Pompalińscy/Część trzecia/Rozdział VII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Eliza Orzeszkowa
Tytuł Pompalińscy
Wydawca Redakcya „Przeglądu Tygodniowego“
Data wydania 1876
Druk Drukarnia Przeglądu Tygodniowego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część trzecia
Pobierz jako: Pobierz Cała część trzecia jako ePub Pobierz Cała część trzecia jako PDF Pobierz Cała część trzecia jako MOBI
Cała powieść
Pobierz jako: Pobierz Cała powieść jako ePub Pobierz Cała powieść jako PDF Pobierz Cała powieść jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ VII.

Hr. August późno wróciwszy z klubu, zasiadał dopiero we wschodnim swym szlafroku i z bursztynowym cybuszkiem w ustach, przed śniadaniową zastawą, gdy do gabinetu jego wpadł w zgrabnem, porannem ubraniu z aryetką jakąś na ustach, hr. Wilhelm.
Bonjour, Wilusiu! czy mogę wiedzieć, gdzie mi przepadasz od dni dwóch? nie było cię wczoraj ani w domu, ani w klubie?
Bonjour, papa, odparł syn pochylając się i składając pocałunek na czole ojcowskim. O! gdzie ja przepadam! to cała historya! suis-tu papa! je fais ma fin! j’epouse...
Hr. August drgnął cały i wlepił w twarz syna szeroko roztwarte oczy. Jakkolwiek twarz ta świeżą była i wesołą jak zwykle, malował się na niej jakiś cień zamyślenia, czy rozmarzenia który świadczył, że Wilhelm nie żartował wcale.
Tu épouse! wymówił hr. August wypuszczając z ręki łyżeczkę od kawy; A qui épouses tu donc si... si a l’improviste!
Cher papa, wymówił Wilhelm z ukłonem głębokim, wpółżartobliwym, wpółuroczystym, j’épouse Mlle Delice Kniks!...
Wrażenie jakie słowa te wywarły na hr. Augusta, dałoby się porównać tylko z tem, jakiego przed laty doznał ów Pompaliński pomniejszy, ojciec Pawełka i Leokadyi, w chwili gdy siedząc u okna oberży pińskiej, usłyszał słowa współobywateli swych dowodzące, że nie pochodził on z tych samych Pompalińskich! Tu jak tam śmiertelny atak apoplektyczny zdawał się być przez chwilę blizkim i nieuniknionym. Tu przecież jak tam, za szczególnem jakiemś zrządzeniem Opatrzności, atak ten nie nastąpił. Hr. August zrumieniony do szkarłatu, z wyprężonemi na czole żyłami, siedział sekund kilka jak skamieniały, nagle porwał się z krzesła, wyprężył się w całej swej wysokości i pięścią uderzając o stół, krzyknął:
Jamais! nigdy!
Wilhelm zbliżył się ku tak srodze rozgniewanemu ojcu swemu, ujął go łagodnie za obie ręce i posadził znowu na fotelu. Hr. August oniemiały i odurzony, posłusznym był jak dziecko. Wilhelm powtórnie pocałował go w czoło.
— Nie nigdy, cher papa, ale za miesiąc, rzekł bardzo stanowczym tonem: za miesiąc poprowadzę do ołtarza pannę Delicyą Kniksównę...
J’en mourrai! umrę! jęknął hr. August.
— Pewny jestem, cher papa, że nieszczęście to nie nastąpi. Chciej mię tylko posłuchać!
Mówiąc to, przysunął taboret do fotelu ojcowskiego i siadając zarzucił ramię na szyję ojca.
— Panna Delicya jest istotą prześliczną, zaczął.
Hr. August wstrząsnął obu rękami.
Ne m’en parles-pas! jęknął, je l’abhorre! to zły duch naszej rodziny!
— Jest to, cher papa, duch bardzo słodziutki i rozumniutki w najpiękniejszem pod słońcem ciele... Szaleję za nią!
