Samobójstwo (Wotowski, 1927)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Antoni Wotowski
Tytuł Samobójstwo
Pochodzenie Miłość a kłamstwo. Samobójstwo
Wydawca Wydawnictwo „Świt”
Data wyd. 1927
Druk Drukarnia „Siła“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


SAMOBÓJSTWO.

Zakopią cię na rozdrożu
Gdy sam porzucisz świat
Tam rośnie kwiat błękitny
Biedny straceńców kwiat...
... Jam długo stał na rozdrożu
Noc głucha skryta świat
A w blasku księżyca chwiał się
Biedny skazańców kwiat...

(Heine)

Hen, w kącie, pod cmentarnym murem widnieje skromna mogiła. Na pół zapadła w ziemię kryje się, gdyby wstydząc, przed okiem przechodnia... To grób samobójcy, grób na który spoglądają z niepokojem i z ciekawością. Tak, powtarzam, z ciekawością — gdyż mimowolnie myśl się nasuwa: „co skłoniło cię do tego rozpaczliwego kroku, jaka była przyczyna żeś pogardził tem, co niemal każdy przeciętny za najwyższe dobro mieć mniema, żeś pogardził życiem, żeś uciekł po za granicę z kąd powrotu niema, czyś był bohaterem czy tchórzem? Takie refleksje się nasuwają każdemu mniej więcej, na myśl o człowieku, dobrowolnie pozbawiającym się życia.
A temat ten, tem bardziej jest aktualny, że nie tylko liczba samobójstw z dniem każdym niemal się wzmaga, spowodowana nader ciężkiemi warunkami w jakich żyjemy, lecz również dlatego, że jak powiedział któryś z filozofów, prawie niema człowieka, co w tym, lub innym momencie swego życia na dłużej, na krócej, choć na jeden moment, o podobnym straszliwym zakończeniu porachunków z życiem by nie myślał. Na dowód cytują, że wielki cesarz francuzów Napoleon, człowiek o istotnie granitowej woli, który o samobójstwie mawiał, iż jest największą małodusznością, sam trzykrotnie był nawiedzony tą myślą. Po raz pierwszy miało to miejsce po bitwie pod Tulonem. Zwycięzca powrócił do Paryża z masą sławy, lecz również z całym zapasem długów i golizny. Sytuacja finansowa była tak ciężka, iż Napoleon dnia pewnego zdecydował się na zupełnie niedwuznaczny spacer w kierunku Sekwany z zupełnie określonym zamiarem. W ostatniej chwili ktoś chwyta go za rękę. Jest nim niejaki Demassi, wzbogacony handlarz, który usłyszawszy o co chodzi wtyka przyszłemu cesarzowi 30 tysięcy franków i ucieka. Coprawda zrewanżował mu się później Bonaparte, gdyż oddał mu 300 tys. franków, oraz mianował głównym inspektorem rządowych ogrodów.
Po raz drugi nawiedziła Napoleona myśl o samobójstwie, gdy udawał się na podbój Egiptu. Egiptu miała bronić flota angielska — to też kiedy zbliża się do brzegów, na niewielkim statku, zdala widzi liczne okręty. Wielki wódz wyciągnął już flaszkę z trucizną ...na szczęście okazało się, iż były to statki neutralne.
Po raz trzeci Napoleon truł się na prawdę. Było to po przegranej kampanii w 1814 r. w Fontainebleau. Zażył silną dawkę. Lecz czy trucizna była zbyt słabą, czy też odmieniono mu flaszeczkę z toksykiem, którą stale przy sobie nosił — dość, że dostał tylko silnych kurczy żołądkowych i odratowano go z łatwością...
Tak, żelazny Bonaparte trzykrotnie chciał uciec przed życiem... tem niemniej w swych pamiętnikach, dyktowanych na wygnaniu, na wyspie Św. Heleny, mawiał: samobójstwo z miłości — to obłęd; z nędzy — małoduszność, z poczucia honoru — tchórzostwo. A żyć pomimo dokuczliwych złośliwości wroga i jego naigrawań — to męstwo.
Jak wiemy, miał tu siebie na myśli, bo strażnicy wielkiego cesarza — anglicy, a szczególniej gubernator sir Hudson Love nie szczędzili na wyspie św. Heleny żadnego upokorzenia, żadnej moralnej szpilki — więźniowi.
Jako więc dla przykładu, że niemal każdego z nas nawiedzać może myśl samobójcza, pozwoliłem sobie powołać się na genialnego, niezłomnego Napoleona tudzież zacytować jego zdanie. Lecz ze zdania tego nasuwałaby się myśl, że wielki Korsykanin aczkolwiek o samobójstwie myślał, jednak niem pogardzał, uważał je za coś niegodnego: za podłostkę...
Czyż tak jest istotnie, czy istotnie człowiek pozbawiający się życia jest tchórzem, na to pytanie należy się odpowiedź?
Więc zwróćmy się znów do historji, tej wielkiej nauczycielki, i mistrzyni życia. W różnych jej epokach różne były poglądy, a samobójstwa niejednokrotnie bynajmniej nie uważano za tchórzostwo, przeciwnie za bohaterstwo. Tedy w starożytności głębokiej, u Celtów, religja pochwala nawet pozbawianie się życia, w Szwecji starcy nie oczekiwali śmierci, lecz gdy dochodzili do pewnego wieku, rzucali się do morza (jakoby i u nas pośród górali podhalańskich ma panować ten zwyczaj i starcy wyruszają w góry, by zginąć z głodu lub rozszarpani przez dzikie zwierzęta — przynajmniej tak to opisał w jednej ze swych nowel Tetmajer); u Germanów według sag, sam bożek Odyn miał przy pomocy przebicia się oszczepem przewędrować w sfery wyższe.
Nic dziwnego, że u plemion pierwotnych, które wogóle życie ludzkie miały za nic i nie ceniły go zgoła, spotykamy się z takim poglądem. Lecz toż samo skonstatujemy u greków i rzymian. Słynny prawodawca spartański Likurg daje Sparcie prawa i prosi, by zachowywano je tak długo dopóki nie powróci — a chcąc, by obywatele stosowali się do nich wiecznie, odbiera sobie życie. Tak postępuje Likurg i wszyscy czczą go, jako bohatera. Lecz szukajmy dalej. Wyrocznia ogłasza królowi Aten — Kodrusowi, że ten naród w bitwie zwycięży, którego król zginie — i Kodrus zabija się przez gorącą miłość ojczyzny czczony za to rozumie się, i uwielbiany przez potomnych.
