Rycerze (Arystofanes, tłum. Konarski, 1881)/Akt drugi

<<< Dane tekstu >>>
Autor Arystofanes
Tytuł Rycerze
Podtytuł Komedya
Wydawca Wyd. Dzieł Tanich A. Wiślickiego
Data wyd. 1881
Druk Drukarnia Przeglądu Tygodniowego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Konarski
Tytuł orygin. Ἱππεῖς
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Akt drugi.
SCENA I.
CHÓR, KIEŁBAŚNIK.
Chór.

O najdzielniejszy, mnie nad wszystkich drogi,
Jakież, odszedłszy, zrodziłeś mi trwogi!
Teraz się jawiąc między nami cały, —
Mów, jak przeszedłeś przez walki opały?

Kiełbaśnik.

Cóż wam innego powiem w rezultacie,
Jak, że Pogromcę Rady we mnie macie?

Chór.
(Strofa.)

O warto nam witać okrzykiem wesele!
Ty, co pięknie mówisz, lecz piękniej o wiele
Tam działałeś, chciej dokładnie
Rzec nam wszystko. Jabym snadnie,
       620. Jak mi mówi serce moje,
Przeszedł dróg najdłuższych znoje,

By cię słyszeć. Więc na wzgląd
Biorąc to, racz bracie miły
Mówić śmiało, by się ztąd
I nasze serca cieszyły!

Kiełbaśnik.

Warto bo też zaiste i posłuchać o tem!
Ztąd więc za jego śladem puściłem się lotem,
Patrzę — a on już w Radzie słowa, jakby gromy
Ciska, łżąc, co się wlazło; łgarstwa, jak skał złomy
Miota na was Rycerzy, klnąc się, że wy zdrajcy!
Gdy takie oskarżenia usłyszeli Rajcy,
Patrzą wszyscy z podełba, na każdego czole
       630. Gniew widać — znać już zeszły te kłamstwa kąkole.
Gdym więc spostrzegł, że on im wnet mózgi zamroczy,
Że im bzdurstwami gotów pozamydlać oczy,
Jak nie huknę do siebie: „Hej Demony sprośne!
Chochliki! hej wy Duchy Tromtadracyi głośne,
I ty święta Ulico, co wśród ciebie wzrosłem,
Bądźcie mi bezczelności, sprośnej mowy posłem,
Zmieńcie mi język w żądło!” — Gdy tak duch mój woła,
Zagrzmiał w głos po prawicy jakiś tam pierdoła[1].
Dobra to, myślę, wróżba! dzięki bogom za nią!
       640. Wnet walnąwszy wyparłem swoją starą panią
Bramę do Rady, wpadłem, z całej siły wrzasłem:
„Świetna Rado, jam przybiegł z dobrych wieści hasłem,

I pierwszy wam chcę zwieścić szczęścia ogrom wielki,
Że tu nigdy tak tanie nie były sardelki[2],
Od czasu, jak we wojny wpadliśmy pazury!”
Zaraz z ich czoła gniewu rozpierzchły się chmury,
A za wieść dobrą dla mnie wieniec uchwalili.
Ja im znów planik tajny podałem w tej chwili:
„By, chcąc bez liku za grosz kupować sardelki,
       650. Od zdunów zakupili garnków zapas wszelki”[3].
Znów się gapią z podziwu, głośno klaszczą w dłonie.
Wszystko to podejrzenia budzi w Paflagonie,
A wiedząc, w czem to Rada ma upodobanie,
Rzekł tak: „Obywatele! ja miałbym to zdanie,
Że, gdy nam wieści szczęścia zsyłają dziś nieba,
Setką wołów ofiarnych uczcić bogów trzeba”. —
Na to znów cała Rada słodkie minki stroi;
Jam zwąchał, że mi bydło to plany me gnoi,
Więc go dwustu wołami w własne pchnąłem sidła
       660. I wniosłem: „Artemidzie, opiekunce bydła,
Z kóz tysiąca już jutro sprawić ślubowanie,
Jeśli za obol setkę sardeli dostanie”.
Teraz znów na mnie oczy swe zwróciła Rada!
On gdy to ujrzał, zgłupiały jakieś brednie gada...

Wtem hajduki, Prytani porwali go w dyby,
Radni zaś z ław powstali kłócąc się o ryby.
On ich błagał, by chwilkę poczekali małą,
Mówiąc: „Czekajcież, byście poznali rzecz całą
Posła ze Sparty, który przybył o układy”.
       670. Na to jak jednem gardłem wrzaśli wszyscy z Rady:
„Teraz w sprawie pokoju, kiedy o bałwanie
Zawąchali, że u nas sardelki są tanie?!
Nam nie trzeba układów, niech wre wojna dalej!”
Potem Prytanom sessyą zamknąć rozkazali,
I poszli przeskakując wszędzie przez baryery.
Jam zmykł chyłkiem, by wszystkie kolendry, imbiery
Zakupić, gdzie na targu był ich zapas jaki,
I darmo do sardelek dać im te przysmaki,
Gdy im tychże zabraknie. Wdzięczni mi też byli,
       680. Chwalili, uwielbiali, po rękach nosili,
Tak że za grosz imbieru, za troszkę korzeni,
Przychodzę wszystkich Rajców trzymając w kieszeni!

Chór.
(Antystrofa.)

Tyś zdziałał, co zdziałać może szczęścia dziecię!
Tak frant ów innego franta spotkał w świecie,
Który w podstępy i kruczki,
W słodkie słówka, podłe sztuczki,
Jest o wiele silniej zbrojny!
Lecz myśl, byś ciąg dalszy wojny
Popchnął znów na szczęścia szlak.
Dawno zaś masz przekonanie,
Że Rycerzy wierny znak,
       690. Przy twym boku w walce stanie!

SCENA II.
Ci sami. PAFLAGOŃCZYK.
Kiełbaśnik.

Ot, Paflagona już tu widać z blizka,
Toczy się bałwan, ryczy, wre i pryska!
Brr... jakby połknąć mnie ta bestya chciała!

Paflagończyk.

Tli we mnie z łotrostw choć iskierka mała,
A ciebie tutaj nie położę trupem —
To niech się stanę wszystkich nieszczęść łupem!

Kiełbaśnik.

Groźby grzmią mi gdzieś, ja kpię z twego krzyku!
Utnę hołubca, wrzasnę: kukuryku!

Paflagończyk.

Nie, na Demetrę, jeśli z tego świata
Ciebie nie wyżrę, niech zczeznę do kata!

Kiełbaśnik.

       700. Wyźresz me cielsko? ja wypiję twoje,
Choć po tym trunku miałbym pęknąć w dwoje!

Paflagończyk.

Klnę-ć „miejscem przedniem“ za Pylos, ja-ć zdławię!

Kiełbaśnik.

Patrz! „przednie miejsce“! Obym cię na ławie
Zadniej, nie przedniej, mógł widzieć w teatrze!

Paflagończyk.

W dyby mi pójdziesz, jak w to niebo patrzę!

Kiełbaśnik.

O! raptus! Czembyś zakąsił te krzyki?
Czem ci w gust trafić? może dukaciki?....

Paflagończyk.

Pazurem z brzucha wydrapię ci flaki!

Kiełbaśnik.

Ja ci wydrapię z Prytanii przysmaki!

Paflagończyk.

       710. Przed lud cię porwę, byś tam uległ karze!

Kiełbaśnik.

I ja cię porwę, a bardziej spotwarzę!

Paflagończyk.

Lecz lud cię, łotrze, słuchać się nie skusi,
Jak zaś ja zagram, tak on tańczyć musi!

Kiełbaśnik.

Zbyt śmiało myślisz, że lud wpadł w twą łapkę!

Paflagończyk.

Wpadł, bo wiem jaką w gębę pchać mu papkę![4]

Kiełbaśnik.

Ty tak lud karmisz, jak mamka dziecinę:
Przeżuwasz w gębie, dasz mu odrobinę,
Sam — trzykroć większe pożerasz kawały!

Paflagończyk.

Na Zeusa! spryt mój działa, że lud cały
       720. Skurczą, rozciąga się wciąż mnie powolny.

Kiełbaśnik.

O, mój zadeczek też do tego zdolny!

Paflagończyk.

Ależ kochanku, nie myśl, żeś mi w Radzie
Końca dojechał. Chodź przed lud!

Kiełbaśnik.

W zawadzie
Nic nam nie stoi; planowi naszemu
Nic nie przeszkadza, — a więc pójdź do Demu!

(Kołatają silnie do drzwi Demosa).
Paflagończyk.

Demie! wyjdź do nas!

Kiełbaśnik.

Wyjdź do nas tateczku!
Błagam na Zeusa!

Paflagończyk.

O słodki Demeczku,
Wyjdź, ujrzyj, jak tu każdy mną pomiata!


SCENA III.
Ci sami. DEMOS jako zgrzybiały starzec.
Demos.

Co to za wrzaski?! Pójdziecie do kata?!
Wszak wy mi święte połamali wianki! —[5]
       730. Kto-ć Paflagonie, wystawia na szwanki?

Paflagończyk.

Przez cię mnie biją, że aż trzeszczy skóra.
Ci tam smarkacze i ta kreatura!

Demos.

Jakto?

Paflagończyk.

Bo Demie, w mojem sercu gości
Dla ciebie zapał, uczucie miłości!

