Bolesne strony erotycznego życia kobiety/całość

<<< Dane tekstu >>>
Autor Adolf Klęsk
Tytuł Bolesne strony erotycznego życia kobiety
Podtytuł Bolesne strony płciowego życia kobiety
Wydawca Ars Medica
Data wyd. 1930
Druk Drukarnia Vernaya Sp. Akc.
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
DR.  ADOLF KLĘSK
BOLESNE STRONY
EROTYCZNEGO
ŻYCIA KOBIETY
(BOLESNE STRONY PŁCIOWEGO ŻYCIA KOBIETY)
ARS MEDICA
WARSZAWA — POZNAŃ — KRAKÓW — LWÓW


COPYRIGHT BY ARS MEDICA“
DRUKARNIA VERNAYA SP. AKC.







Dla nas nic niema! My jak niewolnice
Zmuszone dźwigać do śmierci kajdany,
Dla nas nic niema! Życia tajemnice,
To świat nam obcy, odległy, nieznany.

H. Zbierzchowski
(„Przed wschodem słońca“)

Gdy mężczyzna w swych drapieżnych objęciach trzyma kobietę, która z zamglonemi oczyma oddaje mu z całą ufnością swe usta, nie przypuszcza nawet, jak wielki psychologiczny proces odbywa się często wtedy w jej duszy!
Tak zwani Don Żuani i pogromcy serc niewieścich są zato zdania, że wszystkie kobiety są jednakie i mają dlatego nieraz „swój system“, zawsze ten sam celem zdobywania kobiet, twierdząc, że prędzej czy później zaprowadzi ich do pożądanego celu.
A jednak nie trudno nam będzie wykazać, że jakkolwiek czasem kobieta oddaje się mężczyźnie pozornie sama nie wiedząc dlaczego, to jednak czyni to zawsze pod pewnem złudzeniem lub czarem chwilowym, który potem często rychło, lecz już niestety za późno — pryska!
Są różne typy kobiet — lecz zato często podobne są ich marzenia! Niestety, nieraz szare codzienne i nieubłagane życie każe im szukać wyśnionego ideału w pospolitej gmatwaninie życia, szukają go też, łudząc się ciągle, że go znajdą i biorą często kiepską tegoż imitację za oryginał i stąd wydaje się owym zdobywcom serc kobiecych, że wszystkie kobiety są jednakie.
Chwile złudnej rozkoszy płaci potem kobieta nieraz życiem całem i nie pozostają jej potem nawet miłe wspomnienia, które często w życiu są piękniejsze od rzeczywistości.
Niniejszy szkic ma też za zadanie opisać typy pewnych kobiet i przedstawić bolesne strony erotycznego życia kobiety. Może nie jednemu nie podam tu nowych szczegółów, czytamy bowiem o tem ciągle w powieściach, obserwujemy te tragedje serc na scenie i filmie, lub nawet jesteśmy sami bohaterami lub ofiarami ich w życiu — sądzę jednak, że zebranie i pewne ugrupowanie tej kwestji na jednem miejscu może odda komuś choćby małą korzyść, może otrzeźwi kogoś jeszcze na czas, może poruszy jego sumieniem, gdy przypomni sobie, że nieraz za lekkomyślną chwilę i fałszywe uczucie mężczyzny, płaci potem kobieta nietylko łzą goryczy i rozczarowaniem, ale rozpaczą i złamanem życiem! Piszę te słowa nie w myśli, by jakaś młoda panna z drżeniem zaciekawienia brała moją pracę do ręki, sądząc, że znajdzie w niej opis tajemnic alkowy małżeńskiej i rozkoszy miłości, ale owszem piszę tu w sensie zupełnie przeciwnym. Wprawdzie chcę szczerze opisać, co się wokoło nas dzieje, ale właśnie dlatego, by sprawy erotycznego życia kobiety nie były tylko tematem cichych szeptów zaciekawienia i podniecenia, lecz abyśmy na nie zapatrywali się z prawdziwej strony, a strona ta często jest dla kobiety kielichem goryczy, tańcem miłości i śmierci, zerwaniem pasma marzeń i raną duszy, której nieraz ani czas ani życie zagoić już nie jest w stanie — są bowiem cierpienia i rany nieuleczalne i wtedy człowiek z żalem powiedzieć sobie musi: niestety, już — zapóźno!

Społeczeństwo legalizuje miłość tylko w małżeństwie, wszelkie zaś inne pozamałżeńskie uczucia uważa za niemoralne, na niektóre patrzy przez palce, dając im miano niewinnej kokieterji, flirtu i niejako na nie pozwala, podczas gdy inne głębokie, poważne i szlachetne porywy miłosne jako pozamałżeńskie kategorycznie potępia, przyczem ofiarą pada zwykle kobieta i jej bierze się wszystko za złe i ją tylko zato wyrzuca poza nawias społeczeństwa!
Świat potrzebuje pozorów, by był całym światem, a gdy ich niema, staje się półświatkiem.
Idą też ludzie przez życie dziwnemi nieraz drogami. Główną „legalną“ wloką się nieraz przy sobie przez całe życie skute kajdanami małżeństwa, nie rzadko nienawidzące się pary, marzące tylko o tem, by się rozdzielić, a bocznemi ścieżkami iść muszą kobiety nieraz szlachetne i godne miłości, muszące tylko ciągle tęsknie patrzeć za swym ukochanym, który idzie główną drogą, również ciągle zwracając wzrok ku ukochanej kobiecie, która iść musi tą boczną, bo niema prawa dostępu do głównej. Rzadko udaje się której z nich dostać się na tę główną drogę, a choć się na nią dostanie, to często chce ją ktoś zepchnąć z niej, nie bacząc, że jednak obok jest przepaść głęboka, która te dwie drogi od siebie oddziela. O głębokości jej świadczy to, że wszelkie próby przerzucenia przez nią jakichś pomostów okazują się ciągle bezskuteczne. Mówi się zawsze o miłości pozamałżeńskiej z przekąsem, politowaniem lub oburzeniem, a do kobiet, które wskutek pewnych przeszkód życia nie mogły połączyć się legalnie ze swym ukochanym u stóp ołtarza, zwraca się cały świat z pogardą lub też stara się je moralizować. Lecz jak odbywa się to moralizowanie? Czyż idzie tam ktoś ze szczerością i sercem jak do duszy bratniej lecz biednej i zbolałej? Zwykle bywa zupełnie inaczej, a matka zwracając się do kochanki syna wychodzi z założenia, że ona winna temu „nieszczęściu“ jej dziecka, zapominając, że właśnie często ów syn uwiódł tę kobietę a ona oddała mu tylko swe gorące serce i czystość uczucia łudząc się, że te swe najdroższe klejnoty duszy złożyła w szlachetne ręce. Jest to jedna z tych strasznych niesprawiedliwości, przeciwko której świat kobiecy powinien energicznie zaprotestować i umieścić ją na jednem z naczelnych miejsc na swym sztandarze, niesionym w walce o wolność i równouprawnienie kobiety.
Ciekawą jest rzeczą, że gdy winowajców w podobnych wypadkach szuka się obustronnie, względnie że tak mężczyzna jak i kobieta są za swoją miłość jednakowo odpowiedzialni, moralność (i to prawdziwa a nie udawana i pozorna) jest wtedy zupełnie inną. Westermarck w swem dziele: Historja małżeństwa ludzkiego — wspomina, że u niektórych dzikich ludów, gdy kobieta zajdzie w ciążę pozamałżeńską to surowej karze (czasem nawet śmierci) podlega tak kobieta jak i jej uwodziciel. Tunguzi zmuszają znów uwodziciela do poślubienia ofiary a prócz tego zapłacić on musi rodzicom wysoką karę pieniężną. W innych znów krajach prócz wysokiej kary pieniężnej zostaje uwodziciel oćwiczony publicznie albo na pewien czas wygnany z ziemi rodzinnej. U dawnych Słowian przysługiwało ojcu lub bratu prawo zabicia uwodziciela córki ewentualnie siostry. Wierzyć się też poprostu dlatego nie chce, gdy wielu podróżników opisuje, że ze zdumieniem spotykali oni u dzikich szczepów nieraz taką moralność, o której u nas nawet marzyć nie można, mimo to, że ludzie ci byli zupełnie pozbawieni kultury a stosunki społeczne ułatwiały tam bliskie stykanie się płci ze sobą. O sprawach erotycznych i seksualnych mówi się tam zato zupełnie otwarcie i szczerze — u nas tego czynić nie wolno, choć jasną jest rzeczą, że traktowanie spraw tak ważnych jak stosunku obu płci do siebie, powinno być szczere, jawne i jasne.
Wiarołomstwo bywało i bywa na świecie również niesprawiedliwie karane, bo prawie bez wyjątku ciężkie kary dotyczą tylko kobiet, a bardzo rzadko mężczyzn. Mężczyzna od dawna uważał kobietę za swoją własność, którą mógł dowolnie rozporządzać, to też zapewnie tłumaczy nam straszny barbarzyński zwyczaj oszpecania za karę wiarołomnej żony, który spotykamy nawet w tak kulturalnych krajach jak starożytny Egipt, gdzie żonę wiarołomną karano odcięciem, albo nawet odgryzieniem nosa! W dawnej Szwecji cudzołożnym żonom obcinano włosy i uszy. W Abisynii kara przynajmniej jest łagodniejsza, bo polega ona na ogoleniu głowy. Wierności swych żon wymagają u niektórych ludów mężowie nawet i po swej śmierci, a nie rzadko żona musi zginąć razem z mężem lub w czasie jego pogrzebu. Tak naprzykład u Tatarów jedna z żon, i to zwykle najulubieńsza, musiała się po śmierci męża powiesić. W Afryce (Państwo Kongo) podobnie i w Polinezji i Melanezji zabija się wdowę po śmierci męża. W Indjach mimo energicznych zarządzeń rządu Brytyjskiego jeszcze dotąd tu i ówdzie wdowa ginąć musi na stosie po śmierci męża. Podług podania misjonarza Johna Inglisa na Nowych Hebrydach duszą żonę nawet wtedy, gdy mąż za długo jest nieobecny. W innych znów krajach zakazuje się wdowie wstępować w ponowne związki małżeńskie, albo też oznacza pewien okres czasu, niejako żałoby, po którym dopiero może wyjść ponownie zamąż. Okres ten trwa nieraz i kilka lat. U Arabów i Mandanów wolno wdowie wyjść powtórnie zamąż dopiero wtedy, gdy ogolone po śmierci męża włosy na głowie zupełnie jej odrosną. Zwyczaj oszpecania mężatek utrzymuje się nawet i obecnie. Po wsiach w czasie wesela obcinają pannie młodej włosy (co obecnie wobec krótkich fryzur nie jest takiem nieszczęściem), a u Żydów mężatka musi golić głowę i nosić perukę. U ludów Mahometańskich nie wolno kobiecie ukazywać się na ulicy inaczej jak tylko z twarzą zakrytą, a ukazanie jej obcemu uważane bywa za zbrodnię.
Pożycie jednego mężczyzny z jedną kobietą czyli monogamia jest ideałem, w społeczeństwach kulturalnych przyjętym i nakazywanym przez religję i moralność. Czy zarazem jednak jest ono naturalnym i czy człowiekowi daje zawsze szczęście, to sprawa inna. Mężczyzna wychowywany jest seksualnie zupełnie inaczej jak kobieta, przeciętnie ma sposobność zakosztować już w bardzo młodym wieku zakazanych owoców miłości, nabrać tu doświadczenia i wybrać sobie odpowiednią dla siebie w końcu żonę.
Jakże inaczej zato wychowuje się u nas dziewczęta! Od początku wpaja się w dziewczynę zdanie, że sfera zmysłowa powinna dla niej zupełnie nie istnieć i że tem właśnie różni się od mężczyzny, równocześnie jednak uczy się ją bawić się w mamusię i daje jej lalki do zabawy. Każe się kobiecie młodej ciągle udawać, że ją mężczyźni nic nie obchodzą, że na nią nie działają, że nie płynie w niej krew równie gorąca jak w mężczyźnie, a gdy która z nich jest w uczuciach swoich lub poglądach względem mężczyzn otwartą, patrzy się na nią ze zgorszeniem jak na dziwoląga. Są nawet tacy, którzy twierdzą (mówimy o tem w rozdziale o popędzie płciowym), że kobiety właściwie są bez wrodzonego popędu płciowego, a ten w niej dopiero sztucznie wzbudza mężczyzna. Te wszystkie sprawy prowadzą do tego, że większość kobiet pod względem seksualnym żyje w ciągłej niemal rozterce duchowej, nerwowości, dwulicowości lub popada w histerję o ile nie dbając o nic i nie licząc się z opinją świata, nie rzuci się w wir życia. Wiele kobiet chcąc i nadal uchodzić w społeczeństwie za naiwne i niewinne, żyje udając ciągłą nieświadomość płciową, bojąc się, by ktoś ich prawdziwego mniemania i pragnień w tej sprawie nie odsłonił przed światem, co nie przeszkadza, że tajemnie jednak dają folgę swoim uczuciom. Na kobiety takie wymyślono termin pół-dziewic. Nie lepiej przedstawia się sprawa dla kobiety nawet w małżeństwie. Oto młoda panienka, która nie zaznała niczego w życiu, lecz żyje tylko marzeniami, na polecenie rodziców, lub zmuszona losem, wychodzi zamąż za mężczyznę, którego całkiem nie zna i który dla niej zupełnie jest nie odpowiedni, bo nie potrafi w niej wzbudzić ognia miłości ani rozpalić zmysłów, a co nie rzadko bywa, tylko wszystko w niej gasi i budzi do siebie wstręt fizyczny! I ta młoda kobieta żyje potem ciągle w pragnieniu tej gorącej miłości, którą widzi u innych, o której wciąż czyta lub widzi ją na obrazach. Cóż też dziwnego, że naraz poznaje mężczyznę dla siebie odpowiedniego, który nawet nie starając się o to i bez jej wiedzy wzbudza w niej silny wstrząs i jakaś siła magnetyczna zaczyna tę kobietę ciągnąć ku temu mężczyźnie, bo czuje ona podświadomie, że ten tylko potrafi ją porwać w cudną krainę szału miłości, dać jej zadowolenie i szczęście zupełne!
Dlatego też tyle jest małżeństw zimnych, obojętnych, tyle kobiet nieszczęśliwych, nie rozbudzonych i nie zrozumianych, a wreszcie tyle zdrad małżeńskich i tragedji życia!
Ze względu na świat, wiele małżeństw pozornie żyje ze sobą dobrze, tymczasem jednak mąż ma miłostki na wszystkie strony, a samotna żona szuka sobie pocieszyciela, a znalazłszy go, przywiązuje się do niego, bo jest w gruncie rzeczy uczciwą i moralną, nie chce zmieniać kochanków jak rękawiczki.
I ten mąż, który kala się codzień w moralnym brudzie życia, rzuca jej pewnego poranku takie zdanie w oczy: i ty twierdzisz, że jesteś odemnie moralniejszą? Nie przeczę, że mam kochanki, ale żadnej nie oddaję serca, do żadnej się nie przywiązuję, a każdy flirt, jak prędko u mnie przyszedł — tak prędko przemija. Ty zaś oddałaś się całem sercem innemu i zerwałaś zupełnie związek małżeński! Ja każdej chwili mogę nie mieć żadnej kobiety, a ty masz zawsze i stale w sercu prócz mnie, a raczej zamiast mnie Jego!
I świat przyklaśnie temu mężowi, a na nią, biedną męczennicę i ofiarę, rzuci kamieniem potępienia, nieraz odsunie ją od towarzystwa, obrzuci błotem lub obmówi, męża zaś uzna za męczennika albo też wprawdzie może trochę za „wesołego ale z gruntu“ uczciwego i porządnego człowieka. Takich przykładów mamy tysiące. Nie przeczę, że wskutek budowy, sposobu wychowania a nawet fizjologii, inną musi być etyka seksualna mężczyzny a kobiety i nigdy do tego dojść nie może, żeby kobiecie zawsze wszędzie i zupełnie tosamo wolno było robić co mężczyźnie, to jednak bądźmy choć trochę sprawiedliwi w podobnych wypadkach. Nim rzucimy kamieniem potępienia, zbadajmy dokładnie sytuację, wysłuchajmy obie strony, a nie wydawajmy kategorycznego wyroku przychodząc do rozprawy ze z góry przesądzonem zdaniem!
Pierwszą próbę pod tym względem uczyniła Rumunia, wprowadzając nową ustawę, w myśl której nie będzie wolno mężczyznom igrać bezkarnie ze sercem kobiety. Wszystkim małżonkom, a więc tak samo i żonom, gdyż ustawa traktuje taksamo obie płci, którzy opuszczają złośliwie ognisko domowe, grozi kara aresztu od trzech miesięcy do jednego roku. Ujmuje też nowa ustawa w obronę przyrzeczenie małżeństwa i narzeczeństwo. Jeżeli narzeczony zrywa, wówczas panna, z którą był pierścionkiem zaręczony, ma prawo, o ile zechce, dopóty dodawać urzędowo do swego nazwiska nazwisko byłego narzeczonego, dopóki nie znajdzie innego mężczyzny, który ją formalnie poślubi. Jeżeli narzeczona porzucona została przez narzeczonego bez ważnego powodu z jej strony, ma również prawo wnieść skargę przeciwko narzeczonemu o niedotrzymanie obietnicy małżeńskiej. Również nowa ustawa karze za tak zwane asystowanie kobiecie bez poważnych zamiarów na przyszłość. Nieślubne dzieci mają prawo nosić nazwisko swego ojca, o ile ten został przez sąd za ojca uznany, przyczem ponosić on musi wszystkie koszta utrzymania i wykształcenia swego nieślubnego dziecka.
Może wpłynie to cośkolwiek w przyszłości na mężczyzn, by nie lekceważyli sobie kobiet i nie igrali z ich szczerem nieraz uczuciem.


Zwyczaje towarzyskie są wprawdzie wypływem kultury, lecz myliłby się ten, któryby sądził, że powstały one dopiero u ludów cywilizowanych. Spencer w swoich „Zasadach socjologji“ w sposób zbyt może realny, udowadnia, że wiele obecnych form towarzyskich nie jest niczem innem jak szczątkami różnych ceremonji u ludów dzikich. Ceremonje te w miarę kultury zaczynają znikać i upraszczać się i dlatego Spencer sądzi, że przyszłe pokolenia wyzbędą się zupełnie wszelkich niepotrzebnych ceremonjałów, godeł, tytułów, pozdrowień a nawet ukłonów.
Przejdźmy tu naprzykład kilka zwyczaji towarzyskich.
Przedewszystkiem pomówmy o powitaniu, gdyż jest ono najcharakterystyczniejsze.
Gesty i słowa powitania odnosi Spencer do zabytków uniżoności podwładnego do właściciela, niewolnika do pana, zwyciężonego do zwycięzcy. Naprzykład podawanie i wstrząsanie ręki odnosi on do prób całowania ręki, a więc podnoszenia jej ku ustom podwładnego, a opieraniu się temu przez opuszczenie ręki władcy.
Wyrazy: czołobitność, padam do nóg, ścielę się do stópek, kłaniam się uniżenie, pochodzą też z tych dawnych czasów, podobnie tytułowania w liście: jaśnie wielmożny panie, z szacunkiem, uniżony sługa i t. p.
Ukłon jest zmarniałą formą dawnego upadania na oblicze przed władcą, które zmieniło się najpierw w klękanie, potem pochylanie się ciałem, a w końcu samą tylko głową. Zwyczaj zdejmowania sukni przed zwierzchnikiem zmienił się w uchylanie szaty, a w końcu w zdejmowanie kapelusza przy ukłonie. U niektórych ludów przy wchodzeniu w dom gościnny nie zdejmuje się nakrycia głowy lecz obuwie (a jest to bezwarunkowo więcej hygieniczne jak zdejmowanie kapelusza).
Również słowa powitania mają swój dawny początek. W Egipcie przy powitaniu pytano się nawzajem: jak się pocisz i czy dobrze wymiotujesz? Mieszkańcy z nad Orinoko zapytują się znowu: jak z tobą poczęły sobie moskity? My dopytujemy się wzajemnie o zdrowie swoje i rodziny, przemysłowcy o powodzenie interesów, a chłop pozdrawia przy powitaniu Pana Boga. Prócz mowy, przy powitaniu wykonują ludzie rozmaite gesty, z których niektóre jak wąchanie i lizanie, przypominają przywitanie zwierząt.
Genezę pocałunku wyprowadza Spencer właśnie z tak prozaicznej rzeczy.
Przy powitaniu okazują ludzie swoje zadowolenie lub wzruszenie rozmaitymi sposobami, jak uśmiechem albo płaczem, okrzykami, uderzaniem się rękami po ciele, dotykaniem ręką okolicy serca, czoła lub zakładaniem rąk na piersi, co Spencer odnosi do pozycji niewolnika ze skrępowanymi przed władcą rękami.
Między Arabami uprzejmy zwierzchnik nie dozwala nieraz podwładnemu pocałować się w rękę, a wtedy ten, chcąc wyrazić swój szacunek, całuje się sam.
W Chinach w dzień ślubu winszuje się narzeczonej w ten sposób, że upada się przed nią na ziemię i uderzając głową mówi: winszuję pani — winszuję pani! Ona znów klęka i uderzając głową mówi: dziękuję panu — dziękuję panu!
Wiele form tak zwanej etykiety, zwłaszcza dworskiej, ma też swoją genezę z czasów barbarzyńskich.
Nasze formy towarzyskie są też niczem innem jak zanikowemi postaciami dawnych form. Odwiedzający naprzykład dawniej swego władcę, gdy go nie zastał lub widzieć nie mógł, składał w jego domu na pamiątkę coś ze swej broni lub inwentarza. Obecnie zastępuje to bilet wizytowy, ewentualnie cukry i kwiaty. Również z czasów rycerskich pozostała u nas tak zwana galanterja dla dam, cechująca się całowaniem ich w rękę przez mężczyzn przy powitaniu, ustępowania miejsca i okazywania wszędzie rzekomego szacunku. Są to wszystko przeważnie czysto czcze formy, a nieraz dla ironji pisze się list zatytułowany bardzo uniżenie i uniżenie podpisany, co nie przeszkadza, że treść jego może być nawet ubliżającą. Wobec nowoczesnego prądu równouprawnienia kobiet, wszystkie te przeżytki zaczynają powoli znikać, gdyż kobiety zrozumiały, że lepiej jest, gdy mężczyzna postępuje z nimi szczerze choć może mniej szarmancko, niż gdy udając pozornie galanterję, nieraz przytem je lekceważy.


O sympatji czy antypatji do poznanej osoby decyduje nieraz tak zwane pierwsze wrażenie, gdyż nieraz jest ono decydującem, bo jakkolwiek ocenia momentalnie, to jednak nieraz znacznie trafniej jak dłuższa obserwacja i znajomość, podobnie jak często szkic, rzucony przez malarza kilku kreskami oddaje więcej charakteru osoby jak długo studjowany portret.
Na czem właściwie polega owo momentalne odczuwanie?
Nie może ono polegać li tylko na doświadczeniu, bo odczuwają je nawet znacznie lepiej małe dzieci, garnąc się odrazu do pewnych osób lub też na odwrót instynktownie się ich bojąc. Nie mogą odgrywać tu roli także zmysły, bo nieraz pierwsze wrażenie odnosi taksamo ślepy lub głuchy. Chodzi tu więc raczej może o jakieś intuicyjne odczuwanie, przy którem kto wie czy nerw sympatyczny nie odgrywa wielkiej roli.
Obrazowo przedstawić to sobie można w ten sposób, że każdy z nas jest jak gdyby instrumentem nastrojonym na pewien ton. Jeżeli poznamy jakąś osobę, wtedy musi ona wywołać w nas swoją istotą albo współbrzmienie tonu i akord sympatji, lub też na odwrót, wywołuje pewien dysonans i zgrzyt, cechujący się przykrem i odpychającem uczuciem, które zowiemy antypatją.
Owo pierwsze wrażenie przedewszystkiem jest zwykle nieomylne, a jeżeli nas zmyli, to zwykle tylko wtedy, gdy przy odbieraniu wrażenia po raz pierwszy, kierowaliśmy się nie czystem odczuciem, ale wrażeniem któregoś z naszych zmysłów lub rozumowaniem. Tak naprzykład poznaje ktoś pewną osobę w ten sposób, że najpierw słyszy z drugiego pokoju jej głos, a ten przypomina mu zaraz żywo głos inny dawniej mu znanej, a bardzo sympatycznej osoby. Przelewa więc przez to z głosu odrazu sympatję na nowo poznaną osobę, co przeszkadza już potem pierwszemu wrażeniu przy osobistem zetknięciu. Nieraz jednak później bliższe poznanie wykazuje, żeśmy się pomylili i dalsza analogja nowopoznanej osoby z dawno znaną nie da się przeprowadzić.
Rzadziej wydarza się odwrotnie, to jest, że pierwsze wrażenie jest ujemne, natomiast bliższe poznanie zmysłowe i duchowe osoby wzbudza do niej sympatję i zaciera ślady pierwszego wrażenia. Lecz i wtedy, nieraz po latach nawet, okazuje się, że jednak pierwsze wrażenie było trafne, zrażamy się powoli do owej osoby i twierdzimy, że nas zawiodła lub cały czas się maskowała.
Poznanie drugiego człowieka nie jest też tem lepsze i pewniejsze im go dłużej znamy, owszem, nieraz przez bliższe stykanie się zatracamy nawet zdolność krytycznej oceny danego osobnika przyzwyczajając się i dostosowując do niego, a nieraz dając mu się suggestjonować.
Każde poznanie nowości polega na złączeniu nowego z tem co już w nas jest. W ten sposób naprzykład wykrywamy podobieństwo u ludzi. Często podobieństwo to jest złudne i dwie osoby wydają nam się podobnemi, gdy widzimy każdą z osobna, natomiast gdy zobaczymy je obie naraz, wtedy przekonywujemy się, że się myliliśmy, podobieństwa wielkiego niema, a jedna z nich jest dla nas sympatyczniejszą jak druga. Niektórzy twierdzą, że typów ludzkich jest wogóle nie wiele i dlatego każdy poznany człowiek przypominać nam musi kogoś już znanego i to jeżeli nie z twarzy, to przynajmniej z gestów, głosu, ruchów i t. p.
Jak mówiliśmy, każde poznanie nowości, polega na złączeniu nowego z tem co już w nas jest. Gdy złączenie to jest łatwe, doznajemy miłego uczucia, gdy jest trudne to sprawia nam to przykrość. Gdy nowości z niczem znanem połączyć nie możemy, wtedy rzecz wydaje nam się zupełnie obcą, a człowiek oryginalnym. Dodać tu jednak musimy, że są czasem nieszczęśliwi ludzie, którzy ciągle robią na innych niesympatyczne wrażenie, choć w gruncie rzeczy są sympatyczni i szlachetni, ale mają w sobie coś, co ludzi odpycha i dopiero z czasem trzeba się do nich przyzwyczaić.
Pierwszem wrażeniem kierują się przedewszystkiem zawsze kobiety, rzadziej mężczyźni, niestety jednak kobiety często to pierwsze wrażenie łączą z drobnostkami i dlatego rychło się potem do mężczyzn zrażać mogą. Natomiast u mężczyzn pierwsze wrażenie oparte jest zwykle na głębszej intuicji i dlatego nie myli.
Na tem pierwszem wrażeniu polega też miłość „od pierwszego“ widzenia. Bywa ona nieraz gwałtowną i silną, ale też nie rzadko opiera się ona nie na prawdziwej intuicji, lecz na tem, że dołączamy tu wspomnianą powyżej analogję nowo poznanego osobnika, do kogoś nam przedtem znanego i z tego też powodu ocena ta może być jak mówiliśmy fałszywą.
Dlatego też nie brak w życiu przykładów, że wybuchowo powstała od pierwszego widzenia miłość również rychło może się skończyć a nawet przerodzić w nienawiść lub wstręt, opartą bowiem ona była nie na prawdziwem pierwszem wrażeniu lecz fałszywych podświadomych przesłankach.


Panuje dotąd na świecie zupełnie mylne przekonanie, że dobranie się mężczyzny z kobietą ma miejsce wówczas, gdy tak pod względem fizycznym jak duchowym odpowiadają sobie zupełnie to znaczy, gdy są jednacy. Tymczasem doświadczenie życiowe uczy nas zupełnie czego innego. Przedewszystkiem widzimy, że osoby najbardziej do nas podobne usposobieniem, charakterem, a nawet fizycznie, są dla nas mniej sympatyczne, bo gniewa nas to, że mają w sobie coś, co tylko do nas należeć powinno.
Natura mężczyzny a kobiety jest zasadniczo różną i to właśnie stanowi urok płci jednej względem drugiej. Kobiety cenią naprzykład u mężczyzn to, czego same nie posiadają, a więc: stanowczość, odwagę, męskość, a przedewszystkiem dyskrecję. Mężczyźni znów szukają u kobiet tak zwanej kobiecości, delikatności, subtelności, a nawet ma dla nich urok: brak stanowczości, zmienność i kapryśność.
Dlatego też Bernard de Saint Pierre powiedział: Prawdziwa miłość powstaje z przeciwieństw... O ile są one większe, tem miłość jest silniejszą!
Schopenhauer twierdzi: Każda jednostka wymaga od drugiej ukochanej przedewszystkiem tego, czego sama niema, lub tego, co jest jej przeciwieństwem, ludzie tacy sami znudzą się w małżeństwie szybko, a żyć mogą razem chyba tylko wtedy, gdy łączy ich jakiś wspólny cel, myśl lub interes.
Tego samego zdania byli: Prosper Lucas, Aleksander Walker, Mantegazza, Allen Grant i inni. Podług statystyki Alfonsa de Candolles w Szwajcarji, Belgji i północnych Niemczech, najczęściej zawierają małżeństwa osobnicy o różnej barwie oczu i włosów i związki te są najpłodniejsze. Podobnego zdania jest też Quetellet.
Natomiast rzadko zakochać się mogą w sobie ludzie wychowani w takich samych warunkach, naprzykład gdy się od dziecka razem ze sobą wychowywali.
Tem prawem kontrastu tłumaczymy sobie ten dziwny fakt, że mężczyznom o atletycznej budowie ciała podobają się kobiety wątłe i drobne, bruneci lubują się w blondynkach, flegmatycy szukają kobiet żywych, a wielcy myśliciele i uczeni posiadają żony prozaiczne i mało wykształcone.
Słusznie mówi francuskie przysłowie: Les extrèmes se touchent.
Z tych też powodów wielu badaczy jest zdania, że nigdy nie powinni zawierać ze sobą małżeństw ludzie tego samego fachu (naprzykład lekarz z lekarką, nauczyciel z nauczycielką), gdyż mając ciągle te same myśli i cele, prędko znudzą się sobie, natomiast w razie odmiennych zajęć wyłaniają się co chwila nowe tematy i dyskusje, jakoteż interesowanie się drugim osobnikiem, o ile naturalnie istnieje wspólna platforma, którą jest miłość, przywiązanie, wzajemny szacunek i pociąg fizyczny.
To prawo kontrastu tłumaczy nam, dlaczego małżonkowi lub żonie spodoba się nagle człowiek szpetny, ordynarny, źle wychowany lub wyuzdany — widzi tu bowiem w nim coś zupełnie przeciwnego od swej drugiej połowy, która mimo zalet jej nie odpowiada. Wyzyskują to umiejętnie zawodowi uwodziciele żon, studjują więc najpierw dokładnie męża „nie zrozumiałej żony“, a potem postępują i wydają się zupełnie przeciwnymi jak mąż, aż dojdą do tego, że żona ich zrozumie. A kobieta nieraz w mężu, z którym nie sympatyzuje, widzi wszystko w innem świetle. Elegancje tegoż uważa za próżność, grzeczność za przesadę i pokrywanie swych błędów, delikatność za brak energji, subtelność za pedanterję, uczciwość za safandulstwo. Mężów znów mającym skromne żony podobają się wyuzdane kobiety. U mężczyzn występuje jeszcze jeden ciekawy moment. Z czasem mimo, że pokochał kontrastowo kobietę, przyzwyczaja się do niej i potem zaczyna na nim robić wrażenie typ znowu od niej różny.
W małżeństwach dlatego spotykamy następujące typy:
1. Mąż satrapa, żona zrezygnowana potulna zajmująca się domem i dziećmi.
2. Mąż usposobieniem kobiecem „pod pantoflem“, żona rządzi wszystkiem.
Co zaś do wyglądu i stosunków rodzinnych to spotykamy znowu takie kombinacje:
1. Żona z dobrego domu — mąż z niższej sfery, który wybił się na stanowisko.
2. Żona bardzo piękna — mąż niepozorny i brzydki lecz dobrze sytuowany.
3. Mąż zdrowy i silny — żona ciągle choruje (ewentualnie histeryczka).
4. Mąż słabego zdrowia lub cierpiący na ciężką chorobę — żona zdrowa poświęca się przy nim i pielęgnuje go.
Podług Weiningera każdy z nas składa się tak psychicznie jak i fizycznie z cech męskich i żeńskich, z których u normalnego osobnika cechy odpowiadające jego płci powinny być w przewadze (mniejwięcej 75%).
Dobranie więc w małżeństwie polegać będzie na tem, że osobnik mający tyle a tyle procent cech męskich, dobierze się z kobietą mającą odpowiednią ilość cech żeńskich. Przewaga cech nie jest wcale ściśle związana z daną płcią i nawet normalnie zbudowany mężczyzna może mieć w sobie przewagę cech kobiecych, czyli mieć, jak mówimy, naturę kobiecą i odwrotnie.
Dowiedziono również (Kretschmer), że cechy charakteru łączą się często ściśle z budową i konstytucją ciała, a ponieważ jak wykazaliśmy, fizycznie podobają się sobie typy odmienne, nic dziwnego, że działać muszą na siebie i odmienne charaktery.
Ta „odmienność“ nie wyklucza jednak zupełnie dobrania seksualnego, owszem raczej silniej je nawiązuje i łączy właśnie ową rozbieżność psychiczną.
Niestety w życiu spotykamy często pary nie dobrane, mimo tego, że gdy się taka para spotkała, zdawało im się, że są „stworzeni dla siebie“. Jedno odgadywało myśl drugiego, na wszystko patrzeli pod jednym kątem widzenia, zgadzali się i twierdzili, że są z tego samego spiżu odlani.
Ale właśnie brakło przeciwieństw pomiędzy nimi, bo byli do siebie podobni tak jak dwie gładkie powierzchnie, które wprawdzie pozornie przylegają odrazu bardzo do siebie, ale przy lada potrąceniu łatwo się odsuną. A inni znów mimo tego, że ludzie twierdzili: przecież wy zupełnie do siebie „nie pasujecie“, połączyli ściśle dusze ze sobą, podobnie jak dwie zazębione powierzchnie, których wypukłość jednej wchodzi w odpowiednie zagłębienie drugiej.
Trzeba może nieco czasu i pracy, a nawet cierpliwości by te powierzchnie do siebie dokładnie się dopasowały, ale zato potem będą one przylegać od siebie tak ściśle i trwale, że nic prócz śmierci rozłączyć ich nie może.

∗                  ∗

Przysłowie mówi, że małżeństwo jest zbiorem wzajemnych ustępstw — jest to święta prawda z tą tylko może odmianą, że w życiu ustępstwa te ponosi stale zwykle tylko jedna strona, choć drugiej ciągle się zdaje, że to ona właśnie jest tą ustępliwą i łatwą w pożyciu.
W świecie zwierzęcym, u ludów dzikich, jakoteż w prostej sferze, stroną ustępującą jest zwykle płeć żeńska.
W sferach wyższych wprawdzie pozornie często ulega żona jako słabsza, ale zato nie mogąc w otwartej walce pokonać mężczyzny używa do tego rozmaitych podstępów i sposobów, naprzykład choroby (o czem mówić będziemy w innem miejscu), aby dopiąć swego celu.
Kobiety zarzucają często mężczyznom, że ci w wyborze swoim są mało wybredni i potrafi na nich zadziałać nawet prosta nieinteligentna dziewczyna.
Tymczasem i u kobiet coś podobnego często ma miejsce, bo działa tu właśnie prawo kontrastu. Nie rzadko naprzykład kobieta bardzo inteligentna, a nawet uczona, znajduje przyjemność w towarzystwie głupiego wprost mężczyzny, nawet nie mogącego zadziałać na nią swą męskością. Wiadomą jest rzeczą, że żony wielkich i sławnych ludzi tyranizują wprost swych mężów w domu, mając dziwną wprost przyjemność w poniżaniu takowych i wynajdowaniu w nich słabych stron, w porównaniu z czcią, poważaniem, i szacunkiem, jakim cieszą się oni między resztą ludzi.



(Opowiadanie kolegi)

W miasteczku X, gdzie praktykowałem od kilku lat, cieszyłem się wielkiem powodzeniem, a mając ukochaną młodą żonę i dwoje cudnych dzieci, nie zaznałem prawie nigdy zmartwienia.
Razu pewnego wracałem późno od chorego i cieszyłem się, że za chwilę ujrzę swój miły domek przeglądający przez bukiety, bzów i jaśminów, zobaczę różowe światło w oknach naszego salonu, uścisnę swą drogą żoneczkę, przywitam się serdecznie z dziećmi i wśród miłego gwaru zasiądę do stołu. Lecz choć zbliżyłem się już bardzo do domu, nie ujrzałem oczekiwanego światła, tylko domek majaczył swą białością pomiędzy krzewami. Zajechałem przed ganek i odrazu uderzyła mnie jakaś cisza. Jakby w przeczuciu złego wszedłem cicho do sieni, gdzie zaraz zjawiła się służąca mówiąc stłumionym i drżącym głosem:
— Proszę pana doktora, z naszą panią coś niedobrego się dzieje!
Zrzuciłem prędko palto i wbiegłem do sypialni. Mimo słabego światełka świecy uderzyła mnie odrazu dziwna bladość twarzy mej żony. Przywitałem ją tak jak zwykle czule, ona jednak lekko tylko do mnie się uśmiechnęła. Zaraz lekarz zaczął brać u mnie górę, zacząłem ją badać, wypytywać i dotknąłem pulsu... drgnąłem z przerażenia, puls był słaby, drobny, ledwo wyczuwalny! Nie było mi teraz tajnem, że stan mojej drogiej żony jest bardzo groźnym, że chodzi o krwotok wewnętrzny, prawdopodobnie z ciąży pozamacicznej i że natychmiastowa operacja jest konieczną. Poszedłem szybko do telefonu, lecz niestety kolegi do którego miałem zaufanie jako do dobrego operatora, nie było w domu, bo wyjechał właśnie do chorego.
Przewozić żony w takim stanie nie mogłem, nie było też czasu na wołanie specjalisty ze stolicy, a dalsze czekanie groziło śmiercią... cóż więc robić?
Ukryłem twarz w dłoniach, zimny pot pokrył mi czoło, lecz nagle jakiś głos wewnętrzny powiedział:
— Jesteś przecież lekarzem, dobrym operatorem, sam musisz ją ratować... operuj!
Powróciłem do żony i w formie tkliwej lecz stanowczej przedstawiłem całą sprawę.
Ona zapytała cicho:
— Czy tak być musi, Janku?
— Tak, dziecino, innej rady niema.
— A kto mnie będzie operował?
Drgnąłem — ja, Stefo moja. Witowski wyjechał, a żaden kolega tego tutaj nie potrafi.
— Ty! — Chwilkę zrobiła pauzę. — Ach to bardzo dobrze, ja ci tak ufam, Janku, wszyscy cię tak chwalą jako znakomitego lekarza, wiem, że z całych sił pragniesz mego zdrowia, więc dołożysz takich starań, jak nikt inny, by operację dobrze wykonać, bym rychło przyszła do zdrowia — nie zwlekaj zatem, ja ci ufam zupełnie.
Poszedłem automatycznie do telefonu i poprosiłem dwóch kolegów do asysty. Przygotowując wszystko w gabinecie, myślałem ciągle, czy znajdę jednak na tyle zimnej krwi i siły, by dokonać operacji na najdroższej mi istocie i to jeszcze operacji ciężkiej, niebezpiecznej, której już dawno nie wykonywałem i to jeszcze operując w złych dla aseptyki warunkach.
Lecz znowu jakiś głos rzekł mi stanowczo: jesteś lekarzem, chodzi tu o życie ludzkie, rób co do ciebie należy!
Zjawili się koledzy, zbadawszy potwierdzili moje rozpoznanie i zgodzili się, że tylko natychmiastowa operacja może żonę uratować, przyczem jednak widziałem na ich twarzy pewne zakłopotanie czy zadziwienie.
Stanowczym krokiem poszedłem do sypialni, całowałem żonę długo, gorąco, wziąłem w ramiona i podniosłem z łóżka. Ona otuliła mnie swojemi ramionami, przycisnęła chłodne usteczka do twarzy i szepnęła mi w ucho:
— Janku, ja się nic nie boję, ja ci ufam, ja ci wierzę!
Ułożyliśmy ją na stole, a kolega rozpoczął narkozę...
Nagle poczułem w sobie przypływ energji, wyprostowałem się, zbudził się we mnie pewny siebie, zimny operator i stanowczym głosem rzekłem do asystującego kolegi: proszę o nóż...
Właśnie miałem prowadzić cięcie na jej białem ciele, gdy nagle przeszedł mnie jakiś dreszcz, a tu do tego asystujący kolega odezwał się jeszcze nie w porę: podziwiam kolegę, że ma odwagę operować swoją własną żonę!
— Teraz nie pora o tem rozprawiać — rzekłem twardym głosem, i ręką już całkiem pewną i stanowczą poprowadziłem cięcie.
Z jamy brzusznej buchnęła zaraz krew i była chwila, że znowu zwątpiłem w siebie, czy dam sobie rady, czy opanuję krwotok i zorjentuję się w sytuacji... lecz właśnie kolega narkotyzujący odjął na chwilę maskę, by zbadać źrenicę i ujrzałem wtedy jej bladą twarzyczkę jakoś dziwnie słodko we śnie uśmiechniętą.
Janku — ja ci tak wierzę! — zaszumiało mi w głowie...
I znowu sprężyłem się jak stal, opanowałem krwotok i z zimną krwią wyjąłem płód, moje własne dziecię, na zewnątrz. Szybko i zręcznie dokończyłem operacji — żona moja była uratowaną.
Obandażowałem ją sam, zaniosłem na łóżko i siadłszy przy niej, czekałem aż się obudzi z narkozy.
I znowu odezwał się we mnie mąż — poczułem się dziwnie osłabiony i bezwładny, zupełnie wyczerpany patrzyłem w jej bladą twarzyczkę, a ręce mi tak drżały, że nie mogąc wyczuć pulsu, poprosiłem jednego z kolegów, który właśnie się żegnał, by to za mnie uczynił.
— Wcale dobry, panie kolego, nie można go porównać z tym, jaki był przedtem, gratuluję koledze wspaniałej operacji. — Odszedł, zostałem sam.
I zjawiła się we mnie dopiero teraz reakcja, zaczęły mnie prześladować różne wątpliwości — czy dobrze zatamowałem krwotok, czy dobrze założyłem szwy, dziwiłem się, że się jeszcze nie budzi, byłem niespokojny, że spała...
A ona spała — szary świt zaczął wdzierać się do okna, a ja siedziałem wciąż wpatrzony w nią jak w tęczę. Pierwsze promienie wschodzącego słońca wpadły do pokoju i zadrgały złotą aureolą na jej ślicznych rozpuszczonych włosach. Po twarzy śpiącej przeszedł jakiś prąd ożywczy, otworzyła oczęta na półprzytomnym wzrokiem, patrząc uporczywie na mnie.
— Stefo! Moja droga Stefo! — mówiłem szeptem niemal, łkając, choć dobrze wiedziałem, że mnie jeszcze rozumieć nie może. Minęła znowu godzina, która wydawała mi się wiecznością — nagle otworzyła oczy, popatrzyła na mnie przytomnie i uśmiech, jakiś dziwny niebiański, okrasił jej twarzyczkę, ścisnęła mnie lekko za rękę i szepnęła:
— Luby mój, dziękuję ci — taka jestem szczęśliwa, nic mnie nie boli.
Zamknęła znów oczy, a ja nie mogąc już dłużej panować nad sobą, pobiegłem do drugiego pokoju, położyłem się na łóżko, wybuchnąłem płaczem, płaczem szczęścia i radości! Żona przychodziła szybko do zdrowia, a ja chodząc koło niej, balansowałem ciągle, raz jako troskliwy mąż, niepokojący się o każdą drobnostkę, to znowu jako lekarz, pewny siebie i swojej wiedzy.
Rozmawialiśmy często ze sobą, unikając jakoś bezwiednie tematu operacji, aż pewnego razu przeważyła w niej kobieca ciekawość i zapytała:
— Janku, ciągle podziwiać cię muszę, że miałeś jednak siłę i odwagę dokonać na mnie tak ciężkiej operacji, że nie zadrżała ci ręka, gdy miałeś otworzyć me ciało, powiedz mi, jak pogodziłeś w sobie te dwa uczucia i stany?
— Stefo, wierz mi, że to co przeszedłem, nie da się opisać. Innego wyjścia dla nas nie było, musiałem cię ratować sam. Było to z mej strony może szaleństwo, lecz miałem plan gotowy — gdybym był cię nie uratował i gdyby operacja się nie udała, nie byłabyś odeszła z tego świata sama, rewolwer miałem w pogotowiu...
— Nie mów tak, Janku, przecież ja ci wierzyłam, byłam pewna, że mnie uratujesz, żadnemu lekarzowi nie zawierzyłabym życia jak tobie i przyznam ci się — tu przysunęła się do mnie tkliwie — widziałam przed operacją ciągle w tobie tylko lekarza a nie męża. Wstyd mnie to powiedzieć — ale ile razy całowałeś mnie i drżałeś, to wątpiłam w ciebie i bałam się, lecz gdy stanąłeś nademną spokojnie, ze stanowczym błyskiem w oczach, rzekłeś stalowym głosem do lekarza: proszę zaczynać narkozę, wzbudziłeś we mnie takie zaufanie i pewność, że zasnęłam spokojnie i z uśmiechem na ustach. Gdy się obudziłam, to znowu zaczęłam być trochę niespokojną, bo byłeś znowu zdenerwowany, drżący i niepewny siebie. Lecz zaraz, skoro się tylko na coś poskarżyłam, to budził się w tobie zimny i stanowczy operator, a gdy mówiłeś do mnie twardym głosem: proszę leżeć spokojnie, nie wolno się poruszać, zaręczam Ci, że wszystko jest w porządku, to słowa twe były dla mnie milsze niż słodkie słowa pieszczoty, z którymi się zwracałeś jako mąż...
Wtedy zrozumiałem dopiero, jak mylnie nieraz publiczność ocenia tak zwane „serce“ u lekarza. Co chwila przecież się mówi: ach, lekarze zobojętniają się na wszystko, żaden z nich niema serca!
Wszak tu moja własna żona dała najlepszy dowód, jak się na tę sprawę tego serca u lekarzy zapatrywać należy. Wierzyła mi wtedy, gdy byłem lekarzem, gdy mówiłem do niej stanowczo, a czasem i ostro, nie wzbudzał zaś w niej żadnego zaufania człowiek drżący i kochający, gdy szedł ku niej z gorącem sercem!
Ileż to razy idziemy do chorych z tem gorącem sercem i współczuciem, kryć to jednak musimy pod maską powagi, stanowczości, a nawet humoru, musimy sugestjonować chorego i siebie tym pozornym brakiem serca, bo tego dobro chorego koniecznie wymaga!


W świecie zwierzęcym obserwujemy często typowe objawy sympatji a nie rzadko i antypatji. Te ostatnie objawiają się wstrętem, przy którym ulegają niemiłemu podrażnieniu zmysły, zwłaszcza węchowy, smakowy i dotykowy.
Pszczoła naprzykład nie znosi woni potu końskiego, koń znowu wielbłąda a byk i indyk koloru czerwonego. Antypatja i wstręt dziedziczone są często drogą instynktu, tak naprzykład kota do myszy i szczurów i t. p. Również i u ludzi spotykamy podobne wstręty naprzykład do gadów, myszy, karakonów i t. p. Do wstrętu dołącza się często nieuzasadniony strach, wywołujący wybitne objawy naczynioruchowe, jak strach, bicie serca i t. p. Uczucie wstrętu może dotyczyć także potraw, a zowiemy to idjosynkrazją. Wiele osób naprzykład nie znosi poziomek, raków, nawet mleka, jaj i rozmaitych leków przez innych często używanych. Idjosynkrazja odnosić się może i do soków i wydzielin jednego organizmu względem drugiego, zwłaszcza obcej rasy. Przekonaliśmy się o tem przy rozmaitych przeszczepieniach, czyli transplantacjach i przelewaniach krwi. Wiemy naprzykład obecnie, że ludzi podzielić możemy ze względu na ich krew na cztery grupy, z których jedna może być przelaną innym, druga może otrzymywać wszystkie, podczas gdy reszta, w razie gdy krew przelejemy niestosownemu osobnikowi, wywołać może groźne, nawet śmiertelne następstwa. Słowa powyższe odnoszą się do antypatji niejako fizycznej. U ludzi jednak często spotykamy sympatje lub antypatje, które pozornie robią wrażenie zupełnie bezpodstawne, względnie bez żadnego tła fizjologicznego, tak, że odnosi się je do jakiegoś intuicyjnego wyczuwania. Niektórzy są zdania, że w wyczuwaniu tem odgrywa główną rolę tak zwany system nerwów sympatycznych (stąd jego nazwa), który kieruje wszystkimi nieświadomymi w nas funkcjami narządów wewnętrznych.
Każdy zrobił już zapewne doświadczenie, że często czujemy do osób, które dopiero co poznaliśmy, albo nawet do nieznanych, odrazu sympatję lub antypatję. Ciekawą jest rzeczą, że odczucie to, podobnie jak inne instynkta, rzadko się myli i nieraz trafniej oceniamy niem drugą osobę, jak przez dłuższe z nią obcowanie.
Na pograniczu antypatji fizycznej i duchowej stoi antypatja i wstręt płciowy do osobników niemiłych, starych lub innego gatunku. Wyższe, to znaczy czysto duchowe formy sympatji lub antypatji, występować mogą albo nagle, jak wspominaliśmy powyżej, lub też zwolna drogą krystalizacji analitycznej lub co rzadziej syntetycznej.
Sympatje do osób płci przeciwnej odczuwamy wtedy, gdy są one, jak się wyrażamy „w naszym typie“, to jest, przypominają nam czemkolwiek pewien ideał, który każdy, nieraz nieświadomie, nosi w sobie. Kobiety kierują się zwykle w życiu właśnie owem intuicyjnem wyczuwaniem, podczas gdy mężczyźni (abstrahujemy tu od podniecenia zmysłowego) potrzebują na to pewnego czasu.
Niestety jednak u wielu kobiet ten wyśniony ideał nie jest skrystalizowany, a że zwracają one uwagę bardzo często na drobnostki, nic dziwnego, że się rozczarowują a raczej szukały czegoś, nie mając jednak same wyobrażenia jak to wygląda. Bo tak sympatja jak i antypatja może się odnosić nie zawsze do całej osoby ale też do pewnej tegoż części, czy sfery duchowej. Niejednokrotnie też widzimy, że kobieta zakochała się w mężczyźnie dlatego, że uczynił na niej wrażenie jego piękny głos, innej wystarczyło już głębokie spojrzenie oczu albo piękna postawa. Cóż wobec tego dziwnego, że kobiety takie potem się rozczarowują, bo poza tem szczegółem osobnik ten może być dla nich poprostu antypatycznym. Dotychczasowe wychowanie kobiet, kiedy panny prosto z klasztoru wchodziły w świat albo nawet wychodziły zamąż, było przyczyną, że zakochiwały się one nieraz w pierwszym lepszym spotkanym mężczyźnie, który na nich nieraz jakąś drobnostką uczynił wrażenie.
Obecny ruch kobiecy i swobodniejsze zachowanie się obu płci względem siebie, dozwala kobiecie poznać lepiej typy męskie, z których przy wolnym wyborze może wyszukać sobie najodpowiedniejszy.
Jeżeli antypatja początkowa jest fałszywą, to jest opiera się nie na prawdziwem intuicyjnem wyczuciu, i powstała przez przeniesienie pewnego niemiłego szczegółu z innej niesympatycznej nam osoby na poznaną, wtedy nieraz z czasem może się zmienić, bo bliższe poznanie danej osoby wykaże, że jednak pomyliliśmy się, bo u danego osobnika znajdujemy sympatyczne dla nas zalety, a szczegół, który nas z początku zraził, jest wyjątkiem.
Antypatja, jak mówiliśmy, może powstać i zwolna. Z początku zarysowuje się ona uczuciem obojętności lub pewnej niechęci a przez obserwacje i dołączanie do niej ujemnych sądów o danej osobie przechodzi przez stadjum zrażania się, przeradzając się w końcu w typową antypatję. U kobiet najczęstszą jest antypatja, jak mówiliśmy, od pierwszego wejrzenia, przyczem nieraz kierują się one jakimś drobnym szczegółem i z tego powodu częściej jak mężczyźni potem potrafią swoją antypatję zmienić w sympatję. Na odwrót znów nie rzadko kobieta swoją początkową sympatję do danego mężczyzny przez dłuższe z nim obcowanie zmienia w antypatję, przechodząc przez wspomniane stadjum zrażania się, co typowo obserwuje się w wielu małżeństwach. Kobietę zrazić może mężczyzna taksamo łatwo, jak ją przedtem pozyskał, wystarczy tu nieraz jedno słowo, jeden gest, jedno brutalne zachowanie się!