Wogóle w rozumieniu starożytnych, samobójstwo jest wprost niezbędną konsekwencją pewnych faktów, rozumie się samo przez się. Każdy zwyciężony wódz woli więc zginąć z własnej ręki, jako bohater, niż służyć za ozdobę triumfalnego pochodu przeciwnika. Słynny wojownik Hannibal (183 d. N. Ch.) truje się po przegranej bitwie, toż samo czyni nie mniej słynny Mitridates, toż samo tajemnicza a przepiękna królowa Egiptu Kleopatra, gdy widzi, że Oktawiusz nie ulegnie jej czarom a pragnie ją wieźć do Rzymu, by służyła za największe trofeum, jako ozdoba jego rydwanu. Toż samo uczynił poprzednio i jej kochanek Marek Antoniusz, po klęsce, czując iż niema co liczyć na względy zwycięzcy!
Rzeczy te rozumiały się same przez się i przeciwnie gdyby człowiek był żył dalej stałby się nieciekawym — przeżyłby samego siebie, nie liczonoby się z nim, umarłby okryty hańbą, podczas, gdy sam sobie zadany tragiczny koniec opromieniał go sławą nieśmiertelną.
W taki sam sposób zginął najsłynniejszy mówca Demostenes w obawie, iż ateńczycy wydadzą go macedońskiemu wodzowi Antypatrowi, w takiż sam sposób zginął i słynny Kato młodszy, po rozbiciu partji demokratycznej przez Juljusza Cezara. Uciekł do Attyki, gdzie miał posiadłości a przybywszy do swego domu najspokojniej położył się do łóżka. Wziął do ręki traktat Platona „O nieśmiertelności duszy“ i przeczytał go od deski do deski, poczem przebił się mieczem. Na stuk upadającego ciała nadbiegli domownicy, starając się go odratować. Nałożono opatrunki. A gdy domownicy wyszli, złudzeni pozornym snem Katona, ten zerwał opatrunki i zmarł z upływu krwi.
Takie to samobójstwa uważano za bohaterstwa a rzymska maksyma głosiła „mori licet cui vivere non placet“ oznaczając, że dobrowolna śmierć jest nieubłaganą konsekwencją pewnych postępków. Kiedy więc Lukrecja, żona Kollatyna, będąc zniewolona siłą przez syna króla Tarkwinjusza, wyznała ten fakt mężowi, błagając o zemstę, poczem odebrała sobie życie — postępek ten również uważano za naturalny i uważano ją za bohaterkę mimo że za sam fakt zniewolenia nie ponosiła ona żadnej winy. Dlatego ze spokojem popełniano samobójstwa, na rozkaz tyranów. Ze spokojem wypił czarę trucizny w więzieniu Sokrates, ze spokojem pozbawił się życia na rozkaz Nerona Seneka, a scena śmierci niezrównanego arbitra aelegantiarum Petroniusza, który rozciąwszy sobie żyły w wonnej kąpieli do ostatniej chwili dyskutował z przyjaciółmi o rzeczach wzniosłych i pięknych, czynić zawsze będą wstrząsające wrażenie. A gdy poczuł najwytworniejszy z wytwornych, że moment śmierci się zbliża, rozkazał zanieść Neronowi swój nieśmiertelny „Satiricon“, w którym bezlitośnie wyszydzał tyrana. Takie były zapatrywania na samobójstwo w starożytności, takie poglądy — i nic też dziwnego, że na tem tle wyrodziła się specjalna filozofja, chwaląca czyny powyższe. „Mori licet cui vivere non placet“. Więc Epikur, twórca szkoły epikurejczyków (280 r. d. Ch.), szkoły propagującej wykwint i jaknajwiększe użycie życia, powiada, że żyć należy dopóty dopóki używać można rozkoszy, a gdy nadejdą klęski, choroby, lub niepowodzenia, najlepiej umrzeć. Ideę tę rozwijał Hehesius: „szczęście to użycie, bieda to śmierć“ wykładał, a czynił to z takim zapałem, że wielu, pod wpływem jego słów odbierało sobie życie.
Takiegoż samego zdania jest twórca drugiej szkoły filozoficznej — Stoików — filozof Zenon, choć wychodzi wręcz z odmiennego założenia: „Jeżeli życie się źle układa — to lepiej umrzeć.“ Najlepiej twierdzenie to swoje poparł Zenon przykładem, gdyż popełnił samobójstwo w 264 r. (d. Chr. P.) z tego powodu, iż złamał palec u nogi.
Nic dziwnego, że pod wpływem podobnej propagandy mania samobójstw szerzyła się w Rzymie z przeraźliwą szybkością. Wszak twierdził Pliniusz starszy, że możność odebrania sobie życia, wykazuje wyższość człowieka nad bóstwem, bóstwo bowiem pozbawić się życia nie może. To też odbierano (np. niejaki Cleombrot po przeczytaniu dzieła Platona, by sprawdzić czy duch jest nieśmiertelny) sobie życie tak masowo, że cesarze poczuli się do obowiązku ingerowania. Mianowicie Adrjan (117–138) i Antonjusz (138–161) wydali prawa, zagrażające pozbawieniem pogrzebu, unieważnieniem testamentów, konfiskatą majątków, a nawet zabronieniem noszenia żałoby. Lecz prawa te, rzecz oczywista, godzące bynajmniej nie w samobójców lecz w ich spadkobierców i rodziny, co wiecznie się powtarza ze wszystkiemi represjami przeciw samobójcom, nie mogły nikogo ani odstraszyć, ani powstrzymać, tembardziej, że epidemia, dzięki zadawnionym poglądom i filozofji, zapuściła była zbyt głębokie korzenie.
Zasadniczo i fundamentalnie pogląd na samobójstwo zmienia się dopiero z erą chrześcjańską, z tą epoką raczej, gdy chrystjanizm dochodzi in plenum do władzy. Samobójstwa nie poczytuje się za bohaterstwo. Samobójstwo to ciężkie przestępstwo, to zbrodnia. Ponieważ najlepiej te poglądy sformował Św. Augustyn i ponieważ przeciwnicy samobójstwa nie czynią nic innego tylko w dalszym ciągu powtarzają jego wywody, pozwolę sobie tu pokrótce wyłuszczyć je.
W dziele „Da Civitate Dei“ czytamy: szóste przykazanie uczy nie zabijaj, nie dodając bliźnego twego. Znaczy to, że nie wolno ci zabijać również samego siebie, a jeśli to uczynisz, popełnisz taki sam grzech, taką samą zbrodnię, jak gdybyś zabił człowieka. Uciekać od nieszczęść nie jest dowodem wielkiego ducha, a z każdego naszego uczynku zdamy sprawę po tamtej stronie, przed Panem Bogiem. Samobójstwo jest jednym z najcięższych grzechów.
Na tym punkcie widzenia Św. Augustyna stanął i Kościół, aczkolwiek, jak twierdzi Bertrand w swym „Traité du Suicide“ zrobiono dwukrotnie wyjątek. Kanonizowano bowiem Św. Euzebję (bib. VII cap. XII) oraz Św. Dominikę (Dominine), które odebrały sobie życie, chroniąc się od pohańbienia przez pogan.