Demos (do Kiełbaśnika).

Co zacz, tyś bratku?

Kiełbaśnik.

Twój wielbiciel stary,
A jego rywal; mam święte zamiary
Tobie czemś służyć, a podobne chęci
Mają też inni, zacni konkurenci,
Lecz nie możemy przezeń dojść do celu.
Ty jak pieszczoszek — chłopiec, przyjacielu,
Nie puszczasz do się zacnych mężów grona,
Lecz się na pastwę sam rzucasz w ramiona
Bądź to lampiarza, a bądź to szewciury,
       740. Łatacza butów, bądź handlarza skóry[6].

Paflagończyk.

Ja to wciąż jestem na usługach Demu.

Kiełbaśnik.

A to jak, powiedz?

Paflagończyk.

Ty się dziwisz temu?
Wszak gdy pod Pylos stchórzyli strategi,
Ruszyłem — Spartan przywiodłem szeregi.

Kiełbaśnik.

Jam bąki zbijał — inny warzył jadło,
Gdy zwarzył, z pieca garnek mu się skradło!

Paflagończyk.

Demie, wiec zwołaj! nie zwlecz ani trocha,
Byś się przekonał, kto cię bardziej kocha,
Sądź, byś go potem darzył swymi względy.

Kiełbaśnik.

Sądź, lecz nie w Pnyksie — zresztą skorym wszędy!

Demos.

       750. Na innem miejscu nie siadłbym do Rady:
Nuż w Pnyks, jak ojców uczą nas przykłady!

Kiełbaśnik (do siebie).

Oj źle! przepadłem! oddaj Bogu ducha!
Bo stary w domu sprytna sobie jucha,
Lecz gdy usiądzie tam, gdzie Pnyksu góra,
Gębę rozdziawił — istna z niego rura![7]

Chór (do Kiełbaśnika).
(Strofa).

O, do tej walki wszystkie podnieść musisz żagle,
I mieć umysł czelny, trafne argumenta,
Byś nim o ziem grzmotnął, bo to sztuka kręta
Niemożebność w możebność przekręci ci nagle!

       760. To więc mając na względzie, zarycz mu orkanem,
Gromem pluń mu w oczy, ale pilnuj bacznie,
Abyś wpierw, nim na cię on nacierać zacznie,
Mając łódkę w odwodzie, żgał go w bok taranem!


SCENA IV.
PNYKS. DEMOS siedzi na ławie kamiennej. KIEŁBAŚNIK. PAFLAGOŃCZYK. CHÓR.
Paflagończyk.

Jestem obok Lizykla, Salabakchi, Kinny[8],
Z wszystkich dla cię mój Demie, najbardziej uczynny,
To błagam, niech Atena, święta miasta pani,
Da mi za nie, jak dotąd, smaczny wikt w Prytanii!
Gdym ci wrogi, nie walczę za cię po wsze czasy,
Niech skąpię, niech mnie potną, niech drą ze mnie pasy!

Kiełbaśnik.

Demie, gdy cię nie kocham, nie wielbię z zachwytem,
       770. Dam się zsiec na kapustę i usmarzyć przy tem.

Gdy i temu nie wierzysz, niech mnie zaraz jeszcze
Trą na lemieszkę z serem[9], niech mi jądra w kleszcze
Schwycą, — do Keramejku[10] wleką mnie po ziemi!

Paflagończyk.

Demie, kto-ć jak ja kocha między dziećmi twemi,
Com jeszcze Rajcą będąc do państwowej kasy
Niezliczone słał dzięgi — z tych drąc żywcem pasy,
Owych dławiąc z kretesem, tych biorąc na pytki,
O jednostki nie dbając, byś ty miał pożytki?!

Kiełbaśnik.

Nie ma w tem sztuki Demie, ja to samo zrobię,
Wydrę komuś chleb z gęby a zastawię tobie!
Chcę cię najpierw przekonać, że ten przeniewierca
Nie kocha cię prawdziwie, nie sprzyja ci z serca,
       780. Jak tylko, by przy twoim ogniu piekł kasztany.
Wszak mu to ani w głowie, że ty mój kochany, —
Ty, co pod Maratonem za całość ojczyzny
Z Medem bijąc się dzielnie odbierałeś blizny,
I odniósłszy zwycięztwo dał nam treść do blagi —
Twardo siedzisz na skale, nie zwraca uwagi

Tak na to, jak ja, com ci wyszył poduszeczkę,
I tu przyniósł; nuż Demciu, podnieś się troszeczkę,

(Demos się podnosi, Kiełbaśnik kładzie na ławie poduszkę)

Teraz usiądź międziutko, by się nie zdusiła
Ta, co pod Salaminą także z tobą była!

Demos (wzruszony).

Człowieku, ktoś ty? Możeś z rodu Harmodyusza?[11]
Czyn twój wskróś patryotyczny, do łez mnie porusza?

Paflagończyk.

Za tak drobne przysługi, kochasz go tak prędko!

Kiełbaśnik.

Tyś go na lichszą nętę chwytał jakby wędką!

Paflagończyk.

       790. Gdy cię kto kochał bardziej, bronił w każdej sprawie
Szczerzej niżli ja Demie, głowę w zakład stawię!

Kiełbaśnik.

Jakże bo ty go kochasz? widzisz ósme lato,
Że beczki, wieże, nory dla niego są chatą[12],

A ty go dusisz, skubiesz nie czując boleści.
Wszak gdy niósł Archeptolem[13] pokojowe wieści,
Tyś go gnał, — a gdy posłów z pokojem tu mamy,
W zadek nogą ich kopiesz, pędzisz precz za bramy!

Paflagończyk.

Chcę bowiem, by lud dzierżył w całej Grecyi rządy;
Mam zaś wieszczbę, że płaca za przysięgłe sądy,
W Arkadyi[14] nieść mu kiedyś — pięć oboli będzie!
By tylko wytrwać zechciał, jabym w każdym względzie
Jego tu pieścił, karmił i z najszczerszej woli
       800. Zawsze mu zkądś wykręcę dochód trzech oboli!

Kiełbaśnik.

Nie na rządy w Arkadyi robisz teraz plany!
Sam chcesz raczej drzeć miasta, brać od nich kubany,
A Dem łotrostw nie widzi wśród wojennej burzy,
Mizdrzy ci się, bo musi, na twym żołdzie służy.
Lecz gdy raz na wieś wróci, pozna pokój miły,
Gdy sobie kaszy podje, odświeży swe siły,
Gdy znów oliwki przyjdą na porządek dzienny,
Pozna, co mu za rozkosz skradł twój żołd wojenny.

Wtedy na ciebie z dziką, chłopską siłą wpadnie
I piękne da ci wotum! Tyś to odgadł snadnie,
Więc go zwodzisz, o sobie pleciesz w wieszczbach dziwa.

Paflagończyk.

       810. Nie zgroza-ż to, że twoja ta mowa zelżywa
Mnie tu czerni przed Demem, com więcej o wiele
Od Temistokla miasta niósł dobra w udziele?

Kiełbaśnik.

„Słuchaj, usłysz te brednie święty Argos grodzie!”[15]
Ty z Temistoklem w jednym myślisz iść zawodzie?
On zastał miasto w dziurach, zostawił w dostatku,
Dał na wety po uczcie Pirej mu w dodatku,
I ryb dawnych nie biorąc zastawił mu świeże![16]
Ciebie z nas przedmieszczuchów zrobić chętka bierze,
Tyś nam świat zamurował, wieszczbisz opętany,

A z nim się równać myślisz? On został wygnany,
Ty zaś dniś — bułkę sobie ocierasz brud z ręki![17]

Paflagończyk.

Demie, czyż to tu słuchać nie są straszne męki
       820. Za mą miłość dla ciebie?

Demos.

Przestań, nie pleć bredni!
Tyś mnie milczkiem tumanił przez czas niepośledni!

Kiełbaśnik.

O, ten łotr z gruntu przepotężny panie,
Najwięcej łotrostw wypłatał ci w świecie!
Gdy urzędnicy zdają sprawozdanie[18]
A ty się zdrzemiesz, najpiękniejsze kwiecie
Kubanów zrywa, chwyta ludu mienie,
Obu rękoma napycha kieszenie!

Paflagończyk.

Poczekaj, pójdziesz przed sądy, najświęcej,
Żeś ukradł owych trzydzieści tysięcy!

Kiełbaśnik.

       830. Po co te bzdurstwa, po co te szmermele?
A tyś dla Demu łotr nad łotry przecie!
Chybabym nie żył dłużej na tym świecie,
Gdy cię przed sądy nie wezwę, że wiele,
O, wiele więcej niźli min czterdzieści,
Twój z Mitylene kuban[19] w sobie mieści!

Chór.
(Antystrofa).

Mężu, co całą ludzkość ratujesz dziś z toni,
Zajrzę twej gębusi, bo gdy go przegadasz,
Wnet masz prym w Helladzie, sam ojczyzny władasz,
Władasz sprzymierzeńcami dzierżąc trójząb[20] w dłoni,
       840. Nim zaś wszystko wzburzając, napchasz kabzę silnie!
Tego tu zaś ptaszka, uchwyć krzepko w szpony,
Wszak on ci już wskazał swoje słabe strony,
Masz tęgie plecy, więc go zwalczysz nieomylnie!