Kwestją dla każdej kobiety bardzo doniosłej wagi jest jej pierwszy gorący pocałunek z obcym mężczyzną. Może wywołam na niejednych ustach uśmiech ironiczny, gdy powiem, że nieraz pierwszy gorący pocałunek u kobiety zmienia ją psychicznie niemniej jak fizyczna utrata niewinności, a nawet jestem zdania, że kobieta, oddając usta w namiętnym pocałunku mężczyźnie, przestaje być właściwie moralnie niewinną, ten pocałunek nieraz ją gubi, załamuje jej energję, osłabia odporność lub czyni z niej pół-dziewicę.
Nie nadarmo też mężczyzna szuka przedewszystkiem ust kobiety, a kobieta broni się nieraz przeciw temu z całych sił, bo wie że, zwłaszcza gdy ma duży temperament, podawszy usta mężczyźnie, słabnie, oddając się mu na jego łaskę i niełaskę.
Pocałunek, a raczej oddawanie tegoż, jest też bardzo pewnym kamieniem probierczym temperamentu kobiety. Kobiety zimne naprzykład nie lubią się wogóle całować, a jeżeli to czynią, to zaciskają przytem zwykle i tak już wąskie swoje wargi, a to w odruchowym celu, by jak najmniejszą powierzchnią delikatnej i zasobnej w nerwy błony śluzowej warg dotknąć ust partnera. Inaczej rzecz się przedstawia u kobiety namiętnej. Już fizjognomistyka uczy nas, że grube czy mięsiste wargi dowodzą zmysłowości i kobiety takie starają się jak największą powierzchnią ust zagłębić się w pocałunku z mężczyzną, przyczem nieraz pocałowane niespodzianie, muszą pocałunek oddać odruchowo i podświadomie, a nawet czynią to pocałowane we śnie.
Gorący pocałunek budzi nieraz kobietę z uśpienia erotycznego, wstrząsa całym jej organizmem i rozlewa się ognistą falą po całem ciele, dlatego też kobieta z temperamentem nie lubi się całować z drogim mężczyzną dla żartu lub przy świadkach. Przeciwnie zaś kobiety, które przy byle jakiej sposobności i okazji chętnie się całują, są może bardzo miłe, żywe, ale... temperamentu zmysłowego nie mają.
W kobiecie bowiem należy zasadniczo odróżnić temperament w usposobieniu od temperamentu zmysłowego. Pierwszy cechuje kobietę zwykle żywą, wesołą nieraz trzpiota, drugi zaś spotyka się na odwrót częściej u kobiet poważnych, zamyślonych i zamkniętych w sobie. Kobiety takie są jak gdyby nie czynnemi na razie wulkanami, które jednak w pewnej chwili wybuchają siłą żywiołową.
Jak mówiłem, pocałunek dla kobiety z mężczyzną sympatycznym lub ukochanym jest bardzo doniosłą dla niej rzeczą. Zaczyna on miłość i nieraz ją kończy, pozostając jeszcze często, mimo tego, że porywy zmysłowe już zgasły, pod postacią serdecznego i czułego pieszczenia ukochanego mężczyzny, choćby nawet tenże zupełnie dla kobiety ostygł. Wtedy naturalnie pocałunek ten jest wyrazem czysto idealnego wylewu uczucia, podobnie jak pocałunek matki, złożony na ustach swego drogiego dziecięcia.
Niestety w życiu, podobnie jak z wielu ważnych rzeczy i z pocałunku robi się rzecz banalną. Mężczyźni, przyzwyczajeni już do gorących pieszczot, uważają pocałunek za rzecz miłą, nie przykładając jednak do niego większej wagi i nie znają reakcji duszy kobiecej w pocałunku, o której wyżej wspomnieliśmy i dziwią się, że kobiety tak się przed nim bronią.
Niestety dużo nowoczesnych panien uczyniło również z tego cudownego misterjum miłości rzecz powszednią i w rozmowach swoich zapytuje jedna drugą: ile razy się już całowałaś, czy ci było miło, a czy on dobrze umie całować? i t. d.
W związku z tem spotykamy też terminy używane przez mężczyzn: wycałowana panna, tę można pocałować lub wycałować, ta się nie umie całować, a na tamtej pocałunek już nie robi wrażenia.

Jak z jednej strony pocałunek nie jest funkcją czysto ludzką (u zwierząt bowiem, naprzykład u małp istnieje, a u innych zastępuje go lizanie językiem), tak znowu u pewnych ludów nieznany jest on pod naszą formą, lecz zastępuje go dotykanie drugiego osobnika ręką po twarzy, posyłanie takowego od ust ręką drugiemu osobnikowi, ocieranie się nosami, obwąchiwanie i cmokanie i t. p.
W gwałtownym pocałunku mogą brać udział i inne organy jamy ustnej, jak zęby i język. Zwłaszcza kąsanie w chwili roznamiętnienia towarzyszy nieraz pocałunkom, będąc niejako zaczątkiem sadyzmu. Pewną też odmianą pocałunku jest ssanie ust czy skóry danego osobnika, wywołujące nieraz u kobiet zasinienia, które na szyi są widoczne i później kobietę żenujące.
Pocałunek znalazł obecnie groźnego wroga w higjenie, która udowodniła, że wiele chorób, a zwłaszcza tak groźne jak syfilis i gruźlica przenoszone być mogą drogą całowania. Wiele wypadków gruźlicy dzieci pochodzi właśnie z tego, że matki gruźlicze całują swe dzieci, zarażają je zarazem tą straszną chorobą. Badania przeprowadzone w paryskiej Sorbonie wykazały, że przez pocałunek przenosi jeden osobnik na drugiego przeszło 200 tysięcy bakterji i zawiązała się z tego powodu tam „Liga zwalczania pocałunków“.


Odpowiedź na pytanie, czem kobieta działa na mężczyznę, nie jest tak łatwą, a raczej nie można na nią odpowiedzieć jednem tylko zdaniem.
Przedewszystkiem, jakto już w kilku miejscach wspominamy, wielką rolę odgrywa tutaj moda i zwyczaje danego narodu czy społeczeństwa. U jednych ludów za piękną uchodzi kobieta szczupła, u innych znowu bardzo tęga. Dalej pamiętać o tem musimy, że gusta zmieniają się z wiekiem i jakkolwiek wielu mężczyzn ma swój wyrobiony typ kobiety, który mu się podoba, to jednak mimo to upodobania jego zmieniają się z czasem.
Ogólnie jednak biorąc, możemy powiedzieć, że każdy mężczyzna chce widzieć w kobiecie albo matkę przyszłych jego dzieci albo też kochankę.
Szukając pierwszej, będzie zwracał uwagę przedewszystkiem na te duchowe i fizyczne strony, które do macierzyństwa koniecznie są potrzebne. A więc co do strony duchowej, to dobre wrażenie na nim zrobi kobieta łagodna, zrównoważona, gospodarna, nie mająca zupełnie w sobie żadnej kokieterji ani wyrafinowania, nie lubiąca jedynie zabaw i rozrywek, ze strony zaś fizycznej zwracać on będzie uwagę na jej zdrowie, dobry wygląd i budowę (piersi, miednica).
Inaczej zapatrywać się będzie na kobietę mężczyzna szukający w niej kochanki. Tutaj działać będzie na niego wielki temperament, wesołość, smukła wężowa budowa, a kwestje takie jak kaprysy, nerwowość i skłonność do zabaw, będą go więcej raczej podniecały.
W rozdziale o kokietierji wspominamy, że kobiety nieraz wyczuwają dokładnie z jakim mężczyzną mają do czynienia i czego on w kobiecie szuka, a nie mając żadnych zalet, udają je sztucznie.
Natury męskie więcej prymitywne, chcą znowu widzieć w kobiecie siłę roboczą i gospodynię, tu więc mężczyzna szukać będzie silnej budowy ciała i zdrowia.
Niestety obecna moda, która wyrobiła typ „chłopczycy“, chciała przemocą zmusić mężczyzn do tego, aby wbrew naturze podobało się im w kobietach coś perwersyjnego. „Garsonka“ ze swojemi krótkiemi włosami, szczupłą figurką (linią) i krótkiemi sukienkami ma przypominać podlotka, a mówiąc o przewrotnym popędzie płciowym i jego zboczeniach, wspominamy, że objaw ten zjawia się u ludzi starszych lub też przeżytych. Jakkolwiek i mężczyźni muszą być po części niewolnikami mody i jak słusznie powiada Maks Nordau, literatura i sztuka urabiają dopiero ludzi i ich gusta, to jednak tutaj mężczyźni okazali się konserwatystami, wobec czego na szczęście garsonka zaczyna się nieco modyfikować a raczej powoli wracać do form dawniejszych. Zaczynają więc panie powoli zapuszczać długie włosy, moda chudnięcia, nieraz szkodliwa nawet dla zdrowia[1], zdaje się, już zupełnie ustąpi, a i suknie zaczynają powoli przybierać swoją piękną powłóczystą formę, zwłaszcza, że są bardzo za tem wszystkie panie mające brzydkie nogi, a tych nie brak.
Na czem jednak polega właściwie wdzięk i urok kobiety?
Polega on przedewszystkiem na naturalności, to jest wydawaniu się taką, jaką się jest w rzeczywistości. Niestety wychowanie, moda i obecne stosunki towarzyskie nie dozwalają kobiecie być zawsze naturalną, często, zwłaszcza w salonie, musi ona być sztuczną, z czem wielu kobietom jest bardzo nie do twarzy. Naturalnie bardzo silnie działa także urok świeżości i młodości, a wdzięk odbija się w oczach, ruchach, uśmiechu i sposobie mówienia.
Wdzięk jest miłym a urok porywającym. O ile kobietę, mającą wdzięk, często lubimy, lub się w niej kochamy, o tyle kobieta posiadająca urok rzuca nas pod swe stopy. Wdzięk sprawna wrażenie estetyczne, urok więcej zmysłowe.

Z tych kilku uwag dojść musimy do wniosku, że jednak na tem polu istnieją pewne, że się tak wyrażę, prawa, którym podlegać muszą tak mężczyźni jak kobiety. Prawa te są niezmienne, a jakkolwiek wskutek chwilowej mody czy też deprawacji mogą one ulec pewnym odchyleniom, to jednak z czasem wrócić muszą do swoich naturalnych form.
I z tego też powodu powinny kobiety starać się, by nie odchylały się za bardzo od tych wszystkich zasad piękności i zalet, jakie im dała natura. Wtedy mogą być pewne, że i gust mężczyzn, ich upodobania, i w następstwie i postępowanie z kobietami będą szczere, prawdziwe i naturalne. Wszystko zaś co jest naturalne, jest zdrowe, piękne i trwałe. Wyrafinowanie zaś pod tym względem, jakoteż wynajdywanie nowych form piękna ciała i poprawianie natury, prowadzić musi zawsze do zniekształcenia tegoż, wyrabia w mężczyznach chwiejność w wyborze, zatracenia ideału piękna i typu, co zgubnie potem odbić się musi na wyborze kobiety i pożyciu małżeńskiem.



Ileż to pań obecnie wzdycha do „linji“, głodzi się, męczy, biega, poddaje nawet rozmaitym torturom, byle stracić jeszcze kilka kilo, bo jakże pasować może ich tusza do paziowskiej fryzury i krótkiej sukienki do kolan!
Dawne gorsety zastąpione zostały obecnie innemi narzędziami tortur kobiecych w postaci rozmaitych gumowych i nie gumowych pasów, robiących nieraz wrażenie zbroi rycerza średniowiecznego.
Niektóre panie wierzą znowu tylko w masaż, który, jak to dowcipnie i złośliwie powiedział specjalista od cierpień przemiany materji, profesor Dawid, na międzynarodowym kursie lekarzy w Karlsbadzie, wywołuje, sumiennie wykonany, o wiele częściej chudnięcie tego, który masuje, jak masowanego!
Czyż więc niema sposobu na schudnięcie?
Owszem, jest tych sposobów nawet wiele, ale o tak ważnym problemie dla organizmu, jak systematycznej utracie wagi, powinien decydować li tylko lekarz, a nie grono uroczych pań przy herbatce...
Nie każde tycie i nie każda otyłość jest na tem samem tle i te same ma przyczyny, wobec tego nie zawsze można jednakowo i szablonowo z otyłym postępować.
Są ludzie, którzy się głodzą a mimo to tyją, a inni znów jedzą masami, a są szczupli, co dowodzi, że tusza nie zależy w głównej mierze od ilości a nawet jakości potraw, ale przedewszystkiem od przemiany materji a zwłaszcza funkcji gruczołów o wydzielaniu wewnętrznem, o których niejednokrotnie w innych miejscach wspominamy. Gruczołów tych jest kilka i dlatego obecnie znamy też kilka przyczyn tycia, a temsamem i kilka sposobów leczenia tegoż.
Do wiadomości publicznej dostało się już jedno z tych twierdzeń, donoszące, że często przyczyną tycia jest niedostateczna funkcja gruczołu tarczykowego. Wobec tego zaczęły pacjentki bez wiedzy i kontroli lekarza używać pastylek z tego gruczołu (thyreoidynowe), nie mając pojęcia, że biorąc ten preparat nieoględnie, a często niepotrzebnie, wywołać mogą ciężkie schorzenia ustroju, a zwłaszcza zaburzenia sercowe, potem nieraz z trudnością usunąć się dające. Widzimy więc z tego, że absolutnie nie można podać jakichś ogólnych sposobów leczenia otyłości, któreby w każdym wypadku skutkowały, nie szkodząc przytem organizmowi.
U jednych głodówki, dnie sałatowe, mineralne, mleczne i t. p. robią znakomicie, innym zaś będą szkodzić. Jedna pani niepotrzebnie wstrzymuje się od płynów, a drugiej właśnie szkodzi to, że pije tylko mleko i wodę mineralną.
Trzeba przedewszystkiem udać się do lekarza, ten rozpozna właściwe źródło nienormalności (co można nawet po rozmaitych formach tycia i rozłożeniu tkanki tłuszczowej na ciele poznać), zbada dokładnie cały organizm i zastosuje odpowiednią, skuteczną, a nieszkodliwą kurację.
Samo się przez się rozumie, że wszelkie mechaniczne sposoby działają tylko chwilowo, poczem po okresie schudnięcia następuje nieraz odwrotna reakcja i pacjentka tyje jeszcze szybciej jak przedtem.
Nie potrzebuję chyba wobec tego zaznaczać, że używanie bez wiedzy lekarza rozmaitych tajemniczych środków, reklamowanych po pismach codziennych, nieraz przez zwykłych partaczy, jest wprost lekkomyślnością i pociągnąć może za sobą fatalne i nieobliczalne skutki.
Na szczęście dla kobiet zaczyna już mijać, jak wspominaliśmy, ta nieszczęśliwa moda sztucznej smukłości, zachodzi jednak obawa, żeby znowu na jej miejsce nie wystąpiła moda sztucznego tycia (co nie jest wykluczonem), gdyż u wielu ludów jedynie kobiety tęgie mają powodzenie i są poszukiwane!


Miłość nawet bardzo wielka zmienić się może czasem w nienawiść a tłumaczymy to sobie odruchem we wprost przeciwną stronę, przejściem jednego uczucia w drugie wprost przeciwne, co należy do częstych objawów psychologicznych, bo nieraz radość zmienia się w smutek, gniew w czułość i łagodność, a także wszelkie potrzeby fizjologiczne kontrastowo zostają zaspakajane.
Natomiast ciekawszym jest inny problem, mianowicie równoczesne pasowanie się ze sobą w człowieku miłości i nienawiści do drugiego osobnika.
Jednak ktoś powie: to niemożebne — jakżeż można równocześnie kochać i nienawidzieć?
Wszak miłość wyklucza chyba wszelkie ujemne uczucia względem osoby ukochanej?
A jednak tak być może i sprawę tę rozpatrzymy poniżej.
Miłość może być podmiotową, przedmiotową lub kombinacją obu. Kochać możemy kogoś dla siebie i w sobie, lub też kochać drugą osobę i poza sobą. Można więc kochać lub kochać się w kimś.
Jakaż jest różnica między temi uczuciami?
Kochając w samym sobie kogoś, kochamy go idealnie tak, że nawet kochać go będziemy choćby umarł. Jeżeli ktoś jednak niema przy tem wzajemności, lub co gorzej, osoba kochana nim pogardza, sprawia mu ciągle przykrość, albo nawet jego uczucia wyśmiewa, to wystąpić tu może wybitne rozdzielenie duchowego ideału, jaki mamy w sobie o owej istocie, od samej osoby, która przez to w pewnych chwilach może jako taka być dla nas przykrą i niemiłą. Kochamy właściwie wtedy sami swój typ ukochany, a osoba owa jest jakby tylko pomocnem narzędziem. Przychodzą wtedy chwile, że jasno zdajemy sobie sprawę, że osoba ta jest właściwie dla nas obcą, nie naszą, nie godną nieraz głębokiego uczucia i wtedy możemy jej nienawidzić jako czegoś, co jest przyczyną ciągłej naszej udręki, cierpień, rozgoryczeń i smutku.
I w takich chwilach przychodzą czasem straszne myśli kochającemu do głowy a z rozpaczy i w uniesieniu lub zazdrości może on nawet zabić ową istotę, by potem zaraz popaść w beznadziejną rozpacz i wić się z bólu u zimnych zwłok swej ofiary. Spinoza w swej etyce mówi słusznie: „Gdy ktoś zaczyna nienawidzić to co kochał głęboko, to nienawiść ta jest znacznie wtedy większą, jak do rzeczy przedtem dla niego obojętnej.“
Jak wspominaliśmy, może znów miłość odnosić się głównie tylko do drugiej osoby a w nas samych mieć tylko mały refleks. Ten rodzaj miłości ma podkład wybitnie zmysłowy i często po zaspokojeniu chwilowo przygasa.
Nie mają więc racji ci, co twierdzą, że każda miłość to zmysły, nie mają też racji ci, co dopatrują się w miłości tylko idealnego uczucia. Prawdziwa i głęboka miłość potrzebuje bowiem obu tych składników, to znaczy: trzeba kochać w sobie idealnie, a poza sobą zmysłowo.
Gdy cały gmach wybudowany z cudnych marzeń miłości runie, to w duszy powstaje pustka, która musi być czemś wypełniona. Rodzi się więc tęsknota i rozpacz zwolna się uspakajająca, albo też następuje gwałtowna reakcja w postaci żalu do danej istoty złączonego z nienawiścią. Miłość jest ślepą, kochamy często nie daną osobę, lecz nasz typ, a w zaślepieniu nie widzimy wad ukochanej istoty choć naokoło nas wszyscy nam o tem mówią. Zamykamy oczy na te wady, przyoblekając natomiast ukochaną istotę w cudowną szatę, utkaną z naszych własnych pragnień, marzeń i ideałów. Gdy jednak, jak mówiliśmy, gmach ten runie i przejdzie owo idealne zaślepienie, wtedy dopiero owe wady tej drugiej istoty stają nam przed oczyma, zaczynamy na nie patrzeć pod kontrastowo innym kątem widzenia. Wszystko to, co dawniej wydawało nam się pięknem, staje się wstrętnem, rzekome zalety odczuwamy jako wady, a to co nas przyciągało do danej istoty, obecnie odpycha i z miłości rodzi się nienawiść.


(Nowelka wyjęta z życia)

Jedna z moich znajomych opowiedziała mi następujące zdarzenie:
Moja przyjaciółka Zofia M. wpada raz do mnie dziwnie podniecona. „Wiesz, Maniu, musisz przyjść do mnie koniecznie na herbatkę po południu, bo przyjdzie Stanisław N., ów słynny uwodziciel kobiet, któremu podobno żadna oprzeć się nie może. Wiem, że jesteś zimna jak głaz, chciałabym więc koniecznie, byś ty przedewszystkiem zrobiła z nim próbę czy jest to prawdą co o nim mówią“...
Uśmiechnęłam się litościwie i rzekłam: owszem, chętnie przyjdę, ale czy ty nie uważasz, że już jesteś zasuggestjonowana sławą owego pana, jak mu tam N. czy inaczej na nazwisko?
— Czekam cię zatem w niedzielę, niby to nie wiesz jak się nazywa, a jednak dobrze powiedziałaś.
W niedzielę o 5-tej poszłam do Zosi. Ubrałam się jak zwykle skromnie, bo mnie stroje nie są w głowie. Zastałam już parę osób — panie były dziwnie podniecone i oczekiwały w naprężeniu przybycia owego słynnego pogromcy serc niewieścich, który zapewne dla wywołania większego efektu raczył się spóźniać.
Nareszcie o godzinie 6-tej przybył — spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać. Więc ten sobie zwykły pan, ani przystojny, ani nawet postawny, ma być owym słynnym Don Żuanem? Niemożebne!
Przywitał się ze wszystkimi skromnie, grzecznie, bez wyróżnienia kogoś, usiadł na najbliższem wolnem krześle i zaczął z jakimś panem rozmawiać spokojnie o Wystawie w Poznaniu.
Przeszliśmy do jadalni, a Zosia naturalnie posadziła go przy mnie przy stole. Ogromnie byłam ciekawa, o czem on zacznie ze mną mówić. Byłam pewna banalności i nie zawiodłam się.
— Pani zapewne nie oddawna w naszem mieście?
— Tak, a poczem pan to sądzi?
— Potem, proszę pani, że pani bierze cztery kawałki cukru do herbaty.
Także oryginalne spostrzeżenie!
— A pan stale mieszka w Krakowie?
— Tak, proszę pani, niestety stale.
— Dlaczego niestety?
— Dlatego, proszę pani, niestety, bo Kraków jest wstrętną dziurą i gdybym mógł, zarazbym z niego uciekł.
— Tak, pan narzeka na Kraków, a wszyscy mówią, że pan się tutaj doskonale ciągle bawi.
— Ja? Ale niemożebne, ja tu nudzę się, proszę pani, strasznie (to ciągłe „proszę pani“ zaczyna mnie doprowadzać już do rozpaczy). Na szczęście wstajemy od stołu i przechodzimy do salonu, on idzie za mną, naumyślnie siadam z nim osobno w kąciku ku zazdrości innych pań, które zapewne mówią sobie „i ona już wpadła“!
On milczy i patrzy, powiedziałabym nawet idjotycznie lub bezmyślnie przed siebie. To dziwne, że zupełnie nie zwraca uwagi na twarze kobiet lub ich wdzięczne pozy, muszę go o to zapytać.
— Czy pan lubi płeć piękną?
— Owszem, proszę pani, lubię, ale taksamo jak lubię ładne obrazy, sport, wyścigi i dobry obiad. Wszystko to dobre, ale w miarę i niezbyt często, bo się może znudzić.
— A więc pan zapewne lubi odmianę?
— Odmianę, nie, bo przez odmianę rozumiem zastąpienie czegoś, co było lub jest, tem co będzie, a u mnie właśnie, co do kobiet, nie można mówić o odmianie, bo każda kobieta interesuje mnie tylko na chwilę, a potem znika z mej świadomości bez śladu.
Zarozumialec, pomyślałam, chce mnie brać swoją obojętnością do kobiet. Nie chcąc tracić czasu na płytką rozmowę postanowiłam zaatakować go prosto z mostu i zapytałam:
— Czy to prawda, że ma pan ogromne szczęście do kobiet?
— Ja? — udał ogromnie zdziwionego. — Ja proszę pani? To niemożebne, chyba pani żartuje ze mnie lub ktoś pani o mnie jakieś niedorzeczności naopowiadał! Ja, proszę pani, właśnie nie mam szczęścia do kobiet. Przyznaję, że mam łatwość zawiązywania znajomości, owszem, powiem nawet szczerze, że często znajduję kobiety, które mnie lubią, ale to jeszcze daleko do tego, abym mógł powiedzieć, że mam szczęście do kobiet. Czuję, że pani chce mnie wybadać, więc ułatwię jej zadanie i będę mówił o sobie szczerze. Rozwinę nawet przed panią całą moją teorję pogromu serc niewieścich, ale nie tutaj i nie dzisiaj — na to trzeba dłuższego czasu. Zaznaczam z góry, że przez to nie żądam od pani żadnego umówionego spotkania, chcę tylko rozmowy poważnej na temat, który, jak widzę, panią interesuje. Raczy pani zatem naznaczyć sama czas i miejsce wybrać takie, żeby to nie wyglądało na jakie rendez-vous.
— Dobrze, proszę być jutro w parku Jordana o godzinie piątej.
— Służę pani.
Podniosłam się by iść. Zosia przybiegła zaraz i spytała mnie na ucho:
— No i cóż, jakie masz o nim zdanie?
— Jak dotąd, żadne... zobaczymy... Pa.

∗                  ∗

Przyszłam do parku naumyślnie o pół do szóstej, aby przypadkiem nie być pierwszą i na niego ewentualnie nie czekać. Ujrzałam go zaraz siedzącego blisko wejścia, a liczne ogarki z papierosów koło ławki wskazywały, że czekał już dobrą chwilę.
— Przepraszam pana, że się spóźniłam.
— Ależ proszę bardzo, moim obowiązkiem było, panią oczekiwać.
Poszliśmy w głąb parku, patrzyłam na niego z pod oka. Ubrany był starannie, ale nie z wyszukaną elegancją, wyglądał jakiś przygnębiony, albo też udawał smutnego. Siedliśmy na ławce i on zaraz zaczął mówić na temat wczorajszy.
— Powiedziała mi pani wczoraj, iż powszechnie mówią o mnie, że mam szczęście do kobiet, a nawet uchodzę za pogromcę serc niewieścich. Trzeba te dwie rzeczy jednak zasadniczo od siebie odróżnić, niestety ludzie często mieszają je ze sobą może dlatego, że nieraz byle idjota lecz przystojny, obyty i schlebiający kobietom ma do nich szczęście i uchodzi przez to za pogromcę serc niewieścich. Jest to pojęcie zupełnie mylne, bo pogromcą jest tylko ten, który potrafi poskromić nienawidzące go stworzenie.
Przerwałam mu:
— Ach, więc uważa się pan za pogromcę kobiet, bo mówił pan wczoraj, że niema pan szczęścia do kobiet.
— Nie, proszę pani, mówiłem tylko wczoraj, że mam łatwość zawierania znajomości, dostosowywania się do chwilowych marzeń i wymagań kobiety i że często spotykam w życiu istoty, które mnie lubią. Powiedziałem, że nie mam szczęścia do kobiet, lecz stanowczo protestuję, abym przez to chciał wyrazić, że jestem pogromcą serc niewieścich, choćby z tego powodu, że jestem zanadto uczciwy i z gruntu moralny.
Zaczyna grać rolę świętoszka — pomyślałam. — Niech pan mówi dalej.
— Służę pani. Otóż zacznijmy omawiać sprawę tak zwanego szczęścia do kobiet. Zadajmy sobie pytanie: jacy mężczyźni mają największe szczęście do kobiet? Obecnie przy rozstrzyganiu rozmaitych problemów społecznych opieramy się w pierwszym rzędzie na statystyce. Otóż ta wykazuje, że przedewszystkiem zawód mężczyzny odgrywa tu decydującą rolę. Największe szczęście do kobiet mają bezwarunkowo mężczyźni, którzy potrafią chwilowo porwać za sobą dużą ilość osób, przez co suggestja tłumu działa tu podniecająco na osobnika. Dlatego też, nawet pamiętam to w procentach, największem powodzeniem (99%) cieszą się artyści, zwłaszcza tenorzy, a z dramatycznych wybitni komicy. Potem idą oficerzy (działa tu zgrabna figura, mundur, fizyczna odwaga 90%), potem literaci (89%), następnie dziennikarze (50%), lekarze (10%), a najmniej cenieni przez kobiety są uczeni, zwłaszcza zajmujący się ścisłemi naukami, jak naprzykład matematyka. Jeżeli zastanowimy się nad tą statystyką, to łatwo przyjść do przekonania, że kobiety cenią w mężczyźnie życie brane raczej ze strony lekkiej i brawurowej jak poważnej. Mężczyzna ponury wyjątkowo zadziała na kobietę, zaś wesoły i wygadany bywa powszechnie lubiany. Kobieta dla mężczyzny poważnego, smutnego, nieszczęśliwego lub chorego będzie zacną opiekunką, przyjaciółką, doradczynią, a nawet poświęci się dla niego, natomiast prawdziwą kochanką, w całem tego słowa znaczeniu być dla niego nie może. Lecz niektórzy mężczyźni umieją wyzyskać to macierzyńskie uczucie u kobiet opierających się im z początku i zręcznie zaczynają grać rolę prześladowanych przez los i nieszczęśliwych, aby przez to zyskać dla siebie sympatję i wtedy rozpocząć prawdziwą akcję. Mężczyzna zadziałać może na kobietę nieraz jakimś śmiałym swoim czynem, choćby takowy był wprost niemoralny, i dlatego kobiety potrafią się zakochać nawet w mordercy, aferzyście lub sławnym awanturniku. Szczęście do kobiet, proszę pani, ma przedewszystkiem ten, który albo zna duszę kobiety, albo intuicyjnie ją wyczuwa, lub też przypadkowo trafi odrazu na gust i chwilowy kaprys lub życzenie kobiety w danej chwili. Bo to sama kobieta wymaga jednego dnia by być dla niej grzecznym, eleganckim i nadskakującym, a drugiego wyda jej się to banalnem i marzy o brutalności, są chwile, że działa na nią nieśmiałość mężczyzny, a inną znów razą przemoc jej tylko imponuje. Przeciętnie mężczyźni w stosunku do kobiet mają pewien ustalony szablon i dlatego wyjątkowo tylko robią na nie wrażenie, zapominając o tem, że nawet ta sama kobieta jest codzień inną i wymaga by mężczyzna to odczuł i umiał się odpowiednio dostosować. A cóż czynią mężczyźni? Oto naprzykład na drugi dzień po wczorajszej bardzo czułej scenie, mężczyzna chce w dalszym ciągu iść rozpoczętą drogą, tymczasem widzi, że kobieta ta jest dla niego zimną, zapytuje ją więc:
— Co się stało, że pani dzisiaj dla mnie taka jakaś inna? Nie, nie, ona jest w gruncie ta sama, ale o tyle jest inna, że dzisiaj włożyła na siebie nową piękną suknię i kapelusz, a ty, biedaku, tego nie zauważyłeś!
Zaczęłam się śmiać ha ha ha, ma pan, jak widzę, specjalną pod tym względem filozofję, dowodzi to jednak, że pan jest tutaj, że się tak wyrażę, zawodowcem i specjalistą i studjuje te sprawy...
— Przepraszam, zawodowcem? Co pani przez to rozumie? Wygląda to, jakby mnie pani podejrzewała, że się zawodowo zajmuję uwodzeniem, czy bałamuceniem kobiet? Coś w tem rodzaju... O, to się pani myli i to grubo — przed chwilą przecież mówiłem, że jestem z gruntu uczciwy, a uwodzenie kobiety uważam za rzecz niemoralną. Jeżeli myślę często nad tą sprawą, to podobnie myślę i o wielu innych doniosłych problemach, a kwestja stosunku mężczyzny do kobiety jest chyba tak samo ważną jak inne, o których rozmawiamy godzinami. Jeżeli poznam jakąś kobietę i spostrzegę, że ona zaczyna mi okazywać sympatję, to zaraz zapytuję siebie: dlaczego właściwie, a raczej przez co zrobiłeś na niej korzystne wrażenie, na razie bowiem tego nie wiem, gdyż działałem całkiem naturalnie choć może odruchowo. Mężczyzna zaś próżny powie sobie: już ją mam, mam przecież szalone szczęście do kobiet! Analizując siebie dochodzę do zdumiewających wprost rezultatów. Naprzykład tej kobiecie byłem sympatyczny dlatego, że będąc w danej chwili zdenerwowany traktowałem ją, jak to mówią „per nogam“ innej, bo wykryłem w niej odrazu słabą jej stronę, którą troskliwie ukrywa przed wszystkimi, innej znów dlatego, że ją „odrazu zrozumiałem“, a często pociągało znów kobiety to, że ich zrozumieć nie chciałem! Daję pani słowo honoru, że nigdy nie staram się zdobyć sobie względów jakiejkolwiek kobiety i zupełnie jest mi to obojętne. Dziwię się, że mężczyźni używają tu rozmaitych terminów jak odporna, nieprzystępna, łatwa i t. d. Nie istnieją te nazwy dla mnie, bo ja nie żądam nic od kobiet wbrew ich woli, spełniam zawsze tylko to, co kobieta sama chce i zawsze dobrze na tem wychodzę. Proszę pani, mężczyzna pragnący, by go kobiety lubiały i z nim sympatyzowały, musi odczuwać i znać duszę kobiecą, a myli się ten co przypuszcza, że mówiąc do kobiety: ja jestem taki sam jak pani i tak samo to lub owo odczuwam, czyni dobrze, bo kobieta w mężczyźnie szuka przedewszystkiem tego, czego sama nie posiada. Poznać zaś kobiety może dobrze tylko ten, kto przeszedł w życiu wiele zawodów, rozczarowań i bolów, nigdy zaś ten, który cieszył się dotąd łatwemi zdobyczami i nie doznał nigdy poważnego zawodu. Nie przeczę, że są mężczyźni, o których mówimy: ten ma szalone szczęście do kobiet, ale zwykle odnosi się to do mężczyzn, którzy mimo tego, a może dlatego, że nie mają żadnych duchowych do tego podstaw robią chwilowo wrażenie na kobietach, czego jednak one potem nie raz gorzko żałują i nieraz się tego nawet wstydzą. Takie „szczęście do kobiet“ może mieć nawet subjekt w sklepie, pomocnik fryzjerski albo jeździec w cyrku. Szczęście to jest jednak pewnego rodzaju zboczeniem, podrażnieniem kobiety, a nawet tylko pewnego typu kobiet i to tylko w pewnych momentach...
— Więc kogo pan uznaje za pogromcę serc niewieścich?
— Pogromcą serc niewieścich nazywam tego, który zyskuje sobie kobiety nie czemś błachem, ale gromem, którym w nie uderza, genjuszem, nadzwyczajnym czynem, lub też dziwną, tkwiącą w nim magnetyczną siłą. Takich ludzi kobiety mogą prawdziwie pokochać, lecz również dobrze rychło znienawidzić, o tych, co mają tak zwane szczęście do kobiet, rychło zapominają lub też potem drwią z nich sobie, a takich jak ja biednych zato długo lubią i sympatycznie zawsze wspominają.
— Więc jak pan siebie właściwie określa?
— Ja, proszę pani, jestem przedewszystkiem psychologiem, znam, rozumię i odczuwam kobiety. Nazwa „zawodowca“, jak raczyła się pani o mnie wyrazić, nie jest dla mnie stosowna, bo nie jestem na punkcie kobiet ani rzemieślnikiem ani fachowcem, ale jestem... artystą! Niestety muszę panią pożegnać, bo śpieszę a wie pani, gdzie? Zapewne sądząc z pani uśmiechu przypuszcza pani, że idę na jakieś inne spotkanie? Nie, proszę pani, śpieszę do domu, bo zostawiłem tam mego małego ukochanego pieska, a zawsze o tej porze muszę wyjść z nim na spacer.
Pożegnał się grzecznie i odszedł, a ja zostałam zła na siebie, a przedewszystkiem na Zosię, że mnie z tym człowiekiem poznała, bo dziwna rzecz, odtąd często nie chcąc nawet, musiałam o nim myśleć, a także o tem, co mówił, gdyż wszystko to trafiło do mej duszy i poczułam, że mężczyzna ten mnie zrozumiał i dlatego mówił cały czas, jak gdyby czytał w mej duszy. Może być, że się mylę, bo jestem kobietą, a on zdobywcą serc kobiecych...


ZAPACHY A SFERA PŁCIOWA KOBIETY

Zmysł węchu pozostaje w wybitnej łączności ze sferą płciową co potwierdziły badania ostatnich czasów, nic też dziwnego, że perfumerja należy do najdawniejszych środków upiększania się, podobania i pobudzania. Sprawa ta nie tylko znaną była dobrze w starożytności, ale można wprost powiedzieć, że doszła tam ona do doskonałości, do której nam obecnie daleko. Spotykamy o tem wzmianki na każdem kroku. Tak naprzykład wiemy, że Egipcjanie mieli osobne perfumy na włosy, inne znów na skórę, specjalne wonności do ust, a zwłaszcza części płciowych. U Greków nacierano się rozmaitymi olejkami i maściami i nie rozumiano poprostu miłości bez zapachu i kadzideł. Sklepy z kosmetykami i perfumami były jednak w pogardzie, a to właśnie z powodu, że uważano je za lokale kuplerskie. O zapachach w wiekach średnich pisano całe tomy. We Francji wprowadziła rafinadę zapachów Katarzyna Medycejska. W XVIII wieku poprostu szalano na tem punkcie.
Markiza de Pompadour wydawała rocznie na perfumy pół miljona lirów, a Wersal zwano: la cour parfumée. Richelieu musiał mieć ciągle wonie koło siebie, a nawet Napoleon I. skrapiał się wodą kolońską. W Anglji, obecnej ojczyźnie perfum, zaczęto używać perfum dopiero od czasów królowej Elżbiety.
Ciekawą jest rzeczą, że w roku 1770 angielski parlament uchwalił następujące rozporządzenie:
„Każda kobieta, bez względu na wiek, stanowisko, tak panna jak wdowa czy mężatka, która z pomocą perfum, szminki, fałszywych włosów, sznurówek, wysokich obcasów lub fałszywych bioder, skłoni jakiegoś poddanego Jego Królewskiej Mości do małżeństwa, będzie odpowiadać karnie za praktyki czarodziejskie, a małżeństwo będzie unieważnione!“

Zapachy używane w kosmetyce dzielimy sobie na pochodzące ze świata zwierzęcego, roślinnego, jakoteż syntetyczne, to jest sztucznie zrobione w pracowniach chemicznych.
Ze zwierzęcych oddawna znane były: ambra, pochodząca z ryby physeter macrocephalus, dalej moschus z piżmowca moschus moschiferus L., zibethum ze zwierzęcia z rodziny kotów, viverra civetta, a wreszcie castoreum, strój bobrowy z caster L.
Zapachy roślinne otrzymuje się głównie z roślin wargowych, strączkowych, liljowatych, laurowatych, róż, geranji, rezed, fiołków, pomarańczy, narcyzów, jaśminów, storczyków i t. p., wyciągając je z kwiatów, owoców, nasion, kory lub korzeni.
Już dawno zwróciło to uwagę ludzi, że gusta co do zapachów są bardzo różne. Jeden człowiek zachwycać się będzie danemi perfumami, a drugi czuć będzie wprost wstręt do nich. Sprawą tą zajmował się szczegółowo René Fleure i Harry Thurston Geck, którzy doszli nawet do przekonania, że dane zapachy, względnie lubowanie się w nich, pozostaje nieraz w wybitnym związku z usposobieniem osobnika a zwłaszcza kobiety, tak, że gusta, upodobania i charakter kobiety zdradzają się w jej perfumach. Podług pierwszego autora zapach fiołków lubią przeważnie kobiety spokojne i zrównoważone, delikatne zapachy kwiatowe używane są przez blondynki o dużej kobiecości i flegmatycznem usposobieniu. Kobiety zmysłowe i tęgie używają paczuli, hetery perfumują się chyprem, storczykami, opoponaksem, natury sentymentalne i szczere używają perfum przypominających woń siana. Thurston Geck twierdzi znowu: kobiety sentymentalne, nie bystre umysłowo, skłonne do tycia, rozrzutne i nie robiące sympatycznego wrażenia, używają chypru, paczuli, róży, Eau d’Espagne, piżmo cechuje natury brutalne, fiołki świadczą o dobrym smaku osobnika, wykształceniu natury estetycznej i artystycznej. Woda kolońska używana bywa przez ludzi o czystym charakterze, subtelnym smaku i bystrej energji. Trefle, konwalje i storczyki bywają lubiane specjalnie przez natury zmysłowe. Obecnie najlepsze perfumy wyrabiane bywają we Francji, a światową sławę zyskały sobie firmy: Gerlain, Piver, Pinaud, Houbigant, Roger Galet, Gellé, z angielskich Atkinson.
Jak wspominaliśmy na początku, zmysł węchu pozostaje w ścisłej łączności ze sferą płciową, na co dowodów mamy wiele. Okolica części płciowych tak u zwierząt jak u ludzi obfituje w gruczoły wydzielające same ze siebie lub przez pot specjalne wonie, należące do tak zwanych połączeń kaprylowych. Wiadomą jest rzeczą, że zwierzęta kierują się w wyszukiwaniu drugiej płci głównie zmysłem węchu i to na wielką odległość, co stwierdzono nieraz naprzykład u owadów, których samce wyszukiwały samice węchem nawet w środku miasta. Haeckel nazwał nawet zapłodnienie erotycznym chemotropizmem.
Głównie jednak sprawą związku węchu ze sferą płciową zajął się Dr. Fliess, który na mocy dokładnych swoich badań twierdzi, że pomiędzy nosem, jako organem zmysłu węchu, a organami płciowemi istnieje ścisły związek, a nawet w nosie wykazać można pewne miejsca „sferę płciową“, której zaburzenia wywołać mogą odruchowo schorzenia płciowe, a na odwrót podrażnienia płciowe wywołują nieraz pewne zaburzenia w nosie. Wiemy naprzykład, że przeczulicę węchu spotykamy bardzo często u kobiet w czasie ciąży, a nawet i regularności, a neurastenicy płciowi i histerycy okazują przeczulicę lub zboczenia na punkcie zapachów. U niektórych osób silne pobudzenie płciowe wywołuje zaraz obrzmienie błony śluzowej nosa, objawiające się sapaniem a nawet dusznością lub atakami astmy. Że zapachy działają nieraz pobudzająco na sferę płciową, dowodzą doświadczenia na zwierzętach, o których wspomina Galopin. Mianowicie przekonano się, że ogiery i byki można zachęcić do pokrywania samicy (naprzykład chcąc konia połączyć z oślicą) przez wstrzykiwanie samicom do pochwy różnych płynów.
Profesor Jaeger, zajmujący się również żywo woniami, zwrócił uwagę, że w afektach, zwłaszcza w płciowym, zmienia się wybitnie woń ciała, co nieraz działa pobudzająco na płeć przeciwną. Tenże autor badając woń ciała ludzkiego, twierdzi, że zmienia się ona z wiekiem. U młodego osobnika bywa nikła, wybitną staje się dopiero przy dojrzewaniu płciowem, by na starość znowu zaniknąć. Bertrand de Saint-Germain przyrównuje woń starych osób do zwiędłych i zeschłych liści.
Wonią ciała zajmowało się bardzo wielu wybitnych uczonych, a zwłaszcza poetów i powieściopisarzy. Zwłaszcza odnosi się to do zapachu ciała kobiety „Odor di femina — Parfum de la femme“.
Galopin twierdzi naprzykład, że zapach ciała kobiecego bywa rozmaity, lecz podzielić go sobie można na pewne grupy zależne od koloru włosów, które właśnie w kwestjach woni płciowych odgrywają wielką rolę. Podług tegoż autora zapach ciała brunetki przypomina piżmo, blondynki ambrę, a rudej blondyny i kasztanowatej fiołki, a ponieważ mężczyźni lubią zapachy fiołków i ambry, więc wybierają więcej te kobiety i są potem dla nich wierniejsi i czulsi jak dla brunetek!
Kwestje zapachów ciała porusza w swoich dziełach Szekspir, Goethe, Schiller, Grillparcer a nawet Tołstoj. Często woniami zajmuje się też Turgenjew a zwłaszcza Baudelaire. Fanatykiem jednak na punkcie zapachów ciała i stosunkiem tegoż do charakteru i erotyki człowieka był w swoich dziełach Zola. Sam przyznaje się do tego w odpowiedzi na list doktora Tardifa, który zapytał go:
1. Czy człowiek, podobnie jak zwierzę, posiada w sobie jakąś łączność sfery węchu z seksualizmem?
2. Jeżeli związek taki istnieje, czy jest on jednaki we wszystkich sferach lub czy ulega ewentualnym deprawacjom?
3. Czy istnieją różnice w tej sprawie pomiędzy mężczyzną a kobietą, względnie czy zamiłowanie do perfum u mężczyzny dowodzi zniewieściałości?
4. Czy istnieje jaki związek pomiędzy inteligencją osobnika a odczuwaniem zapachów?
Zola odpowiedział na to: „Pytania, które mi pan postawił, są tak skomplikowane i liczne, że trudno mi na nie odrazu w krótkości odpowiedzieć, bo o tem możnaby napisać dużą książkę. Zapach ciała ludzkiego, zwłaszcza kobiety, jest różny u pojedynczych osobników, wywiera bardzo wielki wpływ na sferę płciową i uważam woń ciała za naturalny środek pomocniczy do rozmnażania, co dowodzą najlepiej obserwacje w świecie zwierzęcym. Zamiłowanie do zapachów przeważa u kobiet, które zarazem używają wonności do przywabiania i pobudzania mężczyzn. W miarę postępu cywilizacji zwiększa się także wyrafinowanie we woniach, co w końcu prowadzić może nawet do perwersji.“ W dziełach Zoli, jak wspominaliśmy, woń ciała jego bohaterów odgrywa wielką rolę i można powiedzieć, że dopiero on wzbogacił ubogie dotąd słownictwo zapachów, doprowadzając je poprostu do wirtuozowstwa. Zola opisuje bowiem nietylko pojedyncze wonie, ale wprowadza je do akcji swych romansów, przyczem zarazem bohaterzy jego zdradzają swój charakter, uczucia i usposobienia specjalnym zapachem ciała.

Na odwrót pewne zapachy, a raczej rośliny lub zawarte w nich ciała, działają uspokajająco na popęd płciowy, a należą tu przedewszystkiem stosowane leczniczo walerjana, kamfora, a zwłaszcza ruta, która w tym właśnie celu hodowaną była w klasztorach średniowiecznych dla zakonników.


SZTUCZNE POBUDZENIA MIŁOSNE.

W dawnych czasach istniało święte przekonanie, że można z pomocą pewnych środków, otrzymanych z roślin lub zwierząt, wywołać u drugiego osobnika miłość, względnie zagasłą wzniecić. Rozmaite czarownice i znachorzy trudnili się sporządzeniem tak zwanych lubczyków, to jest płynów, które osoba miała tajemnie podawać ukochanemu. Głównymi składnikami tych lubczyków były atropina, wanilja, szafran, imbir, cynamon, moszus i myrra, a wreszcie wyciąg z muszek hiszpańskich (Litta vesicatoria). Ostatni ten środek zawarty jest w ciele owada w półprocentowym rozczynie, a głównym składnikiem jego jest alkaloid cantharydyna, która działa bardzo piekąco jak vesicatoria na skórę, drażni bardzo spożyta wewnętrznie nerki i drogi moczowe, wywołując nawet krwiomocz i erekcje. Chodziło więc tu właściwie tylko o pobudzenie płciowe danego osobnika z pomocą środków noszących w medycynie nazwę aphrodisiaca. Do środków tych przybył obecnie nowy, bardzo energicznie działający, mianowicie Yohimbina, otrzymany z kory afrykańskiego drzewa, używany z dawna przez tamtejszą ludność do wzmacniania niezdolności płciowej u mężczyzn. Środek ten wywołuje napływ krwi i obrzmienie organów płciowych i silne erekcje tak u zwierząt jak i u człowieka, bywa też czasem stosowany w medycynie, zwłaszcza w połączeniu z preparatami jądrowemi przy osłabieniach zdolności męskiej.
Również podniecenie płciowe obserwuje się po pewnych innych środkach chemicznych jak opium, morfina (morfiniści) i konopie indyjskie. Specjalnie podniecająco działają też niektóre potrawy, jak szparagi i kawior.
Podniecająco działa wybitnie alkohol, a zwłaszcza szampan pod tym względem cieszy się powodzeniem. Statystyki policyjne wykazują, że ze soboty na niedzielę, jakoteż w święta, popełniają ludzie najwięcej wykroczeń przeciwko moralności właśnie z powodu pobudzenia alkoholowego. Prócz środków chemicznych pobudzenia płciowe wywołane być mogą drogą zmysłów lub też fantazji, co zużytkowane jest w tak zwanej pornografji.
Na zmysł wzroku działają nieprzyzwoite rysunki, widowiska, taniec, kostjumy, ruchy (kabarety) i t. p. Podniecająco działa też światło czerwone, pomarańczowe i żółte (nastrój), natomiast fioletowe działa przygnębiająco. Światło znów księżyca usposabia do poetycznych marzeń i wzdychań miłosnych i z tego powodu serenady miłosne przed oknami ukochanej odbywały się zwykle w noc księżycową.
Silnie podniecająco na zmysł słuchu działać może muzyka, zwłaszcza obecne hałaśliwe melodje jazz-bandu. Inna znowu muzyka rozmarza i usposabia więcej do uczuć idealnej natury. O łączności zapachów ze sferą płciową mówimy w osobnym rozdziale. Wspominaliśmy poprzednio, że pewne potrawy działają również pobudzająco, naprzykład szparagi, które wywołują podrażnienie organów moczopłciowych i są też bardzo szkodliwe dla chorych na nerki.
Że zmysł dotyku pozostaje w ścisłej łączności z pobudzeniem płciowem jest bardzo jasną rzeczą i zwykle też zmysł ten zaczyna odgrywać pierwszą rolę w ekstazie miłosnej w postaci głaskania, dotykania a wreszcie pocałunku. Podniecenie miłosne, wywołane być może wreszcie drogą duchową w postaci lubieżnej lektury, opowiadań, suggestji i własnej fantazji. Nieraz tłumione za dnia podniecenie płciowe i lubieżne marzenia są przyczyną erotycznych sennych marzeń, które mogą kończyć się nawet uczuciem rozkosznym we śnie, wywołującym odejście na zewnątrz nasienia, co zowiemy zmazą nocną lub pollucją. W średnich wiekach wierzono, że w nocy nachodzić mogą kobiety djabły i demony a nawet mieć z nimi wbrew ich woli stosunek (succubi, incubi).
Podniecenie płciowe wydarzyć się może w pewnych chorobach, naprzykład nerwowych i umysłowych, prowadząc czasem do szału zmysłowego i erotomanji, a osobnik taki dopuszczać się może rozmaitych wykroczeń płciowych, tak, że musi być w końcu umieszczony w jakimś zakładzie. Spotyka się wreszcie podniecenie płciowe nieraz w czasie wygasania funkcji płciowej u starców i kobiet w okresie przejściowym (klimakterjum).
Bardzo nieraz pobudliwymi płciowo i to we wczesnym wieku są kretyni i idjoci i tu zapewne nadmierne działanie gruczołów o wydzielaniu wewnętrznym odgrywa główną rolę.
Podniecająco seksualnie działają preparaty gruczołów płciowych, a więc jąder i jajników, a wreszcie wyciąg z przedniej części przysadki mózgowej.
U osobników pozbawionych gruczołów płciowych, lub też w razie osłabionej lub zniesionej funkcji tychże, próbowano wszczepienia (transplantacji) gruczołów ze zwierząt, ewentualnie z innych zdrowych osobników. Skutek czasem bywa nawet potem dobry, lecz niestety tylko chwilowy, o czem wspominamy obszernie w rozdziale o odmładzaniu.
Zapewne nie jednego uderzyć to musiało, dlaczego właściwie kobiety utleniają sobie włosy? Odpowiedź na to znajdujemy w tem, że blondyny, których jak to wykazują obliczenia, jest na świecie znacznie mniej jak kobiet o ciemniejszych włosach, mają u mężczyzn znacznie większe powodzenie. Dr. Metsinger, jakoteż znany antropolog Dr. Osborne z Nowego Yorku, zajmowali się tą sprawą i wykazali, że blondyny są najczęściej bohaterkami słynnych procesów, mają duże powodzenie u mężczyzn, gdyż są zwykle wielkiemi kokietkami, mając dużo w sobie kobiecości, łatwo się rozpalają w miłości, ale też prędko stygną, a co najważniejsze, są zwykle silniejsze fizycznie i lepiej zbudowane jak kobiety o włosach ciemnych. Słynne w starożytności piękności, jak naprzykład Piękna Helena i inne, przedstawiane bywają zwykle jako jasne blondyny.


ZŁUDZENIA MIŁOŚCI.

Niektórzy ludzie poczytują to sobie za swoją zaletę, że nie mają żadnych złudzeń w życiu i wyśmiewają tych, którzy nietylko, że te złudzenia mają, lecz nawet żyją niemi i są marzycielami. A jednak ci ludzie rzekomo pozytywni mylą się, sądząc, że żadnych złudzeń nie mają, oni je mają także, ale biorą te złudzenia za prawdę. Już przecież psychofizjologja uczy nas, że rzeczy nie są w rzeczywistości takiemi, jakiemi naszym zmysłom się wydają, z czego wynika, że realność świata zewnętrznego jest właściwie też pewnego rodzaju łudzeniem się, bo wszystko czujemy tak jak się nam wydaje, a nie jakiem jest wrzeczywistości. W życiu codziennym za złudzenie uważamy tylko to, co dana osoba czuje w przeciwieństwie do innych ludzi i ogólnych pojęć. Gdybyśmy chcieli wszędzie usuwać złudzenia, to świat bez złudzeń przestałby być światem.
Każde dążenie do piękna i do ideałów, to też przecież złudzenie — bo ideału nikt nie osiągnie, bo gdyby go osiągnął, przez to samo przestałby on być ideałem.
Łudzenie się jest właśnie konieczną treścią naszego życia. Już małe dziecko żyje w złudzeniu swych zabawek, widząc w nich swój własny zaczarowany świat. Łudzimy się ideałami młodości, pięknemi celami w życiu dojrzałem, owocem pracy w starości, nagrodą wieczną po śmierci. Każde silniejsze uczucie polega na łudzeniu się i dlatego często potem spotyka nas rozczarowanie.
Miłość często też polega na łudzeniu się.
Plato powiedział, że każdy z nas ma tylko niejako połowę duszy, szuka też ciągle tej drugiej połowy, a gdy ją znajdzie, lub zdaje mu się, że ją znalazł, powstaje miłość. Kochamy też dlatego swój ideał w duszy, starając się wyszukać u płci przeciwnej osobnika, któryby najlepiej odpowiadał owemu wyśnionemu ideałowi. Jest to jednak chyba rzeczą wielkiego przypadku, byśmy rzeczywiście tę drugą platońską połowę w naszem życiu spotkali! Może być, że wtedy wystąpić musi prawdziwa miłość której nawet śmierć rozerwać nie może, a życie takich dwojga istot będzie zespoleniem trwałem, niebiańską harmonją dusz i szczęściem bezgranicznem.
Jakżeż tymczasem bywa w życiu inaczej, zwłaszcza, że już od małego dziecka zmuszeni jesteśmy pod wpływem otoczenia, wychowania, lektury czy sztuki, dostosowywać się do rozmaitych wpływów paczących nieraz ten nasz właściwy ideał duszy i śnić nieraz na jawie coś, co potem w szarem życiu codziennem okazuje się czemś innem!
Łudzą się więc i marzą młode panny o wyśnionym książęciu z bajki a spotkawszy w życiu mężczyznę, który im nieraz jakąś drobnostką wymarzonego bohatera przypomina, zakochowują się w nim bez pamięci, nie badając już dalej jego charakteru, by potem w małżeństwie rychło i gorzko się rozczarować!
Łudzi się też mężczyzna, zbrukany życiem, chcąc widzieć w młodej pannie czystego anioła, który swoją niewinnością i skromnością podniesie go z nizin, w które upadł i opromieni dalsze życie czarem swojej kobiecości.
Łudzi się także rozczarowana żona, że mąż jej powróci do niej i że swoją troskliwością o niego rozpali w nim na nowo wygasłe już uczucie!
Lecz powie ktoś na to: w takim razie cóż właściwie jest rzeczywistością?
Rzeczywistością może być tylko to, co pozbawione jest wszelkich złudzeń, co musi być zawsze jednakie, a nie inne, nie może się zmieniać, lecz trwa ciągle, bez względu na to, czy komu tak czy owak się wydaje. Dla nas, jako dla istot ograniczonych niedokładnemi zmysłami i obdarzonych umysłem na nich wychowanym, rzeczywistość nie istnieje, co najwyżej istnieje tylko większe lub mniejsze prawdopodobieństwo, oparte na liczniejszej lub skąpszej zgodności pewnych faktów z naszemi zdaniami i to większe prawdopodobieństwo uważamy za rzeczywistość.
Widzimy więc z tego, że właściwie złudzenia są treścią naszego życia. Jedne z nich są chwilowe, inne stalsze, a są i takie, których pozbyć się nigdy nie można.
Złudzenie, nawet chwilowe, może dać nieraz więcej szczęścia, jak rzekomy fakt, dlatego też źle robią ci, którzy stawiają sobie za zadanie życia rozwiewać w innych złudzenia.
O ile kto ma jakieś słodkie złudzenie, żyje poprostu niem, nikomu tem nie szkodząc, to pocóż mu psuć brutalną ręką ten cudny tęczowy gmach, który zbudował sobie w swych marzeniach?
Takie nagłe rozwianie złudzeń złamać może nieraz wątłą istotę, która tylko żyć może i czuje się dobrze w tej sztucznej atmosferze cieplarni własnych marzeń.
Bardzo często poznanie smutnej prawdy równa się złamaniu życia, gdy straci się wiarę w to, w co się dotąd wierzyło i co się nadewszystko kochało. Ileż to razy naprzykład kochająca żona nie chce wierzyć, nie chce słuchać, nawet, gdy zjadliwe języki ludzkie chcą jej „otworzyć oczy“ na to, że mąż ją zdradza. Nieraz broni się wtedy z całych sił, wołając: na Boga, nie mówcie mi tego, nie chcę o tem nic wiedzieć, pozwólcie mi nadal żyć w złudzeniu!
Szczęście nie może polegać li tylko na empirycznem braniu wszystkiego do ręki — trzeba zawsze czegoś pragnąć, o czemś marzyć, łudzić się czemś. Kto chce zawsze tylko tego co jest faktem niezbitym, to rychło rozgoryczy się do świata, zwątpi we wszystkich i we wszystko, a w końcu i w siebie i nic mu nie pozostanie, bo wszystko rozpryśnie się jak bańka mydlana.
Kto zaś żył złudzeniami, to choć nie osiągnął może tego, o czem marzył, to jednak przeżył nieraz cudne chwile marzeń i pozostały mu potem przynajmniej miłe wspomnienia okraszone ową cudną tęczową atmosferą, która otacza wszystko to, co piękne, wyczarowując z pomocą złudzeń z rzeczy zwykłych i codziennych, wspaniałe gmachy piękna.
W ostatnich czasach założono w Londynie Ligę przeciw cierpieniom miłosnym, a zadaniem jej jest przeciwdziałać, jeżeli któregoś z członków spotka ciężki zawód lub smutek z powodu miłości. Liga wyszukuje wtedy sympatycznego dla niego osobnika płci przeciwnej, a będącego w podobnem położeniu i nastroju. Liga spieszy też z pomocą finansową w razie potrzeby, a wreszcie gdy rodzina sprzeciwia się w zawarciu małżeństwa między dwoma osobnikami, Liga dokłada starań, by usunąć piętrzące się trudności i przeszkody i wpływa na rodzinę młodej pary w sposób energiczny. Wobec korzystnego wpływu tej instytucji, ma być wkrótce założona nowa sekcja dla spraw małżeńskich, której celem będzie nietylko łagodzenie sporów między małżonkami, ale zarazem studjowanie przyczyn niesnasek małżeńskich.


