Powstanie Styczniowe 1863—1864/Przedmurze zachodu

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Dąbrowski
Tytuł Powstanie Styczniowe 1863—1864
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Naukowa
Miejsce wyd. Warszawa, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


VII. PRZEDMURZE ZACHODU.
Plany powstania na Litwie i Rusi. Pomoc z za kordonu. Wyprawa morska Łapińskiego. Legje zagraniczne. Partje i potyczki na Litwie w maju. Kampanja Sierakowskiego. Ruchy socjalne przeciw powstaniu w Inflantach. Klęska Topora w woj. Mścisławskim. Zdrada Podola. Wołyń. Powstanie na Ukrainie. Jego przebieg. Represje rosyjskie. Polityka Rosji. Agitacja przeciw Polsce. Wezwanie do narodu w obronie prawosławia i rosyjskości na Litwie i Rusi. Adresy, manifestacje. Liberalne reformy. Sojusz z Prusami i Ameryką. Wzmożenie armji. Wysłanie do Wilna Murawjewa. Dyplomacja europejska. Nota jednobrzmiąca Austrji, Francji i W. Brytanji. „Sześć punktów“. Słabość nacisku i widoczna niechęć mocarstw do wojny. Wzmagający się szowinizm w Rosji. Zamiary przywrócenia Mikołajewskiego regime’u w Królestwie. Powstanie zbrojne w Lubelskiem, Sandomierskiem, Krakowskiem, na Mazowszu, w Kaliskiem. Gallier i Taczanowski. Podlasie. Partje Podlaskie. Bitwy i potyczki w Płockiem. Augustowskie. Kampanja Wawra. Litwa. Grodzieńskie. Zmudź. Klęski wileńskie w czerwcu. Zmiany w Rządzie Narodowym. Mierosławski. Opozycja czerwonych. Spiski przeciwko Rządowi Narodowemu. Hasła czerwieńców. Zamach stanu Lempkego. Rząd radykalny. Jego niemoc. Chaos w organizacji. Waszkowski zabiera z Głównej Kasy Królestwa 20 miljonów złp. Majewski. Upadek Rządu radykalnego.

Hasło: „Krew przelana za niepodległość oznaczy granice przyszłego państwa polskiego“ — dane przez mężów stanu Francji naszym dyplomatom i politykom, nad Sekwaną zamieszkałym, było przewodnią myślą powstania na kresach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Z tą zasadą połączono zresztą i cel czysto praktyczny. Zachęceni przebiegiem powstania w pierwszych dniach jego w Królestwie, kiedy to koncentracja wojsk, wywołana paniką wśród moskali, pozwoliła ruchowi mimo niesłychanie słabych sił rozwinąć się należycie, przywódcy polscy na Litwie postanowili i tam wywołać takąż koncentrację za pomocą jednoczesnych wybuchów w różnych punktach kraju. To właśnie miał na widoku Sierakowski, przedstawiając Wydziałowi Litwy swój plan, który został przyjęty. Powstanie na Litwie i Rusi miało jeszcze jedną przewagę nad ruchem początkowym w Królestwie. Oto, obe te dzielnice były jednolicie i dobrze zorganizowane przez Białych, Czerwieńcy bowiem, nie mając sił dostatecznych, poddali im się nieomal wszędzie i wstąpili do organizacji, jako dzielni i ustosunkowani funkcjonarjusze, wprowadzając tam swój zapał i energję.
Wedle planów Sierakowskiego, powstańcy, uderzywszy w różnych punktach Litwy na słabe przeważnie siły rosyjskie, których na ogromnej przestrzeni między Dźwiną, Bałtykiem, Niemnem, Prypecią, a Berezyną było niespełna 60 tysięcy, mieli zdobyć podstępem słabo strzeżoną twierdzę Dynaburg. Główne zaś siły powstania, ześrodkowane tymczasem na Żmudzi, miały ruszyć ku wybrzeżom Kurlandzkim Bałtyku — aby podać tam rękę przybywającemu pod wodzą pułk. Łapińskiego (wsławiony wódz Czerkiesów pod nazwiskiem Tefik Beja, emigrant z 31 roku i oficer turecki), oraz Michała Bakunina, Legjonowi cudzoziemskiemu, wiozącemu duże zapasy broni i amunicji. Po mocnym postawieniu na nogi powstania, wojska narodowe miały za przykładem Królestwa podtrzymywać możliwie długo manifestację zbrojną w oczekiwaniu wojny europejskiej, lub też choćby poważnej interwencji w sprawie polskiej. Kresowe zaś oddziały w połączeniu z rewolucjonistami rosyjskimi po za tym miały być kadrami ruchów rewolucyjnych w samej Rosji, na które się zanosiło w tym czasie. W tym duchu i w myśl całego tego planu Wydział Litewski przesłał rozkazy do wszystkich organizacji powiatowych.
Na Rusi plan był nieco zmieniony. Słabsze znacznie siły polskie zmuszały przywódców ruchu narodowego do większej ostrożności i skombinowania wybuchu z pomocą zagraniczną, oraz z ponownem ożywieniem powstania w Lubelskiem. Dowódcą naczelnym całej Rusi i Lubelskiego został mianowany gien. Wysocki, który powinien był na czele oddziałów zbrojnych, wioząc broń oraz amunicję, wkroczyć na Podole i Wołyń. Pod naczelną jego komendą działali: Jeziorański, — mianowany gienerałem — Edmund Różycki, — oraz pułk. Zygmunt Miłkowski, który na czele zorganizowanego przez siebie w Rumunji i Turcji oddziału, miał uderzyć na Ruś od strony Besarabji. Niezależnie od tego, na besarabskich wybrzeżach miała wylądować Legja zagraniczna pod wodzą Menottiego Garibaldiego, syna bohatera Włoch. Również z całością planu związana była i większa wyprawa Jeziorańskiego w Lubelskie, o której smutnym losie już czytaliśmy.
Na samej zaś Rusi oddziały powstańcze, w oczekiwaniu pomocy, miały prowadzić partyzantkę, trzymając się przepastnych jarów Podola, bagien i lasów nad Styrem, Horyniem i Prypecią na Wołyniu, oraz olbrzymich leśnych błot na Polesiu. W te też miejsca miały podążyć i oddziały ukraińskie. Niezależnie od tego, Komitet Rusi, wówczas kierujący całym ruchem, nakazał utworzenie niewielkich oddziałków agitacyjnych, których przeznaczeniem było rozbudzić sympatję dla powstania wśród ludu ukraińskiego na Rusi. Oddziałki te, z wyboru młodzieży spiskowej — w ogromnej większości czerwieńców — złożone, miały przebiegać okolice, wszędzie odczytując „Złotą Hramotę“, zawierającą uwłaszczenia chłopa przez Rząd Narodowy, zwoływać wiece chłopskie, rozrzucać ulotne pisma i werbować co gorętsze żywioły do powstania.
W myśl tego planu, rozwijały się wypadki na Litwie i Rusi w ciągu pierwszej połowy maja (na 30 kwietnia był, jak widzieliśmy, wyznaczony termin powstania na Litwie, na 8 zaś maja gotowały powstanie organizacje na Rusi). Plan ten jednak, niestety, wobec szalonych trudności technicznych i olbrzymich odległości terenu, nie udał się w ogromnej części.
Zawiodła przedewszystkiem pomoc z za granicy. Legja Menottiego Garibaldiego nie ukazała się wcale na widowni wojny. Legja zaś Łapińskiego i Bakunina przechodziła najdziwaczniejsze przygody.
Wypłynąwszy na angielskim statku parowym „Ward Jackson“ 25 marca z Anglji, w kilka dni później już Łapiński ze swym oddziałem, w którym byli rewolucjoniści polscy, francuscy, włoscy, angielscy, rosyjscy, niemieccy, szwajcarscy, węgierscy, belgijscy, a nawet holender i chorwat, oraz z transportem broni, amunicji i 3 działami stanął w duńskim porcie Helsinborg, gdzie zatrzymała go burza, a następnie ruszenie lodów na północy Bałtyku.
