Słowo Xenofonta o wyprawie woienney Cyrusa po Grecku Anabasis/Xięga VI

<<< Dane tekstu >>>
Autor Ksenofont
Tytuł Słowo Xenofonta o wyprawie woienney Cyrusa po Grecku Anabasis
Część Xięga VI
Wydawca F. S. Gerhard
Data wyd. 1831
Druk Louis Botzon
Miejsce wyd. Gdańsk
Tłumacz Krzysztof Celestyn Mrongovius
Tytuł orygin. Ἀνάβασις
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Xięga szosta.

Rozdział I.
Treść.
Arkadowie chcąc zarwać łupu nayprzód wyruszyli i przybywszy do portu Kalpe z tamtąd wyszedłszy nacierają na Bytyńczykow i zdobycz prowadzą. Lecz wnet od nich na
pewnym pagórku oblężeni zostają w wielkim niebezpieczeństwie, Co usłyszawszy Xenofon tak Barbarow fortelem podszedł, że przestraszeni nocnemi jego ogniami odstąpili od oblężenia. Na zajutrz ocalony z Arkadami przybywa do portu Kalpe, gdzie już i Chejrizof z swojemi ludźmi zdrów stanął.

1. Jakim sposobem rząd Chejrizofa całkiem został zniesiony i jak się Greckie woysko rozdzieliło, to już wyżey opowiedziano. 2. Dalsze działania tych części pojedynczych były następujące. Arkadowie przybywszy w nocy do portu Kalpe udali się z tamtąd do pierwszych wsiow blisko pięciu dziesiąt stadyow od morza odległych. Na samym świtaniu prowadził każdy Wódz oddział swoy do pewney wsi; jeżeli zaś która wieś zdawała się być większą prowadzili, do niey Wodzowie dwa oddziały razem. 3. Nareście zgodzono się na to, aby się wszyscy na jeden pagórek zgromadzili; z tamtąd tedy niespodzianie wypadłszy nietylko wiele niewolników, ale i wiele owiec pozabierali.
4. Tracy zaś którzy pouciekali, a wielu ich będąc Peltastami wymknęło[1] się nawet z rąk Hoplitow, zbierali się znowu do kupy. Ale zgromadziwszy się znowu nacierają nayprzod na oddział Smykreta jednego z Wodzow Arkadzkich, który prowadząc wiele łupow wracał na mieysce oznaczone. 5. Dopoty Grecy razem walcząc postępowali; ale nadprzechodem przez parowę podali tył; tam Smykret ze wszystkiemi swoiemi na placu poległ; z innego zaś oddziału Hegezandra jednego z dziesięciu wodzow zostało się tylko ośmiu żołnierzy wraz z Hegezandrem przy życiu. 6. Poschodzili się zaś i inni dowodzcy jedni mniey, drudzy więcey doznawszy trudności[2], Trakowie szczęśliwy wypadek swych usiłowań spostrzegłszy, głośno zwoływali się na wzajem i tym ośmieleni w nocy zgromadzali się do kupy. Jak tylko zawidniało, obiegli na około pagórek, gdzie Grecy obozowali, maiąc liczną jazdę i wielu peltastow ciągle przybywających. 7. Z łatwością nacierali na hoplitow, Grecy bowiem nie mieli ani łucznych strzelcow, ani uzbrojonych w pociski ani też jezdzcow; a nieprzyjaciele napadając pieszo i konno rzucali pociski; a kiedy ktokolwiek zaciekł się do nich, temu łatwo umykali; inni zaś z inney strony nacierali. 8. I ranili bardzo wielu Grekow, gdy tym czasem żaden z nich nie odebrał rany; tak tedy ani ruszyć się nie mogli z tego mieysca, a nakoniec im i woda nawet była przez Trakow odcięta. 9. W tak smutnym będąc położeniu zaczęli traktować o kapitulacyą; zgodzono się już na wszystko wyjąwszy że Trakowie zakładnikow żadnych dać nie chcieli Grekom tego się domagającym i w tym punkcie była zawada. Takie było położenie Arkadów.
10. Co się tycze Chejrizofa, ten bezpiecznie postępuiąc wzdłuż morza przybył do portu Kalpe. Xenofon zaś gdy środkiem lądu ciągle postępował, zdarzyło się, że jazda jego przodkuiąca natrafiła na drodze posłow[3] gdziesiś idących. A gdy ich przyprowadziła do Xenofonta, pytał ich czyliby nie wiedzieli czego o innym woysku Greckim. 11. Ci opowiedzieli wszystko co się tylko stało, dodając że teraz zostający na pogórku od Trakow ze wszech strón byli obleżonemi. Potym strzeżono tych ludzi jak naymocniey, zachowując ich gdy potrzeba będzie na przewodnikow; a rozstawiwszy czaty zwołał swych żołnierzy i tak do nich przemówił.
12. Waleczni mężowie, jedni z Arkadow polegli, drudzy na pagórku w oblężeniu zostają. Moje zdanie jest że jeśli oni poginą, to i dla nas nie będzie ocalenia, zwłaszcza gdy tak liczni są nieprzyjaciele i tak ośmieleni. 13. Naylepiey nam więc będzie ratować tych mężów jak nayśpieszniey, ażebyśmy, jeżeli jeszcze żyją, wspólnie z niemi walczyli, abyśmy sami jedni pozostawszy nie musieli też sami jedni podeymować niebezpieczeństwa[4] 14. Dopiero wtedy staniemy obozem, kiedy tyle drogi ubiczemy, ile nam się zda być dogodną porą do wieczerzania; do poty więc postępuymy, Tymazyon z jezdzcami niechay na przód wyruszy niespuszczając nas z oka i przepatrując cokolwiek będzie przed nami, ażeby nam nic ukrytym niebyło. 15. Rozesłał nadto letkozbroynych Gimnetow w uboczne strony i na wzgorki, aby dali znak o tym cobykolwiek tylko spostrzegli; rozkazał też ogniem niszczyć wszystko coby tylko palnego natrafili. 16. My bowiem, rzecze daley, nigdzie stąd niemoglibyśmy się schronić, gdyż do Heraklei daleko wracać, daleko też i do Chryzopolu przedrzeć się, a nieprzyjaciele blisko; naykrótsza droga byłaby do portu Kalpe, gdzie może i Chejrizof, jeżeli ocalał, zostaje. Lecz tam niemamy statków na którychbyśmy mogli odpłynąć, a gdybyśmy zostać chcieli, tedy ani na jeden dzień żywności niemamy. 17. A gdyby obleżeni zginąć mieli, trudnieyby nam było z samym tylko Chejrizofa oddziałem narażać się na los boju, aniżeli gdy oni wybawieni będą z niebezpieczeństwa i my wszyscy na jedno mieysce zebrani wspólnie około naszego dobra pracować będziemy. Postępuymy tedy z mężnym umysłem albo na śmierć chwalebną, albo na wykonanie naygodnieyszego dzieła w ocaleniu tylu Grekow. 18. A podobno Bóg jaki tak zrządził który zarozumiałych o sobie i zbyt zaufanych w swoiey mądrości chce upokorzyć; a nas którzyśmy zwykli wszystko od Bogów zaczynać godnieyszemi nad nich chwały uczynić. Nuż tedy postępuycie daley i mieycie na pieczy wykonanie danych zaleceń.