DZIWNA PRZYGODA W ŻYCIU
(Opowiadanie chorego)

Leczyłem swego czasu pewnego inteligentnego człowieka i przez dłuższe stykanie się z nim zawiązałem bliższą znajomość, a rozmowy nasze schodziły często na bardzo ciekawe tematy.
Razu pewnego, gdy mówiliśmy właśnie o miłości z pierwszego wejrzenia, przemówił do mnie:
— Ponieważ pana, panie doktorze, interesują podobne rzeczy, opowiem panu pewną przygodę, która o tyle jest prawdziwą, że właśnie mnie się wydarzyła.
Lat temu dwadzieścia byłem jeszcze młodym i podobno zajmującym (jak twierdziły kobiety) młodzieńcem. Bawiąc raz w Zakopanem, poznałem się z pewną młodą osobą i odrazu zakochałem się w niej na zabój, bo był to mój typ.
Nim pójdę dalej, muszę wypowiedzieć panu moje zapatrywania na tak zwany „typ“. To, co w naszem doświadczeniu nazywamy przymiotem danej osoby, jest właściwie niczem innem jak tylko pewnym stanem naszej świadomości i stosunkiem naszym do tej osoby, bo wrażenia zmysłowe nie pouczają nas nigdy, jakiemi są rzeczy w istocie, tylko jakiemi się nam wydają.
Do każdego znów spostrzegania i poznania obserwowanego przedmiotu dołączają się prócz bezpośrednich obecnych wrażeń także różne dawniejsze zachowane w pamięci, uzupełniając nasze spostrzeżenia, a pewność sądu o danej rzeczy polega na mniej lub więcej wyraźnej zgodności obecnych wrażeń ze śladami dawniejszych.
Z tego też powodu o każdej znanej osobie mamy w umyśle niejako gotowy szkic, do którego potem przy każdem nowem widzeniu dołączamy nowe spostrzeżenia, co zowiemy w życiu bliższem poznaniem.
Jeżeli więc ktoś poznał w życiu kobietę i odpowiedziała ona wszystkim jego wymaganiom czy marzeniom, to stanie się ona potem dla niego tym wyidealizowanym szkicem psychologicznym czyli typem.
Gdy pozna drugą, do niej podobną, to poczuć musi do niej bezwiedną sympatję, bo przypomni ona mu zaraz jego typ.
W miłości przechodzi się zwykle trzy stadja:
Najpierw zwracamy uwagę tylko na dobre i dodatnie strony danej osoby, potem i złe, ale je usprawiedliwiamy, a w trzeciem stadjum zaczynamy i te złe strony kochać. Gdy znowu miłość wygasa, proceder bywa odwrotny: zaczynamy odczuwać coraz to nowe złe strony danej osoby, ale je jeszcze usprawiedliwiamy.
Z czasem zaczynają one nas coraz więcej razić i budzą się wątpliwości, czy nasze usprawiedliwienia mają rację, aż w końcu dochodzi do tego, że zaczynamy dopatrywać się tylko złych stron danej osoby a o licznych, nieraz bardzo dobrych, zapominamy.
Poprzedziłem to tym wstępem, by dalej lepiej być rozumianym.
Otóż jak wspomniałem, zobaczywszy ową osobę poraz pierwszy, odrazu się w niej zakochałem i powiedziałem sobie: to mój typ, o którym ciągle marzę!
Byłem poprostu olśniony i miałem wrażenie, że, znam ją oddawna, że jest mi dziwnie bliską. W obecności jej wszystko wydawało mi się miłe i wesołe, a bez niej szare i nudne.
Niestety wakacje moje skończyły się i musiałem wyjechać.
Wzajemności jej wcale nie byłem pewny, co najwyżej przypuszczałem, że jestem dla niej sympatycznym.
Odjechałem nie dowiedziawszy się nawet jej adresu, bo sama nie była pewna, gdzie po Zakopanem się uda.
W Krakowie zacząłem szalenie tęsknić, a choć pracą zagłuszałem się jak mogłem, to jednak miłość zawładnęła całem mojem jestestwem, o czem niedługo dobitnie miałem się przekonać.
I tutaj właśnie zaczyna się moja przygoda.
Było to w piękny jesienny dzień. Szedłem przez nasze cudne krakowskie planty zamyślony, gdy wtem wzrok mój, jakby pociągnięty magnesem, zwrócił się na jedną z ławek i ujrzałem tam ją — moją wyśnioną z Zakopanego!
Kłaniam się i przybliżam do ławki.
Lecz cóż to takiego?...
Moje bóstwo wprawdzie na mnie patrzy, ale jakoś dziwnie, obco, niemal ze zdumieniem. — Czyż mnie zapomniała?...
Z rozpaczy pytam głosem pełnym żalu i wyrzutu:
— Czyż pani mię już nie poznaje?...
A ona na to:
— Pan daruje, ale nie mam przyjemności znać pana, zapewne jakaś pomyłka...
A jednak przecież słyszę jej głos, widzę to samo rozkoszne przymrużenie cudnych oczu, to samo pochylenie głowy. Dla pewności jednak pytam:
— Czy mam przyjemność mówić z panną Stefą Merlińską?
— Nie, panie, pan się myli.
Osłupiałem na chwilę, a przyszedłszy do siebie przedstawiłem się jej i przeprosiłem za moją pomyłkę. Posłyszałem nazwisko: Wanda Grodecka.
Widząc jej przyjazny uśmiech, poprosiłem o pozwolenie zajęcia koło niej miejsca i zacząłem opowiadać jak łudząco jest podobną do kobiety, którą szalenie kocham.
Widać to ją bardzo zajęło i zaczęła się do mnie odnosić znacznie przyjaźniej. Rozmawialiśmy zatem dalej wesoło.
Zauważyłem z pewnem niepokojem, że ta kobieta działa na mnie szalenie, a gdy odeszła poczułem wtedy coś strasznego w sobie — kochałem się już i w tej kobiecie!
I zaczęły się dla mnie obecnie dnie i godziny męki trudnej do opisania...
Wyobraź pan sobie, panie doktorze, położenie człowieka, który naraz kocha się w dwóch osobach. Złośliwy chochlik szeptał mi ciągle do ucha:
Którą wolisz? Co zrobisz z drugą, gdy się z jedną ożenisz? Czy i nadal tę drugą kochać będziesz? A co się stanie, gdy w życiu spotkasz jeszcze kilka podobnych kobiet?...
Doprowadzało mię to do rozpaczy, a w końcu zapadłem na zupełny rozstrój nerwowy, a jeden z pańskich kolegów rozpoznał nawet u mnie pewne zboczenie umysłowe na tym punkcie.
Leczyłem się w sanatorjum, gdzie pod wpływem spokoju i troskliwej opieki lekarskiej zacząłem zwolna przychodzić do siebie. Nareszcie wyzdrowiałem. Bałem się ciągle chwili spotkania z którąś z tych dwóch kobiet — tymczasem to spotkanie właśnie mię wyleczyło!
Po kuracji pojechałem na wypoczynek do Zakopanego i zaraz na drugi dzień spotkałem na Krupówkach, opartą czule na ramieniu jakiegoś mężczyzny, jedną z nich — lecz którą, nie wiedziałem...
Ukłoniłem się, a pani ta po namyśle odkłoniła się grzecznie a nawet potem oglądnęła się za mną.
Przypadkowo dowiedziałem się od jednego z jej znajomych, że jest już mężatką.
Przy sposobności raz na dancingu przystąpiłem do niej, prosząc do tańca.
Była to pani Stefa, mój pierwszy ideał ze Zakopanego. Lecz któż opisze moje zdziwienie...
Im więcej rozmawiałem z nią, tem wydawała mi się mniej sympatyczniejszą, odkryłem, że brzydko się śmieje, ma ruchy trochę za ciężkie i często złe błyski w oczach. Jakieś, jakby łuski opadły mi z oczu i zaraz stanął mi przed oczami obraz panny Wandy, promienny i otoczony anielską aureolą. Każde porównanie wypadło zawsze na jej korzyść, tak, że zacząłem unikać spotkania z panią Stefą, mimo, że okazywała mi wiele sympatji.
Wróciłem do Krakowa dziwnie uspokojony, lecz zarazem bardzo do Wandy stęskniony. Niedługo potem spotkałem ją i wierz mi, panie doktorze, zaraz uczułem, że Ją tylko rzeczywiście kocham i że tylko ona jest tą, dla której gotówbym poświęcić i życie.
Zadzwonił a za chwilę ukazała się w drzwiach jakaś pani.
— Oto ma pan przed sobą, panie doktorze, ową pannę Wandę, a zarazem moją najukochańszą żoneczkę...
Rozmawialiśmy wesoło, a pacjent mój zaczął dalej mówić.
— Gdybym nie poznał Wandy, bardzo możebne, że starałbym się o względy panny Stefanji, może nawet pojąłbym ją za żonę, bo sprzyjała mi bardzo, lecz czuję teraz, że całe życie byłbym nieszczęśliwy, bo ta kobieta nie była dla mnie.
Skoro kobieta jest w naszym typie, nie dowodzi to jeszcze, by była „naszą“ w całem tego słowa znaczeniu, bo nie zawsze cechy fizyczne odpowiadają duchowym.
Najczęściej na świecie jest tak, że poznajemy ów „nasz typ“ i ten pociąga nas zaraz ku sobie tak silnie, że zaślepiamy się, przyoblekamy go w królewską szatę naszych własnych ideałów, a dopiero życie i pożycie z tą osobą wykazuje nam naszą pomyłkę, niestety zapóźno!
— To ciekawe jednak — zapytałem — że pan, poznawszy panią Wandę, odrazu nie poznał, że przewyższa ona tamtą i więcej panu odpowiada?
— Zadawałem i ja sobie to pytanie i w końcu doszedłem do rozwiązania.
Oto oceniać możemy różnicę dwóch podobnych rzeczy lub osób dokładnie tylko wtedy, gdy je widzimy równocześnie. Poznałem najpierw panią Stefanię a potem moją Wandę. Potem myślałem często o obu, a spotkawszy potem panią Stefanję, zacząłem ją już studjować krytycznie, przyrównując do Wandy. Natomiast biorąc Wandę w Krakowie za pannę Stefę, patrzyłem bez krytyki i starałem się wcielić w nią wszelkie pozostałe w mej duszy idealne wrażenia o pannie Stefie.
Niestety, ludzie nie mają sposobności na takie eksperymenty, porównują tylko dany typ ze swoim ideałem duszy, a zaślepieni wmawiają w siebie, że dana osoba posiada zalety, o których marzymy. Dopiero potem w pożyciu przekonywują się, że owa kobieta nie pasuje jednak do tych „złotych ram“, w których ją, jako wyśniony ideał umieściliśmy.
Powstałem, by się pożegnać — uścisnęliśmy sobie dłonie, a pacjent mój rzekł na pożegnanie:
— Tak, panie doktorze, czasem trzeba przejść małego bzika, by zacząć potem myśleć dobrze!


PANNA NA WYDANIU

Na szczęście obecnie zaczyna coraz to więcej znikać z powierzchni specjalny typ młodej kobiety, zwany: panną na wydaniu. W dawniejszych czasach przypuszczano, że właściwym i jedynym celem kobiety jest to, by wyszła zamąż i dlatego wszystkie dążności kierowały się tylko w tym celu i sądzono, że młoda, zwłaszcza przystojna panna, nie może i nie powinna się niczem innem zajmować, gdyż mogłoby to jej karjerze małżeńskiej zaszkodzić. W pewnych i to nie rzadkich wypadkach prowadziło to do rozmaitych poprostu absurdów.
Już samo wychowanie takiej panny było nienormalnem a dążyło tylko do tego, by była lub wydawała się piękną i działała na mężczyzn, z drugiej znów strony krępowano ją na każdym kroku i nie pozwolono jej nic czynić samodzielnie a nawet wychodzić samej bez matki lub starszej osoby. Również wykształcenie takiej panny pozostawiało wiele do życzenia, było powierzchowne, umiała ona wszystkiego po trochu a właściwie gruntownie nic. Prawie każda z obowiązku musiała się uczyć muzyki bez względu na to, czy miała słuch i uzdolnienie, ewentualnie zamiast tego próbowano ją kształcić co najwyżej w malarstwie lub sztuce stosowanej, albo też w bezużytecznych zresztą robótkach ręcznych. Rodzice, chcąc taką pannę jak najprędzej wydać zamąż i dać jej sposobność znalezienia kawalera, żyli ponad stan, urządzając kosztowne przyjęcia i zabawy i zadłużając się nieraz na to, by córkę pięknie i elegancko ubierać. Natomiast panna ta nie miała nigdy sposobności poznać życia, ani też zbliżyć się duchowo do swego ewentualnego konkurenta i poznać jego charakter. Nie mógł poznać panny młody człowiek, bo widział ją zawsze tylko wspaniale ubraną, ufryzowaną i uśmiechniętą w towarzystwie, a za zbrodnię zaś i brak taktu uważano, gdy ów człowiek zaproponował jakiś spacer lub pójście do teatru we dwoje bez czujnego oka ojca, matki lub kogoś z rodziny. Pannie takiej nie wolno było wziąść sobie żadnej książki z czytelni lub księgarni bez cenzury matki lub ojca, nie wolno jej było zajmować się gospodarstwem, „by sobie nie popsuła rączek“, musiała ciągle udawać naiwną i nigdy nie wolno było być jej szczerą. Cóż więc dziwnego, że potem po ślubie następowało bardzo często gorzkie rozczarowanie! Na szczęście stosunki obecnie pod tym względem radykalnie się zmieniły. Od obecnej panny, także ze sfer średniozamożnych lub biednych, wymaga się obecnie wykształcenia i pracy, a każdy młody człowiek ceni właśnie w pannie to, że potrafi sama na siebie zarabiać, ceni grosz i nie jest tylko ciężarem rodzinie i lalką.
Również zmieniły się stosunki i pod innym względem. Obecnie kobiety a nawet panny cieszą się znacznie większą wolnością. Wolno im chodzić samym, a nawet pójście z młodym człowiekiem sam na sam za wiedzą rodziców nie bywa uważane za zbrodnię. W ten sposób więc dwoje młodych ludzi może się przecież jako tako przynajmniej poznać. Naturalnie starsze już ciocie czy babcie patrzą z oburzeniem na te sprawy, twierdząc, że za ich czasów podobne swobodne postępowanie panny było poprostu nie do pomyślenia, względnie szkodziłoby jej opinji.
Również w dawnych czasach nie dbano zupełnie o zdrowie fizyczne panien, a o uprawianiu przez nie jakichś sportów, zwłaszcza wspólnie z młodymi ludźmi, nie mogło być nawet mowy. Także stosunki domowe uległy obecnie znacznemu uproszczeniu. Nikt nie sadzi się już na jakieś nadzwyczajne, a zwłaszcza częste przyjęcia, nie mydli oczu życiem ponad stan, a bywanie w lokalach publicznych, kawiarniach i dancingach zastąpiło prawie zupełnie dawne kosztowne przyjęcia domowe, które były z jednej strony wielkiem ciężarem dla rodziny i przyczyną wielu kłopotów i strapień, a z drugiej źródłem późniejszych obmawiań, plotek a nieraz szyderstw.
Także i w kwestji strojenia się panien nastąpił korzystny zwrot. Każda panna ubiera się obecnie przeważnie stosownie do funduszów, jakiemi ona lub jej rodzice rozporządzają. Zaprzestano też sprawiania kosztownych, a nieraz zupełnie niepotrzebnych potem wypraw ślubnych, zwłaszcza wobec tego, że moda obecnie zmienia się bardzo szybko i nieraz bardzo radykalnie.
Coraz częściej obecnie również i mężatka oddaje się nadal po ślubie swojej pracy, którą miała jako panna, co wcale nie bywa brane za ujmę, owszem, dozwala kobiecie uniezależnić się choć częściowo od męża i nie być całkowicie na jego utrzymaniu i prosić go o każdy grosz.
Obawy, które pod tym względem niektórzy wygłaszali, okazały się zupełnie płonnemi, a samodzielność kobiety nietylko nie wpłynęła źle na tak zwane pilnowanie ogniska rodzinnego, ale przeciwnie, zmusiła mężczyzn do widzenia w kobiecie drugiego człowieka, szanowania jego indywidualności i cenienia tego, że kobieta prócz pracy zawodowej potrafi także być dobrą gospodynią i matką.
Niestety, jeszcze obecnie bardzo często młode dziewczęta pragną za wszelką cenę wyjść zamąż, a ilustracją do tego jest sensacyjny proces, który niedawno rozegrał się w Wiedniu przeciwko 70-letniemu starcowi, oskarżonemu o liczne oszustwa pod pozorem małżeństwa. Ofiarami tego starego schorowanego starca padł szereg młodych przystojnych dziewcząt, które za cenę małżeństwa nie wachały się zawierzyć temu oszustowi swych oszczędności a nawet biżuterji. Osobnik ów przedstawiał się jako profesor uniwersytetu i pod płaszczykiem tej godności i stanowiska zyskiwał pełne zaufanie swych ofiar, obiecując im małżeństwo. Sąd wziąwszy pod uwagę sędziwe lata oszusta, skazał go na jeden rok więzienia. Ciekawą jest rzeczą, że podsądny zeznawał w sądzie, że chodziło mu we wszystkich wypadkach zupełnie nie o materjalną stronę, ale o prawdziwe uczucia.


STARA PANNA

Nowoczesny prąd kobiecy, starający się iść na rękę każdej kobiecie, wziął sobie także za zadanie zgładzenia ze świata tego tak przykrego a nieraz upokarzającego dla kobiet tytułu. Najprostszym środkiem do tego jest, by kobiety nie tytułować: panna, pani i t. p. lecz ogólnie, przez co odpadłoby wiele przykrych sytuacji. Jeszcze dobitniej ta niemiła różnica występuje w innych językach, naprzykład niemieckim, gdzie mamy terminy takie jak Jungfrau, Fräulein i Frau. W przyszłości będzie się też zwracało uwagę nie na to, jak obecnie jest, czy kobieta jest zamężną lub nie, ale jakie zajmuje stanowisko i kto wie, czy nie w większem poważaniu będą kobiety niezamężne, lecz na stanowiskach, pracujące na siebie i utrzymujące nieraz swoją rodzinę, jak pełne sił mężatki, nie robiące nic od rana do nocy, żyjące kosztem męża, a nawet wymagające odpowiedniego tytułowania, naprzykład pani sędzina, radczyni i t. p.
Natomiast nie ulega wątpliwości, że kobieta niezamężna i wogóle nie mająca żadnych przeżyć płciowych, z czasem wyrabia w sobie specjalny typ, który określamy właśnie tym przykrym mianem starej panny.
Przedewszystkiem dotyczy to kobiet, które nie mając bliższej rodziny, lub też żyjąc z łaski krewnych, starają się jednak tę lukę w swojem życiu i uczuciach czemś wypełnić. Poświęcają się więc filantropji, opiece nad chorymi, a gdy tego czynić nie mogą, lub też w domu są same, przywiązują się do stworzeń, na które przelewają swoje, nieraz najgorętsze uczucia. Stąd biorą też początek śmieszne przywiązania tych kobiet do psów, kotów, kanarków i t. d., które pieszczą i kochają jakby swoje dzieci, rozpaczają tragicznie po ich śmierci, a w testamencie zapisują im nieraz rozmaite legaty.
Podświadomie czują takie kobiety w sobie żal i nienawiść do całego świata, a zwłaszcza (ukrywaną troskliwie) do mężczyzn, co objawia się na zewnątrz złośliwością, zgryźliwością, dopatrywaniem się wszędzie czegoś złego, lubowaniem się w bajkach i intrygach, co wszystko nieraz pokryte jest płaszczykiem pobożności i dewocji.
Najprzykrzejszym może dla kobiety, a zarazem najwięcej śmiesznym jest okres, w którym niezamężna kobieta, pozbawiona życia seksualnego, stoi na pograniczu dojrzałości i lat przejściowych. Jeżeli, jak to będziemy mówili w rozdziale o latach przejściowych kobiety, nawet kobieta zamężna popada wtedy nieraz w ciężkie konflikty duchowe i stara się wszelkiemi siłami zatrzymać uciekającą młodość, to tembardziej czyni to starzejąca się panna, która nie traci jeszcze nadziei, że jednak znajdzie, jeżeli już nie męża czy kochanka, to choć przynajmniej wielbiciela. Zaczyna więc wtedy na nowo się stroić, malować, mizdrzyć, ubierając się za młodo na swój wiek, a kokieterja jej jest nieraz rażąca i śmieszna.
Ktoś złośliwy powiedział:
Młoda pyta: jaki on jest?
Dojrzała: czem jest?
Stara: gdzież on jest?


WCZESNE WSTĘPOWANIE W ZWIĄZKI MAŁŻEŃSKIE.

W dawnych czasach wstępowało młode pokolenie znacznie wcześniej w związki małżeńskie, jak obecnie, a pochodziło to stąd, że przeważnie kobiety nie oddawały się poważniejszym studjom i nie pracowały tak samodzielnie jak obecnie i dlatego też rodzice starali się je jak najwcześniej wydać zamąż, nie dając im nieraz czasu do namysłu. Wydawano też wtedy nieraz zamąż młode dziewczęta za starszych znacznie od nich mężczyzn, gdyż z jednej strony pochlebiało to rodzicom, że córka ich wyjdzie „dobrze“ zamąż, a z drugiej kandydaci ci byli łatwiejsi do wyszukania jak młodzi ludzie, którzy dopiero dobijać się musieli stanowiska i żenić się jeszcze nie mogli. Panowało też mylne przekonanie, że wczesne małżeństwo tak u mężczyzny jak u kobiety jest „hygieniczne“, gdyż chroni młodego osobnika od rozmaitych grożących mu niebezpieczeństw, każąc mu odrazu żyć spokojnie w ognisku domowem.
Co do tej ostatniej sprawy to zaprzeczyć się nie da, że obecnie w dużych miastach zwiększa się stale ilość młodocianych prostytutek, co naprzykład dosadnie wynika już z ostatniej statystyki policyjnej w Wiedniu przytoczonej w pracy doktora Wegnera z Wiednia. Jasną bowiem jest rzeczą, że wobec coraz trudniejszych warunków bytu i coraz łatwiejszej sposobności zabawy, młode dziewczę ma obecnie sposobność łatwiejszego i częstszego zepsucia, natomiast możność małżeństwa wskutek tych samych warunków społecznych stała się obecnie trudniejszą i mniej prawdopodobną. Wobec tego lekarstwa szukać na to należy nie we wcześniejszem małżeństwie jako niemożebnem, lecz w poprawie bytu, zmianie trybu wychowania i t. p., o czem mówimy na innem miejscu.
Zadajmy sobie natomiast pytanie: czy wczesne małżeństwo młodego osobnika, a zwłaszcza dziewczyny jest rzeczywiście hygieniczne i polecenia godne?
Wprawdzie kobieta dojrzewa nieraz wczas, bo po trzynastym roku życia, jest to jednak nie dojrzewanie właściwe, jak się mylnie sądzi, lecz dopiero początek dojrzewania. Niektórzy sądzą, że kobietę uważa się za dojrzałą wtedy, gdy ma regularność i jest dobrze rozwinięta i zbudowana fizycznie. Zdanie to jest zupełnie mylne. Organizm uważamy dopiero wtedy za dojrzały, kiedy przestaje zupełnie rosnąć i rozwijać się, a ma to miejsce u kobiety pomiędzy 18 a 20 rokiem życia. Wtedy dopiero kobieta jest właściwie zdolna zostać matką. Natomiast do chwili w której organizm się jeszcze rozwija i potrzebuje bardzo wszystkich soków sam dla siebie, nie powinien ich utracać dla spraw seksualnych, gdyż może się to odbić zgubnie na jego dalszym rozwoju. Niestety u nas panienki, jak to wykazują badania lekarzy szkolnych w wieku 16 do 18 lat, są nieraz albo jeszcze źle rozwinięte, albo wątłe i anemiczne, tak, że wydawanie ich wtedy zamąż jest poprostu zbrodnią. Nawet duchowo jeszcze nie nadają się one do tego i dlatego każdy lekarz obecnie odradzać będzie wczesnego małżeństwa i jako wiek, w którym spokojnie i bez skrupułów podać można zdolność wyjścia zamąż, uważać należy ukończony dwudziesty rok życia u kobiety, a dwudziesty czwarty u mężczyzny.
Fizyczne wychowanie dziewcząt i sporty, które obecnie na szczęście w wychowaniu dziewcząt znalazły należne miejsce, nie powinny jednak być używane do tego celu, by w przypuszczeniu, że przez to dziewczyna wcześniej się rozwinie fizycznie, wydawać ją też wcześniej zamąż.
Doświadczenie lekarskie wykazuje, że przeważna ilość kobiet, które zbyt wcześnie wyszły zamąż, stale potem choruje, popada w histerje, cierpi na rozmaite zaburzenia kobiece, jest bezpłodna lub ma wątłe dzieci, a co najważniejsze, jest nieszczęśliwa w pożyciu, bez względu na to, czy wyszła zamąż za bardzo młodego czy starego mężczyznę. Gdy wyszła za starszego, to tenże jej nie może zrozumieć i jak pisaliśmy już o tem, staje się poprostu nieraz niewolnicą, cierpi z powodu zazdrości starego męża i nie znajduje zaspokojenia. Nie lepiej przedstawia się sprawa, gdy wyjdzie zbyt młoda osoba za młodego osobnika. Nie mają obydwoje żadnego jeszcze doświadczenia życiowego i albo ciągle pozostawać muszą nadal jak dzieci pod wpływem rodziców i nie rozwijają przez to swojej indywidualności, albo też, gdy nie zostają pod ich opieką, popełniają rozmaite błędy życiowe, nie umią wychowywać dzieci, a co gorsza, mogą znaleźć potem łatwo osobników, którzy lepiej i silniej na nie zadziałają i zapóźno dopiero się przekonają, że popełnili zbyt wczesny i lekkomyślny krok.
Prowadzi nas to znowu do tych samych wniosków co i na innem miejscu: małżeństwo jest zbyt poważną rzeczą, żeby wstępować w związki małżeńskie za wczas, lekkomyślnie i bez namysłu, dlatego też nie należy się z nim bardzo śpieszyć lecz sprawę tę najpierw głęboko rozważyć. Aby kobieta nie potrzebowała się spieszyć, musi jednak mieć własny chleb w ręku, wtedy dopiero może spokojnie czekać i wybrać najodpowiedniejszego dla siebie mężczyznę.
Jak wiadomo, w Indjach panował zwyczaj, że zawierano małżeństwa w bardzo wczesnym nieraz wieku, poprostu między dziećmi.
Na szczęście w ostatnich czasach Zgromadzenie Ustawodawcze uchwaliło ustawę, zakazującą wstępowania w związki małżeńskie osobnikom poniżej lat czternastu. Osoby poniżej lat szesnastu muszą zaś mieć na to specjalne pozwolenie. Że zwyczaj wczesnego małżeństwa był tam bardzo zakorzeniony i zupełnie nie za rzecz złą uważany, dowodzi najlepiej fakt, że uchwalono tę ustawę 67 głosami, podczas gdy 40 głosów odezwało się za zachowaniem dawnych zwyczajów.


WYCHOWANIE DZIEWCZĄT A KWESTJA SEKSUALNA

Wspominaliśmy już niejednokrotnie, że stanowisko kobiety, jakoteż pożycie małżeńskie wymagają koniecznie pewnych reform, które dadzą się przeprowadzić dopiero wtedy, kiedy i wychowanie młodego pokolenia będzie szło nieco w innym kierunku jak dotąd. Przedewszystkiem kobieta powinna być zdrową i unikać wszelkich szkodliwości, które zwłaszcza w młodym wieku podczas nauki szkolnej, wywoływane bywają niejednokrotnie brakiem ruchu, siedzącym trybem życia (nieraz całemi godzinami) i to nietylko w szkole ale i w domu.
Obecny prąd wychowania zaczyna na szczęście energicznie temu zaradzać, a na wychowanie fizyczne dziewcząt i sporty kładzie się obecnie ten sam nacisk co na wychowanie duchowe. I wyniki są już bijące w oczy. Coraz rzadziej spotyka się obecnie wątłe, niedokrwiste dziewczęta, a błędnica, która dawniej była nieraz cechą dorastającej panienki, jest coraz rzadszą.
Natomiast sporną jest jeszcze kwestja uświadamiania seksualnego młodych osobników, a zwłaszcza dziewcząt. Uświadamianie to nie może być li tylko zadaniem szkoły, gdyż po pierwsze w dziecku budzą się nieraz pewne instynkta i ciekawość nawet w wieku przedszkolnym, a powtóre dziewczyna naprzykład ma większe zaufanie do matki, bo przebywa z nią stale i od niej wymaga odpowiedzi na dręczące ją wątpliwości. Z tego też powodu dziewczęta w pierwszym rzędzie powinny być uświadamiane przez własne matki, które w sposób delikatny i rozumny mogą to bardzo dobrze czynić. Dziecko powinno mieć zupełne zaufanie do rodziców i wierzyć w to co mówią. Niestety dotąd okłamywano dzieci co do spraw seksualnych, wymyślając rozmaite bajki, wobec czego dzieci rodzicom wierzyć często nie mogły. Matka chcąc być przyjaciółką córki wymagała od niej, aby ta zwierzała się jej ze wszystkich tajemnic, natomiast sama kryła wszystko przed córką (mówimy tu naturalnie o dorastających dziewczętach), zapominając, że przyjaźń polegać może tylko na obustronnej szczerości i zaufaniu. O uświadamianiu w szkole mówimy na innem miejscu, przyczem dodamy, że mamy nadzieję, że w niedługim czasie może wspólnie z wykładami hygieny wprowadzone zostanie w szkołach żeńskich nauczanie hygieny kobiecej jakoteż pielęgnowania noworodka. Wspominaliśmy też, że nie powinno się zapominać o tem, że jakkolwiek kobieta powinna się kształcić i ewentualnie mieć jakiś fach i zdolność zarobkowania, by nie być na każdym kroku zależną od mężczyzny, to jednak z drugiej strony powinno się mieć na oku, że musi ona w przyszłości być żoną i matką, potrzebne są więc każdej kobiecie dokładne wiadomości z dziedziny gospodarstwa domowego, robót kobiecych i t. p. Tymczasem wiele z obecnych panien przypuszcza, że nowoczesna kobieta, oddając się jakimś studjom poważnym, nie może się zarazem zajmować takimi błachemi rzeczami, wobec tego wyrobił się u nich nawet pewien wstręt i pogarda dla tych zajęć. A jednak w małżeństwie kwestje te odgrywają nieraz bardzo wielką rolę, a ideałem nowoczesnej kobiety jest właśnie, by umiała pogodzić jedno z drugiem i wtedy mężczyzna będzie miał dla niej tem większy szacunek i przywiązanie, bo zobaczy w niej nietylko równego sobie inteligencją człowieka, ale zarazem prawdziwą kobietę w całem tego słowa znaczeniu. Jeszcze na jedną rzecz chcę tu zwrócić uwagę. Bardzo często rodzice, a zwłaszcza matki, nie zwracają zupełnie uwagi na kwestję seksualną u dziewcząt, twierdząc, że najlepiej zostawić je w zupełnej nieświadomości, a z drugiej strony dozwalają im na lekturę książek nieraz zupełnie dla nich nieodpowiednich. Nie mają nic przeciw temu, gdy dziewczęta chodzą do kina, obserwując tam sceny niestosowne lub też bywają w teatrze na sztukach o wybitnym podkładzie perwersyjnego erotyzmu. Wynikiem tego jest to, że potem dziewczyna nie mając zaufania do matki „uświadamia“ się zupełnie wadliwie u swoich zepsutych nieraz koleżanek lub co gorzej u służby.
Wszystko to są sprawy o niezmiernie doniosłej wartości społecznej. Nie możemy w naszym krótkim szkicu omawiać ich obszerniej, może jednak tych kilka słów będzie raczej zachętą do dalszych prac na tem polu.

∗                  ∗

Ameryka, w której praktyczność w życiu główną jest dewizą, pod tym względem świeci także przykładem. Akademia eugeniczna dla nauk małżeńskich w Chicago postawiła pewne tezy, któremi kierować się powinna przedewszystkiem panna, mająca iść zamąż, przyczem co ciekawe o miłości nic się nie wspomina.
Pierwsze pytanie, które postawić sobie musi panna, jest następujące:
Czy mi się dany mężczyzna podoba i jakiego bym uczucia doznała przy pocałunku w jego objęciach?
Następnie powinna panna zdać sobie dokładnie sprawę, czy dany mężczyzna ma dobry charakter, jej odpowiadający, czy jest delikatny, szczery, uczciwy i czy umie panować nad sobą?
A wreszcie trzecia teza jest czysto materjalnej natury mianowicie:
Czy mężczyzna może dobrze żonę utrzymać?
Doświadczenie bowiem wykazuje, że bardzo często małżeństwa z rozsądku są szczęśliwsze od małżeństw z miłości, ale właśnie pod warunkiem, że kobieta zdaje sobie sprawę ze swego przyszłego stosunku z mężczyzną, to jest nie kochając go, nie czuje jednak do niego wstrętu fizycznego tak, że jest nadzieja, iż się do niego fizycznie przyzwyczai, a dalej zdaje sobie dokładnie sprawę z charakteru i usposobienia mężczyzny.
Zwolennicy takiego zapatrywania twierdzą nawet, że rzeczywiście takie małżeństwa, zawierane niejako na zimno pod obserwacją, są szczęśliwe i mniej w nich o wiele spotyka się późniejszych rozczarowań i zawodów. Na odwrót nie raz w małżeństwach zawartych z gorącej miłości, zwłaszcza pomiędzy ludźmi, którzy bardzo krótko się znają, rozczarowanie to występuje rychło i miłość wygasa, albowiem nie ulega wątpliwości, że, jakkolwiek miłość jest uczuciem bardzo szlachetnem i pięknem, to jednak posiada tę wadę, że nieraz czyni człowieka ślepym na bijące nieraz w oczy wady ukochanego, przez co uniemożebnia zupełnie prawdziwą ocenę osobnika.


BRATERSKI STOSUNEK PŁCI DO SIEBIE

Oddawna zajmowała umysły badaczy kwestja, czy, pomiędzy dorosłym mężczyzną a kobietą istnieć może miłość idealna, względnie braterski stosunek. Większość jest zdania, że idealna miłość istnieć może tylko u kobiety, a gdy zjawi się u mężczyzny, to dowodzi to pewnej nienormalności tegoż. Braterski znowu stosunek, jak mówiliśmy o tem w rozdziale o prawie kontrastu, występuje najczęściej wtedy, gdy albo chłopiec i dziewczyna wychowują się od dziecka w jednym domu, lub też łączy ich pewna wspólna idea lub cel, wykluczający pierwiastek zmysłowy.
Tak naprzykład nowy kierunek wychowania fizycznego, dzięki sportom, w którym i kobiety biorą czynny udział, odwraca uwagę obu płci od spraw erotycznych, a pomiędzy młodzieżą obu płci wyradza serdeczny i braterski stosunek koleżeński. Kwestje erotyczne bywają też nieraz przez nich poruszane, ale właśnie w sposób zupełnie naturalny, bez jakiejś sztucznej pruderji i tajemniczych osłonek. Mimo tego chłopcy są przytem rycerskimi wobec dziewcząt, bronią ich zajadle w razie potrzeby, dziewczęta zaś odwzajemniają się im troskliwością nieraz niemal macierzyńską.
Nie przeszkadza to wcale temu, że tu i ówdzie wyłoni się u jakiejś pary prawdziwa miłość, która wtedy jest tem szlachetniejszą, że nie opiera się tylko na pierwiastkach zmysłowych, ale ma znacznie głębszy pokład, gdyż tak chłopcy jak i dziewczęta pozostają ze sobą na stopie swobodnej i koleżeńskiej, wolni od konwenansów i obłudy towarzyskiej, przez co mogą się między sobą wzajemnie lepiej poznać.
Niestety jak w każdej rzeczy, tak i tu dochodzi się czasem do pewnej przesady i niektóre dziewczęta chcąc w ambicji swej dorównać w rekordach chłopcom (a nawet ich przewyższyć), starają się gwałtem zatracać swe cechy kobiece i to nietylko pod względem fizycznym, ale i duchowym.
Dlatego też w ostatnich czasach zjawił się bardzo racjonalny prąd hamujący nieco te przesadzone dążenia płci żeńskiej. Gimnastyka i sporty prowadzone u kobiet racjonalnie i fachowo są dla nich bardzo pożyteczne. Natomiast przesada na tym punkcie odbić się może zgubnie na kobiecie w przyszłości, bo gdy wykształci w sobie zbyt silnie jedne mięśnie a osłabi drugie, to przy wydawaniu dziecka na świat może to być wielką przeszkodą.
Również i w drugim kierunku, to jest w duchowym, nowy ten prąd żąda, by przy wychowaniu dziewcząt nie zapominać o tem, że jednak właściwym celem kobiety jest to, by nie czekała jak dawniej z założonemi rękami na męża, lecz mając swój własny kawałek chleba, została jednak żoną i matką.
W tej myśli wprowadza się przy szkołach naukę i praktyczne kursa gospodarstwa domowego, a lekarze i lekarki szkolne w swoich wykładach higienicznych omawiają kwestje higieny ciąży, porodu i opieki nad niemowlęciem.
Braterski stosunek płci wystąpić może pomiędzy mężczyzną a kobietą wreszcie tam, gdzie pierwiastek zmysłowy jest zupełnie wykluczony.
Tak naprzykład żona opiekuje się z macierzyńską troskliwością swoim chorym mężem lub kaleką, nie mając przy tem żadnych ubocznych myśli względem innych mężczyzn.
Również w wielu małżeństwach, gdy szał i podniecenie zmysłowe wygasną pozostaje nadal serdeczne uczucia przywiązania i braterstwa podobnie jak istnieje ono u żyjących ze sobą jak para gołąbków sędziwych małżonków.


NOWE ZAPATRYWANIA NA PŁEĆ CZŁOWIEKA

Dzieliliśmy sobie dotąd ludzi na dwie płci: męską i żeńską, przyjmując tylko w wyjątkowych, chorobliwych, a raczej od natury upośledzonych przypadkach, obojnaków czyli hermafrodytów. Dla każdej płci cechującemi miały być prócz gruczołów płciowych (jąder i jajników) pewne płciowe cechy odmienne dla samca a samicy, nazwane przez Darwina drugorzędnemi.
Tymczasem nowsze badania doprowadziły nas do nieco innych, a bardzo ciekawych spostrzeżeń, z których wynika, że płeć nie jest wcale, jak dotąd przypuszczano, atrybutem, bez którego dany osobnik nie mógłby się obejść. Przedewszystkiem wiemy, że zarodek w swoim rozwoju stosunkowo bardzo długi czas jest bezpłciowy, potem przypomina obojnaka, a późno, bo nieraz w piątym miesiącu zaczyna się dopiero płeć wybitnie zaznaczać.
Przytem nieraz zajść mogą rozmaite zaburzenia naprzykład rozwijać się mogą gruczoły męskie, a kanały odprowadzające żeńskie i naodwrót, lub też po jednej stronie rozwijają się organa męskie, a po drugiej żeńskie.
Że w każdym osobniku istnieje jednak drzemiąca płeć druga dowodzą liczne fakta.
Po operacyjnem usunięciu gruczołów płciowych u dojrzałego osobnika występują często u niego drugorzędne cechy płci przeciwnej.
Mężczyzna traci zarost, głos staje się wyższym, piersi się powiększają, a okolica miednicy i ud przez przybytek tkanki tłuszczowej zaczyna przebierać kształty kobiece.
U kobiet wytrzebionych zjawia się naodwrót zarost na twarzy, ewentualnie klatce piersiowej i nogach, głos grubieje, a kształty zaczynają zmieniać się w męskie.
Obserwuje się to czasem w pewnych wypadkach chorobowych dotyczących schorzenia gruczołów o wydzielaniu wewnętrznem.
Naturalnie można obserwować te zmiany u zwierząt kastrując je celem doświadczenia.
Ba, nawet uczeni poszli dalej i po wytrzebieniu naprzykład osobnika męskiego, wszczepiali mu gruczoły żeńskie, to jest jajniki, przyczem osobnik nie tylko szybko zatracał cechy męskie i nabierał cech żeńskich, ale zmieniał się u niego odpowiednio popęd płciowy!
Tłómaczymy to sobie tem, że popęd płciowy kierowany jest pewnemi substancjami, wydzielanemi z gruczołów płciowych, które zowiemy hormonami.
Wobec tego nasunęło się przypuszczenie czy u homosexualistów nie chodzi także o takie odmienne działanie hormonów, co w przyszłości mogłoby mieć doniosłe znaczenie w leczeniu tego zboczenia.
Dotychczasowe badania i próby każą rokować pod tym względem pewne nadzieje. Nie ulega wątpliwości, że istnieją ludzie, którzy przy typowo rozwiniętych organach, posiadają jednak budowę, a co ważniejsze, konstrukcję psychiczną płci przeciwnej.
Jeżeli zaś organa płciowe nie są typowo rozwinięte, to wobec wyglądu i zachowania się, dzieci takie wychowuje się przeciwnie: a więc chłopca jako dziewczynę i odwrotnie.
Sprawa ta tłumaczy nam nierzadki fakt, że są kobiety o usposobieniu i upodobaniach męskich, a mężczyźni o naturze kobiecej.
Przewidział to już dawniej Weininger, który twierdził, że każdy osobnik składa się z cech męskich i żeńskich.
Normalnie podług niego każdy osobnik posiada 75% cech swojej płci, a 25% drugiej. Dobór właściwy podług Weiningera ma wtedy miejsce, gdy osobnik jednej płci trafi na drugiego, posiadającego, odpowiedni procent cech swojej płci.
(Wobec tego marzenia naszych pań o 100%wym mężczyźnie są tylko illuzoryczne!)
Widzimy więc z tego wszystkiego jasno, że płeć nie jest istotną cechą danego osobnika. Mimo zaznaczenia anatomicznego, niema ona swych cech drugorzędnych u dzieci, a zjawiają się one dopiero z chwilą dojrzewania płciowego.
Również cechy płciowe zanikają na starość, tak że nie rzadko nie można z twarzy odróżnić ogolonego staruszka od zgrzybiałej kobiety posiadającej nieraz lekki zarost na twarzy.
Wspominaliśmy też, że w niektórych wyjątkowych wypadkach zmienia się chorobowo płeć, a raczej jej cechy u człowieka, a u zwierząt można to nawet operacyjnie wywołać.
Utopiści wobec tego marzą już nawet o tem, że kiedyś w przyszłości, gdy dany osobnik znuży się już lub zobrzydzi sobie swoją płeć, będzie się mógł udać do specjalisty lekarza, który mu tę płeć zmieni na przeciwną!
Choćby jednak w przyszłości stało się to kiedy, to niewiem, czyby ludzkość z tego była zadowoloną, są bowiem pewne prawa natury, których zmieniać, nie powinno się, choćby człowiek był w stanie to uczynić. Zawsze bowiem, gdy idziemy wbrew naturze, gorzko tego nieraz potem żałujemy. Z tego też powodu słusznym jest głos Jana Jakuba Rousseau nawołujący ludzkość do powrotu do natury, gdyż zbyt dalekie odsuwanie się od niej przez kulturę i wyrafinowanie grozi w końcu ludzkości zupełną degeneracją!


RÓŻNICE W ODCZUWANIU MIŁOŚCI U MĘŻCZYZN A KOBIET.

Wszystkie cechy różniące kobietę od mężczyzny odbijają się bardzo typowo nawet w odczuwaniu miłości. Wspominaliśmy, że u człowieka popęd płciowy uległ pewnemu, że się tak wyrazimy, zwyrodnieniu, mianowicie może być każdej chwili wywołany i podniecony, lub też na odwrót przytłumionym przez rozmaite czynniki tak zewnętrzne jak i wewnętrzne. Te ostatnie zależą od świadomości człowieka, która objęła nad popędem płciowym panującą rolę. Kobieta, zwłaszcza lepszych sfer, wychowywaną jest od dziecka pod względem seksualnem zupełnie fałszywie (o czem wspominamy na innem miejscu) niema o życiu i mężczyznach żadnego pojęcia, przedstawiając sobie tych ostatnich albo zbyt wyidealizowanych (zwykle pod wpływem lektury) jako królewiczów z bajki, lub też na odwrót jako brutalne i zmysłowe stworzenia. Jest to też powodem, że kobieta często bardzo długo się namyśla nim odda serce mężczyźnie i wyszuka w nim analogję do swego wyśnionego ideału, co jednak nie przeszkadza, że mimo to w wyborze się myli i doznaje zawodu, gdyż nieraz kierując się jakąś powierzchowną cechą, bierze imitację za złoto. Jest ona jednak z natury upartą i dlatego nieraz nie da się przekonać, że się co do mężczyzny myli, choć wszyscy jej naokoło o tem mówią. Potrafi też kobieta kochać mężczyznę dla jakiegoś małego nawet, dla niej jednak miłego faktu lub cechy, chociaż poza tem mężczyzna ten jest jednostką zupełnie mierną, a nawet moralnie nie wiele wartą.
Mężczyzna na odwrót często szuka u kobiety wdzięku i piękna fizycznego, natomiast mniej go obchodzą strony duchowe i tych wcale nieraz nie studjuje, aż dopiero pożycie małżeńskie poucza go, że wspólne życie z kobietą tak płytką jest nie możebne.
Kobieta jest bardzo często próżną i chodzi jej o to, aby wydać się piękną. Potrafi tedy spóźnić się bardzo robiąc toaletę na spotkanie z ukochanym mężczyzną, nie myśli podczas tego o tem, że marznie on tam gdzieś lub moknie na deszczu czekając na nią, a gdy w końcu przyjdzie, to dziwi się, że mężczyzna zamiast podziwiać jej piękno, robi jej gorzkie wymówki!
Jak słusznie mówi Ruskin, kobieta umie się znacznie lepiej przystosowywać ciągle do rozmaitych okoliczności jak mężczyzna i dlatego jest zmienną: la donna e mobile!
W miłości nie pytamy się o to, czy kobieta jest wyższą, czy niższą od mężczyzny, czy zdolną jest do tego samego co mężczyzna, a tymczasem o to właśnie pytać powinniśmy, ażeby nie było potem żadnych nieporozumień. Gdybyśmy pamiętali o tej kwestji, to w wielu wypadkach mężczyźni nie żądaliby od kobiet tego, czego nieraz żądają, myśląc, że kobieta jest taką samą jak oni. I tu również Ruskin w swych uwagach o prawdziwej kobiecie wyraża się bardzo trafnie: kobieta powinna być dobrą, mężczyzna zaś mądrym i silnym. O ile mężczyzna stworzony jest do tworzenia, to kobieta naodwrót tylko do ustanowienia ładu, mężczyzna decyduje i zarządza, kobieta zaś mu doradza, pochwala i przyznaje palmę pierwszeństwa. Nie jest koniecznem, by kobieta umiała wszystko, to co mężczyzna, umieć może nawet mniej, lecz zato inaczej. Zła książka nie zepsuje dobrej kobiety, lecz dobra kobiety złej nie poprawi. Chłopców kształcą zwykle dobrzy pedagodzy, a córki nieroztropne matki, złe guwernantki i bony zgorzkniałe życiem.
Kobieta nie umie nigdy zachować miary nawet w miłości, bo albo w takowej przesadza, zaślepia się nią, lub też jest małostkową.
Potrafi też kobieta w przeciwieństwie do mężczyzny łączyć w sobie rozmaite uczucia naprzykład kochać bardzo i rzekomo szanować jednego mężczyznę, a zdradzać go z drugim. Potrafi być równocześnie wzorową matką, dobrą żoną i namiętną kochanką. Potrafi dzielić uczucie między męża a dzieci.
Jedną też z ciekawych cech miłości u kobiet jest to, że kobieta chce być zdobywaną, a zarazem widzieć w mężczyźnie władcę a nie uległego niewolnika. Z tego też nieraz powodu, gdy mężczyzna zdobędzie kobietę, to traci on dla niej wiele z uroku zwłaszcza, gdy przytem się w niej prawdziwie zakochał i chce leżeć u jej stóp i ubóstwiać ją. Wtedy nieraz przestaje być dla kobiety interesującym a działają na nią zato mężczyzni brutalni, a nawet ją lekceważący, co często wyzyskują chytrzy zdobywcy serc niewieścich.
Wszystkie te uwagi nasze dążą do tego by dowieść, że jakkolwiek miłość jest może tym jedynem uczuciem, które stara się połączyć ze sobą mężczyznę z kobietą, to jednak różną jest ona w odczuwaniu u mężczyzny a u kobiety.
Tylko w chwilach gorącego porywu zaciera ona te wybitne różnice, rzadko jednak może ona zmienić zasadniczo różne charaktery i cechy obu osobników względnie zlać je ze sobą w jedność. Najczęściej jest ona zato mimo swej idealności zaciekłą walką dwuch indywidualności ze sobą, z których jedna w końcu musi jako silniejsza zwyciężyć, a zdanie, że małżeństwo jest zbiorem wzajemnych ustępst, odnosić się może tylko do drobnostek życiowych. Nierzadko wreszcie wydarza się wypadek, że indywidualności są całkiem różne lecz równo silne i wtedy nie może przyjść do żadnego kompromisu, a pożycie takich dwojga osób jest piekłem na ziemi lub też prowadzić musi do rozejścia się.