Mimo to, jak również przezwyciężywszy bojaźń angielskiej załogi, Legja udała się w drogę i w początkach kwietnia stanęła przy wyspie Oland, należącej do Szwecji, o 145 klm. od wybrzeży żmudzkich. Tam postanowiono czekać terminu powstania.
W trakcie tego rozgłosiło się o bytności polskiego okrętu. Kapitan i marynarze angielscy przezornie uciekli, Łapiński zaś, dla omylenia czujności straży pruskich i rosyjskich, wynajął stary żaglowiec „Emilję“, na którym miał dalej płynąć; parowiec zaś „Ward Jackson“ miał odpłynąć do Anglji. Nieostrożność jednak zastępcy pułkownika Łapińskiego — Tyszkiewicza, zmusiła urzędy szwedzkie ulec żądaniom władz rosyjskich i pruskich, oraz przyaresztować cały transport broni i część legji. Odjazd reszty z Łapińskim został opóźniony, gdy tymczasem powstanie na Litwie wybuchło. Dopiero w końcu maja „Emilja“ wioząc 120 legjonistów i nieco broni, mogła wypłynąć ze Szwecji. Nie sądzono im jednak było dopłynąć do celu. Gdy po długich przemykaniach się wśród strzegących wybrzeży statków rosyjskich „Emilja“ stanęła wreszcie u brzegów żmudzkich, naprzeciw Połągi, dzielnych legjonistów czekała katastrofa. W trakcie, gdy łodzie przepełnione niemi zbliżały się do brzegu, zerwała się burza, która wywróciła jedną łódź, a reszcie uniemożliwiła przybicie do brzegu. Część oddziału utonęła wraz z zapasami broni i amunicji, reszta zaś, z trudnością powróciwszy na okręt, musiała wobec zbliżających się z nastaniem dnia statków rosyjskich uchodzić ku najbliższej wyspie szwedzkiej Gottland, skąd już, nie mając ani broni, ani amunicji, powróciła, prócz garstki Polaków, do Anglji.
Tymczasem zaś, zbrojne powstanie na Litwie rozwijało się.
Do wyszczególnionych już wyżej oddziałów przybyły w pierwszych dniach maja partje w powiatach; borysowskim — Czyżyka (78 l.), wilejskim Sucheckiego (koło 50 l.). Objąwszy nad niemi dowództwo i uzupełniwszy je luźnymi ochotnikami, naczelnik — Wincenty Koziełł, już 9 maja oparł się przeważającym siłom moskali pod Dźwinosami. Pow. Trocki postawił 230 ludzi pod Dahlenem, Ładą i Stabrowskim, Wiłkomierski 300 przeszło, przeważnie chłopów żmudzinów pod komendą Kasperowicza (b. oficer Kasper Małecki). W Wileńskiem na miejsce zniesionej pod Dubiczami partji Narbuta stanął oddział Albertyńskiego (100 ludzi). Na Żmudzi poza Dołęgą, idącym tryumfalnym marszem z Puszczy Andronickiej ku granicom Kurlandji na czele 2,500 ludzi, stali jeszcze: Dłuski z ludźmi i Gedgowd, walczący na czele 250 pieszych i jazdy.
Grodzieńskie ruszyło się całe. Wojewódzki Duchyński miał do rozporządzenia partje nowe: brzeską — Leliwy (Wańkowicz) przeszło 100 l., wołkowyską (150 l.) — Młotka (Gust. Strawiński), słonimską (300 ludzi) Czerniawskiego i Jundziłła. A prócz tych, wystawili poza organizacjami powiatowemi: Stasiukiewicz 300 ludzi, Samulski — 70. Sokolski powiat dał jeszcze do pomocy Kobylińskiemu partję (120 l.) Zaremby, Bielski postawił partję Waszkiewicza (50 l.) a Prużański, gdzie daremnie swego czasu budził ruch Rogiński, wystawił niewielką (42 l.) partję Samuchy (Włodek). Pięknie wystąpiły pograniczne powiaty: Nowogródzki ze świetnie uzbrojoną partją szlachty zaściankowej (136 l.), Miłudowskiego i ks. Luszkiewicza, oraz Kobryńszczyzna, gdzie na czele 200 dobranych partyzantów, strzelców i kosynierów, stanął energiczny obywatel miejscowy, dawny podpułkownik saperów, Romuald Traugut, któremu sądzone było odegrać wybitną rolę w powstaniu.
Mińszczyzna wystawiła partję 300 ludzi liczącą a prowadzoną przez Wołożkę, Zarembę i Trusowa w powiecie Mińskim, a prócz tego w kilka dni po swym utworzeniu zniesioną doszczętnie — partję (50 l.) Maszewskiego w pow. Słuckim, oraz dzielną partję Sobka (St. Laskowski) i Swiętorzeckiego — ze 150 strzelców złożoną. W pow. Borysowskim stanęła partja, z kilkudziesięciu ludzi złożona, zniesiona pod Podbereziem w kilka dni po swym utworzeniu się. Dwa kresowe województwa: Inflanckie i Mścisławskie, próbę powstania przypłaciły straszną katastrofą. W Witebskiem — organizator Poncet i obrany dowódcą młody hr. Leon Plater z Kombuli pod Dynaburgiem, na czele 50 ludzi zdobył pod Kresławką transport broni idący z Dynaburga. Napad ten wywołał straszny ruch wśród osiedlonych tam starowierów kacapów. Bandy chłopskie uzbrojone w kosy, widły, pałki rzuciły się na dwory, bijąc i wiążąc szlachtę polską bez różnicy płci i wieku i całemi dziesiątkami poranionych i zmaltretowanych odwożąc do kazamat do Dynaburga. Zrabowano lub spalono w ten sposób kilkadziesiąt majątków. Otoczony zewsząd bandami rozbestwionego chłopstwa, oddziałek Platera bez trudności został zniesiony przez moskali już po kilku dniach. W Mohilowszczyżnie (dawne woj. Mścisławskie) naczelnik tamtejszy Topór (kap. Ludwik Zwierzdowski) miał do rozporządzenia koło 200 ludzi, pod wodzą Hryniewicza, Korsaka, Ancypy i Mancewiczów. Stanąwszy na czele koło setki powstańców, Topór zdobył miasteczko Hory-Horki w pow. Orszańskim. Osaczony jednak, podobnie jak w Witebszczyźnie przez ruch chłopski, straciwszy przytym oddział Hryniewicza, zniesiony po dwudniowych walkach 7 i 8 maja pod Niższą Toszczycą w pow. Rohaczewskim, Topór nie widząc możności prowadzenia walki, mimo zwycięskiej potyczki pod Ozierami, zmuszony był oddział rozpuścić. Inne oddziałki zostały wszystkie wyłapane przez chłopów i trzymały się niedługo.
Ruś wystąpiła o wiele słabiej. Przede wszystkiem w ostatniej chwili odmówiły udziału w zbrojnym wystąpieniu organizacje podolskie, mimo posiadania kilkuset dobrze uzbrojonych powstańców. Zdrada ta była tym dotkliwszą, że Podole, łącząc Besarabję, Galicję, Ukrainę i Wołyń, a przytym posiadając teren niezwykle dla partyzantki dogodny, było bardzo ważnym terytorjum dla powstańców.