Paflagończyk.

Nie mili, na Pozejda, sprawa w łeb nie wzięła;
Ja bowiem tak wielkiego dokonałem dzieła,
Że gęby zamknę wrogom wszystkim bez wyjątku,
Póki wiem o tarcz z Pylos choć najmniejszym szczątku!

Kiełbaśnik.

Sza! nic nie mów o tarczach — wszak to słabe strony!
Boś ty nie był powinien chytrością natchniony
Nigdy na to zezwolić, gdy lud kochasz szczerze,
By te z rękojeściami wieszano puklerze![21]
       850. To tylko podstęp Demie, abyś, gdy go może
Batem pociągnąć zechcesz, nie miał sił nieboże!
Wiesz, jaką on w terminie ma ciżbę garbarzy,
Obok są chaty miodu i sera handlarzy,
A z nim na równej linii staw tę całą zgraję —
Gdy więc go zjeździć zechcesz, zagrać z nim w nahaje[22],
W nocy spadnie hałastra, z ścian tarcze zabierze,
Tam wejść wzbroni, gdzie stoją ze zbożem spichlerze!

Demos.

Tak, z rękojeścią wiszą! o nieszczęsny losie!
Łotrze! o jakżeś długo jeździł mi po nosie!

Paflagończyk.

       860. Boski Demie, twe ucho niech bredni nie słucha!
Nie myśl znaleźć odemnie wierniejszego druha,
Com sam spiski przytłumił, com buntów poszlaki
Odkrył i zaraz wrzaskiem dał ci o tem znaki[23].

Kiełbaśnik.

Tyś wykapany rybak, co łowi węgorze:
Gdy fale ciche, biedak nic złapać nie może.
Lecz gdy wody zamąci od góry do dołu,
Pysznie łowi — i ty z nim czynisz to pospołu,
Wichrzysz w państwie i łowisz w mętnej wodzie ryby
Jeszcze to mi wyjaśnij; tak go kochasz niby,
A dałżeś mu, skórami wiodąc handel taki,
       870. Choć raz kawał podeszwy, by mógł mieć chodaki?

Demos.

Nie, przenigdy, na Boga!

Kiełbaśnik (do Demosa).

Wiesz już, jaką miarą
Jego mierzyć należy. Ja zaś — całą parą
Butów ci będę służył, którem kupił tobie.

(Daje mu buty).
Demos (wzruszony).

Z tych, co znam, tyś najlepszy jest Demu osobie,
Najżyczliwszy ojczyznie i nagniotkom ludu!

Paflagończyk.

Nie zgroza to? nie pomnisz moich zasług trudu,
Para zaś lichych kapciów za serce cię chwyta?!
Jam sprzątnął samcołożnych, z ksiąg wykreślił Grytta![24]

Kiełbaśnik.

Czyż to nie zgroza słuchać twego pierdolenia,
Żeś sprzątnął samcołożnych? Tyś to bezwątpienia
       880. Zrobił, zajrząc, by który — mówcą nie był może!
Widzisz zaś, jak staruszek w srogiej zimy porze
Marznie nie mając płaszcza, a tyś swego pana
Nie uznał godnym nawet lichego kaftana?!
O, ja nie taki, zaraz dam mu go w prezencie!

(Daje Demowi kaftan).
Demos.

Tak szczerych chęci nie miał Temistokles święcie!
A wszakże i Pireus był sztuczką nie lada,
Przy nim jednak twój pomysł zgoła nie upada!

Paflagończyk.

Co za lizuństwem walczysz tu ze mną o lepsze!

Kiełbaśnik.

Podobnie jak przy winku, gdy mnie na dwór zeprze,
Chwytam czyje bądź kapcie[25], tak i twej taktyki
Używam, jakby twoje to były trzewiki!

Paflagończyk.

       890. Gdy idzie o pochlebstwa, twój spryt mnie nie zmoże!
Ja nań bowiem to wdziewam. (Wkłada na Dema płaszcz)
Teraz kwicz nieboże!

Demos (zrywa się z ławy i rzuca płaszcz).

Uf! pfe! pfe! co za fetor! pójdziesz z tem do kata?!
Wszak na sto kroków skórą bije w nos ta szmata!

Kiełbaśnik.

Chce cię smrodem udusić, dał ci płaszcz w tym celu!
Już i wpierw dybał na cię; wszak wiesz przyjacielu,
Że czarcie łajno[26] u nas tak dziś spadło w cenie?

Demos.

Wiem.

Kiełbaśnik.

On w tym spadku nagłym ukrył to dążenie,
Byście je kupowali, jedli, by się w sądów sali,
Pierdząc z tego, sędziowie na śmierć zasmradzali!

Demos.

Tak też mąż jeden z Gnoisk[27] mówił i mnie przecie!

Kiełbaśnik.

       900. Czyż wreszcie z tego smrodu nie pożółkniejecie?

Demos.

Ten więc śmierdziel wymyślił tę smrodliwą sprawę!

Paflagończyk.

Obwiesiu! jakiem świństwem paskudzisz mi sławę!

Kiełbaśnik.

Sam Bóg mi każe zaćmić twojej buty blaski!

Paflagończyk.

Nie zaćmisz! bo ślubuję, że ci za nic, z łaski.
Porcyjkę honoraryum dam zawsze Demeczku!

Kiełbaśnik.

Ja ci Demciu, dam balsam w ślicznem pudełeczku,
Byś nim sobie smarował czyraki na nodze!

Paflagończyk (odtrąca go na bok).

Wyrwę ci siwe włoski, do cna cię odmłodzę!

Kiełbaśnik (odtrąca go na bok).

Na, masz chwostek zajęczy, oczka otrzyj starcze!

Paflagończyk (odtrąca go na bok).

       910. W głowę mą wytrzesz nosek, gdy ci się zasmarcze!

Kiełbaśnik (odtrąca go na bok).

O nie, w moję!

Paflagończyk (odtrąca go na bok).

O nie, w moję!

(do Kiełbaśnika).

O, ja kabzę twą wydoję!

Tryerarebą[28] cię ogłoszę,
Dam ci pudło starej nawy,
Ty wyszastasz swoje grosze
I nie skończysz jej naprawy!
A postaram się w dodatku
Zgniły maszt dać na tym statku!

Kiełbaśnik.

Jak łotr kipi! — Rzuć te wrzaski,
       920. Boś już wykipienia blizko!
Hej tam! wziąć z pod pieca trzaski!
Puste groźby zczerpnąć łyżką!

Paflagończyk.

Straszne za to weźmiesz cięgi,
Gdy cię przyprę podatkami!
Boć twe imię wpiszę w księgi,
Gdzie bogacze stoją sami!

Kiełbaśnik.

Ja cię groźbą już nie straszę,
Tylko tak ci życzę szczerze:

       930. Szczupak smaży się na blasze,
Ciebie zaś ochota bierze
W sprawie pójść Milezeńczyków[29]
Rzucić także kilka słówek,
Byś, gdy los nie spiecze szyków,
Choć talencik wziął łapówek.
Więc ci pilno z tego względu,
Że chcesz napchać brzuch i w porze
Zdążyć jeszcze do urzędu.
Oby wtedy, zanim zmoże
Dojeść gęba twa przysmaku,
Ktoś cię naglił tak zawzięcie,
Byś ty siedząc przy szczupaku,
A wciąż myśląc o talencie,
Pchał, pchał w gębę wciąż łapczywy,
       940. Zdławił się — i padł nie żywy!

Chór.

Brawo! na Zeusa, Demetrę i Feba!

Demos.

I mojem zdaniem uważać go trzeba
Za patryotę, jakiego od dawna
Nie zna oboli korporacya sławna![30]
Ty Paflagonie miłości swej słowy
Żółć we mnie wzburzasz! Mój sygnet herbowy[31]
Zwróć, gdyż nie będziesz mym plenipotentem!

Paflagończyk (oddaje pierścień).

Masz — lecz zaręczam tobie słowem świętem,
Że gdy pozbawisz mnie plenipotencyi,
       950. Wnet mię łotr większy zkądś do ciebie wkręci!

Demos (oglądając pierścień).

Nie, być nie może. żeby pierścień taki
Był moim! Wszak tu inne godła, znaki....
Czyż nie dowidzę?

Kiełbaśnik.

Pokaż. (Demos daje mu pierścień). Herb Asana?

Demos.

Bułka na oślim smalcu wypiekana[32].

Kiełbaśnik.

Tego tu niema.

Demos.

Nie ma bułki? ale?

Kiełbaśnik.

Sęp dziób rozdziawił i kracze na skale[33].

Demos.

Zgroza!

Kiełbaśnik.

Cóż zatem?

Demos.

Precz z tą duszą podłą!
On Kleonyma[34] nie me nosił godło!
Weź pierścień ten, z nim weź i panowanie.

Paflagończyk.

       960. Nie jeszcze, nie wpierw, zaklinam cię panie,
Nie wpierw, aż poznasz mych wieszczb święte głosy!

Kiełbaśnik.

I moich również!

Paflagończyk.

Wyrwież on ci włosy,
Gdy go usłuchasz!

Kiełbaśnik.

Gdy zaś on cię wzruszy,
Pewnie cię z skóry obłupi po uszy![35]

Paflagończyk.

