Faust (Goethe, tłum. Zegadłowicz)/Część druga/Na stoku gór

<<< Dane tekstu >>>
Autor Johann Wolfgang von Goethe
Tytuł Faust
Wydawca Franciszek Foltin
Data wyd. 1926
Druk Franciszek Foltin
Miejsce wyd. Wadowice
Tłumacz Emil Zegadłowicz
Tytuł orygin. Faust
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała część 1
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cała część 2
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
NA STOKU GÓR

FAUST  /  MEFISTOFELES  /  CESARZ /
HETMAN  /  POSŁOWIE  /  HEROLDOWIE  /
TRABANCI  /  POWICHER  /  ŁAPCAP  /
KRZEPKODZIERZ  /  MARKIETANKA DOWORKA

(z głębi odgłos bębnów i muzyki wojennej)
(ustawiają namiot cesarski)
HETMAN

Pomysł był dobry, mniemam, doskonały,
że w tej dolinie obraliśmy leże,
choć nieco ciasne dla wojsk armji całej;
zwycięstwo przy nas! Bezwzględnie w to wierzę.

CESARZ

Niewczesna wszelka byłaby dziś sprzeczka;
trapi mnie odwrót, bądź co bądź — ucieczka.

HETMAN

Sądzę, każdy strategik uzyskałby sławę
z pozycji, w jakiej stoi nasze skrzydło prawe;
spójrz, najjaśniejszy panie, niezbyt strome wzgórze,
lecz i niezbyt dostępne; dla nas szanse duże,
dla wroga jak najgorsze! Na pagórków tamie
konnica przeciwnika w półszarży się złamie.

CESARZ

Wybór miejsca pochwalam; obaczym o ile
odwaga zmieni przesmyk ten na Termopile.

HETMAN

Tu na halach i łąkach obaczysz swych wiernych
idących towarzyszy do boju, pancernych.
Poprzez modrość mgły rannej błyskają kopije,
wspaniały szyk wojenny snuje się i wije!
Odwaga kipi w piersiach! Postawa ich sroga,
wierę, natarcie gromkie z nóg powali wroga.

CESARZ

Dawno już nie widziałem tak mężnej postawy!
Męstwo podwaja pułki, prowadzi do sławy!

HETMAN

O lewem skrzydle raport będzie zwięzły —:
wojsko zajęło dróg skalistych węzły;
ukryte w rozpadlinach pobok miedz i perci
jest zwiastunem niechybnym nieprzyjaciół śmierci.

CESARZ

Wię idą sprzysiężeni fałszywi krewniacy,
stryjowie i wujowie, bracia ledajacy;
z dnia na dzień bezczelniejsi, coraz bardziej butni,
cześć tronowi, moc władzy rabowali w kłótni,
a potem powaśnieni kraj sponiewierali,
aż już w jawnym rokoszu przeciw mnie powstali.
Tłum raz na tamtą stronę, raz na tę przechodzi,
aż wreszcie runął nurtem wezbranej powodzi.

HETMAN

Wraca posłaniec wierny wysłany na zwiady,
spiesznie z gór schodzi, z gniazda wrogiej zdrady,

POSEŁ PIERWSZY

Dosyć nam się poszczęściło
w tem niebezpiecznem dziele;
podstępem szliśmy, to siłą —

lecz dobrych wieści niewiele.
Wielu ci hołdowniczą
stwierdza swą wierność przysięgą —
wierni, lecz bardzo się liczą
z wzburzeniem i ludu potęgą.

CESARZ

Dla samosobków korzyść znaczy i zapłata;
samolub czcią, wdzięcznością, wiernością pomiata.
Niebaczni! Czas się pełni! Kres ma wszelka zdrada,
spłoniecie wspólnym ogniem w pożodze sąsiada.

HETMAN

Drugi wysłannik wraca powoli, nieśmiele;
znużony, widać, mocno — drży na całem ciele.

POSEŁ DRUGI

Najpierw ujrzeliśmy, panie,
zamieszania i bezprawia,
aż tu nagle, niespodzianie —
samozwaniec się pojawia.
Nazbiegało się też wiary
na ten hejnał zakłamany —
pod samozwańcze sztandary
tłumy walą jak barany.