19. To wyrzekłszy prowadził woysko. Jazda zaś puściła się na rozbiegi tak daleko ile bezpiecznie było i paliła wszystko co iey po drodze było. Peltaści także dostawszy się na wyższe mieysca palili wszystko co tylko palnego dostrzegli; a samo woysko także czyniło, kiedy co od tamtych opuszczonego natrafiło, tak iż cała okolica zdawała się być w ogniu, i woysko się bardzo licznym być okazywało. 20. Gdy już był czas wszedłszy na pewny pagórek założyli tam oboz i uyrzeli ognie nieprzyjacielskie, które odległe były na czterdzieści stadyow, a sami także zapalili tak wiele ogniów jak mogli. 21. Skoro tylko było po wieczerzy rozkazano wszystkie ognie pogasić. A na noc rozstawiwszy straże udali się na spoczynek; na samym świtaniu pomodliwszy się do Bogów i uszykowani jak do boju ruszyli jak nayprędzey daley[5] 22. Tymazyon z jazdą za przewodnikami postępując dostał się nim się sam postrzegł na pagorek na którym Grecy obleżonemi byli. Ale nie zobaczywszy tam już ani pobratymczego ani nieprzyjacielskiego woyska donieśli o tym Xenofontowi i woysku, dodając, iż zostało się tylko kilka starych kobiet i męszczyzn i cokolwiek owiec i wołow. 23. To zdarzenie z razu ich zdziwiło; dowiedzieli się na reście od tam pozostałych ludzi, że Trakowie zaraz z wieczora odeszli, Grecy zaś oddalili się rano, ale rzekli, że niewiedzą dokądby się udali.

24. To słysząc Xenofon i ci co z nim byli, zjadłszy śniadanie, wziąwszy swoje tłomoki, ruszyli w dalszą drogę, chcąc jak nayprędzey złączyć się z innemi przy porcie Kalpe. Tak postępując uyrzeli ślady Arkadów i Achayczyków na drodze do Kalpe. Gdy się już tam zeszli, uczuli wielką radość z oglądania się i uściskali się na wzajem jak bracia. 25. Na reście pytali się Arkadowie ludzi Xenofonta dla czego pogasili ognie; z razu gdyśmy nie uyrzeli żadnych ogniow, mniemaliśmy że wy w nocy na nieprzyjacioł uderzycie; nieprzyjaciele również, jak nam się zdawało, tegoż się obawiając umknęli; właśnie bowiem w tymże czasie odeszli. 26. Ale gdyście wy nieprzyszli, a czas znaczny już upłynął, mniemaliśmy że wy o całym stanie naszym wywiedziawszy się z bojaźni uszliście do morza; my tedy niechcąc od was być dłużey odłączonemi, natychmiast tu pośpieszyliśmy.
Rozdział II.
Treść.
Opis portu Kalpe. W tym od natury tak obronnym miejscu wzbraniało się woysko od założenia obozu, aby snadź w mieście założyć się tam mogącym nie było zatrzymane, i przepędza noc nad brzegiem morskim, Trzeciego dnia postanowiono, iż śmiercią miał być ukarany, ktoby się na potym ważył namieniać o rozdzielenia woyska. Pragnącym wyyść dla nabycia żywności, którey niedostatek już dał się uczuć niepozwalają wieszczby, wszelako Neon wyprowadza dwa tysiące ludzi udając się na rabunek. Ale jazda Farnabaza pięciu set rozsieka, resztę która się na górę schroniła ratuie Xenofon i do obozu wraca.

1. Dzień ten więc tam przepędzili nad brzegiem morskim przy porcie. Mieysce to nazwane portem Kalpe jest w Tracyi Azyatyckiey; Tracya ta rozciąga się od uyścia Pontu aż do Heraklei, w Pont płynącemu leży w prawo. 2. Wypłynąwszy z Byzantyum na statku troyławkowym można za pomocą wioseł w ciągu dnia bardzo długiego stanąć w Heraklei. W tey odległości niemasz żadnego miasta ani przyjacielskiego ani Greckiego, lecz tam sami tylko Bityńscy Trakowie mieszkają; o tych powiadają, iż z Grekami, których kolwiek schwycą, czyli im przez rozbicie okrętu lub innym sposobem w ręce wpadną niegodziwie się obchodzą. 3. Port Kalpe leży w środ zobustronnie płynących z Heraklei, i z Byzantyum; jest zaś styrczącym w morzu krajem, tego część w morze wybiegająca jest urwistą skałą, którey naymnieysza wysokość niemniey jak dwadzieścia sążni czyni, szyja tego kraju stykająca się z stałym lądem ma szerokości naywięcey cztery pletra; plac ten oraz z szyią dostatecznyby był do zamieszkania dziesięciu tysięcy ludzi. 4. Port zaś jest pod samą skałą, mając brzeg ku zachodowi. Obfite zrzodlo wody słodkiey w obwodzie tego mieysca będące wytryskuie nad samym morzem. Wielka też była liczba drzew nad samym morzem jak rolnych innych tak osobliwie bardzo wiele zdatnych i pięknych do budowy okrętów. 5. Góra zaś przy porcie ciągnie się w środ kraju blisko dwadzieścia stadyow ziemista i niekamienista; wzdłuż morza zaś rozciąga się ona na dwadzieścia przeszło stadyow i jest gęsto zarosła wielkiemi drzewami różnego gatunku. 6. Reszta okolicy wszędzie jest piękną i rozległą; wiele w niey wiosek ludnych; grunt bowiem wydaie jęczmień i pszenicę i wszelkie jarzyny i ber lub mannę, sesam, figów podostatkiem, ma wiele winnych macic z owocem słodkim i wiele innych płodów oprocz drzew oliwnych. Taka była ta kraina.