— Szalałeś już za dziesiątkami kobiet Wilusiu, a nie ożeniłeś przecież z żadną!
— Do ożenienia się z panną Delicyą skłania mię nie tylko już zachwycenie, w którem ona mię pogrążyła, ale także i uczucie honoru!
Hr. August spojrzał na syna dziwnemi oczami. Pomimo przerażenia pod wpływem którego zostawał szczególny jakiś uśmieszek zabłądził na jego usta.
— Honoru? wymówił, diable! comme tu y allais! pocóż było tak się śpieszyć...
Honni soit qui mol y pense! odparł Wilhelm. Nie śpieszyłem się wcale i byłbym może wyszedł z historyi całej nieskazitelnym jak Józef Patryarcha, tembardziej że Delicya jest najskromniejszym i najczystszym kwiatkiem jaki widziałem kiedy... ale stało się... stało się tak, cher papa, że Cezary nadszedł w chwili właśnie, gdyśmy czynili sobie wzajemnie wyznania... wyznania drażliwej nieco dla uszu narzeczonego natury...
Teraz na twarzy hr. Augusta malował się znowu przestrach, ale całkiem już czem innem spowodowany.
— Nie wyzwał cię? rzucił prędko i z niepokojem patrząc na syna.
— Ani pomyślał o tem, odparł Wilhelm.
Dieu merci! splatając pulchne dłonie jak do modlitwy, szepnął hr. August. Lękam się zawsze o te pojedynki... jesteś tak zapalczywy, Wilusiu, a już i te dwa, które miałeś w swojem życiu, kosztowały mi dużo zdrowia...
— Widzisz, cher papa, jak szczęśliwie się składa! Nie zostałem wyzwanym i nie będę zabitym. Ożenię się z najpiękniejszą i najmilszą w świecie kobietą, zamieszkamy przy tobie i wszyscy troje będziemy zostawali aż do śmierci w nieskazitelnie wesołych humorach!
— Ależ to być nie może! ja na to nie zgodzę się nigdy! jest to zupełne niepodobieństwo! z gniewem a większą jeszcze trwogą wybuchnął znowu hr. August.
Wilhelm, białą dłonią poklepał ojca po ramieniu i poraz trzeci pocałował go w czoło,
— Jest to konieczność nieuchronna, cher papa! rzekł. Rozkochałem się szalenie w Delicyi, a do posiadania jej w żaden sposób dojść inaczej nie mogę, jak przez kościół i księdza...
Bêtisse! sarknął ojciec. Zrób nad sobą wysilenie... przezwycięż się...
— Nie mogę! jęknął Wilhelm, nie mam dostatecznej wprawy po temu... Byłeś dla mnie zawsze tak dobrym, papo tak niewypowiedzianie i niezmordowanie dobrym, że ani razu jeszcze w życiu mem nie byłem postawiony w konieczności zwyciężania się...
Mówiąc to ujął rękę ojca i pieszczotliwie spoglądając mu w oczy, przycisnął ją do ust.
— Byłem dla ciebie dobrym ojcem Wilusiu, zaczął August rozrzewnionym już nieco głosem, ale i ty także jesteś najlepszym i najmilszym w świecie chłopakiem... Byliśmy z sobą zawsze, nietylko już jako ojciec i syn, ale jako... chose... jako przyjaciele i dobrzy towarzysze... przez miłość dla mnie, Wilusiu, przezwycięż się... ten raz tylko... spróbuj... przezwycięż się...
— A obowiązek honoru? czy także mam go przezwyciężyć? zagadnął Wilhelm.
Dieu te garde, abyś kiedy chybił honorowi! ale jaki tu może być obowiązek?.. jaki honor?.. sam mówisz przecie, że pomiędzy wami... nie było, no,... chose... nie było nic takiego...
— Panna Delicya utraciła przezemnie partyą.. zerwanie z Cezarym, tak nagłe, skompromituje ją w oczach świata!