Me wieszczby twierdzą, że w wonnym róż wianku,
Światem owładniesz kiedyś mój kochanku!

Kiełbaśnik.

Moje zaś mówią, że ty, o mój panie,
Z wieńcem na skroni, na złotym rydwanie,
W świetnie wyszyte przybrany szkarłaty —
Smikitę z gachem wezwiesz w sądów kraty![36]

Chór.

       970. Bież zatem, wnieś je, by na własne uszy
On treść ich słyszał.

Demos.

Słusznie, (do Paflagończyka) i waść ruszy
Przynieść tu swoje.

Paflagończyk.

W mig, w chwili przychodzę!

Kiełbaśnik.

W mig, klnę się Zeusem, nic nie stoi w drodze!

(Paflagończyk i Kiełbaśnik wybiegają).
Chór.

Słodko słońca blask zaświeci
Wszystkiej tu obecnej braci,
Naszym dzieciom, dzieciom dzieci.
Gdy Kleona porwę kaci!
Wiem ja, jego to stronnicy,
Stare zrzędy i tetryki,
Na sądowej targowicy[37]
       980. Takie wyprawiali krzyki:

„Gdy wzniesionym on nie będzie
Nad ojczyznę naszę wszystkę,
Ważne stracim w nim narzędzie:
Stracim tłuczek i kopystkę!”[38]
Lecz mnie głównie w nim porywa
Szewsko-artystyczna żyła,
Bo mi takie prawi dziwa
Młódź, co do szkół z nim chodziła:
„Zrazu jął się on z zapałem
Podług szkoły grać Cyganów,
       990. I na sztuki polu całem
Nie chciał uznać innych panów.
Wreszcie mistrz o chmurnem czole,
Nagnał do stu dyabłów bratka,
Boć, nie pojął nic w tej szkole,
Krom — cyganić jakby z płatka!”[39]


SCENA V.
DEMOS. CHÓR. PAFLAGOŃCZYK I KIEŁBAŚNIK wchodzą obładowani zwojami pism.
Paflagończyk.

Patrz! patrz! oglądaj! a nie wszystko jeszcze!

Kiełbaśnik.

Gwałtu! popuszczam! a nie wszystko jeszcze!

Demos.

Cóż to?

Paflagończyk.

Wieszczby!

Demos.

To?!

Paflagończyk.

Dziwnem to ci zda się?
       1000. Widzi Zeus, skrzynię całą mam w zapasie!

Kiełbaśnik.

Ja mam strych pełny i dwie oficyny![40]

Demos.

Mów, zkąd pochodzą tych wieszczb pergaminy?

Paflagończyk.

Me od Bakchisa.

Demos (do Kiełbaśnika).

Któż twe wydał zatem?

Kiełbaśnik.

Grlanis[41] co starszym jest Bakchisa bratem.

Demos.

O kimże mówią?

Paflagończyk.

O Pylos, o tobie,
O mnie, Atenach, — całym ziemskim globie!

Demos.

A twoje?

Kiełbaśnik.

O tem, czego Ateńczycy,
Lub Sparta dozna, i o soczewicy,

O świeżych pstrągach, o tych, co złe miary
Na zboże mają, o mnie, tobie, stary....

(do Paflagończyka).

       1010. No ukąś że się teraz gdzieś — i kwita!

Demos.

Żwawo więc każdy niech swe wieszczby czyta!
A owe także, które mnie dotyczą,
I duszę moję wciąż poją słodyczą,
Jakto: „W chmur szlaki wzlecę orłem śmiało!”[42]

Paflagończyk.

A zatem słuchaj — zwróć uwagę całą!

(Rozwija jednę z wyroczni i czyta):

„Poznaj o Erechtejdo[43], bieg wieszczby, którą-ć Apollo
Wieści z bezdennych czeluści, z pomocą złotych trójnogów.
Mieć ci poleca on pieczę o ostrozębnego brytana,
Co się ujada za ciebie i warczy, i szczerzy wciąż zęby
By ci przysporzyć grosiwa. On zginie, gdy go opuścisz,
       1020. Hurma go bowiem kawek otacza i kracze złowrogo!”

Demos.

Ja nie pojmuję nic a nic na Zeusa!
Cóż łączy kawki, psa i Erechteusa?

Paflagończyk.

Jam jest psem owym, ja za ciebie warczę,
Mnie strzedz, psa tego, Feb ci każe starcze!

Kiełbaśnik.

Nie tak brzmi wróżba, bo to psie nasienie
Nadżarło wieszczby, jak żre kaszę twoję;
O psie tym u mnie znajdziesz wyjaśnienie.

Demos.

Czytaj — lecz ja się wpierw w kumień uzbroję,
Bo nuż psia wieszczba schwyci w ząbki swoje?!

Kiełbaśnik (czyta):

       1030. „Strzeż się o Erechtejdo, Kerbera[44] psa ludokupcy,
Który to chwostem merdając na ciebie czyha, gdy śniadasz,
Wszystkie ci kąski wyjada, jeżeli gdzie się zagapisz,
Milczkiem do kuchni ci wpada i w nocy, z psim apetytem,
Rynki i miski zlizuje i wyspy z przed nosa ci zmiata!”

Demos.

O na Pozejda, stokroć lepszyś Glanie!

Paflagończyk.

Wpierw słuchaj, potem wydaj wyrok panie!

(Czyta):

Jest białogłowa, co lwiątko porodzi w świętych Atenach;
Lew ten potykać się będzie z komarów[45] gromadą za lud nasz,
Jakby za własne szczenięta: a ty go chronić masz Demie,
       1040. Mur wystawiwszy drewniany[46] i baszty z twardego żelaza!
Wiesz co to znaczy?

Demos.

Ni w ząb, na Apolla!

Paflagończyk.

Że ty mnie strzedz masz — jasna bóstwa wola,
Boć jam jest owym zwierzem lwiej natury!

Demos.

A jakżeś skrywał dotąd swe pazury?

Kiełbaśnik.

O, a to tai ze swych wieszczb osnowy,
Co znaczy mur ów z drzewa i spiżowy,
Którym ci Loxias[47] jego chronić każe.

Demos.

Cóż bóg chce przez to?

Kiełbaśnik.

Jego, plemię wraże,
Zakuć ci zleca w pięciodziurne dyby!

Demos.

       1050. Wieszczba ta, sądzę, ziści się bez chyby!

Paflagończyk.

Nie wierz panie, bo w uszy nikczemne wrony ci kraczą,
Tylko z duszy umiłuj sokoła pomny w swem sercu,
Że ci z Lakedajmonu spętane przywiódł kruczęta[48].

Kiełbaśnik.

Panie, zaiste Paflagon, jak bela skuty to zrobił!
O Kekropido[49] niezdarny, przecz masz to za czyn bohaterski?
Brzemię i baba udźwignie, jeżeli chłop na nią wylezie,
Przecież się walczyć nie puszcza, bo z strachu wnetby puszczała![50]

Paflagończyk.

Pomnij mój panie o wróżbie, co mówi o „Pylos przed Pylos”:
„Pylos przed Pylos stoi” —

Demos.

A cóż to jest „Pylos przed Pylos”?[51]

Kiełbaśnik.

       1060. Bzdurstwem ci uszy piłuje a skradł nam wanny[52] tymczasem!

Demos.

A więc niemytym być mi dziś wypadnie?

Kiełbaśnik.

A nie inaczej, gdy łotr wanny skradnie.
Lecz oto wróżba — o żegludze wieści,
Ty Demie, pilnie przysłuchuj się treści.

Demos.

Słucham; — ot czytaj jaka rada na to,
Bym się uporał dla majtków z zapłatą?

Kiełbaśnik (czyta):

„Strzeż się synu Ajgeja[53], mykity, by cię nie szczwanił,
Lisa, sobaki zarazem, co wiatry w polu przegania!”
Wiesz kto to taki mój panie?

Demos.

Filostrat, mykito — sobaka.

Kiełbaśnik.

       1070. Nie o nim mowa, lecz o tym, co nawy
Wciąż chciałby zbroić na zbójcze wyprawy[54].
Nie dać naw więcej — bóstwa jest rozkazem!

Demos.

Cóż nawy łączy z psem — mykitą razem?

Kiełbaśnik.

Co łączy pytasz? toć punkt wspólny taki,
Że statki chyże, chyże i sobaki!

Demos.

Cóż znowu lisa stawi z psami w parze?

Kiełbaśnik.

Przez lisy, wojsko Bóg rozumieć każe,
Obojga bowiem kradną winne grona.

Demos.

Niech i tak będzie; lecz niewyjaśniona,
Zkąd dla tych lisów brać na żołd grosiwo?

Kiełbaśnik.

Trzy dni nie miną, dam je, jako żywo!
       1080. Wieszczby Letoidesa[55] wysłuchaj jeszcze boć zleca,
Zwędzipalców[56] się chronić, oszwabić one cię pragną.

Demos.

Jakich Zwędzipalców?

Kiełbaśnik.

O jego rękach tu mowa,
Wszystko to bowiem, co spotka, z kretesem zwędza dla siebie.

Paflagończyk.

Łże aż się kurzy, bo Fojbos przez Zwędzipalce rozumie
Łap Dyopejta[57] palczyska, koszlawe, jakbyś je zwędził;
Mam ja atoli proroctwo o tobie, jak w piórka porośniesz,
Orłem się staniesz i królem nad całym będziesz wszechświatem.