CESARZ

Ten uzurpator w samą porę się nadarza,
czuję swe posłannictwo i godność cesarza.
Jako żołnierz przywdziałem rynsztunek rycerski,
teraz pragnę, by zalśnił w glorji bohaterskiej!
Wśród festów dworskich, zabaw feerji bajecznej,
czułem głód niebezpieczeństw, walk niedosyt wieczny;
gonitwa do pierścienia wam zręcznym wystarcza,
mnie śnił się miecz ognisty i płomienna tarcza.

Gdyby nie wasze rady, gry pacyfistyczne,
byłbym was wiódł w zwycięstwa wspaniałe i liczne.
Raz jeden wolnej woli słyszałem wołania,
gdym się ujrzał w królestwie ogni i błyskania;
waliły we mnie groźnie roziskrzone głownie —
— tak, to było mamidło! Wielkie niewymownie!
Sławy! Sławy! Zwycięstwa szum skrzydeł polata —
dziś trza mi powetować zmarnowane lata!

(tu następuje odprawa heroldów z wypowiedzeniem bitwy uzurpatorowi)
(wchodzi Faust z zapuszczoną do połowy przyłbicą)
(z nim harnasie w znanych nam strojach)
FAUST

Niewołani stajemy, panie, przy twym tronie,
hart, przezorność niesiemy ku twojej obronie.
Wiesz o tem, że górale są wtajemniczeni
w hieroglify przyrody i w mowę kamieni.
Duchy, co opuściły już dawno równiny,
pokochały, jak nigdy, wyniosłe wyżyny;
tam, kędy ich bezdroży wielka cichość broni
pracują w metalicznej zacnych gazów woni;
budują, dzielą, łączą — na tem trawią życie,
jedynem pożądaniem ich: nowe odkrycie.
Palce ich delikatne; w ducha majestacie
kształtują przeźroczyste, natchnione postacie;
potem w krysztale, w głębi wiecznego milczenia
widzą rozmaite ziemi dzieje i zdarzenia.

CESARZ

Słyszałem; wiarę budzą we mnie twoje słowa,
lecz ku czemu, rycerzu, zmierza twoja mowa?

FAUST

Sabińczyk, Nekromanta z Norcji, wzór wierności,
zaznał, jak panie pomnisz, wielu przeciwności.

Los straszliwy! Na męki ogniowe skazany,
wszedł na stos! Żarem iskier syczących owiany
już gorzał pośród bierwion, szczap płomiennych smołą,
wałem żywego ognia spiętrzonych wokoło.
Ani Bóg, ani szatan, złe, ni dobre duchy
zratować go nie mogły! — Tyś strzaskał łańcuchy!
To było w Rzymie. Żyw jest!! Odtąd wdzięczność jego
nie gaśnie; myśli wierne kroków twoich strzegą.
Nie pamięta o sobie od onej godziny —
dla ciebie jeno gwiazdy bada i głębiny;
on, Sabińczyk, nam kazał nieść tobie pomoce,
wiernie stać przy twym boku. — Wielkie są gór moce;
tu natura swobodna w potędze swej działa
w czem tylko czary widzi tępa popów pała.

CESARZ

W dnie radosne, gdy mamy pełno gości wkoło,
co przychodzą weseli, by użyć wesoło,
cieszy nas każdy przybysz, co w gwary i szumy
wchodzi i rozpycha się i powiększa tłumy,
Lecz po nad wszystko szczerą witany podzięką
ten, co przychodzi do nas z wyciągniętą ręką
i pomoc ofiaruje o rannej godzinie
dnia wielce niepewnego — czem będzie? jak minie?
Dziś właśnie nadszedł taki dzień; niech w dłoni waszej;
nie błyska gniewem brzeszczot ostrzonych pałaszy,
uczcijcie chwilę ważną, w której tłum się kłóci,
czy ze mną pójdzie, czy broń przeciwko mnie zwróci.
Człowiek jest zawsze sam! Kto tron swój i koronę
chce zabezpieczyć — w sobie jeno ma obronę.
Niechajże samozwaniec, co przeciw nam staje,
władcę kraju, cesarza szalbierczo udaje
i wojsku marszałkuje, lennikami władnie —
przezemnie pokonany z mojej ręki padnie!