— Jakie tam skompromitowanie! w oczach jakiego tam świata! wróci do swojej puszczy i znajdzie tam sobie jakiego Kiksa czy Szyksa... Si c’etait au moins une femme du monde, ale parafianeczka jakaś... wnuczka łapciastego szlachcica...
Cher papa, rzeki Wilhelm, ani wyobrazić sobie nie możesz, jak teraz świat postępuje szybko! Parafianeczka o której mówisz, zostawszy moją żoną, będzie najwytworniejszą i najświetniejszą ze wszystkich dam, którym kiedykolwiek wielki świat hołdy swe składał... C’est une creature vraiment delicieuse! Delikatna jak lilia, rozkoszna jak niebo, wabna i zręczna jak wszystkie szatany...
Hr. August spojrzał znowu na syna z tajemnym jakimś uśmieszkiem w oczach i na ustach.
— Czy naprawdę jest tak piękną i... chose... tak powabną?
— Niczego w świecie nie pragnąłbym tyle jak tego, abyś ją sam poznał i ocenił, cher papa!
— Za nic! energicznie sprzeciwił się ojciec, za nic nie pozwolę na to małżeństwo!
Rozmowa ta pomiędzy ojcem a synem, trwała jeszcze bardzo długo. Hr. August unosił się, to miękł naprzemian, Wilhelm wyczerpywał wszystkie bogate zasoby ponęt i pieszczot swych, aby niemi rozbroić i ku ostatecznemu ustępstwu skłonić miękkie zawsze dla niego serce ojcowskie. Przyszło do tego nakoniec, że hr. August przyłożył chustkę do łzami zroszonych oczów.
— Cóż znowu? cher papa! papcio płacze! ależ ja na to patrzeć nie mogę! z żalem zawołał Wilhelm.
Hr. August nie odsłaniając oczu, przerywanym głosem mówić zaczął.
— Płaczę po nadziejach moich, które... chose... pokładałem na tobie! Marzyłem zawsze że będziesz klejnotem rodu naszego...
— Alboż nim nie jestem? chyba zechcesz, cher papa, Mścisława i Cezarka uważać za klejnoty rodu! smutne klejnoty! jeden spróchniały, drugi nieoszlifowany!
— Dumny byłem tobą i zwracałem się zawsze z gorącem podziękowaniem do Boga i do... chose... mojej nieodżałowanej Berty, że obdarzyli mię synem takim jak ty, nie takim jak tamci... Ale teraz, małżeństwo to, na które zresztą nie pozwalam, stanowczo nie pozwalam... upokorzy mię strasznie w oczach hrabiny... Uf! będzie tryumfowała... cette douce vipère!
— Nie dbaj oto, cher papa!
— Nie dbaj! Mścisław ożeni się pewnie z księżniczką B. A ty... avec une... Miks... Szyks... Kiks... Gdyby tam były przynajmniej miliony!.,
— Będą miliony, cher papa!
Hr. August odsłonił oczy.
— Będą? zapytał przeciągle. A zkądze ci Kniksowie mieć je mogą? czy fałszują pieniądze?
— Nie, papciu, zaśmiał się Wilhelm, ale pani Kniksowa czytała mi wczoraj list od pani jenerałowej Orczyńskiej...
— Od jenerałowej? powtórzył hr. August, a oczy jego oschły nagle z łez i stały się bardzo uważnemi.
— Od jenerałowej, która dziwnym trochę co prawda stylem... pisze do pani Kniksowej, że jeżeli córka jej wyjdzie za hrabiego Pompalińskiego, zostanie notowaną w jej testamencie...
— Za którego hrabiego Pompalińskiego?
— Naturalnie, jenerałowa musiała mieć na myśli Cezarka, o mnie bowiem podówczas wiedzy i słychu jeszcze w tamtych okolicach nie było... Myślę jednak że dla niej wszystko jedno być musi który z Pompalińskich...