Kiełbaśnik.

Ja mam nie tylko nad światem, lecz także nad morzem Czerwonem,
Jak w Ekbatanie[58] zasiędziesz ciasteczka jedząc do sądów! —

Paflagończyk.

       1090. Miał ci ja sen niedawno, a we śniem widział boginią,
Jak z koneweczki na lud nasz zlewała i szczęście i zdrowie!

Kiełbaśnik.

Zeusem się świadczę w niebiesiech i jam też widział boginią,
Jak z Akropoli schodziła ze sową po swej prawicy,
Potem na twoję główkę zlewała z konchy złocistej
Strugę boskiej ambrozyi, na niego — juchę z cebuli!

Demos (uradowany).

Hop! dziś! dziś!
O nad Glanisa nie masz mędrszej głowy!
Jam mu się oddać w tej chwili gotowy,
By starca kształcił, wziął go w swoje ręce.

Paflagończyk.

       1100. Wstrzymaj się, błagam; czekaj, aż wykręcę
Chleba i zboża zapas ci nie mały.

Demos.

O zbożu nie mów! darłbym cię w kawały!
Boś ty z Tufanem[59] kradł mnie czas nie krótki!

Paflagończyk.

Ej, ja przyniosę chleb świeży, smaczniutki!

Kiełbaśnik.

Ja zaś placuszki wniosę dla Demusia,
Rybki smażone — niech żyje gębusia!

Demos.

A więc do dzieła! spieszcie mi się dzieci!
A kto z was lepiej pana dziś uraczy,
Dem dłoniom tego ster Pnyksu poleci!

Paflagończyk.

       1110. Ja biegnę pierwszy!

Kiełbaśnik.

O ja, nie inaczej!
(Wybiegają).

Chór.

Piękna-ć Demie, władza dana
Gdy cię każdy człek na ziemi
Czci i wielbi jako pana,
Korzy się przed stopy twemi.
A tyś jednak tak powolny,
Tak ci łatwo zmydlić oczy!
Lada lizuń zwieść się zdolny,
Gdy pochlebstwem cię otoczy.
Gdyś zasłyszał gdzieś retora,
Już się gapisz dobrodzieju,
       1120. Rozum — zczezł już jak kamfora!

Demos.

Nie masz w waszym łbie oleju,
Gdy mnie za fafułę macie.
O, jam z głupia frantem bracie!
I tak passyą mam w tym krzyku,
Wrzeszczeć wciąż, jak dziecko: Cyci!
Chcę zaś, by jak wieprz w karmniku,
Spasł się tem, co gdzie uchwyci
Jeden z stróżów mych czeredy.
Gdy się zaś odpasie z biedy,

Gdy się już utuczy pięknie —
       1130. Schwycę, zgniotę — brzuch mu pęknie!

Chór.

Otożbyś się spisał dzielnie,
Byś miał sprytu dość, ochoty,
I jak mówisz, zręcznie, czelnie,
Spełnił słowa co do joty!
Gdybyś tak ustawił szyki,
Żeby ich na Pnyksu skałach
Tuczyć jak ofiarne byki;
Gdy zaś będziesz sam w opałach,
Weźmiesz najtłustszego z trzody,
       1140. Zarzniesz, zjesz — mieć będziesz gody!

Demos.

Lecz wy sami osądzicie,
Że ich zwieść to sprawa krótka,
Choć tak trąbią o swym sprycie,
Chociaż mają mnie za dudka.
I tak, zmrużam niby oczy,
A wciąż czyham, czy kto kradnie;
Potem, gdy łotr w sieć mą wskoczy,
Wpadnę, złapię franta snadnie,
Przed sąd porwę, aż łotr, wyga,
       1150. Swych kradzieży nie wyrzyga!


SCENA VI.
CHÓR. DEMOS. KIEŁBAŚNIK i PAFLAGOŃCZYK wchodzą z koszami pełnemi rozmaitych przysmaków.
Paflagończyk.

Rozpłyń się smołą!

Kiełbaśnik.

A ty mazi strugą!

Paflagończyk.

Demie! ja gotów czekam długo, długo,
Boć chcę niech tobie w czemś me serce służy.

Kiełbaśnik.

Ty długo, długo; a ja dłużej, dłużej
Sto, tysiąc razy i krocie tysięcy!

Demos.

A jam was czekał, i kląłem wam więcej
Niż milion razy, miliardy, tryliony!

Kiełbaśnik.

Wiesz, co masz czynić?

Demos.

Przez cię pouczony
Dowiem się o tem.

Kiełbaśnik.

Pozwól, współzawodem
Służyć ci będziem w zapaśniczym biegu.

Demos.

       1160. Niech i tak będzie — stańcież do szeregu!

Kiełbaśnik i Paflagończyk
(stając w tyle sceny koło koszów).

Już!

Demos.

A więc gońcie!

Kiełbaśnik (odpycha Paflagończyka).

O, nie pójdziesz przodem!
(borykają się ze sobą).

Demos.

Przebóg! bądź stanę dziś na szczęścia szczycie,
Bądź mnie me gachy zaduszą w zachwycie!

Paflagończyk.

Widzisz, ja pierwszy krzesełko ci stawię!

Kiełbaśnik.

Lecz nie masz stołu — z tym ja wpierw się jawię!

(Demos siada za stołem).
Paflagończyk.

Oto masz tutaj hreczane kluseczki,
Z święconej w Pylos zgotowane hreczki.

Kiełbaśnik.

Oto łyżeczka — sama ją bogini
Żłobiła rączką swą z kości słoniowej![60]

Demos (oglądając łyżkę).

       1170. Wielkie gdzieś palce masz cudotwórczyni!

Paflagończyk.

Ot zaciereczka na juszce grochowej,
Smaczna aż lubo — co za barwa miła!
Ją Pylos-burcza Atena miesiła!

Kiełbaśnik (trzyma nad głową Dema misę kaszy).

Widocznieś w łaskach u bogini naszej,
Gdy ci nad głową trzyma misę kaszy.

Demos.

Jakto, ojczyzna byłaż-by dziś cała,
Gdyby nam ona kaszy nie trzymała?

Paflagończyk.

Rybkę ci zsyła Zgrozosiejna Pani!

Kiełbaśnik.

Córeczka Zeusa zsyła ci znów w dani,
Smaczniutkie mięso wprost wzięte z rosołu,
Tłuste kiszeczki, świeże flaczki z wołu!

Demos.

       1180. Pięknie, że pomna Peplosu[61] ofiary.

Paflagończyk.

Meduzogłowa[62] zjeść ci każe stary
Te oto chyżki[63], gdyż chodzi jej o to,
Byś panie, chyżo mógł pomykać z flotą.

Kiełbaśnik (daje mu ryby).

Weź i to także.

Demos.

Jakież znów zadanie
Te ryby mają?

Kiełbaśnik.

To są liny[64] panie,
Które ci zsyła bóstwa afekt szczery,
Byś z nich miał liny na swoje tryery:
Jawnie na sercu leży mu dziś flota. (Podaje mu wino).
Ot winko z wodą — specyały! pysznota!

Demos (pije).

Boże! jak słodkie! ani czuć w niem wody!

Kiełbaśnik.

Tritogeneja[65] gniotła nań jagody.

Paflagończyk.

       1190. Ot placka z serem masz kawał nie mały.

Kiełbaśnik.

Co kawał placka? Masz tu placek cały!

Paflagończyk.

Lecz jak ja, dasz mu ty pieczeń z zająca?[66]

Kiełbaśnik (zmieszany).

Zkąd ją tu wyrwać? o chwilo piekąca!
Hej sprycie pomyśl o jakimś wykręcie!

Paflagończyk (pokazując mu zająca).

Widzisz chuchraku?

Kiełbaśnik.

To mi gdzieś grzmi, w pięcie!
Bo oto właśnie nadchodzą —

Paflagończyk.

Kto taki?

Kiełbaśnik.

Posłowie niosą we workach srebrniaki.

Paflagończyk (podbiega na środek sceny).

Gdzie? gdzie?

Kiełbaśnik (bierze zająca z kosza Paflagończyka).

A zasię! puścisz mi tych gości?! —
Demciu! szaraka dźwigam Jegomości!

Paflagończyk.

       1200. Gwałtu! jak podle skradłeś mi szaraka!

Kiełbaśnik.

Sprawa z pod Pylos kubek w kubek taka!

Demos (ucieszony).

Powiedz, zaklinam, zkąd plan tej kradzieży?

Kiełbaśnik (wyniośle).

Plan do bogini, czyn do mnie należy!

Paflagończyk.

Jam go tak gonił! tak go upiekł ładnie!

Demos.

Precz! Kto go podał, temu dank przypadnie!

Paflagończyk.

O, mej czelności już gwiazda przyćmiona!

Kiełbaśnik.

Przecz nie rozsądzisz Demie, która strona
Wierniejsza twojej, twego brzucha sprawie?

Demos.

Ależ na jakiej sądzić mam podstawie,
       1210. By wyrok mądrym nazwała publika?

Kiełbaśnik.

Ja ci dam radę: idź, głębie koszyka
Mego i jego przeszukaj dokładnie,
A wierz mi, mądry wyrok z ust twych padnie!

Demos (wskazując na kosz Kiełbaśnika).