Miłkowski nie zdołał nic przygotować w Rumunji, a Wysocki wysłał na Wołyń jedyny oddział (100 l.) pod komendą Leszka Wiśniowskiego, wyparty zaraz po wkroczeniu za Bug. Ruś więc, a właściwie jak teraz, Wołyń i Ukraina pozostawione były samym sobie i mimo to wystąpiły w wyznaczonym terminie do boju. Siły wołyńskie Różyckiego wynosiły koło 1,600 ludzi, przeważnie jazdy. Z powiatów najwięcej dały — Zasławski (250 p. i 150 jazdy) pod wodzą Ciechońskiego, Żytomierski (380 l.) i Zwiahelski, gdzie sam Różycki odrazu stanął na czele kilkuset ludzi. W pow. Skwirskim, niewielka (90 jazdy i 15 piech.) partja Chojnowskiego odrazu została zniesiona przez moskali z pomocą chłopów pod Iwnicą. W Owruczyźnie do 200 ludzi zebrał Leonard Wiśniewski, który zmuszony został po krótkiej partyzantce do odwrotu w Mozyrskie, gdzie partja owrucka zgnieciona została pod Moskalówką.
Wogóle powstanie Wołyńskie utrzymało się przez 20 dni zaledwie. Nie mogąc doczekać się pomocy Wysockiego, Różycki postanowił połączyć swe siły („pułk jazdy wołyńskiej“ i 150 piechoty) z partjami Chranickiego (żytomierska) i zasławską. Chranicki jednak 16 maja pobity pod Miropolem i nad Słuczą, połączywszy się z Ciechońskim, został wraz z nim pobity zupełnie pod Minkowicami. Rozbitki z obu oddziałów, prowadzone przez inżyniera Grünbauma, czas jakiś trzymały się, aż wreszcie zgniecione pod Miakotą, z trudnością przedostały się w Lubelskie. Różycki, ciągnąc na spotkanie z Chranickim pod Miropol, został ztamtąd z małemi stratami odparty. Następnie zaś stoczył szczęśliwie potyczki pod Worobjówką, Łaszkami, Onackowicami i szedł na Podole, które postanowił zmusić do powstania. Rozpaczliwie oczekując pomocy Wysockiego w broni, amunicji, przypierany coraz bardziej do granicy galicyjskiej, a osaczony ze wszystkich stron przez wojsko i bandy chłopskie, mając zaledwie 284 ludzi jazdy wołyńskiej i nieco pieszych, nie więcej jednak razem ponad 350 ludzi — gienerał był w rozpaczliwym położeniu. Nie mogąc wreszcie doczekać się pomocy, a mając na wyczerpaniu amunicję, Różycki stoczył jeszcze ostatnią zwycięską a piękną potyczkę pod Salichą 26 maja. W dwa dni później przeszedł granicę i rozpuścił oddział.
Jeszcze krócej, bo zaledwie do 15 maja trwało powstanie na Ukrainie. Ruszyły tam do boju — organizacja kijowska, która dała 450 piechoty i 150 jazdy, pod komendą Sawy (kapitan Rudnicki), pow. Berdyczowski (200 jazdy i 36 piechoty) pod wodzą majora wojsk polskich Platona Krzyżanowskiego, Wład. Padlewskiego, ojca wojewody płockiego, oraz Czekańskiego. Pow. Taraszczański dał 300 jazdy i 70 piechoty, dowodzonych przez Łukjana Wolę (porucznik saperów Adam Zieliński), a Wasilkowski i Białocerkiewski po kilka małych oddziałków. Wogóle powstanie ukraińskie rozporządzało siłą koło 2,000 ludzi. Na garstkę rzuciły się odrazu masy chłopskie, zorganizowane przez policję i z niewielką pomocą wojska ruch stłumiły. Pod Mirówką, Malinnikami, Borodzianką, Koszowatą, Hrebenką, Białą, gdzie piękne zwycięstwa odnieśli berdyczowiacy, i wreszcie pod Bułhajami, dzielnie walczyli powstańcy, zanim ulegli przemocy, poniósłszy ogromne straty.
Mniejsze partje, jak również oddziałki agitacyjne bez litości były tępione przez chłopów. Szczególniej tragicznym był los garści młodzieży kijowskiej, która rozwoziła „Złotą Hramotę“ po Kijowszczyźnie. Napadnięci przez rozszalałą i podjudzoną tłuszczę na wsi Sołowjówce i nie chcąc użyć broni przeciw ludowi, któremu wolność i ziemię nieśli, szlachetni młodzieńcy bez litości zostali zmasakrowani przez rozjuszony tłum. Dziesięciu zaledwie straszliwie pokaleczonych ocalili i odwieźli do więzienia przybyli do Sołowjówki kozacy.
Klęska powstania ukraińskiego była zupełna i straszna: 141 zabitych, 29 ciężko rannych zaległo pola utarczek, 600 przeważnie straszliwie zmaltretowanych i pokaleczonych jeńców z rozbitych oddziałów przyprowadziły bandy chłopskie do turm, które poza tym wypełniały się aresztowanymi. Nastąpiły wyroki i represje; rozstrzelano przywódców: Zielińskiego, Krzyżanowskiego, Padlewskiego, Rakowskiego, Olszańskiego, Drużbackiego i Ruckiego; na katorgę, lub do rot aresztanckich, posłano 767 osób. Pięć miljonów kontrybucji zapłaciła szlachta ukraińska za tydzień swego powstania. Prócz tego, na równi z Litwą cała Ruś, nie wyłączając Podola, któremu na nic nie zdało się opuszczenie braci — musiała płacić w ciągu 38 lat 105 dochodowego podatku, jako koszta wojenne.
W ten sposób, powstanie polskie na Rusi mogło się zdobyć jedynie na wystawienie, licząc na ogół wraz z woj. Mścisławskiem, do 4,000 powstańców, którzy musieli w krótkim bardzo czasie ulec nie tyle wojskom moskiewskim, ile miejscowemu prawosławnemu ludowi ruskiemu.
Moskwa umiała doskonale przemówić do religijnego uczucia ciemnego chłopstwa, oraz rozbudzić nienawiść socjalną i rzucić całe masy chłopstwa prawosławnego na garść polskiej szlachty katolickiej, której pozostało jedynie krwią własną odkupić kilkusetletnią politykę swoich przodków.
Trudniej cokolwiek szło Moskwie na Litwie. Siły powstania litewskiego, jak widzieliśmy, wyniosły odrazu przeszło 6,500 ludzi bitnej szlachty zaściankowej, chłopów żmudzkich, oraz inteligiencji miejskiej, wszystko niemal zostających pod komendą doświadczonych oficerów. Stanowczość i zajadłość litewska podtrzymały walkę na dłużej, pomimo strasznego ciosu, jaki otrzymało powstanie zaraz w początku przez klęskę Dołęgi. Opuściliśmy go, gdy ciągnął ku granicom Kurlandji, ogłaszając Rząd Narodowy i uwłaszczenie chłopów. Przeciwko Dołędze ruszył ze znacznemi siłami gien. Ganieckij, z drugiej zaś strony, organizowali oddziały ochotnicze zaprzedani Moskwie baronowie kurlandzcy. Pod Medejkami, Dołęga odparł z wielkiemi stratami moskali, którzy jednak, wzmocnieni posiłkami, uderzyli na powstańców pod Hudyszkami. W uporczywej walce powstańcy ulegli. Dołęga, ciężko ranny, oddał komendę Laskowskiemu, który cofnął się pod Sznurkiszki. W tej miejscowości dopędzili powstańców moskale i zadali stanowczą klęskę. Ledwie 400 ludzi zdołali wyprowadzić z pogromu Laskowski i ks. Mackiewicz, cały zaś tabor, sporo broni, dwa sztandary i 60 jeńców wpadło w ręce moskali. Na dobitkę, przypadkowo został odkryty i wzięty do niewoli na jednym z folwarków okolicznych i sam Dołęga.