— Wszystko jedno! zawołał hr. August powstając; voilà une idée! ty czy Cezarek, wszystko jedno! Dla mnie zaś rzecz to widoczna i najpoważniejsza, że jeżeli miała zapisać coś tej pannie... chose... w razie małżeństwa jej z Cezarkiem, to gdy wyjdzie ona za ciebie zapisze jej dwa, trzy, dziesięć razy więcej. A chacun selon ses mérites! tak, tak, niezawodnie!
Przeszedł się parę razy po pokoju i stanął przed synem.
Eh bien! ileż tam te sperandy sięgać mogą? ? jakie może 20 tysięcy... szlachecki posażek...
— Szlacheckich posażków nie daje się hrabinom cher papa! Mówiła mi pani Kniksowa... tak sobie... nawiasem że spodziewa się od ciotki swej dla Delicyi jakich 300 a może i 500 tysięcy rubli.
Phi! gwiznął przeciągle hr. August. Świetne marzenia tej twojej pani... chose! Au fait, dodał po namyśle, nic w tem zresztą niema nieprawdopodobnego! Baba wzięła po mężu ogromną fortunę... a sknerą będąc, powiększyła ją w dwójnasób... Milion rubli kapitału jest tam w szkatule... oprócz dóbr i kosztowności... wiem o tem z pewnych źródeł.
Chodził i myślał znowu.
Au fait, powtórzył, nic wtem niema nieprawdopodobnego. Pompalińska z domu i wychowana u naszych rodziców... Chce może coś zrobić dla Pompalińskich w delikatny sposób... inaczej, jakżeby zrozumieć tę klauzulę: jeżeli panna... chose... wyjdzie za hrabiego Pompalińskiego!
Wilhelm milczał i zdawało się, że myśl jego była już gdzieś daleko. Uśmiechał się do tej myśli.
Hr. August chodził jeszcze chwilę po pokoju i myślał. Stanął potem znowu przed synem i wyjmując z ust cybuszek rzekł zcicha.
— Wiesz Wilusiu, że sumka taka przyszłaby nam w porę... bardzo w porę... odłużyliśmy się już trochę, no trochę tylko dotąd, ale hr. Światoslaw powiedział mi niedawno: ça ira! a słowo to dało mi do myślenia... Gdybyś chciał jeszcze tracić, Wilusiu... W Aleksin dużo wsadzić trzeba żeby fabryki zrestaurować i znowu w bieg puścić... 500 tysięcy rubli, choćby trzysta... to już nieźle... wcale nieźle...
— Papa, nagle powstając rzekł Wilhelm, ubieraj się i jedźmy do tych pań...
Słowa te wywołały nową, a długą sprzeczkę, której przecież ostatnim argumentem było rzucenie się Wilhelma na szyję ojca i okrycie tłustych policzków jego pieszczotliwemi pocałunkami, a ostatecznym wynikiem, mknięcie przez ulice Warszawy eleganckiego tilbury, który wiózł ku Europejskiemu hotelowi i ojca i syna.
W parę godzin potem ojciec i syn wchodzili znowu do jednego z salonów ślicznego swego pałacyku.
Eh bien papa? w tryumfującej postawie stając przed ojcem zapytał Wilhelm.
Eh bien! zawołał hr. August, Cezary jest najbieglejszym na świecie nurkiem... odnalazł i przywiózł tu nam prawdziwą perłę... cacko! Wilusiu, królewski kąsek ta panna Delicya! a mama! Mon Dieu! jak się też ta prowincya szybko cywilizuje! Jaka maniera! co za dystynkcya! a jak były ubrane! a czy uważałeś z jakim taktem, z jaką wspaniałą indyferencyą rozpoczęła ona ze mną rozmowę o liście jenerałowej i pokazała mi go potem... tak; widziałem czarno na białem... „Delicya będzie notowaną w moim testamencie!“ a testament jenerałowej to Kalifornja, mon cher!