Cóż tam jest zatem?

Kiełbaśnik (otwiera swój kosz).

Pustki i nic więcej,
Wszystkom dał tobie w miłośni dziecięcej!

Demos.

Sam kosz twój nawet dobry patryota!

Kiełbaśnik.

Idź, zbadaj teraz, co ów ma niecnota.
Widzisz?

(Demos przeszukuje kosz Paflagona).
Demos.

Kosz mnóstwo łakoci zawiera!
O, placków górę schował ten przechera,
       1220. A mnie dał tyćko — ot jakby na kpinki!

Kiełbaśnik.

Zdawna już takie są jego uczynki!
Jeśli coś złapał, dał ci kąsek mały,
Część większą — jego szpony porywały!

Demos.

Więc mnieś kradł, zwodził nędzny Paflagonie,
A jam cię darzył, wieńcem zdobił skronie?!

Paflagończyk.

Kradłem, chcąc państwu pomódz dziełem takiem!

Demos.

Łotrze, zrzuć wieniec, bym tym świętym znakiem
Jego skroń ubrał.

Kiełbaśnik.

Zrzuć-że leniu, żwawiej!

Paflagończyk.

O nie, bo Pytyi mam wieszczbę, co prawi
       1230. Komu jedynie mam dać za wygranę.

Kiełbaśnik.

Toć tam zbyt jasno me imię nazwane.

Paflagończyk.

Wpierw cię wybadam — chcę dowodu na to,
Czy się w czem zgadza wieszczba z twą facyatą.
I tak ci najpierw zadam to pytanie,
W jakiej to szkole wziąłeś wychowanie?

Kiełbaśnik.

Ot — w świńskim chlewie, kułakiem kształcony.

Paflagończyk (przerażony).

Co?! (na stronie). Ta mi wieszczba w serce wpija szpony!
Niech będzie!
Czegoś się uczył w zapaśnictwa szkole?

Kiełbaśnik.

Kraść, krzywoprzysiądz, być o brudnem czole.

Paflagończyk (na stronie).

Febie! Apollo, wielki boże słońca!
       1200. Twoich zamiarów, któż dopatrzy końca? Głośno). —
Mężem, kunszt jaki schwyciłeś do ręki?

Kiełbaśnik.

Kiszkim sprzedawał i gwałcił panienki.

Paflagończyk (na stronie).

Przepadłem! Straszny wypadków obrocie!
Nie, jeszcze we mnie skra nadziei wzrasta! (Głośno).
To jeszcze powiedz: czyś w rynku w istocie
Kiszki sprzedawał, czy też w bramach ciasta?[67]

Kiełbaśnik.

W bramach, gdzie ryby sprzedają wędzone.

Paflagończyk (z rozpaczą).

Przebóg! więc słowa mej wróżby spełnione!

(Upada nieprzytomny — po chwili).

Precz mnie ztąd weźcie, com igraszką doli!

(Zdejmuje wieniec).

       1250. Bądź zdrów wianuszku! żegnam cię! o boli
Serce mnie srodze! włoży cię nieboże
Złodziej nie większy, lecz szczęśliwszy może!

(Paflagończyka usuwają ze sceny za pomocą maszyneryi).
Kiełbaśnik.

Helleński Zeusie, tobie cześć i dzięki!

Chór.

Żyj nam rycerzu! lecz pomnij, z mej ręki
Porosłeś w pierze; krótko, węzłowato:
Zrób mnie jak Fana[68], swym pisarzem za to!

Demos.

Jakże cię zowią?

Kiełbaśnik.

Jam już od kołyski
Tłukł się po drogach, bił i sam brał w pyski,
Imię więc moje jest — Zawalidroga!

Demos.

Zawalidrogo! Paflagona, wroga,
Łasce niełasce twej zdaję na wieki —
       1260. I sam się twojej dopraszam opieki.

Kiełbaśnik.

Demie, o, ja cię tak czcić będę błogo,
Tak cię obsłużę, że z ludzkiego rodu,
Sam wnet to wyznasz, nie znałeś nikogo,
Ktoby był szczerszym dla Gapowic[69] grodu!

(Kiełbaśnik wyprowadza Dema).