PIELĘGNIARKA
(ze wspomnień mojego przyjaciela)

Leżałem w silnej gorączce z powodu zakażonej rany. Zachodzące słońce wlewało do mego pokoju swe ostatnie purpurowe blaski, które tworzyły na białej ścianie dziwne plamy. Wzrok mój uporczywie wpatrywał się w nie a wyobraźnia mego biednego, gorączką i bólem skołatanego mózgu, tworzyła z nich różne plastyczne tła i postacie. Jedne z nich swym ogromem i strasznym wyglądem wzbudzały we mnie strach, drugie swą karykaturalną originalnością wesołość, inne znów swym smutnym wyglądem współczucie. Wyrażać to musiałem słowami i gestami, bo nachylona nademną pielęgnująca mnie siostra starała się uspokajać mnie łagodnemi słowy. Gdy odwracałem wzrok od owych miraży, to spotykałem zawsze dobre, spokojne, litosne i jasne oczy mej opiekunki — wtedy umysł mój przytomniał, zdawałem sobie sprawę, że przed chwilą majaczyłem.
Gdy cierpienie minęło, dziwiłem się, skąd w tak ciężkiej chorobie, którą przebyłem, miałem tyle energji, wytrzymałości i siły, by znieść te ogromne tylotygodniowe cierpienia?
Lecz teraz jest mi to jasne — to jej anielska tkliwość, dobre serce i poświęcenie dodawało mi ciągle otuchy i krzepiło upadające siły. Byłem w chorobie niejako biednem małem dzieckiem, a ona dla mnie troskliwą i poświęcającą się matką. Słuchałem jej też jak dziecko, a wola jej była dla mnie wszystkiem, była zarazem moją wolą. Jej łagodne i słodkie słowa pociechy, łagodziły lepiej me cierpienia jak wszystkie narkotyki. Gdy wyszła z pokoju, brak jej dawał mi się zaraz gorzej odczuć, jak wszystkie inne dolegliwości.
Odwiedzało mnie wiele osób, nawet z mojej rodziny. Wszyscy starali się być dla mnie dobrzy, troskliwi, serdeczni, przynosili mi różne delikatesy, a jednak zawsze czułem, że między nimi a mną jest jakaś trudność, jakaś przegroda, która nie dozwala nam zetknąć się ze sobą ściśle i bezpośrednio.
Nieraz najtroskliwsze ich pytania męczyły mnie i gniewały.
Ona nigdy mnie się nie pytała, lecz przeczuwała zawsze me życzenia i stąd wszystko, co czyniła, wydawało mi się naturalnem i koniecznem. Nawet wtedy, gdy po wizycie lekarzy, kładąc swą rękę na mem rozpalonem czole oświadczyła, że ponowna operacja jest konieczną, przyjąłem to z uśmiechem na ustach, byłem spokojny, bo wiedziałem, że ona nadal nademną czuwać będzie. Leżąc na stole operacyjnym trzymałem ją za rękę, a gdy mi położono maskę na twarz, czując jej tkliwą obecność zasnąłem spokojnie. Obudziłem się z powrotem, w łóżku i pierwsze, martwe jeszcze spojrzenie padło znowu na jej anielską, pełną dobroci i współczucia twarzyczkę. Przychodziłem do zdrowia, lecz spędzałem jeszcze nieraz bezsenne noce, a wtedy ona zawsze siedziała przy mnie, gotowa na każde skinienie spełnić me nieme życzenie. Raz w nocy, gdy bóle się wzmogły, wzięła mnie za rękę i głaszcząc ją swoją, rzekła słowami słodkiej pieszczoty:
— Mój ty biedaku, cierpisz bardzo, ale to zaraz przejdzie, leż spokojnie.
A gdy po chwili rzeczywiście bóle się zmniejszyły, zobaczyłem cudny uśmiech na jej twarzyczce i po raz pierwszy dostrzegłem, że jest młodą i bardzo ładną kobietą. Wtedy sam zacząłem ją głaskać po jej rączce, a gdy się nachyliła, by zmienić mi kompres na głowie nie mogłem się oprzeć pokusie by lekko rozpalonemi wargami nie musnąć jej białej szyi, szepcąc przytem: moje ty drogie kochanie...
Lecz ona na to dziwnie się jakoś zmieniła i rzekła tonem, którzy miał w sobie coś z wyrzutu: niech pan nie psuje we mnie tego uczucia, które dotąd miałam dla pana. Dotąd był pan dla mnie biednym nieszczęśliwym chorym i nie chcę, żeby pan zwichnął we mnie to uczucie i stał mi się naraz obcym. Nie mogłabym się już poświęcać całym sercem!
Na to ja rzekłem:
— Siostro, czyż siostra nie jest kobietą, czyż nie przyzwyczaiła się też siostra do mnie, czyż poza swym szlachetnym zawodem i obowiązkiem nie czuje siostra serca w sobie i nie widzi, jak mi jest drogą, jak się do niej przywiązałem?
A ona zaczęła mi głaskać twarz z jakąś dziwną macierzyńską tkliwością i rzekła:
— Widać stan pana jest już dobry, bo zbudził się w panu znowu mężczyzna, który w kobiecie nie może widzieć nic innego, jak tylko spełnienie swych marzeń zmysłowych. Ja przeszłam w życiu bardzo dużo, poznałam rozkosz wielkiej miłości a jeszcze większą głębię boleści i zawodów. Serce moje już wygasło i nie wierzę, by mężczyzna mógł kiedy mieć to szczere prawdziwe i głębokie uczucie do kobiety, jakie ona nieraz ma do niego. Postanowiłam poświęcić się pielęgnacji chorych. Wtedy czuję, że mężczyźni mają dla mnie szacunek i są mi wdzięczni, bo wiedzą, że właściwie dla nich nie jestem kobietą. Wy bowiem wszyscy kochacie kobiety, lecz dla nich nie macie szacunku!
Pochyliłem głowę upokorzony, a podniósłszy jej rączkę do ust, szepnąłem wzruszony:
— Masz rację, szlachetny aniele, gdyż tylko to miano mogę ci nadać w tej chwili!


POPĘD PŁCIOWY A TEMPERAMENT KOBIETY.

W życiu codziennem popełnienia się często błędy przez to, że miesza się ze sobą pewne pojęcia, które aczkolwiek podobne, nie są jednak ze sobą identycznemi. Tak naprzykład wskutek pomieszania pojęcia popędu płciowego z temperamentem, wyłoniło się u wielu badaczy zapatrywanie, że kobieta nie posiada popędu płciowego, a jeżeli go posiada, to został on w niej tylko sztucznie wzbudzony. Tak naprzykład znany lekarz i psycholog Adler w swoim dziele „Wadliwe odczuwanie kobiety“ wyraża się następująco: „Popęd płciowy u normalnej dojrzałej kobiety właściwie zupełnie nie istnieje.“
H. Fehling, profesor chorób kobiecych na uniwersytecie w Bazyleji powiedział w swojej mowie rektorskiej: „Jest to zupełnie fałszywem zapatrywaniem, że młoda kobieta posiada taki sam silny pociąg do drugiej płci jak mężczyzna... Wystąpienie seksualnego elementu miłości u młodej dziewczyny jest czemś patologicznem.“
Prof. Windscheidt twierdzi: „U normalnej kobiety, zwłaszcza z lepszej sfery, instynkt seksualny jest zawsze nabytym a nie wrodzonym. Tam zaś, gdzie jest on wrodzonym albo sam się budzi, jest anomalją.“
Przytoczyliśmy tu kilka zapatrywań wybitnych uczonych aby właśnie wykazać, jak wielkie pomyłki można popełnić przez to, że miesza się jedno pojęcie z drugiem, w danym więc wypadku popędu płciowego z temperamentem zmysłowym.
Przez popęd płciowy rozumiemy impuls do rozmnażania, względnie utrzymania gatunku, tak przynajmniej określają go wielcy uczeni jak Kraft-Elbing i Eulenburg. Popęd ten zjawia się z chwilą dojrzewania danego osobnika, wyjątkowo wcześniej. Tłumaczymy go sobie obecnie funkcją gruczołów o tak zwanym wydzielaniu wewnętrznem, do których prócz gruczołów płciowych, należą także i inne, jak przysadka mózgowa, gruczoł tarczykowy, nadnercza i t. p. Popęd płciowy u zdrowego osobnika jest więc wyrazem normalnej funkcji pewnych gruczołów tak, że brak tegoż uważać byśmy musieli za coś nienormalnego. Inną jednak jest kwestja podmiotowego odczuwania tegoż popędu względnie reagowania na podniety ze strony płci przeciwnej, a to zowiemy temperamentem. U zwierząt popęd płciowy występuje okresowo w postaci ruji a potem zagasa chwilowo, a jeżeli jest on stale zachowanym, naprzykład (u niektórych zwierząt domowych), to jest to już objawem degeneracji kultury.
Natomiast u człowieka, który wskutek swojej wyższości umysłowej może panować nad swemi popędami, również i popęd płciowy uległ przemianie a raczej pewnego rodzaju degeneracji, która polega na tem, że osobnik może go w sobie dowolnie wywoływać lub też w razie mimowolnego wybuchu tegoż, nad nim panować. Tłumaczy to nam jasno wiele spraw dotąd za sporne uważanych, zwłaszcza pod względem temperamentu i popędu płciowego kobiety. Tak naprzykład nie ulega żadnej wątpliwości, że u kobiet wskutek specjalnego wychowania, które od samego początku tłumi w kobiecie nawet zarodki myśli seksualnych, uważając je za rzecz zdrożną, wystąpić musi z czasem istotne zahamowanie popędu płciowego, chyba że temperament mimo wszystko weźmie u niej górę. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że u ludów dzikich a nawet i u nas po wsiach, sfera seksualna kobiety jest całkiem inną (bo naturalną), jak u wielu kobiet wychowanych w mieście. Przy ocenie popędu płciowego popełnia się jeszcze ten błąd, że stale porównuje się popęd męzki z żeńskim, a te (jakkolwiek mają ze sobą wiele wspólnego) nie są jednak identycznemi i równowartościowemi. Zwolennicy zdania, że popęd płciowy u kobiety nie istnieje, względnie jest znacznie słabszym jak u mężczyzny, przytaczają na dowód fakt, że wiele kobiet nie odczuwa zupełnie potrzeby zaspakajania tego popędu, a co gorzej, nawet w czasie stosunku niema żadnego uczucia rozkoszy. Sprawa ta znowu postawiona jest zasadniczo na fałszywej stopie. To, że kobieta nie odczuwa popędu płciowego, względnie, że tenże nie jest u niej wrodzonym, lecz musi być dopiero rozbudzonym, nie jest też prawdą. Przedewszystkiem wzbudzić można w człowieku tylko to, co w nim istnieje. Liczne przypadki samogwałtu u dziewcząt dowodzą, że jednak kobiety odczuwają też potrzebę zaspakajania popędu płciowego, lecz będąc wychowane w purytańskich zasadach, tają się z tem i to nieraz przez całe życie. O drugiej kwestji, to jest obojętności płciowej, mówić będziemy na innem miejscu, gdzie poruszymy zarazem zupełnie przeciwną sprawę, to jest nadmiernie wzmożenie popędu płciowego.
Wskutek tego mylnego zapatrywania, że kobieta niema popędu płciowego, względnie, że może obejść się bez stosunków płciowych i tylko mężczyzna może ją seksualnie pobudzić, skazywano kobiety na różne barbarzyńskie zwyczaje, chcąc mieć naprzykład pewność, że kobieta pod nieobecność męża dochowa mu wierności, względnie nie będzie w stanie go zdradzić.
Rycerze udający się na wyprawy krzyżowe, zakładali żonom „pasy czystości“, od których kluczyk nosili przy sobie. Gorszemi jeszcze były tak zwane infibulacje, to jest mechaniczne zamykanie części płciowych kobiety.
Kończymy ten rozdział, reasumując wszystko następująco:
Popęd płciowy u kobiety normalnej istnieje, a zupełny brak tegoż jest właśnie anormalnością. Popęd ten jest jednak zasadniczo różnym i nie można go mierzyć miarą męzkiego. To, że wiele kobiet pozornie, czy faktycznie tego popędu nie posiada czy go nie okazuje, ma swoją przyczynę w zupełnie innych warunkach fizjologicznych kobiety, w zupełnie innym wychowaniu i wpajaniu pewnych zasad, nie rzadko w chorobach organów płciowych kobiety, a wreszcie w tem, że dany mężczyzna nie mógł czy nie umiał wzbudzić do siebie sympatji kobiety i podniecić jej zmysłów, gdyż właśnie tutaj istnieje zasadnicza różnica pomiędzy mężczyzną a kobietą. O ile każdy niemal mężczyzna rozbudzony płciowo i dojrzały, potrafi każdej chwili pobudzić się płciowo do którejbądź przystojnej czy sympatycznej kobiety, o tyle naodwrót kobietę pobudzić może tylko bardzo sympatyczny dla niej i „działający“ na nią mężczyzna, choćby nawet nie był on pięknym. Naodwrót wydarza się nieraz, że kobieta pomyliwszy się w typie, zaczyna odczuwać do danego mężczyzny pociąg płciowy, lecz przy bliższym zetknięciu zaraz go do niego traci i to nieraz na zawsze.
Zwolennicy teleologji twierdzą, że kobieta podświadomie wyczuć musi w mężczyźnie odpowiedniego i dobrego ojca dla ewentualnego przyszłego jej dziecka, podczas gdy mężczyzna w przeważnej ilości wypadków zupełnie o tej sprawie nie myśli.


ZMIANY POPĘDU PŁCIOWEGO U KOBIETY.

Normalnie kobieta powinna, względnie może odczuć popęd płciowy z chwilą dojrzewania, co cechuje się u niej zarazem wystąpieniem regularności, która zjawia się w naszym klimacie około 16 roku życia. Wtedy też kobieta może zajść w ciążę. W gorącym klimacie kobiety dojrzewają znacznie wcześniej a i u nas opisano w literaturze przypadki wczesnego dojrzewania i ciąży. Montgomery obserwował ciążę i poród u dziesięcioletniej dziewczynki, d’Outrekont u dziewięcioletniej, a Monitor nawet u ośmioletniej. Również samogwałt (onanizm) u małych dziewczątek nie należy do rzadkości, mając nieraz za przyczyny powstania czynniki mechaniczne jak robaki, podrażnienie skóry i t. p. Wskutek swędzenia dziewczynka zaczyna trzeć i drapać części płciowe, przyczem zjawić się może uczucie rozkoszy, poczem już dziecko wykonuje to nałogowo dla przyjemności. Znaną powszechnie jest rzeczą, że tak młodzi chłopcy jak i dziewczęta nieraz czują pociąg do tej samej płci. Częściej spotyka się to u dziewczynek ubóstwiających swoje nauczycielki. Naodwrót znów osoby starsze zaczynają czuć pociąg do młodych, tak, że nawet żartobliwie się twierdzi, że upodobanie do coraz to młodszych, jest oznaką starzenia się. Jakaż tego może być przyczyna? Przyczyna jest wcale prosta. Człowiek starzejący się nie chce tego na sobie odczuwać i dlatego pragnie otaczać się młodymi i niejako upajać ich atmosferą, pełną werwy, życia, zapałów i porywów. Swego nawet czasu za przykładem króla Dawida, który odmładzał się przez styczność z młodą dziewczyną nazwiskiem Abisag Sunem, starano się odmładzać starsze osoby przez ciągłą styczność z bardzo młodymi, co nazwano od owej dziewczyny sunamityzmem.
Młoda panna często znów czuje sympatję do starszego mężczyzny, a to z kilku powodów. Po pierwsze uważa go za mniej groźnego w stosunku do swej cnoty jak młodego, wiedząc z drugiej znów strony, że starszy ma większe doświadczenie na polu miłości od młodego, co zarazem ją zaciekawia. Starsza znów kobieta, w której temperament wybucha żywiołowo, ciągnie do młodych, bo widzi w nich wielką siłę płciową, jakoteż brak wybredności w wyszukiwaniu ideału.
O braku temperamentu mówiliśmy obszernie. Naodwrót w pewnych wypadkach wrodzonych lub nabytych, kobieta okazuje wzmożony popęd płciowy i właściwie nigdy nie może się zadowolić. Typowemi kobietami tego typu, których nazwiska przeszły do historji, były: Messalina, młodsza Aggripina, Lukrecja Borgia, Semiramis, Kleopatra, Elżbieta królowa Anglji, Katarzyna II cesarzowa Rosji, a wreszcie słynna autorka George Sand. Kobiety te, a zwłaszcza trzy ostatnie, okazywały w usposobieniu swojem wybitne cechy męzkie. Jak wiadomo (mówimy o tem w rozdziale o teorjach płci), każdy właściwie osobnik ma w sobie mniejszą lub większą dozę cech płci przeciwnej, tak fizyczną jak i duchową. Gdy przypadkowo przy danej płci przeważają cechy płci przeciwnej, wystąpić może pociąg ku płci tej samej, czyli homoseksualizm. Rzadszemi już zboczeniami popędu płciowego kobiety jest sadyzm, to jest pobudzanie się płciowe przez dręczenie i katowanie partnera. Częstszem już jest u kobiet masochizm, to jest poddawanie się dręczeniu albo okrucieństwu ze strony mężczyzny, co nawet po części znajduje pewne fizjologiczne usprawiedliwienie w tem, że w świecie zwierzęcym bardzo często samiec podczas aktu płciowego znęca się nad samicą, natomiast rzadko spotyka się u zwierząt stosunek odwrotny, jak naprzykład u pająków, gdzie samiec znacznie mniejszy od samicy, musi szybko po akcie płciowym uciekać, by nie zostać zagryzionym przez większą i silniejszą samicę. Podobne okrucieństwo spotyka się i u innych owadów, naprzykład koników polnych i pszczół, które zabijają nieraz niepotrzebne im już w ulu trutnie.
Bezwarunkowo jednak przewrotne popędy, jakoteż zmiany w popędzie płciowym, są u kobiet znacznie rzadsze jak u mężczyzn i prawie zawsze mają jakąś chorobową przyczynę, albo powodowane są namową i złym przykładem. Nie rzadko kobietę zmusza do tego zwyrodniały mężczyzna.
W wyjątkowych wypadkach osłabienia systemu nerwowego, na mocy prawa kontrastu, o którym mówimy na innem miejscu, kobieta nawet bardzo subtelna, zaczyna odczuwać pociąg zmysłowy do mężczyzny brutalnego, prostego, ordynarnego i zupełnie niżej od niej towarzysko stojącego. Ba nawet czasem potrafi zająć się mężczyzną zupełnie odrażającym brzydkim, ułomnym, nieraz poprostu zwierzę przypominającym. Poddaje się ona nieraz z rozkoszą brutalnym jego uściskom, a nawet pozwala się tyranizować i bić, co już graniczy właściwie z masochizmem.


WSTRZEMIĘŹLIWOŚĆ PŁCIOWA.

Pomiędzy uczonymi toczy się ciągle spór, czy wstrzemięźliwość płciowa jest dla organizmu zdrowego obojętną, szkodliwą, czy ewentualnie nawet korzystną?
Omówienie tej sprawy u kobiety jest o tyle łatwiejsze, że jak wspominaliśmy przy temperamencie, kobieta nierozbudzona, może doskonale obejść się bez stosunku płciowego z wyjątkiem wypadków jakiegoś nadzwyczajnego temperamentu i zmysłowości. Wspominaliśmy też, że wielu uczonych jest zdania, że samoistny wybuch temperamentu jest właściwie u kobiety anormalnością i takowy wzbudza dopiero u kobiety ukochany mężczyzna. Wielu jest też zdania, że regularności miesięczne są jak gdyby zabezpieczeniem pod tym względem, chroniąc kobietę od wybuchu zmysłowości, czego naodwrót niema zupełnie u mężczyzn.
Ale i u kobiet rozbudzonych i które już żyły płciowo, sprawa ta przedstawia się nieco inaczej jak u mężczyzn. Wspominaliśmy poprzednio, że popęd płciowy u człowieka w przeciwieństwie do zwierząt uległ dużym zmianom, bo z jednej strony wyłamał się on od okresowości i może być każdej chwili zaspakajany, a z drugiej został on podporządkowany pod czynność mózgu i świadomości, którym podlegać musi tak w sensie dodatnim, to jest pobudzającym, jak ujemnym, czyli hamującym.
Hamowanie to, zwłaszcza u kobiet, ma wielkie znaczenie, gdyż już od dziecka kobieta zostaje w tym sensie wychowana. Ponadto, jak również o tem wspominaliśmy, poczucie płciowe u kobiety jest bardzo delikatne i subtelne i bardzo łatwo może być jakimś czynnikiem wstrzymane albo nawet zupełnie zniesione (impotencja duchowa). Istnieje naprzykład u kobiet choroba zwana vaginismus, a polegająca na tem, że wskutek pewnych czynników, naprzykład przeczulicy nerwowej, obawy przed bólem przy pierwszym stosunku lub zapłodnieniem, kobieta cierpi na bolesny skurcz pochwy, który nietylko nie pozwala jej na normalne obcowanie, ale występuje nieraz na samą myśl o stosunku. Kobiety takie, chociaż kochają swych mężów i są przez nich ubóstwiane, nie mogą zupełnie obcować płciowo, nie odczuwają potrzeby zadawalniania się, a nawet wogóle cała sfera płciowa jest u nich zupełnie zamarła i nieraz budzi wstręt. Również łatwo kobieta może się zrażać płciowo do mężczyzny i wtedy instynkt płciowy będzie zahamowany.
Podobnie sfera płciowa może być z życia kobiety wykreślona przez to, że owładnie nią jakieś inne, wielkie lub wyższe uczucie. Tak naprzykład uczucie macierzyńskie nieraz gasi temperament kobiety, podobnie wielka religijność, skromność, zawody miłosne i t. p.
Bardzo ujemnie na popęd płciowy wpływa też ciężka praca fizyczna i nieraz słyszy się od kobiet te słowa: „gdy cały dzień ciężko się koło domu napracuję, to marzę tylko wieczorem o tem, żeby się położyć i odpocząć i ani mi do głowy nie przyjdzie myśleć wtedy o jakichś czułościach i zła jestem poprostu na męża, że tego odemnie jeszcze żąda.“
Nierzadko znów kobieta nie odczuwa żadnego popędu dlatego, że spotkała w życiu mężczyznę, który na nią tak silnie zadziałał, że w marzeniach swoich myśli ciągle o nim, a wyszedłszy naprzykład za innego, doznaje ciągle tylko rozczarowania i wszelkie jej myśli zostają ciągle przy tamtym a obecny nietylko na nią nie działa, ale nieraz budzi wstręt fizyczny. Dodać tu wreszcie musimy, że wiele kobiet (jak o tem wspominamy przy chorobach kobiecych) jest chorych i zupełnie z tego powodu niema w sobie ani iskry popędu płciowego i potrzeby zaspakajania tegoż.
Wszystkie wspomniane zatem czynniki, jakoteż liczenie się samotnej kobiety z opinją publiczną wpływają na to, że bardzo wiele kobiet żyć może i żyje wstrzemięźliwie, nie doznając przytem jakichś poważniejszych zaburzeń, które występują tylko u kobiet z bardzo silnym wrodzonym temperamentem. Wtedy wstrzemięźliwość wywołać może poważne zaburzenia, opisane potem zastępcze choroby, a nawet ciężką histerję.
Z tych też powodów tyle jest na świecie kobiet „niezrozumiałych“, tyle małżeństw nieszczęśliwych, tyle separacji i tyle rozwodów.


ZBOCZENIA DOJRZEWANIA PŁCIOWEGO.

Zboczenia dojrzewania płciowego objawić się mogą w dwóch kierunkach to jest osobnik dojrzewać może zbyt szybko lub naodwrót zbyt wolno.
Zajmiemy się naturalnie tutaj kobietą. Dojrzewanie kobiety odbywa się wcześniej niż mężczyzny i zależnem jest ono od rasy, klimatu, pożywienia i otoczenia. Najważniejszą tutaj rolę gra klimat. Dziewczyny ciepłych krajów dojrzewają wcześniej aniżeli zimnych.
Du Bois i Pajet podają:
W ciepłych krajach dojrzewają przeciętnie kobiety pomiędzy 11—14 rokiem życia, w krajach sfery umiarkowane pomiędzy 13—16 rokiem, w krajach zimnych pomiędzy 15—18 rokiem.
Wpływ wielki ma tu też dobrobyt. U ludzi dobrze sytuowanych dziewczęta rozwijają się znacznie szybciej jak u biednych, a najpóźniej rozwijają się w klasie ciężko pracującej.
Dawniej przypuszczano, że dojrzewanie płciowe ma swe źródło jedynie w gruczołach płciowych. Obecnie wiemy, że w sprawie tej biorą udział także inne gruczoły o tak zwanym wydzielaniu wewnętrznem, a należą tu przysadka mózgowa, grasica, gruczoł tarczykowy, nadnercza i t. p.
Tak naprzykład brak zupełny dojrzewania płciowego (mimo normalnych gruczołów płciowych) i pozostawanie przez życie na płaszczyźnie typu dziecięcego, zwane infantilizmem, ma za przyczynę zanik gruczołu tarczykowego, względnie przysadki, przy nadmiernem rozwoju szyszki mózgowej.
Naodwrót znów zawczesne dojrzewanie spotyka się przy schorzeniach przedniego płatu przysadki mózgowej, przy guzach szyszki i przy cierpieniach nadnerczy. Szyszka mózgowa działa hamująco na funkcje przysadki, która pozostaje znów w ścisłem związku ze wzrostem ciała i dojrzewaniem.
Dojrzewanie płciowe cechuje się prócz tego występowaniem tak zwanych drugorzędnych cech płciowych w postaci uwłosienia występującego na wzgórku łonowym, rozwoju gruczołów piersiowych, tkanki tłuszczowej na biodrach i udach i t. p. Zmianom tym towarzyszy zwykle wybitne osłabienie zdolności umysłowych, ociężałość, zaburzenia uwagi, roztargnienie, podatność na suggestje, wzmożona fantazja i zmienność afektów, wybuchy wesołości, smutku i t. p. Nierzadko obserwuje się przytem skłonności homoseksualne (miłość do koleżanek, nauczycielek), ewentualnie samogwałt. Te zmiany usposobienia, jakoteż zaburzenia intelektu powinny być znane każdemu wychowawcy i pedagogowi. Wcześnie fizycznie dojrzewają nieraz idjoci a to właśnie wskutek powyżej opisanych zmian w gruczołach o wydzielaniu wewnętrznem. Ze względu, że wczesnemu dojrzeniu płciowemu, towarzyszyć mogą rozmaite zmiany, zwłaszcza w odczuwaniu popędu płciowego, nasuwa się tu nam ważna kwestja uświadamiania młodzieży. Dawniej wychowywano dzieci w zupełnej nieświadomości płciowej, gdyż twierdzono, że młody osobnik powinien pod tym względem pozostać jak najdłużej „czystym“. Prowadziło to do tego, że w końcu młodych ludzi uświadamiali w sposób najnieodpowiedniejszy właśnie ci, którzy najmniej się do tego nadawali a więc służące, histeryczne bony, a chłopców nie rzadko prostytutki.
Dlatego też obecnie zaczynamy na te kwestje zapatrywać się z innego stanowiska i w szkołach nauczyciele przyrody i lekarze szkolni w sposób taktowny uświadamiają młodzież płci obojga, co zaczyna już oddawać bardzo dobre rezultaty. Młody osobnik uświadomiony, nie stawia ciągle pytań wprowadzających starszego w kłopot i nie interesuje się wieloma sprawami, uważając je za naturalne a nie tajemnicze, a przez to budzące ciekawość. Natomiast ciągłe upominanie: nie możesz tam iść, bo to nie dla ciebie, lub bo jesteś za młody, lub za młoda, wyjdź teraz z pokoju i t. p., nie jest niczem innem, jak tylko wzbudzaniem w dziecku właściwej mu ciekawości.
A już zupełnie niemal karygodnem było dawniej to, że matki nie uświadamiały zupełnie córek, nie raczyły im odpowiadać na ich naturalne i szczere zapytania, a później rozpaczały, gdy wskutek nieświadomości i nieznajomości życia córkę ich kto uwiódł. Ba, nawet wychodziły zamąż (i wychodzą jeszcze) kobiety, nie mając zupełnie pojęcia o zapłodnieniu, ciąży, porodzie i pielęgnowaniu niemowlęcia, co nieraz zgubnie się odbić może na pożyciu młodych małżonków.
Jeszcze chłopcy pod tym względem są w szczęśliwszem położeniu, bo wskutek swobodniejszego wychowania mają sposobność zapoznać się z temi tak ważnemi życiowo kwestjami, niestety nie jest tak jeszcze u wszystkich dziewcząt i czas najwyższy temu zaradzić.


TEMPERAMENT KOBIECY W OŚWIETLENIU KOBIETY.
(Opowiadanie pacjentki.)

— Tak, panie doktorze, jestem histeryczką, a raczej ośmiu lekarzy za taką mnie uznało — cóż robić, trzeba się z tem pogodzić! Zostawszy tedy histeryczką, postanowiłam wyciągnąć z tego przynajmniej pewną korzyść naukową i studjuję wszystkie możebne teorje przyczyn powstania histerji, analizując równocześnie siebie i znajome mi kobiety. Absolutnie nie mogę pogodzić się ze zdaniem tych, którzy twierdzą, że histerja ma za podkład zawsze tylko niezaspokojoną sferę zmysłową.
Weźmy naprzykład takiego Weiningera. Czyż zdanie: „Im gwałtowniej jakaś kobieta mówi o swym wstręcie do seksualności, tem silniej widać odzywa się w niej natura zmysłowa“ — nie jest wprost oburzające?
I kto mówi o tem — wy mężczyźni — którzy nie znacie zupełnie temperamentu kobiety! Gdy kobieta jest pozornie zimną, to u was zaraz jest już nienormalną, podobnie mówicie, gdy jest zbyt gorącą, albowiem chcecie, aby była szematem, który ma się zawsze przystosowywać do partnera, a to przecież jest wprost niemożebne.
Tę samą kobietę uznaje też pan X za histeryczkę, pan Y konstatuje, że jest zupełnie zimną, natomiast pan Z z zapałem twierdzi, że jest zupełnie normalną, a nawet pełną temperamentu kobietą. Pochodzi to stąd, że na kwestje temperamentu kobiety zapatrują się ludzie najczęściej mylnie. Zapatrywania te podzielićby sobie można na dwie grupy: jedni twierdzą, że kobiety tylko wyjątkowo mają temperament, drudzy są znów zdania, że sfera płciowa kobiety zajmuje przeważną część jej życia, lecz w stanie utajonym, wybuchając żywiołowo co pewien czas.
A tymczasem w kwestji tej popełnia się zawsze stale ten zasadniczy błąd, że porównuje się i przyrównuje temperament kobiety do temperamentu mężczyzny, a są to przecież dwie zupełnie różne jakości. Mężczyzna w pojęciu samca jest przeciętnie zawsze zdolny do aktu płciowego, nieomal z każdą nie brzydką kobietą.
Zupełnie natomiast inaczej przedstawia się sprawa ta u kobiety, gdyż u niej, za wyjątkiem patologicznego wprost temperamentu, kwestja zmysłowa stoi na drugim planie i kobieta uczciwa wyjątkowo tylko odczuje pociąg zmysłowy odrazu po poznaniu mężczyzny. Ponadto na kobietę nie działa zmysłowo z zasady każdy przystojny mężczyzna (tak jak na was każda przystojna kobieta), owszem, często wywołać może w kobiecie zmysłowość mężczyzna fizycznie nawet brzydki, albowiem sfera zmysłowa kobiety ma swoje specjalne cechy, których męzka sfera płciowa nie posiada.
Przedewszystkiem w odróżnieniu od sfery męzkiej, cechuje żeńską wielka powściągliwość jako wypływ różnych czynników fizjologicznych i wychowania, robiąca wrażenie chłodu zmysłowego. Przyrównaćby tu można temperament kobiety do ognia, tlejącego pod grubą warstwą popiołu, stworzonego z zasad, konwenansów, obaw, wstydliwości lub marzeń. Gdy mężczyzna znajdzie się w tem szczęśliwem położeniu, że popiół ten potrafi usunąć, a gorącem uczuciem ogień rozdmuchać, wtedy i temperament kobiety wybuchnie, jeżeli zaś tego uczynić nie umie, to ta iskra tlić będzie latami ukryta.
Jestem też absolutnie zdania, że zimna płciowo, czy obojętna kobieta należy do rzadkości, natomiast spotyka się tylko nieszczęśliwe, chore lub tak zwane „niezrozumiane“ kobiety.
Ogień temperamentu kobiety można czasem bardzo łatwo wzniecić, lecz i łatwo tlejący zagasić. Gdy mężczyzna dopuści do tego, że ogień ten przy nim zagaśnie, niech się już nie trudzi rozpalić go na nowo, praca to daremna, zrobi on wtedy z kobiety histeryczkę, jak wy panowie doktorzy się wyrażacie.
A teraz dalsza różnica. Silne uczucie do kobiety mężczyzna łączy zwykle zarazem z silnym do niej pociągiem płciowym, podczas gdy u kobiety często istnieć może bardzo głębokie uczucie a nawet i miłość do mężczyzny, pozbawiona zupełnie pierwiastku zmysłowego. Ten ostatni może ewentualnie mężczyzna z czasem wzbudzić, lecz co smutniej, istniejący stłumić, a mimo to kobieta kochać będzie dalej. Dlatego też czasem w życiu spotykamy pozornie paradoksalne wypadki, naprzykład żona kocha męża, lecz nie czuje do niego żadnego pociągu płciowego, który jednak wzbudzić w niej może nagle mężczyzna uczuciowo dla niej obojętny, lecz który potrafił trafić przypadkiem we właściwy ton jej sfery zmysłowej, przekonań i marzeń, czego dotąd mąż uczynić nie umiał i nie potrafił.
Trzecią wreszcie zasadniczą różnicą pomiędzy temperamentem mężczyzny a kobiety jest to, że ta ostatnia częściej obojętnieje względem mężczyzny zmysłowo i to pozornie nieraz z błachych powodów. Pochodzi to stąd, że temperament kobiety jest rzeczą bardzo subtelną i wymaga dlatego subtelności. Nieraz brutalny gest, powiedzenie nie na czasie lub też podrażniona ambicja i duma kobiety gasi nagle ogień jej temperamentu. A ileż jeszcze jest innych po temu przyczyn, jak choroby kobiece, zmartwienia i t. p., stwarzające obraz tak zwanej psychicznej impotencji.
To znowu histerja — powie pan, panie doktorze? O nie — histeryczkami bywają także kobiety nawet zanadto zaspakajające swoje potrzeby zmysłowe, nie liczące się z opinją, z nikim i z niczem.
Wy mężczyźni nie znacie kobiet zupełnie!
Porywają was za sobą damy półświatka, posiadające kunszt działania na zmysły w sposób wyrafinowany, wprost naturze kobiety przeciwny. Te dla was nie są histeryczkami, bo sami przy nich stajecie się nimi. Znosicie wtedy wszelkie ich kaprysy, ulegacie tym kobietom niewolniczo, błagacie o jedno spojrzenie, ale w żonie zato widzicie histeryczkę — a to dlatego, że jest uczciwą i brak jej fałszu i wyrafinowania.
Przy boku wesołych kobiet marzycie o uczciwości i chcecie koniecznie tych dobrych stron dopatrzyć się w tych kobietach a na odwrót w kobiecie uczciwej brakuje wam tego „pieprzyka“, który mają tamte, a który wy najfaszywiej w świecie uważacie za temperament.
Kobieta wymaga we wszystkiem pewnych, ze się tak wyrażę, akcesorji, a wymaga ich tembardziej w miłości. Rycerski gest mężczyzny potrafi ją nieraz porwać w jednej chwili, jak naodwrót ciągłe kazania o moralności i obowiązkach odstręczyć. Dlatego też kobieta może łatwo się zapalić, lecz i łatwo ostudzić.
Jeżeli więc sfera zmysłowa jest u nas tak subtelną, tak wątłą i tak kapryśną, to przyzna pan, ze trudno jest chyba przyjąć, by była głównym podkładem duszy kobiecej i by każda kobieta nerwowa była li tylko chorą na tem tle, bo albo musimy przyjąć, że tych przyczyn musi być więcej, albo też gdybyśmy przyjęli, że tylko jedna istnieje, niemal wszystkie kobiety musiałyby być w obecnych warunkach życia histeryczkami.
Pan ironicznie się uśmiecha i zapewne myśli: jeżeli już od godziny ciągle mówisz o temperamencie kobiety, czyż nie zdradzasz się sama?
Przedewszystkiem odpowiem panu na to, że co do siebie zupełnie nie twierdzę aby cierpienie moje nie miało pewnego podkładu zmysłowego, ale obserwowałam inne kobiety, uznane przez was za histeryczki i nabrałam przekonania, że u nich inne, ważniejsze powody wywołały histerję.
Wiele kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy czy mają temperament czy nie, a zapytane o to odpowiadają: „Sama naprawdę nie wiem.“
Popełnia się tu więc ciągle ten błąd, że raz się twierdzi, że kobieta nie ma żadnego popędu płciowego, a drugi raz, że sfera erotyczna odgrywa w jej życiu dominującą rolę i dlatego często nie może znaleźć należytego odpływu. A jednak kobieta tych odpływów ma może więcej jak mężczyzna. Jej subtelna dusza może znaleźć zupełną pociechę i radość życia, gdy jest przyjaciółką, opiekunką, pielęgniarką a przedewszystkiem kiedy jest matką. Ja niestety nią nigdy nie byłam, a jednak pragnę tego całą duszą, marzę o tem w snach i na jawie, a dziecko byłoby dla mnie wszystkiem, wypełniłoby moje szare życie i byłoby dla mnie lepszem i skuteczniejszem lekarstwem jak wasze bromy i walerjany.
— Przepraszam — rzekłem w końcu — pozwoli i mnie pani przyjść do słowa. Poglądy pani na temperament kobiety są bardzo trafne, ale muszę też stanąć nieco i w obronie mężczyzn.
Nie przeczę, że często źle rozumiemy i odczuwamy kobiety, ale też często one właśnie są temu winne. Czyż nie mylą one nas ciągle swoją kokieterją, swą mięszaniną skromności i bezwstydu, swą naturą naiwnego dziecka, okraszoną nieraz wyrafinowaniem? Żądacie od nas byśmy was zawsze rozumieli, byśmy trafiali w odpowiednie chwile, a same nam to utrudniacie, zmieniając się ciągle jak kameleon...
— O pozwól pan, że mu przerwę, więc chcielibyście, byśmy zawsze były jednakie?
Zaraz nazwalibyście nas nudnemi jak lukrecja lub głupiemi kurami domowemi. Przecież pociągają was kobiety najwięcej zmienne, kapryśne i zmienne. Gdy która z nas zrzuci tę maskę, to przestaje was zaraz interesować, przestaje być dla was zagadką, zaczyna was nudzić i szukacie innej, więcej interesującej. Wy sami stwarzacie w nas histerję, stwarzacie ją na każdem kroku — nie lubicie gdy jesteśmy zbyt szczere, otwarte i wam oddane, tak, jak was znowu gniewa, gdy zamykamy się w sobie, złości was to, że nie bawią nas wasze tłuste dowcipy lub anegdoty, jesteście zagniewani gdy wydajemy dużo pieniędzy na stroje, lecz pogardzacie nami gdy się skromnie ubieramy. Mimo ciągłych zapewnień o tem, jakże macie mało dla nas szacunku! Wszakże sam Kant powiedział, że tezą kobiet jest: „Chociaż nas mężczyźni wewnętrznie nie szanują, to zato zmuszamy ich aby nas kochali.“
Powstałem, by pacjentkę mą pożegnać, a ona rzekła:
— Idź pan już, bo mnie zaczynasz złościć!
— Ja panią złoszczę? Czem, jeżeli wolno zapytać, byłem chyba cały czas cierpliwym słuchaczem?
Właśnie ta cierpliwość pana mnie zirytowała, słucha pan, słucha, czasem coś bąknie, a jabym właśnie chciała, żeby mi pan oponował i kłócił się ze mną.
Ukłoniłem się sztywno, a ona podając mi rękę, uśmiechnęła się do mnie czarująco i rzekła:
— Nie gniewać się tylko, doktorze, to nie ładnie, mnie trzeba przecież wszystko przebaczyć, bo jak pan najlepiej sam wie, jestem histeryczką...


KOKIETERJA.

Sumę sposobów, któremi kobieta z rozmysłem lub bezwiednie pragnie ściągnąć na siebie uwagę mężczyzny, zowiemy kokieterją.
Kokieterja bezwiedna, często jest wrodzoną i spotykamy ją już u małych dziewczynek, co często ma podłoże w naśladowaniu matki, albo też wprost przez matkę bywa dziecku wpajane, a ta potem się cieszy, że dziecko stroi już minki i umie zawracać oczkami.
Kokieterja, tak bezwiedna jak i rozmyślna, ujawnia się głównie spojrzeniami, mimiką, przybieraniem działających na zmysły mężczyzn póz ciała, wyrachowanym chodem, przy którym uwydatniają się wdzięki kobiety, przyczem w pomoc przychodzi odpowiedni strój.
Zbyt daleko posunięta kokieterja staje się wyzywającą i wtedy zaczyna zatracać swój urok i z niewinnej i cichej gry, staje się brutalnem ofiarowaniem się mężczyźnie.
Do kokieterji trzeba mieć pewien talent i pewną ku temu skłonność, co tłumaczy nam, dlaczego nieraz zupełnie uczciwe zresztą kobiety „bezczelnie kokietują, a damy półświatka lub prostytutki, którym ta kokieterja jest przecież koniecznie potrzebną, mimo prób, nauki i usiłowań, absolutnie kokietować nie potrafią i czynią to śmiesznie i niezgrabnie.
Kokieterja przybierająca pozy więcej duchowego zbliżania się kobiety do mężczyzny zowie się flirtem. Tak kokieterja jak flirt, dla wielu kobiet są poprostu niezbędnie do życia potrzebne. Są one niejako szczytem górskim, z którego roztacza się przecudny widok daleko, ale jeden krok fałszywy, a spaść można przytem w głęboką przepaść.
Przy kokietowaniu kobieta stara się wyzyskać swoje naturalne lub sztuczne powaby. Kokietuje więc oczyma gdy ma ładne, włosami, ręką, nóżką i t. p.
Prócz tego, ściągnąć może na siebie kobieta uwagę różnymi sposobami, które są zależne od mody i sposobu życia danego społeczeństwa, a raczej polegają na pewnem wyłamywaniu się od ogólnie przyjętego szablonu lub przesadzaniu w warunkach mody. Tak naprzykład u ludów dzikich, które chodzą często nago, kobieta ściąga uwagę mężczyny przez nałożenie na siebie jakichś części stroju, bo dowiedzioną jest rzeczą, że zmysły drażni więcej coś półzakrytego, jak sama nagość ciała, o czem świadczą najlepiej przejrzyste pończoszki i sukienki naszych pań.
Kobiety dzikie używają do kokieterji innych sposobów, a więc malowań ciała, tatuowań, fryzur z piórami, wprawiania sobie w nos, wargi lub uszy rozmaitych przedmiotów i t. d.
Papuasi przekłuwają sobie naprzykład przegrodę nosową i wsadzają sobie w ten otwór różne sztabki, obrączki i pazury.
Na wyspach malajskich piłują znowu sobie kobiety i czernią zęby, a Australkom wybijają dwa zęby z przodu.
U nas również panie, nawet niepotrzebujące tego, malują sobie twarz, zapominając, że do niedawna wytykały to z oburzeniem damom z półświatka. Usta smaruje się co chwila pomadką, by wargi wyglądały ładnie i świeżo, w naturalnym kolorze, natomiast w Nowej Zelandji za piękne uchodzą wargi, na błękitno pomalowane, czego nawiasem mówiąc i w Paryżu próbowano. Na Wyspach Edmonta za piękne uchodzą włosy białe, co również i u nas w dawniejszych czasach było w modzie, u innych znów ludów elegantka stara się przybrać kolor włosów czerwony. Również i tu nasze panie nie pozostały zatem w tyle i co pewien czas jakiś kolor włosów staje się modny. Do niedawna wyjaśniały sobie kobiety włosy, utleniając takowe, obecnie znów przyciemniają je sobie henną.
Ciekawą jest rzeczą, że tam, gdzie z powodu mniejszej ilości kobiet trudno jest mężczyźnie zdobyć towarzyszkę życia, naodwrót mężczyźni starają się strojem lub malowaniem działać na kobietę.
Hellenbach dzieli kokieterję na trzy rodzaje: 1. usiłowanie zwrócenia uwagi na siebie swem ciałem, 2. rzekomymi przymiotami duszy, 3. umiejętnem dostosowaniem się do danej sytuacji i życzeń mężczyzny. Tenże autor twierdzi, że w kokieterji kobieta jest najbardziej szczerą, tak, że nawet wygłosił zdanie: „Powiedzcie mi jak dana kobieta kokietuje, a powiem co ona jest warta...“
Kokieterja liczyć się musi z różnemi gustami mężczyzn, a chcąc je wszystkie zadawalniać, musi wyszukiwać coraz to więcej oryginalnych form, czyli rafinować się. Tak naprzykład na mężczyzn w miarę ich zepsucia działają coraz to pikantniejsze stroje. Wyszukuje więc tu moda krótkie fasony sukien, uwydatniające piersi, biodra, rozcięte z boku, przejrzyste tkaniny i cienkie jak pajęczyna pończoszki i t. p.
Pamiętam doskonale, jak uśmiałem się serdecznie raz z jednego mojego znajomego, który szalał poprostu za jedną panną, a zwłaszcza zachwycał się jej cudnemi, jak się wyrażał, nóżkami.
Nagle w Zakopanem ujrzał swą boginię podczas przechodzenia przez rzeczkę bez bucików i pończoch i oblał się przytem zimnym potem. Bo cóż zobaczył? Oto wcale nie piękne, czerwone, chropowate i pokryte włosem golenie, jakoteż wykrzywione i sterczące kostki palcy. Zadziałało to na niego w ten sposób, że nietylko zachwyty jego nad nóżkami ustały, ale ostudził się w zapałach i do samej osoby!
Ta rafinada w stroju bywa też dla kobiet często fatalną, bo wywołuje u mężczyzn potem rozczarowanie, a nierzadko i wstręt fizyczny.
Rafinowanie stroju kobiety, wywołać może u pewnych mężczyzn jeszcze fatalniejszy skutek, bo odłączenie pożądania od ciała kobiety, a przeniesienie go wprost na część ubrania, co zowiemy fetyszyzmem. Osobnik taki doznaje potem pobudzenia na sam widok pięknego bucika, włosów lub części garderoby, zwłaszcza bielizny kobiety, podczas gdy ona sama na niego nie działa. Fetyszyzm występuje niejako fizjologicznie, często u młodych chłopców, kochających się idealnie, którzy z pietyzmem całują, zbierają i przechowują różne części garderoby swoich najdroższych i loki włosów, za nic w świecie by się z niemi nie rozstali, są o nie poprostu zazdrośni, nawet wobec ukochanej osoby.
Kokieterja bardzo często jest zarazem dowodem braku temperamentu kobiety, jakoteż niepewności siebie, bo jasną jest rzeczą, że kobieta piękna sama sobą zwraca uwagę i z tego jest właśnie dumną, a znowu kobieta z temperamentem nie ma nawet czasu na kokieterję, wie, bowiem, że cały jej organizm, jako taki, może działać na mężczyznę, nie potrzebuje więc dopiero szukać sztucznych półśrodków.
Kokieterja wymaga pewnej odległości, działa zachęcająco, z równoczesną jednak świadomością niemożebności zbliżenia się mężczyzny, lecz liczy się bardzo ze względami towarzyskiemi. Z tego też powodu kobieta jest znacznie śmielszą w spojrzeniach i kokietowaniu, gdy czyni swe próby na nieznajomym mężczyźnie, a poznanie go wpływa zaraz ujemnie na kokieterję, gdyż względy towarzyskie występują tutaj zaraz na plan pierwszy.
Również kokieterja jest śmielszą, gdy kobieta jest pewną niemożebności zbliżenia się odrazu do niej kokietowanego mężczyzny, z tego też powodu, gdy kobieta porządna siedzi sama w lokalu publicznym, to nigdy nie ośmieli się kokietować, ale zaraz to zacznie, gdy ktoś znajomy się do niej przysiądzie, wtedy jest śmiałą i nie boi się zaczepki.
Wspominaliśmy poprzednio, że zwracać może na siebie kobieta uwagę, przesadą w modzie, naprzykład zbyt krótką lub wydekoltowaną sukienką, ruchami zbyt swobodnemi, a wreszcie swobodnem zupełnie zachowaniem się, dozwalając mężczyźnie co chwila na pewne zbliżenie się i zaraz go odtrącając, co typowo ma miejsce w tak zwanym flircie.
U nas panuje obecnie moda, że kobieta powinna być szczupła, co powoduje, że panie tęgie poddają się nieraz bardzo ciężkim i przykrym kuracjom.
Inaczej jest w krajach mahometańskich, gdzie kobieta ma tem większe powodzenie im jest tęższa.
W Afryce tuczy się celem piękności dziewczęta, a zwłaszcza przed ślubem odbyć musi każda forsowną kurację tuczącą.
Jedna pieśń u Somalów powiada:
„Jesteś piękna, a członki twoje są tłuste — gdybyś jednak piła mleko wielbłądzie byłabyś jeszcze piękniejszą.“
Również u Hindusów ceni się bardzo kobiety korpulentne, a w księdze praw Manu powiedzianem jest między innemi następująco:
„Uważajcie, ażeby dziewczyna mająca wyjść zamąż, miała tak wspaniały chód jak młody słoń!“
Jasną wobec tego jest rzeczą, że kobiety chcąc się stosować do panujących upodobań, muszą nieraz wbrew naturze znosić rozmaite cierpienia, a więc deformować sobie czaszkę, jakto w Ameryce do niedawna u dzikich ludów miało miejsce, skracać stopy, jak u Chinek, ściskać się gorsetami i pasami, jak obecnie u nas, albo też naodwrót tuczyć się lub wypychać, jeżeli dobra tusza w danej chwili jest modną.
Tutaj więc stoimy na pograniczu kokieterji i mody.
Moda każe kobiecie stosować się do pewnego w danej chwili przyjętego szablonu, przyczem rola jej niejako się kończy. Kokieterja zaś tem się nie zadawalnia, lecz zmusza kobietę do wyszukiwania sposobów zręcznego operowania wynalazkami mody, a to w celu jak najlepszego wyzyskania ich do działania na mężczyznę. Osiąga się to zwykle w ten sposób, że albo celem odróżnienia się od innych, kokietka przesadza w modzie lub też wprowadza w niej pewne poprawki podkreślające, poprawiające lub też imitujące jej wdzięki.


MĘCZENNICE ZAZDROŚCI.

Kobieta nie rzadko cierpi z powodu zazdrości rzekomo kochającego ją mężczyzny i dlatego musimy poświęcić kilka słów temu uczuciu.
Zazdrosnym można być o osobę i jej właściwości lub też o jakąś rzecz martwą, a uczucie to polega na obawie utraty posiadania. Zazdrość jest uczuciem nizkiem i egoistycznem, nie liczy się zupełnie z podmiotem czy przedmiotem miłości, lecz skierowana jest li tylko ku celom osobistym i z tego powodu nieraz może obrażać drugą osobę, rzucając na nią zupełnie nieuzasadnione podejrzenie. Może więc mają rację ci co mówią, że kto jest bez powodu zazdrosny, ten nie kocha prawdziwie drugiej osoby, lecz kocha tylko siebie, jako właściciela tej osoby, uważając ją niejako za przedmiot. Zazdrosny często nie widzi tego co jest, lecz coby być mogło i często sam zmusza okoliczności, by się tak składały jak on przypuszcza, lub nawet je stwarza, suggestjonując potem siebie i drugą nieszczęśliwą osobę. Drugim rodzajem zazdrości jest niemiłe uczucie wywołane tem, że nie posiadamy tego i posiąść nie możemy co inny posiada. Uczucie to jest już trochę wyższe, a odczuwane bez krzywdy dla drugiego, stać się może nawet źródłem szlachetnego współzawodnictwa. Jeżeli jednak zazdrościmy komuś tego, czego absolutnie sami nigdy osiągnąć nie możemy i działamy przytem na jego szkodę, wtedy zazdrość taka jest uczuciem złem i graniczy z nienawiścią.
Zadajmy sobie pytanie, kiedy i z jakich powodów wystąpić może zazdrość mężczyzny o kobietę i odwrotnie?
Zazdrość może być przedewszystkiem uzasadnioną lub zupełnie niezasadnioną, a są nawet ludzie chorobliwie o wszystko i o wszystkich zazdrośni. Zazdrość uzasadniona może mieć uzasadnienie tylko dla danego osobnika, będąc pozatem właściwie zupełnie nieuzasadnioną. Nierzadko naprzykład zazdrośni są małżonkowie o siebie z tego powodu, że istnieje między nimi duża różnica wieku. Starszy mężczyzna, żeniąc się z młodą panienką będzie o nią ciągle zazdrosny, bo obawia się, że może spotkać ona w życiu młodego człowieka, który zadziała na nią w ten sposób jak on już działać nie może. Zazdrosną jest też brzydka żona o pięknego lub sławnego męża, widząc, że tenże ma naokoło duże powodzenie u kobiet. Taksamo zazdrosny będzie mężczyzna niepewny uczucia kobiety lub też gdy ta jest kokietką, albo też, zupełnie nawet niewinnie, lubi flirtować z innymi mężczyznami. Zazdrosnym wreszcie będzie jedno z małżonków, które jest chore i nie może dać drugiej połowie pełnego szczęścia.
W wypadkach zupełnie analogicznych co do ewentualnych przyczyn powstania, występuje zazdrość częściej u mężczyzn jak u kobiet, a to z powodu, że każdy mężczyzna jako więcej zbrukany życiowo, widzieć będzie o wiele częściej nieraz to złe, o którem kobieta niema nieraz nawet pojęcia. Zazdrość jest uczuciem, które zaślepia, jest przytem nielogiczną i opiera się często na pozorach i domysłach poniżając człowieka i zmuszając go do szpiegowania drugiej osoby. Że jest nielogiczną, dowodzi choćby tego nie rzadki fakt, że zazdrosny odczuwa to uczucie nieraz tylko w razie obecności swojej. Tak naprzykład nieraz mąż zazdrosny jest o to, gdy ktoś na żonę jego rzuci kilka razy spojrzenie w publicznym lokalu, natomiast ze spokojnem sumieniem wysyła ją na kilka tygodni do kąpiel, zupełnie nie troszcząc się o to, że tam ewentualnie miałaby ona sposobność dopiero zdradzać go i flirtować zupełnie bez skrupułów.
Zazdrość jest uczuciem, z którego nieraz żadnym sposobem ani dowodami otrząsnąć się nie można i choć przychodzą chwile jasności umysłu i sam zazdrosny z siebie się śmieje, to za chwilę popada znowu w to zaślepiające uczucie i dlatego zazdrość często jest nieuleczalną.
Człowiek zazdrosny, mający bardzo silną wolę, zdaje sobie naprzykład dokładnie sprawę z niesłuszności lub podejrzeń, wstydzi się przed sobą, zmienia co chwila przedmiot działania zazdrości na ukochaną osobę, a mimo to oprzeć się temu uczuciu nie może, ba, nawet są tacy, którzy bez zazdrości byliby nieszczęśliwi! Zazdrość potrafi nieraz tłumić miłość a nawet przejść w pewien rodzaj sadyzmu, tak, że zazdrosny lubuje się poprostu w znęcaniu się nad drugą osobą, a dopiero nieraz, zgnębiwszy ją zupełnie i widząc ją nieszczęśliwą, pragnie czułościami nagrodzić jej tę krzywdę. Zazdrość wreszcie może zaślepić do tego stopnia świadomość, że na wzór Ottela każe osobnikowi zabić drogą osobę, by potem z przerażeniem opamiętać się zapóźno i wić się w bólach i męce zbolałej duszy u zimnych zwłok kochanej a niewinnej istoty!


KOBIETA NIEWOLNICA.