FAUST

Cokolwiek-by rzeczono — aby sprawy ważnej

dokonać — trzeba, abyś panie był rozważny.
Czyliż hełmu nie zdobi piór szata wspaniała?
on jest męstwa obrazem, jak głowa dla ciała;
i cóż członki bez głowy? cóż sobie poradzą?
z nią żyją, z nią zmierają, pod jej żyją władzą.
Głowa ranna — one zranione też mdleją,
a gdy głowa zdrowieje i członki zdrowieją;
już się też ramię kwapi ku mężnej obronie,
podnosi tarczę, chroni przed razami skronie;
już też i miecz posłuszny na woli rozkazy,
zadaje nieuchronne i paruje razy;
dzieląc szczęście z członkami pełna mocy noga,
depce kark pokonany nieszczęsnego wroga.

CESARZ

Gniew mój pustych na wroga nie rzuca pogróżek;
uczynię dla stóp moich z dumnych łbów podnóżek!

HEROLDOWIE
(wracają)

Ani sławy, ni uznania
nie zaznaliśmy! — Zuchwali —
nasze śmiałe, krewkie słowa
salwą śmiechu przywitali:
„djabli wzięli już cesarza
wraz z jego świtą niesławną —
jeno echo baśń powtarza:
był cesarz? — był, ale dawno!“

FAUST

Pragnienie najmężniejszych spełnia się! — W obronie
majestatu stajemy wiernie po twej stronie.
Wróg idzie! Twoje wojska oczekują znaku!
Moment sprzyja! Każ trąbić hejnał do ataku!

CESARZ

Prym w 1ej sprawie ma hetman! Żołnierz zawołany!

(do hetmana)

W twoim ręku komenda! Rozwiń wielkie plany!

HETMAN

Żołnierze! Prawe skrzydło wyruszy do boju!
Wróg lewem następuje! Nim zajmie szczyt w znoju —
żołnierze! śmiałą szarżą z młodem ducha męstwem
natrzecie nań i walkę zwieńczycie zwycięstwem!

FAUST

Pozwól, hetmanie, aby ten bohater młody,
co rwie się niecierpliwie w zwycięskie zawody —
stanął w twoich szeregach; właśnie skrzydło prawe
w bój rusza, niechaj idzie i pozyska sławę.

(wskazuje na stojącego po prawicy)
POWICHER
(wystąpił)

Kto mi tam ino spojrzy w oczy,
jak go nie lunę w mordę ręką —
ani nie piśnie, krwią się zbroczy,
ze zharataną padnie szczęką.
A kto się grzbietem do mnie zwróci
przez łeb uwalę, szyję, krzyże —
już się ta nigdy nie ocuci,
ani się z ran tych nie wyliże.
Tak środkiem pójdę czyniąc rum,
a za mną wojska twego tłum —!
Wróg się powali w zawierusze,
we własnej psiamać skona jusze.

(wychodzi)
HETMAN

Kolumna wojsk środkowa niech cicho wyrusza
i spotkanego wroga do ucieczki zmusza.

Spójrzcie na prawo! Bój wre niesłychany,
natarcie pomieszało nieprzyjaciół plany.

FAUST
(wskazuje na pośrodku stojącego)

Niechaj ten rączy zbyt długo nie czeka —
porwie za sobą wojska jak wzburzona rzeka!

ŁAPCAP
(występuje)

Niech prócz zwycięstwa wojska z tem się liczą,
że trza się sutą obłowić zdobyczą;
niech nie przepomną pośród bitwy tańca,
że celem głównym dla nas: namiot samozwańca.
Nie będzie on się długo rozpierał i śmiele —
żołnierze! Hura! Za mną! Ja kroczę na czele!

MARKIETANKA DOWORKA
(mizdrzy się do niego)

Chociaż nie jestem tobie żona,
alem-ci sercem poślubiona;
ach! baba strasznie jest łapczywa —
w sadzie owoce chybko zrywa!
Nic ją nie wstrzyma, nie wystrasza —
w zwycięstwo! Wolność! Dobra nasza!

(wychodzą oboje)
HETMAN

Na lewą flankę wróg prawą naciera —
tak jak mówiłem; wszystkie siły wpiera.
Pozycja nasza świetna — atak bezowocny;
przesmyk zajęli nasi, są w przewadze mocnej.

FAUST
(wskazuje na stojącego po lewicy)

Pozwól, panie, w bój ruszyć tej postaci męskiej —
wzmocni mocnych i moment przyspieszy zwycięski.

KRZEPKODZIERZ
(występuje)

O lewe skrzydło niema strachu, panie,
tam gdzie ja jestem pewne posiadanie;
wiekiem swym i zaletą właśnie tą się szczycę,
że sam djabeł nie wydrze, co raz w garść pochwycę.