Tem niemniej, Św. Tomasz nie pochwalał tego czynu: „non licet mulieri se ipsam occidere — constat autem minus esse pecatum adulterium quam homicidium et praecipue sui ipsius.“ Nie dozwolonem jest nawet, w takim wypadku kobiecie odbierać sobie życie i mniejszym byłoby grzechem cudzołóstwo, niżli morderstwo i to jeszcze samej siebie. Takim był pogląd Kościoła a w ślad za nim poszło i prawodawstwo świeckie. Postanowienia średniowiecza są niezwykle surowe. Samobójcom nie tylko odmawiają pogrzebu, lecz ciała wykopują i kat trupa obwozi na ośle. Takie sceny miały miejsce w wielu miastach włoskich, niemieckich i francuskich, jak gdyby represja nad bezdusznem ciałem jakikolwiek sens mieć mogła.
Coprawda liczba samobójstw się zmniejsza, lecz bynajmniej przypisywać tego nie należy prawodawstwu a raczej nizkiemu, w porównaniu z Rzymem, szczeblowi kultury — bo z samobójstwami rzecz się ma tak, że im wyższa cywilizacja, im większa kultura — tem większa ich liczba — dlaczego zaś tak się dzieje, zaraz wyjaśnię.
Taki pogląd panuje na samobójstwo i zmienia się dopiero począwszy od epoki Odrodzenia, a to dla tego, że epoka Odrodzenia nie jest niczem innem jak wielkim odnalezieniem i adoptowaniem rzymskich i greckich tradycji.
To też od tego czasu cały szereg mniej lub więcej głośnych pisarzy poczyna występować w obronie samobójstwa.
Twierdzą oni, że życie ludzkie należy do każdego poszczególnego człowieka, że jest jego dobrem, tak jak każda inna jego własność i że każdy ma wolną wolę swoją egzystencją rozporządzać, jak mu się żywnie zechce. Każdy może czynić, powiadają prawnicy, ze swojem dobrem co mu się podoba, byle nie przynosił szkody innym — samobójstwo szkody nie przynosi (wielki znak zapytania?) to też niech każdy umiera skoro mu się spodoba.
Pod wpływem tych tendencji prawodawstwa w stosunku do samobójców słabną, natomiast liczba ich wzrasta. Odbiera sobie życie słynny astrolog Jeremiasz Kardanus ze względu, iż w horoskopie wyznaczył dzień swej śmierci, a gdy dzień nadszedł nie chciał swym przepowiedniom zadać kłamu. Odbiera sobie w 1645 r. życie poeta Uriel Acosta, zaś w 1770 również poeta zaledwie 18 l. liczący anglik Chatterton. Propaganda samobójstwa staje się tem silniejszą, że wielka trójca filozofów francuskich XVIII w. Voltair, Rousseau i Montesquieu zupełnie jawnie stają po ich stronie.
Tak się przedstawiają trzy wielkie fazy zmian zapatrywań na dobrowolne pozbawienie się życia: 1) faza starożytna — samobójstwo to bohaterstwo. 2) faza średniowiecza — samobójstwo — to największa zbrodnia. 3) faza nowożytna — zdania podzielone i jednakowo żarliwi przeciwnicy, jak i obrońcy tego postępku.
Ta to właśnie faza w myśl łacińskiej sentencji „nullum est jam dictum, quod non sit dictum prius“ charakteryzuje czasy obecne.
Przedewszystkiem więc trzeba zaznaczyć, że prawodawstwo współczesne nie prześladuje samobójców. Prawo polskie w przeciwieństwie do starego prawa rosyjskiego (które karało i cywilnie, bo unieważnieniem testamentu i karnie — karą kościelną) otóż współczesne prawo polskie w art. 462 karze za dostarczenie środka do samobójstwa, jeśli wskutek tego samobójstwo nastąpiło, oraz w art. 488 — za zawarcie układu z przeciwnikiem, uzależniającego samobójstwo jednego z nich od losu, lub innego umówionego przypadku, 4—8 lat jeśli nastąpiło samobójstwo, a jeśli było tylko usiłowanie samobójstwa — to ciężkiem więzieniem od 1—6 l. Tej samej karze ulega tak podżegający do takiego zakładu jak i przyczyniający się do jego zawarcia.
Tak mówi prawo. Wogóle zauważyć to należy, jak słusznie podkreślił w swej książce „O samobójstwie“ hr. Dzieduszycki, wyd. 1878 r., że prawo polskie również cywilne nie prześladowało specjalnie samobójców. Również w Polsce nie mamy za przykładem innych krajów słynnych samobójców z grona ludzi sztuki lub polityki, chyba, że doba obecna nam ich przysporzy. Jedynie słynnym samobójcą nazwać by można Prymasa Michała Poniatowskiego, któremu król Stanisław August, gdy odkryto podczas oblężenia Warszawy jego umowę z wrogiem kazał zażyć truciznę (1794 r.).
Dalej wspomnieć by jeszcze można o Janie Potockim (1815 r.) i poecie Zaborowskim (1828 r.).
Lecz zboczyłem od tematu.
Jak widzimy więc, prawodawstwo współczesne poddało się jakby samobójczej propagandzie i silnie zmiękczyło, lub nawet całkiem uchyliło drakońskie przepisy średniowiecza. Lecz bynajmniej tego kierunku humanitarnego nie należy rozumieć w duchu, by prawodawstwo samo pochwalało dobrowolne pozbawienie się życia. Jest to tylko zrozumienie, że walka za pomocą kar, nikogo od samobójstwa nie odstraszy, a spada ciężką krzywdą i hańbą nie na osoby samobójców, lecz na ich rodziny, bez tego już dość zbolałe i nieszczęśliwe. Takie były motywy legislatury, co zaś się tyczy zdania społeczeństwa — to panuje tu w dalszym ciągu kompletna dezorjentacja i splot zdań najsprzeczniejszych.
Nim przystąpimy do odpowiedzi na kardynalne zapytanie: czem jest samobójstwo, dla ułatwienia, a tem głębszego ujęcia przedmiotu zastanowić się musimy nad jego przyczyną, t. j. nad psychologją samobójcy. Dlaczego ludzie odbierają sobie życie, co ich do tego skłania?
Na to odpowiedź łatwa i ogólnie znana: z najprzeróżniejszych powodów. Powody te mogą być: przeżyt życia (toedium vitae) pijaństwo, gra, fizyczne dolegliwości, obrażone uczucie honoru, publiczna zniewaga, zawiedziona miłość, wstyd, strach, ciężkie warunki ekonomiczne, niejednokrotnie zaś nawet z najbłahszych, najgłupszych przyczyn. Pewna dama otruła się, gdyż mąż nie kupił biletu do teatru, zaś inna nie dawno w Paryżu, iż małżonek nie pozwolił jej krótko obciąć włosów a la garçonne. Czasami samobójstwa następują z przyczyn niby to idealnych. Cytowałem już Cleombrota, który po przeczytaniu traktatu „O nieśmiertelności duszy“ zabił się by sprawdzić czy tak jest istotnie. W 1890 r. pewien robotnik w Ameryce odebrał sobie życie i pozostawił list w którym udowadniał, że ponieważ państwo nie chce się zająć losem warstwy pracującej i dać im środki utrzymania, to powinno chociażby założyć domy dla samobójców. Na ten to cel ofiarowywał on cały pozostały po sobie majątek w ilości 80 dol. Te to wszystkie mniejsze lub większe, że się tak wyrażę dziwactwa samobójców, naprowadzały niejednokrotnie na myśl, iż działają oni niepoczytalnie, iż są ludźmi obłąkanemi. W ten to sposób wyraża się Briere de Boismont w swej książce „Du suicide et de la folie suicide“.