7. Namioty rozbiiali nad samym brzegiem morskim; niechcąc obozować w mieyscu do założenia miasta tak dogodnym; i owszem zdawało im się nawet samo tu przybycie pochodzić z podstępu niektórych chcących tu miasto założyć. 8. Większa albowiem liczba żołnierzy nie z niedostatku chleba udała się na to żołdowanie, lecz byli tacy, którzy słysząc o bohatyrstwie Cyrusa posprowadzali z sobą ludzi i nie żałowali na to majątku, a inni uciekłszy z domu od oyców i matek, inni zaś poopuszczawszy w domach nawet dzieci aby nabyć dla nich dostatków, chcąc nazad powrócić, albowiem słyszeli, że się drudzy u Cyrusa bardzo dobrze mieli. W takich tedy okolicznościach będąc życzyli sobie znowu się do Grecyi wrócić.
9. Gdy już dzień jeden upłynął[6] od wspólnego zeyścia się Greków na to mieysce, Xenofon ofiary sprawował względem wycieczki; albowiem wypadało koniecznie wyprowadzić woysko dla nabycia żywności; zamyślał nad to pogrzebać umarłych. Gdy się wieszczby okazały pomyślne, wyruszyli i Arkadowie i pogrzebali umarłych z większey części tam gdzie polegli; albowiem ciała już pięć dni leżące zbyt trudno było zabierać z sobą; niektórych tylko z drog uprzątnąwszy jak nayprzyzwoiciey i podług możności pochowali; tym których nieznaleźli wcale, pusty grobowiec nazwany Cenotafium i stos wielki wystawili i wieńce na nim złożyli. 10. To uczyniwszy wrócili do obozu, a po wieczerzy udali się na spoczynek. Nazajutrz znowu zeszli się żołnierze wszyscy nakłonieni do tego szczególniey przez Agazyasa Stymfalczyka setnika i przez Hieronyma Eleyczyka setnika i niektórych innych Arkadów starszych. 11. Ci wydali wyrok, że ktoby nadal ważył się wspomnieć o rozdzieleniu woyska, ten na śmierć miał być skazanym i że woysko miało do dawnego porządku powrócić jak przedtym, i że dawni wodzowie rządzić mieli. Właśnie w ten czas umarł Chejrizof, a to gdy się napił lekarstwa[7] w chorobie na gorączkę. Po nim nastąpił Neon Azyneyczyk.
12. Potym Xenofon wystąpiwszy tak się odezwał: Waleczni mężowie, drogę dalszą, zdaie mi się, trzeba będzie pieszo odbywać, albowiem niemamy statków; a ruszać trzeba koniecznie, gdyż niema żywności dla pozostania dłuższego. My (wodzowie) będziemy się więc radzili ofiary; wy zaś przygotuycie się teraz do walki bardziey niż kiedy kolwiek bądź; albowiem nieprzyjaciele nabrali już serca. 13. Potym odprawiali ofiary Wodzowie w obecności wieszcza Arexiona Arkadczyka; albowiem Silan Ambrakianin naiąwszy sobie statek iuż umknął z Heraklei. Radzącym się wnętrzności ofiar względem dalszey drogi wróżby niepomyślne wypadły. 14. Tegoć więc dnia przestali na tym. Ale niektórzy odważyli się mówić, jakoby Xenofon osadę założyć pragnący namówił wieszcza, żeby powiedział jakoby ofiary niewrożyły dobrze względem wyruszenia w dalszą drogę. 15. Xenofon tedy kazał przez Woźnego ogłosić, iż jutro, ktoby tylko chciał, może być przytomnym przy ofiarze i ażeby, jeżeli się jeszcze jaki wieszcz znayduie, mogł wspolnie uważać znaki ofiarne. Sprawowano ofiarę i naschodziło się tam bardzo wielu. 16. Ale ofiary już trzeci raz względem odeyścia czynione znowu były niepomyślne. Żołnierce stąd byli markotni; bo i żywność którą z sobą mieli już była na schyłku, a kupić iey nigdzie niemożna było.
17. Do zgromadzonych tedy znowu Xenofon w te słowa przemówił: Mężowie widzicie, że wieszczby są wyruszeniu przeciwne, a widzę że brakuie wam żywności. Zdaie mi się tedy, że i o to ofiar badać się potrzeba. 18. Tu jeden z nich wystąpiwszy rzekł: Nie dziw temu, że ofiary nie rokuią dobrze; albowiem słyszałem od pewnego który tu wczoray przypadkiem na statku przybył, że Kleander Namiestnik Bizantyński ma tu przybyć ze statkami przewozowemi i troywiosłowkami. 19. Stąd wszyscy przekonali się, że trzeba zostać się na mieyscu, ale niedostatek żywności do wyyścia ich przymuszał. Trzykroć dla tego ofiary sprawowano, ale te były niepomyślne. I już nawet do samego namiotu Xenofonta przybywali skarżąc się na niedostatek. Ale on odpowiedział, że ich niewyprowadzi poki wieszczby pomyślne niebędą.
20. Nazajutrz znowu czynili ofiary, a że to wszystkich obchodziło, więc prawie całe woysko obstąpiło w krąg trzewa ofiarne; ale zabrakło na bydle ofiarnym. A Wodzowie zamiast wyprowadzenia stąd woyska zwołali je na zgromadzenie. 21. Odezwał się więc Xenofon: Podobno się już nieprzyjaciele zebrali do kupy, i koniecznie trzeba nam walczyć; gdybyśmy więc zostawiwszy tłomoki w obronnym mieyscu jak do bitwy uzbroieni wyruszyli, możeby nam ofiary pomyślnieysze były. 22. Żołnierze to usłyszawszy krzyknęli mówiąc, że niepotrzeba wcale na to mieysce prowadzić, ale czynić raczey ofiary jak nayprędzey. Niebyło owiec, więc wołow od pociągow kupiwszy ofiarowano. Xenofon prosił Kleanora Arkadczyka, żeby się miał na pogotowiu, gdyby ofiary były pomyślne.[8] Lecz i tą razą one niewskazywały nic pomyślnego.
23. Neon zaś który w mieyscu Chejrizofa był wodzem widząc ludzi takim niedostatkiem udręczonych, a chcąc im dogodzić, zwłaszcza że mu się nadarzył pewny człowiek z Heraklei, który powiadał, że wie o wioskach bliskich z którychby można mieć żywność, ogłosił przez woźnego, ażeby ktokolwiek tylko zechce, udał się na zdobycie żywności i że on sam będzie im dowodził[9]. Wyrusza więc około dwuch tysięcy ludzi opatrzonych w włocznie, burdziuki czyli miechy skórzane i worki i inne naczynia. 24. Gdy przybyli do wsiow i na łup rozbiegli się, wpadają na nich nayprzod jezdzcy Farnabazosa; przybyli bowiem na pomoc Bityńczykom, chcący z Bityńczykami, gdyby można było przeszkodzić Grekom, ażeby do Frygii nie wkroczyli. Ci jezdzcy więcey niż pięciu set Grekow ubili; reszta uciekła na pewną górę.