(wychodzi)
MEFISTOFELES
(schodzi z góry)

Spójrzcie jak w całej przestrzeni,
w każdym manowcu, szczelinie,
zbroja srebrzyście się mieni!
Gdy huf się podźwignie, rozwinie
swe szyki bojowe wśród gór —
z hełmów, karacen powstanie
zwycięski za nami mur.

(cicho do wtajemniczonych słuchaczy)

Skąd przyszli? — ach! pocóż pytanie!
Tam w arsenałach tak stali
przy ścianach w niejednej sali,
zbrojno i pieszo i konno
i śnili swą chwałę pozgonną,
jakoby nigdy nie zmarli —
tak się w swych zbrojach rozparli —;
mara zakuta przy marze:
rycerze, królowie, cesarze.
Jak cień za nimi się wlecze
wyśnione ich snem średniowiecze.
I cóż? — Ożywiam, inaczę
te puste domki ślimacze
i żenię djabłów z żelazem —
lecz efekt będzie tym razem!

(głośno)

Słyszycie, jak się z sobą wadzą strachy?
Chrzęszczą, szczekocą potrącane blachy!
Łopocą strzępy chorągwi gorliwie
na wietrze rześkim, gniewnie, niecierpliwie.
Zważcie, lud stary i siarczyście zbrojny
rwie się na boje nowe i na wojny!

(z gór przeraźliwe dźwięki puzonów)
(w szeregach nieprzyjacielskich wyraźne zamieszanie)
FAUST

Cały widnokrąg w mroku tonie,
a tu i tam rozbłyska, płonie
czerwonych ogni wrogi rój;
w pomroce krwawe błyszczą miecze;
las, skały, ziemia i powietrze —
już całe niebo rusza w bój!

MEFISTOFELES

Na prawej flance mocno! świetnie!
Słusznieś młodzieńca tego chwalił;
harnaś Powicher kropi setnie,
jakby w boisko cepem walił.

CESARZ

Zrazu widziałem jedno ramię,
teraz rąk tuzin wroga łamie;
jakaś tam siła rządzi zła.

FAUST

W skwarnej Sycylji ileż razy
jawią się złudne w mgle obrazy,
rozchwiane w pełnem świetle dnia;
wzniesione ku niebieskiej błoni,
skąpane w egzotycznej woni —
dziwne, drgające kryślą tła:

urocze miasta, lasy, wody
i kołyszące się ogrody
maluje w słońcu zwiewna mgła.

CESARZ

Lecz dziw! Lecz dziw! po naszej stronie
las włóczni światłem gromnic płonie —
palą się ostrza naszych dzid —
i sarabandą opętańczą
na kopjach żywe ognie tańczą!
Czy to mamidło, senny zwid?

FAUST

Są to, o panie, dawne ślady
przeszłości zagubionej, bladej,
gdy Dioskurów blask się tlił;
płomień, na który przysięgali
żeglarze przy wzburzonej fali —
ostatek tu dobywa sił.

CESARZ

Lecz czyjeż to sprawiły czary,
że nam przyroda swoje dary,
swój najcenniejszy zsyła dział?

MEFISTOFELES

Czyjeżby? — Sabińskiego mistrza!
On pomoc swą przyjazną ziszcza
i gromi wroga w ogniu strzał.
Wzburzony wrogów nawałnością,
ratować przyszedł cię z wdzięcznością —
choćby sam marnie zginąć miał.

CESARZ

Tak mnie tam wtedy wiedli z pompą i w splendorze;
zapragnąłem spróbować co też władza może —,

niewiele myśląc — bez krzyku, patosu —
wyrwałam starca z płonącego stosu.
Klerowi nie w smak był mój czyn; chciałem, zrobiłem;
łaski jego z powrotem nigdy nie zdobyłem.
Pamięć krzepkiego czynu starość mą umila,
miałażby wydać owoc owa dawna chwila?

FAUST

Z lichwą wraca się czyn z serca poczęty.
Lecz spójrz! — Nad tobą w chmurze słońcem uśmiechniętej
dostrzegam znak przedziwny, obraz wróżby rzadkiej —
uważaj! — może rozwiązanie poda nam zagadki.