Przeciw temu jednak wysuwają fakt, że szereg ludzi odbierał sobie życie jaknajspokojniej, zachowując trzeźwość umysłu do końca.
Wielu samobójców pozostawiało listy, będące odzwierciedleniem ich wrażeń. Nic w nich anormalnego niema. Raczej właśnie nader subtelna analiza.
Weźmy choćby dla przykładu niejakiego pana Saint Edmée (1785—1852), który, że był przewielkim kanalją niczem osobliwem by się nie odznaczył, gdyby nie był z dokładnością matematyczną spisał swych ostatnich wrażeń przed śmiercią. Jest to bodaj najdokładniejszy pamiętnik trzeźwości samobójcy jaki istnieje w dziejach świata a odnaleźć go możemy w dziełku wyd. r. 1859 w Paryżu p. Dabadie p. t. „Les suicides illustres“.
Więc czytamy. — Saint Edmée był literatem i szwindlarzem wyrafinowanym jednocześnie. Nabierał ludzi na przeróżne wydawnictwa akcyjne, które nigdy nie dochodziły do skutku. W końcu działalność ta wydawniczo nabierająca urwała się, gdyż zakończyła głośnym procesem. Mimo, że Saint Edmée nic nie dowiedziono, złote źródło wyschło, gdyż naiwni byli ostrzeżeni przed jego lukratywnemi kombinacjami. Mógł Saint Edmée wprawdzie zarabiać dziennikarstwem, a dzięki zdolnościom, wiele pism chętnie przymknęło by oko na dość niewyraźną przeszłość. Lecz skromne dochody dziennikarskie nie nęciły podstarzałego 65 l. rycerza przemysłu. Niby to pisząc jakieś essey’e związał się on był w tym że czasie ni mniej ni więcej tylko z bandą rabusi słynnego opryszka Martina i udzielał szlachetnym bandytom przytułku w swem mieszkaniu. Gdy policja schwytała Martina bomba pękła i prawda wyszła na wierzch. Co prawda udało się Saint Edmée ukryć przed ciekawem okiem sprawiedliwości, lecz tem nie mniej sąd skazał go zaocznie na dwa lata ciężkiego więzienia. Wówczas to, jak twierdzi, powodowany honorem dzieci, postanowił sobie życie odebrać. Oto ostatnie kartki spowiedzi.
25 marca 1852 r. 10½ wiecz. Powróciłem przed chwilą. Zapaliłem ogień na kominku. Wieczór jest zimny. Do łóżka się nie położę. Przedsięwziąłem środki. Umyłem się i ogoliłem. Przygotowałem czystą bieliznę. Nastawiłem zegar, uporządkowałem pokój. Papiery popaliłem.
Sprzedałem dziś rano parę książek, by módz śniadać i zakupić parę świec, które ustawię koło mego ciała, wedle zwyczaju.
Byłem na ul. de la Paix. Moje dzieci zeszły i mogłem je uściskać po raz ostatni. Co za ból! Nic nie podejrzewają. Miały mnie jutro odwiedzić. Wołałem ubiedz fakt.
Pozatem byłem u Zofji. Pytała się co zrobię. Odrzekłem, że udam się w podróż daleką, a gdy zapytała dokąd — odparłem, że nie wiem. Istotnie dokąd się udaję nie wiem. Zresztą obiecałem jej przysłać list.
Północ. Przygotowałem pończochy, koszulę i czystą chustkę — to będzie moje ostatnie odzienie. Czuję, że chwila jest blizka. Doznaję pewnego wzruszenia, mimo odwagi...
Podsyciłem ogień. Wesoły trzask drzew daje złudę, iż ktoś w pokoju jest wraz ze mną. Gdybym nie był opuszczony i oszukany — nie byłbym tu, gdzie jestem. Lecz opuszczony, bez pociechy, bez pomocy, prześladowany, szkalowany i dręczony, nie widzę innego wyjścia... niż samobójstwo.
Godzina druga. Jak czas szybko płynie! Już druga... a na dworze silny wiatr. W duszy czuję burzę. Wsadziłem klucz z drugiej strony drzwi, zaś na klucz nawiesiłem list do mej gospodyni. Pierwsza osoba jaka przyjdzie zauważy list i go odda. W ten sposób uprzedzę ją o wypadku i dam parę instrukcji.
Wpół do trzeciej. Muszę się zająć przygotowaniami. Nie chcę by dzień mnie zastał. Rodzaj śmierci nie jest mi obojętny. Chciałem wypalić z pistoletu w serce. Jest to sposób szybki i łatwy. Lecz nie mogłem sobie broni sprokurować. Utopić się — za daleko odemnie zresztą zawsze czułem wstręt do wody. Udusić się wyziewami czadu — agonja przykra i powolna. Wybrałem ot co: robiłem próby strjangulacji, sposobem jen. Pichegru i zrozumiałem, że jest to sposób wygodny i pewny. Złączę więc z sobą parę kawałków drzewa, które przywiozłem z Montmorency, gdym tam był ostatniego lata na spacerze z dziećmi. Tak złączone będą miały więcej siły. Wsadzę je w węzeł chustki i tak będę kręcił dopóki sił starczy. A no! zobaczymy!
Trzecia. Ogień zgasł. Zirytowało mnie to. Słyszę stuk wozów z nabiałem, dążących do Hal. Nie skorzystam z tych prowizji.
No, dalej!
O moje drogie dzieci! wasze słodkie twarzyczki stoją przedemną i mnie dręczą.
Wpół do czwartej. O czwartej, lub pół do piątej, spełnię, byle wszystko szło jak należy.
Nie obawiam się śmierci, skoro jej szukam, skoro jej chcę lecz ból mnie przeraża. Chodziłem po pokoju... czarne myśli pierzchły... Myślę tylko o dzieciach... co za straszna cisza mnie otacza!
Czwarta. Czwarta bije. Oto godzina ofiary.
Kładę tabakierkę do szuflady biurka.
Żegnam was miłe dzieci!
Bóg wam i mnie przebaczy!
Zdejmuję okulary i kładę je na stole...
Żegnajcie, raz jeszcze żegnajcie moje najdroższe dzieci... otóż macie ostatnią moją myśl... dla was zabiję ostatnie drgnienie mego serca....