Laskowski i Ks. Mackiewicz, cofnąwszy się do pow. wiłkomierskiego, wkrótce znów stali na czele przeszło 1000 ludzi. Pomimo klęski Dołęgi, która okropne wrażenie wywarła na całej Litwie, walka ponura i zajadła trwała dalej. Ze 134 bitew i potyczek, wymienionych w miesiącu maju — 46 na Litwę wypada, a wśród nich były krwawe i niezwykle zacięte. Były takiemi naprz. pod Trysztami w pow. szawelskim, stoczone przez Staniewicza, zwycięstwo Dłuskiego pod Sztemplami, pod Polimszą, gdzie pobici zostali powstańcy troccy, zwycięstwo „wileńczuków“ pod Łabonarami, lub połączonych sił Wysłoucha, Lubicza i Sędka pod Rudnikami. Straszną natomiast klęskę poniósł w puszczy Stajkowskiej Koziełł. W Grodzieńskiem, pomimo pierwotną klęskę powstańców pod Waliłami — powstanie rozwijało się wspaniałe; partja prużańska Samuchy — Łęga pobiła moskali pod Piaskami, Młotek i Samulski toczyli uporczywy bój pod Michalinem; Lenkiewicz na czele kilku połączonych partji zbił Moskwę pod Ludwinowem.
W Mińszczyźnie powstańcy walczyli pod Czuryłowem, Piotrowszczyzną, gdzie zniesiona została partja Trusowa, Walerjanami i t. d. Głośnym zaś stało się zwycięstwo dużej partji (300 l.) Swiętorzeckiego i Laskowskiego, odniesione 21 maja pod Marcjanówką, gdzie powstańcy z wielkiemi stratami odparli atak 3 rot piechoty i 60 kozaków. Już jednak w początkach czerwca powstanie Mińskie poczęło słabnąć — większe partje miejscowe zostały rozbite na mniejsze oddziałki, przebiegające województwo i z niesłychanym wysiłkiem podtrzymujące manifestację zbrojną, nakazaną przez dyplomatów. Powstanie ożywiały wkraczające z innych województw partje, przedewszystkiem zaś — Kobryńczycy pod komendą Romualda Trauguta.
Ten ostatni prowadził umiejętnie kampańję partyzancką nad Horyniem, zająwszy niedostępną pozycję niedaleko Horek. W okolicy tej dwukrotnie pobił 17 i 21 maja moskali. Naciśnięty jednak przez przeważające siły pod Porzeczem Skirmuntowskiem, Traugut musiał przejść za Horyń, do Mińszczyzny, planując większą akcję partyzancką wspólnie z partjami wołyńskiemi i mińskiemi.
Tak szła walka na Litwie i Rusi, podjęta pod hasłem jedności politycznej z Polską, oraz w imię obrony kultury Zachodu przed bizantynizmem Moskwy.
W walce tej żywioł polski był pewien poparcia całej Europy, z którą Polskę łączyła jedność kultury, zagrożonej na olbrzymiej przestrzeni ziem litewskich i ruskich. Niestety, pomoc ta była mniej, niż niedostateczna.
Rosja, aczkolwiek obrażona do głębi odrzuceniem amnestji przez powstańców w Polsce i ośmielona nieco umiarkowaniem not, wręczonych przez ambasadorów Francji, Anglji i Austrji 17 kwietnia, czuła się jednak zaszachowaną mocno przez wybuch powstania na Litwie i Rusi. Żywioł polski — zdawało się — już złamany tam zupełnie, demonstrował zbrojno na hasło dane z Paryża — narówni z Królestwem.
Wprawdzie szlacheckie powstanie na Ukrainie i kresach zostało zdławione przez miejscową ludność prawosławną, wprawdzie na Litwie powstańcy ponosili klęski, a jednak pokój tam przywrócony nie został. Katolicka Litwa i katolicka Białoruś — nie dały się przeciwko polskości poruszyć. Co więcej, chłop żmudzki z kosą w ręku walczył w szeregach Dołęgi, ks. Mackiewicza, lub tworzył własnych wodzów: Łukaszunasza, Pujdaka, Gugesa i tylu innych. Ostrożny więc kanclerz rosyjski postanowił działać na zwłokę, korzystając z łagodnej treści not dyplomatycznych. Z not tych bowiem tylko angielska przypominała warunki Kongresu Wiedeńskiego i oskarżała carat, wyrażając zresztą nadzieję, że Rosja „postąpi w sposób taki, aby pokój mógł być przywrócony Polakom i oparty na trwałych podstawach“, a dwie inne mówiły jedynie o potrzebie uspokojenia ogarniętej rewolucyjną agitacją Polski. W początkach też kanclerz starał się być ustępliwym, zwłaszcza, że w sprawie polskiej odezwały się i Włochy.
Odpowiedź więc Gorczakowa mocarstwom była bardzo oględna i łagodna.
W tym samym jednak czasie rząd rosyjski zaczął przygotowywać naród i wojsko do możliwej wojny, co do której najniedorzeczniejsze wieści chodziły po szpaltach prasy europejskiej. Minister wojny, gien. Milutin, rozpoczął gorączkową pracę nad powiększeniem i reorganizacją armji: arsenały i fabryki amunicji pracowały bez wytchnienia — formowano nowe pułki i baterje, wzmacniano twierdze i wybrzeża, wykończano na gwałt reformowanie uzbrojenia... Równocześnie zaś — za pomocą oddanej rządowi prasy i pewnych kół inteligienckich — zapoczątkowano agitację pomiędzy społeczeństwem przeciwko Polsce i całemu Zachodowi. Rząd rosyjski sprawę stawiał zupełnie otwarcie, zaznaczając, że idzie tu o zdobycze Rosji i prawosławia na Litwie i Rusi, zagrożone silnie przez polską szlachtę i kler, popierane ze strony całego łacińskiego Zachodu. Powstanie polskie w broszurach i pismach ulotnych, rozrzucanych po Rosji przedstawiano, jako stek okrucieństw polskich szlachciców i księży, nietylko przeciwko moskiewskim żołnierzom, ale i przeciw biednemu chłopu polskiemu, traktowanemu, jako „bydło“ i „psiakrew“. Opisy okrucieństw, dokonywanych na żołnierzach rosyjskich, którym jakoby Polacy zdzierają po wzięciu do niewoli skórę na piersiach i głowie, lub rozpruwają kosami brzuchy, wyrywają języki i wogóle — których poddają najstraszniejszym torturom, rozrzucano w setkach tysięcy egzemplarzy.
Patryotyczna ta agitacja wzmogła się zwłaszcza po tym, jak do akcji, w sprawie polskiej przystąpiły stopniowo: Hiszpanja, której nota, acz przychylna Polsce, lecz na zupełnym niezrozumieniu sprawy polskiej oparta, wywołała oburzenie wśród narodu, Portugalja, Papież Pius IX, który napisał piękny własnoręczny list do cara, Holandja, Turcja, Szwecja, rozbrzmiewająca entuzjastycznemi manifestacjami na rzecz Polski, i Danja. Ta ostatnia zresztą dopiero pod silnym naciskiem Anglji wysłała notę do Petersburga, wysoce przytem rusofilską. Państewka niemieckie odmówiły udziału w tej demonstracji mocarstw.
Ten napływ not dyplomatycznych do Petersburga, pomimo ich treść, przeważnie bardzo niewinną i poza angielską — raczej humanitarną, niż polityczną, postawił, rzec można, całą Rosję na nogi przeciwko Polsce. Nacjonalistyczna prasa rosyjska, z dawnym liberałem, Katkowem, na czele, uderzyła na alarm. Nowa „wyprawa Francuzów a z niemi dwunastu narodów“ w obronie niewdzięcznych Polaków, co za dobrodziejstwa, im przez Cara-Oswobodziciela świadczone, sięgali ręką drapieżną po „odwiecznie rosyjskie Litwę i Ruś“ — wywołała całą orgję nienawiści przeciwko Polsce. Dla podtrzymania tej nienawiści, a jednocześnie rozbudzenia patryotyzmu wśród narodu moskiewskiego, rząd nie przebierał w środkach. Liberalne reformy splatały się cudacznie z najbardziej demagogicznemi środkami. Społeczeństwo otrzymało liberalny samorząd ziemski i miejski, swobodę prasy, pięknie pomyślaną ustawę uniwersytecką. Minister spraw wewnętrznych, Wałujew, opracowywał projekt przedstawicielstwa narodowego, w Finlandji zwołano posiedzenia sejmu, którego domagały się pod wpływem wieści z Polski obywatelskie żywioły tego kraju już od lat dwu i t. d. Równocześnie zaś pod grozą rzekomego zaboru Litwy i Rusi przez Polaków z pomocą państw zachodnich — zorganizowano umiejętnie całą masę manifestacji patryotycznych, obejmujących szerokie koła. Szlachta petersburska zapoczątkowała adresy wiernopoddańcze do cara, podawanie których odbywało się z wielką uroczystością i dawało powód do antypolskich i antyeuropejskich manifestacji. Adresy słały wszelkie żywioły: szlachta, kupcy, instytucje różnego rodzaju, inteligiencja, rzemieślnicy, uniwersytety i t. d. bez końca.