Niektórzy uczeni są zdania, że najpierwotniejszą formą pożycia społecznego był matryjarchat, a dopiero potem zjawił się patryjarchat.
Historyczne jednak wzmianki mówią nam jedynie o patryjarchacie, to jest władzy ojca rodziny, któremu podlegli byli wszyscy członkowie rodziny, a więc i kobiety.
Jeżeli zapytamy się znowu, jak sprawa przewagi płci przedstawia się u zwierząt, to zobaczymy, że wszędzie tutaj spotykamy przewagę samców, którzy bronią swej rodziny i dostarczają jej pożywienia. Również i u ludów dzikich zwykle mężczyzna jest panem, któremu ślepo podlegać musi żona, względnie żony, gdy ma ich kilka. W sferach proletarjatu w obecnych czasach jeszcze również mężczyzna jest panem domu, o ile naturalnie posiada odpowiednią energję, dba o rodzinę i nie da się żonie zawojować. Wobec nowego ruchu kobiecego zaczynają kobiety żądać i na tem polu równouprawnienia, twierdząc, że czas już ostatni zrzucić ze siebie tyranję mężczyzny. Chcą więc kobiety być niezależne finansowo od męża, mieć swój własny kawałek chleba i sposób zarobkowania. Prąd ten jest bardzo pochwały godnym o ile rzeczywiście kobieta potrafi sobie sama jedna dać w życiu rady i gospodarstwo domowe, jakoteż wychowanie dzieci na tem nie ucierpi. Żaden inteligentny mężczyzna nie będzie obecnie chyba żądał, by żona jego była niewolnicą, spełniającą tylko mechanicznie obowiązki domowe, lecz będzie chciał w niej widzieć człowieka i współtowarzysza w życiu. Jednak tutaj z drugiej strony poruszyć musimy kilka kwestji.
Przedewszystkiem kobieta musi być inaczej jak dotąd wychowana, ażeby dorosła swemu zadaniu. Ponadto trzeba tu także wziąść pod uwagę, że w wielu wypadkach jednak i nadal mężczyzna będzie musiał decydować, gdyż są pewne kwestje czysto męzkiej natury, tak jak z drugiej strony mężczyzna w kwestjach macierzyńskich musi pozostawić kobiecie wolną rękę.
Liczyć się także należy z tem, że natura kobiety ma to w sobie, że jednak mężczyzna musi jej czemś imponować, a gdy tego niema, kobieta traci dla mężczyzny zupełnie szacunek i staje się on w domu czemś podrzędnem, co w pospolitem tego słowa znaczeniu zowiemy pantoflarstwem, a co na każdym obserwującym, tak mężczyźnie jak i kobiecie, robi przykre wrażenie. Maks Nordau twierdzi, że niektórzy mężczyźni żenią się z tego powodu z kobietami prostemi, nawet z ludu, popełniając tak zwane mezalianse i czują się potem bardzo szczęśliwi.
„Precz z tyranami“ wołają natomiast kobiety, których albo nikt nie chce, albo też mają tak nieznośną naturę, że nie potrafiłyby nigdy się do kogoś przystosować.
Jak wspominaliśmy, kobiety proste uznają tę supremację mężczyzn, ba nawet nieraz kochają mężczyzn, którzy je tyranizują, a nawet biją, a nieraz po śmierci takiego męża kobieta płacząc, zwierza się znajomym: „wprawdzie mnie często bił, ale był bardzo dobrym mężem!“ Niestety jednak i obecnie nieraz w małżeństwach wydarza się, że mężczyźni rzeczywiście tyranizują swoje bardzo dobre, łagodne i uległe żony.
Nie żałując sobie niczego i bawiąc się swobodnie poza domem, pragną, by żona była białą niewolnicą, nie myślą nigdy o uprzyjemnieniu jej życia, a na ich skromne prośby odpowiadają brutalnie.
I dziwią się potem, gdy w kobiecie takiej z czasem odezwie się bunt i niewolnica zrzuca swoje jarzmo i ucieka od męża brutala.
Niestety świat bierze zwykle wtedy w obronę męża, twierdząc, że kobieta nie powinna nigdy porzucić ogniska rodzinnego, chociażby w niem bardzo cierpiała i czuła się nieszczęśliwą.
Ciekawą jest jednak rzeczą, że statystyki rozwodów i separacji dowodzą, że właśnie takie żony-niewolnice rozchodzą się z mężem znacznie rzadziej, jak żony, które miały w domu stosunkowo dużo swobody, a nie brak i takich, które opuszczają swoich mężów może właśnie dlatego, że byli dla nich za dobrymi i nie potrafili im zaimponować!
Często niewolnicą staje się kobieta bardzo młoda, która wyjdzie zamąż za mężczyznę podeszłego wieku. Wtedy starzec obawia się na każdem kroku, ażeby jakiś młodszy mężczyzna nie uwiódł mu żony, a egoistyczna zazdrość zmusza go do tego, że gnębi on ją, nie dozwala jej nigdzie chodzić, nie urozmaica jej życia, strzegąc jej pilnie jak jakiej drogocennej rzeczy z obawy przed złodziejem.
U ludzi prostych panują pod tym względem dziwne nawet zapatrywania, a bicie żony uważane jest za atrybut mężowski, przeciwko czemu nie może nikt obcy protestować. Dla ilustracji przytaczamy poniżej przykład:
Pewien proboszcz, jadąc przez wieś swojej parafji, posłyszał jęki i wołanie o ratunek koło jednej chałupy. Zatrzymawszy konie, udał się na miejsce, gdzie spostrzegł wieśniaka, bijącego z całych sił swoją żonę. Poruszony tym, zwrócił mu w ostrym tonie uwagę, że tak postępować nie można i na to, ku zdumieniu księdza, odezwała się żona podniesionym głosem: „Co Jegomościa to obchodzi, proszę się do nas nie wtrącać, to jest nasza rzecz, mężowi wolno robić co mu się podoba!“
A chłopskie przysłowie mówi:

„Gdy chłop baby nie bije,
To w niej wątroba gnije.“

Nie rzadko bywa kobieta niewolnicą męża, gdy tenże oddaje się jakiemuś nałogowi a zwłaszcza pijaństwu. Pijak zatraca zupełnie wszelkie uczucia rodzinne, a na wódkę gotów jest wydać cały zarobek i grosz ostatni. Nieraz potem upiwszy się, nie jest w stanie nawet sam powrócić do domu i nieszczęśliwa żona czyni za nim nieraz po nocy poszukiwania, by go wynaleźć, nie rzadko podnieść z rynsztoka ulicznego i odprowadzić do domu, gdzie potem odpłaca jej się za to tem, że robi awantury, bije ją i dzieci, tłucze wszystko naokoło siebie i niszczy. Byłem niedawno świadkiem w jednej kawiarni następującej sceny:
Pewien pan, podpiwszy sobie, zaczął robić awantury i zachowywać się tak niemożliwie, że gospodarz zmuszony był zawezwać pomocy policji. Równocześnie zjawiła się żona i starała się męża zabrać do domu. Ten jednakże odepchnął ją od siebie i zaczął obrzucać brutalnemi wyzwiskami. Nadeszła policja i dwaj posterunkowi wobec oporu, musieli przemocą wyciągnąć go z kawiarni, przyczem nie obeszło się naturalnie, wobec energicznego oporu pijanego, od pewnych potrącań tegoż. I wtedy żona rzuciła się jak lwica w obronie męża, krzycząc: proszę go nie trącać i obchodzić się z nim delikatnie, on jest przecież bardzo porządnym człowiekiem, a że się upił, to nie jest jeszcze przyczyną, żeby z nim postępować jak z pierwszym lepszym...
Wypadek ten ilustruje nam dosadnie, jak nieraz dużo serca i wyrozumiałości posiada kobieta, która mimo tego, że mąż wtedy obchodzi się z nią źle i czyni jej krzywdę, w razie potrzeby zapomina o wszystkiem i staje energicznie w jego obronie!
Bywają przecież wypadki, że mąż, nie mając pieniędzy na wódkę, przychodzi do domu i chce wydrzeć żonie pieniądze, potrzebne jej na konieczne wydatki domowe, że nieraz musi ona je chować przed nim, a gdy mu ich nie wyda, mąż bije ją, wiedząc, że jednak te pieniądze gdzieś się znajdować muszą. Broni też nieraz taka nieszczęśliwa kobieta dzieci przed brutalnością męża, przyczem naraża się bardzo sama. Jasną jest rzeczą, że najwięcej zawsze w tym wypadku cierpi kobieta, bo z jednej strony musi ona bronić dzieci, a z drugiej starać się przecież o to, by te dzieci nie straciły szacunku dla własnego ojca. Nieraz, jak wspominamy o tem na innem miejscu, rodzą się z takiego ojca-pijaka dzieci nienormalne, chore a nieraz idjotyczne, nad którymi mąż pastwi się jeszcze więcej, zupełnie zapominając, że on właśnie jest tego wszystkiego przyczyną.
Rzadziej już oddają się ludzie innemu nałogowi, mianowicie morfinizmowi, a obecnie kokainizmowi. Bywają też wypadki, że mąż nakłania żonę do nałogu, chcąc mieć w niej przytem towarzyszkę. Sytuacja wtedy naturalnie jest bardzo tragiczna, a życie rodzinne i porządek domowy przedstawiają się wtedy beznadziejnie. Na szczęście kobieta normalna, nie zdegenerowana, jest bardzo odporną na alkoholizm, w razie jednak, gdy się odda temu nałogowi, sprawa ta u niej przedstawia się znacznie gorzej jak u mężczyzny...



MIŁOŚĆ PROGIEM ŚMIERCI.

Czyż to nie paradoks... miłość progiem śmierci, miłość — do której wzdychają wszyscy, od której nie byli wolni nawet bogowie nieśmiertelni, to wielkie, dziwne i płomienne uczucie, które budzi się w nas nieraz nagle, barwiąc zaraz świat czarownemi kolorami, wywołując w duszy cudne dźwięki tęsknoty i poezji, a nie rzadko dodając nam w życiu zapału, polotu i energji!
Czyż może być zatem miłość zarazem progiem śmierci?
Tak, niestety jest ona progiem śmierci i to bez względu na to, czy pojmować ją będziemy idealnie czy zmysłowo.
Kurtzjusz w swych studjach socjologicznych słusznie przyrównuje miłość do mylnego instynktu ćmy, która, nie mogąc się oprzeć jakiejś magnetycznej sile, wabiącej ją do światła, leci ku niemu, by znaleźć w niem śmierć niechybną.
Już świat zwierzęcy daje nam liczne dowody na to, że często stosunek miłosny jest zarazem wyrokiem śmierci dla kochanków.
Podczas aktu miłosnego giną naprzykład trutnie, liczne widłonogi, wrotki, philoxsera, a samice jentek zdychają zaraz po złożeniu jajek, podobnie pasikoniki i samice wielu motyli, a nawet węgorzy.[2] Samica koszenili meksykańskiej, pozbawiona jest skrzydeł i nóg, po złożeniu jaj ginie sama a ciało jej służy potem jako ochrona dla potomstwa. Również giną w pewien czas po złożeniu jaj samice chrząszcza majowego i turkucia podjadka. Zapewne odruchowo z tego powodu wiele samic broni się wprost rozpaczliwie przed zbliżeniem się samca, a niektóre nawet popadają przytem we wściekłość, ba, nawet zabijają lub zjadają żywcem małżonka w czasie stosunku, co nieraz u pająków i pasikoników ma miejsce. Podobnie zagryza samca modliszka i świerszcz, jakoteż samica węgorza morskiego. Nierzadkim u zwierząt jest sadyzm, to jest znęcanie się nad partnerem w czasie stosunku, co obserwujemy zwłaszcza u zwierząt drapieżnych z rodziny kotów a nawet u ptaków naprzykład u kór.
Świetne upierzenie samców uważał Darwin za środek pozyskania sobie swą pięknością samic, tymczasem inni twierdzą, że chodzi tu może raczej o przestraszenie samicy i wzbudzenie w niej szacunku i uległości, co zwłaszcza potwierdza fakt, że wiele samców, naprzykład indyk i paw, roztaczają swe pióra taksamo przed samicami jak i przed nieprzyjacielem, chcąc go przez to nastraszyć.
Lecz powie ktoś: to przecież z idealną miłością u ludzi niema nic wspólnego?
A jednak tak jest, bo czyż często i w miłości ludzi nie spotykamy tych samych zgubnych pierwiastków?
I kobiety cechuje w miłości ciekawość i lęk zarazem, a mężczyzn wojowniczość względem współzawodników i chęć zdobycia kobiety nieraz wprost brutalna. Nawet rzecz pozornie tak idealną, jak pocałunek, uważa wielu za zanikłe kąsanie i w niektórych wypadkach namiętny pocałunek nawet w nie przechodzi. Piękne upierzenie, czy ładny kolor futra u zwierząt zmienili ludzie w piękne suknie, a futra zabierają wprost ze zwierząt, a mając rozum, starają się oszołomić drugą osobę pięknemi słówkami i działaniem na zmysły z pomocą śpiewu i sztuk pięknych.
Że miłość często jest antytezą zdrowia i życia, nie trudno udowodnić.
Ludzie pozbawieni gruczołów płciowych przybierają na tuszy, a naodwrót osoby namiętne są szczupłe, a tęsknota i miłość beznadziejna wywołuje nieraz opiewane przez poetów „usychanie z tęsknoty“:

Odkąd zniknęłaś jak sen jakiś złoty,
Omdlewam z żalu — usycham z tęsknoty.
(Słowacki w Szwajcarji.)

Sama rozkosz miłosna polega na afekcie wyczerpującym nadzwyczaj silnie organizm przez wydalanie najlepszych soków tegoż, co w następstwie wywołuje opisywane często potem uczucie przygnębienia, smutku, które uważają niektórzy jako instynktowne odczuwanie śmierci.
Idealna miłość nietylko że nie jest wolna od cierpień, ale często właśnie z nich się składa. Młodzieniec wzdychający do swej ukochanej, pragnie nieraz tylko jednego jej spojrzenia i uśmiechu, gotów potem zaraz umrzeć, a w przysięgach naszych twierdzimy, że „kochamy nad życie“...
W razie gdy dwoje kochających się ludzi z powodu przeszkód nie może się połączyć, postanawiają nieraz odebrać sobie życie, uważając samobójstwo za jedyną możność połączenia się na wieki.
Tak więc miłość, ten dar bogów, ta cudna lecz straszna idylla, która słodzi nam smutki i wypogadza szare dni życia, jest zarazem strasznem misterjum, które wprowadza nas wprawdzie w cudną krainę czarów, lecz wzamian bierze krew naszą serdeczną a rwąc duszę w niebiańskich drganiach rozkoszy, rzuca potem zgnębione i niezdolne do życia ciało pod swe stopy.
I ciągle widzimy całe zastępy ludzi, którym miłość złamała życie, zniechęciła do świata, a niema gazety, w której by się nie czytało: przyczyną samobójstwa była zawiedziona miłość.
Człowiek upojony miłością zapomina, jak upojony narkotykiem, o wszystkiem, często miłość zaślepia, a dla osoby ukochanej każdy gotów jest poświęcić całe swe dotychczasowe nabytki, zasługi, pracę i poważanie u innych.
Miłość nieraz każe człowiekowi popełnić zbrodnię i zabić rywala, czego by bezwarunkowo w innych warunkach nigdy nie uczynił. Nieraz też po śmierci najdroższej istoty, życie dla pozostałej niema już żadnej wartości i dlatego odbiera ona je sobie.
Nierzadko wydarza się znowu, że gdy życie zaczyna gasnąć (co nieraz u suchotników spostrzegamy), równocześnie z tem miłość, jakby dla ironji, coraz więcej się zwiększa i łudzi biedną istotę stojącą nad grobem, osładzając jednak nieraz przez to, te straszne i gorzkie jej chwile.
Wielcy myśliciele i poeci, odczuwali intuicyjnie tę bezbrzeżną głębię miłości i twierdzili, że wątłe serce ludzkie nie jest w stanie na dłuższy czas pomieścić jej w sobie, bo miłość jest uczuciem nadziemskiem, unosi nas w światy nieznane i uszlachetnia, lecz ukazując w tęczowej dali cudne miraże, podrywa zarazem te nikłe struny, które łączą nas ze światem, każąc nam za te rozkoszne chwile płacić cierpieniem, lub nieraz w zamian biorąc życie. Prawdziwa i głęboka miłość, często na świecie z tego powodu, kończy się rychło, przechodząc w spokojnie uczucie przywiązania, lub co też bywa, zmieniając się w nienawiść.
Miłość jest antytezą egoizmu, bo ten dba tylko o własne dobro, własne cele i korzyści. A miłość jest altruistyczną i dlatego każe matkom walczyć w obronie swych dzieci, wzbudza zapał w żołnierzu bohaterze, karząc mu ginąć na polu walki z miłości dla ojczyzny, bo najszczytniejszym dowodem prawdziwej miłości, jest poświęcanie się dla drogiej osoby, choćby to poświęcenie życiem przypłacić było trzeba...
Z tych też powodów, nazwano słusznie, miłość progiem śmierci, trwa ona czasem u osoby nawet mimo to, że druga już nie żyje, rozciągając się niejako, jeszcze poza grób.



MORDERCA
(Urywek z pamiętnika wdowca)

Umarła..., moja najdroższa Janka, umarła, a ja ją zabiłem — ach, to straszne, bo zabiłem ją, pragnąc gorąco jej życia i kochając ją z całej duszy! Żyliśmy ze sobą tak pogodnie i szczęśliwie, aż tu nagle zaczęła mi słabować. Poszliśmy do lekarza, on rozpoznał u niej poważne cierpienie, zakazał wszelkich wzruszeń i znacząco przytem na mnie popatrzył. Wróciliśmy do domu, a ja siadłszy przy niej, zacząłem głaskać jej cudne złote włosy, nie zbliżałem się do niej i nie całowałem jej, znając siebie dobrze. Lecz ona sama przysunęła się blisko do mnie i, całując mnie gorąco, zapytała:
— Czy mnie już nie kochasz, Olu? Może dlatego, że jestem chora?
— Ależ nie, dziecino.
— No więc całuj mnie tak jak dawniej!
— Ja na to wpiłem się z jakąś dziwną żarłocznością w jej rozchylone blade usteczka i ssałem z nich rozkosz wraz z jej życiem!
I ciągle potem było to samo — na jej widok ogarniała mnie zawsze z początku rzewność i czułość, brałem ją w ramiona i wtedy wybuchała we mnie jakaś dziwna żywiołowa namiętność i jak wampir wysysałem z niej siły!
Stawałem się z dnia na dzień coraz więcej namiętnym, a ona coraz więcej słabła. Aż raz, gdy miałem ją w swych rękach, rzekła cichym głosem:
— Olu, nie męcz mnie dziś, taka jestem jakaś słaba... — a ja na to rzekłem szeptem:
— Janko, tylko dzisiaj...
Westchnęła i oddała mi się całą duszą. Potem znowu było to samo, ona nigdy już nie protestowała, a tylko ciche westchnienia były jej obroną. A ja tego wtedy nic nie czułem, nie widziałem jej spojrzeń błagalnych, zdawało mi się, że ją przez to kocham coraz więcej, że gwałtowna miłość moja uzdrowić ją musi!
Nagle zmieniła się, sama zaczęła domagać się pieszczot, a ja głupi cieszyłem się, że to jest objawem jej powrotu do zdrowia.
Spostrzegłem się dopiero zapóźno... zacząłem unikać bliższej z nią styczności, lecz ona stała się natarczywa, aż raz...
— Boże! pamiętam to doskonale... po kolacji kazała podać likier i mimo mych protestów piła jeden kieliszek po drugim...
— Janko, nie pij błagałem... lecz ona podniecona — rzuciła kieliszkiem o ziemię, siadła mi na kolanach, a zarzucając mi ręce na szyję, krzyknęła jakimś dziwnym nie swoim głosem:
— Wszystko furda, Olu, było nie było, popieśćmy się!
Jakoś dziwnie ukłuły mnie te cyniczne słowa, wypowiedziane poraz pierwszy przez nią, zawsze tak skromną, tak subtelną...
— Janko, co mówisz?
— Co mówię, no furda, było nie było, wszystko mi jedno, wiem, że muszę umrzeć, wiem, że życie moje wisi na włosku, więc poco sobie mam żałować, poco odmawiać cudnych chwil? Będziemy dziś szaleć — Olu, pij — upijmy się, ja tak chcę, ja tak każę!
Błagałem ją napróżno na klęczkach! Zacząłem nawet płakać, a ona ciągle mnie kusiła, dysząc poprostu z namiętności, tańczyła, śpiewała, stała się rozpasaną, aż wkońcu uległem i odezwał się we mnie dziki człek jaskiniowy, który siedzi w każdym z nas! Rzuciłem się na nią, gryzłem ją, wpijałem się poprostu w jej biedne ciałko, a ona oddawała mi pieszczoty z jakąś dziwną szaloną namiętnością!
Nagle obwisła w mych ramionach...
— Janko... — krzyknąłem — co ci jest?
— Olu, kochasz mnie? — zapytała szeptem.
— Dziecino, wiesz, że kocham cię i jesteś mi wszystkiem.
— I ja cię kocham nad życie — szeptała — więcej jak me życie... ucałuj mnie... umieram... daruj, że zabieram ci siebie ze świata, ale nie mam już sił żyć, bądź zdrów...
Skonała!
Siedziałem przy niej całą noc, trzymając jej małą biedną, zimną rączkę w swych dłoniach, płakać nie mogłem...
Umarła... Moja najdroższa, najukochańsza, Janka, moje całe szczęście, umarła, a ja zabiłem — a zabiłem ją, pragnąc gorąco jej życia i kochając ją z całej duszy...


DZIWNY WPŁYW PEWNYCH KOBIET NA ROŚLINY

Rośliny są taksamo żyjącym i czującym organizmem jak zwierzę, a nawet odczuwają one sympatje i antypatje. Wiemy naprzykład, że pewni ludzie nie mają szczęścia do sadzenia i pielęgnowania roślin, podczas gdy innym znakomicie się to udaje.
Najciekawszy jednak może jest zgubny wpływ, jaki wywierają pewne kobiety na rośliny, zwłaszcza w okresie miesiączkowania, naco zwrócił uwagi dr. Schick na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego w Wiedniu. Obserwował on mianowicie kobietę, która w czasie perjodu nie mogła żadnego kwiatu wziąść do ręki, gdyż tenże sechł potem bardzo szybko, mimo tego, że był włożony zaraz do wody. I ja również obserwowałem jedną panią, żonę adwokata ze Lwowa, która opowiedziała mi, że jako narzeczona była poprostu nieszczęśliwą, gdy w czasie słabości narzeczony ofiarowywał jej kwiaty, albowiem gdy je wzięła do ręki zaraz potem więdły, czemu się narzeczony dziwił, a przyczyny mu przecież powiedzieć nie mogła. Działanie u niej było tak silne, że gdy w czasie słabości pociągnęła palcem po jakimś liściu, naprzykład napisała datę, to w kilka godzin data ta stała się widoczną wskutek usychania tkanki liściowej w tem miejscu.
Znanem to zdaje się było i dawniej, gdyż w wielu miejscowościach na wsi istnieje zabobon, że skoro kobieta podczas menstruacji wejdzie do winnicy lub ogrodu owocowego i dotknie się roślin, to takowe więdną.
W dużych hodowlach roślin naprzykład w Harlemie istnieją nawet pod tym względem przepisy, zakazujące kobietom pracować w okresie menstruacji. Obserwowano też fermentowanie wina, konfitur, ciasta i t. d., które było w styczności z pewnemi kobietami. W wiekach średnich nazywano nawet kobietę w czasie menstruacji, „animal venenosum“. Kobiety karmiące nie mają zwykle regularności. Natomiast obserwowano nieraz ciężkie zaburzenia u osesków w razie, gdy karmiąca dostała perjodu.
Najsilniejsze działanie jest w pierwszym dniu regularności. Profesor Jӓger zwraca uwagę, że woń niektórych kobiet wtedy jest bardzo przykra i przypomina gnijące śledzie. Niewierny jeszcze dokładnie, na czem to trujące działanie polega, niektórzy odnoszą go do jakiegoś ciała przypominającego arszenik.


ZASTĘPCZE CHOROBY

Jeżeli mówimy o erotycznem życiu kobiety, to nie możemy pominąć pewnego bardzo ciekawego objawu wydarzającego się zwłaszcza nieraz u kobiet zawiedzionych w miłości lub też mających mężów, którzy je zaniedbują, w postaci tak zwanych zastępczych chorób, przez które rozumiemy nic innego jak tylko zastępowanie, czego dany osobnik niema, czemś innem.
Odnosi się to zwłaszcza do wielu cierpień noszących miano nerwic, powodujących jednak objawy w pewnych organach, a występujących u osobników z przeczulonym systemem nerwowym, obarczonych dziedzicznie, o słabej woli, a nieraz z objawami histerji lub neurastenji.
Choroba nieraz jest dla danego osobnika wtedy jedynym ratunkiem, do którego się ucieka, bo nic innego mu nie zostało na świecie i zapełnia nim swoje puste życie. Freud zwrócił uwagę, że często pewne przypady chorobowe powodowane są tak zwaną konwersją, to jest przemianą pewnych załamań duchowych w jakieś cierpienie inne, ewentualnie organiczne. Załamania te pacjent ma głęboko na dnie duszy, a choć zdaje mu się, że ich w sobie niema, gdyż skryły się one w podświadomość, to jednak one właśnie są przyczyną jego obecnego cierpienia i projekcją na zewnątrz głęboko ukrytych cierpień.
Objaśnimy to najlepiej przykładem z życia wziętym.
Jedna z moich chorych kocha się beznadziejnie w narzeczonym swojej siostry. Naturalnie kryć musi to uczucie, będąc uczciwą, stara się nawet taić to sama przed sobą, cierpiąc bardzo z zazdrości. W podświadomości swojej łączy owe przykre uczucie z cierpieniem wątroby i żółci, gdyż nieraz słyszała, że zgryźliwość jest objawem cierpienia wątroby. I zjawia się też u niej rzeczywiście cierpienie wątrobowe, jako konwersja depresyjnego stanu psychicznego.
Zrozumiałą jest rzeczą, że tutaj leczenie samej wątroby nie wiele wskóra, trzeba leczyć główną przyczynę, a więc wykluczywszy organiczne cierpienie, dojść drogą psychoanalizy do źródła cierpienia i takowe najpierw usunąć.
Nierzadko ucieka się do choroby zaniedbywana żona, której mąż spędza czas poza domem. Naprzykład uporczywe bóle głowy, bezsenność i t. d. występujące tu nieraz stają się poprostu koniecznością dla owej kobiety, bo z jednej strony usprawiedliwiają jej ciągłe siedzenie w domu przed znajomemi, z drugiej mogą wzbudzić litość u męża i pobudzić go, by żoną się więcej zajął.
Prócz tego choroba taka jest dla danej osoby wygodną, a nie mając nic innego do roboty, zabiją nią czas, ciągle się lecząc. I tu znowu każdy zrozumie, że chcąc wyleczyć taką chorobę, musimy albo usunąć główną jej przyczynę, to jest poprawić pożycie małżeńskie, albo też gdy nie da się tego uczynić, trzeba tej biednej kobiecie wzamian za tę chorobę dać co innego i powstałą stąd pustkę wypełnić. Radzą też lekarze wtedy koniecznie kobiecie nie mającej lub nie mogącej mieć dzieci, by wzięła na wychowanie jakąś małą istotkę, a gdy to jest nie możebne, lub osoba nie posiada wyraźnych uczuć macierzyńskich, zachęca się ją, by zajęła się jakąś pracą, w razie zdolności poświęciła się sztuce, oddała filantropi i t. p. Taki „kompleks“ psychiczny spotykamy nieraz u młodych bezdzietnych mężatek mających nie dobre pożycie domowe.
Chore na zastępcze choroby kobiety uznaje się za historyczki, nie można jednak twierdzić, że one zawsze chorobę udają. Chore są one rzeczywiście, bo cierpienie duszy jest też poważnem cierpieniem, a wskutek ścisłego związku ducha z ciałem, może wywoływać prawdziwe przypadłości fizyczne. Z drugiej jednak strony zadziwia nas wtedy zmienność i niestałość przypadów chorobowych.
Oto kobieta leżąca „bez duszy“ godzinami na kanapie, nie mogąca niczem w domu się zająć, nagle wieczorem przed balem zyskuje siły i energję, potrafi godzinami stać przed lustrem przy ubieraniu się, idzie na bal i tańczy tam bez ustanku do białego rana, czując się wtedy zupełnie zdrową i silną.
Nic też dziwnego, że treścią życia niektórych kobiet jest wobec tego choroba, a ktoś złośliwy wypowiedział zdanie:
„Kobieta może być tylko matką, kochanką lub histeryczką.“
Zapewne na to zdanie oburzą się może kobiety, które znalazły jakiś cel w życiu, mają swoje stanowisko i ulubioną pracę!
O tych tutaj nie mówimy, lecz mówimy o kobietach wychowanych według dawnych zasad, które od dziecka „tresowane“ były na panny na wydaniu, nie umiały nic innego, jak tylko ciągle pracować nad tem i myśleć, by być pięknemi lub pięknemi się wydawać, a marzeniem ich i ostatecznym celem życia było małżeństwo, które miało być dla nich tym, niejako portem, do którego ich łódź życia w końcu przybić musiała, by potem kołysać się bezczynnie na falach spokojnego i pozbawionego wszelkich burz życiowych oceanu.
Niestety smutna rzeczywistość przekonała je, że w życiu bywa często inaczej. Nie znalazły one w mężu czego szukały (a mąż też tego nie znalazł), nie zaznały słodyczy macierzyństwa, nie umią się niczem zająć, nie mają żadnego celu w życiu, została wtedy pustka, którą, nie mogąc wypełnić czemś innem, wypełniają chorobą.


CHOROBY KOBIECE A ŻYCIE EROTYCZNE.

Jeżeli kobiety uważa się często za męczennice miłości, w znaczeniu moralnem, to ja jako lekarz, muszę im ten sam tytuł przyznać w znaczeniu fizycznem. Niema żadnego porównania, o ile pod względem płciowym muszą kobiety znacznie więcej cierpieć od mężczyzn. Tak naprzykład w tym wieku, kiedy młody osobnik niema jeszcze pojęcia o życiu płciowem, młoda dziewczyna musi już nieraz co miesiąc znosić wielkie dolegliwości podczas regularności. I potem także wyszedłszy zamąż bardzo często słabuje tak, że nawet utarło się zapatrywanie, że kobieta lepszej sfery, zupełnie zdrowa płciowo, należy do wyjątków!
Co chwila grożą kobiecie rozmaite cierpienia, a nawet ciąża, która powinna być aktem fizjologicznym, wywołuje nieraz u naszych pań komplikacje wymagające interwencji lekarskiej. A cóż dopiero mówić o porodzie? Pomijam tu kwestję złej budowy kobiety, która może spowodować bardzo ciężkie powikłania porodowe a nawet wymagać operacji. Są jednak i inne przyczyny, z powodu których ciąża i poród może dla kobiety przedstawiać wielkie niebezpieczeństwo.
Przedewszystkiem odnosi się to do chorób serca. Poród i bóle porodowe, jakoteż potrzebne przytem parcie, celem wydalenia płodu, są nawet dla zdrowego serca kobiety wielkim wysiłkiem i nie rzadko spotykamy potem chwilowe rozszerzenie tego organu. Cóż dopiero mówić o sercu chorem, a zwłaszcza wadach serca nie wyrównanych. Tutaj poród może być wprost groźnym dla życia!
Plesch w dużej swojej statystyce wykazał, że mężatki i kobiety odbywające poród a cierpiące na nie wyrównane wady serca, prawie nigdy nie przekraczają 40 roku życia, a 65% z nich zaledwo znosi jako tako pierwszy poród.
Cóż wobec tego dziwnego, że lekarze wprost odradzają kobietom poważnie chorym na serce wychodzenie zamąż. Czyż jednak kobiety się do tego stosują?
Nie! Twierdzą one, że uczucie i miłość są pierwsze i dlatego nazywam je męczennicami miłości.
Jedna z moich kuzynek bardzo poważnie chora na serce zakochała się. Raz w rozmowie zwróciłem jej uwagę na to, że ryzykuje bardzo wiele chcąc wyjść zamąż z tak słabem sercem. Na to dostałem odpowiedź: wy lekarze bierzecie wszystko na zimno i nie możecie zrozumieć, że istnieć mogą uczucia tak głębokie i gorące, że się z niczem liczyć nie mogą. Wobec tego prosiłem ją, by choć uważała trochę na siebie i nie zachodziła w ciążę. Wyszła za mąż i po roku urodził jej się szczęśliwie synek. Pokazując mi go powiedziała: patrz na to śliczne maleństwo, gdybym była ciebie posłuchała, nigdy nie zaznałabym tego szczęścia, jakie dziś zaznaję. Cóż mogłem na to odpowiedzieć? Nic — chyba przyznać w duchu, że czasem my jako lekarze się mylimy. W dwa lata potem, żyjąc przez ten czas idealnie ze swoim mężem, zaszła znowu w ciążę i w czasie porodu nagle skończyła życie, zostawiając oszalałego z rozpaczy męża z dwojgiem maleńkich sierot!
Wobec tego, że ciągle słyszymy o dziedziczności gruźlicy, a zarazem, że choroba ta jest bardzo częstą, nasunąć się nam musi też pytanie, czy osobnik chory na piersi, może wstępować w związki małżeńskie?
Odpowiedź na to dać nam może jedynie doświadczenie lekarskie i statystyka.
A co one nam powiadają?
Powiadają one, że dzieci zrodzone z rodziców gruźliczych w 20% przypadków umierają (na szczęście) zaraz po urodzeniu, a z pozostałych przy życiu co trzeci cierpi na niedokrwistość, zołzy czyli skrofuły, choroby kiszek i t. p.
Kwestja dziedziczności gruźlicy jest sporną jako taka. Jedni twierdzą, że dziedziczy się wprost gruźlicę a inni są zdania, że dziedziczy się skłonność do tej choroby, a dziecko będąc skłonne, zaraża się dopiero po urodzeniu od matki lub ojca, którzy rozsiewają w około siebie prątki. Nie jest obojętnem czy chorym na gruźlicę, jest ojciec lub matka. Gdy chorym jest ojciec, rodzi się dwa razy więcej chorych, jak gdy cierpiącą jest matka, natomiast w razie choroby matki jest więcej zakażeń późniejszych.
Jeżeli co do syfilisa i pijaństwa istnieją w społeczeństwie pewne skrupuły i zastrzeżenia przy zawieraniu związków małżeńskich, to niestety co do gruźlicy nikt nie robi tu sobie żadnych skrupułów i niemal codzień zawierają związki małżeńskie chorzy na piersi ze zdrowymi, a co gorzej chorzy z chorymi i to w stadium ostrem! A jednak przecież gruźlicę da się często wyleczyć lub choćby podleczyć, trzeba jednak do tego dobrej woli i dużej dozy cierpliwości. Bardzo często żenią się ludzie doskonale wiedząc, że są chorzy i zdając sobie sprawę ze swego stanu zdrowia, wstępują w związki małżeńskie nawet gorączkujący twierdząc, że ciągnie ich nieprzeparcie miłość i że drugi osobnik wie o stanie ich zdrowia i zgadza się dzielić dolę i nie dolę z chorym!
Znaną jest rzeczą, że chorzy na piersi w ciężkiem stadjum są zwykle erotycznie do tego podnieceni, ale zapominają ci ludzie, że chodzi tu nie tylko o nich lecz o przyszłe potomstwo!
Wobec tych smutnych faktów koniecznem jest, jak to wspominamy na innem miejscu, by ludzie pragnący wstępować w związki małżeńskie musieli się wykazać świadectwem lekarskiem, że stan ich zdrowia pozwala na zawarcie związku tak ze względu na siebie jak partnera i na ewentualne potomstwo, a dalej by ludzie chorzy na cięższe formy gruźlicy najpierw sumiennie się leczyli, a dopiero potem myśleli o zawieraniu małżeństwa.
Prócz tego ciąża pogarsza nieraz bardzo stan płuc kobiety cierpiącej na gruźlicę, a cierpienie to, jak wiadomo, jest bardzo częstem i najgroźniejszem właśnie w tym wieku, kiedy kobieta dojrzewa. To samo odnosi się do cierpienia nerek, które również może podczas ciąży lub porodu tak się pogorszyć, że wywołuje zupełne ustanie funkcji nerek i zatrucie organizmu, cechujące się utratą przytomności i drgawkami czyli chorobą zwaną: rzucawką porodową (Eclampsia).
Wobec tych wszystkich niebezpieczeństw grożących kobiecie lekarze walczą o to, aby tak ze względu na samą kobietę i jej szczęście małżeńskie, jakoteż zdrowie przyszłego potomstwa, wychodziły zamąż tylko te kobiety, których stan zdrowia pozwala na to, by zostały matkami.
W niektórych krajach, a zwłaszcza w Ameryce, przed zawarciem małżeństwa wymaga się, by tak narzeczony jak i narzeczona, dali się zbadać przez lekarzy i przedłożyli świadectwo zdrowia i wtedy dopiero związek może być zawarty.

∗                  ∗

Prawdziwą zaś męczennicą bywa nieraz kobieta przez to, że mężczyzna zaraża ją wenerycznie, a chodzi tu przedewszystkiem o dwie choroby mianowicie: zakaźny katar dróg moczy-płciowych zwany tryprem (rzeżączka) i ogólną chorobę bardzo ciężką syfilis. Niestety młodzi ludzie bardzo często chorują na te choroby, a nieraz nie mając pieniędzy na leczenie, lub też powodowani fałszywym wstydem, nie leczą się gruntownie i potem zarażają dalej kobiety, ewentualnie swoje żony.
Tryper wywołać może u kobiety bardzo ciężkie komplikacje, a nawet być śmiertelnym. Kobieta taka kwęka potem nieraz całe życie, jest często bezpłodną lub dziecko przy porodzie nabawić się może cierpienia oczu prowadzącego czasem nawet do ślepoty. Z tego też powodu akuszerki mają obecnie polecenie, by każdemu dziecku po urodzeniu zapobiegawczo zakraplać oczy.
Również i syfilis jest chorobą bardzo ciężką, a co smutne, przenoszącą się na potomstwo, przyczem kobieta może sama nie wykazywać śladu zakażenia. Wspominamy na innem miejscu, że na szczęście mamy obecnie pod tym względem bardzo cenną próbę krwi dr. Wassermanna, której bezwarunkowo powinien poddać się każdy, który przebył te chorobę, a chce wstąpić w związki małżeńskie.
Syfilis nie leczony, lub leczony wadliwie, może wywołać bardzo ciężkie powikłania chorobowe i później mężczyzna taki będąc już nieraz ojcem rodziny staje się nie uleczalnym kaleką, którego potem musi pielęgnować żona i dbać o cały dom.
Bezwarunkowo więc każdy mężczyzna, który przebył jakąkolwiek chorobę weneryczną powinien przed wstąpieniem w związki małżeńskie poddać się sumiennemu badaniu lekarskiemu.
Kwestją nieraz dla lekarza bardzo przykrą jest sprawa tak zwanej tajemnicy lekarskiej.
Zgłasza się naprzykład do lekarza mąż, który pozamałżeńsko nabawił się jakiejś choroby wenerycznej i zarazem powołuje się na dochowanie tajemnicy lekarskiej, to jest, by go lekarz przed żoną nie zdradził. Lekarz wtedy jest rzeczywiście w wielkim kłopocie, z jednej bowiem strony obowiązuje go ta tajemnica lekarska, a z drugiej wie dobrze, jakie niebezpieczeństwo grozi żonie, musi więc tutaj dopiero użyć całej swojej dyplomacji, by pogodzić ze sobą obie te sprawy. Gorzej przedstawia się sprawa przy pozamałżeńskiem zakażeniu się syfilisem, tu bowiem zachodzi nawet obawa przeniesienia choroby drogą poza płciową, naprzykład przez pocałunek, przyrządy do jedzenia i t. p. Lekarz w tym wypadku postąpi najlepiej umieszczając chorego w szpitalu, nie zdradzając jednak ewentualnie przed żoną (bez zezwolenia męża) właściwej istoty choroby.
Również lekarz jest nieraz w wielkim kłopocie, gdy przychodzi na świat dziecko z wybitnemi objawami syfilisa dziedzicznego, a żona nic zupełnie nie wie o chorobie męża, albo też na odwrót mąż nie wie o tem, że żona, czy to w poprzedniem małżeństwie, czy też poza małżeńsko, nabawiła się tej choroby.
Widzimy z tego, jak ważną jest ta sprawa, jak nieraz w rękach lekarza leży poprostu całe dalsze szczęście rodzinne pacjentów, jak lekkomyślnymi, jeżeli już nie zbrodniczymi są ci, którzy nie leczą się przedtem, tają swą chorobę nie namyśliwszy się, że nieraz jednak w końcu zgubne jej skutki wyjdą na jaw!
Czy są na to jakie środki zaradcze?
Są i nawet obecnie zaczynają znajdować szerokie zastosowanie. Lekarze szkolni w swoich pogawędkach higjenicznych powinni bezwarunkowo (w wyższych klasach) poruszać sprawę chorób wenerycznych i zgubnego ich wpływu w razie nie leczenia na spółeczeństwo. Prócz tego od czasu do czasu odbywać się powinny wykłady publiczne dla starszych z obrazami świetlnemi lub kinomatograficznemi z zakresu chorób wenerycznych. Wykłady te powinny być dostępne dla każdego, a więc bezpłatne, albo za minimalną zapłatą i urządzane osobno dla mężczyzn, a osobno dla kobiet. Prócz wykładów dobre usługi oddają też popularne rozprawki i broszury pisane jednak przez fachowych lekarzy, a nie przez jakichś partaczy. Gazety codzienne powinny bezwarunkowo nie umieszczać na łamach pisma rozmaitych reklamowanych środków i sposobów leczenia, podawanych bardzo często przez ludzi nie mających o medycynie żadnego pojęcia, a które mają potem ten skutek, że pacjent ufając im nie idzie do lekarza, leczy się sam, wydaje dużo pieniędzy, a choroba rozwija się w nim coraz dalej. Obowiązkiem wreszcie każdego uczciwego mężczyzny, choćby nawet był wyleczony, jest przyznać się do przebytej choroby przed kobietą, która, jeżeli go prawdziwie kocha i jest w tej sprawie uświadomiona, z pewnością przebaczy mu, wiedząc, że nieraz nie był on temu winien. Przez takie szczere postępowanie z jednej strony mężczyzna uspokoi swoje sumienie, będzie mógł spokojnie w razie potrzeby leczyć się ewentualnie zapobiegać możliwemu zakażeniu, uniknie się wielu przykrych niespodzianek, a wreszcie, co najważniejsze, wpłynie to korzystnie na zdrowie przyszłych pokoleń, które cierpią, nieraz za lekkomyślny krok ich ojca w młodym wieku.
W każdym mieście powinny wreszcie istnieć poradnie dla chorób wenerycznych, w których by młodzi ludzie a nawet i starsi, znajdowali bezpłatną, a dyskretną poradę, jakoteż pouczenie w postępowaniu na przyszłość.
Zdarzają się wypadki, że dany osobnik nawet niewie o tem, że przebył chorobę weneryczną, naprzykład syfilis, gdyż z jednej strony przebiegała ona lekko, a z drugiej niema on pojęcia o objawach tej choroby. Syfilis powoduje też bardzo często poronienia u kobiet, otóż w wypadkach takich, gdy kobieta często roni, powinno się bezwarunkowo myśleć o utajonym syfilisie, iść do lekarza, dać sobie zbadać krew i ewentualnie leczyć się, zwłaszcza, gdy próba wypadnie dodatnio.
Wreszcie wspomnieć tu musimy o nie rzadkiej chorobie u kobiet, występującej nieraz zamiast nagrody za jej liczne porody i karmienia, a jest nią rak, który z lubością usadawia się często u kobiet w dwóch organach stojących w związku z macierzyństwem: to jest w piersi i macicy. Ponieważ cierpienie to jest jak wspominamy częste, a nie leczone na czas, staje się nieuleczalnem i powoduje często śmierć w wielkich męczarniach, przeto podam tu dla przestrogi kobiet kilka szczegółów.
Rak piersi rozwija się u kobiet, które często karmiły, zwykle koło 40 roku życia. Wystąpić on może jednak i u kobiet młodszych, które nigdy nie karmiły. Rozpoczyna się małem niewinnym guzikiem, który następnie rośnie, raz szybko to znowu powoli, zajmując w końcu całą pierś i wywołując charakterystyczne wciągnięcie brodawki. W piersi wydarzyć się mogą jednak także i inne niewinne guzy, kobieta niepowinna jednak czekać, aż guz okaże się rakiem, lecz trzymać się zasady, że: każdy guz w piersi, który nie ustępuje pod wpływem leczenia powinien być operacyjnie jak najszybciej usunięty!
Gorzej przedstawia się sprawa z rakiem macicy, gdyż tenże przebiega bardzo często skrycie nie dając z początku wyraźnych objawów i nie sprawiając wybitniejszych dolegliwości. Z tego też powodu każda kobieta, zwłaszcza ta, która przechodziła porody, cierpi na jakieś upławy, nieregularne krwawienie, ma cuchnące odchody, albo też bez wybitnej przyczyny zaczyna mizernieć, powinna udać się do lekarza, by tenże ją zbadał, wykluczył jakąś poważniejszą chorobę, ewentualnie, w razie podejrzenia, nakłonił do operacji. Niestety kobiety zgłaszają się do lekarzy często późno i choć wtedy daje się jeszcze technicznie usunąć nowotwór, to jednak i tak w pewien czas potem tworzą się gdzieś w organiźmie, albo też istnieją już tak zwane przerzuty lub recydywy i kobieta kończy w jeden do dwóch lat życie.
Obecnie mamy w leczeniu radem i promieniami Röntgena jeszcze ostatnią deskę ratunku dla tych nieszczęśliwych istot i chociaż w wypadkach rozpaczliwych lub też przy nawrotach pooperacyjnych, nie udaje się tych chorych uratować od śmierci, to jednak przynajmniej łagodzi się im cierpienia, powoduje podgajanie się owrzodzeń, jakoteż chwilową poprawę stanu ogólnego.
Rak obecnie, zwłaszcza u kobiet, staje się coraz to częstszym i co gorzej występuje u osób coraz to młodszych.
Jeżeli mówiliśmy, że rak występuje często u osób, które kilkakrotnie karmiły i odbywały porody, to nie piszemy to w myśli, by przez to kobiety od tych czynności odstraszać, gdyż jak wspominaliśmy, rak wystąpić może taksamo dobrze u panien lub kobiet, które nigdy nie rodziły i nie karmiły, a z drugiej strony nieraz osoby, które miały po kilkanaście dzieci, są najzdrowsze. Rak jest cierpieniem bardzo często dziedzicznem, i dlatego pewne ostrożności zachować powinna kobieta pochodząca z takiej rakowatej rodziny, zwłaszcza naprzykład gdy wiadomą jest rzeczą, że jej matka, babka lub siostry i ciotki chorowały lub zmarły na raka piersi lub macicy. Wtedy naturalnie, zwłaszcza gdy kobieta nie jest zdrową, powinno się zachować ostrożność i powściągliwość co do ilości dzieci i karmienia, ewentualnie zrzec się potomstwa, by z jednej strony nie narażać kobiety samej, a z drugiej nie płodzić dzieci rakowato dziedzicznie obciążonych. Pozatem jednak tak karmienie jak ciąża i poród u kobiety zdrowej i szanującej się nie tylko, że nie pociągają za sobą żadnych — zgubnych skutków, ale owszem nieraz dobroczynnie wpłynąć mogą na jej rozwój i zdrowie.

∗                  ∗

Sprawę zakażeń wenerycznych w małżeństwie porusza bardzo umiejętnie i rzeczowo Prof. Lenartowicz w swojej cennej broszurze, a łaskawie mi przez autora przesłanej: „Czem są i czem grożą choroby weneryczne“.
Pozwolę sobie tu przytoczyć parę wyjątków z tej pracy:
Nieświadomość, niezachwiana wiara w męża lub mężczyznę wogóle, a bardzo często i wstyd kobiecy są przyczyną, że kobiety zgłaszają się do lekarza ze swem cierpieniem bardzo późno, kiedy już wyleczenie i to zupełnie jest trudne, a dałoby się je uzyskać mniejszem nakładem czasu i mniejszemi ofiarami wcześniej.
Przypatrzcie się na te kobiety niegdyś młode, wesołe, zdrowe i pełnią życia tchnące, które wkrótce po wyjściu za mąż tracą swą krasę i chęć do życia, popłakują wieczorami i rankami, więdną przedwcześnie i nikną w oczach. Przypatrzcie się na nie, jak przykute do łoża boleści wiecznie postękujące i z bolesnym wyrazem na twarzy, dźwigają się z trudem po kilkakroć dziennie, aby dziecko zabawić lub mężowi strawę ugotować!
I patrzcie się na nie i policzcie trupy tych, które zaraz po pierwszym porodzie giną na uogólnienie się zakażenia rzeżączkowego!
Policzcie wreszcie te setki i tysiące kobiet bezdzietnych, wyczekujących z utęsknieniem jedynego celu ich życia, jedynego pragnienia — macierzyństwa.
O bo rzeżączka wniesiona w łoże małżeńskie przez męża zdolną jest pozbawić je wszystkiego: i spokoju rodzinnego i wiary w ludzi i w życie i zdrowia i sił i urody i macierzyństwa.
Policzcie! A dowiecie się, że jedna czwarta chorób kobiecych z takim trudem i mozołem leczonych przez ginekologów, a przynajmniej cztery piąte małżeństw bezdzietnych, to wina mężów, to skutki lekceważonej, a przez to zaniedbywanej i nie leczonej należycie choroby, nabytej jeszcze za czasów kawalerskich lub niestety już po zawarciu małżeństwa!
A nieco dalej mówi:
300.000 ślepców liczyła do niedawna Europa, ślepców od urodzenia z winy tylko samej rzeżączki i to dlatego, że dzieci te zrodzone z matek rzeżączką dotkniętych przechodząc przez drogi porodowe zakażały sobie oczy, te oczy, które miały oglądać świat Boży, a w rzeczywistości nigdy go nie oglądały!
Zaprawdę, gdy się policzy ten ogrom szkód, strat i nieszczęść to z głośnym wyrzutem i zgrozą pytać się godzi: kto dał jednostce, kto dał mężczyźnie prawo rozporządzania zdrowiem i życiem kobiety, kto dał im prawo skazywania jej na nędzę i niedolę, na ból i niedomagania, kto dał mu prawo pozbywania jej najcenniejszego jej dobra, bo ziszczajnej nadzieji macierzyństwa, kto śmie ją zmuszać do wydawania na świat dzieci ślepych lub zaraz w początkach zagrożonych ślepotą?
Przytoczyłem tu kilka ustępów, które dosadnie kreślą ten straszny nieraz stan biednej młodej, i niewinnej kobiety, która w zupełnem zaufaniu wierzy w mężczyznę, oddaje się takowemu i poświęca mu swoje życie i zdrowie. A nieraz potem mimo tego, że jest świadomą, iż wszystkie swoje cierpienia i nieszczęścia zawdzięcza temu mężczyźnie, to nawet nie czyni mu gorzkich wyrzutów, kocha go nadal i mimo wątłego zdrowia poświęca się nieraz ponad swe siły ciężkiej pracy domowej i wychowaniu dzieci!
Dr. Piotr Vachet w pracy swej: Niepokój płciowy (tłómaczenie polskie) powiada słusznie, że pod tym względem lekarze pokładają i położyć mogą wielkie dla społeczeństwa zasługi uświadamiając społeczeństwo w wykładach popularnych i pogadankach hygjenicznych o niebezpieczeństwie chorób wenerycznych, badając kandydatów do małżeństwa, działając pocieszająco w sensie psychoterapeutycznym w razie upadku na duchu i neurastenji płciowej osobnika.


HISTERJA.

Może o żadnej chorobie nie mówi się ciągle tak dużo, a zarazem tak mylnie jak o histerji. Przeciętny człowiek ma też dlatego o tej chorobie zupełnie mylne zapatrywanie, a miano histeryczki równa się omal obeldze dla kobiety. Pochodzi to stąd, że histerję miesza się z najrozmaitszemi chorobami, jakoteż twierdzi, że właściwie nie jest ona chorobą, ile raczej jakimś rozkapryszeniem, czy udawaniem. A tymczasem sprawa przedstawia się zupełnie inaczej i prawdziwa histerja nie jest wcale żadnem udawaniem ale ciężką, poważną, choć bardzo często uleczalną chorobą. Również błędne są zapatrywania co do przyczyny powstawania tej choroby. Sama nazwa histerji pochodzi od greckiego wyrazu „hystera“, co oznacza na polskie macicę, gdyż dawniej przypuszczano, że jest to choroba występująca tylko u kobiet i stojąca w ścisłym związku z organami płciowemi, zwłaszcza z macicą. Temu zapatrywaniu hołduje jeszcze obecnie wielu lekarzy, gdy słynny Freud wyraził się, że histerja ma zawsze za tło seksualizm w postaci jakiegoś urazu psychicznego z lat dziecinnych, który siedzi niejako uwięzgnięty w psyche kobiety, a nie mogąc się wyswobodzić, przeradza się (konwersja) w inne objawy chorobowe, które są jakby symbolami tej właściwej przyczyny. Chcąc więc taką chorą uleczyć, trzeba przedewszystkiem dojść do właściwego punktu bolesnego duszy, a więc owego urazu psychicznego, drogą rozmaitych dociekań, co zowiemy psychoanalyzą. Tymczasem zapatrywanie to (to znaczy, że histerja ma zawsze tło seksualne) jest mylne. Tło to bez wątpienia w wielu wypadkach daje się wykazać, ale nie jest wcale jedynem i zawsze obowiązującem. Przedewszystkiem przeciwko temu przemawia fakt, że histerja (wprawdzie rzadziej) występuje u mężczyzn, a nawet i dzieci. Ponadto w wielu wypadkach histerja zjawia się dopiero u kobiety (przedtem zupełnie zdrowej) w późniejszym wieku a w wielu wypadkach przyczyna powstania choroby leży w obciążeniu dziedzicznem, naśladownictwie, gnuśnem życiu, a nie rzadko po nagłym afekcie naprzykład strachu.
Natomiast wszyscy zgadzają się obecnie na tym punkcie, że istota histerji polega na oderwaniu się pewnej grupy psychicznej od całokształtu umysłowego, co zowiemy dissocjacją. Ta oderwana grupa może niejako pędzić potem samoistny żywot, a więc mieć swoją odrębną pamięć, uczucia, a nawet świadomość, co w ciężkich przypadkach prowadzi do tak zwanego rozdwojenia osobowości, występującego nieraz atakami. Atak taki może przypominać żywo zwykłą epilepsję, przyczem jednak chora wykonuje pewne ruchy czy czynności i przybiera pozy, które są niczem innem jak symbolem owego uwięzgniętego urazu psychicznego, ale często tak zmienionego, że wyrobić sobie o nim właściwego zdania bez dłuższego badania nie można.
W ciężkich wypadkach przychodzi do rozdwojenia osobowości, chora traci na chwilę przytomność, a potem staje się jak gdyby zupełnie inną osobą. Nie rzadko charakter i usposobienie są wręcz przeciwne jak w stanie normalnym. Pamięta ona doskonale wszystkie przeżycia z poprzedniego ataku, natomiast absolutnie nic nie wie o właściwej swej istocie, o której często twierdzi, że jej nie zna. W hypnozie udaje się nieraz połączyć te dwie osobowości ze sobą, co zarazem działa znakomicie leczniczo. Wspominaliśmy, że często twierdzi się w życiu, że histeryczka nie jest chorą, ale udaje chorobę, pochodzi to stąd, że objawy histeryczne są najrozmaitsze, łudzą nieraz wszystkie niemal inne cierpienia, zjawiać się mogą na zawołanie i nagle i również nagle ustępować, czem tłumaczymy sobie cudowne czasem wyleczenie ciężkich chorób, opierających się dotąd wszelkiemu leczeniu. Niektóre objawy w histerji są tak częste i typowe, że znane są nawet laikom; należy tutaj naprzykład ból uciskowy głowy przypominający wbijanie gwoździa (clavus hystericus), uczucie kuli w przełyku (globus hystericus), zaburzenia smaku, powonienia, czucia dotyku i bólu, porażenia (abasia), kończyn dolnych, nagłe zaniewidzenia i t. p. Typowe są również objawy w sferze duchowej. Najczęściej występuje kapryśność, ciągła zmiana usposobienia, płacz, to znowu śmiech, obawy, zwidywania, oskarżania siebie lub innych (naprzykład o niemoralne prowadzenie się, zgwałcenie), chorobliwe bujanie fantazji, prowadzące nieraz do kłamstw, w które chora sama święcie wierzy (pseudologia phantastica). Doprowadziło to już nieraz do bardzo przykrych spraw sądowych.
Histeryczki są bardzo podatne na suggestję obcą czy też własną, czyli autosuggestję i z tego też powodu u osobników takich na widok jakiegoś cierpienia wystąpić ono może w tej chwili i u niego, czem tłumaczymy sobie tak zwane epidemje duchowe, naprzykład po klasztorach, pensjonatach żeńskich, wsiach i t. d. Tak naprzykład nierzadkie w średnich wiekach opętania przez czarta, nawiedzania w nocy kobiet przez wilkołaków (succubi) nie były niczem innem, jak tylko ciężkiemi atakami histerji, występującemi epidemicznie.
Nieraz lekarz przez nieostrożne zapytania o dany objaw, ze zdziwieniem zauważa, że na drugi dzień u chorej jest on już wyraźnym. Osoba cierpiąca na ciężką histerję, może przez autosuggestję wywołać u siebie nawet zmiany anatomiczne, naprzykład pęcherze i wynaczynienia skóry, obrzęki i krwawienia, co nieraz spotyka się pod postacią tak zwanej stygmatyzacji.