Tak brzmi bodaj najściślejszy pamiętnik samobójcy, jaki znany jest w literaturze. Saint Edmée był nędznikiem a jednak umarł wielce odważnie. Z tego oraz licznych innych przykładów wynikałoby, że samobójstwo popełnia się z całą rozwagą, na zimno.
Tem nie mniej, o ile bliżej wniknąć w przedmiot, obraz się zmieni. W większości wypadków samobójstwo następuje z krańcowego naprężenia nerwów, ze stanu graniczącego z niepoczytalnością, samobójca nie wie co czyni, jest jakby w oszołomieniu, w obłędzie. Najlepszym tego dowodem opowiadania licznych odratowanych samobójców, którzy gorąco cieszyli się z odzyskanego życia i twierdzili, że w momencie straszliwej decyzji działali jakby pod wpływem jakiejś straszliwej sugestji, sami nie wiedząc co czynią.
Bo zasadniczo odebrać sobie życie nie jest rzeczą taką łatwą i taką prostą jakby się zdawało. Iluż ludzi, znajdujących się w najcięższych, w najbardziej krytycznych warunkach powtarza: „ach z jakim gustem odebrałbym sobie życie, ale odwagi mi brak, brak mi odwagi“! Iluż ludzi w najcięższej depresji moralnej tem nie mniej nie ma odwagi targnąć się na swe życie. Weźmy np. choćby bandytów, zbrodniarzy, którzy przy schwytaniu wiedzą, że grozi im kara śmierci — rzadko który w ostatniej chwili przykłada sobie lufę rewolweru do skroni; liczą na niemożebność, na cud a może cieszą się, że przez tygodni parę oglądać będą poranek choćby przez więzienną kratę.
Tak, proszę państwa! Jeśli samobójstwo nie oznacza bohaterstwa, to również nie oznacza tchórzostwa i jest dowodem odwagi o ile desperat nie działał w stanie ostatecznego rozstroju nerwów. Pozbawić się życia nie jest tak łatwo! Na tym to tle niemożności pozbawienia się znienawidzonego, a jednak miłego życia, wyrastają dziwolągi, zwane „Klubami samobójców“, które bynajmniej mitem nie są.
Najlepiej zasady działania podobnych instytucji wyłożył pisarz angielski Robert Ludwik Stevenson w swej nowelli p. t. „Klub samobójców“. Ekscentryczny Książe Florizel, w poszukiwaniu wrażeń, zawiera znajomość w pewnym momencie z młodzieńcem, który w przystępie szczerości oznajmia mu, że do związku tajemniczego należy. Tłomaczy dla czego powstał: „posłuchaj pan — mówi — żyjemy w czasach, które starają się wszystko udogodnić człowiekowi. Dzisiejszemu komfortowi brakowało jednego udogodnienia, a mianowicie możliwości zniknięcia ze sceny cicho i bez kłopotów, brakło prywatnego wejścia do śmierci. Tę lukę wypełnia klub samobójców. Posiadamy wielu towarzyszy, którzy dość mają życia, lecz powstrzymuje ich wzgląd na to lub owo. Jedni mają rodziny, którym oszczędzić chcieliby wzruszeń, innym brak mocnego postanowienia. W moim np. wypadku nie zdołam wymusić na sobie tego, aby przyłożyć pistolet do czoła i pociągnąć kurek, nie posiadam dość energii, by zadać sobie śmierć. Dla takich ludzi — jest klub samobójców“.
Książe Florizel nalega, by nieznajomy wyłożył mu statuty działania stowarzyszenia. Ten wzbrania się, lecz obiecuje go wprowadzić na posiedzenie. Istotnie znajdują się w tajemniczym lokalu. W tym przedsionku śmierci niema nic ponurego, ani strasznego. Robi to raczej wrażenie zebrania męskiego. Obfita kolacja, suto zakrapiana trunkami, szampanem. Po kolacji gra w karty. Lecz przy tej grze w karty, cały sens się wyjaśnia. Gra nie jest zwykłą grą: ważą się losy życia i śmierci. Kto otrzyma asa treflowego, jest wykonawcą wyroku, kto asa pik ten jest przeznaczony na śmierć. Książe asystuje grze i widzi jak na jednego z najstarszych członków Mr. Maltusa pada złowieszcza karta, zaś as trefl na młodzieńca, który go wprowadził. Westchnienie ulgi wydobywa się z pozostałych piersi, jakby z radością opuszczają gmach.
Nazajutrz książe czyta w gazecie.
Straszny wypadek. Dziś o godzinie 2-ej rano mr. Maltus zam. Chestow Place Nr. 16, wracając z zebrania towarzyskiego spadł przez górną poręcz na Trafalgar Square, przyczem roztrzaskał sobie głowę oraz złamał rękę i nogę. Śmierć nastąpiła momentalnie. Mr. Malthus, któremu towarzyszył jeden z przyjaciół, czekał właśnie na dorożkę. Ponieważ mr. Malthus cierpiał na porażenie, przypuszczać należy, że upadek jego był spowodowany atakiem paralitycznym.“
Tyle wzmianka. Prawda była ta, że drugi członek, wykonawca, co wyciągnął asa trefl, zrzucił nieszczęsnego starca, powodując śmierć.
Nowela kończy się zdemaskowaniem klubu przez księcia i ocaleniem pozostałych członków. Tyle nowela. Lecz nowela ta bynajmniej nie jest fantazją. Jest ona oparta na istotnych faktach.
Już w Egipcie istniały kluby samobójców zwane „sinapotanumenou.“ W czasie Konsulatu, jak piszę Lucas w swej książce „De l‘imagination Contagieuse“ istniały podobne stowarzyszenia, w których każdy członek zobowiązywał się, pozbawić życia. W Paryżu klub taki miał 12 członków, w Berlinie — 6. W Wiedniu w 1824 r. ujawniła policja podobną instytucję, składającą się z 12 osób.
Ostatnio, jak donoszą pisma, istnieje takaż organizacja w Ameryce. Składała się ona z 5 osób, które ciągnęły losy raz na rok. Czterech członków w porządku kolejnym co rok odbierało sobie życie. Pozostał piąty — prezes. W Ameryce, krainie humbugu i sensacji czynione są wielkie zakłady, czy pójdzie on w ślad za innemi, czy też rozmyślił się i z żalem pozostanie na tym padole płaczu i paska.
Tyle o klubach samobójców. Bardzo zbliżone do tego typu są samobójstwa wzajemne, samobójstwa dwóch osób naraz i między prawnikami toczone są zaciekłe dysputy do jakiej kategorji podobne wypadki zaliczyć.
Więc kochankowie trują się jednocześnie, jednocześnie strzelają do siebie, jak czasem się zdarza z pistoletów, okręconych różowemi wstążeczkami, w końcu umawiają się że najprzód jedno zastrzeli drugie, następnie samo życia się pozbawi. Niekoniecznie dziać się to musi między kochankami, również to samo dziać się może między przyjaciółmi, czego najlepszym dowodem głośna sprawa jaka przed paru laty odbyła się w Warszawie. Mianowicie w 1923 r. dwóch studentów Djonizy Smoleński i Bohdan Gabler postanowili w ten sposób zejść ze świata. Smoleński strzelał do Gablera, następnie zaś do siebie. Gabler na skutek otrzymanych ran zmarł, Smoleński zaś wyzdrowiał. Otóż jak zapatrywać się w tym wypadku? Czem był Smoleński[1] zabójcą czy też wyratowanym samobójcą?