CESARZ

Orzeł strwożony leci, zatacza kolisko,
za nim gryf rozjuszony! Naciera nań blisko.

FAUST

Wierzę, że wróżba zagadkę wyjaśni.
Gryf jest zwierzęciem urodzonem w baśni,
czyż może taka nierealna postać
we walce orłu prawdziwemu sprostać?

CESARZ

O, już się zwarli pośród chmur!
Srożą się dzioby, prężą szpony
do uderzenia i obrony —
walczą w zawiei krwawych piór.

FAUST

Gryf słania się jakby przed zgonem,
zmierzwiony, skrzydła zmięte składa
i z podwiniętym lwim ogonem
pobity w skalne złomy pada.

CESARZ

Zdumiony, pragnę dopatrzyć się treści,
oby się stało tak, jak wróżba wieści!

MEFISTOFELES
(ku prawej stronie)

Ależ nasi kropią żwawo,
to się zowie krzepka rzesza;
wróg już całą flanką prawą
cofa się i szyki miesza —
w swoje skrzydło lewe wpiera.
W miejsce słabe nasi duchem
lecą! — burza wre i wzbiera!
Walą po łbach jak obuchem!
W błyskawicowym rozpędzie
jak dwie rozjuszone fale
runęły wojska rząd w rzędzie —
co za wściekłość! Co za męstwo!
Bitwa rozgrana wspaniale!
Po naszej stronie zwycięstwo!

CESARZ
(ku stronie lewej)
(do Fausta)

Spójrz! Po lewej coraz gorzej,
wojska nasze, jakby w matni;
w dół zstępują; coś ich trwoży —
z turni zeszli już ostatniej;
zaprzestali walki — — w dali
nagłe wrogów głośne krzyki,
pewnie wąwóz sforsowali!
Oto marnych sztuk wyniki!
Na to grzeszne czarnoksięstwo,
aby odniósł wróg zwycięstwo?!

(pauza)
MEFISTOFELES

Już lecą moje kruki czarne,
przeczuwam wieści z boju marne,
obawiam się, że z nami źle.

CESARZ

Cóż ptaki te zjawione nagle?
Kierują ku nam krucze żagle,
któż je z kurzawy bitwy śle?

MEFISTOFELES
(do kruków)

Usiądźcie blisko mego ucha;
nie zginie kto was wiernie słucha —
dziś wasza rada przyda się.

FAUST
(do cesarza)

Gołębie znasz, cesarza mości,
co to z najdalszych nawet włości
wracają, gdzie ojczysty próg.
Dobra z nich poczta w czas pokoju,
wytrwałe i nie szczędzą znoju —
lecz w czasie wojny lepszy kruk.

MEFISTOFELES

Jak przeczuwałem — złe posłanie,
w cesarskiej armji zamieszanie,
lęk ją przy skałach zmógł.
Wierchy zdobyte, los się zmienia...
to byłby orzech do zgryzienia,
gdyby i przesmyk zajął wróg.

CESARZ

Okpiliście mnie w rezultacie,
cesarza we więcierzu macie —
grozą przejmuje wasza sieć.

MEFISTOFELES

Jeszcze zwycięstwo możem mieć!
Głowa do góry! Sursum corda!
Przy końcu walki dzierż się korda.
Poselska moja czeka brać;
rozkaż! bym też mógł rozkaz dać!

HETMAN
(nadszedł w czasie tych słów)

Gdyś wszedł w stosunki bliskie z tymi szalbierzami,
miałem kiepskie przeczucie; wszakże to, co mami,
trwałem szczęściem nie darzy; w ciągłej trosce żyłem
co teraz? Nie wiem! Radźcie; ja swoje zrobiłem.
Niechaj ci dalej wiodą swe dzieło nieprawe!
ja w twoje ręce składam hetmańską buławę.

CESARZ

Zachowaj ją na lepsze, sposobne godziny,
może się szczęście jeszcze raz pokuma z nami;
mierzi mnie wstrętna zjawa tej groźnej widminy
i te jego konszachty poufne z krukami.

(do Mefistofelesa)

Nie mogę tobie buławy dać,
godniejszy ją posiędzie.
Rozkazuj teraz, ratuj, radź!
Co może być, niech będzie.

(wchodzi z hetmanem do namiotu)
MEFISTOFELES

Niechże go strzeże marne godło!
Namby się z tem niedobrze wiodło,
dostrzegłem na niem krzyża znak.