25. Tym czasem pewien z uciekających przynosi tę nowinę do obozu. Xenofon więc, gdy dnia tego ofiary nierokowały szczęścia, wziąwszy wołu od pociągu, bo inney ofiarzyzny[10] niebyło, zabić kazał na ofiarę Bogom i śpieszy wraz z ludźmi mniey jak pięćdziesiąt lat maiącemi na pomoc niedobitkom. 26. A zabrawszy z sobą tę pozostałą resztę mężów wraca do obozu. A było już około zachodu słońca i wieczerzali Grecy w wielkim smutku, gdy znagła znowu niektórzy z Bityńczykow z krzakow wypadłszy uderzyli na pierwsze straże, jednych pozabiiali, drugich aż do obozu ścigali. 27. Gdy powstał krzyk, tedy wszyscy Grecy porwali się do broni; wszelako zdawało im się być rzeczą niebezpieczną ścigać i w nocy wyruszać z obozu; okolica bowiem była pełna gęstwiny; Zostali więc przez noc pod brónią i pod czuyną strażą dostateczną do dania odporu.
Rozdział III.
Treść.
Żołnierze mądrzy po szkodzie zezwalają na koniec na założenie obozu w mieyscu obronnym i na obwarowanie onegoż. Xenofon po szczęśliwey ofiarze zostawiwszy załogę w obozie wyprowadza woysko w zbroynych szykach. Pochowawszy trupy w drodze znalezione i nabrawszy łupu z wiosek juz wracając, uyrzeli zbroynych Barbarow na jednym pagórku. Na taki widok udają się w szyku bojowym przeciwko nieprzyjacielowi, a chociaż parowa przeyście trudniła, wszelako Xenofon wymową i męstwem swoim tego dokazuje, ze żołnierze jego tamtędy przeszli, Barbarow ponękali i do ucieczki przymusili.

1. Tak tedy noc tę przepędzili; wraz ze świtem Wodzowie prowadzili żołnierzy na owo mieysce obronne; a ci szli za niemi zabrawszy broń i bagaże. Jeszcze przed południem opasali rowem przystęp do tego mieysca i nawbijali palow zostawiwszy tylko trzy bramy do środka. Właśnie też przybył statek z Heraklei z mąką, bydłem i winem. 2. Xenofon rano wstawszy radził się wieszczby przez ofiarę względem odeyścia, a ofiary okazały się pomyślne za pierwszą razą. Przy końcu ofiar Arexion Parrazyyczyk wieszczek spostrzegł orła szczęście rokującego i radził Xenofontowi wyprowadzić woysko. 3. Przebywszy tedy rów stanęli pod brónią i ogłoszono rozkaz przez woźnego, aby żołnierze posiliwszy się wyruszyli z brónią w ręku, zostawiwszy w mieyscu lożną czeladź i niewolników. 4. Wszyscy inni wyszli wyjąwszy Neona; osędzono bowiem za naydogodnieyszą zostawić go do strzeżenia obozu. Gdy go zaś setnicy i żołnierze, którym wstyd było nie towarzyszyć innym wychodzącym opuścili, tedy zostawiono tylko po czterdzieści pięć lat mających. Ci więc tam zostali, a wszyscy inni puścili się w drogę. 5. Ledwo że uszli piętnaście stadyow, trafili już na ciała umarłych. Utworzywszy więc ze skrzydeł tylną straż posunęli się do mieysca na którym leżały pierwsze ciała zabitych i pochowali te których tylko dosiąc zdołali.[11] 6. Pogrzebawszy pierwszych postąpili daley i podobnymże sposobem otoczywszy w innym mieyscu poległych pochowali takimże sposobem. I tak daley postępując ciała poległych chowali. Gdy weszli na drogę do wsiow prowadzącą, gdzie trupy gęsto leżały, poznosiwszy je do kupy zatrudnili się ich pogrzebem.
7. Już było z południa, kiedy woysko posunąwszy się po za wioski co tylko żywności zobaczyli to w tył za falangę znosili. Aż znagła zobaczyli nieprzyjacioł którzy właśnie co schodzili z kilku przeciwległych pagórkow w falangę uszykowani, między któremi było wielu jezdnych i pieszych; albowiem Spitrydates i Ratynes nadchodzili z woyskiem od Farnabazosa posłanym. 8. Na widok Greków stanęli nieprzyjaciele w odległości piętnastu stadyow. Tu zaraz Arexion wieszczek Grekow biie bydlę ofiarne i już pierwsza ofiara rokowała szczęście. 9. Xenofon tak się potym odezwał: Waleczni Wodzowie zdaie mi się że potrzeba za falangą kompaniie posiłkowe (rezerwę) uszykować, ażeby te w przypadku potrzeby wsparły falangę i żeby nieprzyjaciele kiedy przyydą w nieład na porządne i świeże oddziały wpadli. 10. Wszystkim się ta myśl podobała. Wy więc powiada, ruszaycie naprzód przeciwko nieprzyjaciołom i niestawaymy gdy nieprzyjacioł uyrzeliśmy i od nich na wzaiem spostrzeżeni iesteśmy; ja według zdania waszego urządziwszy kompaniie posiłkowe, znowu do was przybędę.
11. Potym zaczęło woysko spokoynie postępować; a Xenofon odłączywszy trzy hufce z tylney straży po dwieście ludzi mające, kazał jednemu z nich po prawey stronie tak postępować, aby zawsze w odległości pletra zostawał; Samolas Achayczyk tym hufcem dowodził; w środku umieścił i drugi oddział pod dowództwem Pyryasa Arkadczyka, a trzeci po lewey stronie nad którym Frazyas Ateńczyk był przełożony. 12. Tak postępując gdy przodkiem idący przyszli do parowy wielkiey i bezdróżney, stanęli nie wiedząc czy ta parowa przechodzistą była i odzywali się jeden do drugiego z żądaniem ażeby Wodzowie i setnicy do przedniey straży przybyli. 13. Xenofon zdziwiony dla czego postęp tak był opornym, słysząc ich odzywanie się, czym prędzey tam pojechał. A gdy się zeszli, rzecze Sofaynetos z Wodzow naystarszy, iż nie opłaci się przechodzić przez taką parowę.