Smoleński został postawiony w stan oskarżenia z art. 460 K. K. za to, że pod wpływem nalegań Bohdana Gablera i przez współczucie dla niego wystrzałami z rewolweru pozbawił go życia — i skazany na 1½ roku twierdzy — znaczy się, że w podobnych wypadkach sąd uznał to za zabójstwo a nie za chęć samobójstwa, mimo ran odniesionych przez Smoleńskiego, czyli stanął na punkcie widzenia prawnika Sighelego, który podobne wypadki określa jako „Le Crime a deux“ — zbrodnia we dwoje. Z tego również wniosek winien by się wywodzić, że gdy para kochanków truje się np. gazem, a jedno z nich uda się uratować — to drugie odpowiadać będzie — za współudział w zabójstwie. Najczęściej naturalnie podobne wypadki zdarzają się śród zakochanych par i przeważnie kończą się zobopólną śmiercią choć były i takie przykłady, że jedna z osób po pozbawieniu życia drugiej, traciła w ostatniej chwili odwagę, rzucała broń.... krzycząc, że jeszcze żyć pragnie.
Trzeba przyznać że niemal najliczniejsze a zawsze najsensacyjniejsze są samobójstwa z miłości i nad niemi należałoby się zatrzymać chwilę dłuższą.
Temat jest nadzwyczaj wdzięczny i poświęciłbym mu całą pracę, gdyby nie to że zajmował się już nim specjalnie p. Belmont i opracował to tak wszechstronnie, że trudno coś nowego dodać. Lecz można zrobić parę uwag na marginesie. Czem jest istotnie samobójstwo z miłości. Jest to wielkie oświadczenie: ta albo żadna, ten albo żaden; z tym tylko żyć i kochać się mogę, a bez niego (bez niej) życie wydaje mi się jedną wielką czarną odchłanią.
Tak rezonują wszystkie sfery, wszystkie klasy, poczynając od skromnej szwaczuszki trującej się ekstraktem z zapałek — do wielkiej damy, poczynając od osiemnastoletnich pensjonarek a kończąc na wielu dojrzałych niewiastach.
Nie trzeba tu cytować słynnych przykładów literackich czy to Romea i Julji czy też nieszczęsnego Wertera, którego cierpienia miłosne i samobójstwo jako jedyne tych cierpień rozwiązanie tak pięknie opisał Goethe — że cały szereg młodych ludzi pod wpływem tej powieści odbierał sobie życie. Sam Goethe nawet, na starość, mawiał, że boi się odczytać swoją własną powieść, by nie przyszła mu chętka do samobójstwa. Otóż literackich przykładów cytować tu nie trzeba — życie codziennie nasuwa nam ich dziesiątki. A ta nieszczęsna miłość gnieździ się nawet w takich bagnach i nizinach życia, że niktby jej tam szukać się nie ośmielił. Cytuje więc Belmont w swej „Miłości i samobójstwie“ wypadek jaki się przydarzył. — W kaplicy przy szpitalu Magdaleny w Petersburgu rozlega się naraz strzał. Upada człowiek z przestrzeloną skronią u stóp katafalka. W trumnie spoczywa ciało, dopiero co przyniesione, po pokrajaniu, z prosektorjum. Jest to ciało samobójczyni prostytutki. Człowiek, który się zastrzelił u jej zwłok — był agentem ochrany.
Zakochali się. Rodzina nie pozwoliła prostytutce... tak nawet prostytutce wyjść za mąż za ajenta ochrany. Prostytutka uszanowała wolę rodziców, rosyjskich kapuletów. Ale nie mogła przeżyć zakazu... Rosyjski Montecchi ugiął się pod ciosem podwójnym. Śmierć zakochanej, zwykle godzi w serce. Ta uderzyła równocześnie w policzek. Człowiek nie wytrzymał. Zabił się!
Byłoby okrucieństwem odwracać się z obrzydzeniem od tej sceny — choć nie ma ona w sobie klasycznego piękna tragedji greckich, ani malarskiego kolorytu tragedji Szekspira. Ale z pewnością Andrejew potrafiłby z niej wydobyć piękno[2]... Ten przykład jest chyba najlepszym dowodem wszechpotęgi miłości i najlepszym dowodem ścisłego związku, jaki między miłością a samobójstwem zachodzi...
A ileż słynnych ludzi, iluż poetów odebrało sobie życie z miłości, co nasunęło Gerardowi de Nerval na usta sarkazm: „les artistes non jamais tué de femmes et les femmes ont tué beaucoup d‘artistes“.
Lecz samobójstwa popełniane z miłości byłyby tylko potwierdzeniem teorji o niepoczytalności samobójcy w krytycznym momencie. Bo czem istotnie jest ta wielka opętańcza miłość. Krańcowym afektem, krańcowym rozpętaniem wszystkich nerwów, życiem nienormalnem, a w krainie złud i udręki, stanem kiedy się zabija ukochaną, lub samego siebie. Bo przypomnijmy sobie jak łatwo przechodzą te wielkie miłości. Ci sami co warjowali, szaleli, odbierali sobie życie, gdy wyzdrowieją, całkiem stygną dla poprzedniego przedmiotu swoich pożądań a poczynają szaleć i warjować dla innych.
Tak skonstatować to musimy z całym naciskiem, że wątpimy aby którykolwiek samobójca z miłości działał na zimno i świadomie. W wypadkach samobójstw z miłości działa on stale i zawsze w stanie skrajnego afektu i psychozy.
Skoro nam się to dało ustalić przejdźmy teraz do dalszych nasuwających się wniosków.

L‘opium peut aider le sage
Mais, selon mon opinion
Il lui fant, an lieu d‘opium
Un pistolet et du corage

Opium mędrca wesprzeć może
Lecz jest sposób równie dzielny
Czyż nie lepszy zamiast opium
Z pistoletu wystrzał celny?
Filippe Mordaunt

radzi Filip Mordaunt, sam samobójca, który pozostawił powyższy wierszyk przed śmiercią.
Lecz czy sposób ten jest jedynym i wypróbowanym na wszystkie zawody i nieszczęścia życiowe? Uporaliśmy się z pierwszą połową naszego zadania mianowicie ze sprawą czy samobójstwo jest bohaterstwem czy tchórzostwem i zdaje się, że najbliżsi będziemy odpowiedzi, skoro określimy, że w wypadkach gdy jest popełniane świadomie i na zimno jest dowodem odwagi. Ale czy podobna odwaga jest chwalebną? Dalej widzimy, że wiele samobójstw jest spełnianych w stanie afektu, graniczącego z obłędem.