W pismach otwierano składki, to, na żołnierzy, rannych w bitwach z Polakami, to na polskich chłopów, niszczonych i mordowanych przez szlachtę i księży. Za duszę poległych i za powodzenie oręża rosyjskiego urządzano szereg nabożeństw, w których udział brały dziesiątki tysięcy robotników fabrycznych i chłopów, na równi z młodzieżą i osobistościami z pośród inteligiencji. W ruchu tym przodowali koryfeusze umysłowi społeczeństwa rosyjskiego, ulubieńcy narodu, jak poeci: Niekrasow, Tiutczew, powieściopisarz, stale dotąd przebywający zagranicą z powodu swego liberalizmu, Turgienjew i w. in.
Przez ten czas rząd energicznie działał i na innych polach. Zapewniwszy sobie czynną pomoc Prus w razie zatargu europejskiego, wysłał jednocześnie niewielką eskadrę wice-admirała Lesowskija z ogromną sumą złota i kadrami załóg okrętowych do Ameryki Północnej, gdzie miała powstać korsarska flota rosyjska w celu niszczenia handlu Anglji i Francji. Z północnemi Stanami Ameryki zawarty został sojusz.
Armja rosyjska doprowadzona została przez nową rekrutację i zmobilizowanie wszystkich pułków do olbrzymiej potęgi, a 400,000 wyborowego wojska przeznaczono na plac boju w Polsce, na Litwie i Rusi. Przeciw powstaniu w tych krajach zresztą, rzucono — jak już widzieliśmy — masy ludowe, rozpalając fanatyzm religijny i nienawiść klasową do białości.
Wreszcie, do Wilna wysłany został z nieograniczonemi pełnomocnictwami nowy gienerał-gubernator, Michał Murawjew, osobistość najbardziej bodaj znienawidzona w Rosji, wstecznik, okrutnik, a przytem człowiek żelaznej woli i nie przebierający w środkach.
Po przybyciu z zastępem odpowiednio dobranych urzędników do Wilna, Murawjew odrazu zapoczątkował niesłychane represje. Przedewszystkiem zaś całą szlachtę i kler oddano pod nadzór chłopów, którym dano prawa policji.
Dla przeciągnięcia ludu na stronę rządu przeprowadzono z niezmierną szybkością i krzywdą dla szlachty uwłaszczenie i urządzenie stosunków rolnych na wsi. Cała ludność zobowiązana została pod grozą ciężkich kar do szpiegostwa, majątki nieobecnej w domu i podejrzanej politycznie szlachty wzięto w sekwestr, na resztę zaś nałożono olbrzymie kontrybucje. Wsie i zaścianki, któreby w jaki bądź sposób pomogły powstańcom, Murawjew kazał palić, ziemię po nich zaorywać, a ludność przesiedlać na Syberję. Aresztowania masowe były na porządku dziennym, egzekucje zaś szły za egzekucjami. W krótkim czasie stracono publicznie: ks. Iszorę, ks. Ziemackiego, Laskowskiego, Sierakowskiego, Kołyszkę — w Wilnie, a w każdym powiecie musiał być stracony przynajmniej jeden powstaniec. Kontrybucje doszły do niesłychanych rozmiarów. Biskup Krasiński został wysłany do Rosji, a za nim masami całemi wywożono administracyjnie ludzi wpływowych... Groza i przerażenie zapanowały na Litwie całej, a rozbitki powstańcze z wściekłością rozpaczy i zaciętością litewską rzuciły się w bój, by choć zginąć, jeżeli nie otrzymają pomocy zapowiedzianej.
Mocarstwa jednak Zachodu, ani w małej części nie zdawały sobie sprawy z istoty i ważności wypadków, tak, jak je rozumiała Rosja. Zajęte swojemi sprawami i nie ufające sobie wzajemnie, rządy nie dostrzegały całej grozy niebezpieczeństwa, jakie zawisło nad dziedzinami kultury zachodniej, a widząc gotowość i zbrojenia Rosji, zaczęły się powoli z akcji wycofywać.
Po otrzymaniu odpowiedzi rosyjskiej na noty z dnia 17 kwietnia, zaczęły się nieskończone pertraktacje pomiędzy rządami Anglji, Francji i Austrji, które wreszcie doprowadziły do wysłania jednobrzmiących not przez te mocarstwa do Petersburga. Noty te, wręczone 17 i 18 czerwca, wywołały oburzenie i rozgoryczenie w Polsce. Punktem wyjścia dla rokowań w sprawie polskiej miało być uwzględnienie przez Rosję następujących żądań: 1) zupełna i ogólna amnestja, 2) przywrócenie Konstytucji 1815 r., 3) całkowita administracja polska w Królestwie, wolność sumienia i zniesienie ograniczeń Kościoła katolickiego, 4) wyłączne panowanie języka polskiego w szkole, sądach i urzędach, 5) zaprowadzenie rekrutacji prawidłowej.
Pozatym ogólnikowo noty mówiły o potrzebie zwołania konferencji mocarstw, na akcie Kongresu Wiedeńskiego podpisanych, o zawieszeniu broni i t. d.
Treść not, zawierająca punkty ze sobą sprzeczne i chaotycznie rzucone, świadczyła o słabości związku mocarstw interweniujących. Widmo wojny, grożące jeszcze nie tak dawno, zacierało się powoli: Francja, zajęta awanturą meksykańską, nie była zdolna do podjęcia energicznych działań, inne mocarstwa wyraźnie dawały poznać swoje pokojowe zamiary.
Sytuacja więc Polski była rozpaczliwa: na poparcie Zachodu w swej walce o Litwę i Ruś, na zbrojną interwencję, trudno było wobec tych not rachować, a z drugiej strony Rosja, dziś potężna i gotowa do boju, zmieniła ton, grożąc już samej Polsce. Myśl odebrania Królestwu autonomji i poddania kraju represjom i rusyfikacji stawała się coraz popularniejszą w Rosji.
„Twoje, Najjaśniejszy Panie, prawo do Królestwa Polskiego — jest silnem prawem — pisała w swoim adresie szlachta moskiewska. Nabyte ono zostało krwią rosyjską, wielokrotnie przelaną w obronie przed polską chciwością władzy i polską zdradą. Sąd Boży rozstrzygnął nasz spór i Królestwo Polskie jest nierozdzielne z Twoją monarchją“.
Echa o powodzeniu rozbudzonej sprawy socjalnej na Litwie i Rusi, gdzie cepy, widły i kosy chłopa prawosławnego skuteczniej dławiły „bunt“ katolickiej szlachty, niż karabiny i działa, robiły swoje również.
Rząd zdecydował się powoli na przywrócenie mikołajewskiego regime’u i w Królestwie Polskim. Wysłano tam do pomocy W. Ks. Konstantemu, chytrego i całkowicie Moskwie zaprzedanego karjerowicza, niemca — feldmarszałka Berga, którego zamierzano zrobić następcą W. Księcia, gdy nadejdzie czas represji w stylu Murawjewa.