WYGASANIE MIŁOŚCI.

Jakkolwiek czytamy ciągle u poetów o dozgonnej miłości i chociaż młode zakochane pary ślubują sobie nieraz „miłość aż do śmierci“, to jednak w życiu codziennem sprawa ma się zwykle inaczej. Są wprawdzie wypadki, że ta gorąca miłość trwa rzeczywiście dozgonnie, niestety są to wyjątki, natomiast częściej po pewnym czasie miłość wygasa lub też zmienia się w szlachetne uczucie przywiązania.
Zadajmy więc sobie pytanie, jakie mogą być przyczyny wygasania miłości?
Natężenie uczucia miłości, jakie zjawia się z początku, nie może być przytem zupełnie miarodajnem, owszem, nieraz widzimy rzecz wprost przeciwną i miłość gwałtowna nieraz tem rychlej wygasa, albo nawet co gorzej, zmienia się w nienawiść lub wstręt. Tłumaczyć sobie możemy to tem, że przy gorącej miłości wchodzi w grę nieraz pierwiastek zmysłowy i piękno fizyczne, w razie więc jakiejkolwiek zmiany pod tym względem musi nastąpić rychło pewne otrzeźwienie, a ponieważ podkład duchowy był tu tylko nieznaczny, więc i miłość wygasa.
Bardzo też często jeden z partnerów kochający rzekomo „nad życie“ drugiego osobnika, w razie, gdy tenże ulegnie oszpeceniu lub stanie się kaleką, stygnie do niego nieraz bardzo szybko.
Przytoczę tu przykład z moich wspomnień wojennych:
Na oddziele moim w czasie wojny leżał młody przystojny legjonista z ciężkim postrzałem prawej nogi. Odwiedzała go jego narzeczona, okazując mu wiele serca i czułości, a gdy tenże zapytał się jej, czy nie ostudzi się jej uczucie, gdyby pozostał kaleką, oburzyła się nawet na to zapytanie. Niestety stan chorego pogarszał się stale i celem ratowania życia przystąpić musiałem do wysokiej amputacji uda. Gdy po kilkudniowej nieobecności narzeczona zjawiła się i dowiedziała się o fakcie, zaczęła okropnie płakać i współczuć z biedakiem. Od tego jednak czasu wizyty jej zaczęły się stawać coraz to rzadsze, aż w końcu przestała przychodzić do niego i napisała mu list następującej treści:

„Mój drogi Stachu!
Starałam się walczyć ze sobą, zdawało mi się, że fakt, który zaszedł, nie osłabi mego uczucia, niestety przekonałam się, że tak nie jest, a nie chcąc Cię łudzić i będąc szczerą, wolę ci odrazu napisać, że jakkolwiek mam dla Ciebie wiele serca, wiele współczucia, cenię Cię jako bohatera — to jednak żoną Twoją być nie mogę. Daruj mi i przebacz!
Twoja Janka.“

Trzeba więc prócz miłości wielkiej szlachetności, ażeby w podobnych wypadkach nadal kochać, a są nawet wyjątkowo osoby, które wtedy, mimo wszystko, tem większe okazują uczucie nieszczęśliwemu człowiekowi lub kalece.
Nie rzadko naprzykład mąż zupełnie zdrowy i silny latami całemi tkliwie opiekuje się swoją chorą żoną, mimo tego, że takowa, rozżalona do świata jest dla niego nawet przykrą i zgryźliwą w pożyciu.
Dalszemi przyczynami wygaśnięcia miłości jest zawód, zrażenie się i pomyłka życiowa. Nie rzadko naprzykład młody osobnik zakochuje się „bez pamięci“, ale rychło przekonuje się, że się pomylił, względnie trafia potem na swój właściwy typ, który „leczy go“ z nierozważnego uczucia. Naturalnie miłość wygasnąć może, gdy osobnik, którego kochamy zdradzi nas, źle się obchodzi lub też niestety okaże się przy bliższem poznaniu zupełnie innym niż przypuszczaliśmy. Nieraz miłość znowu wygasa (co zwłaszcza u mężczyzn ma często miejsce) w razie długiej rozłąki. Z początku podtrzymuje uczucie częsta i czuła korespondencja, która jednak staje się coraz rzadszą i zimniejszą, aż w końcu ustaje zupełnie.
Naodwrót nieraz pozornie zagasła miłość może wybuchnąć na nowo, co znowu również częściej wydarza się u mężczyzn. Prowadzi nas to do dalszej kwestji, mianowicie pytania, czy można się szczerze i prawdziwie kochać kilka razy?
Wobec tego że niejednokrotnie wspominaliśmy, że kochamy właściwie swój ideał w sobie a nie drugą osobę, odpowiedzieć możemy na to w sensie dodatnim. Nie wyklucza to jednak tego iż są ludzie, którzy mogą tylko raz w życiu szczerze i prawdziwie kochać, a gdy stracą drogą osobę na zawsze, wtedy żadna inna już jej zastąpić nie może (może być, że chodzi tu właśnie o utratę owej platońskiej drugiej połowy duszy). Często natomiast w życiu łudzimy się tylko miłością i zdaje się nam, że na swój typ natrafiliśmy; nic też dziwnego, że miłość taka łatwo może wygasnąć, gdy natrafimy na typ więcej nam odpowiadający. Są wreszcie ludzie zwani erotomanami, którzy stale w kimś się kochać muszą i bez miłości niema dla nich życia, są to jednak wszystko tylko złudzenia miłosne i dogadzanie sobie samemu, a nie prawdziwa i głęboka miłość.
Ogółem jednak wziąwszy, kobiety w miłości są wierniejsze i stalsze jak mężczyźni i dlatego częściej spotyka je rozczarowanie.


PSYCHOLOGJA KOBIETY WDOWY.

Przypominam sobie, że gdy przed kilku laty w kole dobrych moich znajomych i przyjaciół mówiliśmy o tem, który typ kobiet jest najciekawszy i dla mężczyzn zarazem bardzo pożądany, jeden z obecnych, który ożenił się z wdową, odpowiedział bez namysłu: najciekawszym typem jest bezwarunkowo wdowa!
Zaczęliśmy więc rozmawiać na ten temat i podaję tu poniżej główne punkta tej ciekawej naszej rozmowy.
Bardzo często wdowami pozostają kobiety młode, których mąż umarł nagle, lub też wskutek tego, że cierpiąc na jakąś ciężką chorobę, naprzykład serca, nerek, syfilis, cukrzycę i t. p. lekceważył sobie to cierpienie, nie poradził się przed ślubem lekarza w przypuszczeniu, że jest zdrów bezwzględnie, lub że jego choroba jest chroniczną i nie przeszkadza zawarciu małżeństwa. Wspominaliśmy na innem miejscu, że w takich wypadkach człowiek nie powinien wstępować w związki małżeńskie bez wyraźnego zezwolenia lekarza. Niestety jednak ludzie zasłaniają się tutaj uczuciem gorącej miłości, a nawet twierdzą, że druga osoba wie o tej chorobie, lecz mimo to chce zawrzeć związek małżeński, bo bez ukochanej istoty już żyćby nie mogła!
I tu nagle, jak grom z jasnego nieba, śmierć zabiera tej młodej kobiecie męża, który nieraz wprawdzie był w bardzo dobrych stosunkach finansowych, lecz nie miał jeszcze czasu zebrać majątku, a nawet przez głowę mu nie przeszło myśleć o przyszłości i zaopatrzeniu żony, zwłaszcza, że będąc chorym, bał się asekurować, względnie poddać badaniu lekarskiemu.
Zostaje więc taka młoda istota nieraz z dziećmi zupełnie nie zaopatrzona i bezradna, gdyż często mąż, kochając ją i pieszcząc, nie pozwalał jej się niczem zajmować, ani też nie wtajemniczał ją w swoje interesa. Dla kobiety takiej, zwłaszcza jeżeli ma dzieci, nie pozostaje nic innego, jak powtórne wyjście zamąż. Tu jednak zaczynają się wysuwać rozmaite ciekawe problemy. Gdy kobieta miała pierwszego męża dobrego, to bać się będzie, czy drugi nie będzie gorszy, a gdy miała męża złego, to znowu będzie może się wahała wyjść zamąż w obawie, czy to złe pożycie się nie powtórzy, lub co gorzej, czy ten drugi mąż nie będzie jeszcze gorszy! Z tego też powodu młode wdowy są zwykle na punkcie mężczyzn bardzo nieufne i powściągliwe, serce ich jest trudno zdobyć i z tych też powodów mają one wielki urok dla mężczyzn przyzwyczajonych w życiu do łatwych podbojów.
Równocześnie i rola mężczyzny żeniącego się z wdową bywa nieraz później trudną. Bardzo wielu z mężczyzn, choć kochają potem swoje żony, to są nieraz o pierwszego męża zazdrośni, bojąc się, że porównanie z nieboszczykiem wyjdzie na ich niekorzyść, zwłaszcza, że objawia się tutaj nieraz bardzo ciekawa strona natury kobiecej. Nie rzadką bowiem jest rzeczą, że kobieta, która w pożyciu z mężem czuła się bardzo nieszczęśliwą, ciągle na męża tego narzekała, twierdząc nawet, że ją gnębi lub katuje, po śmierci tegoż zapomina o tem wszystkiem i pamięć nieboszczyka zachowuje w jakiemś świętem poszanowaniu, przyczem nieraz zbyt go apoteozuje, przez co drugi mąż, nawet taki, który jest lepszy, wydaje się jej bez porównania gorszym od pierwszego.
Nie rzadko wdowa, która w pożyciu nie była szczęśliwą, szuka potem mężczyzny z przeciwnym charakterem i usposobieniem jak jej zmarły małżonek, znajduje takowego, a tymczasem ku swemu przerażeniu spostrzega, że tenże jest dla niej jeszcze mniej odpowiedni jak tamten!
Stosunkowo jeszcze może najlepiej żyje wdowa z takim człowiekiem, który starał się o nią gdy była panną, kochał się w niej szalenie i nie przestał jej kochać mimo tego, że wyszła za kogo innego. Jest mu za to wdzięczną i człowiek taki zwykle szanuje to uczucie kobiety, nie jest o nieboszczyka zazdrosny, bo czuje, że była to ze strony kobiety pomyłka życiowa i że marzenia jego w końcu się spełniły.
Niestety jednak czasem bardzo młodo owdowiałe kobiety są tak oszołomione i przygniecione strasznym ciosem, który je spotkał, że bojąc się walki życiowej, zwłaszcza gdy mają dzieci, wychodzą rychło zamąż, korzystając z pierwszej nadarzającej się sposobności, popełniając przez to nieraz omyłkę życiową, której się już naprawić potem nie da.
Wychodzą też zamąż i starsze wdowy bez względu na to, czy były z pierwszym mężem szczęśliwe lub nie, a chodzi tu zwykle o byt materjalny, wychowanie dzieci, przyzwyczajenie do ogniska domowego, ewentualnie nawet o miłość i to nie rzadko do młodych bardzo mężczyzn, przez co kobieta chce niejako we własnych oczach się odmłodzić. W takich wypadkach potrafi starsza już nieraz wdowa zapomnieć o swoich obowiązkach i dzieciach, a nawet wprost rywalizować ze swoją dorastającą córką.
Dodać tu jednak musimy, że spotyka się kobiety, które tak kochały mężów, że po stracie ich, życie miłosne dla nich przestaje istnieć, czczą one ciągle pamięć nieboszczyka, odwiedzają stale latami jego grób, zachowują w poszanowaniu jego rzeczy, poświęcają się z całem zaparciem dla dzieci, mimo tego, że są ciągle, będąc przystojnemi, otaczane przez wielbicieli i starających. Nie zwracają na nich wcale uwagi, są bowiem ciągle pod tak silną suggestją niewygasłej swojej miłości, że żaden z mężczyzn nie może iść z nieboszczykiem w porównanie, a co najwyżej wyszukują sobie one tylko jakiegoś wiernego i dobrego przyjaciela, z którym łączą je stosunki czysto idealnej natury.
Kobiety takie są wzorami wszelkich cnót, wychowują dzieci tak pięknie, że zwykle z nich wyrastają później dzielni ludzie, wychowali się oni bowiem od dziecka w atmosferze szlachetności i kultu dla zmarłego ojca, którego może nawet zupełnie nie pamiętają.
Jakżesz wobec tego wygląda znowu wychowanie dzieci rodziców, którzy źle żyją ze sobą, ciągle się kłócą, wyzywają albo co gorzej rozchodzą!
Dzieci takie nie mają żadnego wzoru i drogowskazu w życiu, tracą szybko szacunek do rodziców, nie umiejąc cenić tego świętego słowa, jakim jest ojciec lub matka!
Jakżesz mogą oni potem mieć szacunek dla instytucji małżeńskiej, kiedy wychowali się w czemś całkiem przeciwnem, w czemś co zadaje kłam pojęciu szczęścia rodzinnego i urąga wszelkim najszlachetniejszym uczuciom!


PRZEJŚCIOWE LATA KOBIETY.

Przez przejściowe lata kobiety rozumiemy okres życia, w którym ustaje działalność gruczołów płciowych, co jednak nie jest równoznacznem zupełnie ze starzeniem się organizmu, bo choć wprawdzie często okresowi przejściowemu towarzyszyć zaczyna starzenie się, to nie brak na odwrót wypadków, że właśnie kobieta potem niejako rozkwita na nowo. Zwłaszcza spostrzegamy to w przypadkach, w których kobieta wyniszczaną była dotąd przez częste krwotoki i bóle i obecnie po ustaniu tychże czuje się w okresie przejściowym jakby odrodzoną.
Początek lat przejściowych cechuje się w pierwszym rzędzie ustaniem regularności co zwykle ma miejsce u kobiet pomiędzy 45—50 rokiem życia.
Kobiety zaczynają wtedy doznawać dość typowych przypadłości. Przedewszystkiem niepokoi je nienormalne tycie mimo tego, że nawet jedzą teraz mniej. Zjawiają się dalej przypadłości ze strony serca i naczyń krwionośnych w postaci napadowych uderzeń do głowy, potów, bicia serca i ogólnego podrażnienia. Po takich potach doznaje kobieta naodwrót uczucia chłodu. Nic też dziwnego, że nieraz w wagonie kolejowym starsze panie raz każą okno otwierać, to znów zamykać, co według powyższego tłumaczenia nie jest wcale ich grymasem.
Najwięcej jednak obchodzą nas tutaj objawy ze strony nerwowej i psychicznej. Kobiety takie są wtedy bardzo drażliwe, niecierpliwe, kapryśne, często same nie wiedzą właściwie, czego chcą.
Co do odczuwania popędu seksualnego, to sprawa przedstawia się bardzo rozmaicie i nieraz zupełnie niezależnie od tego, jaki przedtem temperament posiadała kobieta. I tak kobiety przedtem namiętne stać się mogą zimnemi, te, które nie miały temperamentu i nadal mogą go niemieć, lecz nie brak przypadków, że właśnie wtedy kobieta staje się najnamiętniejszą i dlatego wiek ten nazwano niebezpiecznym.
Każda kobieta pragnie jak najdłużej być młodą, a przynajmniej za takową uchodzić, a gdy przychodzi chwila, że niejako „wychodzi już z obiegu towarzyskiego“, nie chce tego nawet w myśli przypuścić i owszem, naodwrót zaczyna wtedy kokietować mężczyzn, zachęcać ich, co bywa nieraz powodem rozmaitych romantycznych przygód pań w wieku przejściowym.
Ta zmiana odbić się jednak musi w formie reakcji na całej konstrukcji duchowej kobiety. Po okresie chwilowego podniecenia, przychodzi zwykle depresja, łatwa skłonność do nużenia się, zniechęcenie, a nieraz wprost stan graniczący niemal z melancholją. Zwłaszcza spotykamy to wybitnie zaznaczone u kobiet, które dawniej były nerwowe.
Nierzadko też w tym okresie życia popełniają kobiety samobójstwa. Na szczęście przypadłości te z czasem przechodzą, trwając przeciętnie jeden do dwóch lat.
Kobieta przyzwyczaja się powoli do myśli, że jednak musi ustąpić już miejsca innym, młodszym, zaczyna odpowiednio się ubierać, a do mężczyzn, zwłaszcza młodszych, zwraca się już z więcej macierzyńskiem uczuciem, przechodząc powoli w okres czcigodnej matrony.
Ciekawą jest rzeczą, że są jednak kobiety, które właściwie się nie starzeją, a najczęściej wydarza się to nie u kobiet, które żyły spokojnie i pilnowały ciągle ogniska domowego, ale naodwrót u wielu artystek, słynnych dam półświatka i kochanek, które nieraz w późnym jeszcze wieku olśniewają swoją pięknością, żywością i ciągle jeszcze mają wielbicieli.
Mimo woli zadać sobie musimy pytanie, jaka tegoż może być przyczyna?
Przecież wydałoby się, że kobiety takie, nie szanując się, często nadużywając alkoholu i nie śpiąc po nocach, powinny się prędzej starzeć od tych, które żyły ciągle higjenicznie?
Odpowiedź na to może być tylko ta, że główną rolę u człowieka w starzeniu się jego, względnie w zachowaniu młodości, odgrywa jednak duch, a względnie ożywczy wpływ tegoż na ciało. Wiemy naprzykład, że ludzie o usposobieniu zgryźliwem i pesymiści starzeją się o wiele prędzej, jak weseli i pełni życia, mimo tego, że prowadzą bardzo higjeniczny tryb życia, a drudzy ciągle się bawią i nie liczą się ze swem zdrowiem.
Dlatego też kobiety żyjące ciągle pod wpływem uroku nowych wrażeń, bawiące się, pozbawione trosk życiowych i zgryzot, zachowują dłużej świeżość i młodość i jak się wyraziła jedna ze słynnych naszych artystek „nie mają czasu na to, by się zestarzeć“.


CIELESNE A DUCHOWE STARZENIE SIĘ.

Kwestja starzenia się jest dla każdego człowieka bardzo ważną, a tembardziej dla kobiety, nic też dziwnego, że poruszaną jest ona ciągle i zajmuje umysły najtęższych badaczy, którzy starają się wynaleźć sposoby zapobiegania temu, względnie odmładzania. Starzenie się, jakkolwiek często występuje wspólnie z ustawaniem funkcji płciowej kobiety (o czem mówimy w rozdziale o wieku przejściowym kobiety) nie jest z nią identyczną i bardzo często spotykamy kobiety pod względem seksualnym zupełnie normalne a przedwcześnie zestarzałe, jak i naodwrót fizycznie młode, lecz okazujące wybitny zanik funkcji płciowych.
Uderzyć niejednego musiał już fakt, że czasem poznając jakiegoś człowieka nie możemy określić dokładnie jego wieku, bo jeden wydaje się nam za stary na swe lata, względnie stanowisko, a o innych znów sądzimy, że są znacznie młodsi.
Dowodzi to jasno, że wygląd nie stanowi o wieku, tak, że nawet utarło się przysłowie: każdy ma tyle lat — na ile wygląda!
Wprawdzie mamy pewne cechy właściwe dla każdego wieku i przy ocenie kierujemy się niemi, lecz właśnie dlatego nieraz mylimy się, bo cechy te wystąpić mogą zbyt wcześnie lub też zbyt późno.
Natomiast w kwestji starzenia się mniej uwagi zwraca się na bardzo ważny moment, a jest nim nie tyle fizyczne ile duchowe starzenie się, które nieraz decyduje właśnie o stanie organizmu.
Iluż naprzykład znamy ludzi młodych wiekiem, którzy jednak właściwie są już starcami i mimo młodego wieku okazują już wybitne cechy starości, co odbija się na ich wyglądzie, ruchach, chodzie, stanie naczyń krwionośnych i serca, a przedewszystkiem usposobieniu i upodobaniach. Ludzie ci wprawdzie są młodzi, lecz duchowo już się zestarzeli, bo duch wpływa bardzo na ciało.
Naodwrót znowu nieraz podziwiać musimy w starym człowieku żywotność, energję, ochotę do życia i wszelkie cechy właściwe młodości. Ludzie ci starzeją się zwykle wolno i zachowują długo odporność na tak zwany ząb czasu.
Są znowu wreszcie ludzie, którzy właściwie nigdy nie są ani młodymi, ani starymi. Z wyglądu nie można absolutnie, ocenić ich wieku, konserwują się oni, jak mówimy, doskonale i wyglądają zawsze jednakowo nawet nieraz do śmierci.
Przy starzeniu się, jak mówiłem, odgrywa duch przedewszystkiem decydującą rolę. Kto duchowo czuje się już starym, temu nie pomogą żadne lekarstwa, żadne zabiegi i operacje, co najwyżej chwilowo może stan cielesny się poprawić, rychło jednak proces starzenia się zacznie nieubłagalnie posuwać się naprzód.
Cóż z tego wynika?
Wynika z tego prosty wniosek, że prócz szanowania zdrowia i zachowywania higjeny, powinno się dbać przedewszystkiem o świeżość i młodość ducha i nie dopuszczać się do starzenia się tegoż, zwłaszcza przedwczesnego.
Trudno naturalnie powiedzieć komuś: bądź ciągle wesołym, nie martw się niczem, nie przejmuj się i t. p., zwłaszcza do tego, gdy ma z natury usposobienie melancholijne lub pesymistyczne, ale przecież postępować tak mogą choć ci, którzy nie mają smutnego usposobienia, a tylko sobie sami z czasem je wyrabiają.
Cechą ludzi pogodnych i wesołych jest między innemi to, że chcą w około siebie widzieć również pogodnych i wesołych, a względnie wpływać dodatnio i pocieszająco na smutnych. Natomiast nie brak ludzi, którzy nietylko że sami nigdy nie mają pogody ducha, ale wzięli sobie niejako za zadanie innych jadem swego pesymizmu zatruwać, co czynią nawet wtedy i w takich miejscach, gdzie ludzie zwykli się schodzić celem rozrywki, wypoczynku i zabawy. Ludzi takich należy unikać o ile możności jak ognia!
Jestem lekarzem i przeważnie z tego powodu stykać się muszę z ludźmi smutnymi, nieszczęśliwymi i z powodu swej choroby pesymistycznie nastrojonymi. Lecz mimo to staram się im przyjść zawsze nietylko z lekarską ale i duchową pomocą, pocieszając ich i dodając im otuchy i wiary w przyszłość. Jestem też głęboko przekonany, że gdybyśmy wszyscy starali się względem siebie postępować w ten dodatni sposób, nie zatruwali się wzajemnie, a smutki swoje zostawiali w domu i dla siebie, a od życia żądali radosnych i miłych chwil, byłoby znacznie lepiej na świecie!
Na nie rzadkie obecnie zbyt szybkie starzenie się na tle przedwczesnej starzyzny ducha, nie pomoże jod, nie pomoże żaden preparat gruczołowy, ani operacja Steinacha czy Woronoffa!
Unikać powinniśmy wszystkiego, co zionie nienawiścią do radości życia, choćby to było dzieło sztuki lub książka wybitnego autora, tem bardziej, że nie brak przecież jasnych, słonecznych, pogodnych a mimo to wielkich i potężnych dzieł sztuki!
Niestety nasze obecne czasy lubują się dziwnie w takich ponurych tematach, a ma to teraz propagatora swego w kinie ze swojemi „wstrząsającemi do głębi“ dramatami i ponuremi powikłaniami życiowemi! Mało ludziom tragedji życia i smutku codziennego, szukają jeszcze coraz to silniejszych wrażeń, lubując się w rozmaitych teatrach okropności, opisywaniu dramatów i obserwowaniu patologicznych typów!
A tuż koło nich roztacza swe cudne spokojne blaski natura, tuż koło nich ciągną ku sobie swoją spokojną naturalnością i beztroską zwierzęta i kwiaty, tego ludzie nie widzą i widzieć nie chcą, a zamiast w chwilach wolnych przebywać na łonie natury, starają się wypoczywać w ten sposób, że niszczą zdrowie, używają sztucznych podniet, napinają ciągle nerwy i zajmują ciągle umysł patrzeniem lub słuchaniem rzeczy przykrych i denerwujących!
Cóż więc dziwnego, że starzejemy się obecnie szybko mimo komfortu, postępów techniki i higjeny!
Ta kwestja starzenia się a tembardziej naturalnie przedwczesnego, jest bardzo ważną zwłaszcza dla kobiety, bo mężczyzna nawet stary, bywa inaczej towarzysko traktowany i dłużej uchodzić może za młodego jak starsza kobieta, co jest również wielką niesprawiedliwością. Gdy na jakiejś zabawie tańczy ochoczo starszy pan, to podziwia się jeszcze jego żywotność i energję. Niechby to uczyniła jednak jakaś starsza lub na starszą wyglądająca kobieta, a z pewnością wywoła w około śmiech lub złośliwe uwagi!
Dlatego też każda kobieta starać się powinna (a pomagać jej powinien w tem mężczyzna i społeczeństwo) jak najdłużej zachować młodość. Nie pomogą tutaj żadne kuracje ani sztuczne środki lecznicze czy upiększające, trzeba przedewszystkiem nie dopuszczać do starzenia się ducha! Żyć więc o ile możności w pogodzie i spokoju, kontentować się tem, co się ma, nie żądać od życia i innych za wiele, a przedewszystkiem nie wynajdywać sobie samemu coraz to nowych zmartwień i przykrości i to nieraz na tle zwykłych i błachych drobnostek i przykrości życiowych.
Kiedy niestety jednak przyjdzie chwila, gdy starość w nieubłaganym pochodzie zagarnie ciało pod swoje skrzydła, powinna kobieta zrozumieć to, pogodzić się z tą myślą i dostosować tak swe życie jak ubiór i postępowanie do swego rzeczywistego wieku. Wtedy nie będzie śmieszną i narażaną na rozmaite złośliwe przycinki, lecz każdy będzie się odnosił do niej z należytym dla jej wieku szacunkiem i poważeniem, zwłaszcza gdy spełniła swoje najwyższe zadanie, to jest wychowała dobrze dzieci.
Niestety obecnie kobiety ogarnął jakiś szał „wiecznej młodości“. Żadna nie chce być starą! Poważne nawet panie ubierają się jak podlotki, malują i chcą koniecznie konkurować we wdzięku i świeżości ze swojemi córkami! Prowadzi to do rozmaitych czasem wesołych lecz częściej bardzo smutnych konfliktów życiowych, które również wyzyskuje sztuka będąca refleksem życia codziennego.


KOBIETA BEZPŁODNA

Jak to już niejednokrotnie wspominaliśmy najszczytniejszem zadaniem kobiet jest macierzyństwo i stanowi ono jeden z najważniejszych kompleksów duszy kobiecej. Nic też dziwnego, że bardzo często u kobiety niepłodność jest przyczyną nietylko niesnasek małżeńskich, ale wywołuje zarazem rozmaite przypadłości nerwowe, a nawet umysłowe. U pewnych ludów, naprzykład izraelitów, niepłodność jest powodem rozwodu.
W każdym wypadku niepłodności powinna kobieta zwrócić się do lekarza, gdyż bardzo często da się to wyleczyć choćby nawet chodziło o jakieś wady organiczne.
Niestety w obecnych czasach bardzo często kobiety same nie pragną mieć dzieci zwłaszcza w początkach małżeństwa, nie chcąc się odrazu wiązać domem i chcąc użyć jeszcze życia. O wskazaniach lekarskich usuwania płodu mówiliśmy na innem miejscu.
Do wskazań wyjaławiania kobiety przybyły jeszcze obecnie dwa nowe, mianowicie eugeniczne i socjalne.
Wskazania eugeniczne mają na celu uchronienie społeczeństwa od przyszłych kalek, idjotów i niedołęgów, a więc przedewszystkiem w wypadkach, gdy albo kobieta sama jest nienormalną lub chorą, albo też zdrowa kobieta została zapłodnioną przez chorego lub nienormalnego mężczyznę.
Socjalne wskazania występują znowu wtedy, gdy złe stosunki majątkowe i nędza, jakoteż wielka już ilość dzieci, każą przypuszczać, że dalsze potomstwo nie będzie mogło być dobrze wychodowane.
Zastanowimy się tutaj jakie cierpienia są dziedziczne, to jest przenoszone z rodziców na potomstwo, powodując potem rodzenie się osobników będących dla społeczeństwa i rodziców ciężarem?
Należy tu przedewszystkiem kretynizm, padaczka (epilepsja) chroniczny alkoholizm, ciężkie cierpienia układu nerwowego, głuchoniemota, rozmaite poważne cierpienia oczu, wrodzona ślepota, wybitne zniekształcenia, ciężkie choroby umysłowe i t. p.
Wskazanie eugeniczne wystąpi jednak dopiero wtedy, gdy z jednego lub obu chorych rodziców dotąd urodzone dzieci lub przeważna ich ilość rodzi się stale nie normalna. Kretynizm dziedziczy się naprzykład w 75% przypadków, zmiany degeneracyjne u dzieci alkoholików w 20%, a padaczka w 33%.
Wskazanie socjalne bardzo często łączy się zarazem z lekarskiem. O ile naprzykład przy gruźlicy lub chorobie serca osoby zamożnej można liczyć na poprawę zdrowia przez leczenie i dobre warunki życiowe, a przez to możność dalszych normalnych ciąży i porodów, o tyle u biednej wyrobnicy cierpiącej na wspomniane choroby i nieraz ciężko pracującej, widoki na poprawę są prawie wykluczone wobec czego socjalne wskazanie łączy się tu ściśle z lekarskiem.
Miłość macierzyńska objawia się w całej pełni dopiero u kobiety, która mimo tego, że ma dziecko nienormalne, zniekształcone lub idjotyczne, kocha jednak je gorąco, stara się o nie, leczy, otaczając je nieraz większą tkliwością jak swe inne dzieci, normalne.
Jednym z wielkich postępów na polu wychowania jest zakładanie obecnie po większych miastach tak zwanych szkół specjalnych dla chorych, niedorozwiniętych lub upośledzonych dzieci. Nauka odbywa się tu, zupełnie inaczej jak w szkołach powszechnych, a prowadzona jest przez specjalistów psychopedagogów. Inteligencję dzieci oblicza się w procentach za pomocą tak zwanych testów. Liczbę 100 uważa się za normalną, do 50 są jeszcze widoki wykształcenia, a raczej poprawy stanu umysłowego, takiego dziecka, poniżej zaś 50, dziecko jako kretynowate lub idjotyczne nie nadaje się do żadnej nauki.
Wobec tego, że brak dzieci w małżeństwie jest często przyczyną wielkiego rozdźwięku, przyjmują ludzie dzieci obce za swoje czyli adoptują.
Ponieważ wydarzyć się jednak może iż po adoptacji rodzice mogą spłodzić własne dziecko, nie należy z tem się nigdy zbyt spieszyć, gdyż zachodziły już wypadki, że albo potem własne dziecko było lepiej traktowane jak przyjęte, albo co gorzej, pierwsze dorastając, dowiedziało się, że jest prawdziwem dzieckiem swoich rodziców i wyrzucało to potem adoptowanemu nazywając go znajdą, przybłędą i t. p.
Przy adoptacji powinni jednak rodzice dokładnie przedtem się poinformować z jakiej rodziny biorą dziecko i mieć na uwadze wyżej wspomniane fakta i dlatego nie powinno się nigdy tego czynić bez porady i pomocy lekarza.


ODMŁADZANIE

Być zawsze młodym i nie zestarzeć się, względnie starzejąc się odmłodzić jest pragnieniem każdego człowieka, a nawet marzy o tem uczony Faust w swojej ponurej pracowni.
Czyż dziwić się więc należy, że tembardziej pragnie pozostać młodą przekwitającą kobieta, której nieraz jedynym celem życia było to, by być świeżą, młodą i czarującą!
Już w starożytności próbowano rozmaitych kuracji odmładzających. W Indjach naprzykład kuracji takiej trzeba było poświęcić aż sześć miesięcy życia, a przez ten czas odżywiał się osobnik tylko mlekiem, ryżem i cukrem, rano i wieczór brał zimne kąpiele i zażywał rozmaite lekarstwa drogą nosa lub zapomocą lewatyw. Egipcjanie starali się odmładzać przez wywoływanie ciągłych wymiotów i pocenie się. Król Dawid (o czem wspominamy na innem miejscu) odmładzał się za poradą kapłanów przez przebywanie z młodą dziewczyną Abisak Sunem (stąd nazwa sunamityzm) twierdzono bowiem, że ciągłe przebywanie w atmosferze młodych ludzi lub zwierząt, wpływa odmładzająco na starego człowieka. Kurację taką stosował też Barbarossa i Rudolf Habsburgski.
Z chwilą, gdy przekonano się, że krew jest najżywotniejszym sokiem w organizmie, zaczęto próby odmładzania przez puszczanie tejże i wlewanie w jej miejsce krwi młodych osobników. Ludwikowi XIII. królowi Francji, w ostatnim roku życia puszczano dlatego 47 razy krew. Papież Innocenty VIII. polecił sobie zrobić celem odmłodzenia, przelanie krwi z trzech małych dzieci.
W podobny sposób stara się odmładzać ludzi w Paryżu nasz rodak Jaworski. Zupełnie w innym kierunku poszły badania nowszych czasów. Wspominamy niejednokrotnie w naszej pracy, że gruczoły płciowe w czasie dojrzałości wydzielają ze siebie pewne substancje zwane hormonami. Natomiast z chwilą zaniku funkcji owych gruczołów, prawdopodobnie znika także działalność hormonów i organizm zaczyna się starzeć. Profesor Steinach w Wiedniu po przeprowadzeniu doświadczeń na zwierzętach, zaproponował odmładzanie starego organizmu przez odpowiednią operację na gruczole płciowym i w kilku wypadkach osiągnął pomyślne rezultaty. Dalej poszedł jeszcze profesor Woronoff, który wszczepia gruczoły płciowe z małpy człowiekowi celem odmładzania. Wyniki osiągnięte, przez tego ostatniego są bardzo zachęcające, niestety jednak skutek operacji trwa do dwóch lat, poczem trzeba operację powtórzyć.
Zachodzi pytanie, czy takie chwilowe odmłodzenie starszej osoby ma rację bytu?
Podług naszego zdania nie, gdyż wywołuje ono tylko chwilowe podniecenie organizmu, nie rzadko tylko pod względem seksualnym, osobnik taki wyniszcza się więc znowu niepotrzebnie, korzystając z chwilowej poprawy, by potem popaść jeszcze w gorszy stan.
O wiele większą rację bytu miało by takie odmładzanie u ludzi przedwcześnie zestarzałych. Do takiego przedwczesnego zestarzenia się usposabia zwłaszcza nadmierne palenie, nadużywanie alkoholu, rozmaite choroby, zwłaszcza zakaźne, a przedewszystkiem ciężka praca i troski życiowe.
O młodości człowieka, a względnie starzeniu się decyduje bardzo często stan ducha, o czem także wspominamy na innem miejscu. Jeżeli ktoś jest młody duchem, to zwykle i ciało u niego się nie starzeje, przynajmniej tak prędko. Natomiast pesymiści, zgryźliwi, jakoteż ludzie żyjący w trudnych i ciężkich warunkach życiowych, a niemający silnej energji, starzeją się znacznie szybciej jak ich rówieśnicy o wesołem usposobieniu lub dobrze sytuowani. Jasną jest rzeczą, że odmłodzenie starego ciała u człowieka ze starym duchem niewiele pomoże, co najwyżej chodzić tu może o chwilowe suggestywne działanie. Z tego też powodu jestem także przeciwnikiem wszelkich prób odmładzania zestarzałych kobiet, zwłaszcza gdy takowe pod względem psychicznym są również stare, a właśnie takie potrzebowałyby odmłodzenia, bo młode duchem nawet w podeszłym wieku konserwują się znakomicie.
Przysłowie mówi: „Tajemnica długiego życia i długiej młodości polega na tem, by życia nie skracać i pogodą ducha nie dopuścić do starzenia się.“
Na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego lekarze wiedeńscy, którzy odbyli studja u profesora Woronoffa, wyrazili się o operacjach odmładzających bardzo sceptycznie. Dr. Schleyher, główny referent tej sprawy, operował pięć osób lecz wybitnych, a zwłaszcza trwałych skutków nie zauważył. Również cztery wypadki operowane w klinice profesora Eiselsberga, nie dały wybitnych wyników zwłaszcza pod względem odmłodzenia. Dr. Schwarz przytoczył klasyczny przypadek operowany przez dr. Harmsa. Otóż dr. H. 17letniemu staremu zgrzybiałemu psu, wszczepił czterokrotnie gruczoły z młodego psa. Wprawdzie za każdym razem był pewien chwilowy wynik, niestety jednak po czwartej operacji „omłodzony“ pies zdechł. Wyniki operacji obserwuje się głównie w początkach, to jest wtedy, gdy soki wszczepionych gruczołów dostają się do krwi operowanego osobnika. Obserwuje się wtedy podniesienie ogólnego stanu, poprawę oddechu, sprężystszy chód, a przedewszystkiem podniesienie na duchu pacjentów, co jednak wiele autorów odnosi do autosuggestji. Niestety wszczepione gruczoły po pewnym czasie ulegają wessaniu i zanikowi, zwłaszcza dlatego, że wszczepia się człowiekowi gruczoły zwierzęce a nie ludzkie. U zwierząt wyniki są o tyle lepsze, że rozporządzać tu możemy tkankami wyciętymi z tego samego gatunku zwierzęcia.


RYWALIZACJA KOBIET

W świecie zwierzęcym spotykamy przeważnie tylko rywalizację i walki samców o samice, podobnie i u ludów dzikich, natomiast cechą więcej ludzką jest rywalizacja płci żeńskiej o mężczyznę tak, że nawet niektórzy uważają to za pewien objaw kultury, a raczej może degeneracji. Rywalizacja kobiet o mężczyznę ma zwykle tło miłosne, chociaż przytem mężczyzna może zupełnie nie żywić do żadnej z rywalek uczucia, a nawet może im być osobiście nie znanym.
Rywalizacja kobiet może je tak zaślepiać, że tracą one przytem wszelkie uczucia szlachetniejsze i celem dopięcia swego używają najrozmaitszych, nieraz podłych sposobów, które mogą zaszkodzić przytem także i mężczyźnie, o którego się walka toczy. Rywalizują też nieraz matka z córką o mężczyznę, rywalizują dwie siostry lub serdeczne przyjaciółki, rywalizuje żona z kochanką męża, a nawet ze swą służącą!
Bardzo rzadko natomiast kobiety, na wzór mężczyzn, załatwiają takie sprawy w drodze honorowej.
Nie dawno odbył się w Budapeszcie pojedynek na szable pomiędzy pewną córką bankiera a baletnicą o mężczyznę, przyczem baletnica została przez przeciwniczkę silnie zraniona w ramię, co wywołało w następstwie dla niej trwałe zeszpecenie dekoltu.
Historja notuje również kilka wypadków pojedynków pomiędzy kobietami. Mimo emancypacji kobiet stają się one jednak coraz to rzadsze, a to z powodu, że i między mężczyznami pojedynki obecnie należą już do rzadkości.
Za czasów Richelieu’a odbył się pojedynek na pistolety pomiędzy markizą Nesle a hrabiną Polignac o ukochanego mężczyznę. Pierwsza strzeliła markiza i trafiła w drzewo, następnie strzeliła hrabina i trafiła swoją rywalkę w ucho. W epoce Ludwika XIV. pojedynki między kobietami były nawet w modzie, a wielką sławę zyskała sobie na tem polu pewna artystka, która pojedynkowała się zaciekle nietylko z kobietami ale i z mężczyznami.
Znany z historji jest też pojedynek w wieku XVII dwóch dam z towarzystwa z powodu hrabiego de Riome, który później został opatem. Hrabia dowiedziawszy się o pojedynku udał się na miejsce spotkania i rzucił się pomiędzy strzelające do siebie rywalki i uległ zranieniu, wskutek czego rywalki pogodziły się natychmiast i z całem poświęceniem pielęgnowały potem chorego.
W roku 1867 odbył się znów pojedynek pomiędzy dwoma artystkami teatru Variete Silly i sławną Schnejderką. Silly chybiła, a Schnejderka wobec tego strzeliła w powietrze. W następnym roku pojedynkowały się znów w Nicei dwie paryżanki, z których jedna strzaskała drugiej rękę. W rok potem w Waszyngtonie odbył się pojedynek dwóch pań, z których jedna, córka znanego przemysłowca, została zraniona w ramię. Rzadko przychodzi do kilkakrotnego spotkania. W roku 1870 w okolicach Wallencji odbył się pojedynek pomiędzy dwoma kuzynkami pannami Gonzalez. Warunki były bardzo ciężkie, bo pierwsze cztery strzały miały być wymienione z odległości dwudziestu kroków, następne cztery z odległości piętnastu, a ostatnie cztery z odległości dziesięciu kroków. Po piątym strzale padła jedna z kuzynek trupem, wobec czego przeciwniczka i dwie sekundantki zemdlały z przerażenia!
I u nas w roku 1907 odbył się we Lwowie pojedynek między dwoma żonami oficerów austrjackich. W roku 1919 pojedynkowały się na szable dwie Meksykanki Marta Durand i Żaneta Luna, z których pierwsza przepłaciła to życiem na placu boju.
Częściej, jak wspominaliśmy, natomiast używają kobiety do zwalczenia przeciwniczki innych sposobów, które mają na celu usunięcie rywalki przez ośmieszenie jej, zniesławienie lub co gorzej oszpecenie, pod postacią oblania twarzy jakimś płynem żrącym. Nieraz ma to właśnie miejsce w kościele podczas ślubu ukochanego mężczyzny z inną kobietą. Ciekawą jest rzeczą, że nie rzadko kobieta, usunąwszy rywalkę, nawet mimo tego, że mężczyzna stanie potem po jej stronne, traci jednak dla niego uczucie, a nawet robi mu wyrzuty, że całkiem bez potrzeby o niego walczyła, gdyż on nie jest wart tego. Nie rzadko żal jej się robi skrzywdzonej rywalki, a nawet stara się ona potem jej tę wyrządzoną krzywdę nagrodzić sercem i przyjaźnią. Wydarza się to zwłaszcza u kobiet bardzo ambitnych, które nie mogą tego przeboleć, że zamiast tego, żeby same wybrały mężczyznę lub tenże się o nią starał, musiały o niego walczyć.


MIŁOŚĆ KOBIETY W LITERATURZE.

Miłość jako jedno z najważniejszych uczuć ludzkich jest zarazem przez to najczęstszym tematem w literaturze, zajmując w niej nawet specjalny dział w postaci romansu. Zajmiemy się tu jednak kwestją znowu czysto kobiecą, a mianowicie jak miłość traktują i przedstawiają kobiety jako autorki.
Otóż uderza nas przedewszystkiem fakt, że kobieta autorka pisząc o miłości, przedstawia najczęściej samą siebie. Gdy jest piękną to pyszni się swojemi sukcesami miłosnemi, albo też, gdy spotkają ją zawody miłosne wylewa swoje gorzkie żale i łzy goryczy. Z tego też powodu najulubieńszą formą kobiet są pamiętniki, liryka, listy i romanse. Zapewne też z tego powodu zwykle pierwsze dzieło autorki, w którem nie rzadko opisuje samą siebie, jest najlepsze, a następne są zwykle jak gdyby przeróbkami i dalszym ciągiem lub też coraz mierniejszemi tworami. Wiele słynnych autorek zerwało z konwencjonalizmem towarzyskim, kierowało się tylko sercem i nie krępowało się opinją; dość wspomnieć taką George Elliot i George Sand, której to ostatniej słynna Indiana przedstawia wspaniale dzieje walki serca kobiety. Obie te autorki żyły w dzikiem małżeństwie. Ciekawie zapatrują się autorki na mężczyzn w swoich dziełach, bo albo ich zbyt idealizują opisując, jak by jakich książąt z bajki, lub też co częściej, szkalują, wyszukając w nich najgorsze strony. Ulubionym tematem kobiet jest też opisywanie losów życia upadłej i zawiedzionej w miłości kobiety, przyczem zawsze przedstawiają je one ze strony bardzo idealnej. Natomiast kobieta bardzo rzadko jest dobrym dramaturgiem, a postaci przedstawiane przez nią są zwykle mdłe, pozbawione życie i energji, nieraz sztuczne. Wspaniale nieraz potrafią kobiety pisać listy zwłaszcza miłosne, przyczem zwykle zajmuje je tylko miłość idealna. Nawet wielkie władczynie, jak Katarzyna Rosyjska, lubowały się w podobnej korespondencji do słynnych ludzi swojej epoki, chcąc zarazem przytem zadowolnić swoją pychę i próżność. Świetnie też opisują kobiety autorki wszelkie sprawy pozostające w związku z macierzyństwem i miłością do dziecka. Na szczęście kobiety zwłaszcza dawniejsze autorki, rzadko poruszają tematy perwersyjne, psychopatologiczne i wyjątkowo tylko piszą powieści kryminalne. Co do tej ostatniej kwestji, to jedynie kobieta porusza te sprawy wtedy, gdy będąc sama ich bohaterką, jako demon pisze swoje wspomnienia.
Literatura jest zwykle dokładnem odbiciem i charakterystyką danej epoki, nic też dziwnego, że sprawy miłosne w obecnej literaturze przedstawiane są inaczej jak dawniej.
Idealną naprzykład miłość małżeńską, trwającą długo, spotyka się obecnie w literaturze bardzo rzadko i to co najwyżej przedstawioną u dwojga staruszków-małżonków, żyjących ciągle jak para gołąbków i niemogących zupełnie zrozumieć rozmaitych obecnych powikłań życiowych. Natomiast aż do znudzenia opisuje się w powieściach i przedstawia w sztukach teatralnych trójkąt małżeński, przyczem zwykle mąż zaniedbuje żonę, ta wyszukuje sobie przyjaciela domu lub kochanka, w końcu jednak zraża się do niego i wraca skruszona do męża, widząc dopiero teraz jego szlachetność i dobre strony! Rzadziej już przyjaciel domu przedstawiony jest jako zacny i poczciwy charakter żywiący do pani domu platoniczne uczucia, cześć i szacunek. Prócz tego uderza w obecnej literaturze niezdrowy prąd apoteozowania wolnej miłości, przyczem nieraz kochanki czy kokoty przedstawione są z bardzo dobrej idealnej i szlachetnej strony tak, że nikt właściwie się nie dziwi, że mąż dla nich opuszcza żonę. Rzadko natomiast spotyka się obecnie w literaturze „wierne Penelopy“ lub mężów tyranów, częściej natomiast oboje małżonkowie są lekkomyślni, nieraz nie tają się przed sobą ze swojemi miłostkami i każde swobodnie idzie swoją drogą. Nie rzadko matka chcąc wyrwać synów „ze szponów“ jakiejś kobiety, udaje się do niej i tutaj przekonywuje się dopiero, że kobieta ta jest szlachetną, kocha prawdziwie jej syna i właściwie on uczynił jej wielką krzywdę w życiu. Prócz tego obecna literatura lubuje się w rozmaitych perwersjach i typach patologicznych, nie wachając się nawet przedstawiać na scenie homoseksualizm, sadyzm i inne zboczenia płciowe.
Są to wszystko jak wspomnieliśmy echa tego, co w życiu się dzieje. Idealna miłość sielankowa nietylko nie znajduje nigdy uznania w obecnej literaturze, ale owszem, jeżeli przypadkowo z powodów jakiegoś jubileuszu dawnego autora dla uczczenia jego wznowi się taką sztukę, to wszyscy na niej się nudzą, patrzą na bohaterów z pewnego rodzaju politowaniem i nietylko że zupełnie nie przejmują się idealnemi uczuciami, ale uważają poprostu takowe za coś śmiesznego i przestarzałego.