14. Ale Xenofon natychmiast żwawo mu odpowiada: Mężowie, wszak wiecie żem ja was nigdy nie narażał swywolnie na niebezpieczeństwa; wam albowiem nie tak dla sławy jak dla ocalenia walczyć potrzeba 15. W takim teraz rzeczy są położeniu, iż bez walki stąd ani ruszyć się niemożemy; albowiem jeśli my niepoydziemy przeciw nieprzyjaciołom, to oni skoro się cofniemy w tropy za nami poydą i na nas się rzucą. 16. Patrzaycież czyliż nie lepiey natrzeć na tych mężów z nadstawioną bronią, niż tył podawszy widzieć nieprzyjacioł z tyłu na nas nacierających. 17. Wiecie że nieprzystoi na uczciwego człowieka tył podawać nieprzyjaciołom i że przeciwnie kiedy przyydzie za niemi postępować, to i gnuśni serca nabierają. Ja wolałbym z mnieyszą o połowę siłą zaczepiać, niźli z dwa razy większy liczbą ustępować. Przekonany jestem i o tym, że gdy postępować będziemy to i wy nie będziecie oczekiwać że nam placu dotrzymają; ale gdybyśmy się zwrócili, wiedzieć możemy, że pewno ścigać nas będą. 18. Albożby się to nieopłaciło zabierającym się do walki chętnie chwycić się tego, żeby przebrnąć wprzód przez trudną parowę i tył sobie nią zasłonić,[12] Nieprzyjaciołom życzyłbym, ażeby się im okazało wszystko łatwem do przebycia w ucieczce, a my zaś z samey mieyscowości nauczyli się iż niema ocalenia jak tylko przez zwycięstwo. 19. Dziwi mię to, że ta parowa zdaje się być niektórym daleko okropnieyszą, aniżeli tyle innych mieysc któreśmy już przebywali. Albowiem jakże przeydziemy przez równinę, jeżeli nie zwyciężemy jezdzców i jakże przez owe już przebyte góry, jeżeli tylu peltastów z tyłu na nas nacierać będzie? 20. A choćbyśmy się w reście ocaleni dostali do morza, jakąż parową niestanie nam się sam Pont? Ani bowiem statków tam niemasz do odpłynienia, ani żywności do utrzymania się w mieyscu i natychmiast trzeba nam będzie po przybyciu znowu z tamtąd wyruszyć na sprowadzenie żywności. 21. Alboż więc nie lepiey teraz po nasyceniu się walczyć, aniżeli jutro głodno się spotykać? Mężowie, ofiary[13] były dla nas szczęśliwe, wieszczba ptasza pomyślna i trzewa zabitego bydła jak naypiękniey nam wróżą. Idźmy więc przeciwko tym mężom. Już teraz gdy nas wszystkich widzieli, niemają sobie smacznie wieczerzać ani tam gdzieby chcieli obozować.
22. Potym wezwali go setnicy aby im dowodził i nikt już nieprzekosłowił. On więc dowodził rozkazawszy, ażeby wszyscy tamtędy, gdzie się kto właśnie znaydował przez tę parowę przechodzili; albowiem zdawało mu się, iż woysko w gromadzie tamtędy rychley przebędzie, niż gdyby przez most nad parową będący przeciągało. 23. Gdy zaś przebyli, Xenofon wzdłuż falangi jadąc tak przemówił: Mężowie przypomniycie sobie, ile to potyczek z Bogami postępując wygraliście, a ile drudzy ucierpieli w ucieczce przed nieprzyjaciołmi; zważcie nadto, że już jesteśmy przy bramach Grecyi. 24. Postępuycie za przewodniczącym Herkulesem i po imieniu się na wzaiem zachęcaycie. Słodko jest człowiekowi teraz sobie przypominać mężne i piękne czyny i wykonywając ie zostawić pamięć o sobie u tych którychby sobie kto życzył.
25. To przejeżdżając powiedziawszy natychmiast obiął dowodztwo nad woyskiem w falangę urządzonym i ustawiwszy Peltastow po obudwu skrzydłach postępował przeciwko nieprzyjaciołom. Rozkazał też trzymać włocznie na prawym ramieniu, dopokiby niedano znaku trąbą; potym aby ie spuścili do attaku i zwolna postępowali i żeby nikt w biegu nienacierał. Potym dano hasło: „Jowisz zbawcą, Herkules wodzem.“ 26. Nieprzyjaciele zostaiący w mieyscu sądzili, iż są w bezpieczney pozycyi. Ale gdy się Grecy przybliżali wykrzykując woienne Alala, pośpieszyli się nayprzod Peltaści ku nieprzyjaciołom wybiegając, nim ieszcze był rozkaz wydany; ale naprzeciw nim ruszyła nieprzyjacielska jazda z orszakiem Bityńczykow, która ich do zwrotu przymusiła. 27. Ale gdy falanga Hoplitów szypkim krokiem naprzód postępowała i oraz trąba brzmiała, gdy Pean śpiewali i woienny okrzyk Alala wznosił się i oraz włocznie z ramion spuścili, wtedy już nieprzyjaciele nieczekali, ale pierzchać zaczęli. 28. Tymazyon z jezdzcami ścigał i lubo w małey liczbie przecież tylu ich ubili, ile mogli. Lewe skrzydło nieprzyjacioł przeciw któremu jazda Grecka stała, natychmiast poszło w rozsypkę; prawe zaś na które nie bardzo nacierano, stanęło na pewnym pagórku. 29. Gdy Grecy uyrzeli, że się oni na mieyscu zatrzymali, zdawało im się być rzeczą nayłatwieyszą i naypewnieyszą zaraz puścić się na nich. Zaśpiewawszy więc pean natychmiast nacierali; oni zaś niedotrzymali mieysca. I do poty ściganemi byli od Peltastow, dopoki i prawe ich skrzydło nieposzło w rozsypkę; ale ich mało poległo; albowiem liczna jazda nieprzyjacielska czyniła im obawę. 30.Widząc zaś Grecy jazdę Farnabazosa w kupie stojącą i Bityńskich jezdzców z niemi się łączących i z pagorka pewnego uważających wszystko co się na dole działo, postanowili, acz już bardzo znużeni i na tych jeszcze jakby tylko mogli nacierać, ażeby odpocząwszy sobie nienabrali znowu odwagi[14]. Uszykowawszy się więc postępuią na przód. 31. Dopiero nieprzyjacielska jazda zaczęła obces z góry uciekać, tak jak gdyby również od jazdy ścigana była; albowiem znaleźli schronienie w parowie o którey wcale niewiedzieli Grecy, więc wróciwszy się ścigać przestali, gdyż już poźno było. 32. Powróciwszy zaś tam gdzie pierwsza potyczka była, wystawili pomnik zwycięski i cofnęli się ku morzu około zachodu słóńca; odległość bowiem do obozu wynosiła sześćdziesiąt stadyow.

Rozdział IV.
Treść.