  1. Grzmot z prawej strony uważano za pomyślną wróżbę.
  2. Sardelki, rodzaj małych śledzi (apua), były ulubioną potrawą Ateńczyków, jasną jest więc rzeczą, że wiadomość o zniżeniu się ich ceny była dla zgromadzonej Rady nowiną nader pożądaną.
  3. Dowcip nieszczególny. Kiełbaśnik radzi zgromadzonym zakupić wszystkie garnki, aby następnie
    nikt inny, oprócz nich samych, nie mógł kupować sardelek, nie mając ich w czem przechować. Wywołany tam brak popytu, wpłynąłby jeszcze bardziej tego przysmaku.
  4. Porównanie ludu z niemowlęciem, a demagogów i retorów z mamką, która dziecko papką tumani, napotykamy często i u innych pisarzów.
  5. „Święte wianki” — εἰρεσιώνη; w czasie uroczystości Pyanepsyj, odbywających się w miesiącu Pyanepsyon, (pod koniec października, a początek listopada), niesiono wśród uroczystych śpiewów do świątyni Apollona gałązkę oliwną, owiniętą białą wełną a obwieszoną figami, ciastkami, flaszeczkami napełnionemi oliwą, winem, miodem, i t. p. i składano ją tamże w ofierze Apollonowi, błagając go o opiekę nad trzodami, o urodzajność ziemi i obfitość płodów. Po ukończeniu procesyi, zawieszał każdy z uczestników gałązkę taką na drzwiach domu swego, i pozostawała tam ona aż do następnego roku. O tym to wianku wspomina Demos.
  6. Lampiarzem owym a raczej handlarzem lamp był osławiony demagog Hyperbolos; ostatni dwaj specyaliści to Kleon i Lizykles, który obok handlu bydłem i rzeźni posiadał też fabrykę dratw, a więc z szewcami pozostawał choć w dalekiem pokrewieństwie.
  7. „Bardzo głęboki dowcip, doświadczeniem stwierdzony. Rozumne pojmowanie położenia w domu, w kółku ciaśniejszem, stoi często tuż obok epidemicznego głupstwa, szerzonego przez terrorystów opinii. W domu Ateńczyk miał rozum: tracił go na Pnyksie.” Szujski.
  8. Dwie gwiazdki na horyzoncie ateńskiego półświatka. Arystofanes każe więc Kleonowi mierzyć zasługi swoje około dobra publicznego miarą zasług owych dam szanownych.
  9. μυττωτος, „jakaś potrawa na kształt lemieszki czyli famuły”. Z. Węcl. „Sł. Gr.-pols.“
  10. W ten sposób wleczono i strącano do przepaści (τὸ βάραϑρον) za miastem leżącej złoczyńców na śmierć skazanych. Kiełbaśnik nie życzy sobie wszakże być strąconym do przepaści onej, lecz pragnie złożyć kości swe w Keramejkosie, najpiękniejszem przedmieściu Aten, gdzie grzebano najznakomitszych obywateli, najdzielniejszych wodzów.
  11. Harmodios i Aristogejton uwolnili Ateny od tyranii Hipparcha i Hippigsa, Pizystratydów. Pamięć ich czcili wdzięczni Ateńczycy do najpóźniejszych czasów.
  12. W pierwszych dziesięciu latach wojny peloponeskiej, wpadali Lakedajmonowie corocznie do Attyki i pustoszyli okolicę Aten. Mieszkańcy uciekali z resztkami mienia w mury stolicy, chroniąc się tam dla braku mieszkań po rozmaitych zakątkach. Przeludnienie to i nędza sprawiły, że się w tych czasach zaraza tak wściekle w Atenach srożyła
  13. Poseł spartański, ofiarujący Ateńczykom pokój prawdopodobnie podczas oblężenia Sfakteryi, albo też wkrótce po niem.
  14. Arkadya w Peloponezie.
  15. Wiersz ten wzięty jest z Telefosa Eurypidesowego, przedstawionego jeszcze 438 r., z której to sztuki, naszpikowanej bezbarwny dyalektyką, kpił Arystofanes prawie w każdej ze swych komedyj.
  16. Temistokles, właściwy założyciel potęgi i wielkości Aten, obwarował port ateński Pirej i nadał przez to ojczyznie swej wpływ i znaczenie pierwszorzędnej potęgi morskiej. Mimo to spotkał go później los prawie wszystkich zasłużonych mężów w Atenach — skazano go na wygnanie i ogłoszono zdrajcą ojczyzny. Na zasługi Temistoklesa zapatruje się Kiełbaśnik z praktycznego punktu widzenia: Ateńczycy winni mu przedewszystkiem za to być wdzięczni, że ułatwił im przez wybudowanie Pireju łowienie ryb, ulubionego ich przysmaku.
  17. Starożytni nie znali ani serwet ani obrusów, przy jedzeniu zaś ocierali sobie palce kawałkami chleba. Buta Kleona sięga tak daleko, że nie czyni on tego jak inni, lecz ociera sobie ręce bułką, a raczej dosłownie „plackiem Achillesowym”, upieczonym ze szczególnego rodzaju jęczmienia (᾽Αχιλλεία ϰριϑη), noszącego nazwę bohatera Iliady. Placek ten podawano jako przysmak w Prytanejon.
  18. Każdy urzędnik, sprawujący urząd publiczny dłużej niż dni 30 musiał z chwilą złożenia tegoż zdawać sprawę (εὐϑύναι) z postępowania swego. Kleon korzysta więc, zdaniem Kiełbaśnika, z podobnych sposobności i bierze za swą protekcyą nie małe łapowe od tych, którzy nie bardzo mieli czyste sumienie, przystępując do sprawozdania z urzędowych czynności.
  19. Trudno w istocie posądzić kogoś o większą nikczemność. Kiełbaśnik zarzuca Kleonowi, że on wziął od Mityleńczyków 40 min kubana, a później doradzał Ateńczykom, ażeby ich wymordowano. Por. wstęp. Mina około 60 złp.
  20. Państwa sprzymierzone z Ateńczykami, były przeważnie potęgami morskiemi, dla tego to będzie niemi władał Kiełbaśnik „dzierżąc trójząb w dłoni”, jak Pozejdon, bóg morza.
  21. Tarcze zdobyte na nieprzyjaciołach wieszano w świątyni Ateny, pozbawiano je atoli rękojeści, ponieważ wszystkie dary podobne (ἀναϑήματα), czyniono niezdatnymi do użytku. Kleon nie zważał, widać, na ten zwyczaj, ofiarując bogini tarcze w Pylos zdobyte, ztąd też zarzut Kiełbaśnika.
  22. βλέψειας ὀστραϰίνδα: „zabawić się w skorupki”. Gra ta polegała na rzucaniu skorupek, opatrzonych jedną stroną białą, drugą czarną. Demos zaś może nabrać ochoty zabawić się z Kleonem w skorupki w ten sposób, że go tak zwanym sądem skorupkowym (ὀστραϰισσμός) skaże na wygnanie, jak to uczynił z Arystejdesem, Temistoklesem i wielu innymi.
  23. Nie wiemy zgoła, jakich to buntów i spisków odkryciem przechwala się Kleon.
  24. Pederastyą karano w Atenach pozbawieniem praw obywatelskich i wszelkiego udziału w życiu publicznem. Przekonanego o niej, jak w tym wypadku nieznanego nam zresztą Gryttosa, wykreślano ze spisu obywateli.
  25. Ateńczyk zaproszony na ucztę ubierał na nogi delikatne, białe ciżemki (βλαῦται), przymocowywane rzemykami do kostki, powyżej stopy. Nie wchodził on w nich jednak do sali biesiadnej, lecz zostawiał je w przedpokoju; trzewików tych nazbierała się tam nieraz moc wielka, stosownie do ilości uczestników biesiady; jasnem jest więc zupełnie, że gość zmuszony przytoczonymi przez Kiełbaśnika powodami wyjść na świeże powietrze, nie miał czasu wyszukiwać swych trzewików, lecz chwytał co prędzej te, które mu się nawinęły pod rękę.
  26. Czarcie łajno (σίλφιον), thapsia gummifera, znajdowało w Atenach wielkie zastosowanie w sztuce kucharskiej, jako przyprawa potraw i w medycynie, jako środek lekarski. U osób nieprzyzwyczajonych do spożywania tego specyału, wywoływało ono skutakie właśnie, jakie w bujnej wyobraźni Kiełbaśnika zagrażają sędziom ateńskim. — Trudno dociec, jaki związek zachodzi między szlachetną tą rośliną a Kleonem. Uczony Casaubonus przypuszcza, że Kleon przyczynił się do spadku ceny czarciego łajna przez ożywienie stosunków handlowych z osadą Kyrene w Afryce, która je w największej ilości i w najlepszym gatunku dostarczała Atenom.
  27. W oryginale „mąż Koprejos (ἀνὴρ ΚΚόπρρειος). Kopros zwało się jedno z przedmieść ateńskich, a nadto oznacza ten wyraz: „mierzwa, gnój”. Łatwo pojąć, że nikt nie mógł dać Demosowi lepszych informacyj co do skutków czarciego łajna, jak obywatel jakiś z tej gminy, którą już nazwa sama spokrewniła z tymiż skutkami. Wyraz „Gnoiska”, jako dość powszechna nazwa miejscowości w Polsce, odpowiada może nie źle obu pojęciom zawartym w słowie Kopros. Droysen tłomaczy: „Meister Mister”, Ribbeck: „Mistkerl”.
  28. Tryerarchą zwał się obywatel, na którego państwo włożyło obowiązek urządzenia i utrzymywania na wojennej stopie jednego okrętu (tryery). Tryerarchów wybierali zawsze wodzowie z grona najpojętniejszych, a od wyboru takiego starali się mniej patryotyczni obywatele uwolnić rozmaitemi sposobami, bo pociągał on znaczne koszta za sobą. Wzajemne denuncyacye obywateli co do wielkości posiadanego majątku, grały w tej sprawie ważną rolę ztąd też grozi i Kleon Kiełbaśnikowi tryerarchią.
  29. O Milezeńczykach była już powyżej wzmianka.
  30. Ironiczna nazwa Ateńczyków, dla oboli, które pobierali jako sędziowie przysięgli.
  31. Nie każda dama grecka lubiła się zajmować gospodarstwem; i owszem, bardzo często miała ona zaufanego klucznika (ταμίας), lub klucznicę (ταμία), pod których dozorem znajdowały się wszystkie zapasy, spiżarnie i całe gospodarstwo. Powiernik taki miał w rękach swych klucze od tych skarbów, albo też sygnet pana domu, gdyż dla większego bezpieczeństwa zapieczętowywano częstokroć komory. Paflagończyk, cieszący się dotychczas z pomiędzy wszystkich największem zaufaniem Demosa, był takim klucznikiem w jego domu.
  32. Dosłownie: „placek (ϑρῖον) z mąki pszennej, tłustości wołowej, jaj, i t. p. przysmaków, smażony w miodzie na liściu figowym”. Niepodobna było dosłownie przełożyć tego wiersza dla dwuznaczności wyrazów w nim przychodzących: δῆμος oznacza lud, a z akcentem na ostatniej (δημός) tłustość; βόειος znaczy wołowy i głupkowaty zarazem. Myśl wiersza tego zawiera w ogóle alluzyą do głupkowatości Demosa, a staraliśmy się ją uwydatnić zastępując w przekładzie wołowy smalec — oślim.
    Es war ein schön vollkeulig Schwein mit
    Blumen drauf.
    Droysen.
  33. Obraz Kleona, piorunującego z mównicy.