PRZYCZYNY NIEWIERNOŚCI MAŁŻEŃSKIEJ

Jakkolwiek zapatrywania na niewierność małżeńską u rozmaitych ludów były odmienne traktowane, a niewierność karana różnie, to jednak przyczyny niewierności były i pozostaną te same.
U niektórych naprzykład ludów mąż oddaje swoją żonę do dyspozycji gościowi, a gdy tenże z tego nie skorzysta, uważa się to za wzgardę i obrazę. U innych znowu ludów, o czem wspominaliśmy na innem miejscu, wiarołomstwo, względnie uwiedzenie komuś żony, karane było śmiercią.
Jeżeli zaś zapytamy się jak na tę sprawę zapatruje się obecne społeczeństwo, to niestety dojść musimy do przekonania, że wobec ciągłych ataków na instytucję małżeństwa, jakoteż tendencję do wprowadzenia rozwodów, kwestja niewierności małżeńskiej zeszła na plan drugi i nie jest już tak surowo potępianą, a w wielu wypadkach znajduje ona nawet oficjalne usprawiedliwienie.
Zadajmy sobie pytanie, jakie są najczęstsze przyczyny niewierności małżeńskiej?
Inne są one u mężczyzn, a inne u kobiet.
Co do mężczyzn, to niestety panuje ogólnie zdanie, że mężczyzna, któryby ani razu żony nie zdradził, należy do wyjątków, a społeczeństwo usprawiedliwia nawet zupełnie mężczyznę, który posiadając chorą lub zimną żonę, szuka gdzieindziej zaspokojenia swoich zmysłów!
Bardzo znów często mężczyzna żeniąc się przypuszcza, że się w końcu ustatkuje i mając swoje ognisko domowe i ukochaną żonę nie będzie już szukał innych rozrywek. Tymczasem rychło przekonywuje się, że dom mu nie daje wszystkiego i po pewnym czasie zaczyna jego zepsuta natura wychodzić znowu na wierzch i dom mu już nie wystarcza. Naturalnie tembardziej szukać będzie mężczyzna pocieszenie poza domem, gdy ożenił się bez miłości lub też żona zawiodła jego oczekiwania. Nierzadko wreszcie przyczyną niewierności u mężczyzn jest złe towarzystwo, podniecenie alkoholem, kuszenie przez kobiety lekkich obyczajów i długa rozłąka (słomiani wdowcy).
Natomiast u kobiet przyczyny bywają nieco inne i jest ich znacznie więcej.
Naturalnie w pierwszym rzędzie niewierną stanie się mężowi żona, która będąc młodą i mając temperament, nie znajduje u męża żadnego zrozumienia ani też zaspokojenia, a natomiast naokoło siebie znajduje licznych adoratorów.
Ciekawą jednak jest rzeczą, że rzadko zdradzają mężów żony przez nich bardzo brutalnie traktowane a nawet bite, co tłumaczyć sobie należy strachem i obawą przed mężem.
Nierzadką przyczyną niewierności małżeńskiej (a właściwie nie można tego nazwać niewiernością) jest ciekawość kobiety, nieostrożność, chęć ryzyka i przypadek. Kobieta naprzykład namówiona przez przyjaciółkę lub znajomą znajdzie się nagle w sytuacji takiej, że już zapóźno jest się cofnąć, popełnia więc fałszywy krok, nieraz żałując tego odrazu i nie może sobie potem darować, że na coś podobnego się naraziła. Często w powieściach i sztukach teatralnych czytamy lub widzimy, że kobieta wyszedłszy bez miłości lub z konieczności zamąż, spotyka potem swego wielbiciela z czasów panieńskich i wtedy oddaje się mu, chcąc mu niejako wynagrodzić krzywdę, którą mu dawniej wyrządziła. Skłonnemi do niewierności są także kobiety obdarzone temperamentem, mające chorych lub niedołężnych mężów, lub takich, którzy na długi czas od nich oddalać się muszą, przyczem nieraz przyjaciel męża, któremu tenże polecił opiekę nad żoną, odgrywa rolę sumiennego pocieszyciela. Do rzadszych już wypadków należy niewierność powodowana zemstą i odwzajemnieniem się za niewierność męża, litowanie się nad nieszczęśliwym kochającym kobietę bez pamięci przyjacielem lub znajomym, nagłe zaślepienie lub też zasuggestjonowanie przez mężczyznę, wdzięczność lub też oddanie się obcemu mężczyźnie celem uzyskania dla męża jakiegoś stanowiska lub poprawy bytu.
Już na granicy prostytucji stoi oddawanie się kobiety obcemu mężczyźnie w celach materjalnych lub wprost za pieniądze, bez względu na to, czy kobieta czyni to dla siebie samej, czy nawet w celach rzekomo idealnych, naprzykład nędzy by kupić zato kawałek chleba dla głodujących dzieci. Smutną jest rzeczą, że nieraz nawet mąż dobrze wie o tem, ba nawet nieraz żonie w tem jest pomocny, spełniając niejako rolę alfonsa.
Dodać tu musimy, że istnieją małżeństwa, zwłaszcza w sferach artystycznych, żyjące pozatem bardzo dobrze i zgodnie ze sobą, gdzie mąż i żona pod tym względem zupełnie się nie krępują i wiedzą o swoich miłostkach i nawet je sobie potem z humorem opowiadają.
W innych znowu smutnych wypadkach mąż patrzy przez palce na wybryki żony, przestrzega ją tylko, by go nie ośmieszyła w opinji publicznej i nie uczyniła z niego rogacza.
Jeszcze więcej toleranckie są kobiety, które nietylko że mężom pod tym względem zostawiają wolną rękę, ale nawet ułatwiają im sytuacje, a nawet żyją w przyjaźni z kochankami mężów, twierdząc cynicznie, że wolą przynajmniej wiedzieć o tem i być pewnemi, że mąż dostał się w „dobre“, pod tym względem, ręce.
Zadajmy sobie teraz pytanie, czy w obecnych czasach zdrady mężczyzn są znacznie częstsze jak kobiet?
Wydawało by się pozornie, że nie może ulegać żadnej wątpliwości, że zdrady mężczyzn są 100 procent częstsze, choćby z tego powodu, że mężczyźni są wogóle więcej zepsuci i wstępują w związku małżeńskie już zbrukani życiowo.
A jednak pod tym względem nasuwają się pewne wątpliwości.
Naturalną jest rzeczą, że mężczyźnie łatwiej jest zdradzić żonę, choćby z tego powodu, że ma po temu łatwiejsze i liczniejsze sposobności, a przedewszystkiem nie potrzebuje się tak bardzo obawiać skutków swego kroku. Jeżeli statystyka zdrad małżeńskich wykazuje wielką przewagę mężczyzn, to należy znowu brać w rachubę to, że kobiety czynią to bardzo umiejętnie i skrycie, umią się potem doskonale maskować, podczas gdy mężczyźni pod tym względem takich skrupułów nie mają, czynią to nie ostrożnie, nieraz wprost usprawiedliwiają się przed innymi i własnem sumieniem że czynić to muszą, gdyż w domu są zupełnie pozbawieni zaspokojenia.
Kwestja zdrad małżeńskich i tak zwanego trójkąta małżeńskiego jest aż do znudzenia ciągle omawiana w powieściach i sztukach teatralnych, przyczem nie rzadko znajduje ona tam albo usprawiedliwienie albo też traktowana jest humorystycznie, co z pewnością nie może wpływać umoralniająco, zwłaszcza na młode i nie doświadczone osoby.
Zadajmy tu sobie wreszcie pytanie jaki efekt ma lub mieć może w małżeństwie zdrada?
Naturalnie w pierwszym rzędzie zależy to od stopnia miłości obu małżonków. Co ciekawe, to fakt, że nieraz im miłość jest większa, tem przebaczenie jest łatwiejsze, bo i skrucha większą. A najtrudniej przebaczają i zapominają o zdradzie zwłaszcza ci mężowie lub żony, którzy nie tyle kochają swojego partnera, ile raczej uważają go za swoją niejako własność.
Zdradzony mąż według naszych pojęć musi żądać od kochanka żony satysfakcji honorowej przyczem nierzadko się wydarza, że traci przytem życie w pojedynku, albo też potem za pojedynek bywa karany. Człowiek ambitny wypędza nieraz żonę, uważając, że jest już nie godną, by splamiona przebywała nadal w jego domu. Człowiek słaby po chwilowej gwałtownej reakcji łamie się i godzi się z faktem, a nie rzadko nawet potem w bezsilności swojej patrzy przez palce na dalsze bezkarne jej wybryki.
Co do żon, to te najczęściej mężom przebaczają, a w razie coraz częstszych wybryków godzą się z faktami. Od męża odchodzi żona tylko wtedy, gdy spotka człowieka, który porwie ją jak huragan za sobą i zaślepi swoją miłością. Wtedy rzucić ona potrafi wszystko męża, dom a nawet ukochane dzieci.
Niestety jednak często potem kobieta się rozczarowuje i chce wracać do męża, a gdy ten ją z powrotem przyjmie i widząc jej prawdziwą skruchę przebaczy, bywa potem najprzykładniejszą żoną.
Graniczy z prostytucją fakt odejścia żony od męża dla celów czysto materjalnych i poprawy egzystencji. Bywają jednak wypadki, że żona potem pamięta jednak nadal o swoim mężu, wspomina go zawsze mile, a nawet chce mu materjalnie pomagać, na co żaden uczciwy mężczyzna zgodzić się nie może.
W wypadkach takich wreszcie, w których pomiędzy małżonkami niema żadnego gorętszego uczucia, albo też co gorzej, istnieje rozłam a nawet nienawiść, zdrada małżeńska traktowana jest zupełnie zimno, a nieraz bywa wyzwoleniem z kajdan, na które jedno z małżonków z upragnieniem czekało.
Wykwitem wreszcie naszych czasów są fakta współżycia towarzyskiego, a nawet nie towarzyskiego, rozmaitych rozwiedzionych i wzajemnie ze sobą pomieszanych par, które potem bywają u siebie, bardzo czule się witają, całują, troskliwie dopytują o pożycie, a nawet dają rady drugiemu małżonkowi czy małżonce, jak najlepiej jest z eks-żoną czy eks-mężem postępować!
Są to wszystko bardzo smutne ale zarazem bardzo ciekawe pola do studjów socjologiczno-psychologicznych. Takie smutne eksperymenta życiowe może jednak z czasem doprowadzą do skonstruowania jakichś nowych form współżycia ludzi ze sobą, zwłaszcza najściślejszego, jakim jest pożycie jednego mężczyzny z jedną kobietą, to jest małżeństwa!


ZDANIE JEDNEGO MĘŻA O ŻONACH.
(List skierowany do mnie przez słuchacza po jednym z moich odczytów wygłoszonych w Kollegium Wykładów Naukowych w Krakowie)

Wielmożny Panie Doktorze!
Posyłam garść uwag, które nasunęły mi się po Pańskim ostatnim odczycie w nadzieji, że może przydadzą się one Panu w przyszłości.
Nasze żony narzekają bardzo często na mężów — nie przeczę, że nieraz może i mają rację, ale niech mi będzie wolno w imieniu mężów zabrać głos w tej sprawie:
Iluż to z nas, żeniąc się, nie marzy o tem, by mieć nareszcie własne ognisko domowe ciche, miłe i spokojne, a w nim anioła w postaci kochającej i dbającej o męża żony! Marzą o tem nietylko ci mężczyźni, którzy się już w życiu dość wybawili, ale kto wie czy nie częściej właśnie ci, którzy dotąd żyli jak się to mówi zupełnie „correkt“. Mężczyzna ożenił się — wraca po ciężkiej pracy do domu nieraz zgryziony, zmęczony i spracowany, a po drodze cieszy się, że dozna w domu ukojenia swych strapień i spokój, a tu cóż zastaje? Oto skwaszoną minkę żony i wyrzuty zamiast pociechy rozweselenia i podzielenia się z jego kłopotami!
Marnuję najładniejsze lata życia przy tobie — mówi mu często żona ze łzami w oczach — w domu miałam wszystko: towarzystwo, wesołość, zabawy, a tu sama zanudzam się na śmierć!
Czyż jednak taka żona nie zada sobie pytania: dla kogo ten mąż pracuje? Czyż nie poto, żeby jej ciężkie życie jako tako lepszem uczynić?
Czyż może zmęczony mąż, nieodpocząwszy, zaraz po pracy przebrać się i biegnąć z żoną z wesołą miną próżniaka na koncert, dancing lub bal?
Udowodnioną jest rzeczą, że najgorszemi, najwięcej zgrymaszonemi są z zasady żony najlepszych, najpracowitszych i najuczciwszych mężów i to nieraz właśnie te, które wyciągnął on z biednego domu i wprowadził w dobrobyt a nawet komfort!
Takiej żonie imponuje potem nieraz próżniak, ptak niebieski lub człowiek ograniczony, ale z pięknemi formami towarzyskiemi, elegancki, mający od rana do wieczora czas na zabawy i myślący tylko o tychże. Działa on na taką pustą kobietę poprostu przez kontrast męża. Opisane żony są nietylko ciągle znudzone i zgryźliwe, ale twierdzą, że nie są zupełnie przez mężów „zrozumiane“. Natomiast nie obchodzi takich kobiet, mimo nudzenia się ani dom, ani dzieci, ciągle myśli każda tylko o sobie narzekając, że los ją tak ukarał, nie dając tego, co jej się zupełnie słusznie w życiu należy. Takich myśli niema natomiast kobieta, która dzieli z mężem jego los, jego dolę i niedolę, która ma cel życia, która pracuje i kocha męża prawdziwie!
Kobietę skromną ucieszy więcej jedna, sukienka lub kapelusz jak strojnisie całe szafy pełne toalet i stosy kapeluszy. Ta zawsze powie: nawet niemam się w co ubrać!
Kobieta, która przed ślubem pracowała, lub pracuje jako mężatka, zna wartość ciężko zapracowanych pieniędzy. Dziwną jest rzeczą, że dobrobyt wywiera zupełnie inny skutek na mężczyznę a na kobietę. Mężczyzna doszedłszy własną pracą do jakiegoś grosza, umie i nadal ten grosz cenić i szanować, kobieta zaś żyjąca w coraz to większym dobrobycie, zatraca zwykle poczucie wartości pieniędzy, pragnienia jej rosną nie proporcjonalnie szybko, staje się nienasyconą i nigdy niczem zadowolić się nie może. Pragnie ona ciągle czegoś, lecz najczęściej sama niewie czego!
Żony takie rekrutują się przeważnie albo z biednych panienek, którym się po ślubie „przewróciło w głowie“ lub z tak zwanych „panien na wydaniu“, które doskonale Pan Doktor w swoim odczycie scharakteryzował. Panna taka bywa wychowywaną niejako na pokaz i tylko w tym celu by bezczynnie czekała na męża. Chowa się ją sztucznie, seksualnie przewrotnie, wpaja w nią ciągle fałsz, kokierterję i nienaturalność, nic nie umie ona właściwie dobrze lecz pretensje ma wygórowane. I to mają być nasze żony i matki naszych dzieci!
Wierzcie mi panie, że szczęście małżeńskie od Was w pierwszym rzędzie zależy, a dobra, mądra i pracowita żona, mieć będzie zawsze dobrego męża o ile naturalnie nie jest on z gruntu zły, bo nami w miłości bardzo łatwo kierować. Małżeństwo to zbiór obustronnych ustępstw, to epizod dalszy życia mężczyzny, a treść życia kobiety, ale zato też dlatego w jej przedewszystkiem rękach spoczywa przyszłe szczęście i pożycie małżeńskie.

Z wyrazami poważania wdzięczny słuchacz.


ROZWODY

Wobec tego, że na świecie jest tyle obecnie nieszczęśliwych małżeństw, odzywały się i odzywają głosy za wprowadzeniem rozwodów. Zwolennicy tego zapatrywania twierdzą, że zaraz byłoby na świecie lepiej, gdyż jest to straszną niejako niesprawiedliwością i krępowaniem wolności osobistej, by dwoje ludzi, którzy się pomylili, co do swego w życiu i absolutnie żyć ze sobą nie mogą, skazani byli na dożywotnie dźwiganie kajdanów małżeńskich. Są też oni zdania, że przez to nie tylko mogliby rozwiedzeni małżonkowie być szczęśliwi, dobrawszy sobie każde potem nową odpowiednią im połowę, ale zarazem wpłynęło by to dodatnio na moralność.
Obecnie zaś źle żyjący ze sobą małżonkowie zachowują nieraz pozory dla świata, a w gruncie rzeczy mąż ma jakąś kochankę, a nierzadko żona pociesza się z przyjacielem domu, a wszystko to jest pokryte niejako płaszczykiem małżeństwa. Gorzej jest jeszcze, gdy małżeństwo jest separowane. Mąż wtedy zupełnie się już nie krępuje, żona zaś musi nadal nosić jego nazwisko, cierpiąc przez to nieraz moralnie za męża. Ponadto rozwódka jest w naszem społeczeństwie typem kobiety, który ma jak gdyby jakieś dwuznaczne miano, ludzie odnoszą się do niej nawet z pewnem lekceważeniem i często towarzyska jej pozycja na tem cierpi.
Zastanówmy się teraz znowu nad tem, co mówią przeciwnicy rozwodu.
Przeciwnicy ci twierdzą: jeżeli chcemy uznać małżeństwo za poważną instytucją społeczną, na której opierać się musi rodzina, to nie możemy wyobrazić jej sobie zarazem z rozwodami i to łatwo z błachych powodów osiągalnemi. Co do skucia ludzi ze sobą do końca życia, to przeciw temu jest separacja. W razie oficjalnego prawnego wprowadzenia rozwodów ucierpiały by na tem w pierwszym rzędzie kobiety i ich dzieci. Mężczyźni wiedząc o tem, że będą się mogli lada chwila rozejść, zawierali by lekkomyślnie małżeństwa i jeszcze częściej uwodzili kobiety olśniewając je propozycjami żenienia się.
Co do sprawy rzekomego umoralniającego niejako działania rozwodów to i tutaj sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. W krajach, w których wprowadzono rozwody nie tylko, że moralność małżeńska się nie podniosła, ale owszem bardzo obniżyła, a rozwody stały się szkołą występstw, liczba zaś rozwodzących stale się zwiększa i jest dziesięć razy większą aniżeli liczba przedtem separowanych. Widzimy to doskonale w statystykach francuskich. Francja wprowadziła w roku 1792 nieograniczoną możność rozchodzenia się, wkrótce jednak tę ustawę zawieszono i zniesiono rozwody co trwało do roku 1884.
Fatalne skutki lekkomyślnych rozwodów obserwujemy obecnie w Rosji, gdzie poprostu z małżeństwa uczyniono komedję i czczą formę. Dzieci wychowywane bez rodziców w przytułkach i zakładach publicznych, stają się jakieś dzikie i pozbawione uczuć moralnych, bo brakuje im najszczytniejszego uczucia na świecie, bo macierzyńskiego ciepła rodzinnego, którego zastąpić nie może nawet najlepszy i najtroskliwszy wychowawca, ale poza tem obcy dla dziecka człowiek.
Widzimy więc z tego, że wprowadzenie rozwodów, aczkolwiek w wielu wypadkach miało by rację bytu, nie można jednak uważać za jedyne, a raczej najskuteczniejsze lekarstwo przeciw złym pożyciom małżeńskim.
Nie przeczymy, że obecne małżeństwa nie odpowiadają nieraz swemu zadaniu wiążąc ludzi zupełnie do siebie niestosownych do końca życia, niestety jednak z powodów wyżej wspomnianych, powinniśmy raczej myśleć już nie o istniejącej „chorobie“, lecz mówiąc po lekarsku, o prophylaksji to jest zapobieganiu tejże, przez wychowywanie młodych osobników i kandydatów na małżonków w myśl zasad i poglądów wyrażanych niejednokrotnie w nieniejszym szkicu.
Również uledz muszą radykalnej zmianie zapatrywania się ludzi na kwestję separacji, a przedewszystkiem pod tym względem, by osoba separowana, zwłaszcza kobieta, była tak samo traktowana prawnie towarzysko i społecznie, jak każda inna i by ludzie doszli do przekonania, że wina opuszczenia ogniska domowego nie spada zawsze na kobietę, często nie spada też na mężczyznę, lecz jest ona nieraz koniecznym odruchem obu stron i obroną, a ta nie może być karygodną.

∗                  ∗

Pewien popularny niemiecki miesięcznik ogłosił niedawno ankietę na temat szczęśliwych i nieszczęśliwych małżeństw. Czytelnicy nadesłali około pięć tysięcy odpowiedzi na podane pytania.
Pierwsze pytanie dotyczyło zawodu małżonków. Najwięcej odpowiedzi nadesłali lekarze, dalej inżynierowie, nauczyciele i adwokaci, a więc wolne przeważnie zawody, potem dopiero kupcy, rzemieślnicy, rolnicy, wreszcie robotnicy. Pięćdziesiąt pięć odpowiedzi pochodziło od studentów uniwersytetu, względnie młodych osób niemających jeszcze żadnego stanowiska. Otóż co do zawodu, to ciekawą jest rzeczą, że najwięcej nieszczęśliwych małżeństw rekrutowało się ze sfer kupieckich, a najmniej, gdy jedno z małżonków lub oboje byli lekarzami.
Jakaż tego może być przyczyna?
Na sto małżonków ze sfer kupieckich tylko sześćdziesiąt dwoje było szczęśliwych, czternaście nieszczęśliwych, a dwadzieścia cztery niezdecydowanych. Z kobiet tylko pięćdziesiąt uważało się za szczęśliwe w małżeństwie, dziesięć było nieszczęśliwych, a czterdzieści niebyło się w stanie zdecydować na odpowiedź stanowczą. Wynika z tego wniosek, że w zawodzie kupieckim, gdzie więcej absorbowany jest w zajęciu mężczyzna, tenże niemogąc poświęcić większej części dnia życia rodzinnemu i będąc przeciążony pracą, gdy wróci do domu, znajduje tam niejako wytchnienie po pracy i jest z tego powodu zadowolony z małżeństwa, natomiast żony, które muszą cały czas same siedzieć w domu należą do kategorji kobiet „niezrozumianych“, są niezadowolone, zwłaszcza że nieraz mężowie powróciwszy do domu nie mają ochoty wskutek zmęczenia pójść gdzieś z niemi, aby się rozerwały.
Najkorzystniejszy wynik dały odpowiedzi ze sfer lekarskich, gdyż na sto małżonków lekarzy, szczęśliwymi czuje się ośmdziesiąt czterech mężczyzn, a ośmdziesiąt kobiet, co znowu tłumaczymy sobie u mężczyzn również intenzywną pracą, u kobiet zaś tem, iż lekarze jako ludzie bardzo inteligentni, a mający w życiu ciągle do czynienia z przykremi wypadkami i nieszczęściem ludzkiem, z jednej strony mają dużo serca i wyrozumiałości na błędy ludzkie, a z drugiej pragną dla kontrastu po swej pracy rozerwać się w teatrach, na koncertach, zabawach i t. p. w czem naturalnie ich żony biorą udział i nie czują się wobec tego osamotnionemi i pokrzywdzonemi.
Drugie pytanie dotyczyło pracy zawodowej kobiety w stosunku do szczęścia w małżeństwie. Obecne warunki zmuszają dzisiaj często kobietę do pracy zarobkowej mimo tego, że wyszła za mąż. Przeciwnicy ruchu kobiecego i samodzielności kobiety twierdzili, że praca kobiety w małżeństwie poza domem wpłynie ujemnie na życie rodzinne i szczęście w małżeństwie. Tymczasem ankieta wykazuje coś wręcz przeciwnego. Na sto kobiet pracujących zawodowo w małżeństwie mimo to czuje się szczęśliwemi siedmdziesiąt pięć, dziewięć zaledwo uznaje się za nieszczęśliwe, a reszta jest niezdecydowana. Te same mniej więcej liczby podały kobiety niepracujące zawodowo, z czego więc wynika, że praca kobiety nie wpłynęła zupełnie w sensie ujemnym na szczęśliwe pożycie małżeńskie. Ciekawą jest rzeczą, że również wbrew temu, co się powszechnie twierdzi, małżeństwa młodych osobników, którzy oboje jeszcze nie mają stanowiska, niemal wszystkie uważają się za bardzo szczęśliwe tak, że tu nasuwa się znów myśl, że nie dobrobyt ani pozycja odgrywała tu główną rolę.
Za szczęśliwe uważały się też małżeństwa, w których na odwrót oboje małżonkowie pracują wspólnie w jakimś zawodzie lub interesie, a same kobiety w odpowiedziach swoich twierdzą, że uważają wspólną pracę z mężem za jakiś czynnik wiążący ich jeszcze silniej z małżonkiem i utrzymający harmonję w ich małżeństwie.
Łącznie z zawodem omówić trzeba kwestję zawartą w dalszem pytaniu: czy pieniądz daje w małżeństwie szczęście?
Wydawało by się pozornie, że ludzie zamożniejsi powinni czuć się w małżeństwie szczęśliwsi, bo mogą sobie pozwalać na rozmaite rzeczy i zadawalniać wszystkie swe pragnienia, a z drugiej strony wiemy, że wiele nieporozumień małżeńskich wypływa z kłopotów materjalnych. Tymczasem wynik ankiety powiedział coś innego. Najwięcej szczęśliwych małżeństw spotyka się u ludzi średnio zamożnych. Tak naprzykład w małżeństwach, w których dochód miesięczny wynosił więcej jak 6000 złotych, było tylko sześćdziesiąt siedm kobiet szczęśliwych, zaś w rodzinach, w których dochód był bardzo mały 50% kobiet uważa się za nieszczęśliwe. Tłumaczymy sobie to u majętnych kobiet znudzeniem i tem, że właściwie już same nie wiedzą, czego pragną, zaś u kobiet biednych, przeciążeniem pracą domową i brakiem wszelkich przyjemności, jakoteż możności strojenia się. Co do mężczyzn to również najwięcej nie zadowoleni z małżeństwa byli mężczyźni bogaci.
Na pytanie, co do środowiska w jakim małżeństwa żyją, odpowiedzi były dość zgodne, mianowicie najszczęśliwszemi, czuły się małżeństwa w dużych miastach, mniej szczęśliwemi w średnich, a najnieszczęśliwszemi czuły się małżeństwa w małych miasteczkach, a zwłaszcza kobiety skarżyły się pod tym względem.
Wydawałoby się, że na stan szczęścia małżeńskiego wielki wpływ musi mieć dziecko. Na to pytanie wynik ankiety dał następującą odpowiedź:
Na sto szczęśliwych małżeństw miało dzieci sześćdziesiąt, a na sto nieszczęśliwych siedmdziesiąt, co również przemawiało by przeciw twierdzeniu, że obecność dziecka ma wielki wpływ na pożycie i szczęście małżeńskie. Natomiast bardzo wiele odpowiedzi było w tym sensie, że dopiero przyjście na świat dziecka poprawiło złe dotąd stosunki, wyjątkowo zaś, bo w 1% twierdzono, że przez przyjście na świat dziecka dobre dotąd pożycie, uległo zepsuciu.
Ciekawe są odpowiedzi na temat dalszy, to jest: jaki powód skojarzył dane małżeństwo?
Otóż w odpowiedzi na powyższe pytanie większość odpowiedziała, że miłość, a nawet 52% z kategorji nieszczęśliwych małżeństw oświadczyło, że pobrało się z miłości, a zaledwo 10% podało za powód zawarcia małżeństwa „rozsądek“. Natomiast małżeństwa zawarte na życzenie lub rozkaz rodziców, po największej części podały się za nieszczęśliwe. Podano też pytanie bardzo drażliwej natury:
— Gdyby pan czy pani przyszedł drugi raz na świat i spotkał swoją obecną żonę czy męża, czy wstąpił by pan czy pani w związku małżeńskie z tą osobą?
Przeważnie na to pytanie odpowiadano wymijająco, a bardzo często stawiano pewne warunki w rodzaju: to zależałoby i t. d. Głównie jednak przecząco odpowiedzieli mężczyźni, którzy za nic w świecie wtedy „po raz drugi“, by się nie ożenili z tą samą osobą. Znalazło się jednak siedmiu takich, którzy z dziwnym uporem i fatalizmem gotowi by byli poraz drugi wstąpić w te same związki małżeńskie, choć cierpią przytem i nie czują się zupełnie szczęśliwymi, co już chyba brać należy za zboczenie seksualne. Wśród kobiet nieszczęśliwych w małżeństwie dziesięć zgodziłoby się na powtórny związek małżeński ze swoim mężem.
Kwestja sypialni odgrywa też ważną rolę. Małżeństwa szczęśliwe (może jednak właśnie z tego powodu) posiadają nadal wspólną sypialnię, 25% zaś małżeństw nieszczęśliwych posiada osobne sypialnie, wziąść tu jednak należy pod uwagę i to, że w wielu wypadkach odpowiedziano: mamy wspólną sypialnię, gdyż nas nie stać na to byśmy mieli osobne!
Jakie są przyczyny występowania różnic między małżonkami i niesnasek małżeńskich?
W pierwszym rzędzie chodzi tu o kwestję materjalnej natury i tutaj więcej niezadowolenia spotykamy po stronie kobiet, podobnie jak i w kwestjach na tle wychowania dzieci. Nieporozumienia na tle mieszania się obcych osób do małżeństwa odgrywają też poważną rolę, a dominujące stanowisko zajmuje tu tradycyjna teściowa, zwłaszcza po stronie mężczyzn. Co do niezgodności usposobień, to skarżą się na nią przedewszystkiem mężczyźni, a trzy razy rzadziej kobiety. Zazdrość częstszą jest u mężczyzn zwłaszcza w małżeństwach podających się za szczęśliwe. Nieporozumienia na tle życia płciowego występują mniej więcej jednakowo u obu płci, to jest mniej więcej w 8 do 9% bardzo być jednak może, że kobiety ze względów dyskrecji, o tem nie wspominały. Jeżeli rzucimy okiem na wynik tej ankiety, to uderzyć nas musi kilka faktów, choć ankieta taka, podobnie jak i inne, nie może być w całem tego słowa znaczeniu miarodajną, gdyż na pytania podobne ludzie albo często nie odpowiadają szczerze, albo też piszą pod pewnym nastrojem w danej chwili, lub co gorzej niezdają sobie nawet ze siebie sami dokładnie sprawy. Mimo to jednak pewne fakty stale się tu powtarzają tak, że nie możemy im odmówić wiarygodności.
Otóż niejako cementem spajającym pary małżeńskie są: miłość, dzieci, a zwłaszcza przyzwyczajenie. Natomiast mniejszą już rolę odgrywa zabezpieczeniu bytu, a u mężczyzn, przyzwyczajenie bodaj czy nie odgrywa większej roli jak miłość. Małżeństwa nieszczęśliwe nie dbają o dzieci i niema tam nieporozumień na tle wychowania, bo nikt o dzieci nie dba. Do małżeństw nieszczęśliwych, mniej wtrącają się kochani krewni i znajomi, gdyż zapewne wolą oni mącić spokojną wodę w małżeństwach szczęśliwych. Na niezgodność charakterów w małżeństwach nieszczęśliwych narzekają głównie kobiety.
W Ameryce starano się prócz ankiet, zbadać kwestję pożycia małżeńskiego niejako eksperymentalnie, przez proponowanie tak zwanego próbnego małżeństwa to jest zawieranego na pewien określony czas, lecz dotychczasowe wyniki nie dały żadnych wybitnych rezultatów. Niektórzy twierdzą, że w podobnych wypadkach nie można by nigdy nawet dojść do żadnych pewnych wyników, albowiem inaczej postępuje człowiek w małżeństwie gdy wie, że jest skuty kajdanami małżeńskiemi na całe życie, a inaczej gdy wie doskonale, że każdej chwili, ewentualnie po pewnym określonym czasie, może się z tego związku uwolnić. Zwolennicy rozwodów twierdzą nawet, że to przeświadczenie możności zwolnienia się z małżeństwa, wpłynęłoby bardzo dodatnio na szczęśliwość pożycia, gdyż każdy byłby przez to więcej wyrozumiałym dla drugiego osobnika, nie przejmował by się tak tą sprawą i nie brał jej do serca, a nawet wobec tego, zwolna do wad partnera by się przyzwyczaił.
Twierdzą też oni, że zwłaszcza ta możność rozwiązywania związków małżeńskich wpłynęła by bardzo dodatnio na żony, które widząc i czując, że każdej chwili mąż je opuścić może, starały by się lepiej o dom, miały mniejsze wymagania i grymasy, zwłaszcza naturalnie gdy pochodzą ze sfery biednej i wszystko mężowi zawdzięczają i jak się to potocznie mówi, którym „przewróciło się w głowie“.
Ostatnia statystyka rozwodów w Stanach Zjednoczonych wykazuje, że liczba ich dosięga 175.000, czyli jest jedną szóstą zawartych małżeństw. W pewnych Stanach rozwody stają się obecnie tak częste, że niemal co drugie małżeństwo się rozwodzi!


PRZYCZYNY UPADKU KOBIET W RÓŻNYCH SFERACH

Pojęcia moralne na świecie są rzeczą bardzo względną, a przysłowie „co kraj to obyczaj“ znaleźć tu może najlepsze zastosowanie. Prócz tego tak zwana moralność w społeczeństwie zależy od tego, czy coś robi się otwarcie względnie tak, że dany czyn wyjdzie na jaw, lub też ktoś umie się dobrze kryć i maskować. Odnosi się to taksamo do upadku kobiety. Jeżeli kobieta straci niewinność lecz nikt o tem się nie dowie, to często (jeżeli nie pozostały jakieś trwałe skutki w postaci potomstwa) sprawa ta przejdzie dla niej bez większego echa. Jeżeli jednak miała nieszczęście, że ktoś się dowiedział i dalej o tem doniósł, lub też będąc z gruntu moralną, nie postarała się na czas o usunięcie skutków swego fałszywego kroku, to nazwie się zaraz tę kobietę upadłą, a piętno to pozostać może jej później na całe życie. Prócz tego wchodzi tu w grę jeszcze jeden ważny czynnik.
U wielu ludów, naprzykład Żydów, Chińczyków, Arabów, Persów, Szczepów Indyjskich i t. d., zwyczaj domaga się udowodnienia niewinności u panny młodej, w przeciwnym razie pan młody może ją zaraz opuścić. Tacyt wspomina, że również w starych Germanów tylko dziewice mogły wychodzić za mąż. Jasną jest rzeczą, że skoro wykryje się, że panna młoda już nie jest dziewicą, będzie to dla niej taksamo piętnem upadku.

∗                  ∗

Gdyby ktoś zastanowił się nad statystyką przyczyn upadku u kobiet różnych sfer, to przekonałby się, że niektóre z nich są dla wszystkich sfer wspólne, a inne znów dla każdej sfery odrębne.
Taką naprzykład wspólną a najczęstszą przyczyną upadku kobiet we wszystkich sferach, jest naiwna wiara kobiety w szczerość uczucia uwodzącego ją mężczyzny. Ulega jej tak dobrze biedna robotnica jak panna z najlepszego towarzystwa, z tą może tylko różnicą, że pierwsza mimo tego zawodu ufać będzie nadal innym uwodzicielom w przyszłości, a panna z towarzystwa, doznawszy zawodu, będzie w przyszłości ostrożną i nie ufną, chyba że temperament znowu ją zadaleko poniesie.
Naturalnie wspólną przyczyną bywa też gwałt, ubezwładnienie, wykorzystywanie sposobności, naiwność i nieświadomość. Natomiast odmienne przyczyny upadku kobiet z różnych sfer są następujące:
W sferze najniższej najczęstszą przyczyną upadku kobiety jest chęć poprawienia bytu materjalnego w razie ubóstwa albo też lenistwo młodej kobiety, przyczem odgrywają ważną, a usposabiającą do tego rolę i inne czynniki jak złe wychowanie, zaniedbanie moralne, zły przykład rodziców, mniejsze zwracanie uwagi na niewinność, wspólne spanie w izbach z mężczyznami, blizkie stykanie się z nimi przy pracy, a nierzadko alkohol i złe towarzystwo, naprzykład upadłych koleżanek.
W sferach wyższych wiele z tych przyczyn z natury rzeczy odpada, natomiast na miejsce ich występuje nie mniej groźna, ochrzczona w obecnych czasach mianem flirtu. Naturalnie wielką rolę odgrywa też miłość i temperament kobiety.
W wyjątkowych wypadkach przyczynami upadku kobiety mogą być pewne czynniki natury więcej duchowej. Tak naprzykład mężczyzna może posiąść kobietę olśniwszy ją swoją sławą, a czasem kobieta oddać się musi mężczyźnie spłacając mu niejako w ten sposób dług wdzięczności. Najrzadziej stosunkowo (o czem mówić będziemy jeszcze później) kobieta oddaje się mężczyźnie, chcąc przez to zemścić się na drugim, który ją w jej marzeniach zawiódł.
Obecny prąd równouprawnienia kobiet, jakoteż kładzenie nacisku na wychowanie fizyczne i sporty ma wiele stron dodatnich, ale ma też pewną wadę. Wprawdzie młode dziewczęta przez swobodne towarzyskie obcowanie z kolegami, jakoteż sporty, mogą się lepiej wzajemnie poznawać, a pierwiastek erotyczny schodzi tu wobec sportu na plan drugi, to nie brak jednak i tu smutnych doświadczeń, że jednak pod maską koleżeństwa wyzyskuje mężczyzna swoje skłonności uwodzicielskie, zwłaszcza że wobec swobodniejszego zachowania się kobiet ma on lepszą do tego sposobność.
Wspominaliśmy już na innem miejscu, że czasem kobieta ma w życiu chwile słabości i może oddać się mężczyźnie, a potem sama nie zdaje sobie sprawy, dlaczego to uczyniła i gorzko tego żałuje.
Przyczyny tutaj szukać należy w osobliwościach usposobienia kobiety, która żyje tylko uczuciem, a nieraz chwilą, a rozwaga i rozum milczą, gdy serce powie inaczej.



ZEMSTA KOBIETY
(Nowelka wzięta z życia)

Pewnego dnia odwiedził mnie jeden dobry znajomy. Usiedliśmy w moim gabinecie, a on spostrzegł leżący na biurku rękopis mej pracy „Bolesne strony erotycznego życia kobiety“, który właśnie zacząłem opracowywać.
— O to bardzo ciekawy temat, nad którym pracujesz! Jeżeli chcesz, to mogę dorzucić ci bardzo ciekawy przyczynek do twej pracy.
— Ależ i owszem — będę ci bardzo wdzięczny — odrzekłem.
Wstał i paląc, zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Obserwowałem go z pod oka, bo miło było patrzeć na tego prawdziwie pięknego mężczyznę z postawą Herkulesa, a dziecinnie pięknemi oczami. Nareszcie usiadł i zaczął swe opowiadanie:
— Może pamiętasz, że na uniwersytecie uważano mnie powszechnie za łobuza. Kobiety ciągnęły mnie zawsze do siebie, ale z drugiej strony interesowała mnie przedewszystkiem psychologja upadłej kobiety i dlatego zawsze starałem się dowiedzieć się w jaki sposób i dlaczego która z nich upadła. Niestety zdarzył mi się wypadek, że dowiedziałem się rzeczy dla mnie wprost strasznej i właśnie mam zamiar ją tu opowiedzieć.
Otworzyłem właśnie kancelarję adwokacką i zacząłem praktykę. Pewnego popołudnia zaanonsowała mi moja stenotypistka jakąś panią. Kazałem ją poprosić. Gdy weszła, odrazu poznałem, że to jest moja droga dawna znajoma, panna Jadwiga S., w której swego czasu bardzo się kochałem. Weszła z jakąś nieśmiałością, ale w nerwowych ruchach jej, siadaniu, zakładaniu nogi na nogę, coś mnie dziwnie uderzyło. Przywitaliśmy się w milczeniu, poczem zapytałem ją:
— Czem mogę Pani służyć?
— Pan mecenas pozwoli, że opowiem mu swoją sprawę odrazu by mu tyle czasu nie zajmować.
— Ależ niech pani nie krępuje się czasem, dla pani mam go zawsze, niech pani przedtem opowie o sobie, co pani porabia i co pani robiła od czasu, kiedyśmy się ostatni raz widzieli? Poznałem ją bowiem przed kilku laty u mojego wuja i odrazu poczułem do niej sympatję, a nawet gorętsze uczucie, lecz potem mi jakoś nagle zginęła z oczu. Na zapytanie moje twarzyczka jej, która wydała mi się teraz dopiero dziwnie smutną i zmęczoną, powlekła się chmurą, lecz zaraz przybrała swój poprzedni, jakiś dziwny dla mnie wyraz.
— Sądzę, że mecenasa nie będzie zajmować moja przeszłość skoro mu powiem czem obecnie jestem. Tu zawachała się trochę... a ja bezwiednie niemal powtórzyłem za nią:
— Czem pani obecnie jest?
Ona wzięła to za pytanie i odpowiedziała spokojnie:
— Jestem obecnie zwykłą utrzymanką.
Niemal porwałem się z krzesła. Nie mogłem wierzyć mym uszom! Jakto — ta elegancka panna z dobrego domu, tak wykształcona i obyta w świecie, jest damą z półświatka? To chyba nie możebne! Lecz zaraz zaczęły przelatywać mi przez głowę dawne moje badania i przyczyny upadku kobiety, a więc uwiedzenie, nieszczęśliwa miłość, nieprawe dziecko, wygnanie z domu i t. d.
Ona patrzyła na mnie, jakby czytając w moich myślach, a na moje pytanie: pani Jadwigo, jakim sposobem to się stało, może to tylko omyłka życiowa, może da się jeszcze coś zmienić? Spokojnie odrzekła:
— Drogi mecenasie, zmienić się już nic nie da, lecz przyszłam właśnie prosić go o pomoc prawną, naprzód jednak muszę opowiedzieć, dlaczego upadłam. Wiem, że pana zawsze interesowały te tematy i że pan doskonale wie, że pospolicie przyczyną upadku kobiety jest uwiedzenie, bieda, czasem temperament, ja zaś upadłam zupełnie z innych powodów.
Widząc moją twarz, która musiała wyrażać zdumienie, zaczęła się śmiać, lecz śmiech ten był jakiś dziwny i nieprzyjemny, drażnił mnie i wywołał jakieś nie miłe uczucie.
Ona zapaliła papierosa i całkiem spokojnie zaczęła mówić:
— Aby kobieta oddała się mężczyźnie, zwłaszcza po raz pierwszy, musi go albo kochać, albo też mężczyzna używa gwałtu, wykorzystuje chwile słabości, ubezwładnia kobietę i t. p. Ale zajść może inny wypadek i taki właśnie zaszedł u mnie.
Spotkałam w życiu mężczyznę, który uczynił na mnie odrazu nie miłe wrażenie mimo to, że był bardzo przystojny, pewny siebie i kobiety za nim szalały. Ja odrazu okazałam mu jednak pogardę, lecz niewiem dlaczego postanowiłam sobie, że muszę go zobaczyć zdeptanego i kopnąć go jak psa moralnie. Zapewne i w nim wzbudziło się podobne jakieś uczucie, bo rozpoczęliśmy jakąś dziwną walkę nienawiści z miłością. Lecz on zaczął się zmieniać, ustatkował się, kobiety zaczęły go zupełnie nie interesować, a względem mnie był bardzo grzeczny, powiem nawet nieśmiały, zupełnie inny jak dawniej. Zaczął mi się zwierzać, że to dotychczasowe życie Don Żuana już mu zbrzydło, jest męką dla niego, że pragnąłby jakiejś bratniej duszy, która by go odczuła, zrozumiała i dała tak od dawna upragniony i pożądany spokój. Zaczęłam mu wierzyć, współczuć z nim, a nawet byłam dumną, że pod wpływem moim mógł się tak zmienić.
Wyszłam za niego zamąż! I co pan powie, drogi mecenasie?
Zaraz po ślubie odezwał się w nim ten dziki zwierz, co dawniej. Był dla mnie brutalny, niemożebny w pożyciu. Z początku znosiłam to cierpliwie, a gdy raz zareagowałam silniej, rzucił mi bezczelnie w oczy:
— Co ty myślisz, że ja ożeniłem się z tobą z miłości? Nie, ożeniłem się, bo inaczej dostać cię nie mogłem, a postanowiłem sobie, że i ciebie mieć muszę, lecz teraz przedstawiasz dla mnie taksamo małą wartość jak i wszystkie inne kobiety, które przedtem miałem.
Powiedział to z wielkiem uniesieniem, ale zarazem z pewnym wyrazem dumy! Na chwilę ogarnął mój umysł jakiś zamęt myśli — jak ten człowiek może mówić tak do własnej swojej żony? Nagle jednak, gdzieś z dna duszy mojej, zerwała się szalona burza i znowu poczułam to uczucie, które dawniej miałam do niego to jest nienawiści i chęci zdeptania tego człowieka pod każdym względem. Postanowiłam się zemścić i to zemścić strasznie!
Tu oczy jej przybrały nagle jakiś błysk złowrogi i nie mogłem wtedy poznać w niej mojej miłej dawnej Jadwigi.
— Więc mówisz, że obecnie przedstawiam dla ciebie tę samą wartość, co i inne twoje poprzednie zdobycze?
— Już ci powiedziałem.
— Dobrze — przekonasz się jednak, że mam dla ciebie zupełnie inną wartość i to tak wielką, że nigdybyś ponownie nabyć mnie już nie mógł!
Spakowałam rzeczy i wyjechałam do Warszawy. Rzuciłam się w wir życia, szalałam, nie dbając o opinję świata, wszędzie używając jego nazwiska i nie tając się przed nikim, że jestem wesołą kobietą i damą półświatka. W końcu znudzona, zaczęłam żyć z pewnym człowiekiem, lecz tenże pokochał mnie i pragnie się ze mną żenić. Dlatego też przyszłam prosić mecenasa o wszczęcie kroków rozwodowych, gdyż żal mi obecnego mojego przyjaciela a zresztą zemsta moja już się dopełniła. Z początku groził mi w rozmaity sposób, z jednej strony widząc, że plamię jego nazwisko, a z drugiej działając pod wpływem urażonej i głęboko dotkniętej ambicji, że w ten sposób zadałam mu bolesny cios. Gdy to nie pomogło zaczął mnie prosić listownie i błagać, a w końcu nawet tak się poniżył, że przyszedł do mnie, rzucił się do nóg i ze łzami w oczach zaczął żebrać litości, obiecując mi, że będzie to nawet jego największem szczęściem gdy wrócę do niego i gdzieś daleko wyjedziemy. Lecz ja wtedy spokojnie i zimno mu powiedziałam:
Pamiętasz jak powiedziałeś do mnie, że przedstawiam dla ciebie tę samą wartość co i inne twoje poprzednie zdobycze, to znaczy żadną? A ja ci odpowiedziałam, że zupełnie inną, tak wielką, że nigdy ponownie już nabyć byś mnie nie mógł! Powiedziałam to wtedy i powtarzam to teraz, muszę jeszcze dodać, że od pierwszego wejrzenia wzbudziło się we mnie jakieś dziwne uczucie i postanowiłam już wtedy i niejako przeczułam, że obowiązkiem moim jest zdeptać cię moralnie i kopnąć jak psa za wszystkie krzywdy wyrządzone kobietom, które miały to nieszczęście, że dostały się w twe ręce...
Zerwał się, wybiegł i więcej go już nigdy nie widziałam. Tak drogi mecenasie, może pan o mnie myśleć co się panu podoba, widzę, że pan sobie o mnie sądu jeszcze nie wyrobił, bo walczy jeszcze w panu zakorzeniona w was ambicja męzka i prawo pięści nad kobietą. Może być, że z czasem nastaną inne stosunki i krok podobny jak mój, choć jest samosądem narazie przez społeczeństwo nie legalizowanym, będzie jednak znajdywał usprawiedliwienie, bo jest niczem innem jak reakcją zbolałej duszy, spotęgowanym krzykiem rozpaczy wszystkich niewolnic miłości i zemstą za tyle krzywd i złamanych żyć czystych i niewinnych kobiet, za które ja postanowiłam się ofiarować...
Bezwiednie wstałem i ucałowałem jej rękę, a wtedy zaczęła strasznie płakać, a gdy ją uspokoiłem i spojrzałem jej w oczy, ujrzałem w nich znowu moją drogą i słodką Jadwinię!

— Może ci się przyda ten mały przyczynek do twej pracy.
— Dziękuję ci — rzekłem — nietylko się przyda, ale będzie może nieco wprawdzie bolesną, ale zato wierną ilustracją do mej pracy, której tytuł: „Bolesne strony erotycznego życia kobiety“ zupełnie słusznie, widać, dobrałem.


UTRZYMANKA.

Osobnym typem kobiety, niejako przejściem od porządnej do niemoralnej w znaczeniu światowem, jest kobieta żyjąca z mężczyzną w stosunku wolnym, jak się to wyraża brutalnie „na wiarę“, bez względu na to, czy czyni to bezinteresownie z miłości (świat bowiem w to nie wierzy), czy zadawalnia się byle czem, czy też korzysta w całej pełni z kieszeni mężczyzny, nic nie robiąc. Właściwie ten ostatni typ nazwaćby można „utrzymanką“, bez względu na to, czy rolę główną odgrywa tu miłość czy interes, podczas gdy na pierwszy właściwym terminem jest kochanka. Świat w surowych poglądach swoich piętnuje te kobiety, jako nieuczciwe, a tymczasem nieraz bywa przeciwnie i utrzymanka nietylko, że jest uczciwą i wierną, ale bywa nawet zacną osobą, kieruje ona często mężczyzną, a nie brak wypadków u ludzi żonatych, że lepiej to czyni jak własna żona, do której nietylko że nie czuje ona żadnej nienawiści, ale owszem stara się zawsze swą namową męża do niej zbliżyć, a gdy jej się to uda, z pełnym szlachetności gestem znika z widowni. Dodać tu trzeba, że bardzo często kobietą taką kieruje prawdziwe uczucie, wie ona dobrze, że przecież mężczyzna ten może każdej chwili od niej odejść i ją porzucić, że nie może jej dać pełnej satysfakcji towarzyskiej, bo nieraz spotyka się z nią chyłkiem, nie pokazuje się z nią nigdzie, a nieraz udaje na ulicy, że jej nie widzi. A mimo to (a może właśnie dlatego) kobiety te często są wierne i bardzo przywiązane, a gdy mężczyzna bez powodu nagle je porzuci lub zdradzi z inną, życie traci dla nich urok, popełniają samobójstwo, a rzadko tylko zaraz potem zmieniają kochanka albo rzucają się w ramiona prostytucji.


KOBIETA PÓŁŚWIATKA.

Nie wiem kto użył poraz pierwszy tego wyrażenia i w jakim celu to uczynił, zrobił to jednak trafnie. Chodziło mu może o to, żeby właśnie zaznaczyć, że są kobiety, które właściwie tylko połową zaliczyć możemy do świata, natomiast brakuje im tej drugiej połowy, to jest oficjalnej sankcji towarzyskiej.
W półświatku spotykamy różne sfery i rozmaite kategorje. Mamy damy z półświatka, artystki z półświatka i niższe stopnie, jako proletarjat półświatkowy. Półświatek ma podobną „organizację“, jak świat oficjalny.
Ma rodziny, rzekome żony czy towarzyszki życia, ma swoje „teściowe“ w postaci różnych „mam“. Ma zazdrosnych pseudo-mężów (alfonsów), ba, nawet ma zdrady i przyjaciół domu!
Półświatek ma też swoją tradycję i poważną historję, a słynne starożytne kurtyzany i hetery, a następnie kochanki panujących, przeszły do kart historji i były nieraz punktem, około którego zbierał się ówczesny świat artystyczny, a wielu poetów zawdzięczało im swoje wybicie się i uważało poprostu za zaszczyt, gdy która z tych kobiet przyjęła ich u siebie w domu i pochwaliła.
I obecnie nieraz ma to miejsce, bo często do półświatka zaliczają ludzie nawet zupełnie moralne i czyste kobiety, odznaczające się nawet wysoką kulturą duchową, które jednak z powodu tego, że nie robią sobie nic z nikogo, wyłamały się z utartych szablonów i form towarzyskich, piętnuje się tem mianem. A jednak kobiety takie, jak naprzykład wielkie artystki, malarki, powieściopisarki są na ustach wszystkich, dość wspomnieć taką znaną powieściopisarkę jak George Sand.
Półświatkiem zajmują się ludzie taksamo, a może nawet więcej jak światem oficjalnym, a literatura i sztuka bierze sobie nieraz te kobiety za bohaterki, przyczem nierzadko właśnie autorzy przedstawiają te postacie w bardzo korzystnem świetle, jakby niejako chcieli nagrodzić je za to, że są one parjasami w życiu towarzyskiem, choć urodą, elegancją, a nieraz i wykształceniem a nawet moralnością stoją wyżej od niejednych rzekomych pań z towarzystwa.
Jakkolwiek kobiety te wyrzucone są poza nawias towarzyski, to dla wielu kobiet „ze świata“ mają jednak jakiś dziwny fascynujący urok. Gdy kobieta taka siądzie koło nich niedaleko w lokalu publicznym lub teatrze, to niespuszczają z niej oka, studjują jej ruchy, spojrzenia, zachowanie się, sposób mówienia, nieraz biorą z niej wzór mody i nierzadko bezwiednie ją potem w wielu szczegółach naśladują. Wiele szczegółów mody nosi nawet historyczną nazwę właśnie od takich kobiet, które często dają jej nowy kierunek. Iluż to ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że w tym półświatku nie istnieją tylko same rozkosze i uciechy! Zycie takich kobiet często jest drogą cierniową, pełną zawodów, goryczy, cierpienia, upokorzeń i kończy się nie rzadko tragedją. Jest tam też miłość prawdziwa, bezinteresowna i idealna — kto wie czy nieraz nie idealniejsza jak na świecie, gdzie kobieta nieraz tę miłość udaje dla świata, który tego od niej wymaga. Jest tam w tym półświatku także wiele innych szlachetnych uczuć, jak poświęcenie bez granic, miłość macierzyńska i zaparcie się siebie.



PŁATNA MIŁOŚĆ.

Właściwie rzecz biorąc, termin „płatna miłość“ o tyle może niema sensu, że jest pewnego rodzaju contradictio in adjecto, gdyż z chwilą, gdy za uczucie się płaci, budzi się podejrzenie, że u osoby biorącej niema miłości lecz interes.
Zresztą na świecie bywa też odwrotnie i naprzykład osoba pobierająca od mężczyzn pieniądze za udzielenie im chwili rozkoszy, z chwilą gdy się zakocha, uważa sobie za hańbę lub ujmę, by brała od ukochanego osobnika pieniądze, naodwrót sama chce mu je wręczać, jak o tem wspominamy gdzieindziej.
Są wypadki, gdzie za miłość płaci się w formie delikatnej pod postacią tak zwanych upominków.
Kobieta z towarzystwa obraziłaby się, gdyby ubiegający się o jej względy mężczyzna chciał jej przyjść z pomocą pieniężną, co jednak nie przeszkadza jej, że pozwala mu wydawać na siebie nieraz znacznie więcej pieniędzy na „skromne“ upominki, zabawy, teatry, kolacje i t. p.
Są pewne formy upominków, które mężczyzna może ofiarować każdej kobiecie, naprzykład w postaci cukrów, kwiatów i t. p., wydają nieraz na to mężczyźni masę pieniędzy podczas gdy ofiarowanie czegoś pożytecznego, naprzykład rękawiczek, pończoszek i t. d. poczytywane byłoby za ciężką obrazę. Kobieta wtedy wyobraża sobie, że mężczyzna uważając ją za biedną, ofiarowuje jej to z litości jak gdyby jałmużnę.
Widzimy więc, że właściwie pomiędzy płatną miłością a upominkami trudno jest postawić jakieś ścisłe granice.
Jasną jest rzeczą, że mężczyzna pragnie drogiej kobiecie w jakiś sposób umilić życie, a wiedząc, że czegoś potrzebuje, lub o czemś marzy, chciałby tem się jej przysłużyć i podarunek sprawia mu wielką przyjemność. Kobieta przeczulona zrozumie jednak i przyjmie to inaczej i uważać to będzie nieraz za obrazę i chęć płacenia za miłość.
Natomiast w małżeństwie tych skrupułów niema i często mąż musi niemal za każdy całus czy gorętszy uścisk płacić pod formą sprawienia żonie nowych kapeluszy, sukni, kostjumów lub kosztowności i wtedy żona z wdzięczności rzuca mu się na szyję.
Jest to niestety smutne, a jednak prawdziwe.
A jednak wszystko zależy od tego, kto, komu, w jaki sposób i w jakiej formie coś ofiaruje. Tą samą rzecz można komuś dać pod formą obraźliwą, jakby jałmużnę, a inną znów razą sprawić niespodziankę i uciechę. Wielkim nietaktem i nie szlachetnością ze strony mężczyzny jest, gdy później kobiecie podarunek wypomina na każdym kroku, wprost żąda za to gorętszego uczucia, nie zdając sobie sprawy, że zmusza przez to kobietę do udawania.
Nie brak wreszcie mężczyzn, którzy przekonawszy się, że podarunki nic nie wskórały, lub też w razie gdy stosunki się oziębią, żądają potem od kobiet zwrotu tychże, dołączając nieraz dokładny spis ofiarowanych przedmiotów!
W niektórych wypadkach kobieta odwdzięczyć się musi mężczyźnie za jakąś wielką wyrządzoną jej przysługę, co również nie jest niczem innem jak płatną miłością za zaliczką.
Niektórzy mężczyźni pod tym względem nie robią sobie pod tym względem żadnych skrupułów i nawet zaznaczają, a raczej dają do zrozumienia, że uczynią coś pod pewnym tylko warunkiem. Są to przeważnie mężczyźni zmysłowi, którzy nie zastanawiają się nad duszą kobiecą i nad tem, że wtedy przecież kobieta nie może im się oddać z gorącem uczuciem, lecz naodwrót tylko z uczuciem odrazy, a nieraz i wstrętu.



PSYCHOLOGJA PROSTYTUCJI.