FAUST

Co teraz robić?

MEFISTOFELES

Już zrobione! —
Pomoże nam ten kruczy ptak.
Dalejże czarne kmotry! Bierzcież nas w obronę!
Dalejże nad jezioro! Na służbę i czyny —
proście o złudność nurtów faliste Undyny;
znanym niewieścim kunsztem sprawnie im się uda
rozdzielić od istoty pozorów przyczyny,
tak, iż każdy-by przysiągł, że to fakt nie złuda.

(pauza)
FAUST

Do pięknych panien nasze kruki
dobrały się przez pochlebstw sztuki;
Oto już słyszę szmer strumienia —
ze suchych grani, z skał urwiska,
żywotne, lśniące źródło tryska!
Zwycięstwo w klęskę się przemienia.

MEFISTOFELES

Tego nam trzeba było! Zmiana w okamgnieniu!
U śmiałych taterników dusza na ramieniu.

FAUST

Strumień się zmienia w sto strumieni;
z rozpadlin lśni się, iskrzy, mieni —
zdwojonym pędem wsparł się łukiem,
spieniony z szumem, grzmotem, hukiem,
już stawem zlustrzył się w kotlinie
i mknie w kaskadach ku dolinie.
Wrogów szeregi jak wiór, śmiecie,
wzburzona fala zmyje, zmiecie;
w skały nawrotem strumień kuje —
aż mnie samego lęk przejmuje.

MEFISTOFELES

Mnie wzroku złuda wód nie mroczy,
lecz łacno ludzkie okpić oczy;
czarowne bawi mnie zdarzenie.
Wdół pędzą zbitą, trwożną zgrają
i zdaje im się, że pływają —
lęk przed stonięciem tak ich żenie,
a przecież sucho, twardo wszędzie;
teraz już z nimi krucho będzie.

(kruki wracają)

Przed wielkim mistrzem chwała was nie minie;
alić same mistrzostwo swe okażcie w czynie:
lećcie raźno do kuźni, gdzie górskie podciepki
w zawiei iskier żywot wiodą krzepki,
gdzie ciągłe kucia, tupoty i stuki.
Z mańki ich zażyć trza, pleść banialuki,
aż was lud karli tym ogniem obdarzy,
co to plonie i pryska, iskrzy się i żarzy.
Tego nam trzeba. Wprawdzie błyskawice lśniące
na widnokręgu, nocą gwiazdy spadające,
to w lipcu rzecz zwyczajna; ale w krzach i w lesie
wynaglone błyskania zuchwałe i biesie,
ale gwiazda, co syczy na mokradłach mrąca —
to sprawa djablo rzadka i niepokojąca.
To musicie uzyskać; bez zwlekań, odrazu;
próbujcie najpierw prośby, a potem rozkazu.

(kruki odlatują)
(dzieje się wedle słów Mefistofelesa)

Na wrogów już całunem gęste padły mroki;
poomacku się snują, lęk spętał ich kroki;
błędne ognie ich mamią; — błysk oślepiający!
Wspaniale! Byle nieco muzyki trwożącej.

FAUST

Rynsztunek, oniemiały w muzealnym grobie,
ożył na świeżym wietrze i stężył się w sobie;
chrzęści, rzęzi, charkocze, podzwania jak żywy;
dźwięk przedziwny, cudaczny, straszliwie fałszywy.

MEFISTOFELES

Świetnie! Już na nic prośby, groźby —
drży ziemia od rycerskiej kośby,
jakto za dawnych, dobrych lat;
ożyła świetna zbroić krasa,
tamci do łasa, ci do sasa —
na swego brata dybie brat.
Klątwą dziedzictwa powołani,
zażarci i nieprzejednani,
antagoniści walczą wieczni!
Doprawdy, niech cię piorun trzaśnie,
nienawiść stronnictw, partyj waśnie —
w zgubę prowadzą najskuteczniej.
Wre walka! Huk się w turnie niesie,
harmider wstrętny, wycia biesie,
okropna jatka, rzeź sobacza!

Więc dokonana już zagłada;
wrzawa nacicha i opada —
po skałach się w doliny stacza.

(orkiestra rozbrzmiewa nieustającą wrzawą bojową)
(w miarę rozwoju akcji zmienia się w dziarski, trjumfalny marsz)




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Johann Wolfgang von Goethe i tłumacza: Emil Zegadłowicz.