznej i lirycznego nastroju u Rzymian: Ennius ze starszych, Lucylius i Lukrecyus z młodszych, pierwsi z Rzymian, co na miano poetów zasługują, nie potrącali wcale w strunę liryczną osobistych uczuć. Wypadnie nam więc sięgnąć do literatury greckiej, której ożywczymi sokami karmiła się łacińska i tam poszukać wzorów. Ale cóż się pokaże? — Oto, że tak mniej znani: Alkman, Archilochos, Mimnermos, Ibykos, jak i nieco więcej dostępni nam: Alkajos, Safona i Anakreon, którzy cierpienia miłosne opiewali, to niedołężne dzieci, kwilące słabo i silące się dopiero na oddanie swych uczuć i porywów serdecznych; miłosne utwory liryków greckich są to wprawdzie bardzo wdzięczne i ładne, ale nieco blade i w chłodnym tonie malowane obrazy i obrazki liryczne w porównaniu do błyszczących barw i ognistego kolorytu Katulla. Słusznie też powiedział Westphal[2]: »O ile znamy dzieje cierpiącej ludzkości, jest Katull najwcześniejszym przedstawicielem romantyzmu rozdartego serca i ta to okoliczność zapewnia mu trwale pierwszorzędne miejsce w dziejach poezyi wszystkich narodów.« Życie i poezya przenikają się u Katulla nawzajem; jest on w zakresie liryki pierwszym co do czasu realistą. A było wielkie niebezpieczeństwo, że mógł był zostać, jak tylu współczesnych, tylko — doctus poeta. Wiadomo, że na młodą literaturę rzymską wpływali nie tyle starzy mistrzowie helleńscy, ile bliżsi czasem, uczeni, z okien swego pokoju patrzący na świat pisarze doby hellenistycznej. Że Katullus pozostawał pod ich wpływem, dowodem tłómaczenie z Kallimacha (LXVI) i utwory pisane w duchu szkoły aleksandryjskiej jak LXIII i LXIV; że nie utonął w powodzi konwencyonalizmu i jałowych formułek, zawdzięcza pięknej acz niestałej Lesbii; zadziwiająca ta istota złamała mu życie, lecz w zamian dała nieśmiertelność. Musiała to być pomimo wszystkich wad i stron ujemnych niepospolita kobieta, jakaś Georges Sand starożytna, jeśli potrafiła taki żar uczucia rozpalić w młodem sercu i wywołać nie tylko chwilowy poryw namiętności, lecz miłość prawdziwą, tak prawdziwą, że poeta marzył o zakończeniu jej małżeństwem (LXX. LXXII); jej zawdzięcza Katull najlepsze swe utwory, najpiękniejsze swych uczuć kwiaty, w oczach potomności żyje i żyć będzie jako śpiewak Lesbii.
Rzecz godna uwagi, jak mało, a raczej wcale niema mitologii w pieśniach Katulla, tych zwłaszcza, w których opiewa Lesbię. Jeśli naszego poetę porównamy z innym znakomitym lirykiem rzymskim, z Horacym, różnica okaże się pod tym względem jaskrawa: skutek to ciepła i prawdy, tego prawdziwego liryzmu, którym tchnie każdy niemal utwór weroneńskiego pieśniarza, jeden dowód więcej, że u Katulla życie z poezyą nierozdzielnie się splata. Mitologia bowiem tak u klasyków jak i u naszych pseudoklasyków zawsze jest dowodem zimnej refleksyi, świadectwem ostudzonego uczucia i, co za tem idzie, przewagi chłodnego rozumu, który na oddanie uczucia szuka mozolnie stosownego obrazu w mitologii. Katull nie ma na to czasu, jego uczucie wybucha z gwałtownością żywiołu i przelewa się wprost, bezpośrednio w odpowiednie formy; im zaś gorętsze i głębsze, tem się więcej skupia i ścieśnia w małych rozmiarach pieśni — i te to małe pieśni stanowią wielkość Katulla.



Ale czas już ustąpić głosu poecie; tłómacz dodaje od siebie jeszcze tylko kilka niezbędnych wyjaśnień.
A naprzód co do następstwa pieśni; wiadomo, że w »Księdze pieśni« Katulla panuje taki ład i porządek, jak np. w pracowni artysty i wszelkie wysilenia i mozolne a przenikliwe dociekania uczonych nie doprowadziły dotychczas do pożądanych, powszechnie uznanych wyników. Tyle pewna, że pierwszą część zbiorku (I-LX) wypełniają krótsze piosenki — nugae — środek (LXI-LXVIII) zajmują utwory większych rozmiarów, zarówno oryginalne jak i tłómaczone, w końcu nieznany wydawca pomieścił epigramy i fragmenty. W przekładzie zachowano porządek przekazany tradycyą rękopiśmienną.
Z powodu znacznie zmienionych pojęć o moralności i przyzwoitości wogóle niektóre utwory nie nadają się do tłómaczenia; do nich należą: VI. XXV. XXXII. XXXIII. LVI. LXIX. LXXI. LXXIV. LXXVIII. LXXX. LXXXVIII. LXXXIX. XC. XCIV. XCVII. CXI. CXII. CXV; dalej Juwencyady: XV. XXI. XXIV. XLVIII. LXXXI. XCIX. CVI, wreszcie zepsute w rękopisie XIVb LIV i LVIIIb i ciemny i niezrozumiały LXIII.
Za podstawę służył tłómaczowi tekst wydania: Die Gedichte des Catullus herausg. u. erkl. von Alexander Riese, Leipzig 1884; tu i ówdzie jednak uwzględniono lekcye wydań: Catull’s Gedichte, übersetzt und erläutert von R. Westphal, 2. Ausgabe, Berlin 1870, tudzież: Catulli Veronensis liber. Recensuit Aemilius Baehrens. Nova editio a K. P. Schulze curata. Lipsiae 1893.

Przypisy

  1. Cyfry rzymskie oznaczają liczby porządkowe poematów w wydaniach oryginału.
  2. Catull's Gedichte, 2-te Ausg. str. 110.


 
Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Czubek.