Omówiliśmy przyczyny upadku u kobiet, obecnie zajmiemy się najboleśniejszą stroną erotycznego życia kobiety, bo prostytucją. Uwagi, które przytaczam poniżej, oparte są na poważnych dziełach badaczy, którzy znów swoje zdania wygłosili nie osobiście, ani też z powierzchownej obserwacji, lecz oparli je na zeznaniach tych nieszczęśliwych dziewcząt.
Przedewszystkiem u prostytutek odróżnić trzeba dwa zasadnicze typy. Jedne z nich, mimo tego, że upadły, pozostają jednak nadal w duszy czystemi i mają, tak samo jak dawniej, nieraz nawet skromność i wstyd kobiecy, bardzo często wiarę, religijność i uczucia rodzinne.
Drugie zaś pozbyły się prócz swej uczciwości płciowej także i swego uczciwego charakteru, są cyniczne, bezwstydne, skłonne do alkoholu a nierzadko bywają wspólniczkami zbrodniarzy.
Jeżeli Lombroso twierdzi, że są urodzone prostytutki, to właśnie kobiety tej kategorji do nich należą.
Tamte pierwsze oddały prostytucji tylko ciało, te drugie ciało i duszę. O ile u pierwszych zmiana otoczenia i dobry wpływ moralny odnieść może nieraz znakomity i szybki skutek, i nierzadko dźwigają się one same z upadku, o tyle u drugich praca umoralniająca jest zwykle bezcelową, a nawet domy poprawcze nic tu nie pomogą. Łatwy zarobek, bezczynność i atmosfera, w której dziewczyna ciągle żyje, sprawia, że prawie każda prostytutka musi z czasem nabrać pewnych cech, które nietylko odbijają się na jej wyglądzie zewnętrznym, ale nadają jej pewne znamienne piętno intelektualne.
Prostytutka uważa swe postępowanie jako zawód, który z uczuciem niema nic wspólnego. Dlatego też z chwilą kiedy w dziewczynie takiej zacznie się rozwijać jakieś gorętsze uczucie do mężczyzny, to w swojem pojęciu przestaje być dla niego prostytutką i marzeniem jej jest, by ją mężczyzna w stosunku do siebie za takową nie uważał i miał dla niej choć odrobinę jakiegoś szacunku.
O ile więc dla innych mężczyzn jest opryskliwą, fałszywą, kapryśną a nawet brutalną, to dla swego kochanka stara się być dobrą, tkliwą, szlachetną i uległą, a oddając się kilku mężczyznom po kolei bez uczucia, tęskni równocześnie cały czas za jednym gorętszym pocałunkiem swego ulubieńca.
Od innych mężczyzn wyłudza pieniądze, lecz odda je zaraz z radością ukochanemu, gdy ten ich potrzebuje. Niestety kochankowie ich rekrutują się zwykle z najgorszych mętów i szumowin społeczeństwa, wykorzystują te słabe dziewczyny, katują je, żyjąc nieraz poprostu ich kosztem, jako typowi alfonsi. Wielu z nich demoralizuje nieraz dobrą z gruntu dziewczynę i ciągnie ją za sobą w ramiona zbrodni.
Wspominaliśmy, że z czasem prostytutka nabrać musi pewnych znamiennych cech i upodobań.
Dziewczyny takie lubią się stroić jaskrawo, by przez to odbijać od innych kobiet i przez to zwracać na siebie uwagę. Mając łatwe zarobki, nie umieją szanować grosza, wydając go nieraz na głupstwa. Nie myślą nigdy o przyszłości i zwykle na starość kończą w nędzy. Natomiast lubią „pokazać“ się w świecie i wywoływać naokoło siebie podziw, zdumienie lub sensację, biorąc nieraz oburzenie, które wywołały, za korzystny efekt swą osobą wywołany.
Będąc ciągle wyrzucane poza nawias społeczeństwa, czują do niego żal ukryty, który starają się pokryć na zewnątrz cynizmem, pogardą dla innych kobiet i nienawiścią dla mężczyzn z lepszych sfer, ciągnąc natomiast do mężczyzn prostych, którzy je lepiej traktują i rozumią. Pędząc życie leniwe i bezczynne przez dzień, starają się swoje nerwy podrażnić lekturą kryminalnych romansów, wstrząsającymi widowiskami teatralnemi lub kinowemi, lubią bardzo widowiska cyrkowe, wyścigi i inne ryzykowne sporty. Na widowiskach przejmują się bardzo, płacząc i śmiejąc się na przemian serdecznie. Dla biedniejszych od siebie mają zwykle bardzo dobre serce, dają chętnie jałmużnę żebrakom, opiekują się tkliwie choremi koleżankami, marząc o tem, by być pielęgniarkami na wojnie i kochają bardzo zwierzęta.
Imponują im zwłaszcza zawody mężczyzn, w których człowiek ryzykuje ciągle życie i zmienia miejsce pobytu i dlatego największym powodzeniem cieszą się u nich wojskowi, artyści cyrkowi, lotnicy, komiwojażerowie, a także pełni młodzieńczego zapału i werwy studenci.
W pokarmach pokazują specjalne gusta: lubią potrawy ostre, pikantne, nie gardzą alkoholem, namiętnie palą, upaja je muzyka, taniec i śpiew.
Bardzo często popadają w apatję, z której budzą się na chwilę, by szaleć, a potem znowu popaść w dawną obojętność.

Niestety społeczeństwo nie zapomina łatwo o tem, że kobieta była „publiczną“, kto raz wypadł poza nawias społeczeństwa, to bardzo mu trudno dostać się tam z powrotem. A jednak kwestję tę omawia wielu pisarzy w swoich utworach, opisując nieraz trafnie tę straszną walkę upadłej kobiety ze społeczeństwem, tę niemą prośbę biednej zbolałej duszy ludzkiej, pragnącej wrócić na prawą drogę do której się garnie, mimo że społeczeństwo ją ciągle z niej spycha, mając tylko dla niej gest pogardy i wstrętu! Podać rękę takiej kobiecie niewolno, bo możnaby się zbrudzić, a rzadko kto posiada tę cywilną odwagę, by mimo to tę upadłą kobietę podnieść.
I z tego też powodu wiele istnień kobiecych, właściwie w zasadzie moralnie zdrowych i tylko chwilowo przez burze życia nadłamanych, ginie bezpowrotnie w bagnie rozpusty, które łamie je zupełnie brutalną ręką szablonowego rygorozu źle zrozumianej moralności.
Profesor Lenartowicz w swoim odczycie we Lwowie w Lidze Kobiet na temat: „Jak może społeczeństwo współdziałać w walce zwalczania chorób wenerycznych?“ bardzo pięknie się wyraził:
„Wy kobiety żądać powinnyście, by i w prostytutce uznać człowieka, by i jej los poprawić. Ten głos do społeczeństwa zrywa się wielokrotnie i w duszy samotnej prostytutki. Chlubiąc się przepiękną nauką Chrystusa, jakżeż łatwo zapominamy o słowach Jego: „Kto z was jest bez grzechu, niech rzuci na nią kamieniem!“...
A my tylko kamienie mamy w rękach ale nikt nie chce z pomocą swej dłoni wyciągnąć.
Jako środki zaradcze podaje Lenartowicz zwracanie bacznej uwagi na wychowanie domowe zwłaszcza w sferach biedniejszych, gdzie nieraz młode dziewczęta śpią razem z mężczyznami, dalej zakładanie przy szpitalach domów pracy i warsztatów, do którychby kierować można prostytutki, dawać im tam uczciwą pracę i zarobek, a wreszcie biura przy stowarzyszeniach kobiet, któreby zajmowały się szczerze i bez wstrętu, dziewczyną, która chce zawrócić się z fałszywej drogi życia i dawać jej zaraz odpowiednią pracę. Wiele prostytutek wie, że czeka je zaraza, a na starość nędza i kij żebraczy, więc szaleje i pragnie o tem zapomnieć, jednak gdyby wiedziały one, że ktoś się nimi szczerze zajmuje, może niejedna opamiętałaby się jeszcze!
Na szczęście zaczynają jednak przebłyskiwać tu i ówdzie zrozumienia tej strasznej bolączki ludzkości i tworzą się stowarzyszenia, które idą do tych biednych stworzeń nietylko z umoralniającemi odczytami, ale z gorącem sercem, wierząc, że upadłe jednostki, a zwłaszcza kobiety, łatwo nieraz i chętnie się poprawiają, zwłaszcza gdy będzie się w nich widziało człowieka i bratnią duszę i da się im sposobność swojem dobrem późniejszem postępowaniem wymazać plamę z życia, którą zwykle na nich wywołała brutalna i bezkarna żądza mężczyzny. Jakżeż zato strasznem jest, gdy dowiadujemy się, że prostytutki odpychane od świata tworzą własne stowarzyszenia, a nawet wydają własną gazetę w Hamburgu pod tytułem: „Pręgierz“
Również i alfonsi organizują się a nawet mają swoje kluby!
Wspomniane wyżej cechy prostytutek są też przyczyną nierzadkich u nich samobójstw. Zwykle odbierają sobie życie te kobiety przez otrucie, mając pod ręką lyzol, karbol, jodynę i t. p. Również wspomniane wyżej cechy charakteru prostytutki powodują to, że odbiera ona sobie życie nieraz z błachego powodu, a nawet kaprysu. Nie rzadko zamach samobójczy poprzedza nienaturalna wesołość lub orgja. Zostawiają po sobie prostytutki albo lakoniczne zdanie o przyczynie odebrania sobie życia, albo też dłuższe listy, adresowane do kochanka, ewentualnie rodziny, jeżeli ją posiadają, wywnętrzając się nieraz tam ze wszystkich swoich bólów, zmartwień i poniżeń. Ten ostatni krzyk zbolałej duszy spotykamy u prostytutek pochodzących ze sfer inteligentnych i te też najczęściej odbierają sobie życie, nie mogąc znosić dłużej swego hańbiącego żywota.

Gdy dziewczyna publiczna porzuci swój zawód z własnej woli, albo też ktoś, zwłaszcza kochający mężczyzna wyciągnie ją z tego bagna, to staje się zwykle potem bardzo dobrą, pracowitą i moralną kobietą, nieraz wzorową żoną i matką.
Jeżeli trafi do tego na szlachetnego mężczyznę, to stara się wszelkimi siłami zatrzeć ślady swej ciemnej przeszłości, jest wierną mężczyźnie, a jeżeli przypadkiem wspomni ktoś o jej przeszłości, to otrząsa się z obrzydzeniem na to i nieraz zalewa łzami. A jednak nie brak ludzi, którzy są zdania, że taka kobieta nigdy nie może potem pozostać uczciwą i z tego powodu podejrzywają ją na każdym kroku i czynią przykre przytyki.
Wobec tego trzeba wielkiej siły charakteru, szlachetności a przedewszystkiem miłości u mężczyzny, by potrafił potem zwalczać te przesądy i nie słabnął w swych uczuciach przy ciągłych wspomnieniach tej przeszłości. Niestety czasem mężczyźni idą za pierwszym popędem chwili, nie zdając sobie sprawy, że potem często trzeba będzie ciągle jeszcze z tą przeszłością się liczyć. Potem poddają się jednak suggestji otoczenia i zaczynają owej biednej kobiecie czynić ciężkie wyrzuty, twierdząc, że złamała im życie. Inni znów boją się, by ta „zła krew“ matki nie przeszła na dzieci, odsuwają ją też od nich, a zwłaszcza od córek, nie pozwalając im zająć się ich wychowaniem. Czują to dobrze rozumne i inteligentne prostytutki, a zdając sobie dokładnie z tego sprawę, odrzucają nieraz propozycje małżeńskie, mimo to, że kochają nad życie owego mężczyznę i dusza ich rwie się z całych sił ku niemu. Nie chcą one dlatego ukochanego mężczyzny unieszczęśliwiać i wolą się zadawalniać dzikiem małżeństwem, nie wiążąc przez to towarzysko do siebie mężczyzny. A gdy taka kobieta zobaczy, że łamie przez to życie mężczyzny i mimo miłości, którą mu dała czyni go nieszczęśliwym, usuwa mu się sama z drogi, dając tem nowy dowód swej szlachetności. Również eks-prostytutki spełniają nieraz potem bardzo sumiennie powierzone sobie obowiązki, naprzykład opieki nad chorymi, rannymi i t. p.
Kobiecie, która zeszła z prawej drogi wrócić na nią jest jeszcze dlatego trudniej, że jak wiadomo, prawie we wszystkich państwach istnieje rejestrowanie osób trudniących się zawodowo nierządem, czyli reglementacja prostytucji. Kobieta, której udowodni się, że zawodowo lub za pieniądze ofiaruje się mężczyźnie, zostaje bardzo często podczas tak zwanej obławy policyjnej na ulicy zatrzymaną, następnie dostawioną do urzędu sanitarno-policyjnego, gdzie zostaje poddana badaniu lekarskiemu, a następnie dostaje odpowiednią książeczkę i zostaje potem pod dozorem policji lub też urzędu sanitarno-obyczajowego. Polega to na tem, że prostytutka obowiązana jest w pewnych terminach (zwykle dwa lub trzy razy tygodniowo) poddać się ścisłemu badaniu lekarskiemu. W razie gdy prostytutka przez lekarza zostaje uznana za wenerycznie chorą, oddaje się ją natychmiast do szpitala celem leczenia. Uchylanie się od tych obowiązków bywa surowo karane.
Jasną jest rzeczą, że kobiety oddające się zawodowo mężczyznom, boją się tego wszystkiego, wobec czego rozwija się coraz to silniej prostytucja tajna. Od dawna, zwłaszcza w krajach zagranicznych, zrozumiano te braki reglementacji prostytucji i żądano jej zmiany albo uchylenia. Około roku 1870 w Anglji, a następnie w innych krajach, zrodził się też nowy kierunek postępowania z prostytucją, tak zwany abolicjonizm. Abolicjoniści twierdzą, że skoro reglementacja prostytucji nie może w zupełności uchylić zła i nie zabezpiecza bezwzględnie i w zupełności przed zarażeniem się mężczyzn a nawet przeciwnie, nadając jej pozory rzeczy zupełnie pewnej i bezpiecznej, działa wprost szkodliwie, poręczając niejako nieszkodliwość prostytucji, zachęca do życia płciowego pozamałżeńskiego i propaguje przez to zgorszenie, jest zatem społecznie szkodliwą i należy ją znieść.
Abolicjoniści twierdzą dalej, że niema podwójnej moralności osobnej dla mężczyzn, a osobnej dla kobiet, i że jest hańbą obecnej cywilizacji ograniczać swobodę i wolność kobiety i poddawać ją w rodzaj niewolnictwa tylko poto, by mężczyzna mógł swobodnie i bezpiecznie korzystać z uciech płciowych. Mężczyzna obcujący z publiczną dziewką prostytuuje się tak samo jak ona, nie jest od niej lepszy i właściwie jemu przysługiwałoby takie same miano jak jej.
Gerling w swej pracy: „Miłosne i płciowe życie człowieka“ pisze:
Zwalczanie prostytucji jest koniecznością, lecz walczyć z nią nie może skutecznie ani przepis policyjny ani suchy paragraf prawa, lecz tylko poprawa stosunków socjalnych i inne wychowanie nowych pokoleń. A tymczasem przeszkadza tej walce podwójna moralność. Tylko od kobiety, a więc słabszej płci, wymaga się czystości, a mężczyźnie wolno natomiast nurzać się swobodnie w błocie rozpusty i prostytucji, by w końcu poślubić młodą i czystą kobietę, żądać od niej wierności, a wzamian wnosić w ognisko domowe swe zrujnowane nieraz ciało i resztki świeżości młodzieńczej.
Jak długo mężczyźni obcować będą z dziewczynami publicznemi, tak długo choroby weneryczne będą się ciągle zwiększać, bo badanie prostytucji nie na wiele się przydaje, gdyż nie jest codzienne, a najważniejsza rzecz, że nie obejmuje mężczyzn odwiedzających publiczną dziewczynę, a wreszcie, że badaniu nie podlegają prostytutki tajne, a zwłaszcza personal żeński lokali publicznych, jak kasjerki, kelnerki, pokojówki w hotelach i t. p., które są głównemi rozsadnikami chorób wenerycznych. Gerling dodaje, że żywić należy nadzieję, że w zwalczaniu prostytucji i chorób wenerycznych w przyszłości wielką rolę odegra wczesne uświadamianie młodych dziewcząt i chłopców, poprawa stosunków socjalnych, a wreszcie surowe karanie uwodzicieli.



KOBIETY DEMONY.

Jakby jakaś zawistna zemsta za wszystkie krzywdy, które mężczyźni wyrządzają kobietom, zjawia się co pewien czas na świecie kobieta-demon. O ile, prócz takich zaledwo kilku mężczyzn, jak Don Żuana i Casanowy, nazwiska nie są nam znane, to kobiety-demony przechodzą bardzo często nawet do historji, dość wspomnieć Piękną Helenę, Kleopatrę, Agrippinę, Mesalinę, Lukrecję Borgia, Marję Stuart, Panią Pompadour, Lole Mondes, Du Barry, Tarnowską i wiele wiele innych. Nieraz kobiety te są przyczyną sensacyjnych procesów, a dla illustracji przytaczamy dwa poniżej. Kobiety te mają pewien charakterystyczny typ. Pochodzą nie rzadko z rodzin średnio zamożnych lub biednych, zwykle są piękne, a nieraz twarz ich przeczy zupełnie szatańskiemu charakterowi, ma bowiem wyraz niewinny niemal anielski. Niektóre z nich znów nawet nie są wcale przystojne. Natomiast wszystkie odznaczają się wielką zmysłowością, stanowczością, nieraz okrucieństwem lub sadyzmem, okazując przytem wiele cech męzkich. Na mocy prawa kontrastu, o którem wspominaliśmy, ciągną też do nich przeważnie mężczyźni o usposobieniu miękiem, delikatnem, idealnem, niemal kobiecem, rzadko natomiast ofiarą ich pada mężczyzna stanowczy i silny, co najwyżej bywa ich przyjacielem lub wspólnikiem. Kobiety demony niepotrafią kochać długo i stale, lecz podobnie jak mężczyźni zmysłowi, zapalają się prędko, łudzą się same miłością, by potem złamanego moralnie mężczyznę, odrzucić od siebie i zmieniają kochanków równie często jak rękawiczki.
Kobieta prawdziwie kochająca mężczyznę dbać będzie o to, by tenże nietylko niepotrzebnie nie wydawał na nią pieniędzy, ale owszem cieszy ją, gdy naprzykład rozrzutnego mężczyznę skłoni do oszczędności. Kobieta demon postępuje przeciwnie, z zimną krwią wysysa jak wampir materjalnie swego kochanka, a każdy z nich po koleji traci dla niej majątek, rzucając nieraz dom, rodzinę i swą pracę, by potem, gdy straci wszystko, zostać jak niepotrzebny sprzęt odepchniętym i wyrzuconym na ulicę. Kobiety takie mają w sobie coś z natury tygrysa i węża. Potrafią oddawać się mężczyźnie w największej ekstazie rozkoszy, a równocześnie snuć jakieś straszne plany na przyszłość. Nierzadko są one sadystkami, katują swoją służbę, by za chwilę obsypać je prezentami i czułościami. Są one kapryśne, zmieniają ciągle nastrój i usposobieniem tylko chwilami przebija w nich jakaś lepsza, głębsza struna, naprzykład miłosierdzie, miłość do zwierząt i t. p. Kobiety takie stale się nudzą, dlatego też szukają nowych, coraz to silniejszych wrażeń i rozrywek, nie umią się do niczego i nikogo przyzwyczaić, nie umią nic cenić, z tego też powodu wszystko im się prędko znudzi, znajdują pasje w niszczeniu pięknych rzeczy, w bezcelowem szastaniu pieniądzmi i ciągłem szukaniu czegoś, z czego same sobie sprawy zdać nie mogą.
Każda z tych kobiet zapytana, czy wobec przepychu jaki ją otacza i zadawalniania wszystkich marzeń jest szczęśliwą odpowiada stanowczo: nie! Mężczyzno żaden nie może jej zaimponować, chyba że wyjątkowo trafi ona na jakąś nadzwyczajnie mocarną, czy brutalną naturę, która potrafi ugiąć dumny kark tej lwicy, a nawet ją złamać i wtedy jedynie może ona znaleźć szczęście i być niewolnicą tego tyrana, jak gdyby na dowód, że dotychczasowe jej życie było wbrew naturze kobiecej.
Kobiety takie nie mają zwykle w sobie najszlachetniejszego uczucia kobiety, to jest macierzyńskiego i choć nieraz mają dzieci, to nigdy się do nich zbytnio nie przywiązują, a nawet nieraz oddają je gdzieś na wychowanie.
Nie lubią też życia rodzinnego, a nieraz najkorzystniejsze nawet propozycje małżeńskie odrzucają. Nie liczą się z niczem i z nikim, nie obchodzi ich opinja ani ludzki sąd i potrafią dlatego dokonać najekscentryczniejszych i najdziwaczniejszych nieraz czynów.
Umią przytem bardzo trafnie oceniać zaraz zbliżających się do nich mężczyzn, a wyczuwszy ich naturę dostosowują się w jednej chwili do tejże, grając przytem znakomicie odpowiednią rolę. Potrafią więc być subtelnemi, delikatnemi, czułemi, idealnemi, łagodnemi, pozornie uległemi, umią wzbudzać współczucie, udając nieszczęśliwe i przez los prześladowane, a z drugiej strony wśród tych łez i rozpaczy, potrafią nieraz w szlachetnym i spokojnym mężczyźnie rozniecić ogień nienawiści, zazdrości i chęć zemsty na rzekomym prześladowcy wtrącając im nieraz wprost morderczą broń do ręki.
Co smutne to fakt, że w kobietach takich mężczyźni zakochowują się zwykle do szaleństwa, nieraz znacznie silniej, jakby to względem uczciwej kobiety uczynić mogli, a gdy im smutna rzeczywistość za późno otworzy oczy, albo nie chcą w nią wierzyć, albo mimo wszystko usprawiedliwiają nadal i ubóstwiają te kobiety lub nie rzadko z nadmiaru boleści odbierają sobie, a czasem i owej kobiecie życie. W wyjątkowych wypadkach mężczyzna odrzucony i pogardzony przez taką kobietę pozostaje mimo to nadal przy niej w postaci, że się tak wyrażę „emerytowanego kochanka“ tolerowanego nadal w domu jak jakiś sprzęt mniej potrzebny, lub też zestarzałe już i brzydkie zwierzę domowe.
Stracił on dla tej kobiety nieraz całą fortunę, swoje stanowisko społeczne i pozycję, teraz jest niemal w nędzy, żyjąc nadal na łaskawym chlebie owej kobiety, znosząc od niej ciągłe upokorzenia i spełniając funkcje pośrednie pomiędzy służącym, faktorem a impressarjo. Kobieta taka nie zwraca na niego nieraz przy innym mężczyźnie uwagi tak jak by nie istniał, a gdy drugi mężczyzna tem jest trochę krępowany, wypowiada wprost zdanie, że poprzedni kochanek nie wchodzi zupełnie w rachubę. Poprostu lubuje się w poniżaniu tego człowieka i mieszaniu go z błotem, wyszukują dla niego śmieszne przezwiska tytułując go z przesadną pogardą tem czem był dawniej. Od czasu do czasu ten nieszczęśliwy mężczyzna buntuje się, lecz zwykle bunt jego kończy się upadaniem do stóp owego demona, błaganiem, by go nie odepchnął od siebie, a nieraz spazmatycznym płaczem. Służba nie ma dla niego żadnego szacunku, jest z nim za pan brat, nieraz szydzi z niego jako z darmozjada i dokucza mu. Bywają jednak wypadki, że w tym złamanym człowieku budzi się jednak pogardzona i zdeptana duma męska, rzuca się wtedy na swą gnębicielkę, zabija ją w straszny sposób, a nieraz potem mści się jeszcze na jej zwłokach.
Kobiety-demony mimo swego wyuzdanego nieraz życia, może być wskutek ciągłych nowych wrażeń i odmiany, zachowują nieraz bardzo długo (o ile nie skończą tragicznie życia) swą świeżość i wdzięk tak, że jeszcze w bardzo późnym wieku znajdują gorących wielbicieli zwłaszcza pomiędzy młodymi i niedoświadczonymi ludźmi. I wtedy nawet budzi się w nich ku takiemu młodzieńcowi prawdziwa miłość, mająca w sobie dużo idealizmu, a nieraz macierzyństwa. Kobieta taka nawet zmienia się z gruntu, a mając potemu środki, poświęca się albo pracy społecznej albo filantropji tak, jakby chciała przez to zmazać wszystkie poprzednie swoje winy.
Piękność kobiety opiewana przez poetów, może więc czasem być przyczyną nieszczęścia i zguby dla mężczyzn i dlatego zapewnie przedstawiali starożytni Fatum w postaci przepięknej kobiety.

∗                  ∗

Genialną poprostu w oszukiwaniu mężczyzn i wyłudzaniu od nich pieniędzy była pewna córka budnika kolejowego A. K., przeciwko której prokuratrja państwa wszczęła dochodzenia o krzywoprzysięstwo, zbrodnie, oszustwa w licznych przypadkach, bigamję, namawianie świadków do fałszywych zeznań, wymuszania i wyłudzenia. Była ona właścicielką dwóch kamienic w Katowicach, jednej w Bydgoszczy i zarazem właścicielką ziemską na Wołyniu. Sensacyjna ta afera brzmi wprost niewiarygodnie. Bohaterka jej jak wspominaliśmy, była córką ubogiego budnika kolejowego, poczem pracowała jako nauczycielka przez trzy lata w małem miasteczku i tam ofiarą jej padł pewien wyższy urzędnik kolejowy, którego zniszczyła zupełnie materjalnie. W parę lat potem, w jakiś dziwny sposób, otrzymała emeryturę i legitymację kolejową, poczem wyszła zamąż za pewnego ślusarza. Wkrótce jednak wzięła seperację i ukazała się na widowni nagle jako rzekoma wdowa po kapitanie sztabu armji polskiej wobec czego otrzymała bufet kolejowy na Śląsku Cieszyńskim.
Od tego czasu rozpoczęła swoją działalność na szeroką skalę grasując po wszystkich niemal większych miastach Polski, nawiązując znajomości z bankierami przemysłowcami, wyższemi urzędnikami i t. p. przyczem zaręczała się z nimi naciągając ich na grube sumy i kosztowności, jakoteż puszczając ich bony i weksle. Kwoty sięgały nieraz do wysokości kilku dziesięciu tysięcy złotych.
Dwóch z jej adoratorów pozbawiło się życia, a na liście jej ofiar nie brakło ludzi na najwyższych stanowiskach jak generała, prokuratora, adwokatów, wielkich przemysłowców, a nawet urzędników policji. Zapewne liczba jej ofiar była jeszcze znacznie większa, ale wielu poszkodowanych, zwłaszcza żonatych, nie chciało się ze wstydu przyznać, na jakie sumy i w jaki wyrafinowany sposób ta bezczelna kobieta ich naciągnęła.
W końcu zaręczyła się z pewnym przemysłowcem w Poznaniu, a nawet data ślubu była już wyznaczona. Tymczasem K. zabrała od niego gotówkę, brylanty i wyprawę ślubną i uciekła na Wołyń, gdzie wzięła znów nielegalny ślub z pewnym prawosławnym handlarzem węgla i drzewa.
Gdy sprawki jej zaczęły wychodzić na jaw, a kilku najbardziej poszkodowanych zawiadomiło prokuratorję, rozpoczął się za nią pościg na razie bezskuteczny, gdyż zręczna oszustka zmienia ciągle miejsce pobytu i kryje się przed władzami w dziwnie zręczny sposób.


SPRAWA MARJI TARNAWSKIEJ

Swego czasu, wielkiego rozgłosu wszechświatowego nabrała sprawa słynnej hrabiny Marji Tarnawskiej.
Marja pochodziła ze starej rodziny rosyjskiej Rurków i była córką generała. Rudawa blondyna nie robiła na pierwszy rzut oka wybitnego wrażenia, tak, że niktby nie przypuszczał, że stanie się potem demonem kobietą.
Wyszła zamąż za bardzo bogatego magnata hr. Tarnawskiego, który wkrótce stał się jej zupełnym niewolnikiem, spełniając wszystkie jej zachcianki i kaprysy. Z początku małżeństwo żyło przykładnie i urodził się im synek. Wkrótce jednak stosunki się zmieniły.
Marja rozpoczęła romans z młodym oficerem gwardji w Petersburgu, a zdradzony mąż zabił go w pojedynku. Przerażona tem, uciekła ze synkiem do Kijowa i oddała sprawę rozwodową znanemu adwokatowi Priłukowowi, który odrazu zakochowuje się w niej bez pamięci i poświęca jej nietylko swój majątek, lecz i powierzone mu pieniądze swoich klientów, wobec czego zmuszony jest uciec potem zagranicę.
Poznaje się wtedy Marja z 63cioletnim hr. Komarowskim, który również kładzie u jej stóp swój majątek i serce. Marja przyjmuje te oświadczyny, twierdząc, że zostanie jego żoną, skoro się rozwiedzie. Tymczasem wyjeżdża zagranicę i spotyka się z Priłukowem, który nadal płonie ku niej ślepą namiętnością. Powstaje wówczas u nich plan usunięcia ze świata w jakikolwiek sposób Komarowskiego, celem zawładnięcia jego majątkiem.
W tej myśli wraca Tarnawska do Rosji i tutaj zaraz wpada w jej szpony młody, pełen entuzjazmu student Naumow. Priłukow wobec tego układa plan działania, Tarnawska przedstawia siebie jako ofiarę, pobudza zazdrość Naumowa do tego stopnia, że tenże w końcu pod jej wpływem postanawia hr. Komarowskiego zgładzić ze świata.
I właśnie w chwili, gdy Tarnawska z Priłukowem najspokojniej siedzą w loży Opery we Wiedniu, nieszczęśliwy Naumow strzela w hotelu do oczekującego z tęsknotą swej narzeczonej Komarowskiego i zabija go.
Rozprawa sądowa rozgrywała się potem przed sądem przysięgłych w Wenecji. Naumowa aresztowano w jakiemś miasteczku włoskiem, a hrabinę i Priłukowa we Wiedniu, śledztwo trwało przeszło dwa lata, nim przyszło do tego sensacyjnego procesu.
Złamany zupełnie duchowo Naumow zeznał, że żył w przekonaniu, że jest również kochanym, nie przypuszczając ani chwili, że jest tylko ślepem narzędziem w ręku hrabiny i nieznanego mu nawet rywala. Toteż zaślepienie popchnęło go do zbrodni.
Priłukow chcąc bronić hrabinę wziął całą winę na siebie, natomiast ta ostatnia z zimną krwią obciążyła swemi zeznaniami obu.
Kobieta ta wywierała ciągle jakiś dziwny urok na ludzi. W czasie procesu naprzykład usiłowało kilku młodzieńców uwolnić ją przemocą z więzienia, a sędziowie przysięgli skazawszy ją na kilka lat więzienia podpisali jednak równocześnie prośbę o ułaskawienie jej. Umieszczono ją w więzieniu kobiecem na wyspie Giudecca, gdzie udawała męczennicę i grała swą rolę tak doskonale, że wszyscy z nią współczuli i ubóstwiali ją, nie wyłączając nawet zakonnic, którym powierzono nad nią opiekę.
Po dwuch latach została ułaskawioną, lecz skończyła tragicznie, bo znaleziono ją powieszoną w nocy w pociągu pośpiesznym idącym z Kijowa do Petersburga.
Priłukow dostał dziesięć lat więzienia, natomiast Naumow przy uwzględnieniu okoliczności łagodzących, tylko trzy.


SPRAWA LINDY MURRI BONMARTINI

Mniej więcej na pięć lat przed sprawą Tarnawskiej rozegrał się we Włoszech niemniej sensacyjny i ponury dramat, którego bohaterką była bardzo piękna, młoda hrabina Linda Bonmartini, żona młodego, wykwintnego, lombardzkiego arystokraty, a zarazem córka jednego z najsłynniejszych włoskich uczonych i lekarzy, profesora uniwersytetu w Bolonji Augusta Murri.
Dnia 2-go września r. 1902 znaleziono w sypialni zasztyletowane zwłoki hr. Bonmartini. Zona jego z dziećmi znajdowała się wtedy w Wenecji.
Dochodzenia wzbudziły podejrzenia, że nieszczęśliwa ofiara została pozbawioną życia i obrabowaną przez jakąś kobietę i jej wspólników.
Po pogrzebie hrabina Linda z ojcem i swoim bratem, znanym politycznym pisarzem Tullio Murri, wyjechała do Szwajcarji, podczas gdy władze napróżno szukały sprawców.
Tymczasem zaczęły się rozchodzić głuche pogłoski, że żona zamordowanego przyłożyła do zbrodni rękę, a w końcu opinja publiczna zażądała aresztowania hrabiny. Wtem znalazł się nagle w Bolonji ojciec, Profesor Murri i zeznał przed sądem, że syn jego Tullio w owym dniu udał się do hrabiego, aby mu zwrócić uwagę, że się źle obchodzi z jego siostrą. Ten w odpowiedzi zaczął się o Lindzie wyrażać w obraźliwy sposób co doprowadziło szwagra do tego, że w szale zasztyletował hrabiego. Dalsze badania policyjne wykazały, że hrabina utrzymywała równocześnie stosunek miłosny z Dr. Secci, asystentem jej ojca, a nawet była z nim w Darmsztacie, gdzie chcieli nabyć bardzo silną truciznę kurarę (której Indjanie używają do zatruwania strzał). Tullio schronił się tymczasem do Serbji.
Wobec tego aresztowano hrabinę Lindę i d-ra Secci, który znajdował się wtedy na studjach w Wiedniu, jakoteż pokojówkę Lindy, Rozinę Bosetti, kochankę Tullia. Na wiadomość o tem Tullio wrócił do kraju i zgłosił się do sądu. Sensacyjny ten proces trwał kilka tygodni, przyczem wykryto nowego sprawcę i wspólnika Tullia, w osobie jego przyjaciela dr. Naldi. Sąd przysięgły skazał za morderstwo Tullia Murri i dr. Naldi na 30 lat więzienia, hrabinę Lindę i dr. Secci na 10 lat, a pokojówkę Bosetti na 7 lat.
Jednak kobiety takie mają dziwne jakieś szczęście, bo po skazaniu jej w prasie całego świata rozpoczęła się dyskusja w jej obronie, a słynni pisarze jak poeta Björnstjerne-Björnson, Tomasz i Henryk Mann, a zwłaszcza Karol Federn, dowodzić chcieli ciągle jej niewinności. Wobec tego w końcu wypuszczono z więzienia hrabinę tak, że ostatnie trzy lata swej kary spędziła ona w dobrach swego ojca w Rapaggnano. Tutaj uwiodła ona znowu, a następnie zaślubiła wychowawcę swych dzieci, profesora gimnazjalnego Egidi. Dowiedziawszy się o tem dr. Secci (również ułaskawiony za wstawiennictwem włoskiego towarzystwa lekarskiego) zmarł w rozpaczy w kilka dni potem. Natomiast Tullio Murri i dr. Naldi odsiedzieli 17 lat w więzieniu.

∗                  ∗

Przytoczyliśmy tu dwa typowe przykłady z życia słynnych demonów kobiet. Widzimy z nich przedewszystkiem to, że z jednej strony kobiety takie wywierają jakiś dziwny magnetyczny wpływ na otoczenie któremu oprzeć się nie mogą nietylko mężczyźni młodzi i starszy, ale nawet kobiety. Kobiety demony odznaczają się nieraz okrucieństwem i mają skłonności sadystyczne. Ulubionem naprzykład zajęciem Tarnowskiej było używanie dłoni swoich kochanków zamiast popielniczki do gaszenia papierosów. Drugim znowu faktem, prawie zawsze towarzyszącym tym wypadkom, jest to, że kobiety te prawie bez wyjątku przynoszą nieszczęście, a nieraz śmierć wszystkim mężczyznom, którzy wejdą w orbitę ich życia.
W związku z tem pozostaje zapewne sprawa tak zwanego szczęścia do mężczyzn i łatwości wstępowania w związki małżeńskie. Otóż doświadczenie życiowe jakoteż statystyki dowodzą, że u mężczyzn największem powodzeniem cieszą się właśnie te kobiety, o które ubiega się równocześnie dużo mężczyzn. Mają one przez to taki urok, że mężczyzna musi przy zdobyciu takiej kobiety łamać rozmaite przeszkody aby pokonać rywali, przyczem napawa on się dumą, że kobieta ta wyróżniła go z pomiędzy wielu innych. Tem więc tłumaczymy sobie częste wstępowanie w związki małżeńskie rozmaitych artystek dramatycznych, śpiewaczek, diw operetkowych, a nawet kabaretowych. Również cieszą się powodzeniem kobiety, które mężczyźni mogą publicznie podziwiać z powodu ich pięknych kształtów, a należą tutaj tancerki, jakoteż manekiny w wielkich magazynach mód. Naodwrót znów dla wielu mężczyzn ma urok kobieta, której pozornie zdobyć nie można, a to albo z powodu jej zawodu, albo też zimnego traktowania mężczyzn. Szaleją więc nieraz mężczyźni za zakonnicami, dozorczyniami chorych, a wreszcie za takiemi, które należą już do innego mężczyzny, względnie są mężatkami.
Zato nie mają szczęścia do mężczyzn, kobiety nieraz bardzo piękne i o wielkich zaletach duchowych, które nie mając majątku ani sposobności błyszczenia i nie umiejące kokietować, żyją ze skromnej pracy własnych rąk, choć są one najlepszym materjałem na żony.


PRZESTĘPCZOŚĆ KOBIETY

Podług statystyki kryminalnej przestępczość u kobiet jest cztery razy mniejszą jak u mężczyzn, a co ciekawe, główną przyczyną zbrodni kobiecych jest niemal zawsze jakiś punkt erotyczny. Pierwszą niejako taką zbrodnią, której dopuszcza się młoda jeszcze i stosunkowo nawet moralna dziewczyna, jest dzieciobójstwo.
W wielu wypadkach czyni to kobieta z obawy przed opinją świata, jakoteż z rozpaczy, by nie została usuniętą z domu, posady i t. p. Niektórzy kryminaliści twierdzą, że kobieta pozbawiona opieki przy porodzie cierpiąc przytem bardzo, może popaść w pewne zamroczenie umysłowe zwłaszcza, że nie może pozwolić sobie potem na wypoczynek, bo poród odbywa gdzieś ukradkiem i potem musi zaraz iść do pracy. Korzystają z tego obrońcy sądowi przytaczając to jako okoliczność łagodzącą i z tego też powodu sędziowie przysięgli nieraz taką nieszczęśliwą ofiarę lekkomyślności i żądzy mężczyzny uwalniają. Dzieciobójstwo ma zwykle miejsce w sferach proletarjatu, gdzie kobieta niema sposobności na czas pozbyć się płodu.
To ostatnie wydarza się w sferach lepszych niestety obecnie bardzo często, a nawet w niektórych krajach jest ono poprostu tolerowane.
Medycyna natomiast tylko w wyjątkowych wypadkach musi to czynić, mianowicie jeżeli zachodzi obawa, że dalszy rozwój ciąży może grozić kobiecie utratę życia.
Nierzadko dopuszczają się kobiety zawiedzione w miłości zbrodni uszkodzenia ciała oblewając żrącym kwasem swego kochanka lub jego oblubienicę, nieraz nawet podczas aktu ślubu. Zabija też czasem żona męża, niemogąc znieść dłużej jego tyranji i to zwykle w bestjalski sposób, nieraz wśród snu, gdy jest bezbronny lub ubezwładniwszy go przedtem jakimś narkotykiem. Często niewykonuje ona tego sama lecz nakłania do zbrodni swego kochanka. Naodwrót znów kochanek, co zwłaszcza u prostytutek ma miejsce, nakłania i zmusza dziewczynę do zbrodni, każąc jej nieprzytomnego lub upojonego alkoholem mężczyznę okraść albo też wciągając go do podejrzanych miejsc, gdzie alfons z nim się rozprawia. Również pod wpływem miłości, a nieraz jak nazywamy trywialnie „psiego przywiązania“, dopuszczają się strasznych zbrodni lub są wspólniczkami kobiety należące do band zbójeckich. Nierzadko dojrzałe lub starsze kobiety nie mające sposobności zadawalniania płciowego, uwodzą młodych chłopców, a nawet dzieci, jak to często u służących i bon ma miejsce.



SZKOŁY WIEDZY MAŁŻEŃSKIEJ I PORADNIE SEKSUALNE

Na szczęście rozwija się obecnie w społeczeństwach nowy zdrowy prąd, polegający na tem, że o sprawach seksualnych mówi się zupełnie szczerze i otwarcie, młodzież uświadamia się, wygłasza się w tej sprawie ciągłe odczyty i wydaje dzieła, a co najważniejsze, stwarza poradnie dla spraw seksualnych. W Berlinie istnieje oddawna instytut dla spraw seksualnych, prowadzony przez znanych i wybitnych badaczy, a ostatnio otwarto przy nim publiczną bezpłatną poradnię dla spraw życia płciowego. Do poradni tej może się zgłaszać każdy mężczyzna lub kobieta osobiście lub też listownie. Każdego pierwszego poniedziałku w miesiącu, o godzinie 8-mej wieczorem, odbywa się tam publiczne zebranie, na którem prelegenci odpowiadają na nadesłane im listy (naturalnie bez przytaczania nazwisk), przyczem wygłaszają odpowiednie odczyty. Poradnia ta cieszy się wielkiem uznaniem, tak, że nawet kierownik tejże, dr. Hodann, na mocy swego bogatego doświadczenia wydał dzieło pod tytułem: „Płeć i miłość“, w którem omawia rozmaite żywotne kwestje, odpowiedzi na nie, jakoteż porady udzielone zgłaszającym się do Poradni.
W Ameryce posunięto się jeszcze dalej i obok uniwersytetu w Bostonie otwarto fachową Szkołę wiedzy Małżeńskiej, w której każda dziewczyna, pragnąca wejść w związki małżeńskie i założyć ognisko domowe, może studjować. Nauka trwa 6 semestrów, a wykłada tam 12-tu wybitnych profesorów. W wykładach omawia się przedewszystkiem wybór partnera małżeńskiego, sztukę poznania wzajemnego, jakoteż sposoby zainteresowania i przywiązania do siebie mężczyzny.
Słuchaczki muszą rozwiązywać rozmaite temata i problemy im zadane, prócz tego uczą się gospodarstwa domowego, higjeny i pielęgnowania niemowląt, a na najwyższym kursie studjują nawet prawo małżeńskie. Po ukończeniu studjum odbywa się egzamin, po którym egzaminowana dostaje dyplom uznający ją za zdolną do wstąpienia w związki małżeńskie.
Za przykładem Bostonu poszły już i inne miasta, zakładając szkoły pod nazwą: „Szkół Szczęśliwych Małżeństw“. W Nowym Yorku zaś założono „Klub pierwszego roku“, w którym świeżo pobrane pary znajdują fachową poradę i pomoc w razie zjawiających się już wtedy drobnych nieraz nieporozumień, które z czasem prowadzić mogą do poważnego rozdźwięku. U nas niestety jeszcze takich instytucji niema, są jednak pewne zaczątki w postaci zakładania Przychodni i Poradni dla cierpień płciowych, gdzie prócz bezpłatnego leczenia udziela się też fachowych porad zgłaszającym się w sprawach seksualnych.


AFORYZMY O MIŁOŚCI
MANTEGAZZA: Mężczyzna chce być kochanym — kobieta chce zaś kochać.
Mężczyzna w miłości swej jest więcej zwierzęciem jak człowiekiem, kobieta zaś więcej aniołem jak człowiekiem (Fizjologja miłości).
MONTESQUIEU: Kobieta jest całe życie przyjemnem dzieckiem.
ROUSSEAU: Kobieta jest przedmiotem zachwytu mężczyzn.
LAMENAIS: Kobieta jest maszyną do uśmiechania się.
Małżeństwo jest zbiorem obopólnych ustępstw.
Kobiety cenią u mężczyzn dyskrecję, bo dobrze wiedzą, jak trudno im samem przychodzi milczeć.
BOURGET: Miłość u ludzi bogatych jest nieraz tylko jednym zbytkiem więcej.
Ludzie lubią, gdy się nienawidzi tych osób, których i oni nie lubią, zato są mniej zadowoleni, gdy podobają się nam ich ideały.
GYP: Kobieta zapytana dokąd idzie, odpowiada nieraz skąd wróciła.
SOKRATES: Czy się kto ożeni, czy nie ożeni, to i tak tego potem żałować będzie.
WEININGER: Im gwałtowniej jakaś kobieta mówi o swym wstręcie do seksualizmu, tem bardziej jest w głębi o nim przekonana, tem silniej odzywa się w niej natura zmysłowa, którą chce przez puste słowa zagłuszyć.
Mężczyźni dzielą się na dwie kategorje: jedni gardzą kobietą, a drudzy nigdy głębiej się nad nią nie zastanowili (Płeć i charakter).
NIETZSCHE: Dobroć w kobiecie jest pewną formą zwyrodnienia!
PERSKIE przysłowie mówi: Dusza ma dwie trucizny: wino i piękną kobietę.
MANTEGAZZA: Kobieta kocha więcej sercem, mężczyzna więcej zmysłami.
Kobieta nie wierzy często w miłość mężczyzny i mówi: ty mnie kochasz mniej jak ja ciebie, żebyś mnie choć połowę tak kochał, jak ja kocham ciebie!
Wielu mężczyzn zawdzięcza swe szczęście do kobiet temu, że gardzą niemi.
Kobieta mająca ładne zęby ciągle się śmieje, a mająca ładne ręce, ciągle gestykuluje.
LA ROCHEFOUCAULT, który miał wielkie szczęście w miłości, powiedział jednak w końcu: Niestety, miłość spotykałem w życiu tylko w romansach i literaturze.
GEORGE SAND: Pieszczoty bez miłości mają w sobie coś ordynarnego.
Trzeba kochać, albo całą duszą, albo ze wszystkiego zrezygnować.
MANTEGAZZA: Na sto młodych kobiet złodziejek dziewięćdziesiąt pięć kradnie dlatego, by móc zrobić z tego prezent dla kochanka.
Dr. ŚWITALSKA: Bardzo często przyczyną rozdźwięku seksualnego w małżeństwie jest fakt, że mężczyźnie wystarcza sam akt bez podkładu uczuciowego, podczas gdy kobieta wkłada w stosunek swój do mężczyzny dużą ilość sentymentu.
U naszych prababek udawanie obojętności uchodziło za dobrą manierę i za jedną z metod kokieterji.
Zdrady kobiet bardzo często wynikają z pogoni ich uczuciowej organizacji za objawami tkliwości i czułości, którą dać im może łatwiej „przyjaciel“ odgrodzony od prozy życia codziennego w przeciwieństwie do męża.
W każdem nowoczesnem małżeństwie kobieta powinna starać się być człowiekiem indywidualnym, reprezentować jednocześnie matkę i kochankę.
Powodem, łamiącym często urok życia małżeńskiego jest brak pogody u żony w stosunku do codziennych drobnych życiowych przykrości i kłopotów. Robienie awantur staje się u wielu nałogiem.
Kobieta w okresie menstruacji często bez żadnego powodu ma żal lub pretensje do osób najbardziej je kochających.
Każda kulturalna kobieta powinna zawsze dbać o swe zdrowie i swój estetyczny wygląd zewnętrzny.
Niestety często kobiety po wydaniu na świat dzieci stają się, jak się to mówi, „bez pretensji“, zasklepiając się tylko w swej miłości do dzieci i nie widząc poza niemi nawet swego męża.
BYRON: Kobieta powinna być o tyle inteligentna, by zrozumiała mężczyznę, ale nie tak inteligentna, żeby go ciągle krytykowała.
ROUSSEAU: Kobieta śmieje się, kiedy może, a płacze, kiedy chce.
MANTEGAZZA: W swojej fizjologji kobiety przytacza zdanie pewnego Don Juana:

Na matkę i córkę wybrałbym angielkę
Na siostrę tylko niemkę,
Na kochankę francuskę lub rosjankę,
Na małżonkę włoszkę lub hiszpankę.

Na pochwałę trzeba dodać, że sam był włochem.
KLĘSK: Kobiety pragną widzieć w mężczyźnie wytworną elegancję, dobre ułożenie, ale gdy zobaczą że zwraca on zbyt wielką uwagę na siebie, przestaje on im się podobać.
Piękność mężczyzny nie jest zupełnie konieczna dla kobiet. Owszem w mężczyźnie pięknym wyradza się nieraz próżność i dbanie o swój wygląd, przez co zatraca męzkość i przestaje działać na kobiety.
KARIN MICHAELIS: Jeżeli dwoje ludzi tak fizycznie jak moralnie nic już nie łączy ze sobą, to powinni choćby dla przyzwoitości się rozejść.
Jedynie miłość kobiety zdolna jest podnieść mężczyznę duchowo i natchnąć go do twórczej pracy.
Do małżeństwa trzeba mieć talent.
Należałoby wprowadzić małżeństwa na próbę, naturalnie przytem o zapłodnieniu mowy by być nie mogło.
Gdyby ludzie w małżeństwie mieli ciągle być ze sobą jak dwa rękawy sukni, byłby Pan Bóg stwarzał ich parami.
Małżeństwa, które widywałam, składały się zawsze albo z dwojga ludzi zawzięcie ze sobą walczących, albo ze zwycięzcy i pokonanego.
JUNG: Miłość nie uświęcona prawnie jest w naszych pojęciach niemoralna bez względu na to, czy zachodzi między ludźmi dobrej opinji czy łotrami!
Obecna moralność płciowa jest bardzo jeszcze barbarzyńska i nie postępowa, gdyż zwraca tylko uwagę na sam fakt seksualny, a nie na duszę ludzi i motywy ich działania.
Wielu ludzi twierdzi, że żaden erotyczny konflikt w nich nie istnieje, bo nie mają zupełnie w sobie seksualności, a tymczasem istnieje ona w nich ale pod zmienioną postacią, naprzykład jakichś nerwic.
POLA NEGRI: Kobieta nie powinna być głupią samiczką, ale człowiekiem, z którym mężczyzna mógłby obcować jak z przyjacielem. Jeżeli walczyłyśmy o równouprawnienie, to nie na to, by być hurysami z haremu. Samiczka-kobieta podobać się może godzinę, noc, ewentualnie kilka nocy, zato kobieta-człowiek podobać się będzie zawsze godnemu siebie mężczyźnie.


ZAKOŃCZENIE

W uwagach naszych staraliśmy się o ile możności, bezstronnie poruszyć najważniejsze zagadnienia życia erotycznego kobiety. Może być, że ktoś z mężczyzn weźmie mi za złe, że częściej stawałem po stronie kobiet, uczynić to jednak musiałem, choćby z tego powodu, że na tem polu panuje dotąd wielka niesprawiedliwość i kobiety ponoszą zawsze konsekwencje swego, nieraz szlachetnego kroku, podczas gdy wina leży nieraz po stronie lekkomyślnego mężczyzny. Staraliśmy się również wykazać, że kobieta jest tak samo z krwi i kości jak mężczyzna i ma też popęd płciowy, niestety jednak wskutek wadliwego wychowania, rozmaitych przesądów, jakoteż krępowania kobiety na każdym kroku, nie może on w większości przypadków przebiegać naturalnie, zmusza kobietę do krycia się, udawania, a nieraz fałszu i podstępu. Zapewne jednak, gdy obecny zdrowy prąd wychowania wyda w przyszłych pokoleniach dobre owoce i ta sprawa zmieni się na lepsze.
Kobieta wychowywana racjonalnie, mająca sposobność pracowania na siebie bez ciągłego oglądania się na męża, będzie też więcej szczerą, naturalną, mniej nerwową, a przedewszystkiem zdrową. Mogąc spokojnie żyć i zarabiać na siebie, będzie mogła dobrać sobie najodpowiedniejszego dla niej męża, nie spieszyć się z wyborem, a, co najważniejsze, nie być do tego zmuszaną.
Bezwarunkowo twierdzę, że zmniejszy się przez to bardzo szybko przerażająca obecnie ilość kobiet chorych, nerwowych, histeryczek, niezrozumianych i nieszczęśliwych żon, a z chwilą kiedy mężczyzna będzie taksamo odpowiadał prawnie za uwiedzenie kobiety jak ona i ponosić będzie musiał konsekwencje swego kroku, zmniejszy się także gwałtownie liczba nieszczęśliwych ofiar samowoli męzkiej.
Jeżeli dodamy do tego, że może w przyszłości społeczeństwo zmieni swoje zapatrywania na tak zwane upadłe kobiety, poda im rękę i zajmie się niemi, a kobietę, która w najszlachetniejszych zamiarach poświęciła wszystko mężczyźnie, nie będzie obrzucało błotem i wyrzucało ją poza nawias społeczeństwa, to z pewnością będzie to zarazem najradykalniejszym środkiem zwalczania prostytucji, która, nie mając racji bytu, sama przez się powoli zacznie zanikać, ograniczając się chyba tylko do jednostek chorych, zdegenerowanych i wyzutych ze wszystkich pojęć uczciwości i moralności. Może jeszcze do tego daleko, obowiązkiem jednak naszym jako lekarzy, psychologów i hygienistów jest szerzyć pomiędzy społeczeństwem ten nowy zdrowy prąd.
O sprawach seksualnych i życiu płciowem mówić należy otwarcie i szczerze, gdyż obecny prąd, chowający jeszcze wszystko pod korcem, jest sztucznem wyrafinowaniem, które nietylko że nie prowadzi do celu, ale często ma skutek wręcz odwrotny.
Przypominam sobie, że gdy przed kilku laty, zaproszony przez związek artystów i literatów, rozpocząłem cykl wykładów na ten temat (które cieszyły się ogromną zawsze frekwencją), to z początku spotykałem nieraz u moich znajomych złośliwe uwagi, jakoteż zapytania: jak mogę publicznie „o takich rzeczach“ mówić! Naodwrót znowu nieraz po odczycie spotykał mnie zarzut, że ten lub ów słuchacz czy słuchaczka spodziewali się, że na wykładzie usłyszą coś pikantnego, ciekawego, tajemniczego lub podniecającego, a tymczasem mówiłem zupełnie poważnie, serjo i naukowo, a nieraz tu i ówdzie wycisnąłem w oku słuchacza łzę współczucia.
Dowodzi to chyba jasno, że o sprawach seksualnych myślimy często wychodząc z zupełnie mylnego założenia, tak, jak gdyby były to rzeczy złe i zdrożne.
Zapominamy o tem, że są to rzeczy bardzo ważne i podstawowe, a jakkolwiek może Freud przesadza, mówiąc, że erotyzm tkwi w człowieku od dziecka, buduje nieraz cały kompleks psychiczny człowieka i decyduje potem o jego przyszłem życiu, zdrowiu, szczęściu i zdolności do pracy, to jednak zaprzeczyć się nie da, że jest on jedną z najważniejszych podstaw naszego życia.
Wprawdzie obecne stosunki każą nam o tem nie myśleć i spychają wszystkie sprawy erotyczne w naszą podświadomość, lecz tkwią one w niej ciągle i stale i nieraz, jakkolwiek pod inną postacią, są przyczyną rozmaitych cierpień, nieszczęść i zawodów w życiu.
W tej też tylko myśli postanowiłem ogłosić tych kilka moich uwag. Wiem, że znajdą one może tu i ówdzie przeciwników, zdaję sobie dokładnie sprawę, że wiele zdań, wobec obecnych poglądów, może się wydać pozornie za śmiałemi, z drugiej jednak strony żywię nadzieję, że książka moja, jeżeli już nie sama, to przynajmniej kiedyś w przyszłości pobudzi kogoś do lepszego omówienia, czy przedstawienia tej tak ważnej sprawy, która interesować musi każdego człowieka, tak młodego jak dojrzałego i starego, tak mężczyznę jak i kobietę, tak uczonego jak i prostaka, bo miłość jest taksamo niezbędnie i każdemu potrzebną jak powietrze do oddychania i życia!

KONIEC.






  1. National Tuberculois Association w Nowym Yorku stwierdziło, że liczba zachorowań na gruźlicę wśród dziewcząt między 14—19 rokiem życia jest dwa razy większą jak chłopców, co odnieść należy właśnie do głodzenia się, celem schudnięcia i osiągnięcia linji.
  2. Również nieraz ginie przy porodzie kobieta chora na serce, o czem mówimy na innem miejscu.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adolf Klęsk.