Poufnie nakazano skłaniać do dymisji Wielopolskiego, oraz surowiej postępować. Wreszcie w czerwcu wywieziony został do Jarosławia Arcybiskup Feliński.
Królestwo wobec tego wszystkiego, jak i cały żywioł polski — skazane były na walkę dalszą. Żadnej względności od Moskwy spodziewać się nie było można — pozostawała walka na śmierć i życie przy słabej nadziei na to, że zawikłania, na jakie wciąż zanosiło się w Europie, do wojny doprowadzą. Nie brakło zresztą na ten temat i zachęty z zagranicy, gdzie już od 15 maja reprezentantem Rządu Narodowego był bezpośrednio komunikujący się z Napoleonem III Ks. Władysław Czartoryski, a stanowiska agientów dyplomatycznych w poszczególnych państwach objęli dobrze widziani u dworów i rządów przedstawiciele rodów arystokratycznych.
Wiele też do myślenia dawało zachowanie się Austrji, przychylne powstaniu.
Walka więc trwała dalej.
W drugiej połowie maja i czerwca, t. j. w okresie, gdy ważyły się losy zarówno Litwy i Rusi, jak interwencji Zachodu, ośrodek ruchu zbrojnego w Królestwie, z woj. Kaliskiego po Ignacewskiej klęsce przeszedł do województw: Sandomierskiego i Płockiego. Mocno natomiast zmalało powstanie w Krakowskiem, mniej nieco na Mazowszu, gdzie stoczono zaledwie 6 potyczek w ciągu całego czerwca, zupełnie zaś osłabło w Lubelskiem, pomimo dość znacznych sił, skoncentrowanych w tym województwie.
W pow. Lubartowskim woj. Lubelskiego już od końca kwietnia organizowało się kilka partji w ogólnej sile koło 400 ludzi, któremi kierował major Rudzki, a niezależnie od tego, znaczny, bo 315 nieźle uzbrojonych ludzi liczący, oddział sformował oficer rosyjski, Koskowski. Ten ostatni, skomunikowawszy się z podlaską partją Krysińskiego (400 ludzi), w dniu 24 maja uderzył na 4 roty piechoty i sotnię kozaków z 4 armatami pod Sobolewem. Kilkugodzinna bitwa skończyła się jednak klęską powstańców. Krysiński cofnął się na Podlasie, a rozbitki Koskowskiego przyłączyli się do partji Lelewela, który w 100 kosynierów, 80 strzelców i 30 jazdy szedł z Galicji, zdobył magazyny moskiewskie w Zaklikowie, a stoczywszy 30 maja nieszczęśliwą potyczkę pod Chruśliną, z pozostałemi mu 80 ludźmi ruszył w znajome sobie ostępy leśne Podlasia.
Koło Kraśnika partję koło 400 ludzi, przeważnie chłopów kosynierów, liczącą, zebrał nadleśny Wagner, któremu udała się umiejętna zasadzka na 2 roty moskali pod Sobieszczanami w końcu czerwca. Lubartowskie oddziały Rudzkiego, wzmocnione przez przybywających rozbitków do 600 l., zajęły Chełm, a w czerwcu manewrowały po całym województwie, alarmując załogi rosyjskie po miastach, nie wyłączając Lublina. W końcu miesiąca ruszyły one w Hrubieszowskie, by współdziałać z oddziałami, które miały wkroczyć na Ruś i w Lubelskie z Galicji pod ogólnym dowództwem gien. Wysockiego.
Oddziałom galicyjskim nie wiodło się. Prócz Lelewela, wkroczył w Lubelskie major Żalplachta (of. austr. Zapałowicz) z 300 p. i 32 jazdy, dobrze uzbrojonych. Połączywszy się z partją Czerwińskiego (koło 500 ludzi) i wracającą z Wołynia setką powstańców Leszka Wiśniewskiego, Żalplachta stoczył 17 maja szczęśliwą bitwę pod Tyszowcami. Odparłszy moskali, powstańcy podzielili się. Partja Wiśniewskiego, zaopatrzywszy się w broń i amunicję, ruszyła znów za Bug. Na osłabionych zaś Żalplachtę i Czerwińskiego pod Tuczapami napadły przeważające siły moskali i zadały im straszną klęskę. Ledwie 300 ludzi zdołało w jakim takim porządku cofnąć się do Galicji.
W sąsiedniem Sandomierskiem — po odmaszerowaniu podlasiaków — Czachowski zreorganizował swój oddział, liczący teraz 19 jazdy, 370 strzelców i 50 kosynierów, oraz prowadził zajadłą kampańję aż do połowy czerwca. Osaczony zewsząd, dzielny ten partyzant walczył szczęśliwie pod Bukownem, Rusinowem i Niekłaniem w początkach czerwca, aż wreszcie cofnął się wśród potyczek pod Wąchock w Siekierzyńskie lasy. Stoczywszy tam 11 czerwca ostatnią swoją w tej kampańji bitwę, Czachowski oddział rozpuścił na odpoczynek, sam zaś, mianowany przez Rząd Narodowy gienerałem, udał się do Galicji. Wcześniej i tragiczniej skończyła w tem województwie partja Kononowicza, do 300 ludzi zmniejszona. Osaczony zewsząd przez przeważające siły moskiewskie, Kononowicz po odparciu wroga pod Czarną i Rozniszowem rozpuścił oddział, wyznaczywszy punkt zborny. Sam jednak został pochwycony przez moskali i rozstrzelany w Warce z 2 towarzyszącymi mu oficerami. Żołnierze jego rozproszyli się po innych partjach. W sposób haniebny zakończyła istnienie przybyła w Sandomierskie żandarmerja pow. Rawskiego, pod wodzą Stamirowskiego (90 l.), dopuszczająca się strasznych gwałtów i nadużyć. Partję tę Czachowski, na krótko przed swym odjazdem za granicę, hojnie obdzieliwszy batogami żołnierzy, po zastrzeleniu „jak psa“ przed frontem dowódcy, wcielił do różnych oddziałów. Po rozbiciu pod Goździkowem oddziałku żandarmerji, której dowódcę Wiśniewskiego, moskale powiesili w Radomiu, powstanie Sandomierskie zupełnie by upadło, gdyby nie wkroczyła tam z Mazowieckiego świetna partja Drewnowskiego (dym. major w. r. Jaworski), złożona z 800 ludzi. W pierwszych jednak starciach pod Ulowem i Stawiszynem, wódz partji haniebnie opuścił żołnierzy, a dowództwo objął ex-oficer pruski — Grabowski. Prócz tego, w końcu czerwca z Krakowskiego przybyły partje: Chabriolle’a, Lütticha i Bończy pod ogólnym dowództwem Oksińskiego, liczące do 1,000 ludzi.
Wyparty po klęsce pod Rychłocicami z Kaliskiego, oddział Oksińskiego został pobity 27 maja pod Koniecpolem, poczem przyłączywszy do siebie pozbawioną dowódcy, który legł w bitwie pod Górami, żandarmerję Bończy i wzmocniwszy się napływem ochotników, wszedł w Sandomierskie. Tu w końcu czerwca pobity pod Przedborzem i Skotnikami, oddział został przez Oksińskiego rozpuszczony. Żandarmerja wróciła w Krakowskie pod komendą Kosy, a Lüttich z jazdą ruszył w Piotrkowskie.
Straszna katastrofa spotkała w drugiej połowie czerwca dwa wyborowe oddziały, wkraczające do Królestwa pod ogólną komendą mianowanego na miejsce Czachowskiego naczelnikiem województw Krakowskiego i Sandomierskiego pułk. Jordana. W dniu 20 czerwca oddziały te (700 l.) zaraz po przejściu Wisły, zostały napadnięte przez moskali. Partja piesza (300 l.) Dunajewskiego pod Szczucinem została wyparta za granicę i rozbrojona przez austrjaków, partja zaś Chościakiewicza (of. żuawów papieskich, Popiel), w liczbie 330 piechoty i 50 jazdy, została zniesiona pod Komorowem. Kilkudziesięciu zaledwie powstańców z samym Jordanem zdołało wydostać się za granicę.