Z tem łączy się dziedziczność samobójstwa. Dr. Gall wspomina o rodzinie miljonera Gautier, który miał siedmiu synów. Każdemu z nich zapisał po dwa miljony franków poczem zupełnie nie wiadomo dla czego odebrał sobie życie. Wszyscy synowie również skończyli samobójstwem, a u żadnego z nich nie można było podać racjonalnej przyczyny.
Wielu ludzi stojących na paropiętrowej wysokości ma pociąg do rzucenia się na dół, jak również wielu ciągnie nieprzeparcie do wody. Taką skłonnością obdarzona była słynna francuska powieściopisarka George Sand i razu pewnego doktorowi Dechartre ledwo udało się ją od rzeki odciągnąć.
Ztąd wnioski nasuwać się będą czy należy odbierać sobie życie i czem jest samobójstwo.
Że prawodawstwo dobrze czyni idąc po linji zrzekania się represji względem samobójców słusznem jest — bo najsurowsze kary nic przeciw samobójcy nie poradzą. Gdy nie wstrzymuje go myśl co stanie się z jego rodziną po śmierci, napewno nie wstrzyma go myśl, że spadną nań takie czy inne ograniczenia cywilne. Dla tego drakońskie zakazy nic pomódz nie mogą a unieszczęśliwiają jedynie rodzinę.
Lecz poza prawodawstwem są inne jeszcze autorytety, cóż one mówią?
Religja poczytuje samobójstwo za grzech najcięższy, na tym samym punkcie widzenia stoi i okultyzm a nie byłbym okultystą, gdybym o tem nie wspomniał. Okultyści nawet dzięki rewelacjom otrzymanym z zaświatów starają się bliżej skreślić los samobójcy po śmierci i przyznać trzeba, że nie jest on do pozazdroszczenia.
Więc przedewszystkiem przytrzymują się wszyscy okultyści w mniejszym, lub większym stopniu teorji reinkarnacji, w myśl której każdy człowiek po śmierci powrócić musi na świat, by w innem ciele wieść egzystencję.
Każdy żywot człowieka jest jakby klasą w szkole; ma on pewne zadanie do wypełnienia, misję z góry mu powierzoną, by stać się lepszym, doskonalszym i... aby następne jego wcielenia stały na coraz wyższym poziomie. Otóż z tego możnaby wnioskować, że właśnie samobójstwo mogłoby przyspieszać udoskonalanie się reinkarnacji. Człowiek pozbawił się życia, by przejść do egzystencji lepszej, doskonalszej. Lecz tak nie jest. Każdy ma do spełnienia misję z rozkazu Najwyższego Stwórcy i o ile jej nie wykona, nie tylko nie ma prawa iść dalej, ale cofa się w swoim duchowym rozwoju.
Posłuchajmy co mówią dzieła odnośne (Phunar Bhava dr. C. Czyński).
Samobójcy przechodzą w nowe życie nie wypełniwszy swojego zadania na naszym świecie, na planach ziemskich, naruszywszy prawa ludzkie i boskie.
Łatwem to jest do wytłomaczenia przez analogję. Czy przypominamy sobie nasze życie poprzednie w łonie matki? Nie. A jednak matka ma świadomość naszego życia. A my żyjemy tem życiem nieświadomie, aby gdy moment nadejdzie pojawić się na świat t. j. zakończyć jedną egzystencję a rozpocząć drugą. Gdybyśmy jednej nie zakończyli — przyjdziemy na świat jako płód martwy.
To samo dzieje się w życiu ziemskim. Żyć mamy dopóty dopóki naszych obowiązków, zakreślonych tam z góry nie spełnimy kompletnie. O ile zaś wyjdziemy z szeregu dobrowolnie, zerwiemy łańcuch, i nawiązywać go trzeba na nowo.
Idąc dalej analogją ujrzymy.
Osobnik który, opuści ziemię przed terminem zakreślonym przez potęgi kosmiczne, jest płodem poronionym życia astralnego. Musi powrócić raz jeszcze na ziemię, aby odbyć jeszcze w innej reinkarnacji tą drogę, albo przeklęty, czekać musi przez wieki, zawieszony między niebem i ziemią, aby uzyskać przebaczenie Boga.
A może sądziłby kto, że przez samobójstwo, poronione dzieci astralne unikną kary, unikną fatalnego prawa karmy, które wszechwładnie panuje?
Ciężka omyłka!
Słuchajcie!
Po swojej fizycznej śmierci samobójca, nie potrafi oderwać się od swego trupa, pozostaje przy grobie, ze swoją powloką cielesną, skuty łańcuchem namiętności, które sam wytworzył.
Dusza jego, przesiąknięta, mimowoli przywarami, nałogami, może występkami, nie może mu pomódz w wzniesieniu się ku sferom wyższym. Ona nie może przeprowadzić go przez legjony larw, które nań czyhają.
Jego „ego“ wyższe nie może ukryć się wobec przekleństw ofiar, nie może uciekać przed zrozpaczoną rodziną, nie może unikać wyrzutów swoich dzieci, nie może nie słyszeć wybuchów wściekłości oszukanych.
Ścigają go nawet czasem przekleństwa tych, którzy go kochali i pojmie niestety, za późno jak straszny błąd uczynił. A musi nieszczęsny przetrwać te straszne tortury! Musi! I to jest tem co my pojmujemy, jako piekło.
Słyszeć będzie jak starzy rodzice przeklinają go za to, że okrył ich hańbą, słyszeć będzie klątwy małżonki, że pozostawił ją samotnie na bruku, słyszeć będzie płacz swych dzieci, którym postawił piętno sromoty.
Męki samobójcy — po tamtej stronie — to istne katusze — to więcej niż piekło!


∗                    ∗

Przejrzeliśmy najważniejsze teorje, tyczące się samobójstwa. Widzieliśmy jak pod wpływem wieków poglądy się zmieniały i zmieniały się zdania; widzieliśmy jakie smutne horoskopy stawiane są samobójcom co do ich dalszych losów, co do życia pozagrobowego.
Lecz czy to wszystko powstrzymać jest w stanie człowieka, zdeterminowanego, nie widzącego przed sobą wyjścia, czy człowiek taki w ślad za niemieckim pisarzem nie powtórzy:

Das leben ist sterben
Der Tod — ist erlosung
Żyć — to umierać
Umrzeć — to odpocząć!

Właściwie co przeciwstawić można myśli samobójczej, która, oplątując danego osobnika, niby żmija, trzyma w swej sieci i korzysta z minuty ostatecznego naprężenia nerwów, by wetknąć truciznę, czy broń morderczą do ręki.