  34. Kleonymos jest to grecki Sir John Falstaff; opasły olbrzymi, niekształtny sykofanta, żarłoczny jak sęp, lubieżnik i krzywoprzysięzca, a przytem hołysz bez szeląga, ztąd też liże się wszystkim bogatym i możnym. Najczęściej atoli kpią sobie z niego z powodu niesłychanego tchórzostwa — w bitwie rzuca pierwszy tarczę, uciekając bez pamięci a zrobiłby wszystko z siebie, aby się tylko z listy hoplitów (ciężkozbrojnych) wykreślić. Takim przedstawia go Arystofanes w kilku swoich komedyach. Kock.
  35. Idąc za przykładem innych tłomaczów, nie przełożyliśmy dosłownie ostatnich konceptów obu zacnych zapaśników — gdyż Arystofanes przesolił w nich trochę.
  36. Polegając na początku szumnych obietnic Kiełbaśnika możnaby przypuszczać, że potężny i strojny Demos cały świat zawezwie do walki, gdy tym czasem użyje on wpływu i powagi swej na to, aby się procesować ze Smikitosem i to o.... Kiełbaśnik znał widać dobrze gust i zamiłowanie pana swojego. O Smikitosie owym wspominają współczesne napisy jako o jednym z tych, którzy, jak mówi Ribbeck, muliebria patiebantur i byli skutkiem tego εὐρύπρωϰτοι; najlepszym zaś dowodem skłonności jego i rzemiosła, jest żeńska końcówka jego imienia.
  37. W rynku ateńskim było miejsce, na którem wystawiano na widok publiczny spis spraw, które miały być rozstrzygnięte w pojedynczych sądach; miejsce to zwało się sądową targowicą, bazarem sądowym (δεῖγμα τῶν διϰῶν), analogicznie do nazwy miejsca w Pireju, gdzie wystawiano na widok publiczny próbki towarów. Słowa te możnaby też pojmować przenośnie w tem znaczeniu, że przed gmachem sądowym, albo też w jego wnętrzu, jest niejako targowica, a towarem poszukiwanym na niej są — głosy przysięgłych.
  38. Arystofanes sprowadza zajęcie Kleona do funkcyi tłuczka i kopystki — Kleon więc tłukł wszystko
    w państwie i mieszał bezładnie.
  39. Ostatnie dwie zwrotki były prawdziwą koroną cierniową dla tłomacza — dowcip cały polega w nich na grze wyrazów. Chór opiewa, że kleon zaczął się uczyć muzyki podług doryckiej szkoły (Δωριστί), która odznaczała się siłą i powagą tonów, nauczył się jednak grać Δωροδοϰηστί, t. j. złodziejskim, kubaniarskim sposobem. W przekładzie można było oryginał naśladować tylko; utyżliśmy słów „Cyganie i cyganić”, gdyż naród ten, jeśli ich tak nazwać się godzi, odznacza się w istocie szczególnym talentem do muzyki, a nawet, rzecby można, ma w niej osobną swoję szkołę, lecz z drugiej strony odznacza się on także smutną sławą szczególnego pociągu do złodziejstwa — cyganienia. Przekład kuleje, wiemy o tem, lecz niech nam wolno będzie zapytać z Droysen’em: Liebe Herren, wer macht es besser? Seeger w niemieckim przekładzie swym użył zręcznie w tem miejscu słów: Dorisch i Louisdorisch.
  40. Przypomina mi to Fredry Ciotunię: „A na strychu z listami beczka i kuferek!” Szujski.
  41. Kiełbaśnik wymyślił sobie na prędce imię Glanisa; nazywa go zaś starszym bratem Bakchisa, chcąc zaraz z początku wskazać, że jako starszy, rozumniejszy od niego być musi.
  42. Temi słowy zaczynała się najpopularniejsza wieszczba Bakchisa.
  43. Erechtejdami zwali się Ateńczycy od Erechteusa, prastarego, mytycznego króla Attyki. Styl tej wyroczni i następnych jest zawiły, bombastyczny, jak w ogóle wieszczb i proroctw wszystkich.
  44. Kerberos, potworne psisko, stróż podziemia. Ludokupcą, duszokradcą (ἀνδραποδιστής), nazywa Arystofanes Kleona z powodu okrutnego postępowania jego w obec sprzymierzeńców, jak n.p. Mityleńczyków.
  45. Komarami tymi są natrętni, dokuczliwi retorowie.
  46. Słowa te przypominają sławną owę wyrocznię Apollona delfickiego, który kazał się Ateńczykom schronić za mur drewniany przed najezdniczemi hordami Kserksesa (na wiosnę 480 r.). Nikt nie pojął znaczenia tych słów, tylko jedyny Temistokles wyłożył je ziomkom w ten sposób, iż bóg żąda, żeby Ateńczycy szukali ocalenia na okrętach. Usłuchano rady Temistoklesa; wszyscy zdatni do broni przenieśli się na flotę, a owocem tego było świetne zwycięztwo salamińskie.
  47. Przydomek Apollona, nadany od ciemnych, niezrozumiałych wyroczni.
  48. Sokołem owym jest Kleon, a spętane kruczęta — o jeńcy ze Sefakteryi.
  49. Kekropidą nazywa się lud ateński od Kekropsa, mytycznego herosa. Niezdatność, lekkomyślność, łatwowierność Ateńczyków była przedmiotem szydu prawie każdego z komedyo pisarzów. Mówiono, ze Ateńczyk ma więcej szczęścia jak rozumu.
  50. Gdy Achilles poległ pod Troją zabity przez Parysa, wybuchł między Achajami zażarty spór o to, któremu z bohaterów ma się dostać w udziele zbroja jego, jako zaszczytna nagroda za męztwo — współubiegali się zaś o nią Odysseus i Ajas Telamonios. Rozjemcy sporu nie mogli się długo przechylić na stronę żadnego ze współzawodników, — tak że postanowiono wreszcie poznać w tym względzie opinią wrogów t. j. Trojan. Szczęście sprzyjało szpiegom wysłanym na zwiady; bo oto podsłuchano dwie panny trojańskie, sprzeczające się na murach Troi w sprawie zaprzątającej umysły Achajów. Pierwsza z nich przyznawała wyższość Ajasowi, polegając na tem, że z narażeniem życia własnego uniósł z pola walki ciało zabitego Achillesa, druga zaś odpowiedziała jej na to pięknem porównaniem, przytoczonem powyżej przez Arystofanesa:
    ϰαί ϰε γυνὴ φέροι ἄχϑος, ἐπεί ϰεν ἀνὴρ ἀναϑείη.
    ἀλλ᾿ οὐϰ ἃν μαχέσαιτο· χέσαιτο γὰρ, εἰ μαχέσαιτο.
    Zbroja Achillesa dostała się więc Odysseusowi — ambitny Ajas przypłacił przegranę pomieszaniem zmysłów.
  51. Aż do znudzenia i ckliwości każe się Arystofanes popisywać Kleonowi zwycięztwem pod Pylos odniesionem, chcąc go w ten sposób ośmieszyć i zachwiać znaczenie jego, ugruntowane przeważnie na owem zwycięstwie. Na Pelopenezie były aż trzy miasta tego imienia.
  52. Kleon rozprawiając ciągle o Pylos, naprowadził Kiełbaśnika na koncept o wannach, bo brzmienie obu tych wyrazów jest bardzo podobne; wanna zwie się πύελος.
  53. Ajgeus, król ateński z czasów zamierzchłej starożytności.
  54. Jeśli zabrakło pieniędzy w skarbcu państwa, wysyłali Ateńczycy kilka statków dla ściągnięcia kontrybucyi z sąsiednich wysp i państewek. Wyprawy podobne powtarzały się kilkakrotnie w czasie wojny peloponeskiej, a nie trudno się domyśleć, jak one dla Aten usposabiały łupionych sprzymierzeńców.
  55. Letoides-Apollon, syn Letony (Lantany).
  56. W oryginale zaleca Kiełbaśnik Demosowi strzedz się miejscowości Kyllene, położonej w Arkadyi. Imienia tego użył Arystofanes tylko dla gry wyrazów, ϰυλλός bowiem mówiono o ręce próżnej, wydrążonej, żądnej napełnienia, pragnącej coś ukraść czyli zwędzić.
  57. Dyopejtes z koszlawą ręką, fanatyk i osławiony wieszczek, a przytem poplecznik Nikiasa, ztąd też wróg Kleona.
  58. Ekbatana, stolica Medyi, leżała podług wyobrażeń Greka między górami złota i była dla niego co najmniej rajem na ziemi.
  59. Osobistość nieznana bliżej; scholiasta nazywa go poplecznikiem i nadwornym pochlebcą Kleona. Był on prawdopodobnie urzędnikiem czynnym przy rozdzielaniu zboża między ludność Aten.
  60. Mowa tu o arcydziele Fejdyasa, kolosalnym, bo 26 łokci wysokim posągu partenońskiej Ateny; na prawicy jej spoczywała statua bogini Nike, cztery łokcie wysoka. Odpowiednich rozmiarów do kształtów bogini musiała też być i łyżeczkią z chleba, ofiarowana przez Kiełbaśnika Demosowi, a żłobiona jej ręką; ztąd też wniosek Demosa we wierszu następnym.
  61. W czasie uroczystości Panatenajskich, obchodzonych co cztery lata z nadzwyczajną świetnością, jako narodowe święto Greków, niesiono w uroczystym pochodzie do posągu Ateny, opiekunki miasta, płaszcz, tak znany Peplos, utkany z bardzo kosztownej materyi i ozdobiony mistycznemi wyszywaniami, przedstawiającemi wypadki z dziejów mytologii greckiej.
  62. Meduza, jedna z trzech Gorgon, potworna istota niewieścia o wzroku tak strasznym, że ludzie przed nim kamienieli z trwogi. Głowa jej znajdowała się na hełmie; podług innych, na tarczy Ateny.
  63. Grecy jadali placek, który się zwał ἐλατήρ t. j. poganiacz. Kiełbaśnik radzi otóż Demosowi uraczyć się owym poganiaczem, aby mógł potem żywo poganiać flotą. Ponieważ my jednak, niestety, żadnych poganiaczów nie jadamy, należało go zastąpić innym jakimś przysmakiem. Chcąc zatrzymać grę wyrazów, wybraliśmy, a do wyboru nie wiele pozostawało — chyżki, czyli studzeniec, galeretę na zimno.
  64. W oryginale ofiaruje Kiełbaśnik panu swemu trzewa, ἔντερον, w tym celu, aby one mu posłużyły jako materyał potrzebny do tramów i wręgów okrętowych ἐντερόνεια. Trzewa owe zastąpiliśmy rybami, linami, aby w ten sposób nie oddalić się zbyt od myśli autora i gry wyrazów nie przenosić na inne pole, jak okręty.
  65. Przydomek Ateny od jeziora Tritonis w Libyi, albo też od rzeki Triton w Beocyi, gdzie obok Aten i Tessalii był najstarszy kult tej bogini. Przekład dosłowny tego wiersza, bardzo skomplikowanego w oryginale, opiewa: „Sama Tritogeneja przygotowa-a miesza ninę z 3 części wody a 2 wina”.
  66. Pieczeń z zająca uchodziła w Atenach za tak wielki przysmak, że Arystofanes nie mówi w Osach: żyć w szczęściu, lecz żyć wśród pieczonych zajęcy. Dar taki był tem milszy dla Demosa, że były wtedy czasy wojny, a więc głodu i niedostatku.
  67. Szczwany Paflagończyk sformułował ostatnie pytanie rozmyślnie w ten sposób, że Kiełbaśnik myśleć może, iż on się obawia, czy Kiełbaśnik nie prowadzi w rynku handelku swojego. Sztuczka ta nie doprowadziła atoli do celu, bo Kiełbaśnik, nie bity w ciemię, przyznaje się do prawdy i — zwycięża!
  68. Komentatorowie nazywają Fanosa przyjacielem Kleona, sekretarzem jego przybocznym.
  69. τῇ Κεχηναίων πόλει, t. j. Aten.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Arystofanes i tłumacza: Franciszek Konarski.