Na Mazowszu uparte boje prowadziły partje (1,000 l.) Włodka, Oborskiego, Szumlańskiego i Słupskiego, połączone pod ogólną komendą Słupskiego; partja Grabowskiego (200 kos. 50 str. i 100 j.), który powrócił z Sandomierskiego i kilka partji, formowanych przez pułk. Calliera, który po wyleczeniu się organizował województwo, nakazując tworzyć wszędzie po powiatach oddziały. Z mazowieckich bitew zasłynęły: Grabowskiego — pod Nową Wsią, zwycięstwo połączonych partji Słupskiego pod Babskiem, oraz zwycięstwa przybyłych z Podlasia partji Jankowskiego i Zielińskiego w końcu maja pod Rudą i Okuniewem.
Kaliskie po klęsce Ignacewskiej ożywiły oddziały Słupskiego, które po bitwie pod Nową Wsią wkroczyły tu i walczyły zażarcie pod Dobrą, gdzie ciężko ranni zostali Oborski i Włodek, a następnie już pod komendą Calliera — pod Rychwałem i Brudzewem, gdzie na drugi dzień po zwycięstwie rychwalskiem poniosły klęskę. Prócz tych oddziałów, w Kaliskiem walczyły w tym czasie partje: Raczkowskiego (700 l.), która odniosła zwycięstwo pod Sadlnem, lecz na drugi dzień zaraz została pobita na głowę pod Kleczewem; Tatara i Korotyńskiego, rozbite pod Lututowem i żandarmerja Rembowskiego (250 l.). Wreszcie, mianowany gienerałem i niezrażony pogromem Ignacewskim, Taczanowski, naczelnik województwa, tak samo jak Callier na Mazowszu, formował w każdym powiecie oddziałki ułanów, które w końcu czerwca wyniosły koło 500 świetnie uzbrojonych i zaopatrzonych żołnierzy. W Łęczyckiem, na czele żandarmerji działał znany nam już z Grodzieńskiego Walenty Parczewski. Razem siły powstania Kaliskiego wynosiły w połowie czerwca koło 2,000 ludzi.
Na Podlasiu, poza przybyłym z Lubelskiego Lelewelem, którego partja urósłszy do 350 l., po utarczkach pod Korytnicą i Żelechowem została pobita na głowę pod Różą 23 czerwca, walczyło sporo sił miejscowych, alarmując moskali i prowadząc umiejętną partyzantkę. Prócz czynnych od początków powstania partji: Jankowskiego, która, jak widzieliśmy, w tym czasie działała na Mazowszu — zaznaczyły się partje: Bialska (170 l.) pod komendą Grzymały (Jarocki), Radzyńska (180 p. 50 j.), Krysińskiego, Węgrowska (200 l.) Lutyńskiago, Małkińska (350 l.) Stasiukiewicza, żandarmerja (50 l.) Łaskiego — i wreszcie dawna partja Lewandowskiego, którą obecnie prowadził ks. Brzózka. Większych jednak potyczek, wśród 14 zanotowanych na tym terenie w ciągu maja i czerwca utarczek, te partje poza wspomnianą klęską Lelewela pod Różą — nie stoczyły.
Żwawo za to szły walki w Płockiem, gdzie powstanie, mimo klęski i stracenia Padlewskiego, liczyło w tym czasie przeszło 2,000 ludzi, z czego 1,200 strzelców i kosynierów pod wodzą znanego nam już z napadu na Radzyń w Noc Styczniową Deskura i pomagającego mu Mystkowskiego w początku maja odniosło zwycięstwo pod Stokiem.
Już jednak 13 maja pod Czyżewem, Mystkowski i Deskur, połączeni z ostrołęcką partją Dąbkowskiego, ponieśli klęskę, utraciwszy większość oficerów wraz z Mystkowskim. Z rozbitków uformowali nowe partje Frycze i Broniewski, którzy, działając wspólnie z podlaską partją Lutyńskiego, pobili w krwawej bitwie moskali pod Naguszewem. W Przasnyskiem niedaleko Drążdżewa, zorganizował oddział z 240 l., oficer rosyjski Trąpczyński. Odparł on atak moskali w trzydniowej bitwie 27—29 czerwca, poczym wraz z Jasińskim, prowadzącym dawne partje Mystkowskiego, Deskura, Broniewskiego i poległego pod Łączką Fryczego, ruszył w Augustowskie.
Tam w leśnym ostępie „Kozi Rynek“ pod miastem Lipskiem, ćwiczył swój oddział (600 ludzi), przybyły tu pułk. Wawer, który połączywszy się z dawną partją Andruszkiewicza, prowadzoną przez Brandta i partją „Oddział V“ d-ra Hłaski, zadał klęskę moskalom pod Kadyszem. Obok nich w Marjampolskim walczył szczęśliwie z moskalami Paweł Suzin na czele 300 ludzi pod Poszławankami i pod Balwierzyszkami. W czerwcu partje Suzina, Hłaski i Brandta wspólnie walczyły pod Olitą lecz następnie poniosły klęskę, w której padł Suzin pod Serejami. Poza tym w Augustowskiem działały partje Dahlena (70 l.), Wodzyńskiego (koło 60 l.) i zniszczona w końcu czerwca przez zdradę swego dowódcy, Tykocińska partja (400 l.) Szajeckiego. W ostatnich dniach czerwca wreszcie zakończył klęską swoją świetną kampanję i Wawer. Osaczony przez 5,000 piechoty i 1,500 jazdy z 8-u działami, Wawer odniósł piękne zwycięstwo nad jednym z osaczających go oddziałów pod Gruszkami. Na drugi dzień jednak, napadnięty podczas odpoczynku w „Kozim Rynku“, został na głowę pobity i cofnął się ku Łomży, dla połączenia z Jasińskim i Trąpczyńskim. Na parę dni przed tym pod Bereżnikiem zniesiona została partja Hłaski. Nastała chwilowa cisza — partje reorganizowały się.
Nie dawało się zniszczyć szalonym wysiłkom Murawjewa i powstanie litewskie. W Grodzieńskiem zażarcie walczy Duchyński pod Mereczowszczyzną, w tydzień później Włodek i Wańkowicz pod Koroczynem, a Wróblewski bije Moskwę pod Łyskowem.
Bracia Ejtminowicze trzymają się z partją kilkuset ludzi w okolicach Puszczy Białowieskiej. Obok nich na czele świetnie dobranej, acz niewielkiej, konnej partji krąży Kobyliński, który zdobywa arsenał i magazyny w Różanie; w Sokolszczyźnie trwa partja Zasulicza (150 l.), nie licząc sporej ilości drobnych oddziałków.
Również dzielnie, a z większą jeszcze zajadłością, trzymali się żmudzini. Połączone w Rosieńskiem partje Laskowskiego i ks. Mackiewicza (800 l.) pobiły Moskwę pod Cytowjanami. Drugie głośne zwycięstwo odnieśli pod Draginiami połączonemi siłami Dłuski i Jastrzębiec (pułk. rosyjski Jasiński); pod Worniami wreszcie zniósł oddział moskali przybyły tam ze „słonimczukami“ Nieczuja (Paulin Bohdanowicz). Piękną była również potyczka Robaka (Ibjański) pod Sesilkami i w. in.
Klęski natomiast ciężkie poniosło powstanie wileńskie. Zwycięzkie pod Rudnikami partje Wysłoucha, Sędka i Lubicza, osaczone zewsząd, po szeregu potyczek — poszły wreszcie w rozsypkę pod Olkienikami i Pieleniszkami w połowie czerwca. W parę dni później partja Kazim. Narbuta (100 l.) zniesiona została pod Rudnikami. Wreszcie w końcu czerwca zniesione zostały partje Albertusa pod Giedrojciami i Ostrogi (Paradowski) pod Korhuniakami. Ze szczęśliwych utarczek podkreślić trzeba potyczkę nowozorganizowanej partji Czechowicza Leona pod Lubkami.