Już więc Grecy zewsząd z włości Bityńskich łupy sprowadzają, Tym czasem przybywa Kleander Spartańczyk namiestnik, oraz także zjawił się skądsiś Dexip, człowiek zły, który popsuł interesa Grekom niegodziwemi podszepty Kleandra podbechtawszy na nich, lecz Xenofon go znowu z niemi pojednał. Tenże Kleander ofiarowane sobie naywyższe dowodztwo nad Woyskiem Greckim nieprzyymuie, gdy ofiary w tey mierze czynione niepomyślnie wypadły. Więc woysko pod dawnieyszemi wodzami ciągnie przez Bitynią i przybywa z obfitemi łupy do Chryzopolu w Chacedonii.
1. Odtąd nieprzyjaciele zabiegi około własnych interesów czynili i odprowadzali domownikow[15], z majątkiem jak tylko mogli naydaley; Grecy zaś czekali na Kleandra mającego przyprowadzić z sobą statki trzyławkowe i przewozowe. Ale codzień wychodząc z pociągowym bydłem i niewolnikami bezpiecznie sprowadzali sobie do obozu pszenicę, jęczmień, wino, rożne jarzyny ber lub mannę i ligi, bo ten kray miał wszystko, wyjąwszy oliwę. 2.Kiedy woysko odpoczywało,[16] wolno było wychodzić na zdobycz i brali to wychodzący dla siebie, ale kiedy całe woysko wyruszyło, tedy to, cokolwiek kto nabył pojedynczo, podług postanowienia wspólną było własnością. 3. Już tedy wszystkiego było podostatkiem; żywności dostarczały targi, które otwierali przybywający z pobliskich miast Greckich; również żeglarze przejeżdżający lubili tu zawinąć słyszący że miało tu być miasto założone i że port jest w tym mieyscu. 4. Nawet nieprzyjaciele w sąsiedztwie mieszkający słysząc, jakoby założono być miało miasto, przysyłali poselstwo do Xenofonta z zapytaniem, coby im czynić należało, aby się stać mogli przyjaciołmi Greków. On zaś przedstawił ich żołnierzom. 5. A w tym przybywa Kleander z dwiema galerami[17] ale bez statków przewozowych. Zdarzyło się iż woysko przypadkiem nie było przytomne, gdy zawinął, jedni bowiem rozeszli się na zdobycz, a inni na górę dla drew[18] i zajęli wiele owiec, ale obawiając się ażeby im tych nieodebrano, mówili o tym z Dexipem, który z Trapezuntu z piędziesięciowiosłowym okrętem był uciekł i polecaią mu, aby te owce strzegł[19], niektóre dla siebie wziął, a resztę aby im nazad oddał.

6. Zaraz tenże odpędzał wkoło stoiących żołnierzy powiadających, że to było wspólną wszystkich własnością; a udawszy się do Kleandra powiedział, iż chcą mu ie wydrzeć. Ten kazał wydzierającego do siebie przyprowadzić. 7. Ten porwawszy jednego prowadził go; ale Agazyas właśnie nadszedłszy wyrwał mu go z ręku, gdyż to był jeden z jego kompanii. Inni zaś żołnierze przytomni temu zaczęli rzucać kamienie na Dexipa nazywaiąc go zdraycą. Przestraszyło to wielu okrętowych i uciekli do morza, równie jak i Kleander. 8. Xenofon i inni wodzowie hamowali żołnierzy i rzekli do Kleandra, iż to niewielkiego niebyło, lecz że uchwalona ustawa dała powod woysku do tego postępowania. 9. Ale Kleander częścią podbechtany od Dexippa, częścią sam już markotny stąd że się był bał oświadczył jawnie, iż odpłynie i ogłosi przez woźnego, aby ich jako nieprzyjacioł żadne miasto nieprzyymowało do siebie. Właśnie też w ten czas panowali Lacedemończycy nad wszystkiemi Grekami.
10. Wtedy ta sprawa zdawała się Grekom być nieszczęsną, i prosili go, aby tego nie czynił. Ten zaś odpowiedział, iż to inaczey być niemoże, chyba żeby mu wydano tak tego który zaczął rzucać kamieńmi jak i owego, który wydarł żołnierza. 11. Ten którego poszukiwano[20] był Agazyas wierny przyjaciel Xenofonta i z tey też przyczyny oczernił go Dexip. W tak przykrey sprawie będący wodzowie zwołują woysko na zgromadzenie; niektórzy z nich mało sobie ważyli Kleandra; ale Xenofon poznaiąc, iż to nie fraszka[21] tak do Greków przemówił:
12. Waleczni Mężowie, sprawa ta podług mego zdania nie jest mało znaczącą, jeżeli Kleander z takim umysłem nas odstąpi, jak sam oświadczył. Jesteśmy już blisko miast Greckich, a nad Grecyą Lacedemończycy przewodzą; w każdym tedy mieście Lacedemończyk zdolnym jest u czynić co mu się podoba. 13. Tak więc gdyby nam nayprzód Byzantyum zamknął, a potym zalecił jeszcze innym namiestnikom, ażeby nas do miast nieprzyymowali jako powstających przeciwko Lacedemończykom i jako krnąbrnych a doszłoby ta wieść i do Anaxibiosa dowódzcy Okrętów: tedy trudnym nam będzie tak zostawanie w mieyscu jak i odpłynienie; teraz bowiem Lacedemończykowie na lądzie i na morzu panuią. 14. Niegodziłoby się tedy abyśmy dla jednego lub dwóch ludzi Grecyą sobie zamknęli, ale trzeba nam słuchać tego co rozkażą, gdyż im i nasze miasta, skądeśmy rodem, są posłuszne. 15. Ja zatym (słyszę bowiem, iż Dexip miał do Kleandra mówić że Agazyas wcaleby tego niebył uczynił, gdybym ja mu tego niebył rozkazał) ja mówię, uwolnię od tey winy was i Agazyasa, ieżeli tylko Agazyas zechce powiedzieć, żem ja tego był przyczyną i wyznam się być winnym ostatniey kary i poddam się jey jeżelim ja sprawcą rzucania kamieni albo innego jakiego gwałtu. 16. Powiadam zaś że również i każdy inny na kogo tylko wina padnie musi się poddać pod sąd Kleandra, tym bowiem sposobem będziecie wy uwolnieni od winy. Ale w teraźnieyszym położeniu byłoby to okropną, jeślibyśmy w Grecyi spodziewający się nabycia chwały i szacunku, zamiast tego nawet innym równe mi niebyli, ale owszem bylibyśmy z Greckich miast wyzutemi.