Weźmy choćby czasy współczesne. Epidemja samobójcza szeroką falą płynie przez Polskę. Przyczyną, rozpaczliwa sytuacja ekonomiczna. Nie wystarczają dochody na utrzymanie domu. Nieproporcjonalnie wysoki czynsz, drogie artykuły pierwszej potrzeby a mizerne zarobki, praca przy złem odżywianiu podkopuje zdrowie. Żona mająca za zadanie prowadzenie domu, również musi pracować, by nie umrzeć z głodu. Dzieci karłowacieją ze złego odżywiania, ze złego powietrza. Ojciec poczyna coraz częściej szukać pociechy w kieliszku.
Oto obraz jaki się nasuwa przed nasze oczy — ten lub inny. Przyznaję się szczerze, że dość ciężko jest nawoływać do filozoficznej powagi człowieka który ma za cały majątek protestowane weksle i pędzi jak oparzony od Loursa do Ziemiańskiej, by załapać choć złocisza.
Równie ciężko jest wytłomaczyć, że przy pomocy różnych budżetów domowych, pensja powiedzmy 130 złotych, wystarczy człowiekowi, jeśli będzie oszczędzał — o ile na to, aby tylko z głodu nie umarł, potrzeba mu co najmniej 180!
Wiem, że rada na to trudna, lecz czyż jedynym wyjściem samobójstwo? Na to zwolennicy prawa odbierania sobie życia, odpowiedzą bezwzględnie: tak! mori licet cui vivere non placet. Po co masz się męczyć, mordować, pracować, nie widząc rezultatu swej pracy, patrzeć jak marnieją twoi najbliżsi — ty zaś na to nic poradzić nie możesz. Męczysz się bez żadnego sensu! Więcej jeszcze, zwolennicy tej teorji powoływać się nawet będą, że moc odebrania sobie życia nie jest wyłącznym atrybutem, właściwością człowieka, że to samo niejednokrotnie robią ptaki i zwierzęta. Przyrodnik Teussenel opisuje fakt, jak jaskółka po śmierci samca, zamorzyła się głodem; psy po śmierci panów zdychają, odmawiając przyjmowania pokarmu. Słynnym jest przykład z pieskiem nieszczęsnej królowej Marji Stuart. Miała ona go z sobą, wstępując na szafot. Gdy głowa nieszczęsnej monarchini pod toporem kata spadła — ktoś zezwierzęcony dał powąchać nieszczęsnemu pieskowi krew jego pani. Od tej pory piesek głodził i w ciągu dni paru zdechł.
Otóż opierając się na tych wszystkich danych, twierdzą zwolennicy samobójstwa, między innemi i prawnik Lermigne, że jest to coś przyrodzonego, bynajmniej nie przeciwnego naturze ludzkiej i jedyne wyjście z niemożliwych i ciężkich sytuacji. Lecz czy z tym poglądem zgodzić się można? Raz jeszcze uprzytomnijmy sobie wszystko cośmy powiedzieli o samobójstwie. Rozważmy pro i contra. Czy samobójstwo jest bohaterstwem czy tchórzostwem? O ile odrzucimy supozycję, że wszyscy samobójcy kończą w stanie pół obłędu, co jedynie w wypadkach samobójstwa z miłości powiedzieć się da, to musimy przyznać, że samobójstwo bynajmniej dowodem tchórzostwa nie jest — wręcz odwrotnie jest dowodem odwagi. Dla czego każdy człowiek, choćby najnieszczęśliwszy, nie odbierze sobie życia. Dla czego nie zrobi tego każdy bandyta, rzezimieszek, który nie ma już na co liczyć, chyba na niebardzo przyjemne traktowanie w policji i na stryczek.
Dalej samobójstwo w niektórych wypadkach jest jedynym rozwiązaniem niemożliwej sytuacji.
Samobójstwo np. złodzieja, defraudanta nawet państwu korzyść przynosi, bo uwalnia od niebezpiecznego osobnika, uwalnia od utrzymywania go w więzieniu, po to, aby wyszedłszy na wolność jak zdarza się w większości wypadków, popełniał nowe przestępstwa.
Samobójstwo nakoniec istotnie opromienia niektóre jednostki glorją bohaterstwa. Jakże inaczej patrzylibyśmy na wielu wodzów starożytności, którzy miast pozbawić się życia, daliby się prowadzić w kajdanach. Te to zdanie powszechnie jest przyjęte po dziś dzień i każdy japończyk woli rozpruć sobie brzuch, popełnić harakiri niż oddać się w ręce wroga. Za to go czczą jak bohatera. Jakżeby inaczej patrzyła historja na Napoleona III, gdyby ten po klęsce pod Sedanem zamiast oddać się w ręce Niemców, nie był przeżył swej hańby.
Lecz jest to tylko jedna strona medalu.
Wypadki jakie cytowałem są wypadkami oderwanemi. Najczęściej zdarzają się samobójstwa z miłości i z przyczyn ekonomicznych.
O samobójstwach z miłości mówiłem już uważając je za jedną z form rozstroju umysłowego. Lecz bodaj najaktualniejsze są wypadki samobójstw na tle ciężkich warunków materjalnych, samobójstw ściśle związanych z dobą obecną.
Pamiętać tu zawsze trzeba, że wypadki ucieczki od życia są w najwyższym stopniu przeważnie krzywdzące dla otoczenia, a również i o tem pamiętać, że niemal niema sytuacji, z którejby wyjścia nie było. Zasadniczo w sprawie samobójstwa winien być jeden punkt widzenia: sprawa wiary lub niewiary.
Dla materjalisty, człowieka niewierzącego w życie pozagrobowe samobójstwo jest istotnie kompletnem wyjściem z sytuacji.
Dla człowieka zaś gorąco, tak jak ja, wierzącego w życie duchowe — samobójstwo jest błędem olbrzymim. Każdy z nas ma tu na tym świecie swoją misją do spełnienia. Życie nasze w porównaniu do wieczności — to niby krótki pobyt w hotelu.
Przerwanie zaś wykonania misji naszej, jak mówiłem, w środku mej pracy to dezercja — to zejście z posterunku, które nieobliczalną krzywdą na naszych dalszych losach zaciążyć może.
Bo postanowił Najwyższy Stwórca, by każdy człowiek wychylił czarę goryczy do dna — i z tego punktu widzenia pozostanie przy życiu jest większem bohaterstwem — niżeli samobójstwo.



KONIEC.


TREŚĆ
Czy samobójstwo jest bohater-
stwem, czy przestępstwem? — Kluby
i ligi samobójców. Obrońcy prawa odbie-
rania sobie życia. Miłość, a samobójstwo. Naj-
słynniejsze przykłady. Obłęd i samobójstwo. Czy samo-
bójcy są ludźmi poczytalnemi.  Samobójstwo i okultyzm.
Co się dzieje z samobójcą po śmierci. Jakie losy przecho-
dzi w myśl teorji reinkarnacji? Samobójstwo a doba
obecna: ogólne przedenerwowanie, sytuacja
ekonomiczna. Epidemja samobójstw.
Czem jest pozbawienie się życia?






  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; po słowie Smoleński brak znaku przystankowego.
  2. Belmont: „Miłość i samobójstwo“.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Antoni Wotowski.