Ogółem Litwa w czerwcu, mimo niesłychane okrucieństwa i wysłanie przeciw partjom sił znacznych, mając niespełna już po klęskach majowych 4,000 ludzi, potrafiła stoczyć przeszło 40 bitew i potyczek — wierna komendzie z Warszawy, gdzie tymczasem ważne zachodziły zmiany.
Umiarkowana bowiem polityka Rządu Narodowego, ślepo idąca za rozkazami i wskazówkami Hotel Lambert, wzniecała opozycję żywiołów radykalnych, widzących bezowocność dyplomacji.
Mierosławski przedewszystkiem ani na chwilę nie chciał uznać prawowitości Rządu, dyktatury nie składał i na każdym kroku protestował. Z jego natchnienia i pod jego kierunkiem tworzyły się spiski, zarówno w wojsku, którego czerwone żywioły sarkały na zaprzepaszczenie sprawy powstania i Ojczyzny przez „Białą Targowicę“, jak i w samej Warszawie, gdzie w imieniu Czerwonego gienerała tworzył spiski wśród organizacji cywilnej i w interesach dyktatury jego prowadził gorącą agitację Władysław Daniłowski. Wreszcie opozycję rozpoczęli i ocaleni z pogromu Czerwieńcy, w których rękach znajdowała się organizacja miejska, z kijowiakiem, energicznym i szlachetnym naczelnikiem miasta, Lempkem, na czele.
„Należy się cofnąć „w tył“ — pisała programowa broszura Czerwieńców — i postawić powstanie możliwie znowu w owych warunkach, w jakich rozpocząć się miało. Bodajby się przyczaić. Nakazać dowódcom oddziałów, aby ludzi świadomych porozsyłali po całym kraju, do miast, miasteczek i wsi, dla organizowania ich, dla urządzania pospolitych kosynierskich ruszeń na tyłach moskali — wogóle — dla nadania krajowi charakteru powstańczego. Następnie należy z Polską walczącą i zabory niemieckie nie solidarnością luźną, ale ścisłą jednolitą organizacją zcentralizować“.
Uznając konieczność oświadczenia rządom europejskim, wobec ich stanowiska w sprawie polskiej — „że nie o ustępstwa, nie o reformy, ale o Polskę całą, wolną się bijemy“, broszura ta żąda dalej utworzenia Trybunału Rewolucyjnego, stojącego ponad Rządem, niby sumienie Narodu i bezwzględna sprawiedliwość, a pełniącego władzę wykonawczą za pomocą dobrze zorganizowanej kompańji nożowników“.
Trybunał ten — dla ostatecznego zerwania z Rosją i zapobieżenia wszelkiej „możliwości cofnięcia się“ — powinien „sprzątnąć Konstantego, sprzątnąć Wielopolskiego, sprzątnąć lub usunąć Murawjewa, Annenkowa, Nazimowa, Szachowskija, Czengerego, Dłotowskiego, Druckiego, Gawryłowa i t. d. i t. d., choćby tysiąc ludzi i sto tysięcy rubli wyłącznie na to poświęcić przyszło“. „Ale — zważcie wszyscy — kończy broszura — którzykolwiek winnymi się czujecie i przejrzyjcie wszyscy, którzykolwiek oszukiwani jesteście, że jeżeli obecne powstanie zdusicie, niema dla was już więcej nadziei, a nadzieja Polski utonie w rzeziach i sprawdzą się słowa Wielopolskiego, że wyłącznie i jedynie chłopskie powstanie Polskę zbawi. I bądźcie pewni, że cokolwiek z niedobitków z dzisiejszych żołnierzy zostanie, wszystko pod ten sztandar się rzuci i nie będzie już wtedy szczęśliwych dzisiejszych okoliczności, któreby burzę powstańczą zażegnały. Mówię to, znając dobrze braci moich biednych, mówię to z całą grozą, z całym sumieniem, a jeżeli kto chce, — z całym cynizmem zwątpienia“.
Siły jednak Czerwonych, nawet w połączeniu z mierosławszczykami, nie odpowiadały zupełnie ich zamiarom. W końcu maja i początkach czerwca, w same Zielone Świątki — mimo to zdecydowały się żywioły opozycyjne na zamach stanu. Lempke na czele sztyletników rozpędził posiedzenie Rządu Narodowego i stworzono nowy skład jego. Bezpośredni autorowie zamachu: Ignacy Chmieleński, Asnyk, Narzymski, Glikselli, Landowski — ludzie, bądź młodzi, bądź też, jak Chmieleński, ścigani listami gończemi i ukrywający się przed policją — byli niemożliwi. Do składu więc Rządu zaproszono radykalnych „obywateli“ poważniejszych. Byli to: adwokaci warszawscy: Piotr Kobylański i Henryk Bąkowski, sekretarz Senatu — Franciszek Dobrowolski, i asesor sądu poprawczego — Erazm Malinowski. Z dawnych członków Rządu dla ciągłości spraw pozostał J. K. Janowski. Dla czuwania nad polityką Rządu, której radykalny program opracował Dobrowolski, utworzono „Komitet Ocalenia Publicznego“, odpowiadający wspomnianemu „Trybunałowi Rewolucyjnemu“, który „stale miał trzymać nóż na gardle swoich i obcych polityków, ministrów i monarchów“, a składał się z czerwonej młodzieży.
Działalność nowego rządu, nieobeznanego zupełnie ani ze spiskiem, ani ze sprawami powstania nie była długą. Wydał on kilka dekretów rewolucyjnej i radykalnej treści, stworzył projekt wojewódzkich trybunałów rewolucyjnych, które, mimo fantazje, na temat ten tworzone, nigdy nie istniały na serjo, ale nie potrafił nawet skomunikować się ani z oddziałami, ani z organizacjami prowincjonalnemi.
Na sprawy też powstania zmiana rządu wpływu nie wywarła, górnolotnie zaś pisane, groźne, jakobińskie, a ginące bez echa dekrety wywoływały kontragitację żywiołów umiarkowanych. Sytuację pogarszał jeszcze chaos w organizacji, której pojedyńczy członkowie lub poszczególne ogniwa samowolnie wykonywały zabójstwa polityczne (między innemi zasztyletowany wówczas został wydawca „Komunałów“ i filar „Dziennika Powszechnego“ — literat Miniszewski), oraz wykonywały akcję polityczną na własną rękę. Jeden z takich samowolnych czynów stał się głośnym w całej Europie. W dniu 8 czerwca, wydziałowy organizacji miejskiej, student Uniwersytetu Petersburskiego, Aleksander Waszkowski, zdołał z pomocą kilku urzędników i członków organizacji wykraść z Kasy Głównej 4,253,242 rub. 90 kop.
Po zabraniu takiej olbrzymiej sumy Moskwie, Waszkowski i dopomagający mu członkowie organizacji oświadczyli, że wręczą tę sumę tylko temu Rządowi Narodowemu, w którym zasiądzie świeżo wypuszczony z cytadeli Karol Majewski. Że zaś w tym czasie Rząd t. zw. „Czerwcowy“, zniechęcony trudnościami, jakie napotykał, rozpadał się stopniowo i nie miał żadnego wpływu, więc zmiana jego była niezwykle łatwą. Pieczęcie i dokumenty zostały wręczone przez Kobylańskiego Lempkemu, a ten wraz z Janowskim i Majewskim wzięli się do zorganizowania nowego składu Rządu Narodowego, który miał powstać na zupełnie innych, niż dotąd podstawach.
Utworzenie nowego rządu było związane z nową akcją Białych i nowemi nadziejami na pomoc Europy.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Dąbrowski.