17. Potym wystąpiwszy Agazyas rzekł: Mężowie przysięgam wam na Bogi i na Boginie, że ani mi Xenofon nie kazał odbierać tego męża, ani kto inny z pomiędzy was. Ale gdym uyrzał męża z mey kompanii walecznego w ręku Dexipa, o którym wiecie, że was zdradził, zdawało mi się to być rzeczą okropną i wyrwałem mu go, co wyznaię. 18. A wy nie potrzebuiecie mię wydawać, lecz ja sam, jak Xenofon mówi, oddam się pod sąd Kleandra, ażeby ze mną uczynił co mu się podoba. Dla tego niepotrzebuiecie się poróżniać z Lacedemończykami, owszem życzę aby z was każdy gdzie tylko zechce, bezpiecznie się dostał. Wybierzcie jednak niektórych z pomiędzy siebie i pośliycie ich do Kleandra, ażeby ci, kiedy ja co opuszczę, za mnie mówili i czynili. 19. Zezwoliło na to woysko, aby sobie obrał tych, którychby sam chciał mieć z sobą. On zaś wybrał sobie Wodzów. Potym udali się do Kleandra Agazyas i Wodzowie i ow człowiek przez Agazyasa uwolniony; i rzekli Wodzowie.
20. Przysłało nas woysko do ciebie Kleandrze i żąda abyś ty, ieżeli wszystkich winuiesz, sprawę ich pod sąd swoy przyiął i z niemi postąpił według zdania swego; ieżeli zaś winę całą na jednego, dwóch lub na ich więcey składasz, obowięzuie ich, aby się sami pod sąd twóy oddali. Jeżeli więc któregokolwiek z nas oskarżasz, masz nas przed sobą, ieżeli zaś kogo innego jeszcze, to powiedz; nikt bowiem niema się przed tobą usunąć, który nam tylko posłusznym będzie. 21. Potym Agazyas wystąpiwszy rzekł: Ja to ten jestem Kleandrze, który wyrwałem Dexipowi z rąk tego człowieka i bić Dexipa kazałem. 22. Albowiem o tym mężu wiem, że iest dobry, o Dexipie zaś wiem, że będąc obrany od woyska za dowodzcę piędziesięciowiosłowego statku od Trapezuntczyków wyproszonego dla sprowadzenia nam statków ku bezpiecznemu odjazdowi naszemu, iż tenże Dexip zdradził woysko nasze uciekłszy od nas na tym statku. 23. Nie tylko cośmy więc Trapezuntczyków pozbawili pięćdziesięciowiosłowego okrętu, ale i my iesteśmy przez to za niegodziwych poczytani, i sami mało cośmy z jego przyczyny nie poginęli. Słyszał bowiem tak jak i my, iż niepodobieństwem było pieszo przebywać w bród rzeki, aby się ocalić w powrocie do Grecyi. Takiemu to więc człowiekowi wyrwałem tego męża. 24. Bo gdybyś ty go był prowadził albo kto inny od ciebie, a nie ten jeden z pomiędzy owych zbiegów (kryyków), bądź przekonanym iżbym tego nigdy niebyt uczynił. Pomyśl sobie tylko, że jeśli mię teraz zabijesz, zgubisz męża dobrego, a to dla gnuśnego i niegodziwego człowieka.
25. To słysząc Kleander odpowiedział, ze lubo nie chwali Dexipa, ieżeli to uczynił; jednakże sądzi, iż choćby Dexip był naygorszym złoczyńcą, nie należało mu się gwałtu czynić, lecz mógł po rozpoznaniu w sądzie sprawy, równie jak i wy teraz żądacie, karę odebrać. 26. Teraz ustąpcie, a zostawcie tu tego człowieka; a gdy was wezwę stawcie się przed sąd. Już nie obwiniam ani woyska, ani kogo innego, skoro on sam wyznał, iż mu tego człowieka wyrwał. 27. Na to człowiek ow odbroniony tak mówił: Kleandrze chociaż ty rozumiesz, iżem ja dla przestępstwa był prowadzony, wszelakom ja ani kogo bił, ani kamieniami rzucał, mówiłem tylko że owe owce są wspólną własnością; była bowiem taka uchwała ze strony woyska, ażeby co tylko kto gdy woysko wyruszy z osobna zdobędzie, to było dla wszystkich wspólnym. 28. Gdym to powiedział, porwał mię i prowadził ażeby się nikt o to nie odzywał i aby mógł łupieżcom tę zdobycz w brew postanowieniu zachować i część swoię z niey dostać. Kleander na to: kiedy się tak ma sprawa twoia, pozostań także, abyśmy i względem ciebie radzić mogli.
29. Po tym wszystkim Kleander zasiadł do jedzenia wraz z swoiemi towarzyszami. Tym czasem Xenofon zgromadził woysko i doradzał aby wyprawić mężów do Kleandra, którzyby się przyczynili za temi mężami. 39. Potym zgodzono się na wysłanie wodzów i setników, tudzież Drakontyosa Spartańczyka z innemi, którzy się zdawali być sposobnemi do tego, aby prosić Kleandra jak nayusilniey o wypuszczenie tych dwu mężów. 31. Tam przyszedłszy Xenofon tak się odezwał: Kleandrze masz mężów tych w swoiey mocy, woysko ich tobie zleciło, wolno ci jest z niemi czynić co ci się podoba równie jak z nami wszystkiemi. Teraz zaś wzywają Cię i proszą, ażebyś im oddał tych dwu mężów i nie zabijał; oni bowiem dawniey wiele trudów dla woyska podeymowali. 32. Jeżeli to od ciebie otrzymają, tedy za to na wzaiem obiecuią, że ieślibyś przyjął dowodztwo nad niemi i ieśli Bogowie łaski użyczą, przekonają cię, jak są porządnemi i jak Wodzowi posłusznemi być umieią i za pomocą Bogów nieprzyjaciołom placu dotrzymają. 33. Proszą cię i o to, ażebyś przybywszy i objąwszy nad niemi dowodztwo doświadczał i Dexipa i onych samych, jakim każdy iest i oddał każdemu według jego wartości. 34. Kleander to słysząc, przez Bogi rzecze, natychmiast wam odpowiem i mężow tych oddaię i sam przyydę i ieśli Bogowie poszczęścią, odprowadzę was do Grecyi. Zaiste inaksza to mowa i wcale przeciwna od tey, którą słyszałem o niektórych
35. W tym (wodzowie) wychwalając to odeszli mając z sobą tych dwóch mężow. Kleander tym czasem radził się ofiar względem podroży, obchodził się z Xenofontem uprzeymie i zobowiązali się prawem gościnności. Gdy zaś widział jak żołnierze pilnie rozkazy wykonywali, ieszcze większey chęci nabrał stać się ich wodzem. 36. Ale gdy ofiary w trzech dniach czynione wcale się nieudawały, zwoławszy Wodzów tak do nich przemówił; Mnie wprawdzie ofiary niechciały być pomyślne względem wyprowadzenia woyska, wy iednak dla tego nietraćcie serca, gdyż wam już, jak się zdaie, iest przeznaczono wyprowadzić stąd żołnierzy, ruszaycie więc. A my was, gdy tam do Byzantyum przybędziecie, jak nayprzyzwoiciey przyymiemy.