Mówiąc tak hr. August z rozpromienioną twarzą stał przed źwierciadłem i układał faworyty swe w kształt symetrycznych wachlarzy. Nagle zwrócił się do syna.
Sais tu? zawołał, przyszła mi myśl... mais une idée... bierz córkę, a ja ożenię się z matką... ze swoim waryatem niech weźmie rozwód... sais-tu? jak ją osypię brylantami i wprowadzę do salonów, zaćmi hrabinę Wiktoryą... zobaczysz że zaćmi...
C’est une idée folle, papa, wymówił Wilhelm, avec ta soixantaine bien sonnée...
Hélas! westchnął hr. August, avec ma soixantaine... eh bien! cieszyć się będę twojem szczęściem... tylko...
Westchnął znowu.
— Tylko... wiesz, Wilusiu? żeby ona inaczej nazywała się... Z Kniksów Pompalińska... ça sonne diablement faux!
— Mam pomysł! zawołał śmiejąc się Wilhelm, przemienimy jedną tylko literę w nazwisku Delicyi, dwie inne przemieścimy i wylitografujemy na jej biletach: z Kingsów Pompalińska...
— Z Kingsów, zastanowił się hr. August, c’est mieux, c’est beaucoup mieux... Kings... przez g... brzmi to z angielskiego jakoś...
— I nawodzi na myśl cóś o królach, dodał śmiejąc się wciąż Wilhelm, King... król... Kings... z królów może...
Oui oui, oui! potakiwał ojciec, et sais tu encore, mon garçon, że bliżej przyjrzawszy się niepodobna uwierzyć, aby pani Kings rodziła się ze Skórkowskiej... une feme si distinguée, comment donc! trzeba będzie tylko rozejrzeć się lepiej w jej familijnych papierach... ale my to już zrobimy...
— Naturalnie, odparł Wilhelm.
— Co do tego ich przydomku... pałka czy trzaska... il est absurde! trzeba będzie w papierach familijnych inny jaki wynaleźć... no, ale mniejsza o to! kobieta może się nawet obejść zupełnie bez przydomka... Et maintenant, mon garçon, pomówmy o twojem weselu...
— Najnudniejszy to punkt w całej sprawie, zauważył Wilhelm.
— Ale bardzo ważny... bardzo ważny... nous ne sommes pas paysans, mon cher i musimy stosować się do świata... Mojem zdaniem, trzebaby tu obmyślić cóś oryginalnego... cóś w nowym zupełnie guście... cóś, coby ludziom usta pozamykało... będą bo mówić... hélas! będą nieładnie mówić! Otóż, j’ai une idée! mon garçon. Sprosimy ztąd pewne kółko osób... niewielkie... l’élite de la societé... rozumiesz? zamówimy sobie cały pociąg... tu comprends, pociąg zupełnie osobny i ruszymy na ślub do Wilna... do Ostrej bramy... tu comprends, do stolicy niby i do potronki naszej rodzinnej prowincyi... Będzie to i oryginalne i ostentacyjne i religijne i chose... nacyonalne...
— Ja mam zupełnie inny projekt, odparł Wilhelm, wziąłbym najchętniej ślub zagranicą...
— Gdzie naprzykład, gdzie? pytał z iskrzącemi się oczami hr. August.
— Wszędzie gdzie będę mógł być zdaleka od nieznośnych gwarów gawiedzi i, pardonnez moi papa, od niedyskretnych oczów naszego świata. W Dreźnie, w Paryżu... w Rzymie.
Va pour Rome! zawołał powstając hr. August. C’est une idée! Ślub wzięty w stolicy chrześcijaństwa... potem błogosławieństwo Ojca Ś-go i poślubna podróż dokąd? Do Notre Dame de Lourdes par éxemple... Będzie to także oryginalne... ostentacyjne i... religijne... Cette pauvre comtesse spazmów dostanie z zazdrości, et ça fera toujours mousser le nom!...






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Eliza Orzeszkowa.