37. Potym uchwaliło woysko podarować mu owce wspolnie zebrane. Te on wprawdzie przyjął, ale im oneż nazad oddał i sam odpłynął. Żołnierze tedy rozdzieliwszy między siebie zboże zebrane i inne rzeczy których nabrali, pociągnęli przez Bityniią. 38. Idąc prostą drogą gdy nic nienatrafili takiego, z czymby mogli byli wniść w kray przyiacielski, umyślili na jeden dzień i noc drogi nazad się wrocić. Co uczyniwszy nachwytali wiele niewolników i owiec i przybyli dnia szostego do Chryzopolu w Chalcedonii, gdzie dni siedm zabawiwszy zdobycz posprzedawali.





  1. w Greckim stoi: uciekło. Nowsi pisarze nielubią powtarzać tychże samych wyrazów, ale Xenofon lubi ślachetną prostotę i gardzi wszelką wytwornością lub wykwintami, obacz w przedmowie uwagę nad jego stylem.
  2. Halbkart przekładający po niemiecku — użył wyrazu: Beute = łup, zdobycz, ale C. G. Krüger czyni sprawiedliwą uwagę, że Grecki wyraz πραγμα nie iest rownoznaczny z χρημα dodaiąc: Recte Leonclavius: partim difficulter, partim sine negotio.
  3. Halbkart i Tafel tłomaczą: alte Leute t. i. starych ludzi, Leonclavius: legatos. Ta rożność zależy od waryanty w texcie Greckim πρεσβεῦτης = poseł, a πρεσβῦτης = starzec. C. G. Krüger woli się trzymać pierwszego wyrazu.
  4. Krótki wyraz u Greka ϰινδυνευειν narażać się na niebezpieczeństwo, hażardować, ryzykować, niebezpieczeństwować się, ochynąć się.
  5. Czytamy w kronice Bielskiego, że i Polacy przed bitwą pod Stembarkiem po niemiecku Tannenberg także Boga wzywali i pieśń wojenną Bogarodzica nazwaną zanocili.
  6. Dosłownie: gdy już było nazajutrz po wspolnym zeyściu się.
  7. Tafel tłumaczy: er hatte in fer Fieberhitze Gift genommen t. i. napił się trucizny w napadzie gorączki, ale wszyscy inni tłomacze różnią się od Tafela np. Leonclavius: hausto medicamento, quum febri laboraret, a C.G.Krüger: medicamento sumpto; Halbkart zaś tak: der ungeachtet der angewendeten Arzeneimittel, schon an einem Fieber gestorben war. Krüger chce tak mieć: weil er in der Fieberhitze Arzenei genommen.
  8. C.G.Krueger to trudne mieysce tak wykłada: Xenofon prosił Kleanora, żeby go zastąpił przy ofiarze, ieżeliby snadź co na tym zależało i domyśla się, że trzeba czytać προϑύεσϑαι zamiast προϑῦμεισϑαι.
  9. Krüger tłomaczy tak: że się znaydzie, że będzie przewodnik wskazuiący zapasy żywności i dodaie: male vertunt: dicens se ducem fore.
  10. albo ofiarowizna to co się ofiaruie, bydło ofiarne podług anologii darowizna to co się daruie.
  11. To trudne miejsce Leonclavius tak oddał: Itaque cornu facto caudam ejus ad cadavera primum oblata dirigunt et omnia quae cornu complecti poterant sepeliunt. A Halbkart: Diejenigen Soldaten welche auf den Flügeln, wo man die ersten Körper erblickte, das Hintertreffen ausmachten, blieben stehen und begruben alle Todte, die im Umfange des Flügels lagen. Tafel nic rożni się od Halbkarta. Widać że na oślep tłomaczono więc niedziw kiedy i my na domysł kleili. Κερας znaczy tu podług Krügera wojsko długim pasmem maszerujące. Schneider szczerze wyznaie: — quam quidem rationem plane nou intelligo; igitur cum Halbkartio, Zeunium sequor.
  12. To trudne mieysce Tafel tak tłumaczy: Sollten wir die Gelegenheit, hinter uns die schwierige Berschlucht, vor uns die Feinde zu haben, nicht mit beiden Händen ergreifen? a Halbkart tak: Sollten Truppen, die im Begriff sind zu schlagen, die Gelegenheit, zuvor einen beschwerlichen Paß zurückzulegen, nicht mit Begierde ergreifen? A Leonclavius: ut autem ii qui pugnaturi sunt, saltum impeditum a tergo relinquant, an non etiam ultro sit accipiendum?
  13. Obacz przypisek w Xiędze I. 8, 15.
  14. Ne illibata fiducia in castra reversi quiete et somno fruerentur. C.G.Krüger cf. § 21.
  15. Halbkart tłumaczy: Hausgenossen; Leonclavius: domesticos; Tafel chciał być mędrszym, ale błądzi kiedy tu oddaie: flüchteten Sklaven und Habe.
  16. Wenn das Heer Rasttag hatte, kiedy woysko miało rozdych, oddych.
  17. Galera = trzyławkowy statek; trudno znaleść od razu wyraz lub nazwisko do oznaczenia rzeczy, którey forma teraz inaksza, Przynaymniey trzebaby mieć iey rysunek, na który się jeszcze niezdobył tłomacz.
  18. Dla drew. Tak przynaymniey domyśla się C.G.Krüger, choć się w Greckim texcie ten wyraz nieznayduie.
  19. Przypisek gramatyczny. Wiem, że Werbum strzegę pospolicie bierze po sobie drugi przepadek, a rzadko kiedy czwarty, W tym tu razie zdaie mi się harmonia wymagać czwartego, albo że czwarty zastępuie niedostatek artykułu. Na przykład Niemiec czyni rożnicę między Schaafe hüthen a die Schaafe hüthen to iest: owiec strzedz i owce strzedz. Podobna rożnica zdaie się zachodzić w szostym przypadku i pierwszym naprzykład: iestem Panem ich bin ein Herr, ich bin Herr, a jestem Pan ich bin der Herr.
  20. Którego on rekwirował.
  21. Iż to nie żart, — nieprzelewki cf. greckie φαυλος wiele znaczny, wyraz = zły, niegodziwy, bezecny, brzydki szpetny.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ksenofont i tłumacza: Krzysztof Celestyn Mrongovius.